Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Ciężkie. Trudne. Skomplikowane. Nie dało się tego inaczej nazwać, ale Sokół wciąż wierzył w to, że wkrótce wszystko się odwróci, że złapią wiatr w żagle i wszyscy wyjdą na prostą, przynajmniej starał się w to wierzyć, w końcu ciągłe życie w cieniu przeszłości czy lęków nie było tym, co mu odpowiadało. Oczywiście, mieli na głowie terminatorów, a on dodatkowo właściwie cały Klan, ale w końcu nawet wojownicy czasami potrzebowali odpoczynku, czasem po prostu chcieli uciec od świata, od tego, co ich otaczało, od bólu, cierpienia, śmierci i wymogów, jakie stawiało przed nimi życie. Nawet taka jednostka z kamiennym sercem jak Sokół potrzebowała chwili, gdy rozkuwała się z lodu, jaki otaczał jego majestatyczną sylwetkę i rozlewał się na ziemi niczym jakaś skóra z ubitej zwierzyny, a świat przestawał go interesować, kiedy jego światem na nowo stawał się jedynie Zając. Patrzył teraz na niego w górę nadal z tym samym zadziornym uśmieszkiem, jakby chciał mu powiedzieć, że tak naprawdę jeszcze tylko chwila i przewróci go na bok, po czym zrobi sobie z niego prawdziwą poduszkę. Wiedział oczywiście, że jest większy i cięższy od swego partnera, ale nikt przecież nie zabronił mu się z Zającem droczyć, czyż nie? Inna sprawa, że kocur chyba sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że raz na jakiś czas z prawdziwą przyjemnością znajdował się jednak pod ciałem syna Czyżyka.
- Lepiej? - zapytał mrukliwie, jakby chciał się z miejsca dowiedzieć, co jest nie w porządku, a potem uniósł łapy i zarzucił je na Zająca przyciągając go tym samym jeszcze nieco bliżej. Gdy ten dotknął nosem jego nosa wysunął język i polizał go po pysku bez żadnego skrępowania, przymknął ślepia, a z jego gardzieli dobył się pomruk, niższy jeszcze niż zazwyczaj, jakby niosący w sobie obietnice, jaką mógł odczytać jedynie Zając.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czy tak jednak nie było cały czas? Nieustannie stawali przed rozterkami, bólem, trudnymi sytuacjami, dylematami, lękami i wątpliwościami… by później było jednak lepiej, by jednak wyjść na prostą, chociaż przez chwilę, na momencik. Patrząc na całą historię klanu Wichru w ostatnich kilkudziesięciu księżycach to i tak można by powiedzieć, że ta prosta była tu i teraz. Po zawaleniu się obozu, po ogromnych konfliktach w klanie, po życiu w krzakach nad Mknącą Rzeką, wreszcie – przeprowadzce, zniknięciu przywódcy i kolejnym konflikcie… teraz rośli w siłę, nawet jeżeli wciąż zdarzały się pojedyncze trudne sytuacje, jak teraz z Gąską czy Szorstkim i Suchym, nawet jeżeli koty wciąż znikały z klanu czy umierały. Życie jednak miało to do siebie, że rzucało żyjącym kolejne kłody pod łapy, a oni musieli się po prostu przystosować i wyjść z tego jak najlepiej, na przykład urządzając sobie przytulasy na środku Barwnej Łąki, tak blisko granicy z Ziemiami Niczyimi. Tyle tylko, że nagle z przytulasów zaczęło wynikać coś więcej, niż miało w pierwotnym zamyśle Zająca, jeżeli wierzyć niskiemu pomrukowi dobywającego się z gardła Wichrowego zastępcy i nagłej fali ciepła, jaka uderzyła w buro-białego wojownika…
Ale, ha. Nie żeby mu to specjalnie przeszkadzało. W zasadzie to nawet wcale.
