Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Siedział niewzruszony, gdy wieszała na nim psy. Tylko ruch końcówki cynamonowej kity zdradzał obecność jakichkolwiek emocji. Tak po prawdzie miał coś jeszcze do powiedzenia, jednak świadomy, że to jedynie rozjuszyłoby bardziej kocicę, trzymał język za zębami. Nie zamierzał dać się podejść jak dziecko, które stłukło wazon podczas nieuważnej zabawy. Zaciskał szczęki jakby co najmniej istniała szansa, że Onyks spróbuje mu dosłownie wepchnąć przeprosiny do gardła. Cokolwiek by miało wyjść z tej rozmowy nie będzie płaszczeniem się za wyimaginowane zbrodnie.
Chociaż limit milczenia został szybko osiągnięty. Nie było to żadną tajemnicą, że oriental lubił zbędne komentarze.
– Moje humorki? Och, proszę cię, oboje dobrze wiemy, że z naszej dwójki to nie ja mam neurotyczne zapędy. – trzepnął lewym uchem. – Ale nie rozumiem jednego. W jaki sposób wyciągasz wnioski. Dlaczego uważasz, że nasza wspólna przeszłość nie miała dla mnie żadnego znaczenia. Wręcz przeciwnie, bardzo miłe wspomnienia. – uniósł smukłą kończynę by zająć się czyszczeniem białych paluszków, momentami wysuwając pazury by i je poddać pielegnacji. – Chciałem wyruszyć. Wiedziałaś o tym, ale odrzucałaś od siebie tę myśl. Tyle. Czyż nie dogadywaliśmy się wtedy bez słów? Czyż nie czytaliśmy sobie w myślach? Nie słuchaliśmy tych samych historii od ulicznych kotów? Doskonale zdawałaś sobie sprawę z tego co planuję. Może i zniknąłem bez pożegnania, ale nie zniknąłem bez słowa. – wyjaśnił cierpliwie. Nie pamiętał na ile było to zgodne z prawdą. Może ich drogi zaczęły rozchodzić się wcześniej niż gdy postanowił na zawsze opuścić rodzinny dom? Jeśli tak było to zatajenie odejścia było tym bardziej uzasadnione.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxZamilkła, dała mu mówić, chociaż wolała zagryźć, wszczepić się zębami w szyję i wydrapać oczy. Milczała jednak. Cały czas. Każde słowo miało dla niej znaczenie, bowiem szukała tego jednego potwierdzenia, że coś znaczyła w tej relacji. Nie chciała przeprosić, przeprosiny były dobre, gdyby wiedziała jakie to uczucie, gdy ktoś naprawdę czuje się źle za swoje uczynki i chce za nie odpokutować. Nikt jej nigdy nie przepraszał. Zawsze każdy brał od niej to co chciał i zachowywał się w jej stosunku tak jak chciał, ale nauczyła się nie pozwalać na to. Niestety jedyną osobą i kotem jaki dostał na to przyzwolenie był Orion. Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale przywiązanie jakie Onyks czuła do niego było rozbrajające, silne i toksyczne. Był jej jedyną rodziną. Czy mogła go tak nazwać? Chciała by tak było. Czuła się jakby miała brata, z którym ciągle pojawiały się jakieś sprzeczki, ale ogólnie byli razem, zawsze. Do czasu. xxxx– Chyba się trochę za bardzo zapędzasz. – wypowiedziała gładko i precyzyjnie na jego doczepkę. Czy była hipokrytką? Jak najbardziej. Czy sama powinna nauczyć się przepraszać? Oczywiście, że tak. Nie potrafiła jednak realnie odczuwać emocji, by wywarły na niej jakiś wpływ, nie dawała sobie pozwolenia na słabości, a przeprosiny były słabe. xxxxChciała jakoś skomentować dalszą wypowiedź Oriona, ale nie potrafiła. Czy dostała to co chciała? W końcu dosłownie powiedział jej, że źle myślała, że przecież były to miłe wspomnienia i wszystko jest w porządku. Czy powinna to kwestionować? Miłe wspomnienia. Była ważna. Była, a może nawet jest... Może wszystko dałoby rade wrócić do normy. Myślała, a każde następne słowo wydobywające się z pyska cynamonowego dostarczało jej sprzecznych emocji. Miał rację? A może tylko kłamał? Czuła się zagubiona, ale nie dawała po sobie tego poznać, miarowo oddychała i spokojnie myła łapę, powoli lustrując zielonymi oczami kota, którego znała tak długo, a czasami nie potrafiła rozszyfrować w najmniejszym stopniu.
Chciała powiedzieć tyle rzeczy. „Miałam nadzieję, że zabierzesz mnie ze sobą”. „Nie jesteśmy rodzina?”. Wiedziała jednak, że to dziecinne. Nielogiczne na taką dorosłą damę, brzmiące jak piszczenie szczeniaczka. Chciała zostać zauważona, ale polegała. xxxx– Czyli co? Usprawiedliwia to fakt, że nawet mnie na początku nie rozpoznałeś? O czym ty myślisz? I co to za rzeczy niesiesz? Gdzie? – wypowiedziała gniewnie, chociaż widać było, że zmieniała z każdym słowem ton na bardziej psotliwy, aż lekki uśmiech wpełzł na jej pysk. Musiała uciec od poprzedniej konwersacji, nie chciała znowu czuć się bezsilnie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie pierwszy raz słyszał, że za bardzo się zapędzał, więc puścił ten komentarz mimo cynamonowych uszu, dając kotce czas na przetrawienie wszystkich pozostałych słów. Lubił dyskusje, nawet te jałowe, jednak tę rozmowę ciężko było zaliczyć do kategorii przyjemnych, nawet dla kota o tak skrzywionym podejściu do sprawy jak Orion. I czekanie popłaciło, bo Onyks najwyraźniej zrozumiała, że nie ma co rozdrapywać na nowo przeszłości i już nie spinała się tak jak przed paroma uderzeniami serca.
– No słuchaj, nie moja wina. Inaczej ulizałaś dzisiaj kłaczki niż zwykle, to olbrzymia zmiana. – pozwolił by na pysku zawitał asymetryczny uśmiech. – A tu niedaleko mieszkam niby, więc niosę kwiatki. Znaczy niosłem, bo teraz to zbyt wiele z nich nie zostało. – Bo ktoś się rzucił na mnie jak dzik na żołędzie, dodałby gdyby nie delikatna obawa, że lepiej jednak nie wracać do minionej sytuacji, bo rozejm wciąż był kruchy. – Wiesz, że lubię kwiaty. Nic sie w tej kwestii nie zmieniło.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Zaśmiała się z jego głupiego komentarza, czy zapomniała o wszystkim co się wydarzyło przed chwilą? Nie, ale powoli musiała dać sobie ochłonąć i dowiedzieć się przede wszystkim co u niego. xxxx– Powiedział ten co wydoroślał z pyska i jeszcze jakby Ci się uszy wydłużyły. – pacnęła go w ucho kończąc wypowiedź. W duszy zaś zachichotała jak mała kotka, której ktoś podsunął najlepsze smakołyki jakie istnieją na świecie, a to było bardzo niepodobne do niej. – No proszę kto by pomyślał, że wielki czyścioch zamieszka na brudnej ziemi i to w środku dziczy. Nie gryzie Cię ten kurz w kłaczki? – zapytała kąśliwie chociaż było to czepliwie żartobliwie. – Zdążysz jeszcze pozbierać kwiatki, nie umarły jeszcze, poza tym i tak po czasie wysychają, więc co Ci za różnica? – dodała przechylając łeb w bok, bo raczej nie rozumiała logiki Oriona w tym momencie. Zaczynała się zastanawiać, czy on wymienia to to jak tylko jeden uschnie, ale w takim razie i w takim tempie to on wyplenił by całe łąki z towaru który szuka.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Zazdrościsz mi tych uszu po prostu, przyznaj się. – rzucił, zadzierając wyżej podbródek. Pacnięte ucho trzepnęło po czasie, jakby chciało pozbyć się niewidzialnej muchy, albo widma dotyku, które do niego przylgnęło.
– No wiesz co, wypraszam sobie. – obruszył się karykaturalnie wręcz. – Akurat moje legowisko jest niezwykle czyste jak na te warunki, sama się możesz przekonać jeśli chcesz... jeśli przedtem łapy wyczyścisz, oczywiście. – nie mówił poważnie, aż tak sterylnych warunków nie miał, a Onyks nie ociekała błotem by wpuszczenie jej do swojego gniazda miało poskutkować niewyobrażalnym syfem. Przy komentarzu dotyczącym kwiatków spojrzał w niebo cierpiętniczo. Gwiazdy czy wy to widzicie??
– No ale część z nich pogubiła płatki, co mi po samej łodydze? – wskazał pyskiem na biedne makowe główki, pozbawione czerwonych płatków. Z nich już nic nie będzie. – Co mi po ususzeniu takiego czegoś?
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Prychnęła na stwierdzenie cynamonowego idioty i wywróciła oczami. Chciałby. Miała o wiele lepsze i pewnie bardziej zadbane, a nie takie dołączone do przygłupiej łepetyny.
– Pha, pewnie są czystsze, niż Twoje... O, o już widzę nawet z daleka, że Ci się przyczepiło tam na łapie... fuj normalnie. – zacmokała jak zdegustowana matka, która zobaczyła swojego syna w ubabranych spodniach od błota. Oczywiście nic tam nie było, ale nie zamierzała dać się cisnąć byle jakiemu Orionowi, który żył sobie w dziczy już jakiś dłuższy czas. Głupi i na dodatek brudas. Niesamowite. Jak nie on. – Ale chętnie obejrzę Twoją miejscówkę.
Wywróciła oczami na tłumaczenia kocura, ona przez niego bólu głowy dostanie od razu tylko po pierwszych wymianach zdań.
– Nawet nie zauważyłam. Weź co możesz albo pozbieraj je jeszcze raz i sobie ładnie ususzysz, o ile nie wymieniasz kwiatków co chwilę to Ci ich nie braknie – stwierdziła beznamiętnie i wstała z miejsca, by wyprostować plecy. Czuła poobijane miejsca na swojej skórze, wiedziała, że będą siniaki, ale nie było to dla niej istotne.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie zamierzał się dawać na najstarszy numer świata by dostać zaraz w nos, gdy tylko spojrzy na łapy. Zamiast tego utrzymał spojrzenie na czarnym pysku i zaraz przybrał bardziej zatroskaną minę.
– W tym wieku problemy ze wzrokiem? Widzisz nieistniejące plamki? Nie chcę cię martwić moja droga, ale jak to się będzie rozwijać to na wiosnę bez psa przewodnika nigdzie się nie ruszysz. – pokręcił powoli łbem. – No, bez jakiegoś śmierdzącego psa się nie obejdzie, bo jakkolwiek chętnie bym tobie pomógł w poruszaniu po świecie, oboje wiemy, że jestem zbyt młody na taki obowiązek.
Chęci obejrzenia jego tymczasowego lokum już nie komentował, nie czuł takiej potrzeby, jedynie zaczął zbierać te lepiej zachowane kwiatki przed poprowadzeniem jej do bażanciego gniazda. Wiedział, że jak raz jej pokaże, gdzie go znaleźć to będzie mógł się spodziewać wizyt o każdej porze dnia i nocy, ale był gotów na taką ewentualność – głównie dlatego, że bywał tam od święta, a jak rzeczywiście chciał się odciąć od wszystkiego, chował się w dawnym legowisku Artema.
– Prawdziwa tragedia. – jęknął z przesadnym żalem, patrząc na kwiaty, których nie dało się odratować. Następnie zawiesił spojrzenie na Onyks z niemym wyrzutem, a następnie zapomniał już o tej wielkiej żałobie i machnął na nią ogonem, by za nim podążyła.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Czy chciała go pstryknąć w nos? Jak najbardziej o tym myślała, ale jej głupi towarzysz zbrodni nie dał się nabrać. Cieszyło ją, że nadal posiadał jakieś szare komórki mózgowe, ale aż miała ochotę wypuścić z siebie dźwięk rezygnacji na tak wspaniały i nieudany plan.
– Piesek to może i by mi przy nodze chodził, ale na pewno nie przewodnik. Nie zapominaj, że posiadam urok osobisty i umiem być bardzo władcza – rzekła trzepocząc rzęsami, by po chwili podnieść łapę i wysunąć pazury w teatralny sposób spoglądając na pazurki. Przerwała wszystko z wymownym uśmieszkiem i spojrzeniem prosto w oczy Oriona, by zakończyć wspaniałą scenę jaką zaprezentowała. – Zbyt młody? Raczej spodziewałam się znaleźć gdzieś Twoje truchło, boś jedną nogą w grobie – rzuciła od niechcenia i poczekała, aż panicz zbierze swoje cztery litery, by ruszyć się z miejsca, w którym nadal przesiadywał. Czy byłaby możliwość, że odwiedzałaby go cały czas? Może tak, może nie. Nie była pewna. Miała też swoje pomysły w głowie i plany, chociażby odnalezienie Rosy albo wejście na tereny Czterech Dębów.
– Uważaj, bo będzie mi przykro – odpowiedziała od niechcenia czekając, aż cynamon wybierze swoje badyle, które były jeszcze w stanie nienaruszonym, a potem ruszyła za nim gdy ten machnął jej kitą.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przewrócił oczami na jej drobne przedstawienie i rzecz jasna zadbał o to by ten gest był wyraźny.
– Szkoda, że do tego uroku osobistego nie dostałaś w komplecie trochę rozumu. – jasne, weź psa przewodnika do chodzenia przy nodze, a potem spadnijcie razem z klifu, gratulacje. Nie zamierzał jej jednak tłumaczyć funkcjonalności psa przewodnika dla osoby ślepej, bo oczywiście, że to wiedziała. Tylko jednocześnie była głupia. Ciężki przypadek medyczny, szczerze mówiąc.
– Och? A i tak mnie szukałaś? Urocze. – rzucił, nie uraczając jej nawet krótkim spojrzeniem, stuprocentowo pochłonięty wybieraniem kwiatków, które wciąż jakoś wyglądały. Poprowadził ich między krzakami i krzaczyskami, aż wreszcie ich oczom ukazało się to opuszczone bażancie gniazdo, ukryte w gęstych zaroślach stanowiących osłonę od większości niemiłych warunków atmosferycznych. Legowisko Oriona było upstrzone kwiatami każdego możliwego gatunku. Połowa kolorów z tęczy barw tych wszystkich ozdóbek była widoczna jedynie dla pszczółek i studentów Akademii Sztuk Pięknych, a statystycznego obywatela przyprawiała o ból głowy swoją pstrokatością. Tak najprościej było opisać to miejsce. Gdzieś w tym wszystkim znajdowała się tęczowa chusta na szyję, dziecięcy kocyk z motywem gwiazd, kamień od Cisa, pluszowa, fioletowo-zielona ośmiorniczka oraz równie pluszowy lisek. Gdzieś zachował jeszcze kilka długich łabędzich piór ze skrzydła.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Prychnęła na beznadziejny pocisk cynamonowego pointa, a następnie podskoczyła i chwyciła za uszko delikatnie je gryząc, by przypomnieć mu, że to on teraz ma wypchaną gębę kwiatkami, a nie ona. Umościł sobie gniazdko. Słodko. xxxx– W przeciwieństwie do Ciebie wolałam chociaż sprawdzić czy żyjesz, boś nieporadny – odpowiedziała uszczypliwie nie odwracając nawet głowy w jego stronę. Szła tym samym miarowym krokiem, a wzrok trzymała na drodze przed nimi. Zamierzała być niemiła. Zasługiwał. Chociaż i tak miała zamiar się o niego troszczyć. Może. Jakoś. Nie wiedziała. Czuła wewnętrzną potrzebę bodźców cholernie dużych. xxxxOczywiście wchodząc do legowiska księcia było usnute w przeróżnego rodzaju roślinki i inne fikuśne elementy, ale wtem... chwilka, czy to pluszaki? Pamiętała je jak gówniarz jej właścicieli takowe posiadał. Akurat to lubiła z byłego piekła. Od razu rzuciła się w stronę liska i poczuła wewnętrznego kociaka. Ugościła się w miękkim pluszowym futerku biało-rudego i zaczęła cicho pomrukiwać z szczwanym uśmiesziem na ustach. Ha. Może trochę ją poniosło, ale miała to w tamtym momencie głęboko z tyłu głowy.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Trzepnął tylko uchem, zbywając jej komentarz i strzepując widmo śliny, które zalęgło się na cynamonowej sierści przez to krótkie pochwycenie ucha. Sprzeczanie się z Onyks dzisiaj nijak nie różniło się od sprzeczania, gdy oboje byli kociętami. Było w tym coś co równocześnie przynosiło pewien komfort jak i budziło w orientalu chęć ucieczki. Powrót do przeszłości nie brzmiał ani trochę zachęcająco w momencie, gdy teraźniejszość mu odpowiadała, a przyszłość zapowiadała się całkiem obiecująco. A istniało ryzyko, że czarna kocica wniesie zbyt wiele przeszłości do chwili obecnej. Orion nie miał pojęcia jak odseparować ją od zamierzchłych czasów, a bez tego ryzykownie było wpuszczać ją na nowo do swojego życia.
Tymczasem dotarli do legowiska, a Onyks przyczepiła się do jego liska i zaczęła zachowywać jakby, zamiast pluszem, wypełniony był kocimiętką. Cynamon zadecydował, że czuł w tym momencie głębokie zażenowanie jej zachowaniem, chociaż gdyby faktycznie wsłuchał się w swoje odczucia, odkryłby to ukłucie zaborczości – to był jego lisek, czemu typiara się do niego kleiła jakby był dobrem publicznym? Odmawiał jednak uczestniczenia w kocięcych przepychankach i okazywania, że to go rusza.
– Ty się dobrze czujesz? – spytał, unosząc brwi. Uprzednio odłożył kwiatki, oczywiście.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWiedziała, że jej zachowanie może wywołać negatywne odczucia i sprawić, że będzie wyglądać jak wariatka, ale czy w oczach Oriona ją to tak interesowało? Oczywiście wariatką nie była, można uznać, że była wizjonerką, artystką, ale nie wariatką. Tym na pewno nie. Wariaci byli nieprzewidywalni nawet dla samych siebie, ona znała swoje następne ruchy i wszystkie myśli. xxxx– Jak najbardziej. Nie chcesz mi oddać któregoś? – wypowiedziała bardziej żądając, niż pytająco. Zdawała sobie sprawę, że cynamonowy głupek nie oddałby jej niczego nawet jakby miał tego duplikat, a wszystko było tylko ponowną próbą zdenerwowania kocura. Nie wiedziała czemu aż tak potrzebowała wywoływać w nim negatywne emocje, ale potrzebowała. Bo tak naprawdę chciała wywołać jakiekolwiek widzialne emocje, które byłyby wywołane przez jej osobę. Chciała poczuć chociaż złość kocura... jak nie mogła szczęścia. – I od kiedy tu jesteś? Zimujesz też tu? Coś się ciekawego dzieje w Twoim życiu? – zapytała podnosząc głowę do góry i układając się w przysłowiowy chlebek. Wyluzowana nie była, ale chociaż taka się starała być.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Tak za darmo? Bez jakiejkolwiek okazji? – zaczął się zastanawiać na głos. – Wiesz, to nie brzmi zbyt kusząco, chyba spasuję. – trzepnął uchem przysiadając obok i starając się nie patrzeć zbyt intensywnie na Onyks. Starczyło ją umiarkowanie kontrolować, zresztą nie po to od księżyców zbierał wszelkie kwiaty by przypatrywać się najbardziej monochromatycznemu elementowi. Żądania to mogła sobie wysuwać względem osiedlowych frajerów, ewentualnie mniej rozgarniętych dzikusów, ale jeśli pod czarną kopułą kryły się chociaż śladowe ilości inteligencji, musiała wiedzieć, że w świecie Oriona to była jedynie drobna sugestia, którą zamierzał zignorować.
– No ostatnią zimę tu przesiedziałem, można powiedzieć. Jak będzie tej? Kto wie, z pewnością nie ja. – wzruszył barkami. Kto jak kto, ale Onyks powinna mieć świadomość, że raczej nie trzymał się długo jednego miejsca. – I wiadomo, w moim życiu dzieją się same ciekawe rzeczy, musisz sprecyzować. Wybierz kategorię z jakiej chcesz usłyszeć nowinki, co? – co prawda same kategorie zmieniły się od kiedy byli kociakami, jednak schemat był ten sam. – Wiesz, przygody, podróże, miłość, ostatnie wydarzenia, lokalne atrakcje i cała reszta. – wzruszył barkami, nawet nie siląc się na kreatywne kategorie. Jak miała coś konkretnego na myśli to i tak trud na marne by to był.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Okazją jest ponowne spotkanie, które wydarzyło się dzięki mnie – wypowiedziała z naciskiem na ostatnie słowo i uśmiechnęła się wrednie. Była uszczypliwa i zamierzała taka być już do końca, bo aktualnie nie zachowywał się w najlepszy sposób, a to ją denerwowało. Wiedziała, że jest hipokrytką i sama wykazuje najgorsze swoje cechy, ale miała prawo. Bo ją porzucił. Bo tak. – Ale spokojnie, nie mówiłam na serio, znamy się nie od dziś – wstała do pozycji siedzącej i zaczęła myć łapę również kątem oka spoglądając na cynamonowego pointa. Nie była pewna jak go odczytać i czego od niego oczekiwać. Spędził z dzikusami jakiś czas, może zaraz się na nią rzuci i zaciuka w kącie? Och, na pewno trochę czerwieni przydałoby się temu miejscu, ale gdy zaschnie już nie będzie tak pięknie czerwono. xxxx– Mmm – wymruczała nie czekając na rozwinięcie tej myśli. Jak zwykle tajemniczy znajomy z drzwi obok. Miała ochotę powiedzieć kolokwialnie, że niech się nie zesra z tymi swoimi tajemnicami, ale nie wypadało. Nie była taka! W szczególności nie, gdy atmosfera i tak była gęsta, ale nie intensywna. Ciekawa taka. Intensywna. – Miłość i lokalne atrakcje – odpowiedziała z uśmieszkiem. Nie miała wcześniej nic konkretnego na myśli raczej sądziła, że to ta jedna z rozmów dwóch starych znajomych w ruchliwy dzień między przechodzącymi obok przechodniami. Chyba jednak nie? Aż tak chciał ją zatrzymać na dłużej?
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, jak wiele tobie zawdzięczamy. – odparł płasko, niewzruszony zasługami Onyks. Głównie dlatego że wciąż miał mieszane uczucia względem tej całej sytuacji i niespodziewanego pojawiania się elementów z przeszłości w teraźniejszości. On się zmienił przez ten czas. Czy ona też? Czy będzie chciała żeby wszystko było po staremu? Czy to w ogóle było mozliwe?
– Klan Cienia ma żywego trupa za medyka. – zaczął, ignorując że kocica zażyczyła sobie dwóch zagadnień. Nie ma tak dobrze. – To dosłownie szkielet obwleczony skórą. I to nie taką ładną, nową skórą, a zeskrobaną z ulicy, taką co należała wcześniej do innej padliny. Każdy krok tej kocicy to cud, bo według wszelkiej logiki powinna się posypać. Kaszle też jakby próbowała wypluć płuca i jestem pewny, że któregoś dnia jej się to powiedzie. Ogólnie rzęzi i brzmi jakby pół życia zmagała się z całym szeregiem chorób. Pysk naznaczony licznymi bliznami, na koncie ma próby zjedzenia przez szczury i inne tego typu paskudnie bliskie spotkania ze śmiercią. Aż jestem ciekawy co takiego rzeczywiście ją zdejmie z tego świata. – zaczął od opisywania swojego ulubionego dziwadła. Później stopniowo przeskakiwał na kolejne takie oryginalne kwiatuszki, tracąc poczucie czasu.