Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Chłód nosa białego kocura nie był w stanie przedrzeć się przez gęste futro Gryziela, który w nietrzeźwym zdziwieniu cofnął łeb, gdy obcy dopuścił się fizycznego kontaktu. Chwiejnym wzrokiem lustrował jego pysk, starając się zrozumieć, co właśnie się stało. I dlaczego. To nie było normalne, żeby koty dotykały go bez szczególnego powodu, albo i nawet ze szczególnym powodem.
Gdy lico nieznajomego zaczęło wymykać się jego ślepiom, uświadomił sobie, że miał wiele czasu na zastanawianie się - zamierzał poczekać. Przyjemna, lekko oniryczna fala nadziei leniwie przesunęła się po jego grzbiecie, gdy pozwolił sobie usiąść. Spocząć. Nie mógł pojąć, jakim cudem ziemia wciąż pałała wilgotnym zimnem, gdy powietrze było tak szorstkie i gorące.
Czas spływał po nim jak po kaczce - ledwo otworzył oczy, a ich troje zmaterializowało się przed nim. Wszyscy biali jak wysuszone na słońcu kości. Wciąż pamiętał o tym, że powinien sprawiać wrażenie uprzejmego i miłego w obyciu. Wykrzywił pysk w niewyraźnej imitacji uśmiechu. Patrzył tylko na medyczkę.
- lśnąca sadzawko. niech-niech ci gwiezdni. błogosławią. - Mamrotał uparcie, wstając niezgrabnie. - stara. rana niezagojona. gorąco. gardło. jasny katar.
____________________
> Rana 2 stopnia - urwana w około 2/3 małżowina uszna
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Odsunął się tak, by pozwolić Białemu Puchowi i Lśniącej Sadzawce na otwarty dostęp do kocura. Jeszcze zanim zdążył odpowiedzieć na pytanie medyczki, Gryząca Łapa sam wyjaśnił im o co chodzi, a przynajmniej przekazał najważniejsze informacje.
– Skończyłem trening i polowałem na Wyjących Wzgórzach. Złapałem trop zwierzyny i podążyłem za nim, ale zamiast zwierzyny znalazłem jego. Pokazał mi ranę na głowie i powiedział "medyk", więc kazałem mu zostać i pobiegłem po was do obozu. – dodał zaraz za nim, żeby nakreślić obu pełny obraz.
Barania Łapa był nieco zagubiony. Emocje, wcześniej tak gwałtowne, teraz opadły, zostawiając go z poczuciem niedopasowania. Sprowadził do intruza medyczkę i zastępczynię. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to rany kocura zostaną opatrzone. Ale ile goi się taka rana? Co i jak długo trzeba przy niej robić? Barania Łapa nie wiedział. Dlatego czekał z niecierpliwością na werdykt Lśniącej Sadzawki.
Z pyszczka obcego wydobyło się jej imię, tak jak wcześniej słowo "medyk". Kimkolwiek był przybysz, dobrze wiedział na jakich terenach się znajduje, gdzie i po co przyszedł.
– Kim jesteś? – zapytał z zainteresowaniem, zbliżając się do niego, zaraz po tym jak skończył swoją historię. Pierwszy raz miał tak naprawdę styczność z kotem spoza Klanu Wichru. Oczy Baraniej Łapy badały z zainteresowaniem każdy fragment przybysza. Ciekawiło go w nim wszystko.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Biała zastępczyni przyglądała się nieznajomemu, jednocześnie nie zawadzając Lśniącej Sadzawce. Biała zastępczyni była w stanie rozpoznać zapach na futrze nieznajomego, szybko lokalizując więc jego pochodzenie. Nie wiedziała tylko czy był już wojownikiem czy terminatorem. Ona sama dosyć długo pozostawała z imieniem Białej Łapy, więc równie dobrze ten osobnik też mógł być dojrzały fizycznie, ale nie posiadający odpowiedniej dorosłości klanowej.