– A lepiej – odparł uprzejmie, po czym bezpardonowo zacisnął zęby na kępce futra wystającego z szyi Sokoła, by lekko pociągnąć go za sierść w swoją stronę. Całkiem jakby znajdowali się tak bardzo daleko od siebie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że teraz nie oddzielały ich łapy czarnofutrego, które znalazły się nagle na bokach syna Twardej Gwiazdy.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Ciągle. Wciąż coś stawało im na drodze, czy były to ciężkie sprawy, czy proste problemy, jakie jednak należało jakoś rozwiązać. Mało mieli czasu na prawdziwe zapomnienie, na chwile tylko dla siebie, gdzie nie musieli kłopotać się wszystkim dookoła. Takie jednak było dorosłe życie członków Klanu, którzy musieli wypełniać swoje obowiązki i dbać o innych, często zapominając właśnie o tym, że muszą zrobić coś dla samych siebie. I chociaż Zając i Sokół spędzali noce u swojego boku, dzielili się różnymi przemyśleniami, to dawno nie mieli już okazji do tego, by pędzić tak beztroskie chwile, w czasie których nikt im nie przeszkadzał, nikt niczego od nich nie chciał i mogli być w końcu tylko dla siebie, a nie dla innych kotów, które chociaż teoretycznie szanowały prywatność, czasem nie zdawały sobie chyba sprawy z tego, że ich problemy naprawdę mogą poczekać i nie trzeba rozwiązywać ich teraz i natychmiast. Skoro zaś byli tutaj w końcu sami, a na horyzoncie nie majaczył żaden inny kot, żadne niebezpieczeństwo, czy jakiekolwiek czarne chmury, Sokół postanowił to dobrze wykorzystać. Zresztą, wśród problemów, jakie mieli, taka bliskość, taka czułość w pełni właśnie poświęcana sobie nawzajem, była czymś niezwykłym, podnoszącym na duchu i niesamowicie ciepłym. I nie tylko.
- Tylko? Mam postarać się bardziej? - zapytał więc wciąż tym samym tonem i przyciągnął Zająca jeszcze bliżej, by potem chwycić go nieznacznie za sierść próbując dosięgnąć do jego ucha, ugryźć je, przytrzymać, czym pewnie jasno dałby mu do zrozumienia, jak poważne są obecnie jego zapędy. Brakowało mu ostatnimi czasy tego właśnie elementu ich relacji i śmiał podejrzewać, że synowi Twardej Gwiazdy również, nawet jeśli nie uświadamiali sobie tego w pełni.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie będąc w stanie się powstrzymać, wydał z siebie wibrujący pomruk. Nie był już tym samym młodym, przerażonym kotem bez jakiegokolwiek doświadczenia, by nie poznać, co się teraz tliło tak w nim, jak i w Sokole… poza miłością, którą przecież odczuwali każdego dnia. Nie był młodziutkim terminatorem, by bać się tego, do czego teraz nieuchronnie zmierzali. Nie, wręcz przeciwnie: dobrze sobie zdawał sprawę z tego, co się dzieje i w pewien sposób chciał sięgnąć po więcej, chciał i… mógł, przede wszystkim. Mógł, bo się nie bał reakcji Sokoła, bo się nie bał tego pożądania, jakie odczuwał, bo nie stresował się ciągle tym, jak w ogóle nazwać to, co jest pomiędzy nimi, i czy ta sama więź będzie też jutro, a nie tylko dzisiaj. Tak było na Stokrotkowym Zagłębiu… ale nie na Barwnej Łące. Teraz żadne myśli i zmartwienia nie miały wstępu do jego głowy. Byli tylko oni.
– Tak – odparł niskim, cichym głosem, wyciągając lekko szyję, jak gdyby pociągnięcie za ucho sprawiało mu niesamowitą przyjemność i chciał więcej. Więcej, więcej, aż kocur zdecydował się jednym płynnym ruchem lekko odsunąć od Sokolego Cienia i obrócić tak, by leżeć na brzuchu, jego mięśnie zaś pozostawały rozluźnione nawet w tym całym podekscytowanym oczekiwaniu, jakie teraz odczuwał całym sobą.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Pomruk. Sokół aż uśmiechnął się z przyjemnością widząc doskonale, jak Zając reaguje na to wszystko. Pamiętał to, co działo się dawno temu na Stokrotkowej Łące i zdawał sobie sprawę z tego, że wtedy był zdecydowanie bardziej ignorancki, tego nie dało się nazwać inaczej, w końcu był jeszcze młody i niedoświadczony. Teraz, tak samo jak jego partner, doskonale wiedział, co się w nich tli, do czego to prowadzi i czego oboje chcą. Brakowało mu tego. Zdecydowanie. Jego ciało aż zadrżało całe w pierwszej fali oczekiwania, a sierść na karku uniosła nieznacznie na jedno mgnienie oka, gdy aż cały się naprężył doskonale zdając sobie sprawę z tego, jaką przyjemność sprawia Zającowi. W tej chwili liczyli się tylko oni, tylko to, co było między nimi, całe to napięcie, które miało znaleźć ujście już za chwilę. Nie obchodziło go zupełnie to, co ktokolwiek mógłby sobie pomyśleć, nie obchodziło go zresztą nic poza Zającem, którego wibrujący głos zapłonął aż jasnym ogniem gdzie w głowie Sokoła, a następnie gorącą falą przemieścił się w dół jego kręgosłupa.
