Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
- Jeszcze nie wszystko. Możemy to nadrobić wspólnie – rzucił szybko w odpowiedzi, będąc już w biegu. Puściłby jej jeszcze zaczepnie oczko, ale... nie było już na to czasu. Nawet nie wiedział, czy ruda usłyszała odpowiedź. Najwyżej pogadają o tym później. Teraz cała trójka poddała się małemu szaleństwu i gnała prosto przed siebie.
Igłę trasa wyścigu nie oszczędzała ani trochę, tutaj musiał przeskoczyć pniak, tutaj znów zrobić ostry skręt, bo nagle na jego drodze wyrosło znikąd drzewo. Znał kierunek w którym znajdował się Czarny Ogon, ale wciąż brakowało mu wiele w temacie znajomości terenu i ładował się pod każda możliwa przeszkodę. Coraz ciężej mu się oddychało, a chłodne powietrze nieprzyjemnie drapało w gardło. Wszystko to złożyło się na to, że zwolnił, a Porywistej Łapie udało się go nawet wyprzedzić! I pewnie tak by zostało, aż do samego końca, ale terminator dostrzegł prześwit między drzewami – ich wyścig zbliżał się ku końcowi. A Racza Łapa gnała sporo przed nimi w najlepsze.
Onie...
Syn Burzowego Pomruku zebrał się w sobie i wykrzesał z siebie jeszcze trochę sił. Jak nic ruda wpadnie do wody! Chciał ją dogonić i chwycić za ten długi ogon zanim to się stanie. Niby chwile temu pomyślał sobie, że przecież to nic takiego, ale... to jeszcze nie była pora na kąpiele (dla Igły nie była nigdy, ha tfu woda!), a nie chciał też przyprowadzić córki Malinowej Gwiazdy do obozu chorej. Wyprzedził Kijanka i pognał za jego siostrą. Nie zdążył. Wycelowane w ogon przyjaciółki szczęki klapnęły w powietrzu, a on sam zahamował ledwo-ledwo, prawie przy tym siadając na czterech literach. Zupełnie jakby kontakt z czymś mokrym miałby oznaczać rychłą śmierć.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Biegł przed siebie, z jednej strony zachwycony tym, ile tu było przestrzeni i faktem, że mógł poczuć porywisty wiatr, z drugiej: nastawiony na definitywną WYGRANĄ! Nawet mu się udało wyprzedzić Iglastą Łapę, co mógł uznać za swój sukces, w końcu kocur był starszy i trenował normalnie z mistrzem już od paru księżyców, w przeciwieństwie do niego, ale rudo-biała siostra kocurka wciąż pozostawała przed nim, czasami mu nawet znikając za drzewami, przed którymi momentami ledwo nadążał zmieniać kierunki! Leciał, próbując ją dogonić, aż przyuważył, że zbliżają się do… jakiejś dużej, ciemniej kałuży!! Syn Drżącego Głosu wyprzedził Kijanka, na co ten się zmarszczył, no bo skąd on na to bierze siły?!, i próbował przyspieszyć. Nie wziął jednak pod uwagę faktu, jak szybko zbliża się do wody i…
I nie tylko wpadł na Igłę, który gwałtownie wyhamował przy wysokim brzegu, ale na dodatek wpadł na niego z takim impetem, że oboje wylądowali w Czarnym Ogonie!
– OOOO ZIMNE – rozległ się natychmiast okrzyk Porywistej Łapy, który nie tylko podskoczył, ale i cały się najeżył niczym szczotka! Zaraz jednak odsunął się od Iglastej Łapy, na którym częściowo wylądował, zaczął skakać, biegać i brykać, wody mając mniej więcej po brzuch. W pewnym momencie nawet hultaj skoczył na swoją siostrę, usiłując ją przewrócić!