W ciszy wysłuchała zarówno więc kota z Klanu Gromu jak i Baraniej Łapy, który wyjaśnił, jak znalazł kocura. Kocica delikatnie machnęła ogonem, posyłając terminatorowi delikatny uśmiech.
- Bardzo dobrze zrobiłeś, Barania Łapo - miauknęła w stronę kocura, po czym skierowała ponownie ślepia na nieznajomego. Skoro pochodził z Klanu Gromu... czy to mogło oznaczać, że coś stało się Truskawkowemu Gąszczowi? Medycy raczej nie mogli odmawiać pomocy, więc coś musiało się stać.
- Lśniąca Sadzawko czy wszystko z nim... w porządku? Będzie go trzeba zaprowadzić do granicy... z Klanem Gromu. Czy jego stan na to... pozwala?
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Intruz był bez dwóch zdań zmęczony i osłabiony, o czym świadczył trud z jakim sklejał zdania. Zabicie kogoś takiego, nawet dla młodego terminatora, mogło być czymś niegodnym chwały. Dobrze, że tak się stało, bo na futrze nieznajomego, nawet jeśli słaby, wyczuwalny był zapach gromu. Nie rozumiałam co się tam działo, dlatego już drugi raz przychodzi do nas ktoś, kim winna zająć się Truskawkowy Gąszcz. Tym bardziej, że ten delikwent posunął się zdecydowanie za daleko.
Przyjrzałam się jego ranie, która faktycznie była niezagojona i paskudna oraz wysłuchałam objawów.
– Odsuń się, Barania Łapo. Nie widzisz, że ledwo mówi? – zganiłam go, przeganiając go od rudego kocura. Intruz był także chory, nie zamierzałam ryzykować tym, że kogoś zarazi. Jeszcze tego mi brakowało.
Spojrzałam na Biały Puch.
– Nawet jeśli jego stan by na to nie pozwalał, odprowadziłabym go tam, gdzie jego miejsce. Nie mogę odmówić pomocy, więc go opatrzę, ale nigdy nie przyjmę do Ziołowego Wzgórza kogoś, kto nie pochodzi z klanu Wichru – rzekłam. Nie urodziłam się wczoraj, by pozwalać sobie na coś takiego. Tym bardziej teraz, gdy klan jest podzielony, a temat obcych jest bardzo śliski.
Oznajmiłam, że zaraz wrócę, po czym ruszyłam do Lecznicy po potrzebne mi zioła. Wzięłam stamtąd plaster miodu, liść ogórecznika i jagodę jałowca na przeziębienie oraz korzeń łopianu i motek pajęczyny na ranę. Wróciwszy, co nie zajęło mi wcale bardzo mało czasu, oczyściłam ranę, nałożyłam na nią maść z łopianu i owinęłam pajęczyną, a następnie podałam do zjedzenia ogórecznik i jałowiec, natomiast miód kazałam lizać. – Ogórecznik jest moczopędny, uważaj na to – ostrzegłam, żeby przypadkiem w przyszłości czegoś nie zasikał. Następnie zwróciłam się do Białego Puchu. – Nic mu nie będzie. Można go odprowadzić na granicę z Gromem, jednak chciałabym, abyście przekazali, że niebawem chciałabym się spotkać z Truskawkowym Gąszczem. To nie jest pierwszy raz, gdy jej pacjenci do mnie przychodzą – oznajmiłam, po czym zwróciłam się do rannego. – Przeziębienie niedługo ustąpi, rana również powinna się zagoić bez większych powikłań – powiedziałam po czym, jeśli nikt mnie nie zatrzymał, wróciłam do obozu.
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Z trudem wyłuskał pytanie kocura z tego natrętnego, wyimaginowanego szumu, który otaczał go zewsząd niby rój brzęczących much-trupojadów. Zastanawiał się nad odpowiedzią dłuższą chwilę. Właściwie to nie miał żadnej. Może to przez słońce. Może to przez gorączkę. Może po prostu nie był nikim. Co w ogóle było w nim znaczące?