Zamruczał. Głęboko i gardłowo, kiedy tylko wojownik zsunął się z niego, by ułożyć się na brzuchu. Przekręcił się na bok, uniósł i nachylił nad Zającem, by ponownie ugryźć go nieznacznie w ucho, odetchnąć głębiej gorącym oddechem tuż przy jego policzku, przesunąć nosem po jego kryzie, aż w końcu chwycić go zębami za kark. Nie za mocno, ale w sam raz, by po prostu znaleźć chwilę wspólnego uniesienia, która miała wybuchnąć w jego głowie milionem gwiazd (...)
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Inaczej. Było jakoś inaczej. Może dlatego, że przeszli swoje od ostatniego razu, że upłynęło tyle czasu, że byli w innym miejscu (dosłownie, biorąc pod uwagę przenosiny na nowe tereny, i w przenośni), że nawet ich relacja uległa zmianie, jak i oni sami. Może dlatego, że nie było żadnych wątpliwości i strachu, a wręcz… cóż, Zając po chwilowym kryzysie towarzyszącym rewolucji w klanie czuł się jakby… silniejszy i bardziej pewny, również w ich związku. Wszystko to było jakby naturalne. W końcu przeszli razem przez tyle burz, że teraz zdawali się być niezniszczalni. Oczywiście wiedział, że różnie może się jeszcze potoczyć w życiu, że nic nie jest na zawsze… ale teraz czuł się tak, jakby ta chwila mogła być właśnie na zawsze. Nie będzie, konieczny będzie powrót do rzeczywistości, ale teraz byli tylko oni, oni i Barwna Łąka, i nie liczyło się nic, co na zewnątrz, ba, nie liczyły się nawet myśli. Wydał z siebie kolejny niski pomruk, czując zęby Sokoła na swoim karku, a to, co nadeszło, sprawiło, iż poczuł się, jakby każdy skrawek jego ciała zapłonął dziwnym, przyjemnym ogniem. (…)
Ale nic nie trwa wiecznie, jak już mówiłam. Wszystko się kończy, małe i wielkie chwile, wzloty i upadki, rzeczy dobre i złe… uniesienia też. Przez długi czas milczał po prostu, leżąc z zamkniętymi oczami, wpleciony niemal w swojego partnera, pewny, że ten będzie czuwał. Że nie pozwoli, by coś się stało. Że go obudzi, gdyby zdarzyło mu się zasnąć, na co zaczął czuć dziwną ochotę. Że będzie tu, gdy otworzy znowu ślepia.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Razem. Właśnie to się teraz najbardziej liczyło, nic innego, tylko to, że byli obok siebie i byli ze sobą. Sokół nigdy nie chciał wycofywać się z tego związku, z ich relacji, ale w przeciwieństwie do Zająca zdawał się być po prostu nieco bardziej okrzepły w swych uczuciach, a może po prostu tak stały, jak prawdziwy głaz. Przeczekał całe zło, jakie nadeszło wraz z rewolucją w Klanie, przeczekał gniew syna Twardej Gwiazdy, przeczekał dokładnie wszystko, bo był pewien, że to, co ich łączy, jest silniejsze niż największe nawet zawirowania. Starszy wojownik był po prostu przekonany o tym, że jedynie śmierć zdoła ich tak naprawdę rozłączyć, w końcu nie dało się tak łatwo zerwać czegoś, co budowało się przez księżyce, co stawało się najpierw podmurówką, a później już całą budowlą, która chociaż chwiała się nie raz, miała zbyt mocne fundamenty, by faktycznie móc się zapaść. Obok tego wszystkiego były zaś chwile takich właśnie uniesień, które z całą pewnością cementowały to, co się między nimi działo, dodawały temu wszystkiemu blasku i jednocześnie jakiejś niepokornej siły.