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Figa z makiem, z pasternakiem! Raczek nie od dzisiaj ćwiczyła biegi przełajowe i chociaż do tej pory robiła to tylko w obozie, to łapy miała naprawdę długie i sprawne, potrafiła się nieźle wyciągać, a poza tym wdała się chyba faktycznie w tatę, bo zachowywała się niczym jakaś słoma na wietrze i po prostu leciała na złamanie karku. Kto wie, jak szybko Raczek będzie biegać za kilka księżyców? Może będzie w stanie prześcignąć najszybsze koty w Klanie! Ale byłaby heca! Taka mała, a takie możliwości! Chociaż mała na pewno nie była, bo wyciągnęło ją w górę niczym strzelistą brzozę i nie była obecnie najbardziej atrakcyjną jednostką w okolicy, jednak młoda nie zwracała na to w ogóle uwagi. Nie wiedziała zresztą czym dokładnie jest piękno i jak należy je mierzyć, toteż jedynie śmiała się nieco ze swoich patykowatych odnóży, a jednocześnie miała wielką radochę, bo była pewna, że przerośnie część kotów, w tym chociażby swoją mistrzynię!
- Zimne, mokre! Ja! Ale niemożliwe! A wujek Zając, to nie mówi, że to jest takie, takie o! A w ogóle to się rusza, ja nie mogę! - zakomunikowała Raczek, która po wykonaniu kilku niemalże akrobatycznych skoków znajdowała się nieco bliżej brzegu, zaraz jednak wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, kiedy jej genialny brat wepchnął Igłę do Czarnego Ogona i obaj wyglądali jak zmokłe kury. Kiedy więc Kijanka ją popchnął, wywaliła się na plecy, co prawda częściowo na brzeg i zaczęła się głośno śmiać wywijając łapami, potem zaś podniosła się i zaczęła otrzepywać jak jakiś pies, cała się nastroszyła, bo jednak to chłodne było i pokazała im język.
- Wyglądacie jak zmokłe gołębie! - rzuciła śmiejąc się w głos.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Satysfakcja z tego, że udało mu się wyhamować i nie zamoczyć ani pazurka... nie trwała zbyt długo. Rudy rozpędzony taran wpadł wprost na niego! Iglasta Łapa ledwo zdołał zarejestrować co się stało i szepnąć kolejne ”onie” w duchu, a dosłownie uderzenie serca później niemal cały znalazł się pod wodą, w dodatku częściowo przygnieciony przez Porywistego. Gdy tylko ciężar się z niego zsunął – wychylił głowę sponad powierzchni wody i głośno zaczerpnął haust powietrza, wieńcząc to kilkoma kaszlnięciami. ZIMNO! MOKRO! FUUU! Chciał już zakończyć ten niewinny spacerek, pognać z powrotem do obozu, zaszyć się w legowisku i wysuszyć!
W dwóch bardzo niezdarnych susach, utrudnionych przez ciężkie, nasiąknięte wilgocią futro i śliski brzeg, udało mu się wydostać na brzeg. Otrzepał się energicznie, rozbryzgując krople dookoła. Nawet nie chciał myśleć jak wyglądał! Nie musiał, bo Racza Łapa podsumowała to bezbłędnie. - Ty wcale nie lepiej! – rzucił i pacnął mocno łapą w zimna wodę, tak aby chlusnęła Raczej prosto na pyszczek - do tej otwartej, roześmianej paszczy, o! Smacznego. Będzie go tu od gołębi wyzywać. Już wystarczy, że ma takiego pożal się Gwiezdny Klanie brata. Zerknął na drugiego z rudzielcy i zaśmiał się pod nosem. Mokre, długie futro wyglądało dość zabawnie. Na kimś. Bo Igle to z pewnością tragicznie. Rozejrzał się badawczo, czy w pobliżu nie ma nikogo innego oprócz nich. Wystarczy, że ta dwójka go widziała w takim stanie, więcej nie trzeba.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Wylądowanie w zimnej wodzie wcale nie było przyjemnym przeżyciem, ale Porywista Łapa radził sobie z tym na własny sposób: biegając i brykając, żeby się rozgrzać, a temu wszystkiemu zaczął nawet po chwili towarzyszyć głośny, radosny śmiech kocurka, gdy udało mu się przewrócić siostrę. Super zabawa, szkoda, że żadne z nich nie miało chyba świadomości, że mogą zachorować! Już się odwracał w stronę Iglastej Łapy, by i jego popchnąć tak, by się wykopyrtnął, ale zamarł w bezruchu, gdy zorientował się, że starszy kot zdążył już wyjść na brzeg… i wtedy zdał sobie sprawę, JAK BARDZO jest mu zimno! Cały najeżony postanowił majestatycznie… cóż, mówiąc wprost: dać drapaka w kierunku nieco wysokiego brzegu Czarnego Ogona, by tam się otrzepać dokładnie tak samo, jak Raczek. Widać, że rodzeństwo! Chłodne krople zaczęły nawet bryzgać na Igłę, a co. Niech ma! Przez głowę mu nawet przeszła myśl, żeby z powrotem go wrzucić do wody, ale zaraz ogarnął, że to pewnie skończy się tak, że sam tam wyląduje… a chyba jednak nie chciał!
