Rdesta trudno przeoczyć. To duży kot o długich, choć mocnych, szerokich łapach. Dawne choroby i okresy bezruchu pozostawiły na nim ślad: nabrał nieco ciała, lecz mimo dodatkowych gramów porusza się z naturalną lekkością i gracją, jakby każdy krok miał starannie zaplanowany. Jest niebieskim pointem, z delikatnym tygrysim pręgowaniem widocznym głównie na pyszczku. Gęste, długie i zadbane futro układa się w równą, puszystą szatę, której odcień miejscami jaśnieje, zwłaszcza na bokach i karku. Uwagę przyciągają kontrasty: ciemniejszy ogon i uszy, rozjaśniony tułów oraz biel podgardla, brzucha i łap, sięgająca aż do łokci i kolan. Biała jest też maska na pysku – zaczynająca się na brodzie, przecinająca różowy nosek i kończąca się tuż pod oczami. Same oczy Rdesta, skośne i stalowo-niebieskie, dodają mu charakterystycznego wyrazu: zawsze wygląda jakby coś go drażniło, coś mu nie pasowało. Nawet gdy wcale taki nie jest.
Koleżka, który myśli, że mu gwiezdny klan dał całuska w czółko - tak chyba najłatwiej opisać Rdesta. Od kiedy dowie się, że aż dwójka z jego dziadków i ciotka zajmują stołek przywódcy klanu, w jego główce powoli acz skutecznie zacznie rodzić się myśl, że przez sam ten fakt jest lepszy od innych, a tak właściwie to tytuł przyszłej gwiazdy czy innych cudowności jest mu zapewniony. No bo kto inny może się pochwalić takim pochodzeniem? Że niby jego rodzeństwo? Niekompetentni! A w ogóle to brzydcy! Narcyz, który co prawda pracy się nie boi, ale dla sukcesu nie będzie stronił przed podłożeniem komuś nogi, a dla swoich porażek zawsze znajdzie jakąś wymówkę. A to wiatr źle wiał, a to ktoś niewyraźnie mówił, a to gwiazdy były w nieodpowiedniej konfiguracji... w każdym razie nie była to przecież jego wina.
Szczurza Łapa
Łapy Rdesta zatrzymały się tuż przy linii wody, a błękitne ślepia przesunęły się po okolicy. Trzeba było przyznać, miejsce miało w sobie urok. Szum trzcin, zapach wilgoci i lśniąca tafla tworzyły obraz niemal doskonały. Nawet ta dziwna skrzynia - coś, co z całą pewnością nie powstało ani z woli Gwiezdnych kotów, ani natury - nie potrafiła naruszyć tej harmonii. Jedynym zgrzytem była paplanina Rekiniej Łapy. Żaden kot z klanu tak się nie wyrażał. I dlaczego nazywał własne odbicie „pięknym”? Nawet on sam, choć potrafił docenić własną prezencję, nie powiedziałby tego, od tak wprost.
Zdegustowany odwrócił spojrzenie. Wzrok zatrzymał się na siostrze. Skaza. Owszem, szła razem z nimi, ale nie czuł z tego powodu radości. Po ostatniej ceremonii trudno było mu nie czuć wciąż ukłucia żalu na myśl o jej obojętności. Może naprawdę powinien przestać się łudzić. Może słowa Trufli, że rodzeństwo zawsze powinno się wspierać, że więzy krwi są najważniejsze, były tylko pięknymi mrzonkami w ustach zbyt kochającej matki. - Powiedz mi proszę, Rekinia Łapo - odezwał się w końcu, powracając spojrzeniem do rudego. - Czymże jest ten „ludzki pierwiastek”, o którym wspomniałeś? - Nie wiedział, czy w ten sposób dawał kocurowi zachętę do dalszej paplaniny, ale przynajmniej nie wyjdzie na gbura, który kompletnie lekceważy słowa rozmówcy.
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
- Nigdy się za takiego nie uważałem - odpowiedział Skazie, jednocześnie nigdy nie mając na myśli krótkiego momentu po porwaniu, gdy zmuszony siedział w czterech ścianach i się dusił brakiem wolności. Szczęśliwie Klany nie miały fizycznych ograniczeń jeśli chodzi o tereny, z tego też względu nie musiał się martwić, że i tu dopadnie go klaustrofobiczne poczucie, że nie jest w stanie się wydostać.
- Widzisz, Rdestowa Łapo - zaczął, powoli zmierzając ku brzegowi - wielorybią część mojego życia spędziłem z ludźmi. Z dwunożnymi. Pieszczochy miewają tendencję do nazywania się ich. Ja nigdy nie byłem ich. Ja, Rdestowa Łapo, byłem obok. Byłem razem z nimi. Podróżowałem na statkach, przepływaliśmy dalekie drogi i łowiliśmy ryby. A w późniejszym czasie zabawialiśmy innych dwunożnych. Ucieszony dwunożny to bezpieczny dwunożny - wyjaśnił,, miał nadzieję, dość jasno.
Przysiadł przy brzegu.
- Nie jest to skomplikowane, Nieskazitelna Łapo. Ludzie, czy też dwunożni, łowią ryby z pomocą długich, giętkich patyków oraz nici, przypominającej pajęczynę. Z przykrością przyznaję, że niestety nie wiem jak działa ich sposób, choć jest bardzo skuteczny. Ja natomiast nauczyłem się tego poprzez cierpliwość i obserwację.
Przykucnięty, obserwował wodę i czekał cierpliwie aż pojawi się jakaś ryba.
Księżyce: 39 Mistrz: Sosnowy Szmer Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: A jest jakiś? (Zatopiona Wyspa) Trwałe urazy: szeroka szrama na prawej skroni (po lisie)
Szczupły, wysoki, krótkowłosy, niebieskie futro, biała plamka na prawym oku i biel ciągnąca się od palców lewej łapy do końca stopy, morskie oczy.
Skaza wyrósł już z kocięctwa, co pozwoliło na ukształtowanie jego charakteru. Wciąż jest synkiem na każde zawołanie Traszkowego Grzbietu, ale odeszła mu chęć na bycie w centrum zainteresowania. Stara się skupić na swoim treningu, żeby móc zostać najlepszym wojownikiem jakiego widział Klan Wichru. Kocur jest małostkowy, potrafi trzymać urazę za najmniejsze przewinienie, a co gorsza dużo rzeczy bierze dosłownie. Łatwo mu idzie przywiązać się do kotów, które były dla niego miłe i niepodobna mu się, gdy okazują to samo innym kotom niż jemu. Bardzo łatwo przychodzi mu zazdrościć, co w połączeniu z nadmiernym analizowaniem rzeczy nie wróży raczej niczego dobrego.
Przechylił głowę w zaskoczeniu. Nie rozumiał po co przebywał z dwunożnymi skoro nie uważał się za ich pieszczocha. Tym bardziej, że kocur umiał o siebie zadbać i zdecydowanie nie potrzebował ich pożywienia. - To dlaczego z nimi przebywałeś skoro nigdy nie uważałeś się za ich? -Nie mógł zatrzymać tego pytania dla siebie, po prostu potrzebował je zadać. Przebywał z nimi bo ułatwiali mu łowienie ryb? Brzmiało to co najmniej niedorzecznie.
Wytłumaczenia kocura niewiele mu pomogły, ale nie chciał wyjść na tego głupiego, dlatego postanowił nie zadawać kolejnego pytania. Usadowił się w pewnej odległości od Rekiniej i Rdestowej Łapy i podobnie jak rudy kocur wbił spojrzenie w rzekę. Rozumiał, że ma wypatrywać ryb, ale co potem? Miał po prostu spróbować je schwytać? Łapami? Pyskiem? Eh, chyba przyjdzie mu się dowiedzieć z czasem, chyba że to Rdest wypowie jego wątpliwości na głos...