Zamruczał. Cicho, głęboko i przeciągle przymykając nieznacznie ślepia. Zamierzał czuwać przez cały czas jednocześnie rozkoszując się bliskością Zająca, jego obecnością bez tych wszystkich innych wojowników, którzy kręcili się po legowisku. Bez kotów, które mogły coś chcieć, bez terminatorów oczekujących porad i obecności, bez zmartwień i problemów. Sokół najwyraźniej zamierzał jeszcze przez dłuższą chwilę bujać w obłokach, gdzie mógł czuć się całkowicie wolny. Raz na jakiś czas naprawdę na to zasługiwał.
//zt (?)
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Szybkie bicie serc, w końcu ustępujące na rzecz miarowego tempa. Ciepło. Cisza i spokój – wokół nich i w nich także, a przynajmniej w Zającu. Jego umysł nie dopuszczał już w ogóle myśli na temat Gęsiej Łapy, Szorstkiego, Splątanej, Mokrego, treningów, kocięcych kłótni w klanie, czy innych zmartwień, jakie miał ostatnio na głowie i na barkach. Wystarczająco dużo się skupiał na tym w każdej innej chwili, by teraz po prostu sobie odpuścić. Mruczał, tworząc swego rodzaju harmonię z Sokolim Cieniem, a po pewnym czasie, w półśnie, wymamrotał do swojego partnera „kocham cię”, z taką samą łatwością i naturalnością, z jaką przychodziło mu oddychanie, w końcu jednak jego ślepia uchyliły się leniwie i uniósł wzrok na czarnofutrego kocura, po czym lekko trącił jego pysk nosem. Czas wracać. Czas wyrwać się z tej magicznej bańki i znowu wrócić do rzeczywistości… zwłaszcza, że spędzili tu dość długo czasu.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Jak to miałam w zwyczaju, byłam na ziółkach. Szukałam medykamentów, choć o tej porze roku było ciężko, ale nie była to dla mnie przeszkoda. Tego dnia zdecydowałam się udać w okolice Barwnej Łąki, bliżej granicy. Liczyłam na znalezienie tam cennych lekarstw i nie zawiodłam się. Nie zebrałam nie wiadomo ile, jednak była to zadowalająca ilość i z pewnością przydadzą mi się one w najbliższym czasie. Lubiłam to robić. Z jakiegoś powodu czułam się wtedy oderwana od rzeczywistości, dziwnie spokojna i odprężona. Czułam się taka... wolna od wszelkich złych myśli, których w mojej głowie ostatnimi czasy nie brakowało.
/Gwiazdka >:0 + granice z niczyimi pozajmowane, więc jest tu
Gwiazdka ubarwieniem przypomina mieszankę swoich rodziców. Szare futerko pokryte jest niemal w całości różnymi ozdobnikami w kolorach czerni i miedzi. Na łapkach i ogonie są to w głównej mierze cętki, które na grzbiecie zmieniają swój kształt na nieregularne zawijasy i plamki w rudo-brązowych odcieniach. Na szyi oraz głowie, ozdobniki te układają się natomiast w tradycyjne pręgi. Białe futerko pojawia się na podgardlu i ciągnie w stronę pyszczka, aż do ciemno różowego noska. Jej oczy mają intensywną, zielono-niebieską barwę. Koteczka ma niewielkie formaty - mała i drobna, z proporcjonalną budową i wzrostem wiecznego terminatora nie wygląda zbyt imponująco.
Gwiazdka jest przede wszystkim bardzo bezpośrednia. Szczerość stoi na podstawie jej charakteru. Pozbawiona empatii, uparta, pewna siebie i drażliwa. Nadal płynnie przechodzi z gniewu w śmiech, nie przykładając wagi do emocji i uczuć, ani swoich ani innych. Chociaż pobyt na osiedlu poprawił jej umiejętności komunikacyjne, nadal cechuję ją pewna toporność i prostota w myśleniu. Nieco bardziej złośliwa niż kiedyś, nieco mniej ambitna. Wiecznie urażona i nieco nadąsana, bardzo pogubiona. Nadal bardzo głośna, gotowa dążyć po trupach do celu, o ile jakiś znajdzie. W zasadzie niegroźna.
Niektóre koty miały tak, że jak im wpadło coś do głowy, to poświęcały chwilę analizie, czy powinny przechodzić do realizacji. Gwiazdka czegoś takiego nie miała, w 100% ufając swojej intuicji, bo skoro wpadło jej do głowy co mogłaby zrobić, to nic nie stało na przeszkodzie, by faktycznie to zrobić. W tym przypadku - odwiedzić Klan Wichru, jak gdyby nigdy nic. Następnego dnia po rozmowie z Gradowym Podmuchem, wybrała się więc na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki i wbiła w Szare Topole, trzymając się na dystans od osikanych krzaczków i zerkając raz po raz na wichrowe tereny w poszukiwaniu jakiegoś egzemplarza wichrzaka. Przeszła niemal cały jeden graniczny bok, nim w końcu do jej nosa dotarł zapach obcego, nieznanego jej kota. Oho, mam cię. Niczym nie zrażona, wypełzła z Szarych Topoli, zakręcając równo z granicą i wyciągając głowę, by zlokalizować tubylca. Biała kocia sylwetka nie przynosiła ze sobą absolutnie żadnych wspomnień, ale dla Gwiazdki nie był to problem. Zaraz nadrobi braki.
- Ekhm. - chrząknęła głośno, chcąc zdradzić swoją obecność zanim ktoś uzna, że jest za blisko, by tracić czas na zadawanie pytań i udzielanie odpowiedzi. - Chciałam spytać, czy w Klanie Wichru przebywa aktualnie Szałwiowy Dym? - spytała bardzo bezpośrednio, spoglądając na białą kocicę i dopiero po chwili, orientując się, co tamta trzyma w pysku. Medykamenty. Spojrzenie Gwiazdeczki rozbłysło, a jej mordka nieznacznie się uchyliła. Oczywiście, nieznajoma wcale nie musiała być Medykiem, jeden liść w mordzie w zasadzie nie oznaczał więcej, niż że ktoś poinstruował ją co może a co nie może wsadzać sobie w pysk, ale i tak. Nieznajoma mogła być jej koleżanką po fachu, co w córce Piorunopręgiej budziło wiele sprzecznych ze sobą emocji. Oblizała nos, czekając na odpowiedź.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
W mojej głowie nie działo się właściwie nic. Nie myślałam o niczym, po prostu zbierałam medykamenty, aż usłyszałam chrząkniecie. Natychmiast odwróciłam głowę w tamtym kierunku, a moim oczom ukazała się buro-ruda kocica. Ciekawa byłam, czegóż to mogła szukać - na pewno nie należała do żadnego klanu, bo nie czułam od niej znajomej woni, ale gdy już się dowiedziałam... uznałam, że wolałam nie widzieć. Z trudem utrzymałam pazury na miejscu, gdy usłyszałam to imię. Było mi gorzej przez samo jego brzmienie, jednak pilnowałam się, by zdradzić nic nieznajomej. Odłożyłam zebrane zioła na ziemię, by móc bez przeszkód odpowiedź.
- Nie. Zniknął wiele księżyców temu. Jedyne co po sobie pozostawił to terminatorkę bez żadnej wiedzy - odparłam, na końcu prychając. Nie potrafił nikomu powiedzieć, że nie da rady, że to wszystko go przerasta. Wolał tak po prostu zostawić nas z tym wszystkim, mnie. Mysi móżdżek, strawa wron. - A czemu pytasz? - no bo musiała mieć jakiś konkretny cel. Musiała go skądś znać.
Gwiazdka ubarwieniem przypomina mieszankę swoich rodziców. Szare futerko pokryte jest niemal w całości różnymi ozdobnikami w kolorach czerni i miedzi. Na łapkach i ogonie są to w głównej mierze cętki, które na grzbiecie zmieniają swój kształt na nieregularne zawijasy i plamki w rudo-brązowych odcieniach. Na szyi oraz głowie, ozdobniki te układają się natomiast w tradycyjne pręgi. Białe futerko pojawia się na podgardlu i ciągnie w stronę pyszczka, aż do ciemno różowego noska. Jej oczy mają intensywną, zielono-niebieską barwę. Koteczka ma niewielkie formaty - mała i drobna, z proporcjonalną budową i wzrostem wiecznego terminatora nie wygląda zbyt imponująco.
Gwiazdka jest przede wszystkim bardzo bezpośrednia. Szczerość stoi na podstawie jej charakteru. Pozbawiona empatii, uparta, pewna siebie i drażliwa. Nadal płynnie przechodzi z gniewu w śmiech, nie przykładając wagi do emocji i uczuć, ani swoich ani innych. Chociaż pobyt na osiedlu poprawił jej umiejętności komunikacyjne, nadal cechuję ją pewna toporność i prostota w myśleniu. Nieco bardziej złośliwa niż kiedyś, nieco mniej ambitna. Wiecznie urażona i nieco nadąsana, bardzo pogubiona. Nadal bardzo głośna, gotowa dążyć po trupach do celu, o ile jakiś znajdzie. W zasadzie niegroźna.
- A-HA! - zawołała z triumfem w głosie Gwiazdeczka, uśmiechając się szeroko. Wiedziała, no wiedziała. Jak tylko usłyszała od Gradowego Podmucha co ta Szałwiowa wypluwka zrobiła, była niemal PEWNA, że kocura ostatecznie zjadły wyrzuty sumienia i pewnie ruszył na pierwszy lepszy stok, żeby sturlać się dramatycznie wprost pod koła potwora dwunogów. Żałosne. Co jedynie potwierdzało je teorię, że sam wybrał Malinowy Nos na przywódczynię, popuszczając pewnie ze strachu, na myśl, że miałby ogłosić Klanowi, iż należy trzymać się Kodeksu wybrać Gradowego Podmucha. Wszystko w głowie Gwieździstej Ścieżki składało się w jedną, spójną całość. - Typowe. Był zwykłym tchórzem, nie Medykiem. - rzuciła pogardliwie córka Piorunopręgiej, marszcząc nos. Ton głosu nieznajomej brzmiał... niechętnie. Gwiazdka nigdy nie była dobra w odczytywaniu emocji, ale prychnięcia nie była w stanie zinterpretować inaczej, niż jako taką samą pogardę, z jaką ona sama odnosiła się do sylwetki kocura. Niestety, punktów dedukcji nie wystarczyło, by domyśliła się, iż to może właśnie biała kotka jest tym pozostawionym terminatorem Medyka.
- Z ciekawości. - odpowiedziała szczerze. Wiele rzeczy robiła wyłącznie z niezdrowej ciekawości. - Słyszałam od waszego byłego Zastępcy, że miał swój udział w wyborze nowej władzy i chciałam przekonać się, czy nadal pełni rolę Medyka Klanu Wichru. - dodała, wzruszając lekko barkami. Już dodała 2 do 2, już miała swój wynik. - Chciałam go spytać o parę rzeczy, ale zapewne zabrał ze sobą wszystkie odpowiedzi. - mordka szylkretki ponownie się wykrzywiła. - Wiesz może czy ze sobą skończył, czy na to również był ZA SŁABY? - spytała bez owijania w bawełnę, domyślając się że jeśli zawitał już na Srebrną Skórkę, to możliwe że odwiedził kogoś we śnie. Niesamowite, jak szybko wepchnęła Niezapominajkowe Serce w ten sam wór, w którym mocno trzymała Jasnego Poranka, Jaskółczą Nadzieję, Malinowe Chaszcze i Deszczową Noc. Pokraki, nie Medycy.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Podniosłam lekko brew, słysząc triumfalny okrzyk kocicy. Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale nie wzbudziła ona we mnie również żadnych innych emocji. Najwidoczniej nieznajoma miała identyczne zdanie o Szałwii co ja, zresztą słusznie.
- Był słaby. Zdecydowanie ZA SŁABY, żeby pełnić tak ważna funkcję - dodałam od siebie. Szałwia robił z siebie męczennika, tłumaczył jak to medykowi nie jest ciężko, bla bla. Owszem, miał rację. Tak było. Ale nie była to rzecz, z której trzeba było spowiadać się całemu klanowi. Trzeba nadstawić karku i być gotowym na kolejny cios, a nie leżeć i użalać się nad sobą. Przyznaję, z początku miałam podejście podobne jak on, chciałam przy nim być, wspierać go, razem ze wszystkim dalibyśmy sobie radę. Był moim... przyjacielem. Ale dał mi najcenniejszą lekcję, jaką mógł. Życie nie jest takie, jak nam się wydaje. Nikomu nie wolno ufać, nigdy nie wiadomo, kto zrobi ci największą krzywdę. Można polegać jedynie na sobie i na nikim więcej.
Słysząc: "poprzedni zastępca" strzepnęłam uchem. A więc Gradowy Podmuch nie odszedł na tyle daleko, by coś go zjadło, albo słuch o nim zaginął. To ciekawa informacja i na pewno będę musiała powiedzieć o tym Sokołowi, albo Malinowej Gwieździe. W zależności od tego, na kogo wpadnę najpierw.
Nie rozumiałam do końca, czy nieznajomej chodzi o to, czy Szałwia nadal pełni funkcję Medyka, czy nie, dlatego zdecydowałam się odpowiedzieć na swój własny sposób, poniekąd ignorując wypowiedź kocicy.
- Szałwiowy Dym jest uznawany za zdrajcę. Nikt go nie widział od dawna. Nie powiedział nawet gdzie idzie, kłamał wszystkich, że chodzi po medykamenty, aż pewnego dnia po prostu nie wrócił. Może coś go zjadło, może ruszył na poszukiwania szczęścia, kto go tam wie. Klan Wichru ma nowego Medyka, takiego, który ma twardy kark i nie ugnie się pod wpływem emocji, czy jakiejkolwiek presji. Niezapominajkowe Serce pozostał jedynie wspomnieniem, dobrym bądź nie - dla mnie natomiast był cierniem, który wbijał się w moje serce ilekroć ktoś tylko o nim wspomniał. Nienawidziłam go, zostawił mnie ze wszystkim samą, naraził na to, czego sam się obawiał - na krzywe spojrzenia, a mimo to, gdzieś w głębi, martwiłam się o niego, choć zdecydowanie bardziej liczyłam na to, że już nigdy nie będę musiała na niego patrzeć.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
*** Przepraszam, ale muszę tutaj ze względów fabularnych. Jak coś omincię moją sesje z Miętką i prowadzcie swoją dalej. Czy coś.
Wilk tropem Żaby i Ropuchy dotarł w końcu na Barwną Łąkę. Nie chował się jakoś bardzo przed terminatorami, którzy przesiadywali w pobliżu Jasnej Skały. Po prostu obserwował. Patrol, nic szczególnego. - Miętko, w sumie nie mieliśmy okazji się poznać, ale pewnie tak jak Zaśnieżona mówiła wiele mi o tobie tak pewnie Skrzek wiele tobie opowiedział o mnie. - Mruknął zaczynając. - A chciałem z tobą porozmawiać o twoim konflikcie z... Zaśnieżoną. - Spojrzał na kotkę. Miał nadzieję, że ona nie ucieknie ani nic z tego rodzaju. Chciał po prostu aby kotka go wysłuchała i sam podjęła decyzję. - To, co musisz wiedzieć na samym początku (i to co zapewne wiesz), Zaśnieżona jest nie tylko wspaniałą kotką, ale tak bardzo... zawziętą. Dla niej bycie wojownikiem i bycie wspaniałym wojownikiem to nie jest tylko ranga. To jest coś więcej. Oślepiła ją pewna zazdrość, bo sama chciała zostać mianowana jako pierwsza. Wiem, że nie jest to świetne wytłumaczenie, ale każdy ma jakieś wady. - Wziął głęboki oddech. - Potem bała się do ciebie podejść bo kazałaś się do siebie nie zbliżać. A ona się boi, że zrani Cię tym jeszcze bardziej i sama nie wie co ma zrobić. Miętko, ona żałuje. Bardzo, bardzo, bardzo żałuje tego jak postąpiła tamtego dnia i chciała by abyś jej wybaczyła. - Mruknął spoglądając w jej ślepia. - Jesteście wspaniałymi siostrami, które trzymały się razem odkąd... sięgam pamięcią. I w sumie tu już musisz ty zdecydować - czy chcesz się z nią pgodzić czy nie. Jeśli tak to... wystarczy rozmowa. - Dodał odwracając wzrok w stronę Żaby. - A tak na marginesie jesteśmy tu też po to aby obserwować Żabę... Żabią Łapę.
/Miętka
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Przez całą drogę z obozu Mięta zastanawiała się, o jaką konkretną sprawę chodziło czarnemu wojownikowi. Miała swoje przypuszczenia - dotyczące Zaśnieżonej Łapy, bo jakżeby inaczej, skoro Wilk był jej partnerem - jednak nie chciała przyspieszać faktów. Mimo to, prawie wbrew sobie, tworzyła w głowie coraz to nowsze scenariusze, o co mu chodziło i jak to przekaże, co ona powinna odpowiedzieć, ale kiedy w końcu syn Czajki przemówił, wszystko z jej głowy wyparowało.
Słuchała jego słów w milczeniu, zaciskając wargi i patrząc wszędzie, tylko nie na kocura, aż w końcu skupiła wzrok na nowych terminatorach będących nieopodal, których tropem zmierzali. Jej uszy były odchylone do tyłu, a ogon kołysał się delikatnie, nieco za szybko, żeby móc uważać, że to było spokojne.
Kiedy skończył, nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na Żabę, którego Wilk miał obserwować, a więc i szylkretka zapewne też, skoro jest z nim na patrolu. Miała nadzieję, że kociak nie zrobi sobie nic głupiego, szczególnie, że czarna koteczka przyszła tu z nim.
Zerknęła na Wilka po raz pierwszy, odkąd poruszył ten delikatny temat i zastanowiła się, co mu może powiedzieć. Czy ma on w głowie wykreowany idealny obraz jej siostry, która przecież idealna nie jest, czy jednak dostrzega jej wady? Nie chciała i z niego robić sobie wroga, jednak... On też znał Zaśnieżoną dobrze. Może był jedynym kotem w całym klanie, który mógł zrozumieć i jej punkt widzenia. Choć prawda była taka, że jego słowa, wcześniejsze słowa Skrzeczącej Łapy i sam wygląd Śnieżynki sprawił, że złotooką od środka zaczynały pożerać wyrzuty sumienia.
Odchrząknęła, zastanawiając się, od czego zacząć i znów zwróciła wzrok w stronę Żabiej Łapy.
- To nie było moją winą, że byłam mianowana przed nią. - zaczęła w końcu, mamrocząc pod nosem. - Po prostu... Tak wyszło. Miałam powiedzieć Lśniącej Sadzawce że wolę siedzieć i nic nie robić w legowisku terminatorów bo ona ma z tym jakiś problem? - rzuciła ciężkim tonem, znów patrząc na Wilka. - I ona wyszła z mojej ceremonii, w chwili mojego mianowania, Wilczy Pomruku. - dodała, a w jej oczach na moment zalśniły łzy, mrugnęła jednak, by się ich pozbyć. Prawda była taka, że ten fakt nieco bardziej zapiekł ją później, po tej ciężkiej rozmowie, niż faktycznie w momencie ceremonii. - Dla Zaśnieżonej zawsze byłam tą słabszą, głupszą, która nie nadaje się do życia w klanie. Nieraz słyszałam, że nie nadaję się na wojownika, a nagle zostałam mianowana szybciej. - zamilkła na moment. Nie, wcale jej nie chodziło o to, że czuła się lepsza od siostry, czy kogokolwiek, bo została mianowana w tak młodym wieku, bo tak nie było. - I jeszcze znalazłam kogoś, kto mnie koch... Bardzo lubi. I mimo że ona ma ciebie, to też jej nie pasuje to, że spotykam się ze Skrzekiem. - przecież tego dotyczyły słowa białej kotki, że ma sobie odejść do Skrzeka bo jest zbyt tępa, by rozumieć jej stan. Choć szczerze mówiąc dopiero Gąska jej otworzyła oczy na to, że, choć biała ma partnera, mogłaby mieć problem z tym, że też ta słabsza od niej znalazła kogoś, kto ją ceni za to, kim jest. A Mięta nie chciała wybierać między dwoma najważniejszymi dla siebie kotami, choć los chyba zdecydował za nią. A może jednak nie? Wystarczy rozmowa, tak czarny powiedział, prawda?
Czy dwoje braci zmówiło się, próbując szylkretkę przekonać do pogodzenia z siostrą? Bo najwyraźniej tak to wyglądało, przynajmniej dla Mięty. Zerknęła gdzieś w bok, próbując zignorować narastające kłucie w klatce piersiowej.
- Rozmowa? - szepnęła na wydechu, nawet ciszej, niż zamierzała. - Mam ją przeprosić za to, że okazałam się nie być tą gorszą, bo ona nawet nie chce się do mnie zbliżać? - teraz już wbiła wzrok we własne łapy, próbując powstrzymać łzy, bo drżącego głosu podczas ostatniego zdania już nie do końca była w stanie opanować.