– Ty wyglądasz jak mokry szczur! – oznajmił, szczerząc zęby do Raczej Łapy, w końcu ona w tym towarzystwie miała najkrótsze futerko! Chociaż jak spojrzał jeszcze raz na Igłę, to aż parsknął śmiechem, bo w jej słowach faktycznie coś było. Zaraz rozejrzał się po okolicy z ciekawością w zielonych ślepiach. – Nooo, to co teraz? To ma jakąś nazwę? Ta kałuża znaczy! A po drugiej stronie co jest? – zaczął czym prędzej wypytywać starszego terminatora.
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Wciąż jednak panowała zima i nawet jeśli nie było już tyle śniegu, to nadal zawiewały mroźne wiatry. Synowi Malinowej Gwiazdy może i było cieplej od brykania w tę i we w tę, ale nie chroniło go to przed przeziębieniem. Wiatr dmuchał w ich mokre futra od czasu do czasu podczas tej nieco głupiutkiej zabawy, ale pewnie nie zwracali na to większej uwagi. W każdym razie nic co dobre nie trwa wiecznie, a niezbyt mądre pomysły niekiedy mają swoje konsekwencje, choć czasami niektórym się upiecze.
Rzuty na chorobę 1k6:
Zdrowy: parzyste
Chory: nieparzyste
Porywista Łapa: 5
Iglasta Łapa: 3
Racza Łapa: 4
I okazało się, że los im tym razem nie sprzyjał. W organizmach obu terminatorów powoli zaczęła rozwijać się choroba. Jedynie Raczek w tym wszystkim pozostała bezpieczna, ale kto wie, czy później się nie zarazi?
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek była nieprawdopodobnie wręcz rozbawiona. Można powiedzieć, że z tej radości to jej aż łzy z oczu leciały, a ona chichotała radośnie przyglądając się kocurom, które przypominały obecnie nie do końca wyżęte mopy. Długie futro może miało swoje plusy, ale jak prędko skonstatowała po dzisiejszych przygodach, było również bardzo uciążliwe. Wyglądali teraz paskudnie, ale jednocześnie tak śmiesznie, że kocica nie mogła przestać parskać z ubawienia, nawet wtedy, kiedy brat nazwał ją zmokłym szczurem. Tym bardziej, że zaraz do niego doskoczyła szczerząc swoje straszliwe zęby i spróbowała złapać go za ucho wydając z siebie odgłosy, które chyba miały oznaczać, że piszczy niczym wielki, wściekły gryzoń.
- Ja to przynajmniej mogę wam uszy odgryźć, a wy co mi zrobicie, co? A, a? Zagruchacie! - zakomunikowała na to skacząc tym razem ku Igle, którego również próbowała złapać za ucho, czy cokolwiek dałoby się wyłowić z tej plątaniny mokrego futra. Cały czas przy okazji śmiała się pod nosem. Była pełna energii, ale ten wypadek bawił ją serdecznie i pewnie będzie bawił ją jeszcze bardziej, kiedy dowie się, że terminatorzy pochorowali się od tych kąpieli w Porze Nagich Drzew - oczywiście, o ile będzie to tylko niewinny katarek i będą im ciekły gile z nosa. Wypadła prędko na brzeg, gdzie otrzepywała się sumiennie, by jak najprędzej się wysuszyć, a potem zaczęła hasać dalej uznając, że potrzeba jej ciepła.
- E no, KIJANEK, to jest rzeka! Każdy to wie, nie? Dużo płynącej wody, no nie, Igła? - zakomunikowała dumna z siebie, że coś wie na temat otaczającego ją świata. Była jednak niesamowicie ciekawa tego, co odpowie jej partner w zbrodni, którego uwielbiała od najwcześniejszych księżyców. Poza tym był starszy i sporo w życiu widział i na pewno wiedział więcej niż ona, można było zatem odnieść wrażenie, że jeszcze chwila i Raczek odpadną oczy od takiego patrzenia na kocura. Chciała jak najprędzej dowiedzieć się, jakie są odpowiedzi na pytania jej brata.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Z rozbawianiem obserwował na podobieństwa między Raczek, a Kijankiem. Szkoda, że nie mogli siebie zobaczyć! Niczym kopiuj-wklej. Tylko jedno miało dłuższe futro. Skupiony na tym fakcie nie zdążył odwrócić głowy, gdy zaczęli się otrzepywać z wody. Jedna z zabłąkanych kropel wody niespodziewanie zdecydowała się wpaść mu do oka. O nie, to... koniec... Ciemność... Widzę ciemność! Zamrugał, a następnie przetarł pyszczek łapą, aby pomóc sobie w odzyskaniu wzroku i starciu resztek wody.
- Gru-gru! Nie lekceważ Gołębi... Zwłaszcza tych P i ę k n y c h – parsknął śmiechem. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie przywołać dość żenującej sceny z ceremonii. Co też jego brat miał w głowie, eh... Biedna Biała Łapa, która bezkrytycznie zaakceptowała tego półgłówka, przez co sama się wygłupiła. – Bardziej strumyk. Rzeka jest większa i dużo głębsza. Fragment nawet przepływa koło naszych terenów, ale z drugiej strony. Podobno może porwać nawet kota, chociaż nie uwierzę jak nie zobaczę! – powtórzył zasłyszaną w obozie plotkę. Podobno coś takiego się stało na starych terenach, ale Iglastej Łapie ciężko to było sobie wyobrazić. No gdzie? Że woda? Kota? Pffrt... Bez szans. Znaczy, wolał nie sprawdzać na własnej skórze, ale nie miał zamiaru łykać każdego bajdurzenia niczym młody pelikan. Zrobił kilka kroków, żeby się poruszać i nie czuć aż tak zimna.
– Tam są ziemie niczyje. To znaczy tereny, które nie należą, ani do Wichru, ani do innego klanu. Czasem szwendają się tam samotnicy – odpowiedział na drugie z zadanych przez młodszego kocurka pytań, dumny z siebie że akurat dysponował taką wiedzą.
Nagły podmuch wiatru, który przedarł się pomiędzy mokrymi kosmykami sierści wywoływał u Igły nieprzyjemny dreszcz. To pociągnęło za sobą kolejną reakcję jaka było potężne kichnięcie, podczas którego terminator aż lekko podskoczył. Oho. To się nie mogło skończyć dobrze.
– Nie wiem jak wy, ale wracam się wysuszyć zanim zmienię się w sopel lodu! – oznajmił i ruszył przodem, zerkając przez bark, czy nie mają przypadkiem innego pomysłu. Nie mógł ich tu zostawić, z obawy że nie trafią z powrotem. Niby prosta droga, ale pewności nie ma się nigdy. Już wykazał się brakiem rozsądku tego dnia i będzie pewnie zbierać tego plony niebawem, nie chciał sobie dokładać.
| zt
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– GHRUU! GHRUUU! – zagruchał jakże groźnie prosto w pyszczek Raczek, żeby nie było, że z niego jakiś byle frajer, który nie reaguje na takie poważne szczurze piski, i pacnął ją łapką. Roześmiał się zaraz głośno na słowa Iglastej Łapy, przypominając sobie kolejne żenujące – ale będące niczym w porównaniu do wystąpienia Żaby! – zdarzenie z ceremonii. Piękny Gołąb! Serio ktoś chciał takie imię? Brzmiało tak… zniewieściale i egocentrycznie, aż nie do wiary. Oczywiście nie dziwił się samej Pijawce, że to łyknęła i faktycznie prosiła o to swoją mamusię, ale jej starszy kolega albo żartował, albo był bardzo przykrym kotkiem, jeżeli brał to na serio. Otrzepał się jeszcze trochę, pryskając kropelkami wody na Igłę i swoją siostrę, która akurat do szkalowała, w związku z czym pokazał jej na dokładkę język.
– Możemy sprawdzić… na tobie! – oznajmił nieco złośliwie Igle, chociaż też mu się niezbyt prawdopodobnym wydawało, że woda mogłaby porwać kota. Na dodatek taka sięgająca do brzucha? Meh. – Ziemie niczyje! Chcę zobaczyć – oświadczył, mrużąc ślepia, lecz zanim zdążył zarządzić wycieczkę w tamtą stronę, to Iglasta Łapa kichnął i oznajmił nieco inne plany. W sumie… im dłużej tak stał na wietrze, to tym bardziej zimno mu się robiło, i aż nieco się zatrząsnął, ale żeby to ukryć, to napuszył futerko i się wyprostował.
– No dooobra – odparł nieco niechętnie, w głębi jednak zadowolony z takiego obrotu sprawy, po czym zdecydowanie mniej energicznie potuptał w stronę obozu.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Właściwie to nie zdawała sobie sprawy z tego, że jest tak podobna do brata. Nie widziała nigdy siebie, obserwowała tylko Kijankę, nie była zatem w stanie stwierdzić, że faktycznie są do siebie tacy podobni, na dokładkę zachowywali się równie niemądrze, co pewnie jeszcze bardziej ich do siebie zbliżało. Z całego rodzeństwa Raczek jednak najmocniej na świecie kochała właśnie brata, chociaż może nie do końca zdawała sobie z tego sprawy, po prostu uwielbiała z nim przebywać i uwielbiała się z nim ścigać w różnych kwestiach i w różnych miejscach, jak chociażby teraz, gdy wyrzucali z siebie ten stek całkowitych głupot. Córka Fiołka jednak w ogóle się tym nie przejmowała, bo jej się to wszystko podobało, a na dokładkę zaraz wybuchnęła gromkim śmiechem i aż się zatoczyła na bok.
- Obaj jesteście Pięknymi Gołębiami! A ja zostanę Pięknym Szczurem! - zakomunikowała na to zastanawiając się jednocześnie, dlaczego właściwie jej siostra dała się wciągnąć w ten całkowicie głupi pomysł, który brzmiał jak plan jakiegoś szaleńca. Kto chciałby nazywać się tak niemądrze, jak jakiś mysi bobek? To nawet nie brzmiało zbyt elegancko, o rany! - A w ogóle, to ja chcę zostać Raczym Pancerzykiem, o! - dodała jeszcze podskakując w miejscu z dumą prezentując imię, o jakim rozmawiała jakiś czas temu z wujkiem Zającem. Strasznie jej się spodobało, bo pokazywało, że ona może być też twarda, a przynajmniej tak zrozumiała, niemniej jednak zamierzała znaleźć kiedyś raka i przekonać się, o co dokładnie chodzi z tymi jego szczypcami, bo to wyglądało na jakieś fascynujące coś, o czym nie miała najmniejszego nawet pojęcia.
- Pff, nie gadaj! Rzeka może porwać kota? - rzuciła również z niedowierzaniem, a potem spojrzała porozumiewawczo na brata, gdy ten zaproponował, by przekonali się, czy jest to możliwe na Igle i posłała mu uśmiech świadczący o tym, że kiedyś dokładnie się o tym przekonają, potem zaś wydała z siebie jęk rozpaczy, gdy postanowili już wracać do obozu, ale z drugiej strony trochę jej podwiewało z każdej możliwej strony, więc może mieli rację?
- Ale kiedyś przyjdziemy i pójdziemy na te niczyje i znajdziemy jakiegoś samotnika! - stwierdziła jeszcze niemalże tupiąc łapami na znak, że tego nie odpuści i po prostu będą musieli zrobić sobie tę wycieczkę. W końcu, co niebezpiecznego może być na ziemiach niczyich? Potem zaś pobiegła za nimi.
//zt :D
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Może wychodzenie samotnie z obozu nie było zbyt bezpieczne, ale Węgielek nie mógł usiedzieć na miejscu i postanowił się przejść. Tak o, po terenach klanu. Planował iść wzdłuż Czarnego Ogona, a następnie przez Wysokie Drzewa wrócić do domu. Może spotka kogoś, choć miał nadzieję, że nie jakiegoś lisa czy borsuka. Szedł wzdłuż niewielkiego strumienia, który po porze nagich drzew zdążył już w pełni stopnieć i płynął teraz spokojnie. Na chwilę zatrzymał się i spojrzał na drugą stronę strumienia, gdzie kończyła się granica klanu. Na myśl przyszła mu chęć przeskoczenia strumyku i pójścia na nieznane tereny. Szybko na razie wybił sobie ten pomysł z głowy. Kiedyś może się tam wybierze, ale zapewne jak już będzie wojownikiem i będzie w pełni gotowy, by w razie czego obronić się przed zagrożeniem. Nie chciałby też wpaść przypadkiem do wody. Kąpiel nie była czymś, co by lubił. Rozmyślając tak na chwilę jakby nie zwracał uwagi na otoczenie. Ostatnio wiele się przecież działo.. Zniknął Drżący Głos, a zaraz po nim Brzask. Co się dzieje? - zapytał sam siebie zmartwiony i powoli ruszył dalej, smutno patrząc w dal.
//Sikorcza Łapa!
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Cóż Sikora też nie mogła usiedzieć w miejscu... Czyli w zasadzie nic nowego. Buchająca energią terminatorka niezwykle cieszyła się z powrotu do treningu, jej życie znowu nabrało jakiegoś żywszego rytmu niż smętne snucie się z jednego kąta obozu do drugiego. Szylkretowa kotka polubiła Lawendowy Kwiat, żadną tajemnica był fakt, iż wichrzaczka raczej rzadko żywi do kogokolwiek jakieś złe uczucia, a może po prostu nikt jeszcze jej za skórę porządnie nie zalazł? Tak czy inaczej siedzenie w obozie było ostatnią rzeczą na jaką dzisiaj miała ochotę, dlatego czemu by nie potrenować trochę skradania się. To przecież wyśmienity pomysł! Nie tylko świetna zabawa, ale też ćwiczenie potrzebne każdemu porządnemu wojownikowi. Pomysł godny geniusza. Burszynowooka pogratulowała sobie, wybywając z obozu jak trzy-kolorowa smuga, pędząc w stronę południowej granicy klanu. Tam za Czarnym Ogonem tereny nie należały do nikogo, prawda? Zatem gdyby niechcący je w swojej ciekawości zwiedziła, nikt nie miałby jej tego za złe. Kolejna świetna idea! Brawo Sikorko, trzymaj tak dalej! Jednak kiedy zbliżyła się do strumienia dostrzegła w oddali jakiegoś kota. Kto to? Intruz? Nie... pachnie znajomo, czyli pewnie członek klanu. Długołapej kotce zaświtał w głowie chytry pomysł. Przywarła do ziemi, czając się jak najlepiej umiała, to znaczy tak jak pokazała jej Lawendowy Kwiat i cicho zaczęła się zbliżać do współklanowicza. Cicho jak najciszej... Ale będzie miał niespodziankę! Jeszcze trochę... I SUS! Sikora wystrzeliła jak z procy ale... no właśnie przeliczyła się trochę albo raczej odległość i zamiast wylądować tuż obok Węglowej Łapy to kotka z wielkim pluskiem wpadła do strumyka. Na szczęście nie było tu głęboko i zaskoczona terminatorka usiadła, próbując ogarnąć co się właściwie stało, aby po chwili... Wybuchnąć gromkim śmiechem. Wciąż stojąc w wodzie odwróciła się do czarnego kocura.
-Coś mi chyba nie wyszło. Chciałam ci zrobić niespodziankę, wiesz takie "BU!", a tu proszę... Skończyłam w wodzie - wciąż śmieją się do siebie podskoczyła do góry, aby zaraz rozchlapać mnóstwo wody na lewo i prawo. Wyrośnięty kociak, ale co tu poradzić.
-Jestem Sikorcza Łapa. A ty? Znaczy się... Pewnie już się spotkaliśmy, albo chociaż widziałam cię na którejś ceremonii ale czasem wypadają mi niektóre rzeczy z głowy. Więc wolę się zapytać o, tak żeby być pewna.
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Nagle usłyszał jakiś plusk za sobą, jakby coś wpadło do wody. Trochę go to przestraszyło, dlatego też ze zdziwieniem odwrócił się i zobaczył.. szylkretową kotkę w strumyku. Wybuchnęła śmiechem i spojrzała w jego stronę. Był tak zaskoczony tym wszystkim, że nie wiedział co powiedzieć. Po chwili zam się uśmiechnął do kotki. Zdziwiło go, że kotce nie przeszkadza ta woda.
- Węglowa Łapa. - przedstawił się kotce, która też podała swoje imię. Sikorcza Łapa.. Teraz ją kojarzył. Musiał ją widzieć na ceremonii lub po prostu w obozie.
- Nieźle się skradasz, gdyby nie ten strumyk nawet bym nie zauważył! - powiedział do Sikorki. Ale by jej się udało! Tak się zamyślił, że nic nie usłyszał.
- Nie przeszkadza ci ta woda? - zapytał. On sam nie za bardzo lubił kąpiel. W ogóle, nawet nigdy w życiu nie wchodził do jakiejkolwiek wody. Zresztą nic w tym dziwnego, skoro urodził się przed porą nagich drzew. Bycie mokrym w taką zimną pogodę nie jest zbyt rozsądnym pomysłem. Teraz było cieplej, ale wciąż nie pomyślał o tym, by próbować gdziekolwiek włazić. Kotka wydawała się być już duża, a zachowywała się na o wiele młodszą. Węgielek nie uważał, że to coś złego. Sam czasem czuł się jakby był młody i dlatego też często przychodził do kociarni. Dobrze, że spotkał taką kotkę a nie jakiegoś samotnika.. Na Gwiezdny Klan! Teraz przyszło mu to na myśl. Powinien mimo wszystko bardziej uważać, by nie dać się tak zaskoczyć.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Niezwykle wysoka, szczupła szylkretowa krótkowłosa, tygrysiopręgowana kotka z białym brzuchem i skarpetkami oraz o bursztynowych ślepiach. (Dokładny opis w KP)
Miła i ciepła, ale stara się trzymać innych na bezpieczny dystans. Nie zostawi nikogo w potrzebie, ale też szybko ulotni się zaraz po ofiarowaniu pomocy. (Więcej w KP)
Dmuchawiec [KG] | Lilia [KR]
Węglowa Łapa? Dobra, dobra trzeba zapamiętać. Sikora przybrała na sekundkę bardzo skupioną minę, którą zaraz zastąpił ponownie promienny uśmiech, kiedy tylko usłyszała pochwałę Węgielka.
-Naprawdę? Dzięki! Następnym razem po prostu będę musiała lepiej opanować wyskok. Czasem chyba mam za dużo siły w tych łapach i skaczę dalej niż jakiś konik polny na tych swoich dziwacznych nóżkach. -Zażartowała, nie wstydząc się ani trochę swojej porażki. Ot zdarza się nawet najlepszym, a ona, jeszcze, najlepsza nie była, czymże miałaby się w takim razie przejmować. Nagle Sikora poczuła jakieś swędzenie w nosie i po chwili kichnęła głośno. Dobra, ciepło, ciepłem ale dalej było zbyt zimno, żeby tak dłużej siedzieć. Jednym zwinnym susem szylkretowa kotka wydostała się na brzeg i energicznie otrzepała z nadmiaru wody, zanim zabrała się do wylizywania swojego futerka do sucha. Przerwała jednak w połowie zerkając na kocura i wzruszając barkami.
-Czemu miałaby mi przeszkadzać? To tylko woda, wyschnie prędzej czy później. No dobra, może jakby było zimno to teraz bym się bardziej trzęsła, ale już tak nie mrozi, więc nie ma problemu. I jestem pewna, że kiedy jest jeszcze cieplej to taka kąpiel jest wręcz przyjemnie chłodna! - Cała Sikora, na wszystko patrzyła ze swojej, najczęściej pozytywnej strony. Woda jej nie przeszkadzała, bo jak powiedziała to tylko woda. Tak samo nie przejmowała się błotem oblepiającym białe skarpety łapek, czy też nastroszone futerko. Kiedyś je ułoży, jak znajdzie czas. W końcu nikt się chyba nie przejmował tym jak wyglądała, dopóki nie przypominała ostatniego nieszczęścia. Była w większości czysta, trochę brudu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Niektóre kotki, bardzo lubiły spędzać czas na doprowadzaniu swojego futerka do idealnej czystości. Dlaczego? Tylko chyba one wiedziały, bo Sikora nie miała absolutnie zielonego pojęcia!
This ismyFIGHT song Take back my L I F E song »P r o v e I'm alrightSONG« My power's turned ON Starting RIGHT now I'll be STRONG I'll play my FIGHT song And I d o n' t reallyCARE if nobody else BELIEVES 'CauseI've still GOT a lot of F I G H T left in me
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Kotka wydawała się być bardzo pozytywną i taką, która nie boi się sama z siebie żartować. Węgielek cieszył się, że spotkał akurat kogoś takiego a nie jakiegoś naburmuszonego kota, który jeszcze by mu zaczął docinać. Jak teraz tak spojrzał na Sikorę, to rzeczywiście miała bardzo długie łapy. Ogólnie była bardzo wysoka. Nic dziwnego, że źle wymierzyła odległość i skoczyła tak daleko. Sam Węgielek by w życiu tak nie doskoczył ze swoim przeciętnym wzrostem. Kotka nagle kichnęła. Węgielek miał nadzieję, że się nie rozchoruje od tej kąpieli. Jeszcze całkiem niedawno wszędzie był śnieg!
- Ja się chyba nie przekonam do wody. Po protu jakoś mnie odstrasza - przyznał. Popatrzył w stronę strumyka i na samą myśl o kąpieli się wzdrygnął. Wciąż się dziwił, że kotka tak dobrze to znosi. Może rzeczywiście, kiedy będzie cieplej sam wlezie do wody by się schłodzić. W końcu nienawidził upałów i słońca. Szkoda, że pora nagich drzew tak szybko minęła. Będzie się musiał męczyć z upałem. Dobrze, że przynajmniej ma krótkie futro.
- Też wybrałaś się na przechadzkę po terenach? - zapytał kotki, by jakoś rozpocząć rozmowę. W końcu mogła choćby patrolować, albo polować. Spojrzał w stronę Czarnego Ogona. Tereny za nim aż same się prosiły, by je zwiedzić. Ciekawe, czy kotka też o tym myślała. Zarazem też takie przygody mogą być niebezpieczne. Można się natknąć na samotników albo inną zwierzynę. Niby już ma te 14, 15 księżyców.. Wybierze się tam wkrótce. Teraz jest tego pewien.
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------