Rdesta trudno przeoczyć. To duży kot o długich, choć mocnych, szerokich łapach. Dawne choroby i okresy bezruchu pozostawiły na nim ślad: nabrał nieco ciała, lecz mimo dodatkowych gramów porusza się z naturalną lekkością i gracją, jakby każdy krok miał starannie zaplanowany. Jest niebieskim pointem, z delikatnym tygrysim pręgowaniem widocznym głównie na pyszczku. Gęste, długie i zadbane futro układa się w równą, puszystą szatę, której odcień miejscami jaśnieje, zwłaszcza na bokach i karku. Uwagę przyciągają kontrasty: ciemniejszy ogon i uszy, rozjaśniony tułów oraz biel podgardla, brzucha i łap, sięgająca aż do łokci i kolan. Biała jest też maska na pysku – zaczynająca się na brodzie, przecinająca różowy nosek i kończąca się tuż pod oczami. Same oczy Rdesta, skośne i stalowo-niebieskie, dodają mu charakterystycznego wyrazu: zawsze wygląda jakby coś go drażniło, coś mu nie pasowało. Nawet gdy wcale taki nie jest.
Koleżka, który myśli, że mu gwiezdny klan dał całuska w czółko - tak chyba najłatwiej opisać Rdesta. Od kiedy dowie się, że aż dwójka z jego dziadków i ciotka zajmują stołek przywódcy klanu, w jego główce powoli acz skutecznie zacznie rodzić się myśl, że przez sam ten fakt jest lepszy od innych, a tak właściwie to tytuł przyszłej gwiazdy czy innych cudowności jest mu zapewniony. No bo kto inny może się pochwalić takim pochodzeniem? Że niby jego rodzeństwo? Niekompetentni! A w ogóle to brzydcy! Narcyz, który co prawda pracy się nie boi, ale dla sukcesu nie będzie stronił przed podłożeniem komuś nogi, a dla swoich porażek zawsze znajdzie jakąś wymówkę. A to wiatr źle wiał, a to ktoś niewyraźnie mówił, a to gwiazdy były w nieodpowiedniej konfiguracji... w każdym razie nie była to przecież jego wina.
Szczurza Łapa
Rdest przysiadł obok, unosząc nieco brodę, jakby samym ułożeniem karku chciał zaznaczyć, że oto uczestniczy w czymś więcej niż zwykłej zabawie. A przynajmniej miał nadzieje, że Rekinia Łapa nie kłamał i faktycznie nauczy ich czegoś pożytecznego, podczas gdy on przy okazji dowie się coś więcej o tym przybłędzie. Błękitne spojrzenie powiodło najpierw po tafli, potem po rudym terminatorze. Słuchał. Owszem, był w stanie wysłuchać, nawet jeśli każde kolejne słowo Rekiniej Łapy brzmiało dla niego jak skrzypienie gałęzi w czasie wichury. Uciążliwe i zupełnie nie na miejscu. - Ciekawe - mruknął w końcu, choć w jego tonie nie było ani odrobiny fascynacji. Starając się ogarnąć umysłem, tą część historii, w której nie zgubił się przez nieznane mu słowa i ignorując tą o narzędziach dwunożnych. Nie interesowały go ich dziwacta. - Zaiste, bardzo… subtelna różnica między tobą a pieszczochem...
Jego spojrzenie przesunęło się ponownie na Skazę. Krótkie, chłodne, wystarczające, by siostra mogła poczuć ciężar tej uwagi i sapną pod nosem. Bo przecież nie było możliwe, że nie widziała jego tak głębokich, dramatycznych rozterek. Nawet jeżeli nie wypowiedział ich na głos. Czy nie zależało jej w ogóle? Więc czemu w żaden sposób wciąż nie reagowała? - Pytanie Nieskazitelnej Łapa jest nadzwyczaj trafne. Bo widzisz Rekinia Łapo, choć potrafisz o tym mówić z dumą, dla mnie brzmi to jak przyznanie, że było ci z nimi… wygodniej - zauważył, naśladując jednocześnie rudego kocura i wpatrując się w staw.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Właściciel walizki zniknął z okolic już dawno temu, zostawiając swój skarb za sobą. Może uświadomił sobie, że prawdziwym skarbem były przyjaźnie zawarte po drodze? Cóż, jego strata. Nie żeby zostawił po sobie cokolwiek obiektywnie wartościowego, jednakże oriental był wścibski i lubił wpychać nos w nie swoje sprawy. Chwycił walizkę za rączkę i wyciągnął ją sobie dalej, na suchy ląd, którego nie podmywała woda z akwenu i zaczął przeszukiwać jej zawartość. Gdzieś między kolejnymi przedmiotami zaczął się zastanawiać do kogo to mogło należeć. Ot, taka drobna zabawa myślowa.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie mógł znaleźć Iskry. I jasne, nie musiał… ale chciał. Czuł potrzebę z nim pogadać, bo miał wrażenie, że strasznie zanikał i to bardziej, niż zwykle. A kiedy nie znalazł go w obozie to poczuł jak stres przepełnia jego ciało, pomimo bólu w kończynach i coraz gorszego wzroku wyszedł z obozu w towarzystwie trójki gamoniów. Doceniał ich towarzystwo, ale musiał przyznać, że oddalił się od nich w Dzikim Sadzie i odbił na Szuwary Turzycy, sądził że może tam będzie rodzic… w końcu łowił tam! Trochę bał się, że znajdzie go tam w towarzystwie drapieżnika, ale liczył na cud.
Nie liczył tylko na cynamonowe futro, które uciekło z klanu już obieg pór temu! I tak jak na początku go nie rozpoznał to maniera i ogólny zarys sylwetki od razu zdradził Oriona. Korzeń się zdenerwował. Czego on tu? Ruszył pędem w stronę przyjaciela, by wpaść w niego z impetem.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Końcówka cynamonowej kity podrygiwała na boki, gdy jej właściciel przekopywał się przez muszelki, kamyczki i inne głupotki. Nic rzeczywiście ciekawego. Nic odstającego od reszty kolekcji, żadnego punktu zaczepienia, jedynie mdła monotonia.
Za to w otoczeniu pojawił się nowy odgłos – chrzęst piasku pod łapami biegnącego kota (bądź jakiegoś teriera, chociaż te stawiały kroki bardziej niezdarnie). A wręcz zbliżającego się w stronę orientala, sądząc po tym, że stawały się głośniejsze i głośniejsze. Właściciel skrzynki? Wątpliwe. Samotnik możliwie długo udawał zajętego swoimi sprawami i nieświadomego nadciągającego zagrożenia.
Chrzęst piasku.
Skok.
Wybicie się.
Orion przypadł do gleby tuż przed skrzynią, tak by wyminąć napastnika dołem.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Czego on się w sumie spodziewał? Że tak po prostu zaskoczy głupiego kocura? Niemożliwe. Oczywiście, że nie było to możliwe, a teraz leciał ponad nim i dotykał ziemi przednimi łapami mocniej, niż się spodziewał. Prawa łapa zabolała go. Ech. Otrzepał się z chwilowego bólu i odwrócił przodem do kupy futra, którego kiedyś zwał przyjacielem. Chyba nadal zwał? Najpierw jednak głupiemu kocurowi, głupiemu przyjacielowi… należał się piach w oczy. Tak. Dlatego też Korzeń nie zastanawiał się długo i po prostu sypnął w stronę klinowego pyska.
Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
Niezależnie od wyniku, prychnął złowrogo, a ogon zamachał na boki, wzrok pomarańczowych ślepi utkwiony był w głupiej mordzie. Gwiezdni jak jego morda go teraz denerwowała!
– Czemu jesteś głupim gejem, co?
Tak. To było dobre pytanie.