Otworzył pysk:
- z klanu gromu. oh. - Westchnął sztucznie, jakby to udawał, jakby to odgrywał w niezwykle niezgrabny sposób. - niestety.
Mimo wszystko, dało się wyczuć w nim gniew. I rozczarowanie, któremu wokalnie dał wyraz. Musiało być szczere.
Pustymi ślepiami patrzył, jak Lśniąca Sadzawka strofuje Baranią Łapę. Jego pysk nie zmienił grymasu. Jakby zapomniał zareagować. Później wzrok skierował w dogorywające upałem trawy nieopodal swoich schodzonych łap.
Schodzonych łap.
Z trudem odwrócił wpierw jeden, później drugi, nadgarstek, tak by wierzchnią stronę palców oprzeć o wilgotną ziemię. Spodnią oglądał. Pochłonięty analizowaniem obtarć na swoich jasnych, łososiowych poduszeczkach łap, przysłuchiwał się kolejnym słowom medyczki. Słowom mówiącym o tym, że siłą odstawią go na granicę. Do Cyprysowej Łuski, do Żubr, do Trawiastego Gąszczu i jej cholernego, półszalonego Zięba. Bluźniącego Wieczora. Do zasranego zdrajcy Kuniego Syku. Do wszystkich.
Jak pokaże się teraz rodzicom? Na pysku miał nieobecny półuśmiech, kiedy tak myślał o swojej matce i o swoim ojcu. Dlaczego to Cichy Strumyk się utopiła a nie Dębowy Pień? Nie musiałby już nigdy patrzeć mu w oko... W żywe oko, ale czy nie patrzyłby na niego z nocnego nieba? W Gwiazdach byli wszyscy. Wszyscy wspólni przod-...
- krew. jest zmieszana. wszyscy jesteśmy z klanu. jednego. do jednego później wracamy.
Spojrzenie wzniósł dopiero, gdy skończył mówić. I wtedy spostrzegł, że Lśniącej już z nimi nie było. Ile czasu minęło? Ile czasu myślał? Czekali na niego? Mówili coś jeszcze? Beznamiętnie wodził spojrzeniem od jednej do drugiego, mrużąc przy tym ślepia.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Średniego wzrostu, o smukłej ale mocnej budowie ciała. Długie łapy, trójkątna głowa, spore uszy zakończone frędzlami, podłużny nos i złoto-brązowe oczy. Puszyste, wyglądające jakby się falowało futerko w mlecznym odcieniu, dłuższe na piersi, ogonie i szyi, gdzie tworzy charakterystyczną delikatną grzywę.
Baran ma radosną, otwartą naturę, jest bardzo ufny i towarzyski. Nie brakuje mu śmiałości i pewności siebie, z łatwością wchodzi w interakcje. W bliższym kontakcie jest bardzo ciepły i empatyczny. Cechuje go duża wrażliwość. Jest też bardzo opiekuńczy.
Czarnowron [S] || kiedyś Echo [MGBG]
Wraz z każdym kolejnym słowem Lśniącej Sadzawki czuł, że rośnie w nim coraz większy gniew. To nie tak, że go zaskoczyła. Nie czuł zaskoczenia, wiedział w jaki sposób część kotów Klanu Wichru odnosi się do obcych. Na szczęście to nie do nich należały decyzje o tym w jaki sposób będą traktowani. W ciągu jego życia żaden kot, który trafił na ich tereny w poszukiwaniu pomocy nie został odesłany. Zawdzięczali to Lawendowej Gwieździe. Słowa Białego Puchu również wzbudziły w nim złość, dokładnie z tego samego powodu. Zastępczyni po prostu wydała decyzję, nie zamierzała nawet wysłuchać złotego kocura.
Wydawało się, że obie bardzo dobrze rozumieją, co się działo. Biały Puch widziała, że Gryząca Łapa daleki jest od stanu pełnej przytomności. Lśniąca Sadzawka wprost zakomunikowała, że jej to nie interesuje.
Nie był medykiem i nie mógł się z nią kłócić. Może faktycznie miała rację, może naprawdę wystarczyło założyć mu opatrunek i wszystko byłoby w porządku, ale Baranią Łapę i tak niepokoiło to, co widział. Jego naturalnym odruchem była chęć zaopiekowania się kotem, który nie był w stanie zaopiekować się samym sobą, a przybysz przecież ledwo chodził.
Nie potrafił zrozumieć dlaczego żadnej z kotek nie zaciekawiło dlaczego Gryząca Łapa znalazł się na terytoriach Klanu Wichru. Dla Baraniej Łapy oczywistym było to, że coś tutaj nie grało.
– Nie możesz tego zrobić. Po prostu nie możesz. – szepnął cicho, patrząc ze szczerym niedowierzaniem na zastępczynię, kiedy medyczka zostawiła ich samych – Przecież on ucieka. Nie wiem od czego, ale ucieka. Jest sam, tak daleko od Klanu Gromu. Musi być powód, dla którego się tutaj znalazł. Lśniąca Sadzawka mówi, że nic mu nie będzie. Ale czy chciałabyś w jego stanie być pozostawiona samej sobie? Ja nie. Boję się o niego.
Nie był pewien co zrobić z ostatnimi słowami Gryzącej Łapy. Odebrał je jako komentarz do słów Lśniącej Sadzawki, która stawiała wyraźną granicę pomiędzy wartością kotów z Klanu Wichru, a członkami innych Klanów i samotnikami. Dla Baraniej Łapy brzmiały jak rodzaj wołania o pomoc. Postanowił zrobić to, co powinno zostać zrobione już na samym początku.
– Dlaczego tu jesteś? Skąd masz tę ranę? – zapytał, mówiąc nieco głośniej i starając się złapać wzrok złotego kocura, żeby upewnić się czy nie musi czegoś powtórzyć. Bał się tylko tego, że Gryząca Łapa jest zbyt zamroczony, by móc udzielić odpowiedzi. To z kolei stanowiłoby kolejny argument dla zapewnienia mu opieki, a nie przeganiania z terenów Klanu Wichru.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
- Rozumiem, Lśniąca Sadzawko. Dziękuję. l przekażę Truskawkowemu... Gąszczowi zapowiedź Twojej... wizyty - miauknęła w stronę białej kocicy, kiedy wyraziła swoje zdanie na temat wszystkiego co chciała. Zastępczyni delikatnie machnęła ogonem, spoglądając na kocura. Zaraz potem jednak ponownie skierowała sporzenie na terminatora ze swojego klanu. Tym samym również położyła po sobie uszy.
- Lśniąca Sadzawka nie przyjmie do lecznicy nikogo... spoza Klanu Wichru. Opatrzyła go... ale nie może tutaj zostać. My też... Znaczy... ugh, atmosfera w klanie jest napięta, a nie chcemy... doprowadzić do tego, aby była bardziej, rozumiesz, Barania... Łapo? - mruknęła w stronę terminatora, podnosząc delikatnie uszy do góry. Po aferze z Pożogą niektórzy członkowie, a raczej zdecydowana większość, nie byłaby przychylnie nastawiona do przyjmowania pod opiekę chyba dorosłego już kota z Klanu Gromu. Nie mogła zrobić nic innego.
- Chodź, odprowadzimy go do granicy... i jeśli chcesz zapytamy, czy wszystko... w porządku w Klanie Gromu - zaproponowała, podchodząc do chorego kocura.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna zawsze starał się udawać grzeczne, ułożone kocię. Taki był przy Lśniącej Sadzawce i Krwawnikowym Liściu - trochę cichy, ale usłucha się i nie zrobi nic złego, nie bez pozwolenia... No ale każdy, kto bliżej poznał Pajęczynkę i miał chociaż trochę rozumu był raczej w stanie zauważyć, że w tym kociaku krył się prawdziwy łobuz. Ktoś, kto nigdy nie chciał trzymać się zasad, kto wolał robić wszystko na odwrót tego, co było właściwe, ktoś, kogo wszystkie te głupie zasady jedynie ograniczały. Bo tak uważał biały kocurek! Gdyby mógł robić co chciał, czyli na przykład podejść do treningu już wcześniej, albo wychodzić już z obozu, to odnosiłby sukces za sukcesem! A tymczasem musiał sterczeć w tym obozie w miejscu, bo był za mały i niedoświadczony. Takie zasady może i miałyby sens... ale nie dla niego! On jest inny od zwykłego kociaka, on jest lepszy!
Dlatego książątko wręcz czekało na okazję, na swój czas, by zabłysnąć. Gdy wyjdzie z obozu i coś upoluje, albo znajdzie coś fajnego, to wszyscy będą go podziwiać! Takie miał przekonanie i zdawał się zapomnieć o niedawnej rozmowie z Korzeniem, ogólnie o wszystkim przed czym ostrzegały go starsze koty. Nie bał się wyjścia z obozu, żadnych drapieżników ani co więcej kotów spoza Wichru! On sobie doskonale poradzi!
Tamtego dnia nadarzyła się idealna okazja na wdrożenie planu w życie. Kocurek jak zawsze spacerował po obozie, akurat blisko wyjścia, skakał na liście i gonił za kamyczkami, bawiąc się w polowanie... albo raczej trenując polowanie. I nagle Pajęczyna zorientował się, że wokół jest tak nietypowo cicho. Rozejrzał się, poruszając jasnymi uszkami, dokładnie badając swoje otoczenie, i zorientował że aktualnie nikogo dużego nie ma w pobliżu. Nikogo, kto by mu rozkazywał ani go ograniczał. Nikogo, kto by mu zabronił wyjść... Więc Pajęczynka wyszedł z obozu, a raczej wybiegł, prędko aby nikt duży go nie zauważył.
Zwolnił dopiero zorientowawszy się, że wyjście z obozu zostało gdzieś za nim. Strasznie zdyszany, nieprzyzwyczajony do takiego wysiłku, rozglądnął się po otoczeniu raz jeszcze, uważnie badając spojrzeniem różne krzewy i inne rośliny. Nie interesowały go. Dlatego kocurek zaczął iść w losowym kierunku, nie przejmując się tym, czy da radę potem wrócić w to samo miejsce czy nie. Po prostu skierował się tam, gdzie mu się podobało, węsząc i nasłuchując jak prawdziwy łowca.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk również nie był tym dzieckiem przestrzegającym zasady. Nie za bardzo również rozumiał po co niby są jakieś ograniczenia, jakby każdy mógł robić co chce byłoby dużo fajniej i ciekawiej. On jednak z kolei nie zamierzał ukrywać swoich prawdziwych intencji i udawać grzecznego aniołka, zwykle nie miał na to po prostu ochoty. To nie było zabawne według niego, jedynie tylko przeszkadzało w prawdziwej zabawie. Dlatego kiedy dymny kocurek zobaczył jakąś białą kulkę wybiegającą z obozu to pomyślał sobie ja też chcę! i podążył za nią. Co prawda ciężko mu było nadgonić ze swoimi krótkimi jeszcze łapkami za starszym kocurem, ale starał się z całych sił podążać jego śladem. Sztywno i chwiejnie co prawda, ale z całych sił!
