- Ale Nocna Furia brzmiało spoko - przyznał zaraz, wzruszając lekko ramieniem. Nie uważał, że… było złe. Było ukradzione - na plus, ale też było nieco inne. No, i przede wszystkim, było jego! A Szpon, mając swoje dziwne przywiązanie do imion, jakoś.. nie umiał tak o, po prostu, uznawać że pora na nowe. W końcu teraz nawet dalej o przyjacielu mówił per Szczerbatek kiedykolwiek miał szansę na jakieś wspominki. Później znów poruszył ramionami. - Nie wiem. Nocny pierd!
Dodał zaraz, uśmiechając się zaczepnie. Kocięce zachowanie, ale będąc szczerym - czego więcej spodziewać się po Szponie? - W stronę… no, tej plaży co się spotkaliśmy. Wiesz, tam gdzieś się kręć najlepiej, chyba. Jak będę iść to powiem Skale, że musimy iść koło plaży i koniec, bo inaczej się zgubimy… - o ile w ogóle serio idzie się w tamtą stronę. No, a jak nie dojdą nigdzie… to po prostu zupełnym przypadkiem wpadną na Szczerbatka z każdej innej strony! - Tylko wiesz. Udawaj jak co, że to serio przypadkowe i właściwie to nawet się nas nie spodziewałeś. Ba, że pierwszy raz się widzimy od zawsze!! I jak ci powiem co i jak, to udawaj że też pierwszy raz słyszysz o tym planie. Okej??? Bo inaczej będzie, że się widywaliśmy, a chyba nie chcemy nadal, żeby ktoś wiedział… nie??
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Ale Nocna Furia już nie istnieje - wzruszył barkami. Wyjątkowo nie tęsknił za imieniem. Miał je gdzieś. Musiał przyznać, że choć początkowo była satysfakcja z podebrania imienia Szkwałowi, zrobienia tego na oczach całego klanu, publiczne naplucie mu pod łapy, tak jednak nigdy mu nie siadło do końca. Nie potrafił myśleć o sobie jako o Nocnej Furii. Furii to dostawał, jak myślał o sobie jako o Szczerbatku z przyzwyczajenia, co było niezwykle frustrujące, skoro tak bardzo starał się tego imienia pozbyć. Ciężko jednak walczyć z przyzwyczajeniami. - Sam jesteś pierd! Pierdzący Szpon, o! Cały ty! - wystawił mu język na krótki moment, po czym również odwzajemnił zaczepny uśmiech. Musiał przyznać, że tego mu właśnie brakowało.
- O, dobra. To trafię bez problemu. Powiedz mu, że jak nie pójdziecie koło plaży to umrzesz. Zwykle działa - najwyżej się nie spotkają, Szczerbatek nie porozmawia z Gwiezdnymi, nie będzie mógł liczyć na wybaczenie ze strony czekoladowego byłego rzeczniaka i umrze na wyrzuty sumienia. - Ooo, heej, ja to cię chyba kojarzę...Szpon, nie? Oo, i ten...Skała! Haha, cóż za przypadek, naprawdę! Dokąd idziecie? Pogadać z Gwiezdnymi? No co za niespodzianka, mogę z wami? Nie będę przeszkadzał, słowo! - zaśmiał się sztucznie, obijając łapką o ziemię. - Tak dobrze?
- Mówiłem o nim a nie o tobie, frajerze!! - prychnął, pacając Szczerbatka kilkakrotnie po nosie. Nie mocno, wiadomo, nie chciał go skrzywdzić, ale w ramach żartów - czemu miałby tego nie robić? Szczerb nie obrażałby go na serio.
Niemniej, martwił go. Jak zwykle, ostatnimi czasu. Jego stare imię, to na którym tak mu zależało - nie było go już? Brzmiało to niesamowicie… dziwnie. Nie w jego stylu. Skrzywił się wewnętrznie, nie komentował tego. - Aha!! Tak brzmi dobrze. Wiesz, wtedy ja ci powiem, gdzie idziemy. Nie? Że do Gwiezdnych. I ty powiedz coś, że… no… MUSISZ!! Iść z nami. Bo masz ogniście ważną sprawę. Dobra?!
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Oh, no tak...Przecież wiem! - tak, miało to zdecydowanie więcej sensu, szczególnie po tym, jak powiedział przyjacielowi że już nie ma żadnej Nocnej Furii. Choć musiał przyznać, że Pierdzący Szpon wcale nie było takie niepasujące. Szczególnie, że już-wojownik i tak zawsze przedstawiał się tylko drugim szponem, raczej mając w poważaniu pełny tytuł. - Chciałem się nawet pytać, czy dalej jest taki frajerski, ale sam fakt, że ośmielił się zrobić bachory Siniak jest ultrafrajerskie. Jesteśmy w tym samym wieku! To był w ogóle jej pomysł? - dość szybko zmienił kierunek rozmowy ponownie na siostrę. Nie był w stanie tego przetrawić i już sama ta sytuacja skrzętnie odsuwała go od powrotu w Rzeczne szeregi. - Wyobrażasz sobie mieć dzieciaka? Tak młodo? To znaczy, ty to ja już wiem, że trzema nogami w ziemi, ale ja? Młoda dupa, nie mógłbym mieć na głowie wrzeszczącego dzieciaka - skrzywił się w uśmiechu, patrząc na przyjaciela. Tak właściwie to często zapominał o tym, że między nimi jest te kilka księżyców różnicy. Zawsze traktował go jak równego sobie.
- Tak, dokładnie. To jest OGNIŚCIE WAŻNA SPRAWA. Tak. I ja MUSZĘ iść z wami.
Frajer!! I zmienił temat. Tak z lekka, bo ten płynnie wyszedł z rozmowy o Nocy i jakoś tak… no. Wzruszył barkami. Nie wiedział czy jest ten świetny pomysł, bo albo nikt mu nie dał znać, albo zdążył już zapomnieć. Tak czy inaczej, nie było to chyba ultra ważne. - A co ty!! Jakby mnie kociaki lubiły - lubiły. Te od Siniak nawet bardzo. Inne? Nie wiedział. Tak czy inaczej, lepsze takie podejście, niż otwarte przyznanie, że posiadanie rodziny średnio go kręciło. W końcu, czy wypada takie rzeczy mówić nawet jemu?? Szpon lubił pozostawiać niektóre rzeczy tylko do siebie. - No!!!! Tak lepiej. Teraz tylko, żeby się to wszystko ładnie i płynnie udało bo inaczej będzie lekki problem. Wiesz, gdyby Skala się obraził i nie pozwolił ci iść… to go jakoś przegadam, ale trochę dziwnie iść w takiej nieprzyjemnej atmosferze.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Pokiwał głową, bo faktycznie, do tego przydałoby się jeszcze, żeby kocięta ich lubiły w jakikolwiek sposób. To znaczy, Szczerbatek nawet nie miał zbyt dużej szansy na interakcje z jakimikolwiek. Raz może pogadał z Jeleniem, z Mrówką mieli krótką gadkę, ze Słonecznikiem. Tego ostatniego ciężko było zaliczać do kociaków tak właściwie, ale intelektem plasował się gdzieś między nimi.
- Wiesz, że próbowałem dołączyć do Wichru? - zagadał, tak przy okazji, na samą myśl o rudo-białym. Ciekawe, czy w końcu wrócił do tego klanu czy poszedł w długą.
- Czemu miałby mi nie pozwolić iść?
- A po co? - to było szybkie pytanie. Nie dał sobie nawet sekundy na zastanowienie, nie myślał czy warto pytać. Bo... cholera, chciał iść do Wichru, ale nie Szpona?? Nie powiedziałby, że się obraził. Na pewno uraziło go to, że Szczerbatek chciał iść tam, rezygnując z powrotu do Rzeki. No, bo przecież??? Halo??? Jak to tak?? - Bo ja wiem. Może uzna, że to tylko wyjście dla mnie i dla niego - wzruszył lekko barkami. Inny powód, że nie lubi Szczerbatka... ale chyba nie miał obecnie siły tłumaczyć tej sprawy.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Szczerze mówiąc, to nie wiem? W sensie to było całkowitym przypadkiem, bo spotkałem takiego typa, co niby był niewiele młodszy ode mnie, ale dalej był kociakiem. W sensie wiesz, klanowo. Bo chyba nie przychodził na ceremonie. I tak nic nie robił, to przyszła w pewnym momencie jedna kotka tam od nich, zrobiła wywiad i go zostawiła na pastwę losu i powiedziała, że mnie weźmie na jego miejsce, bo się bardziej nadaję. I to było już jakiś czas temu, zanim się w ogóle spotkaliśmy na plaży, ale wyleciało mi z głowy, a to była strasznie śmieszna sytuacja, bo kto wie, gdyby mnie serio wzięła to teraz byśmy gadali na wichrowo-rzecznej granicy - zaśmiał się krótko, bo po chwili wypełniło go gorzkie uczucie zdrady? Zawodu? Nie umiał tego nazwać, ale zdecydowanie czuł jakby miał się porzygać, gdyby miał wracać do klanu, jakiegokolwiek.
- Niech ci będzie. Będę udawał, że ledwo was pamiętam.
Ach... aha, okej. Wszelkie możliwe złości i obrazy mógł odrzucić na bok. Skoro sprawa wyglądała tak, a nie inaczej, nie mógł być zły. Ale sytuacja, dla Szpona, nie byłaby śmieszna. Gadanie na granicy nie byłoby śmieszne. Myśl, że tam czułby się lepiej, znalazł innego kumpla, tym gorsze. Szpon wszak może i miał wszystko gdzieś, ale zdrady nie potrzebował w swoim życiu. To jest, być może to akurat zdradą, taką typową, by nie było... no, ale! - I cudownie. No, a poza tym - co planujesz? Tak... ogólnie!! Wiesz już gdzie pójdziesz jak spadnie śnieg i w ogóle? - zmiana tematu. Szybka, bez komentarza na poprzednie. Bo gadanie o zazdrości, brr.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Jak spadnie śnieg? - zmarszczył brwi, odwracając wzrok. Nie pomyślał o tym. Właściwie to kompletnie mu wyleciało z głowy, że śnieg istnieje i w dość niedługim czasie spadnie i wtedy będzie miał problem. Bo gdzie się zatrzyma? Kto go w ogóle zechce? - Oh...Oh na Gwiezdnych, nie mam pojęcia... - szepnął do siebie, by następnie spojrzeć ponownie na przyjaciela. - To znaczyyyy, doskonale wiem, bo nie jestem głupi, tak? ja MYŚLĘ i WYMYŚLIŁEM, że...Wiesz, niedaleko jest takie miejsce, gdzie są konie, co nie? I tam jest takie duże...no, dwunodzy tam łażą ale ja bym się schował dobrze. I tam bym sobie zamieszkał na jakiś czas, jak będzie śnieg i zimno i w ogóle - nie był to najlepszy plan, ale zdecydowanie jakiś i tego będzie się trzymał. Szczególnie, że nie chciał wyjść na kogoś, kto nie wie co robi, bo dostanie jeszcze jojczeniem, żeby wrócił do Rzeki. - A ty? Dalej będziesz się trzymał jednego miejsca czy...coś...pozwiedzasz? Albo coś...
O... Miał plan. To jest, nie żeby podejrzewał go o bycie głupim, ale nie spodziewał się, że wymyśli coś serio dobrego. Z jednej strony - mega super i spoko, na plus dla niego. Z drugiej, kurdeee!!! Bo znowu były mniejsze szanse na to, że odpowiednio szybko wróci do Rzeki. A niech go, i to że myśleć musiał AKURAT dziś! - Mogę wpaść parę razy jak będzie zimno - odpowiedział wprost. Szpon był sobą, więc nie było najmniejszych wątpliwości co do tego, że w końcu faktycznie się pojawi gdzieś w okolicy Szczerbatka. - A wtedy będę mógł zostać na noc. Wiesz, powiem w Klanie że mam sprawę...albo nie powiem nic. I pewien jestem, że nikt nie będzie zbyt zły. W sensie, i tak wykonuję obowiązki, co nie???
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Musiał przyznać, że ulżyło mu na duchu, gdy Szpon zaproponował, że będzie wpadał. Była większa szansa na przeżycie i utrzymanie woli walki, kiedy mógł spodziewać się przyjaciela na miejscu. Nie wybaczyłby sobie, gdyby umarł w głupi sposób, chociażby z wyziębienia czy głodu, i akurat Szpon miałby na niego trafić.
- Chętnie. Moja choć w rzeczywistości nie moja nora w miejscu zrobionym przez dwunogów jest również twoją choć w rzeczywistości nie twoją norą - zaśmiał się, mając nadzieję, że ludzki budynek nie odstraszy białego. To znaczy, wiadomo, Ostry nie bał się niczego, a jednak odrobiny zdrowego rozsądku mogłyby mu kazać się wycofać. - Totalnie. Przecież jesteś super wojownikiem, takim uczynnym i w ogóle. Nic się nikomu nie stanie jak cię kilka wschodów nie będzie.
- Ale żeś wymyślił!! Jakbym był trochę mądrzejszy to bym nie zrozumiał! - odpowiedział, niby to z wyrzutem, ale nadal - podśmiechując się pod nosem. Bo szczerze, nawet jak w głowie to zdanie mu się obijało, to... nie czaił tak do końca. Może jednak był za mądry? Bo za głupi to na pewno nie! - Myślisz - zaczął zaraz, nieco poważniejąc. - Że dwunodzy ci tam dadzą jedzenie? Bo skoro się tam kręcą...
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Jak to dobrze, że jesteś jednak tak mądry jak pogryziony korzeń - co oczywiście miało być obelgą, chociaż jak już wypowiedział to na głos, to nie brzmiało wcale tak fajnie, jak jeszcze chwilę temu w jego głowie. - Ale spoko, mogę się zniżać do twojego poziomu, mój drogi, jeśli ma to znaczyć, że mnie zrozumiesz choć trochę. Żal by było, gdybym ja tu był jedynym mądrym - westchnął teatralnie, a oddech wziął tak głęboki zupełnie jakby to miał być jego ostatni tuż przed zejściem z tego świata.
- Jedzenie? Dwunodzy? A cóż oni by mi mogli dać...W sumie co jedzą takie pieszczoszki? Bo się domyślam, że muszą coś, ale co...polują na osiedlu czy...? - zamordowany przez niego oriental był chyba pierwszym i jedynym pieszczochem, jakiego dane mu było spotkać. Nie zdążył go wypytać o wszelkie nurtujące go pytania, bo był raczej zajęty drapaniem go po pysku.
- No właśnie - nie wiem! Ale pomyśl tylko, że faktycznie - mogliby ci coś dać. Nie wiem, jakiegoś... całego zająca! Zjadłbyś to? - czy dalej trzyma się kodeksu? Będąc szczerym, Szponowi akurat to było obojętne. Pytał z ciekawości... bo gdyby wpadł w odwiedziny, a akurat by podano do stołu... - Bo szczerze, wątpię żeby pieszczochy polowały. Niektóre, może, no ale generalnie to takie lekko miękkie bobki są zwykle! Co się na nie spojrzy groźniej, to się boją. I to nie złe, ale wiesz... wątpię, by mieli odwagę podejść choćby do kruka jakiegoś. Bo jeszcze ich udziabie, i co wtedy?! Umrą na miejscu!