Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Początkowo nie zorientował się, że na tej pięknej łączce znajdują się stworzenia, które w akcie obrony mogły zrobić krzywdę zarówno innym, jak i sobie. Spacerując w pewnym momencie usłyszał pszczeli bzyk, a potem poczuł nieprzyjemne ukłucie na szyi i sapnąłz bólu. Jak tylko odwrócił głowę, zobaczył biedne, martwe ciałko pszczoły, które opadło na ziemię, a gdy się obejrzał, ujrzał ich więcej. Zamarł w bezruchu, żeby wziąć oddech. Szybki plan działania... Borsucze Futro rezolutnie, ale na lekko drżących łapach oddalił się od pszczółek, idąc zupełnie w innym kierunku, a gdy upewnił, że uwolnił się od uroczych, puszystych błonkówek, które potrafiły oddać życie w obronie swojego kwiatka, ruszył chyłkiem poprzez trawę oraz kwiaty, a wiatr wiał mu pysk. Użądlenie trochę bolało i już wiedział, że będzie się musiał udać do Szałwii, jak tylko wróci. Oprócz tego stawiał ostrożnie łapy i rozglądał się uważnie w poszukiwaniu zwierzyny. Dobrze, że znowu udało mu się coś upolować i ostatecznie wrócił do obozu z w miarę zadowalającą ilością zwierzyny.
Edit: /kończę ze względu na wyprawę, zt
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Przyszedł. Powiedział, że się zjawi i tak się stało, po czym wyszli razem z obozu. Sokół nie chciał w nim na razie przebywać, potrzebował jakiejś chwili na to, by odpocząć od zajęć dnia codziennego, nie chciał również, żeby od razu ustawili się do niego w kolejce wojownicy oczekujący nowych rozporządzeń i zdający relację z tego, co zrobili. Ponieważ nikt nie rzucił się na niego, kiedy tylko pojawił się w legowisku, nikt na niego nie czekał i nie wypatrywał, uznał, że nie stało się nic, co wymagałoby jego natychmiastowej interwencji, a co za tym idzie, mógł sobie pozwolić na przebywanie z Zającem całkiem sam na sam, czego potrzebował od dawna i liczył na to, że partner nie ocenia zbyt surowo jego porannego wystąpienia. Był wtedy zdecydowanie podenerwowany, a kłótnie między siostrami jedynie go zirytowały przypominając mu, że kocięta mają czasami siano między uszami. Chciał oczywiście pomówić o tym z partnerem, żeby na spokojnie wyjaśnić mu całe to zamieszanie, a poza tym ciekaw był, co syn Twardej Gwiazdy myśli o Gąsce. Na razie jednak szli całkiem spokojnie, Sokół zaś czuł, że jego naprężone mięśnie nieco się rozluźniają.
- Spokojnie – mruknął pod nosem, gdy dotarli na Barwną Łąkę, teraz już wcale nie tak kolorową, ale jednak nadal interesującą. I faktycznie, nie było tutaj nikogo innego, ani patrolu, ani łowcy, ani spacerowiczów. Nie czuł woni drapieżników, może słabo wyczuwalne gryzonie, jednak nie miał teraz ani ochoty ani sił na polowania. Jedzenia mieli pod dostatkiem, a jego żołądek wciąż jeszcze był pełen. Poruszył lekko końcówką ogona, przekrzywił łeb i zerknął na Zająca posyłając mu swój krzywy uśmiech, który był jednak zdecydowanie bardzo szczery. – Nie spodziewałem się takiego ekscytującego poranka. Mam nadzieję, że spędziłeś później w miarę spokojnie czas – odezwał się po chwili wybierając dogodne miejsce do tego, by na chwilę się położyć. Było jeszcze dość ciepło, przyjemnie, ale dało się już wyczuć, że chłód późniejszej Pory Opadających Liści zaczyna już wdzierać się do ich domu.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Został chwilę ze Śnieżynką i Gąską, to znaczy w ich pobliżu, by upewnić się, że teraz obejdzie się bez przemocy, gróźb i innych atrakcji, koniec końców jednak zostawił kotki same, by wyjść na wspólne polowanie z Borsukiem i Pszenicznym, a potem spotkać się z Sokołem, a przynajmniej na to czekał, siedząc nieopodal stosu zwierzyny, i się oczywiście doczekał. Prosił go o coś zupełnie innego, o załatwienie sprawy… wręcz po cichu, by nie narażać Gąski, ot, zwykłą, pozornie z niczym nie związaną rozmową w ramach treningu, ale nie mógł dojść do innego wniosku niż takiego, że Sokół dobrze postąpił, załatwiając to wprost, bezpośrednio, i na dodatek konfrontując ze sobą zachowujące się jak kocięta siostry. Zajęczy Sus nie miał bowiem pojęcia, jak to wyglądało z perspektywy samej białej kotki, albo że jego terminatorka nie… nie przekazała mu wszystkiego. Głos Gęsiej Łapy wciąż wdzierał się mu do głowy, podobnie jak łzy w jej oczach, które… sam nie wiedział, czy były autentyczne, czy to może była jedynie jakaś gra, chociaż ciężko mu było o to podejrzewać kogokolwiek. Teraz trochę sam nie wiedział, co o niej sądzić, jako jej mistrz chociażby, dlatego rozmowa z zastępcą była jak najbardziej wskazana.
W przeciwieństwie do Sokoła, nie był tak spięty, gdy szli na tereny. Pozwolił kocurowi wybrać kierunek, swobodnie dryfując obok niego, nieco zanurzony we własnych rozmyślaniach. Wiejący wiatr boleśnie przypominał mu, że zbliżała się Pora Nagich Drzew, że za parę księżyców śnieg zakryje całe tereny i obóz, który, w przeciwieństwie do jaskiń na starych terenach, był odsłonięty i tak, jak docierało do niego słońce i deszcz, tak dotrze również śnieg. Drgnął lekko, wyrwany ze swoich wewnętrznych rozważań, gdy dotarł do niego głos czarnofutrego, i kiwnął lekko głową. Spokojnie… tak. Tu było spokojnie. Nie było głosu terminatorów, zamieszania, innych kotów, a zagrożeń, z tego co czuł, także nie. Położył się tuż obok kocura, odwrócony grzbietem do jego boku i brzucha, a nawet nie obok, czy prawie że na nim, bo w dużej części oparł się o niego. Będąc zwróconymi w tę samą stronę, nie mogli mieć ze sobą kontaktu wzrokowego, ale nie musieli, a przynajmniej Zając nie musiał, chciał po prostu… spokoju. Poleżeć w spokoju, czując ciepło kocura, którego kochał pomimo wszystkich zawirowań, jakie ich spotkały w ciągu ostatnich księżyców. Teraz, gdy nadeszła stabilizacja, musieli rozwiązywać dramy świeżo mianowanych terminatorów.
– Byłem tylko na polowaniu. Z Borsukiem i Pszenicznym – odparł jedynie krótko, bo nie było nad czym się rozwodzić. – Ale poranek był… ciekawy, to na pewno – dodał z westchnięciem. Wciąż nie mógł sobie tego do końca poukładać, tak szczerze, chociaż wydawać by się mogło, że nie wydarzyło się wiele – ot, rozwiązali konflikt dwóch terminatorek… chodziło jednak o to, że jedna z nich była jego terminatorką, a musiał wiedzieć, jaka właściwie była ta kotka. Czy go okłamała? Czy grała? A może po prostu wszystko bardzo mocno przeżywała i dlatego to wszystko? – Nie wiem sam, co myśleć – przyznał więc.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Mmm – mruknął niewyraźnie na słowa Zająca, jednocześnie przesuwając się nieco, by czuć jeszcze mocniej jego obecność. Bliskość partnera łagodziła nieco jego irytację, która mimo wszystko nie chciała wygasnąć i wciąż gdzieś tam zaczynała płonąć, wciąż jeszcze dawała o sobie znać nieprzyjemnie przypominając o tym, że kocięce animozje mogły doprowadzić do bezprawnego wstrzymania treningu Zaśnieżonej. Uważał, jakkolwiek by na to nie spoglądać, że chociaż obie były winne całego tego zamieszania, to Gąska postąpiła całkowicie niewłaściwie mówiąc Zającowi tylko część prawdy, własnej prawdy, co było już jawną manipulacją i próbą zrzucenia odpowiedzialności na Zaśnieżoną. Nic więc dziwnego, że nie zaczął pałać do terminatorki sympatią, a może wręcz przeciwnie, trafiła nawet na listę osób godnych obserwowania i pytania Zająca, jak idą postępy w jej treningu i co obecnie o niej myśli. Jednocześnie nie uważał, żeby Zaśnieżona była krystaliczna niczym łza, więc jego odczucia rozkładały się nieco na pół. Wiedział również, że musi poważnie skupić się na swojej terminatorce, jeśli zamierzał wyprowadzić ją na ludzi.
- One… – zaczął po chwili. – Nie wiem, czy są tak dziecinne, czy o co chodzi, ale drażni mnie ta sytuacja. Mam nadzieję, że wkrótce zrozumieją swoje błędy i dorosną, bo nie podoba mi się myśl, że wiecznie będą miały do siebie uwagi. Swoją drogą jak postrzegasz Gąskę? – rzucił całkiem już spokojnie, chociaż jego mięśnie wciąż jeszcze się naprężały. Dookoła jednak panował wspaniały, piękny dzień, byli tutaj tylko we dwójkę, mieli tylko siebie i zdaje się, że to właśnie było najpiękniejsze. Oczywiście, poważne rozmowy były w tej chwili konieczne, ale pomimo tego Sokół był w stanie cieszyć się po prostu cudowną bliskością Zająca, który łagodził jego obyczaje. Nie pamiętał, kiedy tak naprawdę tak spokojnie spędzali czas poza obozem. Po śmierci jego ojca, kiedy dopiero co znaleźli się na tych ziemiach? Potem wszystko wywróciło się do góry łapami, a on miał wrażenie, że syn Twardej Gwiazdy bardzo długo był zawstydzony swoimi wybuchami, jakie w ogóle do niego nie pasowały. Widać jednak łączyła ich jakaś nić, jakaś więź, której nie dało się łatwo zerwać. I chociaż inni być może nie dostrzegali miłości, jaka między nimi była, to ta trwała, dziwnie silna, nie pozwalająca im od siebie odejść choćby nie wiadomo co się właściwie działo.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie wiedział, co myśleć, co sądzić o swojej terminatorce, nie mówiącej całej prawdy, i co w ogóle z tym zrobić. Oczywiście wszystko zależało od interpretacji, jednak prawda była taka, że żadna z nich nie wzięła pod uwagę motywów, uczuć, przyczyn zachowania drugiej siostry… co po pierwsze świadczyło o tym, że tak naprawdę wciąż były kociakami, a po drugie było czymś, czego Zajęczy Sus nie chciał za bardzo widzieć. To nie tak, że sam był wolny od błędów tego rodzaju, wystarczy popatrzeć na to, jak zachował się w stosunku do Borsuka wiele księżyców temu, a był wtedy już dorosłym wojownikiem, ale spostrzegł także, jakie leży w tym niebezpieczeństwo – dla relacji pomiędzy kotami, czy nawet dla całego klanu. Bo przecież Wichrzacy też niezbyt się liczyli z uczuciami Kruczej Gwiazdy czy Gradowego Podmucha… Ale cóż. W każdym razie nie widział w działaniach Gęsiej Łapy celowej manipulacji, tak naprawdę, ale też nie uznawał jej zachowania za właściwe i miał niezłą zagwozdkę, bo w gruncie rzeczy… był jej mentorem. I musiał coś z tym zrobić.
– Właśnie co do niej mam taki… dysonans. Wiesz, z jednej strony sądzę, że obie są po prostu wciąż bardzo dziecinne i nie potrafią bardziej wczuć się w perspektywę drugiego kota… a z drugiej takie moje… wątpliwości wzbudziło jej zachowanie. Sam nie wiem, czy te uczucia, które ukazywała, mówiąc o sytuacji z Zaśnieżoną, były… autentyczne, czy po prostu gra, żeby nas przekonać – podzielił się więc refleksjami z partnerem po chwili ciszy i zastanowienia, bo nie był pewien, jak to ubrać w słowa. Poruszył lekko ogonem, zarzucając go na bok Sokoła, jakby nie wystarczyło, że prawie całe ich ciała były w kontakcie.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Konsternacja. Zdaje się, że właśnie to czuł Sokół, gdy o tym wszystkim myślał, jakąś irytację i gniew również, ale te nieco złagodniały już po treningowej walce, a teraz ulatniały się w obliczu spokoju, jaki panował dookoła nich, w obliczu bliskości Zająca, jego ciepła i czułości, jaką bezsprzecznie właśnie mu okazywał. Temat na jaki rozprawiali nie należał do najłatwiejszych, nie był czymś, o czym mogli sobie swobodnie żartować, ale kocur nie czuł się z tego powodu źle i nie sądził, by partner miał o to do niego żal, w końcu właściwie zawsze prowadzili dyskusje dotykające tych nie najłatwiejszych zagadnień, gdyż dzięki temu potrafili podejmować słuszne decyzje. Oczywiście nie zawsze, ale jednak wymiana myśli nie tylko lekko łagodziła ich własne obawy, ale i otwierała oczy na inne możliwości, na inne miejsca, na inne wskazania, jakie ich otaczały.
- Właśnie – powiedział cicho. – Poza tym odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że bardzo chciała, żeby Zaśnieżoną ukarać, żeby pokazać, że… przeżyła to bardziej niż naprawdę. Nie wiem, co mam o niej myśleć, ale nie czuję się, cóż, najlepiej. Jakby nieco niekomfortowo i z całą pewnością nie ufam jej w pełni. Jej siostra jest bardziej… ekspresyjna i chyba mówi, co ślina jej na język przyniesie. I bez dwóch zdań jest zazdrosna o Szczypiora, wyobraź to sobie. Pewnie mocno emocjonalnie reaguje na wszystko, co związane z Gąską, ale odnoszę wrażenie, że to Gąska gra na uczuciach, czy to świadomie czy nie. Jaka jest na treningu? Widzisz jakieś, hm, sprzeczności? – odparł starając się jak najlepiej dobierać słowa i przekazywać własne myśli i obawy. Nie wiedział, co z tego wszystkiego wyniknie, wiedział doskonale, że obie kocice są mocno dziecinne, jednakże w przeciwieństwie do Zająca dopatrywał się w Gąsce celowej manipulacji i zjednywania sobie kotów dla własnej uciechy, Zaśnieżona była dla niego po prostu jeszcze głupim mysim bobkiem, który daje się wodzić za nos i wybucha gniewem, kiedy nie jest to do niczego potrzebne. Nad jedną i drugą należało pracować, pytanie jednak było takie, czy Gąska uświadamiała sobie w pełni to, że nie postępuje do końca… czysto.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Na treningu… hm. Stara się, to na pewno – zaczął, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia. – Co mnie jednak zaskoczyło to to, że – jak pokazywałem jej pozycję łowiecką – to zaczęła mi dziękować za to, że ją uczę, i mnie nawet przytuliła, co… no, dla mnie było nieco dziwne, bo nie widzę potrzeby, by terminatorzy mi dziękowali – dodał po chwili zastanowienia. Teraz dochodził raczej do wniosku, że nie powinien był na to przyzwalać, że to skracało dystans między nimi, a o ile mistrz i terminator mają sobie ufać, to nie powinni się zbytnio spoufalać, przynajmniej na treningu. Być może popełnił błąd… ale trzeba przyznać, że w sytuacji z Zaśnieżoną złocista kotka również chciała go przytulić, ale się powstrzymała sama. Hm. – Ale stwierdziłem, że może jest to jej potrzebne czy cokolwiek, a poza tym jest świeżo mianowaną terminatorką i może jeszcze się nie nauczyła, że lepiej by było utrzymywać większy dystans. No i jeszcze zawała się bardzo przeżywać błędy, jakie popełniła na polowaniu. Skupiała się bardziej na tym, niż w ogóle na fakcie, że coś upolowała. Mówiła o nich trochę niechętnie, ale jednak była ich świadoma i się przyznawała. Myślę, że wtedy jej uczucia i ekspresja – niepewny ton, spuszczanie wzroku, niespokojne poruszanie ogonem, przerwy w mówieniu – były prawdziwe, chociaż… wydawały się nieco wyolbrzymione. Sam nie wiem – mruknął ostatecznie. Ciężko mu było wyciągnąć jakiekolwiek sensowne wnioski z zachowania Gęsiej Łapy, przynajmniej na ten moment. Może Sokół miał rację: kotka grała na uczuciach. W jego ocenie jednak robiła to nieświadomie, jakby po prostu miała taki styl bycia, jakby miała jakąś wyolbrzymioną ekspresję, a może nawet przeżywanie uczuć.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Przytuliła? - rzucił z niedowierzaniem. Nie było w jego głosie cienia zazdrości, czy czegoś podobnego, po prostu słowa Zająca nie chciały pomieścić mu się w głowie. Nie spodziewał się, że jakikolwiek terminator może zachowywać się w podobny sposób na swoim treningu. Jakby, cóż, znowu grał i starał się pokazać, jaki to jest kochany, jak bardzo mu zależy, jaki jest wdzięczny za wszystko, co otrzymuje. Słowa partnera jedynie upewniały czarnofutrego w przeświadczeniu, że Gęsia Łapa nie jest do końca szczera w swoich zachowaniach, że wszystko wyolbrzymia, że chce, żeby inni ją kochali i pokazuje, jak rzekomo kocha innych. W tym momencie kocur poczuł tylko, że jego niechęć do młodej nieznacznie wzrasta, czego oczywiście nie zamierzał okazywać i nie chciał robić jej żadnych problemów, uznał jednak, że musi zalecić Zającowi, by uważniej z nią rozmawiał i jeszcze intensywniej z nią pracował. W końcu kto wie, co jeszcze przyjdzie jej do głowy. W sprawie z Zaśnieżoną wyraźnie przemilczała pewne fakty, ukryła je i dopiero, kiedy Sokół postanowił je skonfrontować wyszło szydło z worka. Gdyby postąpił inaczej, na pewno do teraz grałaby rolę ofiary.
- Wiesz - zaczął cicho. - Nie ufam jej. Nie po tym, co mi mówisz, nie po tym co widziałem i usłyszałem. Nie wiem, czy próbuje coś osiągnąć, chociaż to gdzieś podpowiada mi moje wnętrze, czy po prostu... taka jest. Nie podoba mi się jednak jej zachowanie i sugerowałbym, żebyś zajął się jej treningiem nieco... dłużej. Żeby mieć pewność, że jest gotowa do podjęcia zadań wojownika - stwierdził w końcu przekręcając łeb tak, by móc spojrzeć na syna Twardej Gwiazdy. Nie mógł nic zakładać z góry, ale wewnętrznie czuł do Gąski niechęć i odnosił wrażenie, że jest sztuczna, że robi wszystko na pokaz, bo chce, żeby inni ją kochali. Nie podobało mu się to w ogóle i na pewno nie chciał, by ktoś taki dzierżył rangę wojownika. Ktoś mógłby mu wytknąć, że Zawilec jest podobna, ale tylko by się zaśmiał. Córka Mewy była takim samym sprytnym manipulantem jak Malina. Zupełnie inny kaliber.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wydał z siebie potwierdzający pomruk. Bardziej stwierdzał fakt, niż w jakiś sposób się temu dziwił. Sądził, że to po prostu oznaka jej niedojrzałości czy zwykłej wdzięczności, ale teraz już sam nie wiedział, czy to było takie autentyczne. Wysłuchał słów partnera uważnie i zastanowił się głęboko nad jego wypowiedzią. Gąska nie… nie sprawiała problemów takich jak chociażby Potok czy Bystra. Nie atakowała kotów z własnego klanu, nie wykazywała się skrajną niedojrzałością łamiąc zakazy i zasady, nie rzucała się na oślep na przeciwnika, od którego mogła zginąć. Musiał jednak przyznać, że jej zachowanie nie było do końca odpowiednie i na pewno zamierzał się upewnić, że w momencie składania przysięgi będzie nie tylko gotowa pod kątem ukończenia treningu, ale przede wszystkim będzie kimś dojrzałym, komu można powierzyć pewne obowiązki i przede wszystkim odpowiedzialność za resztę klanu. A teraz to miałby pewne obawy, zarówno w stosunku do swojej terminatorki, jak i Zaśnieżonej.
– Jeżeli będzie trzeba, to na pewno ją trochę przetrzymam – odparł powoli, zamykając ślepia. Może nie będzie trzeba… ale może w momencie, w którym najmniej by się tego spodziewał, z czymś wyskoczy, tak jak Potok, który miał już-już zostać wojownikiem, a zaatakował Len z pazurami. Cóż. – Ale jeżeli w trakcie treningu mi pokaże, że dorosła i będzie się inaczej zachowywać, niż do tej pory, no to… nie chciałbym tego robić na siłę. Mimo wszystko to też by była pewna krzywda dla niej, jeżeli nie miałbym faktycznie wyraźnych powodów, by nie zgłosić jej gotowości do bycia wojownikiem – dodał po chwili namysłu. Takie oczekiwanie… źle wpływało na koty. Dobrze pamiętał, jak sam trochę za długo czekał na bycie terminatorem i jak się wtedy czuł, nie znając nawet powodów, dla których jeszcze nie miał ceremonii. Podejrzewał więc, że podobnie by było w wypadku przejścia z rangi terminatora na wojownika. – Myślisz, że powinienem ją bezpośrednio skonfrontować z tym, że inni odbierają jej zachowanie jako… granie na uczuciach? – spytał jeszcze partnera, zastanawiając się nad tym, czy powinien w ogóle tę kwestię poruszyć na treningu, czy może sobie odpuścić, przynajmniej na razie.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Namysł. To, o czym rozmawiali, nie było wcale łatwe i wiedział doskonale, że Zając nie będzie podejmował żadnych działań w tej dokładnie chwili, że nie ma żadnych powodów, by po prostu postanowić, że nie będzie prowadził treningu Gąski, czy coś podobnego. On sam wyjaśnił sobie pewne kwestie z Zaśnieżoną i dawał jej szansę na to, by się poprawiła. Uznał jednak, że z całą pewnością nie będą gnali na przód z jej nauką, musiała bowiem mieć czas, by w pełni dojrzeć i zrozumieć, że pewne słowa nie są tylko wyświechtanymi frazesami, jakimi może sobie wycierać gębę. Nie kazał jej kochać, ba, nie – chociażby lubić – siostry, ale musiała nauczyć się, że Klan opiera się na szacunku i wzajemnej pomocy, a jeśli któryś z tych filarów szwankuje, dzieje się z nim to, co stało się za czasów Kruka i Gradowego Podmucha. Teraz mieli szansę to naprawić, ale pracę musieli zacząć od podstaw, którymi obecnie było młode pokolenie.
- Wiem. Nie każę ci jej na siłę zatrzymywać w roli terminatora, ale proponuję, byś uważnie się jej przyglądał. Może nie ma predyspozycji, żeby szybko zostawać wojownikiem, może miną księżyce nim zorientuje się, że jej postępowanie nie jest do końca… stosowne. Nie wiemy. Nie chcę, żebyś podejmował pochopne decyzje, ja również postaram się pracować nad Zaśnieżoną i przekonam się, jak mają się sprawy – zakomunikował w końcu również po dłużej chwili namysłu, a potem zastrzygł uchem, gdy Zając odezwał się ponownie. Kwestia, którą poruszył była zdaniem Sokoła niesamowicie wręcz istotna i wbrew pozorom, wcale nie taka oczywista. Niektórzy uznaliby, że lepiej nie wsadzać kija w mrowisko, jednak czarnofutry partner syna Twardej Gwiazdy nie należał do jednostek tchórzliwych. Jego zdaniem Gąska powinna zdawać sobie sprawę z tego, co robi oraz faktu, że nie wszystkim się to podoba.
- Tak. Powinna mieć świadomość, że dla niektórych nie jest kotem przejrzystym, że może innych irytować i budować w nich poczucie braku zaufania. Nie ukrywaj tego – odparł więc poważnie, nieco jakby ciężko, wychodził jednak z założenia, że takie rozwiązanie będzie najlepsze. Dodał jeszcze, że gdyby miał problemy, sam może również pomówić z Gąską albo jeszcze lepiej, poproszą o to Malinę, która bezsprzecznie posiadała w Klanie prawdziwy autorytet, a może nawet dobierała lepiej słowa niż oni dwaj razem wzięci.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Zobaczymy jeszcze. W sumie liczę na to, że teraz do nich… wystarczająco już dotarło – stwierdził, wypuszczając powietrze przez nos z cichym świstem. Zamierzał wziąć pod uwagę słowa Sokoła, ale też nie nastawiał się jakoś specjalnie negatywnie i fatalistycznie względem Gąski czy jej treningu… i, o ile zamierzał czuwać bacznie nad jej postępami i jej zachowaniem, to nic na siłę; jeżeli będzie na tyle dojrzała, by zostać wojowniczką, i faktycznie zakończy trening, to droga wolna. Na razie się starała, przynajmniej na treningu, bo w pozostałych kwestiach… było jeszcze za wcześnie, zbyt szybko po tej ceremonii, na której razem z siostrą dały pokaz niedojrzałości, by to ocenić.
Odpowiedź Sokoła na swoje pytanie przyjął… milczeniem, przynajmniej na początku. Zaczął krążyć myślami wokół jej zachowania na ceremonii, wokół tego, w jaki sposób odpowiadała zastępcy, wokół jej przesadzonej ekspresji, przytulania się do swojego mistrza... jeżeli to wzbudzało negatywny stosunek Sokoła czy podejrzliwość ze strony dwójki kocurów, to inni też mogli to tak odbierać. Ba, mogliby stwierdzić, że jest mało autentyczna, że boją się jej zaufać i tak dalej, a to na pewno nie byłoby ani przyjemne dla niej, ani dobre dla klanu.
– W takim razie porozmawiam z nią o tym jakoś… niedługo – odparł wreszcie, przyznając rację czarnofutremu. Nie wiedział jeszcze, w jaki sposób to zrobi, od czego wyjść w takiej rozmowie, jak ją przeprowadzić i w subtelny sposób wskazać Gęsiej Łapie, że powinna nieco zmienić swoje zachowanie, jeżeli nie chce być odbierana w pewien sposób… ale może coś wymyśli. – Miałeś okazję już powiedzieć to i owo Szorstkiemu? – spytał po chwili, napinając lekko mięśnie, było to jednak jedynie chwilowe.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Dokładnie. Nie chciałbym musieć rozmawiać z nimi średnio co parę wschodów słońca, nie mówiąc o tym, że nie chciałbym dowiadywać się od innych kotów o jakiś ich sporach, czy Gwiezdny Klan wie czym – zakomunikował jeszcze przedstawiając tym samym Zającowi swoje główne obawy, które w tej chwili gościły w jego wnętrzu. Nie uśmiechało mu się ganianie po obozie za terminatorkami, które nie umiałyby dorosnąć, obawiał się również, czego akurat na głos nie powiedział, gdyż czuł wewnętrznie, że mimo wszystko nieco uprzedził się do Gąski, że ta może zacząć rozsiewać jakieś plotki. Nie wiedział, jaka terminatorka jest tak naprawdę, ale odnosił wrażenie, że cały czas gra, że jest nieprawdopodobnie wręcz sztuczna i przerysowana, jakby na siłę próbowała z siebie zrobić kogoś, kim nie jest, to zaś powodowało, że kocur nie czuł względem niej takiego zaufania, jak do innych kotów należących do Klanu Wichru. Było w niej coś, co powodowało, iż miał pewne wątpliwości co do jej osoby i nawet jeśli miałoby to dotyczyć jedynie jego, to jednak nie dało się tego tak całkowicie pominąć i udawać, że nic złego się nie dzieje. Zając, jak widać również miał swoje obawy, więc mimo wszystko coś po prostu było na rzeczy.
- Mmm. Może daj jej czas na to, żeby sama się nad sobą zastanowiła, ale też nie ma sensu jakoś szczególnie mocno zwlekać, zwłaszcza, że chyba masz z nią całkiem dobry, hm, kontakt – odpowiedział kiwając lekko łbem, a gdy Zając zadał swoje kolejne pytanie, momentalnie mógł poczuć, jak wszystkie mięśnie Sokoła się naprężają. Zdawał się być teraz bardziej podenerwowany niż wcześniej, gdy rozmawiali o wydarzeniach dotyczących ich terminatorek. – Szorstki… mnie unika. Tak samo Suchy, a przynajmniej takie mam wrażenie. Zamierzałem ich nawet ostatecznie skonfrontować, ale jak mam to zrobić, skoro mój własny syn woli chować się po kątach, niż chociażby ze mną porozmawiać…? – odpowiedział, a Zając chyba po raz pierwszy w życiu mógł usłyszeć w jego głosie autentyczną, nieskrywaną w żaden sposób gorycz, prawdziwy ból i rozczarowanie, zawód, coś na kształt cierpienia. Nie wiedział, jak ma podejść do Szorstkiego, tym bardziej, że terminator ani nie stawiał się na treningi, ani nie pokazywał się w miejscach, w których bywał Sokół, zaś jego przybrany ojciec zdawał sobie sprawę z tego, że młody po prostu przed nim ucieka.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Kiwnął lekko łbem na słowa Sokoła o tym, by dać Gąsce trochę czasu. Trochę… ale może jednak lepiej nie za wiele, by sprawy się nie przedawniły. Poza tym odczekanie z pewnością zrobiłoby dobrze jemu samemu: rozmowa z pewnością będzie ciężka i do tego czasu chciał zebrać jeszcze trochę informacji o samej Gąsce poprzez obserwację jej zachowań na treningu, zastanowić się nad tym, jak do tego podejść, o czym wspomnieć, i tak dalej. Wieści o Szorstkim zmartwiły buro-białego kocura, ba, zaniepokoiła go sama cielesna reakcja jego partnera i instynktownie bardziej do niego przylgnął. Ugh. Niedobrze. Nieciekawa sytuacja z Suchą Łapą miała miejsce już jakiś czas temu i tutaj akurat zwlekanie miało trochę mniejszą rację bytu, niż w przypadku Gąski; chociażby dlatego, że Szorstki zachował się naprawdę nagannie i potrzebna była doraźna reakcja, natomiast ze złocistą terminatorką… musiał nabrać pewności, a po rozmowie z nią z pewnością przyjdzie cały proces zmiany jej zachowania, o ile, oczywiście, będzie ona chciała taki rozpocząć. Westchnął ciężko. Splątana wciąż chorowała i nie mogła trenować, Mokry istniał gdzieś na pograniczu klanu… i najwyraźniej Szorstki też, tyle tylko, że ten miał coś za uszami i trzeba było zrobić z tym porządek.
– Może się wstydzi. Albo obawia? – mruknął, zastanawiając się nad powodami takiego zachowania ich przybranego syna. Nie przychodziło mu do głowy nic innego, bo chyba biało-rudy kocurek nie robił tego na złość? W zasadzie sam nie wiedział, czy powinien się czegoś takiego po nim spodziewać, bo jednak to jego słowne starcie z Suchym trochę wzbudziło jego wątpliwości.
– Dość zmartwień – mruknął nagle, po chwili milczenia, decydując się na obrócenie w stronę Sokoła i… zaatakowanie go wszystkimi łapami, tak, by go przekręcić z boku na grzbiet i by sobie z niego zrobić poduszkę. Całkiem wygodną zresztą, gdyby ktoś pytał. Po przewrotach w klanie Wichru przez długi dość czas zachowywał dystans do swojego partnera, tkwił w wątpliwościach i niepewności, ale teraz już… nie miał tych oporów. Zaczął cicho mruczeć, układając głowę na kryzie czarnofutrego kocura.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Trochę. Nie chciał zmuszać Zająca do tego, by zaraz biegł do Gąski i robił jej jakieś wykłady, w końcu istniała szansa na to, że na razie obaj reagowali zbyt emocjonalnie. Obserwowanie terminatorki również nie było takim złym pomysłem, ba, wydawało się być zdecydowanie dobrą opcją. Inaczej przedstawiała się sprawa Szorstkiego, która wciąż go bolała i denerwowała, ale nie do końca wiedział, jak ma do niego podejść. Przecież nie mógł biegać za nim w nieskończoność po obozie albo po terenach Klanu, byle tylko go złapać, nie miał na to również czasu, a teraz zaczynał czuć się mało komfortowo myśląc o kocurze, który powinien być już zdecydowanie bardziej dojrzały. Czy on zdawał sobie sprawę, że jego zachowanie miało również negatywne oddziaływanie na resztę jego rodzeństwa, a także na jego przybranych rodziców? Być może Zając faktycznie miał rację i Szorstki zdał sobie sprawę z tego, że zachował się nieodpowiednio, a teraz nie umiał po prostu przyjść i się do tego przyznać, może jego duma cierpiała z tego powodu? Sokół postanowił, że mimo wszystko spróbuje zabawić się w nadopiekuńczego rodzica i znajdzie go, choćby miał za nim chodzić i chodzić w kółko przez długi czas, taki był w końcu jego obowiązek. Chciał już podzielić się tymi przemyśleniami z partnerem, gdy ten całkiem niespodziewanie popchnął go i wywrócił na grzbiet, co Sokół przyjął ze zdziwieniem, zaraz jednak na jego pysku wykwitł krzywy, zaczepny uśmieszek, zaś w złocistych ślepiach pojawił się błysk znany jedynie Zającowi.
- Wygodnie? - wymruczał nieco rozbawiony. Czuł, że napięcie chwilowo z niego schodzi, pewne rzeczy zostały powiedziane i postanowione, nie musiał więc teraz martwić się tym, co się wydarzyło, co będą musieli zrobić i co ich jeszcze ostatecznie czeka. Polizał go po nosie unosząc się nieco w górę i poczuł ostatecznie, jak jego mięśnie się rozluźniają pozwalając mu na chwilę spokoju, na to, by nie zastanawiał się nad wszystkimi zmartwieniami Klanu.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Sprawy związane tak z terminatorami, jak i z ich przybranymi synami i córką były… trudne. Zajęczy Sus sam się sporo tym martwił, jednak podobnie jak czarnofutry kocur nie był w stanie złapać Szorstkiego w obozie od czasu, jak przyłapał go na tej dziecinnej kłótni z Suchym. Z pewnością to, co robił rudawy kocurek, nie było właściwe i tylko dodawało zmartwień, ale nie mogli przecież dzień i noc siedzieć w wejściu do obozu i czekać, aż się zjawi w okolicy. Starał się za to towarzyszyć czasami Mokremu, nie naciskając na niego, by ten zaczął się bardziej socjalizować, brać udział w życiu klanu i aktywnie trenować. Jeżeli młody kocurek nie był na to gotowy, to… cóż, Nie mogli go do tego zmusić, chociaż mimo wszystko wojownik liczył na to, że wkrótce się to zmieni. Splątana zaś wciąż chorowała i choć wydawało się, że jej stan się polepsza, to Zając się wciąż tym martwił i starał się codziennie kotkę odwiedzać w lecznicy… Ale nie o tym teraz. Starał się nie myśleć o tym wszystkim, odłożyć codzienne zmartwienia na bok… chociaż na chwilę, na kilkaset uderzeń serca, po prostu nie myśleć, nie analizować. Tylko on, Sokół, Barwna Łąka, wiatr muskający futro. Ciepło bijące z ciała drugiego kocura.
– Mmm – wymruczał cicho, słysząc pytanie kocura, rozciągając się wygodniej na swoim nowym legowisku. Poruszył lekko wąsami i dotknął swoim nosem nosa partnera w odpowiedzi. – Dość wygodnie. Mogłoby być lepiej, no aaale… niech będzie – dodał nieco zadziornie po udawanym zastanowieniu, mrużąc z rozbawienia jasnozielone ślepia.