Logo Artemidy
Wyprawa Ośmiookiego i Spopielonej Polany
#46
tw. myśli samobójcze, zachęcanie do samobójstwa?

To było już koniec, tym razem naprawdę. Wraz ze spadającym z nieba piorunem przyszło zrozumienie, że Zbutwiały Pień nie zdoła wykonać swojej misji. Jedyny powód, dla którego żył od tylu księżyców, miał zakończyć się na niczym. Nie zdoła uratować Cienia, nie zdoła uratować Rzeki, ani żadnego z innego klanów. Każdy z nich spotka okropny los, który rozpoczął się już dawno temu, a teraz dosięgał ich tutaj, jednego po drugim.

Spopielona Polana się myliła, tak samo jak myliła się Błękitne Bajorko. Wszyscy mieli umrzeć, Szumiący Wodospad zrozumiał to dobrze. Jednak czy mógł spełnić prośbę wojownika? Czuł się tak słaby. Jeszcze przed chwilą mógłby stwierdzić, że jednym celnym atakiem miał szansę zakończyć życie osłabionego kocura. Jednak teraz, sam miał wrażenie, że teraz ledwo trzyma się na łapach. Mógł się zdołać zakończyć tego tak szybko, jakby chciał, kolejne pioruny spadające z nieba mogłyby go powstrzymać. Stanie się to, tak jak Szum tego chciał, ale nie poprzez łapy Zbutwiałego Pnia.

- Sam musisz to zrobić. – Syknął w stronę wojownika, samemu zaczynając się powoli wycofywać.

To był jego koniec. Powinien umrzeć. Musiał umrzeć. Nie było dla niego żadnej innej drogi. Być może tak naprawdę miał zginąć już dawno temu, podczas swojej pierwszej wyprawy do Szepczącej Sadzawki – a wszystko, co się stało się później było jedynie bezsensownymi próbami powstrzymania tego co nieuchronione. Teraz był już pewny, nie chciał niczego innego, nie teraz, gdy tu jedynie mógłby patrzeć na koty odchodzące od wszystkiego, co prawdziwe.
Jednak to nie miał być punkt jego śmierci. Jeśli odwlekał ją w czasie już tak długo, czy kilka chwil miało jeszcze cokolwiek zmienić? Musiał zrobić przed tym tylko jedną rzecz. Jeszcze raz spojrzeć na miejsce, w którym wszystko się zaczęło, to, które Skaliste Zbocze opuścił tak dawno. Póki nikt nie rzucał się w jego stronę, postarał się odbiec jak najdalej, w stronę Grzmiącej Ścieżki i jeszcze dalej, aż do granic klanu Rzeki.

// zt jeśli nikt mnie nie będzie zatrzymywał

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
xxxxBiel. Jasność, biel, płomienie. Ogień, gwiazdy.

xxxxNie docierały do niego żadne dźwięki, żadne obrazy, żadne uczucia. Widział tylko biel, słyszał tylko głuchy, pusty pisk, widział pustkę, słyszał pustkę, był pustką. A potem nadeszły one, płomienie. Ogień, rozcierający się na jego futrze, palił go z zewnątrz i od środka, wypalał sierść i skórę, robił dziurę. Dziurę w ciele, dziurę w biednym, małym Pajączku. Drgał, kiedy tylko inne kolory zaczęły pojawiać się przed jego oczami. Nie potrafił rozpoznać gdzie jest i co się wokół niego dzieje, czuł się jak kocię, ledwo zrodzone kocię, które zostało wypchnięte siłą na świat i zmuszone do... do życia. Mrugał wolno. Słyszał, jak ktoś krzyczy. Ciemna plama leżała pod inną ciemną plamą, błagała... Potrząsnął głową. Gdzie był. Przy sadzawce. Z kim. Z Bajorko, z Bajorko... z swoją siostrą Bajorko. Nikt inny się nie liczył, najważniejsze, że był przy niej. Jeśli umierał - chciał być tylko przy niej. Jeśli to były ostatnie tchnienia, ostatnie trzeźwe myśli... potrzebował być przy siostrze.
xxxxPowolutku czołgał się ku Błękitnego Bajorku. Słyszał, że Polana mówi. Nie wtrącał się, nie miał siły, nie potrafił... nie potrafił złożyć myśli, zdania. Słuchał jej jednak na tyle, ile był w stanie wyłapać poszczególne słowa - czyli niewiele. Przemawiała do Szumiącego Wodospadu, krzyczała. Próbowała do niego dostrzec. Ośmiookiego zalśniły oczy, kiedy zaczynał rozumieć coraz więcej z sytuacji, w której się znalazł. Piorun, uderzył go piorun. Przeszedł go dreszcz, dlaczego jeszcze żył? Dlaczego? Dlaczego tak wielkie cierpienie zostało wymierzone również w niego, dlaczego...? Czy Gwiezdny Klan ich opuścił? Zostawił, zostawił Klan Cienia. Czyżby się nie udało? Czyżby to, co próbował robić od paru księżycy poszło zupełnie na... na marne?
xxxxSpopielona Polana mówiła dalej, a Ośmiooki słuchał, gdy padł pod łapami siostry. Wiedział, co jego kuzynka robi. Próbowała dostrzec do Szumiącego Wodospadu atakując to, na czym zależało mu przez ostatnie księżyce najbardziej. Wiedział, że robi dobrze, wiedział, że cokolwiek by teraz nie powiedział, tylko pogorszy sytuacje. Wyciągnął łapę do Polany, teraz to ona wyciągała łapę do Szuma. Czarny kocur nienawidził Pająka, uznawał go za błąd, za plagę, za robactwo. Jakiekolwiek słowo od pointa groziło ryzykiem, że Polanie się nie uda, a jeśli jej się nie uda... jeśli jej się nie uda, polegną. Nagle mieli wspólny cel, zrobić wszystko, by Gwiezdny Klan dostrzegł nadzieję, nadzieję na zjednoczenie, nowy początek. Pająk osunął się w cień, czuł, jak krwawi, jak rana wypala go od środka. - Wykrwawiam się, Bajoro. Umieram - wyszeptał z trudem. Miał wrażenie, że umiera. Że nie dożyje powrotu, jeśli tylko nikt - Gwiezdni - nie okażą mu łaski. Łzy stanęły mu w oczach. Próbował za wszelką cenę dosłyszeć odpowiedzi Szuma, wszystko, wszystko zależało od niego i tego, czy był w stanie przebaczyć. Sobie, Polanie. Jemu, komukolwiek.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Otworzył oczy szerzej. Zbutwiały uciekł. Uciekł, zniknął. Najwyraźniej... najwyraźniej jego oddanie dla Psa kończyło się w momencie, kiedy miał kogoś zabić. Syknął na jego słowa, pokręcił łbem na boki. Nie słyszał słów Błękitnego Bajorka, nie słuchał.
- Kretyn. Kretyni, kretyni. Zdrajcy, strawa dla wron - powtarzał, wygiął swój grzbiet w łuk. Jego futro stanęło dęba, patrzył się dookoła. Zobaczył jak jego kuzynka zbliża się ku niemu, na co wojownik tylko wystawił pazury.
Ale słuchał. Zbutwiały Pień uciekł. Tylko ona mu została, z tego grona była miła. Wysłuchał jej słów, po czym pokręcił łbem na boki, ponownie. Jak zwierzyna w potrzasku. Zakrwawione oczy szukały winnych, zakrwawione ciało drgało. Zakrwawione łapy wbijały się mocno w ziemię, a sumienie płakało.
- Ja dzisiaj umarłem, Polano - odparł. Ponuro, ale... klarownie. - To jest dzień, w którym ostatnie dziecko... Śpiewającej Kniei poległo. W walce. Nie wypełniłem jej słów. Nie pozwoli, aby ktokolwiek z naszej rodziny został przywódcą - dodał.
Wstał z ziemi. Podszedł w stronę sadzawki. Była ciemną głębiną. Nie tak ją sobie wyobrażał, kiedy fantazjował o zostaniu przywódcą. Byłby dobrym przywódcą, gdyby nie... to wszystko.
- Tylko Kozia Skarpa nadaje się do uratowania tego Klanu. Tak bardzo dojrzała, przez te księżyce. Moja duma... Nektar, tak bardzo przepraszam, nie dotrzymałem obietnicy - mówił o Kozie tak, by reszta go usłyszała, reszta szeptem, wpatrując się w głębie Szepczącej Sadzawki.
Jego Powojnik... Oh, jaka szkoda. Tak bardzo chciał mieć kiedyś rodzinę, razem z nią. Wychowywałby te kocięta... tak jak należy. Z oczekiwaniami, ale miłością. Wsparciem. Radą. Chciał być ojcem, ale... jaka szkoda.
Zrobił... trochę złego. Ale miał nadzieję, że Kozia Skarpa, Złocisty Nektar i... jego Powojnik, kochana Powojnik... mu wybaczą. Bo je kochał, miłością czystą. Jaką przysiągł sobie nigdy nie kochać.
Miał nadzieję, że nie będą za nim płakać. Że nie będzie żalu.

Jego ciało zwiotczało i wpadł do Szepczącej Sadzawki. Zamknął oczy, wziął wdech wody.

Mamo...

Niech żyje nowy Klan Cienia.

zt
🗲🗲🗲
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me get up and walk
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me sleepwalk

LVL 6 25 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
16
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Oh, niech żyje nowy Klan Cienia. Niech żyje biedny, zmaltretowany, wybebeszony Klan Cienia, zmieniony, zmielony, i oh, jakże zmęczony.
Gwiezdny Klan patrzył na całe zdarzenie. Ingerowali, ale ich ostrzeżenia nie zostały posłuchane. Ingerowali, ale to nie było dość. Choroba jaką był Psie Serce toczyła Klan Cienia zbyt długo. Dla wielu nie było już ratunku. Wielu nie chciało tego ratunku.

Szumiący Wodospad spadał głębiej i głębiej, lekki jak piórko, odległy od tego świata. Opadał powoli, ale podczas gdy świat nad nim powoli znikał, świat pod nim uparcie nie chciał stać się dnem. Nie, Śpiewająca Knieja nie chciała by jej syn upadł zupełnie. Serce Śpiewającej Kniei bolało już od dawna, ale jako Gwiezdna nie mogła nic z tym zrobić, jedynie obserwować.
Dno nie pokazało się nigdy. Zamiast tego świat wokół Szumiącego Wodospadu stał się jaśniejszy, niczym noc oświetlona milionami gwiazd. Tafla sadzawki do której wpadł przemieniła się w księżyc w pełni, a wojownik przestał spadać. Był zawieszony w wodzie, w powietrzu, w niebycie. A przed nim pokazała się smutna sylwetka lśniącej kocicy. Jego matka zbliżyła się, jej wyraz pyska doszczętnie zdruzgotany, jej warga drgająca.
- Synu... - powiedziała z trudem. - I co ja mam teraz z tobą uczynić? Czy pójdziesz ze mną na Lśniącą Skórkę? Czy dołączysz do rodziny?
Obiecała mu że przyjdzie w jego ostatniej chwili i obietnicy dotrzymała. Ale chociaż zapraszała go by za nią podążył nie wiedziała, na co jej syn się zdecyduje.
「 I met a M A N downtown the other day
With ruby eyes that took my life AWAY 」
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
The moral ALWAYS goes
.: : Dont trust the wolf in woolen clothes : :.
But know the consequence of imaginations fear
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
「 I hear from the witches
Fear sounds of
the dead
The source of the itchеs
Lives under my bed 」
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Spadał.
Myślał o tym, jak trenował Kozią Skarpę. Jaki był zagubiony, przeciążony tym obowiązkiem. Jaki był zły na siebie i wszystkich wokół. Myślał o krótkiej znajomości z Kłującą Łapą, o tym gdzie on teraz mógł się podziewać. Myślał o przyjęciu Bagna, Kudłatego i Jeżyny do Klanu. Myślał o Psiej Gwieździe, o swoim powrocie do Klanu.
Jak był pewien, że umrze na granicy. Że wuj go nie przyjmie.
Jak się mylił. Czy zmieniłby zdanie, wiedząc jak skończy? Że umrze. Nie w walce, jak chciał, nie. Tonąc w zimnej, ciemnej otchłani. Zamknął oczy.
Myślał o poznaniu nowej Koziej Skarpy. Wspólnej rozmowy. Poznaniu Powojnik i uczuciu między nimi. O narodzinach jednego miotu Psiej Gwiazdy, później kolejnego.
Wiedział, że Pies źle robił. Nie zgadzał się z nim... a i tak podążył jego cieniem.
Myślał o ostatniej rozmowie z Kozią Skarpą... niech mu wybaczy. Miał nadzieję.
Otworzył oczy do widoku... Śpiewającej Kniei. Przed nim, z drgającą wargą. Z miną, która mogłaby zabić każdego kota. Szumiący Wodospad cofnął uszy, zbliżył się do swojej matki. Nie wiedział, co jej powiedzieć. Był wdzięczny, że przyszła.
- ...zawiodłem cię. Nie dotrzymałem swojej obietnicy, przepraszam - powiedział od razu, pochylając łeb. Miał zrobić jedną rzecz dobrze. Jedną. I mu to nie wyszło. Nawet nie mógł zabić Pająka. Był żałosny. Nie był wojownikiem, był jego podróbą.
Jego postura ciała się zmieniła w momencie, kiedy jego matka zaproponowała mu... Lśniącą Skórkę. Otworzył szerzej oczy, przez dłuższy czas milczał.
- Gwiezdny Klan... mnie przyjmie? Obawiam się, że nie jestem tego godzien.
🗲🗲🗲
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me get up and walk
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me sleepwalk

LVL 6 25 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
16
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Śpiewająca Knieja stała w milczeniu. Tak, jej syn ją zawiódł. Ale również ona zawiodła jego, zawiodła cały Klan Cienia. Nie byli w stanie zapanować nad wieloma z przyczyn, nie mogli przewidzieć konsekwencji swoich czynów. A każda drobinka, każdy gest, ruch, brak uwagi, brak miłości, brak rozwagi, każda z tych rzeczy prowadziła ich do tego momentu. Momentu w którym matka w końcu wiedziała, że jej syn potrzebował wsparcia, którego nigdy tak naprawdę nie znalazł. Momentu w którym nie mogła mu powiedzieć, że zawiódł.
- Gwiezdny Klan przyjmuje wiele różnych kotów. W tym koty zgubione, te, które podążały ścieżką krętą i pełną kolców. Byliśmy gotowi przyjąć Psie Serce, byliśmy gotowi na jego zmianę, na poprawę, na zrozumienie naszych ostrzeżeń. Ale on wybrał drogę gdzie tylko on się liczył. Ty nie jesteś Psim Sercem. Podążałeś za nim, ale nim nie byłeś. Wciąż jest dla ciebie miejsce wśród nas, by odpocząć, by odetchnąć, by patrzeć jak życie tych na których ci zależy staje się lepsze.
Pieśń przerwała na chwilę. Oh, jakby chciała cofnąć czas. Ale czasu cofnąć nie mogła. Za to miała inne możliwości. Ruszyła przed siebie, a jej syn podążył za nią, czy tego chciał czy nie. Pod nimi, gdzieś w dole, widoczni byli członkowie wyprawy do sadzawki, widoczny był las, tereny klanu wichru, tereny klanu cienia, aż w końcu sam obóz, a w nich śpiące spokojnie koty. Z oddali Szumiący Wodospad mógł zobaczyć swoją podopieczną, odpoczywającą, żyjącą życiem, które jemu nie było dane.
- Nie będziesz blisko nich, ale będziesz nad nimi czuwał. Jeśli tylko zapragniesz pójść ze mną dalej.
「 I met a M A N downtown the other day
With ruby eyes that took my life AWAY 」
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
The moral ALWAYS goes
.: : Dont trust the wolf in woolen clothes : :.
But know the consequence of imaginations fear
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
「 I hear from the witches
Fear sounds of
the dead
The source of the itchеs
Lives under my bed 」
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Słuchał jej słów i... milczał. Przez dłuższy czas. Spojrzał pod swoje łapy, dostrzegając wszystkich, których zostawił. Atrapa wojownika zmrużyła oczy, myśląc. Czy zasługiwał na miejsce wśród potężnych? Wśród tych, o których słyszał legendy, których podziwiał.
Nie zasługiwał.
Nigdy nie zasłużył.
Ale nie zamierzał przepuścić okazji, którą dała mu Śpiewająca Knieja. Mógł odkupić swoje błędy w Gwiezdnym Klanie. Spojrzał ostatni raz na swoje podopieczne. Zmrużył ciepło oczy i zamiótł za sobą powietrze. Z każdym krokiem w czarnym futrze pojawiały się gwiazdy, aż w końcu z wibrysów zleciał gwiezdny pył.
Umarł.
Dołączył do swojej matki, podążając jej krokami.
- Dziękuję, że po mnie przyszłaś, mamo - powiedział cichym, prawie kocięcym głosem.