-Cekaj na mne! -zawołał kiedy zobaczył, że nieznajomy wichrowicz stanął na chwilę, żeby po chwili ruszyć znowu, jednak tym razem wolniej niż wcześniej. To sprawiło, że Borsuk dostał zastrzyku nadziei, że może jednak uda mu się białą kuleczkę dogonić i nie zostanie gdzieś sam. W dwójkę zawsze raźniej i może wyszłoby z tego coś fajniejszego niż zabawa z samym sobą. No bo ile można sobie samemu wymyślać jednokotkowe zabawy? Idzie się w końcu zanudzić na śmierć- Ja tes chce z tobom! -zawołał po raz drugi, mając nadzieję, że kocurek zaczeka na niego, a może i nawet się odwróci i z nim porozmawia czy coś.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie spodziewał się towarzystwa. Obawiał się, że jeśli jakieś towarzystwo się pojawi, będzie to jakiś irytujący wojownik albo terminator. Dlatego gdy usłyszał piskliwy, wyraźnie kocięcy głosik, to dosyć się zdziwił. Wiedział, że w Klanie Wichru są kocięta inne niż jego rodzeństwo, a mimo to na moment zastanowił się czy to nie ktoś z jego rodziny... Ale nie. Gdy książę spojrzał w tamtym kierunku, okazało się, że to ktoś zupełnie inny. Nie wiedział, jak ma na imię pręgowany kocurek, ale wiedział, że jest on dosyć głośny. Pajęczyna natychmiast podreptał w jego kierunku, krzywiąc się nieładnie na mordce i spoglądając towarzyszowi w ucieczce w oczy.
- Ciszej...! Jak ktoś nas usłyszy, to tyle będzie z wyjścia z obozu! - syknął cicho, cały czas poruszając uszami - nasłuchując. Rozejrzał się, upewniając czy nikt więcej nie przyszedł tu za nim. Jednego kociaka wytrzyma, ale dwójka to byłaby przesada... A przecież nie wyśle tego młodego z powrotem do obozu, bo jeszcze by na niego naskarżył czy coś!
A następnie... cóż. Stwierdził, że najlepiej będzie prędko oddalić się od wyjścia z obozu. Więc dał drugiemu kocurkowi sygnał ogonem, wprost mówiący ,,chodź za mną'' i ruszył dalej w wybranym przez siebie kierunku. Może właściwie coś dobrego wyjdzie z ich wspólnej ucieczki. Może ten kociak nie będzie jakiś irytujący...
- Czemu za mną poszedłeś? Mama cię nie uczyła, że tak nie wolno? - spytał po dłuższej chwili, sprytnie ignorując fakt, że sam właśnie łamał zasady. - Jak masz w ogóle na imię? - spojrzał na kocurka, wyglądając na średnio zainteresowanego... ale hej, przynajmniej spytał! Niech młodszy się cieszy.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk zasłonił pyszczek kiedy usłyszał dość sensowną uwagę nowego kolegi. No bo w końcu to kolega, nie? Uciekli razem, więc to znaczy, że mieli wspólne priorytety, więc są kolegami! To chyba logiczne. No, a wracając do wcześniejszego tematu to biały kocurek miał rację, jak ktoś ich usłyszy to zaraz za nimi pogna i zepsuje im zabawę. Borsukowi jakoś się nie widziało szybkie wracanie do obozu i oberwanie w skórę od Trawiastej Polany czy może raczej Wietrznego Dnia, który był bardziej skłonny do takiego zachowania niż matka.
-Moze i cos tam gadaa ze nie wolmo, ale takie sedzene w obosie jest nudne -powiedział już ciszej, w tym samym czasie podążając za białym kocurkiem- wyjsce z tobom bylo duso ciekawsom opcjom- hej… ale skoro ja ni moge to ty tes… -Borsuk skrzywił się lekko kiedy dodał dwa do dwóch i zrozumiał o co tutaj się rozchodzi- wiec bez poucania tutaj. I jestem Bol- Bol-... Borsuk, a ty? -odparł na kolejne pytanie, ale teraz już z takim bardziej dumnym wyrazem pyszczka, był zadowolony, że udało mu się wypowiedzieć po raz pierwszy poprawnie swoje imię.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Czy Pajęczyna uważał się za nowego kolegę Borsuka? Cóż, to nie tak, że się nad tym w tej chwili zastanawiał... Nie wiedział, jak działają przyjacielskie relacje bo dotąd nie miał okazji poznać żadnego kociaka poza własnym rodzeństwem. A rodzeństwo nie zaliczało się chyba do kolegów. Pajęczynka uparcie twierdził, że nie potrzebuje kolegów... ale fakt był też taki, że gdy ciągle spędzał czas samotnie, to robiło się dosyć nudno. Dlatego też pomyślał, że może jednak z obecności drugiego kocurka wyjdzie coś pozytywnego, mimo wszystko.
Borsuk potrafił słuchać, bo zasłonił pyszczek gdy tylko mały książę kazał mu się uciszyć. To wyraźnie zadowoliło białego kocurka, który napuszył się dumnie i uniósł swój mały łebek. Słuchał pręgowanego i poruszał uchem, zastanawiając się nad jego słowami. No tak, wygląda na to, że obaj mieli podobne opinie na temat siedzenia w obozie. Chyba się jednak dogadają.
- Nudne, i ograniczające. - stwierdził ponuro, marszcząc nosek na samą myśl o tym. Gdyby nie te głupie zasady, to nie musieliby ukrywać faktu, że wyszli z obozu - mogliby bez zmartwień polować i patrolować! - No dobra. Ale pamiętaj, że jestem starszy! Szybciej od ciebie zostanę terminatorem, i w ogóle... - odpowiedział, wyraźnie przekonany, że to czyni go ważniejszym i mniej zagrożonym złą reakcją dorosłych, gdyby się dowiedzieli. Ale się nie dowiedzą, a jak się dowiedzą, to będzie już po wszystkim, a on i Borsuk będą w obozie ze znaleziskami spoza tego nudnego miejsca!
Faktycznie, kojarzył chyba imię Borsuka, ale nigdy wcześniej nie zależało mu na tym na tyle, żeby skojarzyć je z konkretnym kotem. Teraz to się jednak zmieniło - w końcu byli teraz towarzyszami w zbrodni, czy coś.
- Ja jestem Pajęczyna. Syn Lśniącej Sadzawki. - uniósł ponownie łebek, zerkając na pręgowanego kocurka z wyższością. Dodał ciekawostkę o tym, czyim synem jest, bo uważał że każdy będzie go za to podziwiał w końcu jest kociakiem samej Medyczki!
Równocześnie zauważył, że krzewy zaczynają ustępować miejsca otwartej przestrzeni i długiej trawie... zastanowił się, czy znajdą tu jakąś dobrą zwierzynę do upolowania.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Czy Borsukowi imponowało to, że Pajęczyna -bo jak zdradził biały kocurek, tak się właśnie nazywał- jest starszy i jest synem Lśniącej Sadzawki? Jakoś nie za bardzo, więc jedynie jak zareagował to wzruszenie barkami na słowa drugiego wichrowicza. Dodatkowo poznał już wcześniej Stokrotkę, który również wychowywał się w Ziołowym Wzgórzu, więc tym bardziej jakoś niespecjalnie zachwycił się informacją Pajęczyny. Czy w ogóle takie puszenie się z tym faktem miało sens? W końcu kocurek nie był samą Lśniącą Sadzawką, to że był jej synem nie znaczyło dla Borsuka zbyt wiele, ba!, sam autorytet wichrowej medyczki nie za wiele dla niego znaczył. Starsze koty to w ogóle były jakieś takie nudnawe i nigdy nie proponowały niczego ciekawego, więc czemu dymnego kocurka miało obchodzić ich zdanie? Niech się najpierw wykażą inicjatywą!
-To co cemy robic? -wyszeptał, próbując nie zwracać na siebie przypadkowej uwagi potencjalnego psuja zabawy, który nie daj Gwiezdny Klanie mógł się kręcić w pobliżu czy akurat był gdzieś na spacerze i trafiłby na nich przypadkiem czy coś w ten deseń. Borsuk chciał się jeszcze trochę pobawić na zewnątrz, może nawet przynieść coś ze sobą do obozu na pamiątkę i jako wręcz trofeum z udanej wyprawy? W końcu nie każdy wychodził w jego wieku poza obozowe granice, więc będzie mógł się pochwalić jaki to on jest odważny i jak bardzo nie obchodzą go jakieś tam zasady, że każdy powinien móc robić co mu się podoba, tak jak on to robi.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Pajęczyna uważał, że te powody do uznania były odpowiednie. Twierdził, że powinien być szanowany przez każdego już z samego faktu, że jest synem Lśniącej Sadzawki - w końcu to ona pilnowała, aby koty z Klanu były zdrowe, to ona potrafiła porozumiewać się z przodkami… to tak ważna rola, której Pajęczyna nigdy nie chciał zająć, bo wolał być wojownikiem, ale zdecydowanie potrafił docenić. W końcu chodziło tu o jego matkę, która traktowała go dobrze i umiała go docenić. Kocurek napuszył się na samo wspomnienie swojej mamy i jej stanowiska, a także mówiąc o tym że jest starszy od Borsuka - bo to chyba naturalne, że starsze koty powinny wiedzieć więcej i być bardziej szanowane, prawda? Oczywiście nie zawsze tak faktycznie było, bo większość dorosłych była mysimi móżdżkami, ale w tych okolicznościach? To Pajęczynka powinien rządzić!
Ale fakt był taki, że najwyraźniej oboje mieli podobne zdania na temat dorosłych i by się pod tym względem dogadali. Duże koty uważały się za takie wspaniałe i mądre, a tak naprawdę często nie miały nic dobrego do zaoferowania. Miały wysokie ego i tyle, nic do poparcia tej dumy i pewności siebie!
Zastanowił się na moment, rozglądając się po trawiastych wzgórzach które rozpostarły się przed dwoma kociakami. Tak naprawdę teraz mogli robić wszystko, co tylko chcieli, ale fakt był taki że powinni myśleć dojrzale, jak prawdziwi, sprytni wojownicy! Powinni myśleć o dobrze Klanu Wichru, a nie o własnych zachciankach.
- Myślałem, że zapoluję. Ale teraz ty też tu jesteś… Masz jakiś plan? - spytał, zerkając na pręgowanego kota. - Musimy się wykazać. Przynieść do obozu coś ciekawego… Albo, jeśli chcesz, możemy potrenować. - rzucił swoimi pomysłami, chodząc w kółko wokół drugiego kocurka. Ogon unosił wysoko, bardzo pewny siebie, rozglądając się dla dodatkowej pewności - by wiedzieć, czy nikt ich przypadkiem nie obserwuje.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Borsuk z kolei lubił myśleć i kierować się własnymi zachciankami. Dokładnie tak jak teraz kiedy wyszedł z obozu, bo tak akurat chciał. Tak naprawdę to szczerze powiedziawszy był jeszcze zbyt mały, żeby patrzeć się w przyszłość na jakiś większy obrazek niż czubek własnego noska.
Czy miał jakiś plan? No nie za bardzo miał dlatego właśnie pytał się białego kocurka co będą robić. W końcu to on pierwszy wylazł z obozu, Borsuk jedynie poszedł za nim, żeby również się dobrze bawić. Polowanie nie brzmiało jak wielce dobra zabawa, nie brzmiało wystarczająco ekscytująco, ale trening z kolei brzmiał tak jakoś lepiej, mimo iż dymny kocurek jeszcze nie rozszyfrował dokładnie jaki trening jego nowy kolega ma na myśli.
-A jak potlenowac? -syn Trawiastej Polany zastanowił się chwilę, próbując odgadnąć co to słowo “trening” oznaczało w mniemaniu syna Lśniącej Sadzawki- W sense pobic se cy co? -dopytał, przypominając sobie różne zabawy jakie wymyśliła matka, żeby czymś go zająć i żeby nie latał jak wariat po wichrowym obozie, a jedną z nich było właśnie coś takiego. Czy teraz mógłby poćwiczyć to na drugim kocie, a nie na jakimś liściu czy korzeniu?
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa