Wetchnęła cicho, słuchając uważnie tego, co Wilk mówi, a na jej pyszczku pojawiła się ponura powaga. Nie brzmiało to zbyt dobrze, szczególnie, że był w to zamieszany jej partner.
- Może powinniśmy oboje porozmawiać ze Skrzeczącą Łapą na temat waszej siostry? - podsunęła Wilkowi pomysł, przy okazji delikatnie przypominając, że jest jego partnerką, i jeśli Wilk miałby do niego jakąś sprawę, śmiało może ją załatwić przez szylkretkę. Co jak co, ale ich spotkania nie ograniczały się tylko do namiętnych miłostek i samego tulania, o nie, przecież rozmawiali też ze sobą! Co prawda ostatnio trochę mniej, jednak Mięta planowała to naprawić.
Po kolejnych słowach Wilka zrobiło jej się przykro. Współczuła mu, bo sama tak naprawdę wiele nie przeszła aż tak tragicznych chwil. Bieliczek zniknęła, zanim jeszcze zdążyły się jakoś bardziej polubić, a reszta jej rodziny żyła i, przynajmniej fizycznie, miała się dobrze, nie wiedziała więc, z czym wiąże się żałoba. Dla niej to było tylko na zasadzie, że koty rodzą się i znikają. Słyszała jednak, że czarnemu wojownikowi było z tym ciężko. Przysunęła się więc do niego i w geście pocieszenia delikatnie otarła się o jego bok.
- Nie krępuj się. - powiedziała łagodnie i dość cicho, a jeśli na nią spojrzał, posłała mu delikatny uśmiech. - Domyślam się, że jest ci ciężko. - zamknęła pysk i badawczo wpatrywała się w kocura przez moment. - Jesteś silnym kocurem i na pewno twoi bliscy wiedzą, że mają w tobie wsparcie, ale też czasem będziesz potrzebował komuś się zwierzyć. - zauważyła delikatnie. Brońcie Gwiezdni, nie chciała mu sugerować, że jest zły bo ma uczucia, bo każdy je ma. - A jeśli już przyjdzie ci na to ochota, zawsze możesz umówić się ze mną na patrol czy coś, a chętnie wysłucham i nikomu o tym nie opowiem. - spojrzała na dwójkę świeżych terminatorów i lekko zacisnęła wargi. Czy ona właśnie złożyła czarnemu kocurowi coś na kształt oferty przyjaźni? No cóż, chciała pomóc czarnemu, jeśli tego potrzebował, i nawet jeśli nie mogła mu dać dobrej rady, to mogła chociaż wysłuchać, bo w tym była dobra. Pytanie tylko, czy Wilk przystanie na tą propozycję.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Westchnął. - Wiesz? To chyba nie tak, że on do tej pory ją gnębi czy coś. Skwar... jest delikatna jak płatki róży. Łatwo ją urazić, jedno złe słowo i zamyka się na zawsze obawiając się braku zrozumienia. Skrzek w młodości był zaczepny i nieco wredny ale wydaje mi się, że to był jakiś ... jednorazowy występek. Że się pokłócili. Skrzek wydoroślał, nie mam co do tego wątpliwości. Jednak nie o to chodzi - wiadomo, że kociaki lubią się kłócić, dogryzać sobie i tak dalej. Tutaj bardziej chodzi o samą Skwar, która... hm... chyba jest na tyle delikatna, że w niej takie wydarzenie może siedzieć. Do tego śmierć Mroza i Pokrzywy... to ją pewnie dobiło kompletnie, nie radząc sobie znikała, nie pojawiała się na treningach. Nawet ciężko ją było znaleźć żeby porozmawiać, a przecież ciężko się ukryć na naszych terenach. No bo gdzie? Jak już ją znalazłem i zacząłem rozmawiać mówiąc jej, że może mi powiedzieć wszystko, może nawet nieco naciskając to miałem wrażenie iż ta się oddala ode mnie. Jakby z każdym złym, niepotrzebnym, źle zrozumianym słowem robiła krok w tył zanurzając się w cieniu. - Odparł wlepiając w nią spojrzenie. - Problem nie tkwi w Skrzeku. Tylko w Skwar, a obawiam się, że na tyle ciężko do niej dotrzeć, że nawet nie da sobie pomóc. Wiem, że sama musi coś zrozumieć, do czegoś dotrzeć ale chyba mocno sobie zakorzeniła w sobie złe wydarzenia i no... dzieje się z nią to co się dzieje. A martwię się, bo Mróz umarł nagle... potem nawet nie wiedziałem, że Pokrzywka nie chce jeść mięsa i przez to też zmarła. Pewnie było to również związane ze śmiercią Mroza, ale wiesz... nie zdażyłem nawet zareagować. Nie chcę żeby i zniknęła mi z życia Skwar. Została jedyną siostrą, bo reszta też jakoś... coś się z nimi stało i nie wiadomo co. - Kolejny potok słów wyrwał się z gardzieli. Ale musiał w końcu to powiedzieć. Komuś, komukolwiek. Nawet w eter. Nie wiedział czy jego słowa mają sens i czy nie ma w nich sprzeczności, bo czuł wiele. Szczęście, smutek, roztargnienie, ból, zmęczenie, radość, zrezygnowanie. Wszystko to gnębiło go odkąd zaczęło znikać lub umierać rodzeństwo. Nieba nie ma, Zimno też znów gdzieś się zapodziała. I kij wie co z nimi. Został Wilk, Skrzek, Skwar i Krzemyk. - Dziękuję. - Rzekł zgadzając się na propozycję kotki. W sumie nowa przyjaciółka to nowa podpora, nowe możliwości, nowe spojrzenie na świat. - Co do Skwar - nie wiem. Wydaje mi się czasem, że ona musi to wszystko po prostu przeboleć. Jednak takie czekanie jest straszne. - Machnął ogonem uśmiechając się lekko na przyjacielskie otarcię się Miętki. - Już nie mówiąc o tym, że czas i mojej babci się kończy. Czuję to, w kościach. I ona też. Po prostu wiem. Straszne to uczucie. Czekanie na nieuniknione. Nawet już ciężko ją gdziekolwiek spotkać. - Wzruszył ramionami. Babcię kochał bardzo mocno. - I nie wiem... jak Czajka na to zareaguje. - Odkąd wydoroślał mame zaczął bardziej uważać jak przyjaciółkę, a ojca za przyjaciela i niezłego kompana do polowań. - W sensie córka babci czyli moja mama. Ugh... - Wlepił spojrzenie w dwójkę terminatorów, którzy nadal nie wykazywali większej reakcji na cokolwiek. Dobrze, że jest tu Miętka. Inaczej zanudziłby się na śmierć. Jeśli Żaba i Ropucha nie wykażą jakiejś większej aktywności to Wilk chyba da sobie spokój. Jakby chcieli opuścić granicę to zrobili by to dawno temu. A jednak dał słowo przywódczyni i nie łatwo przyjdzie mu je złamać. O ile w ogóle.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Wysłuchała kocura w milczeniu, kiedy opowiadał o Skwar. Nie przerywała mu, kiedy potrzebował chwili na oddech, na przemyślenie kolejnych słów, po prostu była tam i słuchała, delikatnie zagryzając policzek od środka. Wilk był taki młody, a już miał wiele na głowie, problemy ze Skwar, śmierć rodzeństwa, jeszcze do tego jej kłótnię z Zaśnieżoną, przez którą Mięta zaczęła się głupio czuć w tym momencie. Ten czarny kocur nie zasłużył na takie problemy. I jeszcze do tego foszek Żaby, który wyglądało na to, że powoli przemyślał swój wybuch. I kolejna rewelacja - Krzykliwa Mewa, której do Gwiezdnych było bliżej niż dalej.
Westchnęła cicho, po czym położyła swój puszysty ogon na czarnym grzbiecie.
- Nawet sobie nie wyobrażam, jaki to jest ciężar. - mruknęła miękko. - Ale nie możesz wszystkim sam się przejmować, bo w końcu możesz nie wytrzymać. - posłała mu lekki uśmiech, po czym obserwowała młodego terminatora, który ruszył w stronę obozu. - O, a oto jeden problem chyba ma szansę na niedługie rozwiązanie. - mruknęła, po czym wstała i przeszła kilka kroków, wtedy stanęła i poczekała na czarnego, a kiedy do niej dołączył, ruszyli w końcu do obozu.