Umarł śmiercią haniebną. Tragiczną. Jedyną, na jaką zasługiwał.
🗲🗲🗲
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me get up and walk
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me sleepwalk

LVL 6 25 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
16
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Śpiewająca Knieja odetchnęła z ulgą. Uśmiechnęła się czule do syna, czulej niż kiedykolwiek za życia. Jej dzieci zasługiwały na więcej. Jej syn, jej najwspanialszy syn, powinien był mieć życie bez skazy jaką była nienawiść Śpiewającej Kniei do jej własnej sytuacji. Powinien był móc żyć w Klanie Cienia rządzonym przez silną Gwiazdę, przez kogoś kto umiał prowadzić ale nie był zaślepiony własną potęgą. Powinien być w stanie mieć partnerkę, dzieci. Wychować kolejne pokolenie które nie będzie na sobie nosiło piętna bólu ani władzy. Powinien był móc być szczęśliwy.
Ale żadna z tych rzeczy nie była mu dana. Możliwość dołączenia do Gwiezdnego Klanu była ostatnią próbą załatania ran jaką Śpiewająca Knieja była w stanie zaoferować.
- Chodźmy, odpoczniesz w końcu.
Gwiezdny pył roznosił się za dwójką wojowników, idących ramię w ramię w dal, wspinając się coraz wyżej ku nieboskłonowi. Wkrótce ich sylwetki zniknęły, a ciało które pochłonęła woda już nigdy się nie pokazało.

//zt x2
「 I met a M A N downtown the other day
With ruby eyes that took my life AWAY 」
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
The moral ALWAYS goes
.: : Dont trust the wolf in woolen clothes : :.
But know the consequence of imaginations fear
[Obrazek: ddik124-f2b36cbb-6a50-428b-a345-d702f074...Haxg1iZUw0]
「 I hear from the witches
Fear sounds of
the dead
The source of the itchеs
Lives under my bed 」
LVL 5 5 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Tchórz, tchórz, tchórz, tchórz, tchórz, tchórz, tchórz, przeklęty tchórz.

Tego dnia umarli oboje, w tej samej chwili. Oboje umarli, gdy Spopielona Polana odwróciła się od wpływu Psiej Gwiazdy, oboje umarli, lecz tylko jedno z nich poległo. To Szumiący Wodospad zatonął pod powierzchnią Szepczącej Sadzawki, tak klarowną, tak przejrzystą, skrzącą się, tak idealną, że dało się w niej przejrzeć - pod powierzchnią tak zdradziecką, pod powierzchnią toni bez dna. To Szumiący Wodospad zaznał spokoju, to Szumiący Wodospad odszedł, uciekł od błędów które popełnił za życia i uwolnił się od Psiej Gwiazdy, a jego kuzynka pozostała, nieruchomo, niczym czarny posąg stojąc nad brzegiem Szepczącej Sadzawki, wpatrzona w znikające w jej otchłani ciało Szumiącego Wodospadu.

Krew przesiąkała jej futro, krew sącząca się leniwie z rany zadanej przez kuzyna, tego, który zatonął tak bezproblemowo, tak spokojnie jak rzucony w toń wody kamień. Krew przesiąkała jej futro, płynęła po podbródku, ciekła po jej klatce piersiowej, jej krople wpadały do wody, barwiły ją czerwienią, brukały i hańbiły czystość i przejrzystość świętego miejsca - jej krew, błękitna krew, skażona, czarna krew zatruwała sadzawkę bardziej, niż robiły to tonące pod powierzchnią zwłoki jej kuzyna. Gdy Szumiący Wodospad zatonął w otchłani Sadzawki, Polana zobaczyła w niej, pośród czerwonej od krwi wody własne odbicie, spojrzała w swoje własne ślepia, szeroko otwarte i rozszalałe jak u dzikiego, spanikowanego zwierzęcia.

Szepcząca Sadzawka wołała do niej, jakby jej czeluść ciągnęła ją na dno, jakby wzywała ją do siebie, aby dołączyła do Szumiącego Wodospadu. Powinna była i chciała, ale nie mogła. Nie mogła tu umrzeć, nie zamierzała tu dziś umrzeć, nie w ten sposób, nie teraz, nie...

- Nie umrzesz, Ośmiooki - odezwała się nagle, choć nie odwróciła wzroku od własnego odbicia w tafli Szepczącej Sadzawki, nie spojrzała w kierunku Pająka ani Bajorko, nie uraczyła ich ani jednym spojrzeniem, a głos choć niebezpiecznie napuchnięty od emocji - emocji które nie były jej własnymi, emocji, które należały do powłoki kota którym się stała odwróciwszy się od Psiej Gwiazdy - brzmiał pewnie. - Nie umrzesz. Gwiezdny Klan nie pozwoli ci umrzeć - miał rację, na osty i ciernie, od początku miał rację, jeśli Gwiezdny Klan nie odwrócił się od Klanu Cienia (lub tego, co z niego pozostało) to nie pozwolą mu umrzeć, nie dziś, nie w ten sposób. Ani jemu ani jej.

Szumiący Wodospad chciał zginąć - ona nie chciała, nie, dopóki nie odpokutuje za grzechy swego ojca, za grzech jakim było jej istnienie i krew wypływająca z jej żył, trującą święte miejsce jak Szepcząca Sadzawka. Ona nie chciała zginąć, nie mogła zginąć, nie mogła sobie na to pozwolić, nie zasługiwała na to, nie zasługiwała na spokój.

Spopielona Polana odwróciła się; dopiero wtedy powróciło do niej czucie, dopiero wtedy zamiast emocji, przeraźliwie intensywnych emocji poczuła impuls elektryczny wzdłuż kręgosłupa, promieniujący od spalonego, spopielonego boku; ból przeszywający każdą komórkę jej ciała, ból paraliżujący jej układ nerwowy. Zadzwoniło jej w głowie, ale odwróciła się aby spojrzeć na Ośmiookiego i Błękitne Bajorko. Musieli pojednać Klan Cienia, jeśli było w ogóle co jednać, teraz, gdy Zbutwiały Pień znikł, uciekł - nie zauważyła nawet, kiedy - i gdy Szumiący Wodospad umarł, gdy... czy jej ojciec wciąż żył? Czy powróci do obozu aby zastać jego truchło, lub gorzej, rozbity na pół Klan nad jego Mogiłą? Czy jej ostatnia rozmową z Psią Gwiazdą w istocie była właśnie tym, ostatnią rozmową?

Miała być mu przeszkodą, miała go zabić, chciała go zabić, ale bardziej niż tego pragnęła wypełnić wolę ojca - a wolą ojca było to, aby rządziła Klanem Cienia. Zrobi to lepiej niż on. Będzie lepsza od niego, nie była swoim ojcem, nigdy nie mogłaby nim być, choćby bardzo, bardzo tego chciała. Tylko tego pragnęła i nie było jej to dane.

- Udam się na Srebrną Skórkę, Ośmiooki. Z nadzieją, że Polna Gwiazda mnie wysłucha, że pomoże, że Gwiezdny Klan... pomoże nam, ten ostatni raz. Naprawię to, co zniszczył mój ojciec - mówienie sprawiało jej niesamowity wysiłek, szczególnie mówienie mocno, powoli, klarownie tak jak to robiła; każdy ruch warg i każda sylaba sprawiała, że robiło jej się niedobrze, że więcej posoki płynęło z rany na jej gardle, że spalony bok promieniował paraliżującym bólem. - Wrócisz do domu, żywy, masz moje słowo. A Klan Cienia powstanie z popiołów, ze zgliszczy które pozostawił Psie Serce, uratuję Klan Cienia... rozumiesz, Ośmiooki? Naprawię to. Naprawimy to. Nie umrzesz, nikt więcej dziś nie umrze.

Nie ona, nie ona, choć powinna, ona jedna powinna była... och, czy właśnie z takiej córki Psia Gwiazda byłby dumny? Z córki, która zbratała się z wrogiem, z córki, która porzuciła jego nauki w imię Gwiazd, tych, które dawno temu zostały przez Psią Gwiazdę wyklęte, porzucone, od których on, na czele Klanu Cienia, się odwrócił? Czy dalej był z niej dumny?

To nieistotne.

Ojciec nigdy nie byłby z niej dumny.

A ona, choć wyzwolona, nigdy nie będzie wolna, tylko jego, zawsze jego, czego nie zrobi, Polana umrze jego córką. Choćby dziewięć żywotów miało jej zająć prostowanie tego, co Psie Serce zniszczył, i tak zawsze będzie jego córką.

- Polna Gwiazdo, dziadku, jeśli mnie słyszysz, - zawołała ku niebu, niebu które zasłaniały ciemne chmury z nadzieją, że przekrzyczy się przez nie, że przodkowie usłyszą, że jej dziad usłyszy. - pomóż mi. Pomóż nam, przebacz mi, daj mi szansę. Daj Klanowi Cienia drugą szansę, dajcie rodowi Psiego Serca szansę, wybaczcie potomkom Psa, pozwólcie mi odpokutować grzech, klątwę mojego rodowodu - głos Polany drgnął niebezpiecznie, lecz się nie załamał, gdy pochyliła głowę nad Szepczącą Sadzawką. Zawahała się.

- Przepraszam.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
xxxxOśmiooki starał się doprowadzić siebie do porządku - skupiał się na swoich pazurach, starając się wyostrzyć wzrok tak, by były dla niego wyraźne. Skupiał się też bardzo mocno na rozmowach wokół niego, łapiąc każde słowo. Chciał je rozumieć i im dłużej zwracał na to uwagę, tym szło mu lepiej. Czuł się jak kocię, które uczyło się nowych rzeczy, dla innych tak prostych i oczywistych. Jakby dopiero się narodził. Na nowo. Świeżo. Z czystą kartą, umysłem i duszą - a jednak wciąż było w nim coś starego, wciąż te same problemy, cele, wciąż te same rozterki i rzeczy, z którymi trzeba było sobie poradzić.
xxxxWstał z ziemi, patrząc, jak Szumiący Wodospad wpada do Szepczącej Sadzawki. Zerwał się z miejsca, chciał coś zrobić, ale... ale nie mógł. Patrzył, jak kocur oddaje życie wodzie. Stał tak, jak stała Polana i jak stała Bajorko. Drgnął. Śmierć nigdy nie ruszała go w większym stopniu, a jednak być świadkiem czegoś takiego, jeszcze u stóp świętego, gwiezdnego miejsca... Spojrzał na swoją siostrę poważnie. Nikomu tu nie było do śmiechu, miał wrażenie, że cała ich trójka czuje ciężar tej wyprawy, ciężar skutków władzy Psiej Gwiazdy, ciężar złości przodków i ciężar tego, co zastaną, jak tylko wrócą. Ośmiooki czuł to napięcie, niepewność, zwłaszcza, że nadal nie wiedzieli... w jakiej formie wrócą. Czy w ogóle wrócą. Z jakimi nowinami.
xxxxSłuchał Spopielonej Polany o tym, że dziś nie zginie. Może. Jednak jej słowa nie wypełniły go wiara czy nadzieją. Był gotów pojednać się z kuzynką, wiedział, że ta może się zmienić, że może... być inna. Wierzył w to. Niemniej tak długo byli po przeciwnych stronach, że nie potrafił jej wierzyć w takie słowa, nie, kiedy dotyczyły bezpośrednio jego życia.
Gdyby Błękitna Bajorko zapewniła go, że przeżyje, uwierzyłby bez wahania. Z Polaną miał problem. Niemniej wierzył, ze nie jest umierający. Głównie dzięki swojej wierze, w to... że jeżeli Gwiezdny Klan nie skreślił ich całkowicie, jego ojciec wciąż nad nim czuwał. Czuł jego obecność, tak, jakby szedł z nim krok w krok. Jego anioł stróż, nie pozwalający, by Pająk umarł zanim wypełni swoją misję.
xxxx- My naprawimy. My. Spopielona Polano, władza to nie jeden kot, to nie tylko przywódca. O tym zapomniał Psie Serce, gdy stawał na szczycie. Nie wiem, czy pisane jest mi miejsce po nim. Jedyne, co wiem, to to, że rządy jednego kota w Klanie Cienia zakończą się wraz z tą wyprawą. Władza to przywódca, zastępca i każdy inny kot w klanie. Opinia każdego innego kota w Klanie jest ważna. Nie da się rządzić samemu, gdy rządzi się losem wielu. Jesteśmy tu razem i reprezentujemy Klan w... trójkę, już w trójkę. Jeżeli tu dojdzie do zmian, do napraw, to są to nasze zmiany, nasze naprawy, nie jednego kota - miauknął spokojnie, mówiąc nieco wolniej niż zwykłe, bo rana na karku wyjątkowo bardzo mu przeszkadzała. - Spopielona Polano, nie wiem, dlaczego tak bardzo chcesz zostać przywódcą. Nie ja od tego jestem, by o tym sądzić. Chcę tylko... żebyś wiedziała, że w razie czego, nikt cię nie goni. Że nawet, jeśli to nie tobie przyjdzie nosić brzemię Gwiazdy, jako części Klanu twoje zdanie nie będzie pomijane i nieważne. Nie w Klanie Cienia, o którym ja myślę i do którego ja dążę. Nie będę cię namawiać do zmiany zdania. Sądem są nasi przodkowie, jeżeli będą na tyle łaskawi, by odpowiedzieć - mówił. W idealnym świecie, chciałby, by Polana odpuściła.
xxxxByła młoda, miała bardzo dużo czasu... teraz mogłaby mieć przestrzeń, by odpuścić gonitwę za Klanem i skupić się na sobie. Wyzdrowieć. Pies terroryzował ją bardziej, niż kogokolwiek innego, coś takiego odciska piętno na psychice tak duże, że nie wiadomo, czy dźwiganie całego ciężaru Klanu na barkach to dla Polany najlepsza droga, którą mogłaby teraz podjąć. Był zdania, że jeżeli pisane jej było zostanie Gwiazdą, prędzej czy później i tak to się stanie - może po prostu w bardziej dogodnym momencie, niż teraz. Nie on jednak o tym decydował. W jego wizji Klanu, nie rządził tylko on, nie tylko on z Błękitnym Bajorkiem... odnośnie spraw Klanowych, większych, ważnych, chciał, by wypowiadali się wszyscy. Wszyscy, którzy będą gotowi tworzyć Klan wspólnie z nim. Zdanie każdego byłoby ważne, wysłuchałby Spopielonej Polany, Koziej Skarpy, Grząskiego Bagna i każdego innego, kto chciałby się wypowiedzieć. Zadowolenie każdego nie jest możliwe, ale szukanie kompromisu już tak. Nikt nie byłby wykluczony, nie był Psim Sercem, by rządzić Klanem jedynie dla własnych celów i ubaw. - Naprawmy to razem, Spopielona Polano. Jak Klan. Jak jedność - dodał, również podchodząc do Szepczącej Sadzawki. Kiwnął głową w stronę Błękitnego Bajorka, by stała na straży. I napił się wody z sadzawki, jeśli tylko Spopielona Polana zrobiła to samo. Jeśli nie, czekał na jej znak.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
Wbiła spojrzenie w brata, który wręcz pełzł w jej stronę. Ściągnęła brwi, zaciskając szczękę. Serce się krajało. Schyliła się nieco, by polizać Pająka parokrotnie między uszami. Wyglądał strasznie, dotyk jego skóry wzbudzał u wojowniczki dreszcze.
— Damy radę — mruknęła na jego ucho. Dadzą radę wrócić do klanu cali. Dadzą radę naprawić to, co zostało zrujnowane. Dwa słowa, a odnosiły się do tak wielu rzeczy. Potarła jeszcze pyszczkiem o bok głowy Pająka, by na nowo się wyprostować. Całe ciało było obolałe.
Delikatnie położyła przednią łapę na Pająku. Mały gest, który dał jej poczucie bezpieczeństwa. Była gotów osłonić brata własnym ciałem… w życiu po sobie by się tego nie spodziewała.
Skała zniknął, patrzyła tylko za jego oddalającą się sylwetką. Zapewne już nigdy nie przyjdzie im go zobaczyć… może to i dobrze? Każdy ma w końcu prawo do obrania własnej drogi. Jego droga najwyraźniej nie chciała zmian. Będzie więc błądził w ciemności aż do końca…
Wtedy z zamyśleń wyrwał ją plusk. Szum zniknął, a tafla Sadzawki falowała. Nie zarejestrowałą od razu co się stało, acz kiedy to już się stało, jej pyszczek uchylił się, a żaden dźwięk z niego się nie wydobył.
Trójka. Tyle ich tutaj zostało.
Pogładziła łapą futro Pająka dla własnego ukojenia emocji. Potrzebowała choć małej cząsteczki bezpieczeństwa, by poczuć się jakkolwiek lepiej — nie udało się.
Słowa Polany skierowane były prosto do jej brata. Bajorko była wykluczana. Przez całe spotkanie znajdowała się na marginesie, na który Spopielona Polana nawet nie raczyła spojrzeć.
Trwała tam jednak z tym, czym zawsze przyszło jej być… z sercem. Gotowa obdarzyć nim każdego, kto tylko by tego potrzebował — ale musiał tylko zechcieć.
Nie zamierzała milczeć. Byli w końcu Klanem — Bajorko to wiedziała.
— Powinnaś skupić się na sobie, by… wyzdrowieć i poznać życie poza tyranią Psa — głos Bajorko był… beznamiętny. Pierwszy raz w życiu brzmiała tak… nijako. Niczym wyprana z wszelkich emocji. Bolały ją płuca od wstrzymywanego szlochu, bolały ją łapy, głowa, uszy, gardło. Bolało ją wszystko. Czuła jak łapy drżą pod ciężarem jej ciała, jak błagają ją o chwilę odpoczynku. Nie pozwalała na to — pomóc Klanowi Cienia stanąć na nogi, naprawić to, co Pies zniszczył… sprawić, że Klan tobie zaufa, przestanie widzieć w tobie ojca — nie rozumiała. Nie rozumiała czemu Polana wciąż tak łaknie władzy, która nie była jej potrzebna.
Zrozumiała w jak zakłamanym świecie żyła… jak więc ktoś, kto zna tylko Psie zło, ma zostać przywódcą? Bajorko nie rozumiała. A całą tę chęć do władzy wpoił jej Pies, dlatego tego chciała. Jednak teraz, kiedy twierdzi, iż zrozumiała swój błąd… co TERAZ kierowało Polaną? W głowie wojowniczki wciąż padały słowa Polany pomóż MI, daj MI szansę, przebacz MI, uratuję, naprawię tym właśnie kierował się Pies… SWOIM dobrem. TYM właśnie kierowała się Bajorko wiele księżyców temu. Swoimi zachciankami… teraz nawet nie myślała o sobie. Przed oczami miała obraz brata, obraz kotów, do których chce wracać, dla których chce lepszego życia… Klanu na jaki zasługują. Klanu… w jakim nie bałaby się wychowywać własnego potomstwa.
Polana potrzebowała czasu, by nauczyć się, iż nie jest sama. Stanie na czele tylko by to utrudniło, a może i uniemożliwiło.
Bajorko milczała, słuchała za to brata i ledwie udało jej się powstrzymać od podparcia go, gdy tylko próbował wstać.
Kiwnęła głową w odpowiedzi.
To nie jej moment. Odsunęła się więc kawałek i powoli usiadła. Wbiła spojrzenie w Pająka, co jakiś czas przeskakując wzrokiem na Polanę. Odetchnęła i dopiero teraz, kiedy adrenalina zaczęła opadać, dotarło do niej jak bardzo boli ją gardło, jak bardzo krew posklejała jej futro i jak bardzo przyszło jej być w lepszym stanie niż pozostałej dwójce.
Rozejrzała się po okolicy za mchem, bądź czymkolwiek innym, co mogłaby wykorzystać do zatamowania krwawienia, bądź co mogłaby zmoczyć w wodzie i chociażby przemyć rany brata i kuzynki.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
Nie potrzebowała nikogo.

