Logo Artemidy
Sam Środek Ubitej Ziemi
#76
Świerszcz od momentu zebrania z niecierpliwością wyczekiwał tej chwili, co jeszcze bardziej podsycało jego emocje i doprowadzało do szaleństwa. Przez jego głowę przebiegło jednocześnie tyle myśli, że sam do końca nie wiedział jak się pozbierać. Z nikim też nie dzielił się swoimi myślami. Cieszył się, martwił, tworzył scenariusze. Zdawał sobie jednak sprawę, że Opoka może nie być w stanie stolerować jego zachowania, jeśli nie będzie w stanie się opanować. Toteż cały poprzedni dzień spędził na rzeczach pożytecznych, co by rozładować energię. W wyznaczonym miejscu zjawił się więc o świcie, tak jak powiedziała mu Tundra. Cieszył się, że dzień próbny odbędzie właśnie z nią, która jak nikt inny była mu w stanie pokazać jej pracę. Tym razem opanowany, z lekką obawą i ciekawością, spojrzał na kotkę wielkimi, błękitnymi oczami, przez moment dzieląc pytanie, które zadała mu Opoka na części pierwsze.
— A więc... — zaczął — myśślę, że to dlatego, bo wilki żyją w ssstadach. Nie widziałem żadnego, więc nie mogę potwierdzić tej informacji, ale sssłysszałem, że ssą bardzo rodzinne wobec sssiebie i opiekują się ssobą nawzajem. Zupełnie tak jak piasstuni wobec kociąt. Popraw mnie, jeśli ssię mylę — poprosił.
Przy ostatnim zdaniu zadrżała mu lekko szczęka. Przejechał językiem po zębach w zastanowieniu. Nie wątpił, że każda ścieżka, w tym również wilka, miała w sobie coś ciekawego do pokazania. Tę było mu po prostu ciężko sobie wyobrazić.
/< 3
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#77
To dobrze, że uczeń, z którym przyszło jej rozmawiać był chętny do współpracy i pełen zapału. Byłaby wysoce rozczarowana, gdyby młodzik udzielił jej lekceważącej bądź ignoranckiej odpowiedzi. Biały przyszły uczeń naprawdę zastanowił się nad odpowiedzią i faktycznie postarał. Kędzierzawa Opoka skinęła mu głową, zadowolona, pewna już, że ich współpraca ma szansę być owocna.
- Świetnie - pochwaliła go, będąc szczerze zadowoloną z jego odpowiedzi. Kocurek naprawdę wiedział, co czym mówi, a czekoladową kotkę zdecydowanie to cieszyło. - Widziałam wilka, zanim jeszcze powstał Nowy Świt. Z daleka. Małe stado odpoczywało na polanie. Duże, szaro-brązowe zwierzęta. Budzą grozę i podziw. - opowiedziała krótko, przywołując tamtą sytuację w pamięci. Dobrze zapamiętała ich obraz, teraz mogła być już pewna, że nigdy nie zapomni tego widoku. Nie dało się wymazać tego z pamięci. Teraz, kiedy miała okazję opowiedzieć o tym Świerszczowi, była raczej zadowolona z tego faktu.
- Piastuni często pomagają matkom w opiece nad oseskami i niemowlętami. Aktualnie takich u nas nie ma ale mogę Ci opowiedzieć, w skrócie, jak taka opieka wygląda. Chyba, że coś na ten temat wiesz? - zapytała z lekkim przechyleniem swojej okrągłej głowy na bok. Nie zamierzała przedstawiać mu Ścieżki Wilka jako kolorowej, wiecznie przyjemnej i wyjątkowo interesującej. Podjęła decyzję, że opisze wszystko dokładnie tak, jak to wygląda. Być może sprawi tym, że kocur nie wybierze tej ścieżki, ale nie miało to stanowić problemu. W końcu właśnie taki był cel - wybór przez nowoświtowca prawidłowej, odpowiedniej ścieżki.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#78
Próbował sobie wyobrazić tę scenę. Tundrę, stojącą na skraju lasu, z oddali obserwującą bandę dzikich bestii. Bestii dumnych, groźnych, potężnych. Nic jednak, co Świerszcz w tym momencie miał w umyśle nie mogło oddać pełnego obrazu tego, co widziała starsza kotka — sam nigdy nie widział wilka. Dlatego też na słowa Opoki niemal wybałuszył oczy, robiąc wyraz pyska pełen podziwu.
— Wow... — westchnął po cichu — to mussiało być naprawdę niesssamowite przeżycie... Ciekawe, co myśślałyby ssobie te wilki, gdyby tak ujrzały nass w podobnej ssytuacji... Założę ssię, że nie byłyby ssuper sszczęśliwe... — przechylił łebek, obstawiając, czy są to stworzenia, które byłby w stanie sobie zaprzyjaźnić, czy raczej wolałyby ich zjeść na drugie śniadanie... Z drugiej strony zostanie zjedzonym przez nikogo innego, jak WILKI — to było naprawdę coś. Coś, jak zaszczyt. A czy wilki czułyby się równie zaszczycone, gdyby dowiedziały się, że Nowy Świt nazwał na ich cześć ścieżkę? O tak, z pewnością. Gdyby Świerszcz był wilkiem czułby nie byle jaki zaszczyt.
— O, a czy ja też będę kiedyśś mógł zobaczyć wilki, tak jak Ty? — zapytał, wyraźnie podekscytowany.
— Hmm... — zastanowił się, próbując udzielić dobrej odpowiedzi na kolejne pytanie — Opieka nad kociętami... Mussi być trudna, prawda? Obsstawiam codzienne karmienie, pilnowanie by nie wysszły z kociarni, by nikomu nie sstała się krzywda... I pewnie zabawy, dużo dużo zabaw. O, i tłumaczenie rzeczy, jeśśli zrobiły coś niedobrego. Albo niebezpiecznego. A przynajmniej tyle pamiętam ze sswojego dośświadczenia. Czy cośś jesszze? — podpytał.
Speszył się lekko, obawiając się, że udzielił zbyt prostolinijnej odpowiedzi.
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#79
- Jest szansa, że spotkasz jakiegoś w swoim życiu. Ale nie mogę ci tego obiecać. - odpowiedziała Tundra, nie zamierzając kocurka mamić obietnicami niemożliwymi do pokrycia. Wilki były niezwykle rzadkie i ona sama mogła uważać się za wielką szczęściarę, mogąc wspominać ich widok i opowiadać innym. Tak po prostu było - Świerszcz mógł, nie musiał w swoim życiu zobaczyć wilki. Tyle.
- Tak, wszystko co mówisz to prawda. - przyznała, mimo że spodziewała się, a może oczekiwała bardziej szczegółowej wypowiedzi. Nauczyła się już jednak delikatności wobec młodych kotów - nie powiedziała mu więc wprost, że oczekiwała czegoś innego, tylko zwyczajnie przeszła do swoich wyjaśnień. - Opieka nad kociętami zaczyna się dużo wcześniej, zanim można się z nimi bawić, czy cokolwiek im tłumaczyć. Jeżeli ich matka, czy też… rodzic, który je urodził, żyje, do pewnego momentu, mniej więcej półtora księżyca, karmi je wyłącznie swoim pokarmem - to jest mlekiem. Bardzo istotne jest, żeby kocię napiło się go krótko po urodzeniu - to pierwsze mleko bardzo zwiększa szanse na przeżycie kocięcia i w późniejszym życiu może dać mu odporność na choroby. A mówię ci to wszystko dlatego, że w tej chwili w Nowym Świcie nie ma tak małych kociąt, nie mogę więc zaprezentować tego w praktyce. - przestała na chwilę mówić, przełknęła ślinę i ciągnęła dalej. W międzyczasie na jej głowie wystąpił pewien ruch w postaci poruszenia się obu uszu. - Piastuni, czyli koty na ścieżce wilka często zastępują rodziców w opiece nad kociętami i to tej początkowej - wymagającej sporo delikatności i wiedzy. Bardzo małe kocięta nie wypróżniają się same - trzeba lizaniem w dolnej części brzucha pobudzić ich narządy wewnętrzne do pracy. Nie będę opowiadała ci większej ilości szczegółów, chciałam zarysować tę kwestię lekko, byś wiedział z grubsza, co cię czeka. - wyjaśniła Opoka i trzepnęła ogonem. Kolejna kwestia. - Nie mamy w tej chwili żadnego Nowicjusza ale Piastuni również z nimi spędzają czas i rozmawiają. Domyślasz się, o czym mogą to być rozmowy? - zapytała i lekko przechyliła głowę na bok. Była ciekawa, co młodzik odpowie.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#80
XXXXCzarno-biała, włochata sylwetka dopiero od niedawna była w stanie w ogóle wyjść z Ukrytej Pieczary. I ciekawość wzięła górę, bo obóz Nowego Świtu okazał się był nad wyraz interesujący, więc nic dziwnego, że młodzik przebywał tam przez dość dużą ilość czasu i dopiero któryś z ojców musiał go zaciągać do kociarni na jedzenie lub drzemkę.
XXXXUsiadł w samym centrum obozu, wyciągając mordkę ku górze, pozwalając, aby ciepłe promienie słońca ogrzewały jego i i tak już ciepłą ziemię dookoła. Cudowne, błogie uczucie, o wiele przyjemniejsze od deszczu, wiatru lub zimna, a młodzik miał wrażenie, że mógłby tak tu siedzieć godzinami. Przymknął powieki, a na jego pyszczku pojawił się subtelny, ledwie zauważalny uśmiech, kiedy lekkie podmuchy muskały jego długą, czarną sierść, łatwo nagrzewającą się w słońcu.

Pęd
LVL 2 50 / 150
MedLVL 2 0 / 300
10
Siła
S
10
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#81
Piękny kocur obudził się tego dnia wyjątkowo wcześnie, dokładnie wiedział, dlaczego tak się stało. Z głębokiego i nadzwyczaj przyjemnego snu wybudził go skurcz w tylnej prawej łapie, sam Pęd był tak zaskoczony i zamroczony, że zaciskał zęby, byle nie krzyknąć, ani nie jęknąć z bólu. Po kilku uderzeniach serca był pewien, że za moment będzie budził Pokrzywę, by w panice poinformować ją, że odpada mu łapa i jak on będzie wyglądał jako kulawy!? Zanim to zrobił, wziął jeszcze kilka głębszych oddechów i uświadomił sobie, że ból zaczyna powoli mijać. Otarł łzy, które zdążyły zgromadzić się w kącikach jego oczu i wstał. Rozruszał kończynę i mimo że bolesność nie minęła całkowicie, to Pęd uznał że najwyraźniej kryzys minął.
Był jednak całkowicie pewien, że nie zdoła już tego ranka zasnąć. Przeciągnął się (tylna łapa zgrzytnęła bólem na nowo) i pospieszył do Spiżarni, licząc że znajdzie się tam coś dla niego, co zostało z wieczornego patrolu. Zgarnął przeciętnej wielkości mysz i zjadł ją prędko, decydując że kiedy sam opuści obóz, z pewnością przekąsi coś jeszcze. Czyścił sierść, jednocześnie planując nadchodzący dzień.
Ledwie zaczynało świtać.

//Zmierzch!
Broken down and hungry for your love
With
no way to feed it
Where
are you tonight?
Child, ya know how much I need it

[Obrazek: QnYHYUe.png]

It's never over
All my
blood for the sweetness of his laughter
It's never
over
He's the tear that hangs inside my soul forever.


LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 90 / 200
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#82
Nie gadała dużo z Pędem. Ani też przed zniknięciem ze swoim ojcem, a do kociarni wchodziła tylko okazjonalnie. Wkurzyła się dość mocno na Raniuszka za sprawienie sobie kolejnej gromadki, którą co ciekawsze ostatecznie porzucił. Chociaż musiała przyznać, że po tym, jak zniknął, czuła się okropnie. Nie będzie już okazji, by sobie wytłumaczyć rzeczy, nie pochwali już swojej kochanej córeczki i nie będzie mógł obserwować, jak zajmuje wysokie stanowisko w stadzie. Bo w sumie duma jej ojca była dość sporą motywacją, która została jej zabrana. Co bolało.
Zmierzch zawsze była rannym ptaszkiem, lubiła budzić się, gdy obóz zaczynał tętnić życiem, by złapać pierwsze promienie słońca. Ostatnio może wstawała… trochę za wcześnie. Tak też było dzisiaj i oh jakim zaskoczeniem było zobaczenie kochanka jej ojca na środku placu. A może nie kochanka? Nie wiedziała, jaką relacje mieli i hm… To chyba dobra okazja, by go nareszcie zaczepić.
- Co cię łączyło z moim ojcem? - zapytała, prosto z mostu, bez żadnego dzień dobry czy innych farmazonów.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#83
- Dzień dobry. Ciebie też miło widzieć, Zmierzch - zaczął z lekkim, pełnym zażenowania uśmiechem, przede wszystkim dlatego, że chciał zyskać na czasie. Zadała mu trudne pytanie i to bez żadnego ostrzeżenia. Co ważne, było to pytanie, na które sam Pęd nie znał odpowiedzi. Gdyby padło kilka księżyców wcześniej albo jeszcze lepiej: przed narodzinami ich wspólnych kociąt, odpowiedź kremowego kocura byłaby prosta i nie wymagała żadnego zastanowienia: poza przygodą w norze i wspólnymi kociętami, nic ich nie łączyło. Teraz, po czterech księżycach wychowywania kociąt, w tym dwóch samotnie, syn Artema sam nie wiedział, co czuje. Ponownie, tak jak na początku, kiedy nie mógł zrozumieć, jakie są jego uczucia do srebrnego kocura. Wtedy okazało się to być zwykłe pożądanie, dziś jednak to z pewnością nie było tylko ono.
Wziął głęboki oddech i spojrzał na jego córkę. Przestał się uśmiechać, na jego pysku ujawnił się ból. Nie miał łez w oczach ani ściśniętego gardła, cierpienie było mimo wszystko wyjątkowo wyraźne na jego obliczu. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w jej oczy, tak przecież podobne do oczu zaginionego kocura. Zacisnął zęby. Jasna cholera, że też musiała z tym ot tak wyskoczyć, przeszło mu przez myśl.
- Kocham twojego ojca - powiedział krótko i szczerze, po raz pierwszy wypowiadając te słowa otwarcie również przed sobą. Po tych jakże dla niego istotnych (być może najważniejszych, jakie kiedykolwiek do tego momentu wypowiedział), na chwilę zapadła cisza. Ciężka i pełna wyczekiwania. - I tęsknię za nim. Co on czuje, tego nie wiem, nie zdążyliśmy tego… ustalić. - dodał, ze zdwojoną siłą odczuwając w tamtym momencie lukę, jaką pozostawił po sobie nieobecny srebrny kocur. - Dlaczego pytasz? - zapytał jeszcze, z brwiami wciąż lekko zmarszczonymi.
Broken down and hungry for your love
With
no way to feed it
Where
are you tonight?
Child, ya know how much I need it

[Obrazek: QnYHYUe.png]

It's never over
All my
blood for the sweetness of his laughter
It's never
over
He's the tear that hangs inside my soul forever.


LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 90 / 200
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#84
Przywitanie kocura przeszło jej koło ucha, interesowała ją tylko i wyłącznie odpowiedź na pytanie. Nie spodziewała się jednak, że tak długo mu to zajmie i że będzie potrzebował chwili na zastanowienie się. Szczególnie gdy zdążyli nawet zrobić se kocięta... Poczuła się też trochę nieswojo, gdy tylko wyłapała ból na jego pysku. Chociaż równie szybko odtrąciła to uczucie. Pęd nie był jedynym, który w tym wszystkim stracił bliskiego, nie ma co mu współczuć.
Aż nie nastała odpowiedź. Miłość, jakże piękne uczucie, jednak w tym wszystkim Zmierzch nie mogła się ani trochę połapać. Raniuszek zrobił se kociaki z kotem, którego uważał za przyjaciela, następnie spędził sporo czasu z kotką która odeszła, a teraz znowu poleciał do kolejnego kota? Gdzie w tym wszystkim kończyła się przyjaźń, a zaczynała prawdziwa miłość? Czy może nie było takiej wyraźnej granicy? Albo wszędzie była tylko i wyłącznie przyjaźń, czy tam miłość. Zmierzch już nie wiedziała co myśleć.
- Ta, uczucia są skomplikowane czy coś… Ale też chcesz mi powiedzieć, że zrobiłeś mu kociaki bez wiedzy, co on do ciebie czuje? - zapytała, patrząc na niego z ukosa, można by było powiedzieć, że wręcz z lekkim obrzydzeniem. Zmierzch lubiła jak sprawy były jasne, nie lubiła rzeczy niepewnych, a z jej ojcem było wręcz przeciwnie. Nie zdziwiłaby się, gdyby on też nie znał odpowiedzi na jej pytanie. No ale już go nie spyta. Niestety. - Po prostu chciałam wiedzieć - wyjaśniła krótko.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#85
Pęd uniósł wyżej jedną brew, zbity z tropu jej pytaniem. Puchaty ogon przesunął się nieco w powietrzu, przepłynął kawałek, zdradzając mieszane uczucia, które błądziły po jego głowie. Nie czuł dyskomfortu związanego z rozmawianiem o podobnych sprawach z córką Raniuszka, to nie stąd jego zmieszanie. Zdziwiło go jej podejście, była młoda ale wydawało mu się, że on w jej wieku już dużo bardziej orientował się w podobnych sprawach. To nic, postara się to zmienić.
Odchrząknął.
- Dwa koty nie muszą się kochać, żeby doszło między nimi do fizycznego zbliżenia - wyjaśnił, uważnie obserwując jej reakcję na to, co mówił i to nie tylko te oczywiste ale i te mniejsze, jak zmianę rozmiaru źrenic. W końcu opowiadał o dość precyzyjnych szczegółach z życia jej ojca, to musiało coś dla niej znaczyć. - Nie robiliśmy tego z intencją spłodzenia kociąt, a z pożądania. Jednak urodziły się, a my zrobiliśmy wszystko by niczego im nie brakowało. - uzupełnił o detale to, co mówił wcześniej. Uczeń Pokrzywy zastrzygł uszami, odganiając przysiadłą na jednym z nich muchę.
Broken down and hungry for your love
With
no way to feed it
Where
are you tonight?
Child, ya know how much I need it

[Obrazek: QnYHYUe.png]

It's never over
All my
blood for the sweetness of his laughter
It's never
over
He's the tear that hangs inside my soul forever.


LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 90 / 200
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#86
Słysząc odpowiedź zniesmaczenie widoczne na jej pysku się tylko powiększyło. To były szczegóły, których nie musiała wiedzieć, a wręcz nie chciała. Z drugiej strony wyjaśniły jednak... Trochę rzeczy. Jednak wciąż nie mogła załapać tego fragmentu z pożądaniem, bo mimo wyjaśnień to uczucie pasowało jej tylko do dwóch kochających się kotów. - A czy nie... Albo nie, fuj, nieważne. Nie interesują mnie szczegóły - rozmyśliła się, potrząsając głową, by odrzucić te dziwne myśli. Nie przyszła tu po lekcje WDŻ, tylko po wyjaśnienia, które w sumie już dostała. Cel jej misji teoretycznie osiągnięty, mogła sobie iść, jednak... coś jeszcze cisnęło jej się na język.
Ciapata westchnęła, zmieniając wyraz pyska na swój klasyczny obojętny, choć można było wyłapać w nim wręcz odrobinę żalu. - Mój ojciec jak głupi kochał chyba wszystkie bliskie mu koty, więc miło, że ktoś choć raz odwzajemnił to uczucie. Jak kiedyś wróci, to masz mu powiedzieć jak się czujesz, na pewno się ucieszy słysząc te dwa niby magiczne słowa - wyjaśniła, wyjątkowo miękko jak na nią. Uświadomiła to sobie najwidoczniej dopiero po chwili, bo jej ogon gwałtownie trzepnął a, wyraz na mordce przestał być taki miły. - Idę zapolować przed szkoleniem. A ty, uważaj, by się nie rozmyślić z tym kochaniem, bo Raniuszek wróci. Na pewno. Pa - i jeśli Pęd nie miał żadnych większych sprzeciwów czy czegoś ważnego do dodania to kotka odwróciła się na pięcie i zgodnie ze swoimi słowami skierowała się do wyjścia. Ogólnie miała zakaz od swojej mistrzyni na samotne spacery, ale musiała poskładać swoje myśli i skupić się na czymś, co nie było związane ze zniknięciem jej ojca.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#87
Wciąż były takie momenty, kiedy Pęd zastanawiał się, jak z tak ciepłego, dobrego i wręcz nieco naiwnego kota, jakim był, nie, nie, jest Raniuszek mógł zrodzić się tak… zupełnie przeciwny tym cechom kot, jakim była Zmierzch. Na tym jednak jego myśli się skończyła, jeszcze parę księżyców temu czułby przez to do córki swojego przyjaciela niechęć, teraz jednak w jego sercu czy też umyśle zrodziła się spora ilość tolerancji i może nawet rodzinnej miłości. Nie wiedział, skąd wzięło się w nim nagle tyle pozytywnych cech. Chociaż chociaż być może w gruncie rzeczy pęd tak naprawdę niewiele się zmienił – wciąż myślał głównie o swojej rodzinie swoim dobru swoich kociętach swojej karierze.
Tymczasem Zmierzch zamierzała najwyraźniej na tym zakończyć ich rozmowę. Nie miał zamiaru jej zatrzymywać, mimo że w zasadzie mógłby uciąć sobie z nią dalszą pogawędkę, chętnie dowiedziałby się na przykład, jak ona sama znosi nieobecność ojca i czy czegoś nie jej nie potrzeba, ale była tak zdecydowana i zdeterminowana by zakończyć tę konwersację, że kremowy kocur nie zamierzał jej zatrzymywać.
- Cieszę się, że Raniuszek ma taką córkę. - powiedział, odnosząc się nie tyle do całej jej postaci, co do postawy jaką miała i pragnienie ochrony ojca kropka nie musiała jednak wiedzieć co dokładnie chwali przyjaciel jej ojca. Mogła zostać z takim komplementem i taką świadomością.
Rozeszli się czując, że być może w odległej przyszłości uda im się nawiązać nić przyjaźni.

//Ztx2 dzięki za super sesję :O
Broken down and hungry for your love
With
no way to feed it
Where
are you tonight?
Child, ya know how much I need it

[Obrazek: QnYHYUe.png]

It's never over
All my
blood for the sweetness of his laughter
It's never
over
He's the tear that hangs inside my soul forever.


LVL 2 100 / 150
MedLVL 1 90 / 200
6
Siła
S
11
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#88
***

Cóż, skoro księżna potrafiła i polować i walczyć i była w stanie zająć się nawet największym z drapieżników, to czemu by nie wybrać się na kolejną wycieczkę? Ale tym razem nie w pojedynkę! Księżna postanowiła, że samej nudno się łazi i z towarzystwem będzie lepiej, problem w tym, że w jej klanie było sporo kotów, których się nawet pytać nie opłacało... Poza Pozysiem. Maluch był aż nadto pozytywnie nastawiony na wycieczkę z siostrą, więc nie było co zwlekać, wyruszyli... od razu!
Upały doskwierały, ale dwójka nie oddalała się daleko od cienia i rzek. Obeszli wspólnie cztery klany, połazili wzdłuż czarnego ogona i trochę grzmiącej rzeki. Zmierzch polowała za dwoje, co było trochę uciążliwe w ten upał, ale Pozyś był malutki, więc wiele roboty jej nie doszło. Ogólnie zajęło im to parę dni, ale oh jak miło spędzonych dni!

Żadne z nich się nie spodziewało, że Nowy Świt w tym czasie przeżywał największy koszmar.

Dopiero gdy zdecydowali się wrócić, zrozumieli, że coś było nie... tak. Smród dymu niepokojąco się nasilał w miarę, gdy zbliżali się do obozu. W głowię księzny zaczęły pojawiac się różne, w większości mroczne scenariusze, jednak... Widok, który ją przywitał, był gorszy niż wszystkie razem wzięte.
Wszystko spalone. Doszczętnie. Z legowiska terminatorów było nici, na ziemi były dziwne ślady potworów, a co najgorsze, nie było tu nikogo. Ani jednego żywego kota. Czy to klątwa? Czy to sprawka gwiezdnych, bo nie uznali Nowego Świtu? Czemu cztery klany nie zostały również dotknięte tą klęską? Czy wszyscy... zmarli? Te myśli szalały w głowie księżnej, gdy tylko stanęła w centrum, desperacko rozglądając się za czymkolwiek lub kimkolwiek kto przetrwał, jednak... Zero. Nic. Przez popiół i smołę nie mogła nawet wyłapać żadnego innego zapachu. W zwykle opanowanej głowie zaczęła narastać panika, łapy zaczęły drżeć a serce walić niczym młot.
- TUNDRA?! KOS?! PĘD?! AURA?! CYRCYL? SEKWOJA?! POETA?!? KTOKOLWIEK? ODEZWIJCIE SIĘ! - wrzasnęła z całych sił, jednak zamiast głosu znanych jej kotów, księżnę przywitała tylko cisza. Nieprzyjemnie dudniąca w uszach cisza.
Przez to wszystko zapomniała, że miała Pozysia obok...
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#89
Spędzone kilka dni sam na sam ze Zmierzch były dla Pozytywki czymś wspaniałym. Kochał siostrę, była jego autorytetem, wzorem do naśladowania i darzył ją szczerym uczuciem, dziecięcą miłością. Podskakiwał w miejscu w ekscytacji gdy zaproponowała mu kilkudniową, samotną eskapadę. Przez te kilka dni nie myślał o niczym oprócz Zmierzch, zapomniał o całym bożym świecie i skupił się na nauce polowania, na rozmowach ze starszą siostrą. Mimo miło spędzonego czasu nie mógł się doczekać powrotu do Nowego Świtu.

W ciągu swojego krótkiego życia Pozytywka nigdy jeszcze nie spotkał się z klęską żywiołową. Upały doskwierały każdemu, jemu też, ale nie sądził, że te właśnie upały mogą doprowadzić do pożaru. I nigdy nie przypuszczałby, że pożar ten pochłonie cały jego dotychczasowy świat.

Gdy dotarli ze Zmierzch z powrotem do domu przywitał ich zapach dymu. Pozytywka nie wiedział, co się stało. Pierwszy raz czuł ten zapach, ale zaniepokojona Zmierzch sprawiła, że sam poczuł niepokój.

A potem zobaczył spopielone zgliszcza obozu Nowego Świtu. Chwilę rejestrował, co to znaczy. Chwilę analizował. Potem Zmierzch, jego autorytet i wzór do naśladowania, kochana starsza siostra zaczęła krzyczeć... a on pierwszy raz w życiu zupełnie milczał i nie wiedział, co powiedzieć. Rozejrzał się. Ani jednej, żywej duszy, tylko zapach spalenizny, okopcona ziemia i ściany grot w których jeszcze kilka dni temu spał z rodzeństwem. Przełknął ślinę i niemal zwymiotował od okropnego swądu dymu.

I w tamtej chwili dotarło do niego, że stracili ze Zmierzch wszystko. Pozytywka wybuchł płaczem, wielkimi, zaszklonymi oczami wpatrując się w starszą siostrę obok. - Zmierzch - wydukał niewyraźnie i zachłysnął się przy tym własnymi łzami; rozpłakał się mocniej, intensywniej. - Zmierzch- oni- zginęli. Wszyscy zginęli, tak? Czemu tu nikogo nie ma, powinien- ktoś być- oni wszyscy tutaj zginęli a nas nie było!

Spanikował. Zaczął się trząść i spazmatycznie płakać, krzycząc przy tym wniebogłosy, wymieniając niewyraźnie imiona całej swojej rodziny jakby liczył, że może jego płacz wyciągnie kogoś z niedobitków z głębi jaskiń.
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#90
Cisza została przerwana przez szloch, a przez ciało kotki przeszła fala zimnego potu, gdy tylko zdała sobie z czegoś sprawę. No tak, nie połączyła jeszcze kropek, ale kocurek miał pewnie racje. Wszyscy zginęli. Bo jak inaczej wytłumaczyć to co miało tu miejsce? Potrząsnęła głową. Nawet gdyby była to jedna jedyna możliwość, to musiała wymyślić jakieś pocieszenie dla malucha. Ale najpierw szybciutko jednym susem znalazła się przy trzęsącym ciałku brata i prędko przytuliła go do siebie. Od jednej strony własnym ciałem, a z drugiej delikatnie przyciskając ogonem do siebie. Zresztą, ona też tej czułości potrzebowała.
- Hej hej, Pozyś, może... może nie zginęli? Nie ma tu żadnych ciał. - Mogły zostać spalone na popiół. - Ani też żadnych nowych grobów - bo nie miał kto ich wykopać. - Czy też zapachu krwii - bo przykryła go smoła - Na pewno... Na pewno się schowali wszyscy w bezpieczne miejsce. I czekają na nas. No już, ciiii, będzie dobrze - Nie będzie dobrze. Już nic, nigdy nie będzie dobrze. Wszystko doszczętnie zniszczone, marzenia Zmierzch, plany na przyszłość, nawet jej ukochana miejscówka spalona. Nie ważne jak bardzo by chciała, tego, co tu się stało nie cofnie...
Czy to kara od Gwiezdnych? Może. Długowłosa już nie miała siły, by to wszystko analizować. Więc postanowiła się skupić na braciszku. Powoli, pod włos, zaczęła lizać jego futerko między uszami. Nie wiedziała co dokładnie zrobić, jak mu pomóc się uspokoić, nigdy nie miała ręki do kociąt, ale miała nadzieje, że coś wskóra. W końcu jego smutek bolał równie mocno, co ten widok dookoła.
‧₊˚❀༉‧₊˚.
well, you're only bothered 'cause you're staringx
xxxxxxxxxxand you'll never talk me into caring
xxxxxxx'cause it's my own, and I'll keep owning it
xxx
I'ma do just what I want on the regularxxxxxxxxxx
and it's really not my fault if you're scared of axx
sweet, little, unforgettable thing
♡
LVL 6 80 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
19
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości