średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk z kolei był bardzo zadowolony z samego siebie. Wygrał. Udało mu się wygrać i to ze starszym od siebie kocurem -niezbyt dużo starszym, ale to dalej się liczy!- i to jeszcze z jaką klasą! Całkowite zwycięstwo. Udało mu się udowodnić, że nie jest tchórzem i potrafi zawalczyć o swoje.
Zszedł z syna Lśniącej Sadzawki kiedy ten zaczął się drzeć. Przecież mieli być cicho, żeby nikt ich nie wyczaił! A ten się darł jakby go ze skóry obdzierali! No co za hipokryta z tego Pajęczyny. Dymny kocurek chętnie by mu to wypomniał, ale po co teraz mieliby się kłócić? Szkoda by było niszczyć koleżeńską nitkę kogoś kto faktycznie może być fajnym współklanowiczem z podobnymi zainteresowaniami co Borsuk. Z kimś kto faktycznie by syna Trawiastej Polany zrozumiał. Tak więc Borsuk zszedł w końcu z syna Lśniącej Sadzawki żeby ten mógł się podnieść.
-Fajny ten tlening -powiedział- mies racjem! Jesli tak bedemy ćwicyc to Wichel bedze najmocniejsy.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 107 Mistrz: Ostry Kolec, Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Błękitna Łapa Ojciec: kto to wie Partner: a takie drzewko może kiedyś
Jabłoniowa Łapa jest jednym z największych kotów w klanie, jeśli nie największym, nie ważne jak bardzo tego nie chce. Góruje nad rodzeństwem, a gdyby mama żyła górowałaby i nad nią. Próbuje znaleźć sposoby na wydawanie się mniejszą - garbiąc się, chowając we własnym futrze, starając się być niewidoczną, ale jest to uciążliwe zadanie. Jej rozmiary jak i jaskrawo rudy kolor futra sprawia, że zawsze pozostaje widoczna.
Gdyby spróbowała część jej futra dałaby radę wtopić się w śnieg. W końcu posiada też trochę bieli na ciele - na pyszczku nieregularna biała plamka otacza pyszczek i część nosa, niżej bo od gardła, przez pierś aż do brzucha rozlewa się duża biała łata, a na łapach ma białe skarpetki, z przodu otaczające tylko palce, z tyłu całe stopy. Jednak reszta jej długiego futra bardziej przypomina pstrokate liście pory opadających liści, błyszcząc jaskrawo, z grubymi tygrysimi pręgami, które zdają się pochłaniać cały grzbiet, nie zostawiając dużo miejsca dla jaśniejszych części futra.
Tylko jej oczy zdają się wtapiać w otoczenie. Ciemnobrązowe i niezbyt wielkie oczy patrzą na świat wypełnione lękiem, unikając spojrzeń innych.
Dominującym uczuciem w życiu Jabłonki stał się lęk. Nie do końca wie przed kim lub przed czym, ale boi się praktycznie zawsze. Świat wydaje się odrealniony, jakby istniał obok niej, a ona szła przez mgłę ciemną nocą. Chciałaby by było inaczej. Chciałaby być odważna. Ale nie jest. I nie umie tego zmienić. Słowa które wychodzą z jej pyszczka często są urywane, nieskładne, niepewne. Ma trudność z zebraniem myśli na tyle, by tworzyć zbyt długie wypowiedzi, a gdy już próbuje są one poszarpane.
Wciąż ma nadzieje, wciąż ma marzenia, wciąż ma rodzinę. Ale zupełnie nie wie, co z tym wszystkim zrobić.
Zbożowa Łapa, Śpiewająca Knieja, Miód
Błonka nie chodziła samotnie po terenach zbyt często. Wolała czyjeś towarzystwo, nawet jeśli spacer miał się odbyć w milczeniu. Ale ostatnio czuła się lepiej. Na tyle lepiej, by czuć potrzebę przemyślenia paru rzeczy, z dala od kotów. Dlatego poszła sama. Gdzieś przed siebie. Zatopiona we własnych myślach nie planowała się do nikogo zbliżać. I pewnie obchodziłaby większość kotów szerokim łukiem, gdyby nie to, że głosy które do niej dotarły brzmiały... Wręcz zbyt młodo.
Czując ciężar zaciskający się w żołądku skierowała się w ich stronę, a gdy ujrzała właściwie tycie kocięta stanęła na chwilę jak wryta. O nie. Dlaczego te kocięta były same? Pachniały jak klan wichru. Nie mogła ich samych zostawić, ale przecież nie wiedziała, jak się zajmować kociętami. Kocięta to nie była jej bajka.
- Co wy tu robicie?! - wykrzyknęła spanikowana, nie mając czasu by się zdziwić własną głosnością czy wysokością głosu. - Nie wolno wam tu być, idziemy do obozu.
Ze stanowczością której po sobie nie spodziewała, ale z paniką którą znała, podbiegła do kociaków i zaczęła łapą pokazywać, że mają iść do obozu. Ale chwilę później zdecydowała, że szybciej będzie, jeśli chociaż jednego poniesie, więc nie zważając na nic schwytała mniejszego za kark i zaczęła nieść do obozu.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Trawiasta Polana akurat drzemała z swoimi pozostałymi larwmi, gdy Borsuk zniknął. Nie dało się więc powiedzieć kiedy dokładnie ostatnio był widziany. Toperz nie zmartwiła się tym jakoś bardzo, uznała że jej brat zaszył się gdzieś i naprawdę świetnie się bawi, gdy ich biedna mama wyrywa sobie futro że zmartwienia. Będzie musiała później odbyć z synalkiem poważną rozmowę na temat mówienia gdzie idzie i co będzie robić. Toperz jaka wzorowa strasza siostra, jaką nie jest, starała się uspokoić matkę i od razu wzięła się za szukanie. Początkowo z grupą paru innych wolontariuszy, przeszukiwała obóz, nauczona jednak doświadczeniem, a raczej zwyczajnie nie chcąc być tą osobą, która znajdzie młodego, zaproponowała że poszuka go na zewnątrz obozu. Nie spodziewała się raczej go tam znaleźć. Znowu uspokajała Trawiastą Polanę, że to tak na wszelki wypadek. Larwy aż tak szybko się nie poruszały, prawda? Zawsze jednak warto sprawdzić. Okazało się jednak że nie tylko jej brat ma motorek w dupce, ale też jeden z dzieciaków Lśniącej Sadzawki. Nie byli sami. Była z nimi Jabłoniowa Łapa, która trzymała w zębach Borsuka. Raczej nie podejrzewała że terminatorka sama wywlokła te dwójkę poza obóz. Nie myślała o niej źle, skoro to chyba przyjaciółka Jodłowej Gałązki. Ufała Jodełce, więc mogła zaufać też jej że nie miała złych intencji. Pewnie po prostu znalazła tą dwójkę, tak jak Toperz w tej chwili. Z wdzięcznością kiwneła jej głową, ale nic więcej nie dodała.
- Wwwracamy. Cccały ooobóz was szszszuka. Mmmacie kłopoty - powiedziała dość lodowato. Ugh. Obeszła białego kociaka naokoło i zaczęła go pchać pyszczkiem w stronę obozu. Jeżeli będzie się stawaić chodzącemu kościotrupowi, to może go też wziąć w zęby.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczynę zupełnie przestało już obchodzić to, czy ktoś ich tu znajdzie czy nie. I tak dotknęła go całkowita porażka w momencie, w którym Borsuk powalił go tak na ziemię. Jak jakiegoś nieudacznika, który się bić nie umie! Biały kocurek podniósł się z ziemi prędko, praktycznie podskoczył i wylądował na czterech łapach, w momencie w którym tylko było to możliwe. Futerko na karku nadal miał zjeżone, ogonek napuszony, ale sam nie wyglądał w tej chwili na aż tak pewnego siebie jak dotychczas. Był zgarbiony i przez moment patrzył na towarzysza z wyrzutami… Ale zaraz po tym, słysząc jego słowa, odetchnął cicho i przewrócił oczkami. Borsuk miał tyle szczęścia, że przyznał mu rację.
- No, fakt… i przyznaję, że byłeś niezły. - odpowiedział, czując jak ciepło rozchodzi się po całej jego głowie, aż do czubków uszu, prawie do samych pędzelków na ich końcach. Był zawstydzony, czy co? Nie wiedział jak się czuć z tym wszystkim. Z jednej strony był wściekły na Borsuka, a z drugiej… jego nowy kolega walczył dziś jak prawdziwy wojownik Wichru. To było warte podziwu, nawet ze strony księcia. - Zobaczysz, będziemy kiedyś najlepsi w Klanie! - dodał zaraz, po raz pierwszy włączając innego kociaka do swojego marzenia o sile i wspaniałości.
Już miał proponować, że może zrobią jeszcze coś fajnego, może poszukają czegoś co mogliby zanieść z powrotem do obozu… ale przerwał mu czyjś głos. Nie głos Borsuka, bo ten był mu już znajomy - a ten obcy nie dość że trochę inaczej brzmiał, to jeszcze jego właściciel jakoś lepiej mówił. Był starszy, wyraźnie. Pajęczyna wyprostował się i postawił uszy pionowo, patrząc w tamtym kierunku z powagą. To nie tak, że zrobili coś złego! Trenowali, jak terminatorzy. Nie miał sobie nic do zarzucenia i był przekonany, że wszystko uda się jakoś wyjaśnić. Pomimo tego nie zaczął się tłumaczyć, nie zamierzał dopóki nie zostanie o to poproszony. Nie miał na to powodu, bo był świadom tego, że to co zrobili nie było błędem. Zrobili to by się rozwijać i kiedyś zostać najlepszymi wojownikami w całym Wichrze!
Nie wyglądał na zadowolonego gdy terminatorka (bo zgadywał, że terminatorką była) zaczęła kierować się z nimi do obozu, ale się nie kłócił. I tak już wiele osiągnęli z Borsukiem - wyszli poza obóz i poćwiczyli walkę! A potem… potem pojawiła się kolejna kotka. Pajęczynka zamrugał kilkakrotnie słysząc coś o tym, że mają kłopoty i zrobił ładne, niewinne oczka. Choć… wewnętrznie miał ochotę prychnąć, bo wiedział że jemu nic nie grozi. W końcu był synem Lśniącej Sadzawki!
- Dlaczego nas szukają? Doskonale sobie radziliśmy. - stwierdził cicho, jakby do samego siebie, choć mówiąc to zerknął na Borsuka. - Zaraz będę terminatorem, Borsuk chwilę po mnie. - wyjaśnił, unosząc dumnie głowę. Ale szedł. Grzecznie szedł w stronę obozu.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
-Tak, najlepsi! -powiedział entuzjastycznie kiedy starszy kocurek go pochwalił. I tak to mogą rozmawiać! A nie że mu ktoś będzie wmawiał, że się boi. No, bo on się niczego nie boi i kropka.
Najpierw przyszła jedna psuja. Borsuk jej nie znał, nie wiedział kto to jest. Wiedział tylko, że jest dużo starsza i ma jak widać do nich jakieś wąty. A to niby dlaczego? No, może i wyszli z obozu, ale co w tym złego tak naprawdę? Przecież nic im się nie stało a jedyne co zrobili to poćwiczyli swoje umiejętności, żeby być lepszymi. Dymny opierał się kiedy miał iść do obozu, nie chciał jeszcze wracać, a kiedy ta inna wichrowiczka złapała go to zaczął się szarpać jak najęty. Nie lubił kiedy ktoś go podnosił, nawet matka a co dopiero jakiś bliżej nieznany mu kot.
-Pusc mne! -syn Trawiastej Polany poszamotał się jeszcze, a potem usłyszał głos kolejnej psui i przestał, żeby zobaczyć kto to jest.
To była jedna z jego sióstr. Nietoperze Niebo. Dymny potrafił rozpoznać tego czarnego kościotrupa wszędzie. Drugiego takiego na pewno nie ma. Borsuk syknął do samego siebie. Dlaczego akurat ona musiała się tutaj pojawić? Jakby to był jakiś inny dorosły to łatwiej byłoby się z tego wykaraskać. Nietoperze Niebo miała bezpośredni dostęp do uwagi Trawiastej Polany. To był zdecydowanie problem.
-No wasnie -odparł na słowa Pajęczyny- Nie pocebujemy sukania -skrzywił się obrażony.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 107 Mistrz: Ostry Kolec, Jodłowa Gałązka Płeć: kotka Matka: Błękitna Łapa Ojciec: kto to wie Partner: a takie drzewko może kiedyś
Jabłoniowa Łapa jest jednym z największych kotów w klanie, jeśli nie największym, nie ważne jak bardzo tego nie chce. Góruje nad rodzeństwem, a gdyby mama żyła górowałaby i nad nią. Próbuje znaleźć sposoby na wydawanie się mniejszą - garbiąc się, chowając we własnym futrze, starając się być niewidoczną, ale jest to uciążliwe zadanie. Jej rozmiary jak i jaskrawo rudy kolor futra sprawia, że zawsze pozostaje widoczna.
Gdyby spróbowała część jej futra dałaby radę wtopić się w śnieg. W końcu posiada też trochę bieli na ciele - na pyszczku nieregularna biała plamka otacza pyszczek i część nosa, niżej bo od gardła, przez pierś aż do brzucha rozlewa się duża biała łata, a na łapach ma białe skarpetki, z przodu otaczające tylko palce, z tyłu całe stopy. Jednak reszta jej długiego futra bardziej przypomina pstrokate liście pory opadających liści, błyszcząc jaskrawo, z grubymi tygrysimi pręgami, które zdają się pochłaniać cały grzbiet, nie zostawiając dużo miejsca dla jaśniejszych części futra.
Tylko jej oczy zdają się wtapiać w otoczenie. Ciemnobrązowe i niezbyt wielkie oczy patrzą na świat wypełnione lękiem, unikając spojrzeń innych.
Dominującym uczuciem w życiu Jabłonki stał się lęk. Nie do końca wie przed kim lub przed czym, ale boi się praktycznie zawsze. Świat wydaje się odrealniony, jakby istniał obok niej, a ona szła przez mgłę ciemną nocą. Chciałaby by było inaczej. Chciałaby być odważna. Ale nie jest. I nie umie tego zmienić. Słowa które wychodzą z jej pyszczka często są urywane, nieskładne, niepewne. Ma trudność z zebraniem myśli na tyle, by tworzyć zbyt długie wypowiedzi, a gdy już próbuje są one poszarpane.
Wciąż ma nadzieje, wciąż ma marzenia, wciąż ma rodzinę. Ale zupełnie nie wie, co z tym wszystkim zrobić.
Zbożowa Łapa, Śpiewająca Knieja, Miód
Błonka wciągnęła głęboko powietrze, gdy kociak zaczął się szamotać. Gdy obok pojawiła się Nietoperze Niebo, mistrzyni Jodły, to Błonka poczuła wypełniający ją spokój. Nie była sama. Nie musiała się zmagać sama z sytuacją. Ktoś był obok. Cały klan był obok. Będzie dobrze.
Jednak chwilę później poczuła coś innego. Coś, co nie czuła często, a już na pewno nie w ten sposób. Rosnący w niej gniew sprawił, że zmarszczyła czoło. Odłożyła kociaka na ziemię i popatrzyła po dwójce dzieci, które nic nie wiedziały o tym świecie.
- Jesteście martwi - powiedziała cicho i ponuro. Postąpiła dwa kroki i stanęła nad białym kociakiem. Prawie terminator. Poza obozem nie był prawie terminatorem, był trupem. - Z chwilą przekroczenia obozu, jesteście martwi. Nie umiecie walczyć. Nie umiecie się bronić. Jesteście malutcy. - Pokręciła głową sama do siebie. I tak nie zrozumieją. Błonka, nieważne jak duża była, nie umiała obchodzić się z dziećmi. - Wracamy - dodała, i znowu chwyciła buraska za kark.
Ruszyła w stronę obozu, nie przejmując się wyrywaniem się kociaka. Wciąż była zła. Wciąż czuła, jakby miało z niej wykipieć. Nie wiedziała co z tym zrobić. Zamiast myśleć nad złością, skupiła się by nie zrobić kociakowi przypadkiem krzywdy.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Po ceremonii skierował się dokładnie w to samo miejsce, w które kilka księżyców wcześniej udał się razem z Borsukiem. W każdym razie takie miał wrażenie - kierował się jedynie swoją pamięcią, która niestety, najwyraźniej nie była jego mocną stroną.
Nowo mianowany terminator westchnął ciężko, niezadowolony. Cały ten dzień był inny, niż się spodziewał. Wszystko potoczyło się inaczej, niż sobie wyobrażał, niż chciał.
Lśniąca Sadzawka chciała z nim porozmawiać… tylko o czym? Czy to nie tak, że wszystko było jasne i oczywiste? Wyraźnie wolała Malinową Łapę od niego, więc po co drążyć temat? Kocurek na samą myśl o tym nastroszył futro i zatrzymał się. Podniósł łebek wysoko i spojrzał w kierunku matki, czekając aż ta go dogoni i zacznie mówić. Co takiego mogła mieć do przekazania swojemu synowi, którego zaufanie właśnie zdradziła?
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Zależało mi na dobrej relacji z dziećmi. Dlatego właśnie chciałam jakoś załagodzić sytuację, nim będzie za późno. Lepiej zdusić to w zarodku. Zresztą, to nie tak, że wolałam Malinę od Pajęczyny. Po prostu wiedziałam, że oboje nadają się do różnych rzeczy.
— Synu. Widziałam twoją reakcję, gdy powiedziałam, że chciałabym uczyć twoją siostrę i chciałabym to wytłumaczyć. — powiedzialam, gdy tylko zrównała z nim krok. Od razu wiedziałam o co chodzi, bo ciężko się było nie domyślić i połączyć kropki.
- Chciałam trenować Malinę, ponieważ jest dużo rzeczy, których chciałam ją nauczyć, których mogę ją nauczyć. Ty za to wiem, że jesteś na tyle zdolny, że wyrośniesz na najlepszego wojownika w klanie, nieważne pod czyim okiem będziesz trenował. - wytłumaczyłam. Może mógłby zostać zastępcą Maliny. Jej osobistym ochroniarzem. W każdym razie, nieważne kto będzie go szkolił, wiedziałam że był bardzo utalentowany i poradzi sobie w każdej sytuacji. Malinę chciałam po prostu do wielu rzeczy przygotować.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Jemu też zależało na dobrej relacji z matką. W końcu prawda była taka, że Lśniąca Sadzawka to najbardziej szanowana kotka w Klanie Wichru - zasłużyła na taką reputację, była mądra i zawsze dążyła do tego, by jej Klan był silny… no i dodatkowo była jego mamą. Oczywiście, że chciał się z nią dogadywać i być z nią blisko. To nieco inna relacja niż ta z rodzeństwem i na opinii mamy względem siebie Pajęczynie faktycznie zależało, chciał aby była z niego dumna, aby widziała go jako swoje najlepsze dziecko - bo właśnie tym był! A w każdym razie tak uważał do dnia dzisiejszego, zanim ta nie uznała, że woli trenować z Maliną niż z nim. Wszystkie wątpliwości i głęboko ukryte kompleksy nagle się ujawniły i dały o sobie znać, a kocurek nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzić. Cóż… chociaż tyle, że nie rzucił się na siostrę w środku ceremonii. To było dużym sukcesem.
Znów odwrócił wzrok, gdy Lśniąca Sadzawka zaczęła mówić. Chciała się tłumaczyć… Ale wcale nie musiała! On doskonale wiedział o co chodziło, nie musiała mu tego dobitnie powtarzać, bo wolał już o tym nie myśleć…
Jednak słowa matki zdawały się zaskoczyć młodego. Postawił uszy pionowo i spojrzał na nią pytająco, otwierając pyszczek. Chwilę się nie odzywał, wyraźnie trawiąc jej słowa i zastanawiając się jak na nie w ogóle zareagować.
- Naprawdę tak uważasz? Że jestem od niej bardziej uzdolniony… lepszy? - spytał ze słyszalną nadzieją w głosie, unosząc łebek i spoglądając Medyczce prosto w oczy.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Nie powiedziałam, że jesteś od niej lepszy, Pajęczyno. Nie powiedziałam też, że ona jest lepsza od ciebie. Uważam, że jesteście równie zdolni i w moich oczach jesteście równi. Kocham was tak samo. Rozumiem jednak, że rywalizację macie we krwi. Ja też z moim bratem walczyłam o względy matki. Przez to oboje zawiedliśmy. Zamiast skupiać się na tym, w czym jesteśmy dobrzy, patrzyliśmy tylko na to, jak skutecznie podłożyć sobie kłody pod łapy. - powiedziałam. Iskra był głupi, wygrałam z nim tę batalię, przynajmniej na chwilę, jednak ostatecznie oboje zawiedliśmy Zawilcową Skórkę. Nie chciałam, by moje dzieci robiły to samo, by którekolwiek z nich... było podobne do mojego brata. Na samą myśl o tym chciało mi się wymiotować.
- Ja nie miałam rodzeństwa. Migotek i Błyskotka zniknęli niedługo po mianowaniu, jeśli nie wcześniej, a Iskra skończył jako gwałciciel i wygnaniec. Nie chcę, żebyście ze sobą walczyli. Wolałabym, żebyście się wspierali i rywalizowali w zdrowy sposób, bez zazdrości. W ten sposób będziecie się wzajemnie motywować do pracy nad sobą. Nie interweniowałam w wasze przepychanki i kłótnie, bo myślałam, że z tego wyrośniecie, ale im dłużej to trwa, tym jest gorzej. - powiedziałam. Chciałabym, żeby rządzili razem, wspierali się. Zjednoczona rodzina, to silna rodzina.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Patrzył na matkę i słuchał grzecznie, jednak w jedno uderzenie serca całe podejście księcia wyraźnie się zmieniło. Zmarszczył brwi i pochylił lekko głowę, wbijając spojrzenie w trawę, a nie Lśniącą Sadzawkę. Co ona mówiła? Może i sama miała rywalizację z bratem, o czym dowiedział się dziś po raz pierwszy, ale nie sądził że rozumiała. Po raz pierwszy w życiu nie potrafił zgodzić się z matką i to wyraźnie nim wstrząsnęło.
- Dlaczego kłamiesz? Mamo… nie powinnaś mnie okłamywać. To niemożliwe, żebyś kochała naszą dwójkę tak samo. Tak się nie da. Jesteśmy tak różni. Dlaczego… mnie okłamałaś? - wymamrotał, zastygły w miejscu. Nie zamierzał i nie chciał zawieść matki, ale teraz nie myślał już nawet o drugiej części jej wypowiedzi. Nie rozumiał, dlaczego miałaby powiedzieć coś takiego… są w jej oczach równi? Ale przecież Malina ma w sobie tyle negatywnych cech… czy to oznaczało, że on też je miał? Niemożliwe. Czy może Medyczka widziała w nim coś, czego on nie widział? Uważała go za całkowitą porażkę? On nie zamierzał ignorować swoich dobrych cech, oczywiście, ale dlaczego matka chciała go przekonać, że był na równi z siostrą? To po prostu niemożliwe. Nikt nie był z nim równy. Na pewno nie Malina.
- A może ja nie chcę mieć rodzeństwa?! - wypalił, strosząc futro i trzepiąc nerwowo ogonem w powietrzu. - Jak mam kogokolwiek wspierać, jak wszyscy są tacy nieudani? Nie są tacy jak ja, więc czemu tego ode mnie wymagasz? Sam poradzę sobie znacznie lepiej, nigdy cię nie zawiodę, ale dlaczego chcesz, żebym był jak Malina?! To niesprawiedliwe! - syknął, nie rozumiejąc co to znaczy ten gwałciciel, ale zrozumiał że musiało to być negatywną cechą. Wiedział tylko tyle, że to nie on będzie wygnańcem w tym rodzeństwie. On będzie najlepszym wojownikiem, najlepszym kotem w Klanie! Dlaczego jego matka zdawała się tego nie zauważać?
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Zmarszczyłam czoło słysząc, że Pajęczyna zarzuca mi kłamstwo. Skarciłam go wzrokiem.
— Dlaczego miałabym kłamać? Jesteście skrajnie różni, ale wszystkich was nosiłam w brzuchu przez dwa księżyce i wszystkich was urodziłam. Kocham was, bo jesteście moimi dziećmi, Pajęczyno. Nieważne jacy jesteście. — powiedziałam. Może nie do końca była to prawda, ale jego i Malinę w istocie uważałam za równych. Nie chciałam dopuścić do eskalacji konfliktu i im szybciej zduszę go w zarodku, tym lepiej.
— Wystarczy! — syknęłam, nie zamierzając pozwalać tak do siebie mówić. — Nie powiedziałam że chcę, żebyś był jak Malina. Powiedziałam, że nie chcę żebyście walczyli o moje względy, bo to bez sensu - żadne z was nie wygra. Już jestem z was dumna. Kłócąc się ze sobą i co chwile przepychając, jedynie sprawicie mi zawód. Nie masz wyboru, nie urodziłeś się sam i nic już tego nie zmieni. — powiedziałam. O nie był jego wybór. Jakbym miała taką zachciankę i wiek by mi na to pozwolił, to dostałby kolejną ósemkę młodszego rodzeństwa i nie miałby w tej kwestii nic do gadania. Życie nie jest usłane różami i nie zawsze można mieć to, czego się chce. Przynajmniej względnie. — Klan Wichru przez Lawendową Gwiazdę wiele stracił i daleko nam do dawnej świetności. Na szczęście jej rządy powoli się kończą a w was, jako młodym pokoleniu nadzieja. Dwójka twojego rodzeństwa wraz z Krwawnikowym Liściem zasiądą na stanowisku Medyka, a z pozostałych moich kociąt ty i Malina najbardziej nadajecie się do tego, by rządzić klanem tak, by odzyskał swój dawny pazur. Żeby jednak tak się stało… musicie być zgodni i ze sobą współpracować, a nie się tłuc przy każdej możliwej okazji. Jesteście przyszłością tego klanu i moją ostatnią nadzieją. Jeżeli jednak się nie ogarnięcie i nie zaczniecie zachowywać jak na rodzinę przystało, będę musiała rozejrzeć się za innymi kandydatami. — dodałam, licząc na to, że może to chociaż trochę go przekona. — Pamiętaj, że w kupie siła, a rodzinę masz całkiem sporą. Żyjcie w zgodzie i wspierajcie się nawzajem, a razem osiągniecie wszystko.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Na początku nie robił sobie nic z tego, że matka wyraźnie nie była zadowolona z jego słów. Właśnie zarzucił jej kłamstwo, owszem, ale zrobił to z pełnym przekonaniem, że chciała go uciszyć taką wyraźną nieprawdą. Nie rozumiał. Naprawdę nie rozumiał, a gdy Pajęczynka czegoś nie rozumiał, musiał to pokazać całemu światu i wyrazić swoją frustrację.
Skrzywił się nieładnie na słowa Medyczki. Kocha ich, nieważne jacy są? To brzmiało jak coś, co wmawiało się małym kociakom. Takim, które nic nie wiedziały o świecie. A on był już dojrzały i wszystko rozumiał, i wiedział że to niemożliwe aby kot lubił inne koty po równo.
Uniósł wzrok na kotkę i nastroszył lekko futro, gdy na niego syknęła. Gdyby był to ktokolwiek inny, Pajęczyna byłby absolutnie oburzony, jednak tutaj chodziło o jego własną mamę - dlatego jedynie spojrzał na nią gniewnie i słuchał tego, co miała do powiedzenia.
Wyraźnie podejście młodego kocurka powoli się zmieniało. Nieco się uspokoił, choć zrobił to na siłę - na siłę włożył na pysk spokojniejszą minę i wylizał futerko na barku, aby leżało płasko. A potem znów zerknął na białą kocicę i trzepnął nerwowo ogonem w powietrzu.
- Naprawdę uważasz, że jestem przyszłością Klanu? - zmrużył lodowate oczy, jakby skupiał się bardzo mocno na swoich myślach. Czyli mówiła prawdę? Chciała po prostu zadbać o przyszłość Klanu… tak jak on chciał? Oczywiście, że tak. I biały kocurek skarcił się w myślach za to, że kiedykolwiek w to zwątpił. - Wiesz, że cię nigdy nie zawiodę… prawda? - wyprostował się i zmarszczył brwi jeszcze trochę.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Oczywiście, że tak uważam. Ty i Malina macie dominujące charaktery. Nie pozwolicie nikomu wejść sobie na głowę i nie podejmiecie tak głupich decyzji jak Lawenda. Po odpowiednim przeszkolenie będziecie wstanie podnieść Wicher. - powiedziałam. Razem byliby niezniszczalni i mieliby niepodważalny autorytet. Nikt nie odważyłby się im sprzeciwić - zresztą, nie byłoby powodu, bo podejmowali jedynie racjonalne decyzje w przeciwieństwie do obecnego przywódcy. Musieli tylko przestać się żreć i razem współpracować.
- Wiem, że mnie nie zawiedziesz. Dlatego musisz mi obiecać, że pogodzicie się z Maliną i zaczniecie współpracować. Bo tylko razem to wszystko osiągnięcie, nie w pojedynkę, nie cały czas się kłócąc i nienawidząc. Musicie zrozumieć, że macie taki sam cel. - dodałam. To była podstawa do czegokolwiek. Bez tego nie ruszę ani nauk Maliny, ani jego, jeśli będę miała siłę, by takowe przeprowadzić.
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna otworzył pysk i trzymał otwarty, wyglądając zapewne bardzo głupio. On i Malina… dominujące charaktery? Przecież byli od siebie tak różni! Już miał zdenerwować się i oburzyć na nowo, kiedy Lśniąca Sadzawka sprecyzowała co miała na myśli. To była prawda, że Malina nie pozwalała sobie wejść na głowę. W jej przypadku było to cechą negatywną, sprawiającą że jego siostra była jeszcze bardziej irytująca. Nie do wytrzymania jest!
- Niewiele potrzeba żeby być lepszym od Lawendy, prawda? - stwierdził, obracając się bokiem do matki i zaczynając iść dalej przed siebie. Odpowiedź była raczej oczywista, więc właściwie nie musiał czekać na to co powie Medyczka.
Chwilę milczał, ale widać było że wiadomość do niego dotarła. Może i miała rację z tym, że on i Malina mieli taki sam cel. Oboje chcieli rządzić tym Klanem, ale też mieli różne opinie na temat tego, jak powinno się w ogóle dojść do władzy. Nie wiedział, jak mieli dojść do porozumienia i szczerze mówiąc nie zamierzał być tym, który pierwszy sięgnie łapą po zgodę. Nie zniży się do takiego stopnia, by prosić irytującą siostrę o wybaczenie!
- Dobrze, mamo. Ja… coś wymyślę. Będziesz zadowolona. - obiecał, po czym wyraźnie głęboko zamyślony zaczął iść w dowolnie obranym kierunku. Musiał chyba pobyć sam, po tak wielu emocjach. I nie chciał kontynuować tematu. To na pewno.