Całe swoje życie Polana miała jednego kota który był dla niej istotny - nie liczył się nawet Grzmiące Niebo, nie liczyła Grząskie Bagno, nie liczyła się Błędna Skra, nie liczyła się reszta jej rodzeństwa. Oni wszyscy byli tymczasowi. Psie Serce był wieczny, jej ojciec był wieczny, on jedyny. Nie potrzebowała czasu aby dojść do siebie, nie zasługiwała na to, aby dojść do siebie, nie chciała ani nie potrzebowała niczyjej pomocy. Potrzebowała odzyskać namiastkę kontroli nad swoim życiem, nie nad Klanem - nad sobą. Gdy nie miała kontroli nad sobą, panikowała, a Polana... nie mogła panikować, nie ona.

Nie mogła skupić się na sobie. Nie istniała poza celem jej wyznaczonym księżyce temu, w dniu jej narodzin, nie istniała poza plugawą krwią w jej żyłach i błękitnych ślepiach, pamiątce, przekleństwie z którym pozostawił ją ojciec. Nie miała z czego wyzdrowieć, miała cierpieć, musiała cierpieć, miała odpokutować, naprawić to, co zostało zniszczone i rozdarte, pojednać Klan i sprawić, aby dzieło jej ojca było wieczne, aby było lepsze. Tylko to się liczyło, nie ona sama, nie istniała poza tym celem, nigdy. Wolna, ale nigdy wyzwolona.

Naprawi Klan Cienia z pomocą Ośmiookiego lub bez. Chciałaby bez. Nie chciała na niego patrzeć ani go słuchać, ani jego ani Błękitne Bajorko, bredzili bowiem głupoty, wierutne bzdury. Mięśnie pyska Spopielonej Polany drgnęły niebezpieczne w czymś co przypominało grymas bólu, wściekłości - emocji których nie miała prawa odczuwać a które szargały jej jestestwem i promieniowały z rany oparzeniowej pod spalonym futrem. Zerknęła na Bajorko dopiero, gdy ta się do niej bezpośrednio odezwała a wzrok miała pusty i przepełniony przerażeniem jednocześnie. Jak dzikie zwierzę zapędzone w kozi róg.

Była przerażona i obdarta ze swojej tożsamości ale znała swój cel i nie mogła go po prostu odpuścić. Na Srebrnej Skórce albo otrzyma błogosławieństwo swego dziadka i drugą szansę, albo nie wróci do Klanu Cienia.

- Bo mam dość życia w cieniu mego ojca - odparła na słowa Ośmiookiego, przerywając mu wpół zdania. Właśnie dlatego pragnęła, nie, musiała zostać przywódcą. Musiała wyprostować to, co Psie Serce zniszczył, naprostować własne grzechy, bowiem przyłożyła do tego łapę. Nie była dobrym kotem, ale mogła być lepszym przywódcą. Musiała. - Chcę nieść to brzemię, Ośmiooki, Błękitne Bajorko- tylko tak mogę odpokutować - mówiła szczerze. Nie było w jej słowach jadu, kłamstwa, plugastwa którym posługiwała się od zawsze. Była szczerość, złamane, czarne serce widoczne jak na łapie i och, jak wstydziła się, że widzieli je akurat jej marnotrawni kuzyni. Jak nisko upadła, i jak niewiele było trzeba, aby to się stało.

Córka marnotrawna, Psia Córka, jego, zawsze jego...

- Nie chcę podzielonego Klanu Cienia równie mocno, co wy. Pragnę lepszej przyszłości niż to, do czego doprowadził mój ojciec. Widziałam to samo, co ty, Ośmiooki, Polna Gwiazda pokazał nam to obojgu, nie mogę do tego doprowadzić. Nie... nie możemy - nie chciała współpracować z Pająkiem. Ta część jej która dalej należała do Psiego Serca, ta część jej, która zawsze będzie przynależeć do swojego ojca dalej krzyczała, aby rzuciła mu się teraz do gardła z pazurami, ale nie mogła, musiała być lepsza niż Psie Serce, nawet jeśli nie chciała, nawet jeśli pragnęła zatonąć w otchłani Szepczącej Sadzawki razem z Szumiącym Wodospadem. Nie chciała współpracować z Pająkiem, ale czy był inny wybór? Oprócz, rzecz jasna, śmierci, na którą Spopielona Polana nie zasłużyła, nie w tej chwili.

- Nie chcę być dłużej twoim wrogiem, - chciała, pragnęła tego, bo tak było łatwiej. Pojednanie się z tym, kogo nienawidziła całe życie było najtrudniejszym, co musiała zrobić. Chciała go zabić, nie chciała, nie mogła, musiała... nie mogła. Nie chciała. Nie nienawidziła go, nienawidziła tego, co osiągnął i chciała tego, co miał on. - nie chcę być przeszkodą, - chciała, musiała, nie mogła. - nie chcę źle dla Klanu Cienia, - nie chciała, to prawda. -jeśli tego się boicie.

Najpewniej wcale nie było słów które przekonałyby kuzynów do jej prawdomówności i nie mogła ich za to winić. Nie była dobrym kotem. Była gotowa ich zabić. Powinna była... trafiłaby z ojcem do Mrocznej Puszczy, to było życie, które znała i na które zasługiwała. Nie chciała go. Chciała, nie chciała, och, Spopielona Polano, jak nisko upadłaś... jak kocię we mgle.

Z drżącym wdechem pochyliła się nad taflą Sadzawki, biorąc kilka łyków srebrzącej się wody wraz z Ośmiookim. Łapy jej drgnęły. Nie była na to gotowa, była, całe życie była, nie, nie mogła być.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
XXXXCzyż on niegdyś nie pragnął zmian? Nie próbował zmienić podejścia kotów do samych siebie i innych dookoła, szczególnie tych, którzy traktowani byli jako brudni? Wtedy, o ile w ogóle jeszcze to pamiętał, próbował, lecz ze skutkiem, jaki nie był satysfakcjonujący. Ale tym razem Klan Cienia rzeczywiście potrzebował zmian, jeśli miał powstać z popiołów i rozwinąć skrzydła - musiał się narodzić na nowo.

XXXX– To wszystko nie powinno było się wydarzyć… – odezwał się głos za nimi. Znany już im dobrze, choć tym razem jakby… poczciwszy, bardziej swojski, bardziej kojący. Polny Chwast powitał ich już po raz drugi.

XXXX– Znowu tutaj jesteście… – odezwał się, spokojnie, wstrząsając kryzą i garść drobin gwiezdnego pyłu uniosło się w powietrzu – ale jacyś inni, prawda? – dodał, spoglądając naprzemiennie na stojącą przed nim dwójkę kotów. Dzielnych kotów, które własną krwią próbowały naprawić to, co zepsute… ale czy to było wystarczające? Kto miał poprowadzić Klan Cienia? Wzbić się razem z nim na wyżyny dawnej wielkości, dawnej potęgi, aby nikt już nie bał się zasnąć, aby nikt nie bał się o własne życie. W oczach Polnego Chwastu tliła się nadzieja. Przysłonięta jednak warstwą smutku i bólu. Bo choć nie miał już fizycznego ciała, codziennie cierpiał, widząc, co działo się w jego dawnym domu. Którym opiekował się przez księżyce. Któremu wiernie służył

XXXX– Przyszliście tutaj oboje… z nadzieją na lepsze jutro, dla siebie, dla Cienia, a jednak przywódca może być tylko jeden. Więc?

ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ɪɴ, ʙʀᴇᴀᴛʜɪɴ` ᴏᴜᴛ
ʜᴏᴡ ʏᴏᴜ ʙᴇᴇɴ? Yᴏᴜ sᴇᴛᴛʟᴇᴅ ᴅᴏᴡɴ?
ʏᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ʀɪɢʜᴛ? Yᴏᴜ ғᴇᴇʟɪɴ` ᴘʀᴏᴜᴅ?
ʜᴏᴡ ᴀʀᴇ ʏᴏᴜʀ ᴋɪᴅs? Wʜᴇʀᴇ ᴀʀᴇ ᴛʜᴇʏ ɴᴏᴡ?

ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʙᴏᴀᴛ, ʏᴏᴜ ʙᴜɪʟᴅ ᴀ ʟɪғᴇ
ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ғʀɪᴇɴᴅs, ʏᴏᴜ ʟᴏsᴇ ʏᴏᴜʀ ᴡɪғᴇ


LVL 9 165 / 500
MedLVL 0 0 / 100
29
Siła
S
15
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
xxxxNie odnajdywał w słowach Spopielonej Polany niczego, z czym mógłby się z nią zgodzić. Byli inni. Oni oboje, a jednak, stali w tym samym miejscu, z tym samym celem. Z tą samą krwią, z tym samym tyranem szargających ich nerwy przez księżyce. Jego oczy błyszczały niepewnością. Długo mu zajmie zaufanie swojej kuzynce choć w najmniejszym stopniu, długo mu zajmie zrozumienie jej, jej myśli i tego, co mówi. Długo. Ale nie chciał jej skreślać, bardzo się starał tego nie robić. W gruncie rzeczy, ich historia była podobna. W gruncie rzeczy, różnili się tylko... tym, kim się otaczali. Ośmiooki był wśród rodziny, tej... dobrej części rodziny. Jego ojciec, choć rodził się z Psim Sercem ramię w ramię, nigdy nie przeszedł na jego stronę. Jego siostra, choć wiele rozmawiała z burym kocurem, również. Spopielona Polana była wśród oddanych Wiernych Cieni. Sama nim była. I tylko tym zawiniła - towarzystwem, którego zapewne nawet sama nie wybrała.
xxxxNie wierzył, że nie było innych sposób, by mogła wydostać się z cienia własnego ojca. Wiedział, że były inne. To słowa i czyny robiły kota tym, kim był, w końcu Ośmiooki był tego idealnym przykładem. Nie został przywódcą, a jednak, po wielu księżycach łączenia go z Psim Sercem, wszyscy wiedzieli, że był przeciw niemu. Że się nawrócił, uwierzył w coś innego, spostrzegł to, czego nie widział wcześniej. Przeszedł, ba, nadal przechodzi przemianę. Spopielona Polana była na jej początku. I wiedział, że jeśli by chciała, nie musiałaby przedstawiać się jako Gwiazda, by odpokutować winy. Pająk dałby jej szansę. Szansę na wykazanie się, pokazanie reszcie, nie tylko jemu, że warto w nią uwierzyć. W jej dobroć, która była stłumiona przez słowa czarnego tyrana. Nawet, jeżeli pierworodna Psiego Serca nie chciała złego dla Klanu Cienia, syn Żmijookiego obawiał się jej motywacji. Kotka dawała wrażenie chęci zostania przywódcą nie dla kotów, które na zgliszczach klanu cierpiały co dnia, obdarci z spokoju, ciepła i bezpieczeństwa, a dla własnego spokoju ducha, spłacenia win, by nie mieć wyrzutów sumienia. Nie odezwał się jednak. Wziął łyk z sadzawki.
xxxxStanął przed obliczeniem Polnej Gwiazdy, ponownie. Spojrzał na burego kocura, czując, jak serce bije mu nieco szybciej. Stresował się, jasne, że się stresował. Walczyli o Klan Cienia, walczyli o to, by Gwiezdny Klan ich nie opuścił, by nadal czuwali nad nimi tak, jak czuwali dotychczas. Wiedział, że jeśli Klan Cienia ma się odrodzić, nie zdoła zrobić tego bez pomocy Gwiazd. Bury kocur, ojciec jego wuja, nie wydawał się być wściekły. Był smutny. Cierpiał wraz z tym, jak jego królestwo upadało winą jego syna. Pająk westchnął cicho.
xxxx- Polna Gwiazdo - schylił głowę, by okazać szacunek starszemu kocurowi, Gwiezdnemu. Pomyśleć, że wychodząc dziś z obozu, wcale nie szedł po dar dziewięciu żywotów. Szedł po radę, chciał się przekonać, że Gwiezdni nadal czuwali nad nimi, choćby tylko ich mała garstka. - Przyrzekałem chronić Klanu Cienia kosztem własnego życia, gdy Psie Serce mianował mnie swoim wojownikiem. Przyrzekałem wierność kodeksowi. Nie byłem wtedy kotem, którym jestem teraz. Im bardziej Psie Serce odwracał się od Gwiezdnemu Klanu, tym bardziej ja dostrzegałem, jak wiele jego słów, decyzji i zarządzeń niszczyło to, gdzie żyje od środka. Stawiałem opór na jego "Wieczornicach', głośno wytykałem jego błędy. Nie każdy kot w Klanie Cienia się ze mną zgadza, nie każdy kot wierzy w zło, które wyrządza ich przywódca. Nigdy jednak nie przestanę w nich wierzyć. W każdego z nich. To są moi pobratymcy, koty, którym chcę dać bezpieczny i dobry dom. Moja rodzina, której od urodzin wlewano truciznę do uszu i zaślepiano kłamliwymi słowami. Mnie też to spotkało i wiem, że żaden z tych kotów nie jest spisany na stratę. Chcę im pomóc. Nie wiem, jak to jest stać na czele Klanu, jako zastępca Klanu Cienia byłem nikim - Psie Serce rządził sam. Zawsze, od kiedy pamiętam. Ale jestem gotów włożyć własny pot i krew, by odbudować Klan Cienia, który pamiętam jak przez mgłę z dzieciństwa. Chcę, by w Klanie w którym żyje nie było strachu, płaczu i obawy. Nienawiści do kota, z którym dzieli się legowiska. Niepokoju, że następny dzień może być ostatnim, bo jeden z kotów, który także nazywa się cienistym postanowi zaatakować - mówił. Właściwie wszystko, co miał w głowie odkąd tylko wiedział, że nigdy więcej nie stanie po stronie Psa. Odkąd zaczął zauważać przerażenie na pyskach kotów, z którymi spał, odkąd zaczął się bać o swoje życie po tym, jak medyczka chciała go otruć, a wojownik zamordować przy wszystkich na jednej z ceremonii. Był ocalałym. Oszukał śmierć dwa... nie, trzy razy. Może nawet więcej, nie wiedział, czy ktoś nie planował na niego spisku, ataku. Wiedział, że przeżył po coś. Wiedział, że przeżył, bo przyszedł na świat po to, by czegoś dokonać. Wiedział, że nie był tu przypadkowo. Wszystko, co działo się w jego życiu doprowadziło go do tego momentu. Jeśli więc taki był jego los, wola sił wyższych, był w stanie oddać wszystko, by chronić swój dom. - Chcę zostań przywódcą Klanu Cienia, by odbudować to, co zostało starte z powierzchni klanowej ziemi. I nie zrobię tego sam, to niemożliwe. Chcę, by w nowym Klanie Cienia każdy czuł się wysłuchany, chcę pomagać, chcę, by każda moja decyzja przeszła przez opinię wiele kotów. Nie tylko moich najbliższych, ale właśnie najdalszych. Nie chcę nikogo odrzucać, skreślać. Nie będę skłócał, a godził, szukał kompromisów. Nie dojdzie do rozłamu Klanu Cienia. Będziemy jednością, tak, jak być powinno... zawsze. Tak, jak powinien funkcjonować Klan - nie wiedział, ile z tego zdoła wprowadzić w życie. Nie miał pojęcia. Wiedział jednak, że dopóki miał wokół siebie koty, które tak jak on wierzyły w odbudowę Klanu Cienia, wszystko będzie dobrze. Byle tylko nie zostać sam. Byle tylko nie zostać sam. Potrzebował wszystkich i jeszcze więcej, by budować społeczność, o jakiej marzył. - Nie dojdziemy z Spopieloną Polaną do porozumienia, Polna Gwiazdo. Wierzę w jej chęć przemiany, w dobroć, którą ma w sobie. Chciałbym, by była częścią Klanu Cienia i chciałbym, by jej opinia i zdanie było ważne. Chciałbym, by to mi pomagała, a jednak Spopielona Polana widzi siebie na miejscu Gwiazdy. Jakikolwiek będzie twój wybór, wierzę, że najlepszy dla Klanu Cienia. Naprawdę wierzę.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
Srebrna Skórka sprawiała, że Polana nie była sobą.

Była tą gorszą, słabszą wersją siebie - tą, której nienawidziła, tą częścią siebie której nie potrafiła się nigdy wyzbyć. Słaba, rozemocjonowana, pochłonięta impulsami i wyrzutami sumienia, dręczona koszmarami. Koszmarami, które miała całe swoje życie - koszmarem bowiem było samo to, iż była Psią Córką. Była z tego dumna. Nienawidziła się za swój rodowód. Kochała Psią Gwiazdę, nienawidziła go, a tutaj, wśród przodków którzy to wszystko widzieli, oceniali ją, znali jej grzechy i kto wie, może nawet myśli?, czuła się jak piszczka w potrzasku, jak bezbronne kocię. Serce jej kołatało, niemal wyskoczyło z piersi na widok dziadka po raz kolejny. Srebrna Skórka sprawiała, że odczuwała rzeczy, które całą sobą tłumiła pośród żywych, rzeczy, których się wstydziła.

Dziad przemówił, a jedyne, o czym Spopielona Polana mogła myśleć to to, iż jej rozmowa z ojcem w istocie mogła być tą ostatnią. Lodowate serce stanęło jej okoniem w gardle, stanowiło gulę która nie pozwalała jej wykrztusić z siebie ani słowa, choć te cisnęły jej się panicznie na język. - Czy mój ojciec nie żyje? - spytała, zduszonym głosem, z trwogą w ślepiach. Przywódca może być tylko jeden. Czy Psie Serce dokonał żywota pod ich nieobecność? Na samą myśl czuła, jak żółć podchodzi jej do gardła. Nie było tutaj, w tym miejscu, fizycznego bólu związanego z raną, ze spalonym futrem, z trzaskiem pioruna, był ból mocniejszy, intensywniejszy, ból odłamków zlodowaciałego serca wbijającego się we fragmenty jej ciała.

Psia Gwiazda nie żyje, prawda? To był koniec epoki, ten, o którym marzyła i którego bała się bardziej, niż śmierci. Och, ojcze. Zawiodła go, zawiodła go. Uwierzył w nią, chociaż na chwilę przed odejściem... czy zmarł myśląc o tym, że dobrze zrobił, wybierając ją na swojego następcę? Czy w istocie była to dobra decyzja, czy była to decyzja którą Polana zrealizować, czy Spopielona Gwiazda w istocie była tym, czego potrzebował Klan Cienia, czy było to jej kocięce marzenie i ambicja szalonego przywódcy? Czy wiedział o tym, że się od niego odwróciła, czy błąkał się w Ciemnym Lesie nieświadomy, wierząc, że to w jej łapach pozostawił Klan, na pewno, że Ośmiooki umrze od jej kłów i pazurów?

Polanie zakręciło się w głowie na myśl o tym, że Psia Gwiazda nie żyje. Ośmiooki coś mówił, a ona wyłapywała może co drugie słowo w jego wypowiedziach; zdołała skupić się na słowach kocura dopiero po chwili, wyrwana z amoku, ze stanu paniki i przerażenia. Bezcześcił imię Psiej Gwiazdy - i było co bezcześcić, wiedziała o tym, ona najlepiej, a mimo to sierść uniosła jej się na karku im dłużej Pająk mówił. Zacisnęła mocno zęby. Jakaś plugawa część jej dalej chciała go zabić, ta część, która na zawsze będzie należała do jej ojca. Tłumiła ten odłamek swojej czarnej duszy z całą siłą, jaka jeszcze jej pozostała.

- Rządził sam - zaczęła, drżąco, głosem pełnym goryczy, choć nie było w nim wyrzutów wobec Ośmiookiego. Chciała, aby były. Chciała być na niego wściekła, chciała chwycić się tej emocji jak tonący przysłowiowej żyletki, bo im więcej myślała o tym, że stała teraz w obliczu Polnej Gwiazdy, swego dziadka, a jej ojciec prawdopodobnie gryzł ziemię, umarł, gdy jej nie było... och, chciało jej się wymiotować. - bo byłeś bierny na jego rządy, Pająku - kontynuowała z trudem, szklistymi oczyma wpatrzona w kuzyna. - ... bierny jak wiele innych kotów. Stawiałeś opór dopiero pod koniec jego rządów, tak, jak wiele innych kotów, nikt... nikt nigdy w ciągu jego dziewięciu żyć prawdziwie mu się nie postawił. Trzeba było to zrobić wcześniej - nie miała pretensji do Ośmiookiego. Może miała, ale nie było tego po niej widać. To nie był moment i miejsce na pretensje. - A ja, głupia, przykładałam do tego łapę - i dość.

I to był koniec życia Spopielonej Polany. Czy jej jedynego, to miało się okazać.

Pająk skończył mówić, a serce Polany waliło jej o żebra jak ptak zamknięty w potrzasku. Zakręciło jej się w głowie a pod powiekami iskrzyło się od gwiezdnego pyłu który okalał sylwetkę jej dziada. Spojrzała na niego, spojrzała mu w oczy. Wrócili, ale inni, ona na pewno była inna. Jedno jej życie dobiegło końca wraz z życiem Psiej Gwiazdy, być może to było jej pierwsze i jedyne życie, a może jedno z dziewięciu. Pozostanie Gwiazdą nie byłoby dla niej żadną nagrodą, a karą, koroną z cierni którą nosiłaby na skroni do końca swych dni; już nosiła, błękitne oczy Psiego Serca i bura plama na jej barkach były jej przekleństwem, znamieniem, piętnem pozostawionym przez ojca.

- Kocham... kochałam mojego ojca - rozpoczęła, hardo wpatrzona w Polną Gwiazdę, choć jej oczy były niebezpieczne mokre, niebezpieczne szkliste i szeroko otwarte jak u oszalałego, spanikowanego zwierzęcia. - Nie wiem, czyja była to ambicja, zostać przywódcą. Czy jego, czy moja. Tylko taki los znałam, taką ścieżkę - nie była mi pisana żadna inna, od początku, odkąd tylko wzięłam pierwszy oddech. Mówił mi, że jestem przeznaczona do wielkich rzeczy, że to ty, dziadku, ty, wielka Gwiazda, zostawiłeś na mnie swój ślad. Kochałam mojego ojca. Czy to grzech godny potępienia? - tak, Spopielona Polano, tak, był to grzech godny potępienia, taki, za który powinnaś była zdechnąć. - ... przykładałam łapę do jego rządów w różnym stopniu. Wątpiłam, wielokrotnie, i nienawidziłam się za to, że śmiem wątpić. Był moim ojcem. Gwiazdą, przywódcą, najdoskonalszym i najpotężniejszym jakiego przyszło mi znać, nie znałam nigdy innego. Był wzorem. Chciałam być taka, jak on, mimo wątpliwości. Brnęłam w to, co robił mój ojciec i byłam z tego dumna. Nie straciłam przez to wszystko ani pół uderzenia snu, choć sny te były koszmarami - była gotowa zabić Ośmiookiego i Błękitnego Bajorko, gdy ich tutaj zobaczyła. - Zrobiłam złe rzeczy. Dużo złych rzeczy, rzeczy których nie cofnę i może niektórych z nich nie da się w ogóle naprawić... ale muszę spróbować. Znajdując się tutaj pierwszy raz prawdziwie przejrzałam na oczy, pierwszy raz widzę klarownie. Widziałam, słyszałam, pokazałeś nam to, Polna Gwiazdo, pokazałeś nam, co się stanie jeśli będę dalej ciągnąć to, co rozpoczął mój ojciec. Kochałam go, bardziej niż siebie, i nienawidziłam go tak samo. Nie jestem... nie będę jak mój ojciec. Nie pragnę rozłamu Klanu Cienia, to mój dom, nie chcę więcej rozlewu krwi, strachu, bólu. Już dość.

Ośmiooki miał rację. Nie dojdą do porozumienia, choć słowa te sprawiły, że Polanie zrobiło się niedobrze i sierść znowu uniosła się na jej karku, mimowolnie, niekontrolowanie; jak impuls u spanikowanej piszczki niżeli u świadomej istoty. - Odkąd żyję Klan Cienia jest podzielony, mniej lub bardziej. Chcę przyłożyć łapę do tego, aby nie rozpadł się na dobre, tylko aby się wreszcie zjednał. Nie jestem dobrym kotem i nie wiem, czy mogę się nim stać. Chcę spróbować. Chcę pomóc, chcę uratować Klan Cienia równie mocno, co Ośmiooki. Widzę się na miejscu Gwiazdy, bo... nie znam innego celu w życiu. Nie istniałam nigdy poza tym, poza tą ambicją, a teraz... teraz nie chcę już tytułu przywódcy dla chwały, dla ambicji moich lub mego ojca, którekolwiek ambicje by mną nie kierowały. Chcę naprawić swoje błędy. Odpokutować. Chcę lepszej przyszłości dla Klanu Cienia, od początku wiedziałam, że tego chcę, ale teraz właśnie to jest moją motywacją. Nie to, co wpajał mi Psie Serce - wyzwolona, lecz nie wolna, zawsze jego, och, jak bardzo nie chciała być już jego. - Chcę drugiej szansy, jeśli... jeśli ty, dziadku, jeśli cały Gwiezdny Klan jest wystarczająco łaskaw, aby tą drugą szansę potomkom Psiego Serca podarować. Mam dość kwestionowania woli Przodków na rzecz kota, który doprowadził Klan Cienia do takiego stanu, w jakim ten się znalazł. Będę podporą, wsparciem, dobrym wojownikiem dla Klanu Cienia cokolwiek się nie wydarzy, jakiejkolwiek, Polna Gwiazdo, nie podejmiecie decyzji.

Wolałaby umrzeć niż powrócić do Klanu Cienia u boku kota, któremu miała być przeszkodą, którego miała zabić, którego miejsce miała zająć. Wolałaby umrzeć, ale nie mogła umrzeć, nie zasługiwała na to, aby umrzeć. Musiała najpierw naprawić to, co narobił jej ojciec. Chociaż spróbować. Nawet, jeśli miało się to równać ze stanięciem ramię w ramię z Pająkiem. Jej los był teraz w łapach Gwiezdnego Klanu, jakikolwiek by ten los miał nie być.

Już dość. Już dość. Pieskie dni dobiegły końca. Niech żyje nowy, w istocie lepszy, odrodzony Klan Cienia... z kimkolwiek na czele by on nie był.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości