Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxGdy ceremonia dobiegała końca, Leszczyna już zbierała się ze swojego miejsca i wstała, zamierzając udać się na jakiś posiłek, gdy kątem oka zobaczyła rudy kształt wybiegający z obozu. Nie widziała wyraźnie kto to był i na początku pomyślała, że to jakiś terminator, ale po chwili zastanowiła się dłużej. Coś mały był ten kształt na terminatora, bardziej wyglądał na kociaka. Popchnięta tymi myślami wyszła z obozu i posmakowała powietrze. Nie znała tego zapachu, ale wydawał się należeć do dość młodego kota. Zaraz spojrzała w dół na ślady łap, których było tam bardzo dużo, ale wyróżniał się wśród nich trop malutkich łapek. Zmrużyła oczy, po czym żwawym truchtem ruszyła ich tropem. Najpierw czuła ciekawość, któż był taki odważny, aby wychodzić z obozu, ale im dłuższą drogę miała za sobą, tym zaczęła się niepokoić. Kociaki były przyszłością klanu i bądź co bądź nie chciała, aby jednemu z nich coś się stało, kiedy mogła temu zapobiec. Przyspieszyła kroku, zauważając, że ślady prowadzą wprost do Błotnistego Brzegu. Sierść na jej karku najeżyła się nieco, gdy oprócz zapachu kociaka wyczuła również rzeczną woń i to zdecydowanie zbyt wyraźną, aby była to tylko granica. W końcu zza śnieżnych zasp wyłoniła się niecodzienna scena, a mianowicie czarna, rzeczna kotka pochylająca się nad małym, rudym kocurkiem po ICH STRONIE GRANICY. xx– Kim jesteś i co robisz po naszej stronie granicy? – podeszła do dwójki kotów i odezwała się zza ich pleców od razu, gdy czarna skończyła mówić. Głos Leszczynowej Gałązki brzmiał dość chłodno, ale spokojnie. Również wyraz jej pyska był kamienny i nie wyrażał żadnych emocji, gdy przeniosła wzrok z intruzki na rudą larwę. – A ty idziesz ze mną do obozu. Teraz. Twoja wycieczka dobiegła końca – to mówiąc rzuciła rudzielcowi chłodne spojrzenie. Oj, będzie miał gadane ze swoją mamą i Malinkową Gwiazdką. Znow przeniosła wzrok na rzeczną kotkę, czekając, aż ta sama się domyśli, że powinna już stąd znikać i to jak najprędzej.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
No a Wrona chyba najwcześniej wyszedł z ceremonii. Nie mógł wytrzymać, nudziło mu się tam jak diabli, poza tym nie chciało mu się siedzieć w obozie. Możliwe, że wybiegł jeszcze przed Dynią, chociaż nie wiem czy to prawda. Kocur oczywiście pobiegł na granicę z klanem Rzeki i siedział tam jak pajac, czekając na Zachód. Przy okazji przechadzał się po całej granicy, z nudów. Zaraz normalnie zapamięta całe ukształtowanie terenu na pamięć! W pewnym momencie kocur wyczuł woń kota klanu Rzeki i kota ze swojego klanu. Niestety, ale zapach nie należał do partnerki, dymek rozpoznałby go. Bez wahania poszedł w stronę nieznajomego zapachu i co tam ujrzał? A nic ciekawego. Jakaś kotka z Rzeki, Dynia i Leszc.. chwila co? Co tu robi Dynia? Kocur spojrzał na kociaka pytająco, po czym przeniósł wzrok na wojowniczkę. Raczej go tu nie przyniosła, prawda?
-Dynia? Leszczynowa Gałązka? Zgaduje, że nie przyniosłaś go tutaj, ale o tym później.- powiedział. Rzeczniczka była po ich stronie granicy, ale nią Wrona nie miał zamiaru się zajmować. Musi zadbać o bezpieczeństwo rudzielca. Terminator lubił go i nie miał zamiaru drżeć mordy za ucieczkę z obozu, bo to rola jego matki. On może go co najwyżej upomnieć i spróbować przemówić do rozsądku. Nie będzie ostry, tak jak większość kotów widzących kociaka na granicy. Oczywiście nie popiera takiego zachowania.
-Leszczynowa Gałązki, wezmę go do obozu. No chyba, że ty już się tym zajmujesz- rzekł do wojowniczki. Nie słyszał pierwszych słów rozmowy, więc nie wiedział, że ona miała zamiar zaopiekować się pręgusem. Mógł się domyślić, no ale... Pajac. Spojrzał na Dynię łagodnie, by nie wystraszyć malucha. Na pewno był zestresowany tą sytuacją.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Oh! Dynia trząsłby się dalej, przerażony tym, że właśnie się zgubił, gdyby nie to, że do jego nozdrzy dobiegł nie tylko zapach drugiego kota, ale i... co to za dziwaczny odór? Nie pachniało to jak przyjazne koty klanu Wichru.. Nim zdążył się podnieść jakkolwiek na łapy i zacząć uciekać gdzie tylko by mógł, mocne szczęki złapały go za kark, a ten z przerażeniem wydał cichy pisk, nie spodziewając się takiego potoczenia się spraw! To nie jego mamusia przybyła mu z pomocą...nie tatuś, nie Sokół czy Igła, a jakaś nieznajoma, czarna kotka z klanu Rzeki! Kolejny dźwięk wydał dopiero, kiedy kotka łaskawie opuściła go na ziemię, a ten przestał być sparaliżowany strachem. Kiedy tylko jego łapki dotknęły ziemi, ten skulił się na niej przez chwile, nadal dygocząc i z lekka nie kontaktując. Nie wpadł do wody, nie topił się, nikt go nie zaatakował, jednak i tak, bał się okropnie! Nie minęło długo, kiedy rude ciałko kociaka, wtuliło się w łapy rzeczniaczki, dygocząc, a sam Dynia żałośnie zaczął mamrotać przeprosiny w kierunku nieznajomej. Zaryzykowała spotkaniem innych kotów, bardziej niebezpiecznych niż mała kupka trzęsącego się sadełka, tylko po to by uratować żabiego móżdżka jakim był syn Czerwonego Pa- nie...lepiej go tu teraz nie przywoływać! Oj jak on spierze mu skórę...Biedny Dynia! - J-j-ja b-b-bardzio psieplasiam !- wypiszczał jedynie, chowając się pod swoimi łapkami przygnębiony wielkością swojego wyczynu. Jednak...po ostrym głosie kotki nie było śladu, a zamiast tego, do jego uszu wpadł pogodny i w miarę uspokajający głos, co spowodowało, że jego sierść lekko opadła, a ciałko już się tak nie trzęsło. Odsłonił pyszczek i spojrzał na rzeczną terminatorkę z przerażeniem ale i wielką wdzięcznością. Uratowała go, i nie ważne z jakiego to klanu była! Był winny jej ogromne podziękowania i przeprosiny, że przez swoją łatwowierność, naraził jej bezpieczeństwo, jak i swoje własne. - M-m-mam na imię Dy-nia, a moja mamusia jest...w obozie z innymi kotkami, z mojego klanu - zaczął powoli, jąkając się i powoli gubiąc słowa! Nagle dostał...czkawki! Hycnął głośno i zasłonił pyszczek białą łapką, chcąc to jakoś to zagłuszyć. Już miał zacząć się tłumaczyć, przepraszać i prosić o to, by kotka pomogła mu dostać się do obozu bo sam, o zgrozo drogi powrotnej nie znał! Jednak jego plany zostały przerwane przez pojawienie się Leszczynowej Gałązki. Wojowniczki klanu Wichru, której nie zdążył poznać jednak ta... nie wyglądała zbyt przyjaźnie i miło. Kociak zamilkł, dygocząc kiedy to dwie kotki wymieniły...nie dobrze, Leszczyna naskoczyła na rzeczną terminatorkę, a wtedy...
Na skaczące żabki i pluskające rybki!
Teraz do grona niezadowolonych i zawiedzionych kotów, dołączyła również bura wojowniczka, która swoim wzrokiem jasno sygnalizowała, że nie jest zadowolona z jego postępowania i tego, że znalazła go właśnie w tym miejscu. Jego ogonek latał we wszystkie strony, aż w końcu znalazł się pod jego kroczem, łaskocząc brzuch, a ten podniósł się na pulchne łapki i płaczliwie miauknął - J-j-ja nie ciałem... HYC...p-psieplasiam...- wszystko zepsuł! Teraz żaden z wojowników nie zechce go na ucznia, na zawsze zostanie kociakiem! Już truchtał posłusznie do złej na niego wojowniczki, kiedy usłyszał znajomy głos. Odwrócił łepek i dostrzegł Wronią Łapę! Chwała Gwiezdnym świetlikom na niebie, że go tu przysłali! Ostatecznie jeszcze podczłapał do córki przyszłej liderki klanu Rzeki, dotknął noskiem jej łapy i miauknął szybko podziękowanie, a nim Leszczyna zdążyła na niego nakrzyczeć, ten wtulił się w łapy swojego dymnego przyjaciela i miauknął przepraszająco - Ja naplawde nie chciałem! HYC J-j-jeden z wielkich wojowników...powiedzial mi, zie tatuś mn- HYC- ie wołał to posiedłem i...i się zgubiłem! Nie chce zostać na zawsie kociakiem, chce by jakiś wojownik mnie tlenował! Prosie, prosie, dajcie mi sianse! Poprawie się, będę grzeczny i...i nie mófcie mojemu tatusiowi - poprosił kocurek, po czym schował łepek w sierści starszego, ciemnego kocura, drgając i oczekując na swój własny sąd. Jakby zaraz miał zostać za kare wrzucony do wody. - Nie zostawiajcie mnie tu zia kale...
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxCofnęła nieznacznie uszy do tyłu, słysząc piski małego bachora, które nie należały do najpiękniejszych, a Leszczyna szczególnie ich nie lubiła. Skupiła się jednak na czarnej rzeczniaczce, która zaraz przedstawiła się jako Ćmia Łapa i zaczęła się tłumaczyć ze swojej obecności po wichrowej stronie granicy. Bura wojowniczka słuchała tego wszystkiego bez mrugnięcia powieką, patrząc złotozielonymi oczami w oczy czarnej terminatorki wciąż dość chłodno. Gdy skończyła, Bazia chciała coś odpowiedzieć, ale wtedy usłyszała obcy głos i obróciła głowę w jego stronę. Przynajmniej tym razem to był wichrzak, chociaż nie znała imienia dymnego kocura. Zmierzyła terminatora wzrokiem, gdy mówił, proponując zabrać go do obozu. xx– Zrobię to osobiście, ale możesz iść ze mną. A tobie... – tutaj spojrzała z powrotem na Ćmą Łapę – dziękuję w imieniu klanu Wichru za pomoc kociakowi w potrzebie. Teraz my się nim zajmiemy, a ty możesz wracać na swoją stronę granicy – miauknęła wciąż dość spokojnie, jednak jej zdecydowana sylwetka i chłodny wzrok zdradzał, iż Leszczynowa Gałązka wyraźnie wypraszała rzeczną kotkę z ich terytorium. No już, kszy kszy, na swój brzeg rzeki, raz dwa. Stała wciąż w tym samym miejscu ze zwróceniem wbitym w oczy Ćmy czekając, aż ta sobie pójdzie, dopiero potem zajmie się nieposłusznym kociakiem.
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
Wrona utkwił wzrok w Dyni, który wtulił się w jego łapy. Terminator cieszył się, że rudzielec polubił go. Może i nawet go posłucha, o ile dymek będzie miał okazję wbić mu cokolwiek do głowy. Kiedy usłyszał jak kociak mówi o zostawieniu go tu za karę, zmarszczył brwi i spojrzał na niego zaskoczony. Czemu mieliby go tu zostawić?
-Naszym celem jest zabranie cię do obozu, a nie... Zostawienie tutaj. Miałeś naprawdę szczęście, że nie natrafiłeś na żadnego drapieżnika.- powiedział cicho do kocurka. Czy on go w ogóle słuchał? Dymny nie znał go na tyle, by powiedzieć czy uciekłby drugi raz z obozu. Mu takie coś w ogóle nigdy nie przyszło do głowy, ale on jest całkiem inny. Kiedy Leszczyna kazała iść rzecznej terminatorów, Wronia Łapa wstał i spojrzał na wojowniczkę, a potem na malucha.
-Chodź Dynio. Wiesz, że konsekwencje cię nie ominą?- zapytał i jeżeli oba koty ruszyły za nim, poszedł w stronę obozu, cały czas kontrolując rudzielca. Tak na wszelki wypadek, żeby nie uciekł.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ciałko syna Czerwonego Pazura nie drgało już tak mocno, a sam nie piszczał tak samo żałośnie jak wcześniej. Jedynie nerwowa czkawka została, rytmicznie targając ciałkiem kocurka z przyciszonym ''hyc'' przy każdym otworzeniu drobnego, rudego pyszczka. Uspokoił się bowiem po tym, jak dymny kocurek, którego bowiem bardzo polubił od ostatniego spotkania, zapewnił go o tym, że ani Leszczynowa Gałązka, ani on, nie zostawią go na pastwę wściekłych i śpiących ropuch i żab! Jeszcze by biedną Dynie pożarły tymi swoimi..dziwnymi szczękami bez zębów! Przerażające... - W-w-wiem - wydukał kociak, cofając się i patrząc na wszystkie koty z ogromnym żalem w dużych, już prawie że wybarwionych ślepiach!Czuł, jak ogromne poczucie winy, niczym ptak na gałęzi siada na jego plecach, skutecznie przyciskając go do ziemi na tyle, by w najbliższym czasie się nie podniósł, a podobny pomysł opuszczania sam z siebie obozu, nie wpadnie mu do głowy przez długie księżyce! Na myśl o tym, że jak tylko wróci do obozu, dostanie okrzyczany nie tylko przez mamusie i tatusia, ale i przez Malinową Gwiazdę, Sokolą mamusie, Leszczynę, Iglaka i wielu wielu innych...Chyba zostanie tu z Ćmą nie było najgorszym pomysłem. Może i śmierdziała dziwnym i nieznanym zapachem, ale chociaż była o wiele milsza, i go uratowała! - J-j-jeszcze raź psieplasiam... M-m-m-yślałem że...mój tatuś mnie ziawołał, to go poszukałem - wyznał, wyduszając to w końcu z siebie, po czym lekko poruszył ogonkiem, kładąc po sobie uszy, mocno przyciskając je do swojej czaszki. Wielkie oczy się zaszkliły i wbił wzrok w swoje łapy. Nie chciał by ktoś był na niego zły, czy był nim rozczarowany, Nie tego chciał! Mówił prawdę z tym szukaniem ojca, bowiem był święcie przekonany, jak te świetliki przyczepione do nieba, że Czerwony Pazur tu jest i na niego czeka, chcąc zrobić z nim coś, podobnego do treningu! Kiedy poczuł, że Wronia Łapa zaczyna już powoli odchodzić, lekko uniósł się na swoich długich już i zdecydowanie większych łapach, smętnie wlokąc za sobą ogon, człapał u jego boku. Po chwili odwrócił łepek, delikatnie chwycił za sierść na ogonie idącego przed nim Wrony i wycharczał - P-pociekajmy na tą burą koteczkę, chiba nazwałeś ją Le-szczy-ną...Le-szczy-no-wa Ga-łą-zko! Wlacajmy juź do obozu...proszę - powiedział smutno, nawet bojąc się spojrzeć wojowniczce w oczy. Podpadł jej i to bardzo! Nie chciał by ktoś źle go postrzegał... naprawdę nie chciał!
//z.t, szczerze, to tyle wypowiedzi wystarczy bo i tak mnie zanieśli XD
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Mistrz: Krzykliwa Mewa | Brązowy Brzuch Płeć: Kotka Matka: Stokrotkowa Łąka* [NPC] Ojciec: Północny Podmuch* [NPC]
Średniego wzrostu kotka, posiadająca długie, smukłe łapy, na których opiera się szczupłe, zgrabnie ciało. W utrzymaniu równowagi pomaga jej długi, cienki ogon, zakończony czarnym pędzelkiem. Szaro-bure futerko wojowniczki jest krótkie i gładkie, poprzecinane czarnymi, tygrysimi pręgami. Przez grzbiet biegnie ciemna pręga. Na ciele kotki pojawia się jeszcze jeden kolor - biel, która rozlewa się nierówno na pyszczku, dalej na szyi, piersi i brzuchu. Na wszystkich czterech łapach pojawia się pod postacią krótkich skarpetek, na tylnych łapach dłuższych. Pyszczek - długi, smukły, w którym osadzone są delikatnie skośne, zielone przy źrenicach, złote oczy. Niżej jest dwukolorowy nosek - w połowie czarny, w połowie różowy. Wojowniczka posiada także duże, trójkątne uszy, przyozdobione niewielkimi, czarnymi pędzelkami. Zawsze porusza się z wdziękiem, delikatnie, lecz pewnie stawiając kroki. Na jej mordce często widnieje typowy, kamienny wyraz.
Blizny: pod lewym okiem; na karku.
xxCzy Leszczyna w ogóle słuchała tych popiskiwań małego rudzielca? Niekoniecznie, głównie dlatego, że ją to irytowało, ale też z powodu bycia zajętą ważniejszą sprawą, czyli rzeczną terminatorką, która musiała opuścić ich terytorium. Bura wojowniczka wciąż stała niczym posąg, ze wzrokiem wbitym w Ćmą Łapę, która zaczęła przepraszać i w ogóle wyglądała, jakby bardzo się wystraszyła. No cóż, jak widać nie tylko kociaki boją się majestatycznej osoby Leszczynowej Gałązki. Gdy czarna kotka w końcu się wycofała i wróciła na swoją stronę rzeki, Bazia obróciła się w stronę dymnego kocura, którego imienia nie znała, ups. xx– Wracamy do obozu – wydała swoisty rozkaz, po czym podeszła do dreptającego rudego pędraka i chwyciła go w zęby, wbrew pozorom, dość delikatnie. Przecież nie będzie każąc kociakowi iść całą tę drogę na własnych nogach, bo nie dość, że zajmie im to wieki, to jeszcze sobie łapki odmrozi czy coś. A karę to już będzie miał w obozie. Z Dynią w zębach wyprzedziła długowłosego kocura i cała trójka udała się prosto do domu.
Zt lol
Na gałązkachwierzbpod miedzą
Szarosrebrnekotkisiedzą A tużwe wsi,wśród opłotków Skaczemnóstwo burychkotków
Możeszwybraćjedowoli
- ̗̀☆Powiedz,którekotkiwolisz?☆ ̖́-
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Rządna przygód terminatorka wypruła pewnego dnia z obozu z podwójną ilością energii i sił, bowiem za cel obrała sobie w końcu wymaszerowanie na którąś z granic, by poznać kogoś. Wypełnić tamto zadanie, które otrzymała od Jasnego, wypełnić je wzorowo. Zanim wyruszyła w niewątpliwą podróż swego życia, miauknęła coś Burzowej, że jeśli by długo nie wracała to coś ją pewnie zjadło i miło by było, gdyby kogoś za nią wysłała. Wiadomo, żeby przynajmniej stypę miała urządzoną, w razie czego. Komiczny był jeszcze fakt, że granice nie były jej do końca znane, więc to, na kogo trafi było jak istna loteria. Nie przerażało jej to ani trochę, czuła się podekscytowana wizją majestatycznej przygody, która właśnie na nią czekała. Głupie, może nierozsądne ale takie fascynujące.
Po pewnym czasie wędrówki, okazało się, że wszystkim, po co szła był...teren Rzeki. Granica z klanem Rzeki. Rybojadami. Irys dokładnie tak wyobrażała sobie woń tego Klanu, taka fuj i ble. Szczęście, że nie było opcji żeby przez pomyłkę przekroczyła granicę, bo by ją jeszcze zagryzli, kto wie, może agresywni są. Widok rzeki zaciekawił ją, zastanawiała się jak oni łapią stąd te swoje ryby?
Usiadła i czekała na jakąkolwiek żywą duszę, która wkrótce mogłaby się jej objawić. Nie opłacało się jej wędrować spowrotem i wracać do granicy z Klanem Cienia, więc skoro już tu jest to niech będzie i to.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Ognistopręga patrolowała granice wraz z Kolczastą Mordką. Obie były jednak na tyle doświadczone, że często się rozdzielały - wtedy Patrol szedł szybciej i miały więcej czasu na pozostałe obowiązki. Jednocześnie cały czas trzymały się na tyle blisko siebie, żeby jedna mogła bez problemu zareagować na wołanie drugiej. Gdy bursztynowooka dostrzegła na horyzoncie siedzącego kota, przez chwilę zastanowiła się, czy nie wezwać masywnej szylkretki. Kiedy jednak zrobiła kilka kroków w stronę nieznajomej, zrezygnowała póki co z tego pomysłu. Szara kotka wyglądała bardziej jakby nieco się zgubiła, niż jakby miała zaraz ją zaatakować. - Czekasz na kogoś? - stanowczy, aczkolwiek spokojny głos rudej kotki dotarł do Wichrzaczki na chwilę przed tym, jak Rzeczniaczka się do niej zbliżyła. Obserwowała uważnie nieznajomą. Szara wyglądała jak gdyby ot tak czekała sobie na jakieś spotkanie, tak jak często czeka się na znajomych w Obozie, tylko że... była niemalże na granicy. Nie przekraczała jej, ale mimo wszystko - to dość nietypowe miejsce spotkań. Może miałą jakiś znajomych wśród Klanu Rzeki? Cóż, córka Burzowego Serca miała nadzieję, że wszystko wyjaśni się w pokojowej rozmowie.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Trwała w bezruchu kilka dłuższych chwil, zaciągając się niestety nieprzyjemną wonią. Przynajmniej będzie miała pewność, że zapach ten zapadnie jej w pamięci i sobie nigdy nie pomyli kto jest z klanu Rzeki. Wlepiała złote tęczówki w rzekę, rozkminiając z międzyczasie jak miałoby się odbywać to łapanie ryb, albo - o zgrozo - pływanie. Woda zdawała się być jeszcze bardziej nieprzyjemna niż sobie wyobrażała, w dodatku z pewnością była lodowata, skoro pora była jaka była i miejscami musiała zamarzać. Brr.
Drgnęła lekko kiedy wypatrzyła zbliżającą się kupę futra o wręcz wściekle rudej barwie. Przekrzywiła lekko głowę na bok szczerząc się głupio. Cóż, zdecydowanie to nie było to, na co czekała, śmierdziało od kocicy rybami i starością, hatfu! – Mooże – miauknęła beztrosko poruszając ogonem. – A może niee. Przecież mogę sobie tu tak siedzieć – powiedziała nie przestając się głupawo uśmiechać. Co jak co, ale była w stanie mniej-więcej rozróżnić gdzie kończy się przyjemna, rodzinna , wichrowa woń, a kiedy zaczyna śmierdzieć rybojadami. Wobec tego siedziała dalej, nie mając na ten moment zamiaru ruszyć zadka nawet o kocięcy kroczek. Patrzyła z ciekawością na rzeczniaczkę, chcąc dowiedzieć się tego jakie to te koty są. Nie raczej mogła liczyć na nic fascynującego w tym spotkaniu, ale przynajmniej mogłaby poobserwować jak się ona zachowa.
Kotka ma krótką sierść w kolorze intensywnie rudym, pokrytą nieco ciemniejszymi pręgami (pręgowanie tygrysie). Charakterystycznego wyglądu dodaje jej biały pyszczek oraz ciemniejszy kolor końcówek uszu. Jest nieco większa i mocniej zbudowana niż przeciętne kotki w jej wieku. Oczy ma koloru bursztynowego. Od innych kotów łatwo można ją rozpoznać patrząc na jej puchaty ogon, który nienaturalnie przekrzywia się w lewo. Od urodzenia przeszkadzał on kotce w swobodnym poruszaniu się - został jednak naprawiony przez medyka i od tego czasu funkcjonuje prawidłowo, jednak wygląda nieco inaczej niż ogony innych kotów. W dodatku zdarza się jej być nieco niezdarną, ponieważ jej rozwój przebiegał inaczej niż u przeciętnego kociaka.
Z nieco wycofanej, nieśmiałej kotki przeistoczyła się w jedną z najodważniejszych kocic w Klanie Rzeki - o ile nie w całym lesie. Nie jest może zbyt wygadana czy charyzmatyczna, ale zdecydowanie nie boi się wyrażać swojej opinii, a jej wypowiedzi są zawsze przemyślane. Przez zdecydowaną większość swojego życia na pierwszym miejscu stawiała sprawy Klanu Rzeki i jest gotowa do poświęceń, co niejednokrotnie udowodniła ratując życia współklanowiczom. Po przejściu do Starszyzny jednak przestała być na bieżąco ze sprawami Klanu, skupiając się bardziej na swojej rodzinie.
Gradowy Podmuch (KW), Bagienna Trzcina (KC), Dymne Niebo (KC), Kamienny Potok (KG), Niski Krok (GK), Lady (P/Z), Kacza Łapa (KR)
Sposób wypowiedzi niebieskiej potwierdził założenia Ognistopręgiej - miała do czynienia z bardzo młodą kotką, która najwidoczniej jeszcze bawiła się życiem. - Teoretycznie możesz. W praktyce to dość niebezpieczne. Jesteś sama na terenach, daleko od Obozu... czy w ogóle uczyłaś się już walczyć? - rudopręgowana mówiła spokojnym, ale dość stanowczym głosem. Nie zamierzała przeganiać stąd młodej kotki - z resztą nie miała takiego prawa jeśli tamta nie przekraczała granicy - ale być może Wichrzaczka nie zdawała sobie sprawy z tego, jak niebezpieczne potrafi być łażenie samemu po terenach - zwłaszcza, jeśli nie ma się żadnego doświadczenia w walce z drapieżnikami.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
Średniego wzrostu, nieco grubsza kotka o niebieskawej, krótkiej sierści. Łapy ma umięśnione i silne, ogon puszysty i średniej długości. Nos i poduszeczki łap ciemne, oczy okrągłe, w złotym kolorze.
Charakter kotki jest dość...ciężki do opisania. Wybuchowa, impulsywna i nieprzywidywalna - tak można ją z pewnością opisać. Jest też dumna, ale ostatnie zdarzenia sprawiły, że czuje się mniej pewna, może nawet zagrożona w klanie i żyje w ciągłym strachu na myśl o Gwiezdnych. Zależy jej na rodzinie pomimo tego, że często się kłócą. Poza tym lojalna, lekkomyślna i...może nieco naiwna i zagubiona. Ciekawa mieszanka wybuchowa.
Uniosła lekko brwi przekrzywiając łebek. Co to, kolejna myśli, że ze wspaniałej, Irysowej Gwiazdy jest jakiś cienias, który da sobie coś zrobić na terenach własnego klanu? To, że jest daleko od obozu nie znaczy, że jej wyśmienite umiejętności nie zapewniają jej przeżycia, pf! Poradziłaby sobie na spokojnie, zresztą, nawet jeśli tak teraz jest sama, nie oznacza to że ciągle będzie. Patrole nie istnieją nie bez powodu, jakby już miało się coś dziać to prędzej, czy później jakiś by jej pomógł. Przynajmniej ona tak myślała. – Jasne że tak! – oburzyła się marszcząc nos. Nawet jeśli nie - to z jej umiejętnościami i majestatem, walka to pikuś. – A ty uczyłaś się w ogóle nie być nudna jak strrawa wrrron? – bąknęła uderzając ogonem o ziemię. Babcine gadanie, a kysz! Z takim trajkotaniem to już od księżyców powinna grzać swój zad na miejscu starszyzny. Chociaż NIE! Nawet starszyzna jest zabawniejsza. Opowiadają historyjki z życia, a nie tylko "nie rób tego, nie rób tamtego"! Młodość sobie odejmujesz, ruda. Nie to co Irys, ona będzie wiecznie młoda i wesoła, o.
***
Rzeczywiście nie znałem do końca granic, dlatego nie powinienem sam wychodzić, ale ja właśnie sam nie wychodziłem! Poszedłem z jakimś paroma wojownikami na patrol, bo czemu by nie. Może aż tak nie lubiłem chodzić, ale w obozie zaczynało mi się już nudzić. Nie miałem z kim gadać, kotek również jakoś było mniej, dlatego musiałem się jakoś wyrwać z obozu, bo może poznam kogoś nowego. Nawet jeśli nie udałoby mi się to, to i tak przyjemnie pochodzić po swoim terenie! W końcu to jest mój teren i tylko mój, nikt mi nie zabroni po nim chodzić!
Tak więc tym razem wybraliśmy się w okolicę żabiego schronienia, tam też jakoś się rozdzieliliśmy, lecz też nie na tak daleką odległość. Mogliśmy siebie widzieć, ale również swobodnie chodzić. Ja akurat zostałem jakoś właśnie przy żabim schronieniu, trzymając się oczywiście jakiś kawałek od granicy. Nie wiedziałem gdzie dokładnie ona leży, dlatego zachowywałem dystans czy coś. Ale wracając do rzeczy. Starałem się tak to iść dość wolnym, ale dumnym krokiem. Moja głowa i ogon były wysoko w górze, a na moim pysku można było dostrzec lekki uśmiech. I tak kroczyłem, póki co bez celu.
//Sztorm uvu
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡
Wyrosła, co można stwierdzić na pierwszy rzut oka. Jest znacznie wyższa, wychodzi nieco ponad średnią w jej klanie. Do tego jest raczej masywna - długa wędrówka w poszukiwaniu nowych terenów sprawiła, że już dłużej nie jest patyczakiem i może się poszczycić pewnym umięśnieniem. Ma dość długie, szorstkie i czarne jak smoła futro. Również jej nos jest czarny, jej ślepia natomiast są złote i wręcz błyszczące.
Jak zawsze w tym wieku - nie można jeszcze zbyt wiele powiedzieć. Próbuje być poważna, lecz nie zawsze jej to wychodzi, a do tego ma coś w rodzaju swojej "dumy" przez co czasem się napuszy. Może się też napuszyć z zawstydzenia albo smutku - ogólnie łatwo wywołać u niej taką reakcję. Nie jest jakaś miła ani tym bardziej wredna. Można ją umieścić jako neutralną z przechyłem na "nie bycie wredną".
Sztormowa Chmura zawitała do Żabiego Schronienia głównie za namowami brata, który pod przykrywką patrolu spędzał z nią trochę czasu, czego jego siostra nie mogła się naczekać. Od jakiegoś czasu delikatnie próbowała zwrócić na siebie jego uwagę, jako że czuła się dość samotnie - w końcu jej rodzina nie była za wielka, a Leśny był jednym z niewielu kotów, z którymi nawiązała taką nić porozumienia.
W trakcie ich spaceru po granicy jedna rzecz poprowadziła do kolejnej i zaczęli nieudolne próby łapania żab, jak nazwa tej części granicy wskazywała, cały czas pozostawali jednak po swojej stronie. Ich jakże kocięca zabawa skończyła się, gdy Leśny uznał, że w sumie nie chce wracać z pustymi łapami i odszedł zapolować, po pewnym oczyszczeniu rzecz jasna. Ona natomiast była na polowaniach tego dnia już kilkukrotnie i przyniosła całkiem sporo, więc uznała, że wykorzysta czas na coś przyjemnego - ćwiczenie pływania i nurkowania tam, gdzie Grzmiąca Rzeka nie była zbyt głęboka ani zbyt płytka. Weszła do wody spokojnym krokiem, nie chcąc spłoszyć ryb, które mogły się tam kryć. Przy brzegu kroczyła ostrożnie, nie chcąc zaliczyć bliskiego spotkania z rakiem. Podobny były okropne! Po pewnym czasie zaczęła przebierać łapami, co jakiś czas wkładając łeb pod wodę i sprawdzając, ile wytrzyma. Dopiero po którejś takiej próbie zauważyła kogoś po drugiej stronie granicy i wyszła na brzeg, zainteresowana wichrzakiem. Kiedy podeszła do granicy, nie odezwała się jednak. Tylko patrzyła z ciepłym uśmiechem i ciążącym jej, mokrym futrem.
<table><td></td><td>.i'm.xxn o tx..xt h a tx..xo l d... young,..butx..i'm..not..that..bold andi don'tthinktheworldis sold i'm..just..doing..what..we're..told</td></table>
Plusk. Nagle usłyszałem właśnie taki dźwięk, dokładnie jakby ktoś wskoczył do wody. Moje ucho lekko drgnęło, a sam zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu przyczyny tego dźwięku. Czy ktoś tu właśnie topił się?! A może po prostu ryba wyskoczyła z wody? W sumie nie wiedziałem, ale bardzo mnie to zaciekawiło. W końcu kto by wchodził do tej wody! Znaczy ja mógłbym spróbować, ale pływać przecież nie umiałem, więc jak! Dlatego to zaczęło być bardzo ciekawe. Dość szybkim krokiem podszedłem do najbliższej wody, czyli w tym przypadku jakiejś rzeki i tam...tam właśnie zauważyłem jakąś kotkę. Czarną, z żółtymi oczami. Zdumiony zacząłem wpatrywać się w nią. Czy ona...pływała? Jak?! Ja też chce! Aż otworzyłem pysk i tak się patrzyłem, zupełnie nie ruszając się z miejsca aż do pewnego momentu. Dokładnie do tego jak wyszła i ciepło się uśmiechnęła. Wtedy otrząsnąłem się i również uśmiechnąłem się. Głowa wysoko, ogon również - czyli tak by biła ode mnie duma! Trzeba w końcu przy damie zaprezentować się z jak najlepszej strony! A to jej futro, te oczy, w sumie miała żółte, a nie zielone, ale i tak to wszystko było piękne. To mokre futerko, ten uśmiech. Trochę przypominała mi moją matkę, ale to tylko trochę. Ona była piękna! To mokre futerko chyba zrobiło wszystko. - Ty... umiesz pływać - tak brzmiały pierwsze moje słowa podziwu. Zaimponowała mi i to bardzo! - Jak się nazywasz? Ja mam na imię Sucha Łapa! Ale mów mi Suchy - przedstawiłem się mówiąc oczywiście łagodnym tonem głosu. Takim bardzo lekkim, też chciałem jej jakoś zaimponować w końcu! Posłałem jej jeszcze jeden szczery uśmiech, również można powiedzieć ciepły.
if therewasn’t moneyfor thetyrant leftto spend ★he’d take itfrom hisloyal subjectsto no end★ anyoneopposinghimwas punishedfor their crime a l l.t h o s e.w h o.d e f y.m e.a r e .t o.d i e! ≡NOW,KNEELBEFOREMEPEASANTS≡