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Westchnął. Jak miał się nie przejmować? To niemożliwe, niewykonalne. Na głowie miał tyle rzeczy, że już nie wiedział za co się wziąć. A wszystko wydawało się takie... nijakie pod względem wykonalności. Bo niektóre sprawy łatwo rozwiązać, a na niektóre nie miał wpływu i to bolało najbardziej. - Może masz racje, może nie powinieniem się tak przejmować ale zawsze łatwiej jest coś powiedzieć niż faktycznie wcielić to w życie. Niemniej dziękuję za wysłuchanie. - Odparł i spoglądając nieco smutno na kotkę zaczął myśleć ile czasu zostało Krzykliwej. Pewnie nie za wiele.
Na kolejne słowa Miętki podniósł uszy i skierował wzrok w stronę terminatorów, którzy udali się w końcu w stronę obozu. - Oho, może ochłonął. - Mruknął uśmiechając się lekko. Niedługo potem ruszył wraz z Miętką do obozu.
zt/ thank ;d
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Pora Nowych Liści zawsze działała na niego dobrze – za każdym razem czuł się lepiej, gdy stopniał śnieg, a słońce przyjemnie przygrzewało. Budziła pozytywne uczucia, wskrzeszała nadzieję, odganiała lęk, łagodziła smutek… Cały obieg pór temu oznaczała zmianę terenów i rozpoczęcie nowego rozdziału w dziejach czterech klanów. Natomiast co przyniosła Zajęczemu Susowi tym razem? Cóż… nieco mieszane uczucia. Z jednej strony zaczynał akceptować śmierć matki, jednak to z Porą Nowych Liści z jakiegoś powodu najbardziej kojarzyła mu się matka, która pokazywała mu różne rodzaje kwiatów i miejsca na starych terenach… kojarzyła mu się z kolorowymi kwiatami, rozrastającymi się trawami, słońcem, młodymi listkami, zapachem roślin. Siłą rzeczy to wszystko teraz go atakowało, czego był boleśnie świadomy, stawiając kolejne kroki, gdy szedł przez Barwną Łąkę, na której zaczynały nieśmiało wychylać się pierwsze kwiaty… W końcu jednak poczuł, jak od grzejącego słońca wcale nie ma ochoty iść dalej, że chce przysiąść, powygrzewać się na słońcu, tak, jak czasami robił z matką. Położył się więc na boku i zaczął myć przednią łapę.
Kret jest sporym, postawnym kocurem o szerokich barkach i stosunkowo krótkim ogonie. Jego sierść jest krótka i szorstka, w jednolicie niebieskiej barwie, pozbawioną jakichkolwiek znaczeń. Kocur często zapomina o tym że powinien o to futro czasem zadbać, wiec co jakiś czas można na nim zobaczyć jakieś liście czy plamy. Posiada też zielone, nieco skośne oczy i niezbyt przychylny wyraz pyska.
Zbyt dużą inteligencją to on nie grzeszy, to trzeba przyznać na starcie. Siłą owszem, inteligencją raczej nie. Pamięć złotej rybki. Ogólnie mimo srogiego wyrazu psyka, jest miłym kocurem, który w niektórych wypadkach działa szybciej niż myśli.
Rozmarynowa Łapa [KR]
Niby był proszony o to by nie wychodzić z obozu nim nie nauczy się walczyć, ale jakoś zapomniał o tej prośbie. Łapy zaniosły go w miejsce gdzie zaczęło pojawiać się wyjątkowo dużo kwiatów. Były jeszcze małe, ale i tak było ich dużo. Nagle zauważył burego kocura leżącego na boku i myjącego się. Sukces! To nie był czarny kot! Jeśli go pozna łatwiej będzie go zapamiętać. Niebieski kocur postanowił podejść do tego osobnika i trochę mu przeszkodzić w myciu.
- Cześć - przywitał się siadając niedaleko Zająca - Jestem Kret - zapomniał że chyba powinien przedstawiać się już terminatorskim imieniem.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Buro-biały przeszedł stopniowo do czyszczenia sobie pyska przy użyciu przedniej łapy, oderwał się jednak na chwilę od tej czynności i uniósł wzrok, słysząc odgłos kroków zbliżającego się doń kota. Na szczęście, jak się okazało, z klanu – tak blisko granicy można było się spodziewać wielu rzeczy, w tym samotników, także nie mógł sobie pozwolić na utratę czujności. Posłał synowi Czerwonego Pazura lekki uśmiech.
– Dzień dobry, Krecia Łapo – odparł kocurkowi. Kojarzył imiona praktycznie wszystkich dorosłych kotów w klanie, więc nie było potrzeby, by terminator się przedstawiał. – Zajęczy Sus – dodał, jeżeli niebieskofutry nie kojarzył jego imienia. Wciąż był młody, a i nigdy nie rozmawiali, więc nie byłby zdziwiony. – Przyjemna pogoda, prawda? Nic, tylko się wylegiwać na słońcu – rzucił tak naprawdę po to, żeby nawiązać jakąkolwiek rozmowę, nawet jeżeli temat był naprawdę błahy i oczywisty.
Jasny nie wyróżnia się w tłumie. Jest zwykłym niebieskim pregowanym kotem który spokojnie prowadzi życie. Jego futerko jest długie a pregi są klasyczne. Posiada białe odmianiki na wszystkich łapkach. Są one do palców kocurka. Oprócz tego ma jeszcze biały kołnierz który wyróżnia się od niebieskiego pregowanego futra. Puki co Jasny ma niebieskie oczy lecz niedługo zmienią barwę na żółte.
***
Obiecał... O tak też zrobił. Nie zamierzał nie dotrzymać słowa swojej przyjaciółce a ostatnio... Za dużo dotyku... Teraz kocur czuje się lepiej ale nadal uważa Ślimaczek za uroczą osóbkę. Na pewno nie reaguje już aż tak jak ostatnio. No zobaczymy co dzisiaj jego ciało powie. Wczoraj spotykając się z rudą terminatorką o mały włos by tam nie zemdlał. Dobrze, że znalazł już swój kąt i mógł sobie tam chwilę poleżeć i się uspokoić. Był dzisiaj piękny dzień. Więc nic nie stało na przeszkodzie by nie pójść w to piękne miejsce które Jasny znalazł. Klan Wichru ma wiele ładnym widoków ale tylko jedno miejsce jest najbardziej kolorowe w klanie. Barwna Łąka. Sama nazwa przecież wskazuje, że jest kolorowa!
Więc gdy tylko miał okazję spotkać swoją przyjaciółkę to od razu poinformował ją, że jest to nadal aktualne i, że będzie czekał na nią przy wyjściu z obozu. Nie chciał ją pospieszać poza tym pewnie potrzebowała trochę czasu by się zebrać. Jasny to w zupełności rozumiał. Więc spokojnie sobie czekał i patrzył się w dal.
/Ślimaczek uvu
Notxknowingxwhatxitxwas
i willnotgiveyouup thistime butdarling,justkissmeslow,
your heart isall I own
andinyour eyesyou're holding mine
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Gdy Ślimaczek spotkała się z Jasną Łapą przyłapał ją akurat w bardzo dobrym humorze jak na wychodzenie poza obóz. Miała pełny brzuch, niedawno co zjadła sobie ładnego i sporego gołębia z Stokrotką, czyli z jej starszą siostrą i teraz była gotowa na wszystko, łącznie z małym spacerkiem z synem Burzowego Pomruku i popływanie sobie pomiędzy kwiatami. Jak zobaczyła kocura, najwidoczniej bardziej wypoczętego niż wschód słońca temu, podbiegła do niego i przywitała się małym szturchnięciem w bok pyska noskiem. Ślepia stały się niczym dwa księżyce w pełni gdy usłyszała, że mogli teraz pójść na tą łąkę. Córka białej przywódczyni podskoczyła do góry z wrażenia.
Szybko siadła gdzieś z boku, musiała jakoś wyglądać, nie, musiała ładnie wyglądać aby móc robić konkurencję innym kwiatom. Poza tym, kotka myślała, iż lepiej będzie jak sama będzie dobrze się z samą sobą czuła, więc szybkim i rytmicznym krokiem zaczęła pielęgnować swe futro szorstkim językiem. Pierw zaczęła się piersią, później grzbietem i ogonem a cała reszta została na ostatnią minutę biegu. Jak tylko wstała, szybkim krokiem ruszyła w kierunku wyjścia aby spotkać się z niebieskim kocurem.
- No to... prowadź! Nie wiesz, jak się cieszę. Czuję mróweczki na poduszkach łap! - Zamruczała radośnie do niego, okazując swe zniecierpliwienie aby dojść. Mimowolnie, jak tylko wspomniała o poduszkach łap, podniosła jedną z przednich łap i ruszyła nią delikatnie, jakby chciała mu pokazać, że tak faktycznie było.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Jasny nie wyróżnia się w tłumie. Jest zwykłym niebieskim pregowanym kotem który spokojnie prowadzi życie. Jego futerko jest długie a pregi są klasyczne. Posiada białe odmianiki na wszystkich łapkach. Są one do palców kocurka. Oprócz tego ma jeszcze biały kołnierz który wyróżnia się od niebieskiego pregowanego futra. Puki co Jasny ma niebieskie oczy lecz niedługo zmienią barwę na żółte.
Jasny chwilę tak sobie siedział i patrzył na widoki które go otaczały. Nie trwało to jednak długo bo już mógł usłyszeć stąpanie łapek w jego stronę. Uśmiechnął się miło gdy okazało się, że nie był kto inny jak nie Ślimacza Łapa. Szturchnęła go noskiem w bok pyska. Nie musiał być długo dłużny bo po chwili zrobił to samo. Na tą chwilę poczuł miłe uczucie i radość. Jak już wspomniałam było mu już lepiej. Zaśmiał się na słowa rudej terminatorki. - No dobrze! Chodźmy w takim razie byś mi tutaj zaraz nie odleciała. - postawił ogon do góry i zaczął iść do tego miejsca które tak bardzo ciekawiło Ślimak. Miał chociaż nadzieję, że jej się spodoba. Nie wiadomo co ona ma w swojej głowie i jakie wymagania. Jasny uważał, że to miejsce jest piękne i może też tak kotka pomyśli gdy tylko je zobaczy. - Na pewno Ci się spodoba. Jak ostatnio tam byłem było kolorowo! - wspomnieniami wrócił do tego dnia. Po kilku minutach byli już na miejscu. W oddali było widać kolorowe kropki w różnych kolorach. Było jeszcze piękniej niż ostatnim razem tutaj Jasny buszował. Otworzył szeroko oczy a na jego pyszczku pojawił się jeszcze większy uśmiech. Popatrzył się na Ślimak i znów na łąkę. - Kto ostatni ten zginiły szczur! - krzyknął i zaczął biec do łąki gdzie było pełno kwiatów. Może to było dziecinne ale czasem trzeba się zabawić prawda?
Notxknowingxwhatxitxwas
i willnotgiveyouup thistime butdarling,justkissmeslow,
your heart isall I own
andinyour eyesyou're holding mine
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Odleciała? Ona? Ależ gdzie, nie było mowy o żadnym odlatywaniu. Ślimaczek chciała z nim pójść i nigdzie mu nie odlatywać za daleko. Chociaż, z drugiej strony, co za głupota, jak om móc stwierdzić, że ona mogłaby mu odlecieć skoro nie miała skrzydeł w przeciwieństwie do gołąbka którego niedawno zjadła czy do śmiesznych bażantów. Ale głupkowaty był ten Jasny, chyba chciał zabłyszczeć w jej oczach, lecz mu nie wyszło.
- Ja jeszcze nie odlatuję, trzymam się na łapkach - powiedziała, bardziej sama do siebie niż do niebieskiego kocurka. Co jakby ją usłyszał? Ba, nic, to była tylko uwaga dla samej siebie i nie było się czym zamartwiać. Ruda koteczka była roześmiana i wesoła, nie miała mu tego za złe, bo to przecież jej przyjaciel i nawet nie użył nieprzyjemnego tonu.
W końcu po jakimś czasie wędrówki dwójka ujrzała kolorowe łąki. Ślimaczek najeżyła sierść na wysoko uniesionym ogonie na widok takie małego cuda. Było bardzo pięknie i tak ładnie pachniało tymi kwiatkami, aż szkoda było odlepić ślepia od takich kolorowych barw. Niestety, krzyk i wyzwanie Jasnej Łapy wyprowadziło koteczkę z transu.
- Ej! To nie fer! Ja zagapiłam się na tych kwiatkach - krzyknęła koteczka, biegnąc za kocurkiem. Miała szeroki uśmiech na pysku i oczywiście, miała plan aby nie przegrać. Jak tylko zobaczyła, że kocurek był pomiędzy kwiatami i nieco zwolnił, ona z całych swych sił skoczyła w jego kierunku aby go przewrócić.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Jasny nie wyróżnia się w tłumie. Jest zwykłym niebieskim pregowanym kotem który spokojnie prowadzi życie. Jego futerko jest długie a pregi są klasyczne. Posiada białe odmianiki na wszystkich łapkach. Są one do palców kocurka. Oprócz tego ma jeszcze biały kołnierz który wyróżnia się od niebieskiego pregowanego futra. Puki co Jasny ma niebieskie oczy lecz niedługo zmienią barwę na żółte.
Może Ślimak mówiła te słowa do siebie ale kocurek je i tak usłyszał. Nic jednak nie odpowiedział i skupił się na drodze.
Gdy już byli na miejscu Jasny nie mógł się powstrzymać i pobiegł w kierunku pięknych kwiatów. Oczywiście był szybszy bo jako pierwszy dotarł do polany. Słysząc słowa rudej kotki, kocurek się zaśmiał. - Mówiłem, że są piękne! - powiedział to jeszcze biegnąc. Gdy się jednak zatrzymał zaczął oglądać je z bliska. Nachylił się lekko i powąchał jednego z nich. Na jego pyszczku pojawił się miły uśmiech a oczka miał w tej chwili zamknięte. Kochał zapach kwiatów. Może to mało męskie ale od dziecka je kochał. Ich wygląd i zapach po prostu kusiły i tyle! Ślimaczek wybrała sobie dobrą okazję na atak bo niczym nieświadomy Jasna Łapa przewrócił się wraz z młodą kotką na pole kwiatów. Kocurek leżał przez chwilę w osłupieniu po czym się zaśmiał. Prawie zawału nie dostał! - Co to za składanie się na przyjaciela hm? - zapytał rozmawiony tą całą sytuacją.
Notxknowingxwhatxitxwas
i willnotgiveyouup thistime butdarling,justkissmeslow,
your heart isall I own
andinyour eyesyou're holding mine
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Jakby kocur nie przyznałby się do piękności tych kwiatów, Ślimaczek z pewnością narzuciłaby mu, że kiedyś mówił, że nie kłamie. Nie miała nic o powiedzenia na to, a może nie mogła i nie zdołała tego zrobić. Niestety, gonienie niebieskiego syna Burzowego Pomruku zajmowało jej większość głowy i jedynie zdołała pisnąć aby wyrazić swą zgodę. Owszem, były ładne i do tego kwiatuszki wydawały słodką woń która zauroczyła córkę Fiołkowego Świtu. Ale to dopiero początek zabawy pomiędzy tymi kwiatkami. Obydwojga mogli popływać sobie, jak uznał Jasna Łapa wcześniejszego dna, pomiędzy kwiatkami.
- Mam Cie! - krzyknęła radośnie jak poczuła jak przednimi łapami uderzyła w kocurka. Oczywiście, niczym dobra przyjaciółka trzymała szpony przy sobie i nie wyciągnęła ich jakby próbowała upolować coś większego od siebie. Ruda kotka wylądowała obok kocurka, leżąc na plecach i cała roześmiana. Było fajnie i przyjemnie. Może i zdołała przygnieść parę kwiatków, lecz co tam, było ich tutaj tyle, że mogliby liczyć i liczyć przez cały księżyc, a może i nawet więcej. Było ładnie i przede wszystkim, zabawnie. - A no... Zemsta! Bo zacząłeś biegać wcześniej - powiedziała, odwracając łeb w jego stronę. Przymknęła ślepia i uśmiechnęła się w jego stronę a po chwili, jak już przestała się szczerzyć w jego kierunku, pojawił się delikatny uśmiech na pysku. - Ładnie tu - wymruczała, wciąż leżąc na grzbiecie, w ogóle nie przejmując się, że wystawiła taką miękką i wrażliwą część samej siebie. Była z Jasnym i raczej nic się im nie powinno stać, co nie? - Wiesz co, wyglądasz o nieba lepiej niż wczoraj. Co ci się stało? Bo nie uwierzę, że tylko byłeś zmęczony, wglądałeś jakbyś zjadł coś niedobrego. Może węża? Z tego co wiem, to one nie są zbyt smaczne... - szepnęła w jego stronę nieco zmartwionym tonem.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme
Jasny nie wyróżnia się w tłumie. Jest zwykłym niebieskim pregowanym kotem który spokojnie prowadzi życie. Jego futerko jest długie a pregi są klasyczne. Posiada białe odmianiki na wszystkich łapkach. Są one do palców kocurka. Oprócz tego ma jeszcze biały kołnierz który wyróżnia się od niebieskiego pregowanego futra. Puki co Jasny ma niebieskie oczy lecz niedługo zmienią barwę na żółte.
Kocurek cały czas się śmiał i starał się chwilami to opanować. W pewnej chwili zabrał powietrze do płuc i powstrzymał śmiech. Pewnie nie jeden raz będzie się tak śmiał. Słysząc słowa przyjaciółki kocurek popatrzył się na Ślimaczek i uśmiechnął się do niej pocieszająco. Oj tam. Przecież to tylko zabawa. Poza tym kocurek nic nie mówił o zasadach czyli...ich nie było! Jednak Jasna Łapa nie uważał siebie za wygranego czy coś w tym stylu. - Następnym razem wystartuje razem z tobą. - skoro ma być fer to niech tak będzie. Kocurkowi nie robiło to zbyt wielkiej różnicy.
Jasny siedział chwilę cicho po czym usłyszał dwa słowa od Ślimaczej Łapy. Pokiwał głową na zgodę po czym popatrzył się na boki. Tak... Było tutaj bardzo ładnie i kocurek uwielbiał tutaj przychodzić kiedy jest Pora Nowych Liści. Tylko w tedy można zobaczyć to niesamowite zjawisko jakim jest Barwna Łąka. Do tego pogoda świetnie podkreślała nastrój tego miejsca. Promienie słońca padały na kwiaty a małe pszczoły zapylały je. Niebo było niebieskie i widać też było małe białe chmurki które powoli ruszały się do przodu.
Myśląc tak nad tym wszystkim kocurek nie zorientował się ,że trwało to aż tak długo bo jego przyjaciółka zapytała go o... ostanie zachowanie kocura.
I tutaj zaczęły się schody... Przecież Jasny kompletnie nie wiedział co powiedzieć. To nie było żadne zauroczenie tylko... Ślimak za dużo mu dawała dotyku a niebieski kocur nie często taki dotyk otrzymuje i nie wiedział co kompletnie robić i myślał o głupotach. Nie chciał o tym mówić rudej kotce bo zacznie go w ogóle nie dotykać a nie oto w tym wszystkim chodzi! Też Jasny nie potrafi kłamać więc jest mu trudniej niż byliby w tej sytuacji inni.
Kocurek popatrzył się na Ślimak i starał się nie okazywać jakiegokolwiek spięcia. - Nie, nie jadłem ostatnio węża. Nawet nigdy nie miałem okazji go spróbować wiesz? I tak po prawdzie to nie wiem z jakiego powodu tak się poczułem. Oprócz zmęczenia oczywiście. -na prawdę nie wiedział. Czy to od głodu , zauroczenia, dotyku. Trudno zrozumieć Jasnemu nawet samego siebie.
Ślimaczek jest jak na aktualną porę normalną kotką względu rozmiarów. Jej ciałko jest pokryty długą sierścią którą odziedziczyła po mamie. Z drugiej strony, ze strony Fiołkowego Świtu posiada rudy kolor futerka, dołączając do ekipy rudzielców jej rodzeństwa, lecz jej sierść nie jest jednolicie ruda, na jej ciele są ciemniejsze, tygrysie pręgi. Łamiąc pomarańczową estetykę, są widoczne białe plamki na jej podbródku, na piersi i częściowo na jej podbrzuszu, posiada też skarpetki na jej tylnych łapach lecz na przednich jedynie palce są jakby zamoczone w mleku. Ślepia posiadają szaroniebieski kolor i tylko gwiezdny klan wie jakie będzie w przyszłości posiadała.
Mała i samotna, zazwyczaj unikająca innych, starszych od siebie kotów. Łatwo ją onieśmielić bądź zastraszyć, zazwyczaj chodzi rozglądając się na prawo i lewo, upewniając się, czy przypadkiem ktoś albo coś nie idzie w jej kierunku. Mimo iż stara się unikać rozmów, nie za bardzo się jej udaje, choć rozmowa z nią za pierwszym razem nie jest zbyt długa, możliwie że pod koniec ruda się jakoś rozkręci i coś o sobie opowie. Ten samotny typ kotki nie przepada za chodzeniem z rodzeństwem, bo samej może i jej się wydaje, że lepiej lecz nie pogardzi gdyż któryś z rodzeństwa zdecyduje się na wspólne spędzenie czasu. Ślimaczek, z kicm jocha spędzać czas, wraz z tatą bądź mamą, lecz jest w stanie zrozumieć, że nie jest jedyną kluską która może się dobierać do rodziców, trudno, musi się jakoś podzielić.
Miło popatrzeć sobie na dwóch młodych znajomych bawić się tak pomiędzy kwiatkami. Sam na sam mogli się powygłupiać się bez zwracania większej uwagi na siebie. W obozie nie było tak łatwo, tutaj mogli by się poturlać a pomiędzy ścianami ich Wichrowego schronu przeszkadzali by innym, plątali by się pod łapami i musieli by uważać na ściany pełne gałązek, a tu? Nie było nic co by ich limitowało, moli poturlać się w bok do póki nie zakręciło im się w głowie. Wolność i radość, takie powinno być ich życie, żadnych smutków czy obowiązków nie do wypełnienia. Mało trzeba było mieć a tak cieszyło, kilka kwiatków to i tam i na dodatek przyjemnych kotów przy sobie.
- Mhm, następnym razem, to JA będę szybsza, zobaczysz - zamuczała w jego kierunku, przymrużając radośnie zielone tęczówki. Nie miała mu to za złe, lecz mogła się z nim trochę podroczyć, co nie? W końcu, nikogo by to nie skrzywdziło, to tylko niewinna zabawa. Poskarżyć się zawsze można, a gdy już udaje się obrażoną, to jest sto razy zabawniej niż gdy tylko się po prostu z tego śmieje. Czasem koty robiły głupkowate miny na takie niewinne zwrócenie uwagi, specjalnie kiedy to ten młodszy wychodził poszkodowany.
- A, no to dobrze że nie jadłeś, bo Sokół mówił mi, że są ohydne - zamruczała, śmiejąc się, po czym przyturlała się ku boku Jasnego i wylądowała na brzuchy, wciąż leząc. Wyszczerzyła białe ząbki w jego stronę, dając mu do zrozumienia, że na prawdę bardzo się z tego cieszyła. Jej zdaniem jaszczury to takie gady warte uwagi lecz nie warte kęsa, bardziej atrakcyjniej wyglądał jakiś gołąbek czy króliczek. - Ba, może coś ugryzło Cię i nawet o tym nie wiedziałeś. Mogło to być przez te całe pyłki kwiatów! Mniejsza z tym, znów jesteś sobą co nie? - Spytała go, dotykając jego bok łapą, jakby upewniając się, że to on a nie jakieś zwidy.
say what youmean xxtell meI'm right xxxxandlet the sun xxxxxxraindownonme