Wrony nie zadowoliła odpowiedź siostry. W sumie to się takiej spodziewał, jednak w głębi serca chciał by było inaczej, by konflikt sióstr sie zakończył. Dla niego rywalizacja była czymś fajnym, ale tylko jeżeli nie zamienia sie w wojnę. Gąska i Śnieżynka były już na takim etapie. On na ich miejscu pogodziłby sie, nie warto sie kłócić, szczególnie że one są siostrami i powinnny żyć w zgodzie... No trudno, jak kto woli. Na pysku kocura pojawiła się mina niezadowolenia.
-Z jednej strony chciałbym im jakoś pomóc, lecz z drugiej wiem, że nie powinienem się wtrącać, bo to nie moja sprawa. Co tu zrobić?- no właśnie. Sam nie wiedział, męczył sie z tym od czasu, gdy rozmawiał z Gęsią. Mówiła mu, by nie rozmawiał o tym z drugą siostrą, więc nie zrobił tego. Sam osobiście nie ma zamiaru sie w to wkręcać i nie boi się że coś stanie się akurat mu. Bardziej obawiałby sie o terminatorkę Zająca...
Westchnęła cicho. Rozumiała uczucia brata. Sama też chciałaby, by Gąska i Śnieżynka nie były do siebie tak wrogo nastawione, jednak podejrzewała, z czym wiązałoby się stawanie między nimi i próba pogodzenia ich.
- Wydaje mi się że najlepiej zostawić je w spokoju. W końcu przeżyły już trochę i mają swoje rozumy. - a przynajmniej Mięta miała taką nadzieję. - Może w końcu wyrosną z kocięcych kłótni, jak zobaczą, że nie mają w czym konkurować, a tylko przez współpracę mogą zadbać o klan? - pewnie wysnuła zbyt odległy i wyidealizowany obraz przyszłości, ale chciała pocieszyć Wronę za wszelką cenę, a chyba najlepiej to było zrobić, wzbudzając w nim nadzieję, która i w niej się tliła. Muszą wierzyć, że te dwie kiedyś znajdą wspólny język, żeby się tak nie zamartwiać. Poza tym, tak czy siak, obie sobie dadzą radę, a przecież nie zabraniają innym członkom ich rodziny rozmowy między sobą, prawda? Jeszcze tego byłoby mało, gdyby Śnieżynka zabroniła Mięcie rozmawiać z Gąską... Czy Gąska Wronie zakazała chodzić do Zaśnieżonej.
A szkoda. Siostra najwidoczniej przekonała Wronę, by zostawił pokłócone siostry w spokoju, bo nagle przestał zamartwiać sie tym, jakby miał im pomóc, co mógłby zrobić. W sumie gdyby nie ta rozmowa to kocur dalej wymyślałby jakiś plan, który pewnie i tak nic by nie dał. Pogodzenie Śnieżynki i Gąski było niczym... Niczym cokolwiek, czego nie da się zrobić. Ja osobiście jestem zbyt leniwa, by taki przykład wymyślić, heh. Ale każdy pewnie wie o co chodzi.
-Mam taką nadzieje. Nie chce by sie kłóciły, mogłyby sobie w przyszłości pomagać, jednak... Jeżeli sytuacja będzie wyglądać tak jak teraz to... Nic z tego nie będzie- przyznał i westchnął zawiedziony. Nie wyobrażał sobie jak on miałby kłócić sie z kimkolwiek z rodzeństwa. Z resztą to chyba nie możliwe, bo spór jakoś by rozwiązał, ewentualnie odpuściłby tym samym zniechęcając drugiego kota to kłócenia sie. Chyba...
-Miętowa Łapo, przejdę się jeszcze i spróbuje coś upolować, także zobaczymy się później, w obozie- powiedział, dając siostrze znak, że chciałby pobyć trochę sam oraz że ich spotkanie dobiega końca. Kiedy pożegnał sie z terminatorką, poszedł przed siebie, gdzieś na granicę z innym klanem. Tak naprawdę wątpił w to, że coś upoluje, bo najzwyczajniej w świecie tego nie potrafi, ale próbować zawsze można.
Spojrzała współczującym wzrokiem na brata. Widać, że naprawdę mu zależało na dobrych relacjach w rodzinie, tak jak Mięcie. Choć kotka cieszyła się, że chociaż ona utrzymuje z całym rodzeństwem dobre relacje. Aczkolwiek wiedziała, że to nigdy nie jest tak, że wszystko układa się idealnie, zawsze coś musi być źle, jak w tym przypadku relacje między dwiema kocicami.
Uśmiechnęła się lekko do kocura i wstała, otrzepując się ze śniegu, który osiadł na jej sierści, nieprzyjemnie ją mocząc.
- Dobrze, powodzenia w szukaniu! - zamruczała, po czym jeszcze chwilę stała w miejscu i patrzyła na czarny ogon brata znikający w oddali, zanim ruszyła w przeciwnym kierunku, nieco okrężną drogą zmierzając w stronę obozu.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
Polowanie na treningu poszło mu bezbłędnie i Iglasta Łapa wierzył, że i bez czujnej obserwacji swojej mistrzyni poradzi sobie równie dobrze. Nie chciał jednak bezmyślnie wychodzić sam – nie mając kogoś bardziej doświadczonego u boku. Kto by mu w końcu ratował futro, gdyby sytuacja była krytyczna, hm? Niestety wybór miał dość lichy, bo większość wojowników była albo na treningach, patrolach, czy właśnie na polowaniu. Ostatecznie padło na towarzystwo Imbirowego Pyłu. - Jak tam idzie trening z Ropuszą Łapą? - zagadał do burego, zanim jeszcze dotarli na miejsce polowania. Ta jedna z córek Malinowej Gwiazdy była wybitnie... mało rozumna. Gdyby nie to, że był świadkiem porodu całego miotu, uznałby, że to jakiś podrzutek. Ani to uroda, ani inteligencją nie wdało się w matkę. Rodzeństwo w większej mierze nadrabiało za Ropuchę, ale wciąć czarno-biała wydawała się terminatorowi niczym wyrwana z kontekstu. Trenowanie jej musiało być... udręką. O ile Imbirowemu Pyłowi w ogóle udało się przetłumaczyć swojej podopiecznej po co w ogóle mają się spotykać.
W każdym razie – nie na pogaduchy tu przyszli. Dlatego bez względu na odpowiedź wojownika, zaraz jak zapadła między nimi cisza, Igła zaczął rozglądać się za zwierzyną. Ustawił się pod wiatr i szedł przed siebie, stawiając cicho kroki.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kocur Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Mając chwilkę czasu między treningiem Ropuszej Łapy, postanowił udać się na polowanko. Nawet długo nie musiał o to prosić ani długo nie musiał nikogo szukać, gdyż sam Iglasta łapa zaproponował burasowi wspólne wyjście poza obóz. Bardzo go to ucieszyło, niemniej jednak nie znał zbyt dobrze kocurka. Będzie musiał to zrobić przy najbliższej okazji.
Wzdrygnął się lekko słysząc jego pytanie, na które szybko odpowiedział z uśmiechem. - yyyy...Dobrze. Ostatnio zapoznaliśmy się tlochę i no, znalazłem sposób, aby zachęcić ją do szybkiej pobudki. Mimo wszystko jest to dla mnie wielki stress. gdyby był to zwykły kociak któlejś z karmicielek, może nie byłby to taki ploblem, jednak jest to sama córka przywódczyni! - samiusieńka prawda tkwiła w jego słowach. Nie ukrywajmy, pierwszy przeprowadzany przez niego trening był dla Imbirowego Pyłu bardzo stresujący. I to nawet przypadł mu uczeń no, dość ciekawy jak na sam początek. Był jedynie ciekaw jak koteczka zachowywać się będzie, gdy dojadą do polowania czy walki.
Jednakże nie to było teraz najważniejsze. Mówiąc jeszcze młodszemu, aby w razie czego krzyczał o pomoc, odbił w przeciwnym do niego kierunku. Uznając, że ta odległość będzie dobra, a oboje nie będą sobie wchodzili paradę, przywarł do ziemi i przeniósł ciężar na tylne łapy. Ustawiając się pod wiatr, wyciągnął ku górze łeb, aby móc zawęszyć, po czym ruszył na ugiętych łapach przed siebie.
Iglastej Łapie widać już od samego początku zaczęło dopisywać szczęście. Minęło zaledwie kilka uderzeń serca, a w powietrzu już uniósł się zapach zwierzyny. Był dość intensywny, więc prawdopodobnie przyszła ofiara znajdowała się niedaleko. I tak też było, kilka lisich ogonów przed terminatorem właśnie wylądował jakiś ptaszek. Był niewielki, szczupły, a pióra posiadał barwy szaro-ziemistej. Co go charakteryzowało to ledwo widoczny czubek z piór na głowie. Ogółem także był dość znany, więc jeśli Igła znał się na ptakach, to zapewne od razu zgadłby iż to skowronek. Zwierzę nieświadome zagrożenia zaczęło chodzić po otoczeniu, szukając prawdopodobnie pożywienia.
W przeciwieństwie do swojego towarzysza Imbir w powietrzu nic nie wyczuł. Ani jednego zapachu zwierzyny, czy przeciwnika. Teoretycznie to dobrze, ale z drugiej strony, gdzie to się pochowało? Cóż, możliwe iż nie wszystkie zwierzęta jeszcze wyszły, albo po prostu zwykły pech - tylko Gwiezdni wiedzą. Jedyne co Wojownik mógł teraz usłyszeć, to lekki szelest traw, spowodowany przez delikatny wiatr, który również muskał futro Imbirowego Pyłu. Tak to póki co pustki.
Mistrz: Lśniąca Sadzwka Płeć: Kocur Matka: Burzowy Pomruk Ojciec: Drżący Głos Partner: just be friends
Pręgi na jego długiej brązowej sierści są rozproszone i wyraźniej zaznaczone wyłącznie na łapach oraz mordce, przez co wydaje się odrobinę rudawy. Od czoła aż po koniec puchatego ogona ciągnie się szeroka czarna smuga. Upstrzony jest również białymi nierównomiernymi plamami. Jedna z nich znajduje się na mordce - omijając brodę i okolice wibrysów. Kolejna zaczyna się od klatki piersiowej po brzuch, do tego dochodzą także nierównomierne skarpetki - dłuższe z przodu i krótsze z tyłu.
Całkiem przeciętny z postury - niezbyt umięśniony, ani smukły. Jedynie długie łapki świadczą o tym, że wyrośnie na jednego z wyższych Wichrzaków. Dba o to, aby zawsze dobrze się prezentować, nie lubi gdy jakiś kłaczek zbytnio odstaje. Największą jego zmorą są jaśniejsze kosmyki wystające z trójkątnych uszu. Na pyzatej mordce znajduje się ciemno-różowy nosek, a okrągłe oczka są o barwie morskiej zieleni.
Igła obok nieśmiałości to nawet nie stał. Aż dziw bierze, że to wygadane kocię jest synem jąkającego się wojownika. Jest nad wyraz ciekawski i koniecznie musi wiedzieć wszystko. Wszyściuteńko. Od tego kto był danego dnia na patrolu, aż po to kiedy ostatni raz Gwiazda postawiła klocka. Nie poznał jeszcze granicy gdzie zaczynają się tematy, o których nie powinno się mówić głośno i korzysta ze swojego kocięcego przywileju, żeby pleść co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ktoś będzie miał nieszczęście paść jego ofiarą, to z pewnością będzie skazany na wysłuchanie całego monologu odnośnie osobistych przeżyć i przemyśleń kocurka. No i nie uniknie także pytań - niektórych z pewnością całkiem niewygodnych. Należy unikać dzielenia się z nim tajemnicami, bo jak nic rozpowie je po klanie niczym papuga.
| uzgodnione z MG i Imbirkiem: Igła poluje przez tylko tą turę, Imbirek poluje offscrenowo/robi zt
Igła starał się ignorować niewyraźną, nieprzyjemną dla uszu mowę wojownika. Zerknął tylko na burego, gdy ten wspomniał o stresie. O, kolejny, co traktuje Malinową Gwiazdę jak jakiegoś Gwiezdnego zesłannika, pffrt. Imbir mógłby sobie podać łapę z Lawendowym Kwiatem. Czy tylko on podchodził do przywódczyni... normalnie? Jak do każdego innego kota? No mniejsza. Terminator poszedł w swoją stronę, Imbirowy Pył w swoją w poszukiwaniu zwierzyny.
Szybko mu się poszczęściło i zaraz znalazł trop. Skowronek, ha! Jak mógłby nie wiedzieć co to za ptak! Iglasta Łapa lubił mieć wiedzę na różne tematy, w tym przykładowo – czym się pożywiał. Rozróżnianie poszczególnych gatunków ptactwa czy gryzoni nie jest bardzo użyteczne, bo zasada polowania się nie zmienia. Czasem jednak lepiej wiedzieć, czy przyczaja się na wronę czy gawrona, który może mieć przecież koleżków nieopodal. A takie spotkanie mogło się skończyć nieciekawie. Podobnie zresztą jak ze szczurami, brr... Ktoś głupszy mógłby sobie pomyśleć, że to tylko bardzo duża mysz i co. I skończy z zakażeniem czy innym paskudztwem, o ile w ogóle wyjdzie cało z takiego polowania. Całe szczęście skowronki nie były w żadnym stopniu zagrożeniem i wystarczyło tylko odpowiednio podejść.
Terminator poszedł w kierunku, z którego dochodził go zapach zwierzyny, pilnując aby być pod wiatr. Trzymał się nisko przy ziemi, głowę i puchaty ogon utrzymywał na równej wysokości co grzbiet. Uważał, żeby futro na brzuchu nie dotykało resztek śniegu, nie tylko dlatego, żeby nie zdradzić o swojej obecności – nie chciał się przecież ubrudzić bardziej niż było to konieczne! Łapy stawiał przed siebie ostrożnie, omijał przeszkody, a także wybierał taką trasę żeby móc się skryć za jakimś krzaczkiem czy wystającą spod śniegu wysoką trawą. Największa uwagę jednak stawiał na to, aby podejść skowronka od tyłu – gdzie wzrok ptaka nie dosięgał. Zbliżył się do swojej ofiary na odległość skoku i dał susa w jego kierunku, chcąc od razu chwycić zwierza za szyje i zadusić. I mniej cierpienia, tym lepiej.
I willletyou_d o w n I willm a k eyouhurt
I_w e a r_thiscrownof thorns upon my_l i a r' s_c h a i r full of brokenthoughts I_c a n n o t_repair
Terminator robił wszystko dobrze; skradał się od tyłu, szedł pod wiatr, przybrał właściwą pozycję, wszystko było na ocenę celującą. Było wręcz pewne, że uda mu się złapać skowronka, który póki co skakał sobie po terenie nieświadomy zagrożenia. Niestety, tak jednak się nie stało. W ostatniej chwili, gdy już Igła miał wyskoczyć, ptaszek odwrócił się - pewnie przypadkiem, bo nie miał jak go usłyszeć. No i wtedy cały plan poszedł. Zwierzę szybko rozwinęło skrzydła i zaczęło lecieć nisko, ale szybko przy ziemi. Oczywiście syn Drżącego Głosu jeszcze nie stracił skowronka z widoku, więc była jeszcze jakaś szansa na złapanie.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Zgodnie z obietnicą Lawendowy Kwiat umówiła się z Dyniową Łapą na wycieczkę, której głównym celem miało być podziwianie i zbieranie kwiatków. Trochę czasu zajęło im ustalenie terminu spotkania, ale w końcu udało się dojść do porozumienia. Niebieska kotka powiadomiła Dynię, że będzie czekać na niego przy wyjściu z Obozu. Nie wiedziała czy zdążył już poznać tereny Klanu Wichru i Granicę, więc ta opcja była najbezpieczniejsza. Siedząc w Kolczastym Łuku, Lawenda zastanawiała się, gdzie będzie najwięcej kwiatów. Według niej najlepiej wybrać się na Bzyczącą Polankę, Bylicowe Łąki lub Barwną Łąkę, ale to ustali się w trakcie. A może zdążą odwiedzić wszystkie te miejsca? Na pewno Dynia byłby zachwycony!
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Dynia czekał i czekał na obiecaną przez Lawendę wycieczkę. Bał się tylko, że wojowniczka o nim zapomni do czasu jego ceremonii a tu niespodzianka! Na samej ceremonii właśnie, Lawenda podeszła do niego na kilka uderzeń serca i poinformowała na temat tego, że wycieczka na wspaniała łąkę, podobno pokrytą kwiatami jest w planach i odbędzie się krótko po tym jak Dyniak otrzyma swoje imię terminatora i zacznie trening. Pierwsze z kryteriów zostało wykonane, bowiem Dynia nie był już kociakiem, a dumną Dyniową Łapą! Co do treningu to... nie okłamujmy się, rudy pręgus nawet go nie zaczął! Mijał drugi wschód słońca, dlatego nawet nie spodziewał się tego, że jego nowy przyjaciel i mentor nawiedzi go w legowisku terminatorów, które aktualnie okupował swoim puszystym, rudym zadkiem. Miedzy innymi dlatego, Dynia był nieco pewniejszy i bez obaw wstał rano, podreptał do Borsuczego Futra informując go o tym, gdzie i z kim idzie oraz, przyniósł mentorowi myszkę ze stosu. To stało się jego dzienną rutyną, której nie chciał przerywać, a była ona przyjemna dla obu stron prawda? Po krótkiej rozmowie, przyszedł czas na dwa pozostałe koty, którym powinien o tym powiedzieć - Sokoli Cień, oraz Czerwony Pazur, który potem przekaże to Pomarańczowej Skórce. Dlaczego pręgus tak robił? Obiecał sobie, że bez pozwolenia nie wyjdzie z obozu, nawet pod opieką dorosłego kota! Po swoim ostatnim wypadku, przez który z granicy z Klanem Rzeki, musiała go ściągać Leszczynowa Gałązka, wraz z Wronią Łapą i Ćmią Łapą z Klanu Rzeki, przysiągł sobie, że już ponownie sam nie opuści bezpiecznego obozu, nawet jako terminator! Dlatego między innymi musiał oblatać ważne koty, które w konsekwencji udzieliły mu pozwolenia na wyprawę u boku Lawendowego Kwiatu, która czekała na niego już przy Kolczastym Łuku - czyli wyjściu z obozu. Kocurek nieco się spiął mając w głowie myśl, że ponownie opuszcza obóz, jednak uniósł wysoko ogon i wyszczerzył się jak zwykle, po chwili zapominając o większych wątpliwościach. Sokoli Cień pozwolił mu, tak samo Czerwony Pazur, jednak powiedział by ten trzymał się blisko Lawendy i nie oddalał się od niej dalej, niż trzy kocięce kroki! Dyni to w sumie pasowało, bowiem im bliżej pięknej, błękitnej kotki był, tym więcej czasu mogli razem spędzić, a od ostatniego spotkania minęło naprawdę kilka dobrych księżyców! Kiedy kocica była już w zasięgu głosu, kocurek przyśpieszył szybko wtulając się w kotkę, którą nazywał pieszczotliwie ''ciocią''. xx- Ale się stęsnilem ciociu La-wen-do! - wymruczał głośno i radośnie kocurek, ocierając się głowa o pierś siedzącej wojowniczki. Po chwili się cofnął i przysiadł przed kotką, wpatrując się w nią z nieskrywaną radością. Prawdę mówiąc, to..Dynia sporo urósł od ich ostatniego spotkania! Był na pewno większy, masywniejszy, lepiej zbudowany a przede wszystkim - chudszy! No...może nie wszędzie, ale zdecydowanie mniej tłuszczu miał na łapkach i szyi, na brzusiu mu nico zostało, ale od czego jest trening! Spore bary dodawały mu bardziej groźnego wyglądu, z czego Czerwony Pazur był bardzo zadowolony, jednak...cała ta bańka pryskała zawsze, jak toś spoglądał na pysk giganta. Bo nie ukrywajmy, Dynia był naprawdę spory jak na swój wiek, ba! Nawet większy od Krecika był nieznacznie! Ale wszystko psuł jego sympatyczny i wykrzywiony w uśmiechu pyszczek z ...wywalonym z niego różowym ozorem! xx- Ziapytałem się So-ko-le-go Cie-nia ci mogę iść, pozwolił mi, tio samo zlobiłem z moim tatą, więc mogę iść z tobą na łączkę! Tylko...gdzie ona jest? Jak daleko? Ładna jest? Nie mogę sie dociekać by ją ziobaczyć! - powiedział podekscytowany, drepcząc w miejscu i wbijając wzrok w oblicze zielonookiej. Tak długo na to czekał!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Po kilku uderzeniach serca na horyzoncie pojawił się on! Dyniowa Łapa we własnej osobie! Już nie był mają puszystą, rudą kulką, a młodzieńcem. Od ich ostatniej rozmowy bardzo urósł i nawet według Lawendy schudł. Na szczęście, futerko cały czas było piękne i puszyste. Ogólnie cała postawa Dyni świadczyła, że będzie on potężnie zbudowanym kotem. Z daleka wyglądał naprawdę groźnie, jak nie Dynia. Drugą rzeczą , która nie zmieniła się w jego wyglądzie był język, który wystawał mu z pyszczka. Niebieska kotka myślała, że on tak dla zabawy wystawia język, jednak z późniejszych obserwacji doszła do wniosku, że Dyniowia Łapa musiał się urodzić z taką wadą. Trzeba przyznać, że dodawała mu uroku.
Córka Mknącego Ptaka uśmiechnęła się na widok rudego kocurka i czekała aż do niej podejdzie. W tym czasie zdążyła go zmierzyć wzrokiem i wysunąć parę wniosków na temat zmiany w jego wyglądzie. Aby oczekiwanie się nie dłużyło, syn Pomarańczowej Skórki przyspieszył. Niebieska kotka wstała i z szybko bijącym sercem czekała. W końcu Dynia był w zasięgu, przytulił się do niej, a ona położyła brodę na jego głowie radośnie mrucząc. Trochę zaskoczyło ją przywitanie rudego kocurka. Już drugi raz nazwał ją ciocią. Pierwszy raz na pogrzebie i teraz. Lawendowy Kwiat zmarszczyła brwi i starała sobie przypomnieć czy pozwoliła tak się nazywać. Pamięta, że siostrzeńcom przedstawiała się jako ciocia, ale w przypadku Dyni nie kojarzy takiej sytuacji. Może podchwycił to od kociaków Zaćmionego Księżyca? - Cześć Dynio! Ja też za tobą tęskniłam! Nie wiem jak to się stało, ale ostatnio odwiedzałam częściej kociarnię i ani razu cię nie zastałam!- powiedziała pogodnie. Lawenda oprowadzała prawie po całym Obozie Ciemnego oraz Szept i nawet wtedy nie natknęli się na Dynie. Musiał być wtedy w jakimś ciekawym zakamarku, skoro nie dało się go zlokalizować. Na następną wypowiedź Dyni, córka Czyżyka zrobiła poważną minę. Była zaskoczona, że kocurek zawracał głowę Sokolemu Cieniu. Ma on przecież mnóstwo obowiązków i Lawenda nie widziała potrzeby, aby szedł on po zgodę do Zastępcy. Zresztą był już terminatorem i do tego był pod jej opieką- wojowniczki. - Ojej! A dlaczego pytałeś się Sokolego Cienia o pozwolenie na wyjście? Przecież on ma inne problemy na głowie. Chyba wystarczyło zapytać Borsucze Futro.- powiedziała zdziwiona. Niby coś tam obiło jej się o uszy, że syn Czerwonego Pazura opuścił Obóz i dostał jakąś karę, ale nie znała szczegółów. Nie miała pojęcia, że otrzymał on szlaban na samotne wychodzenie. - Trochę drogi jest na tę łąkę, ale spokojnie, damy radę. I oczywiście, że jest ładna! Będziesz zachwycony! - zareagowała z entuzjazmem. Odwróciła się w kierunku wyjścia i wyszła poza Obóz. Zaczekała na Dynię i ruszyli na wielką wyprawę. Przed nimi rozciągały się Wyjące Wzgórza, były one już całe zielone i prezentowały się niesamowicie. - Opowiadaj, co u ciebie słychać!- powiedziała i skręciła, aby kierować się w stronę Świszczących Traw.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Może podłapał może nie? Kocurek miał jednak taki zwyczaj, że jeżeli kot był dla niego kimś ważnym, wczepiał go do drzewa genealogicznego. Oczywiście nie na prawdę, ale takie przydomki...zawsze dobrze brzmią! Może to dlatego, że rodziny za wielkiej nie ma w całym Wichrze? Jego ojciec, Czerwony Pazur niby coś tam mówił mu o swoich rodzicach, jak kocurka pamięć nie myli, to nazywali się ee...nie, jednak pamięć go zawiodła. A może jego tata w ogóle mu o nich nie mówił? Tak samo Pomarańczowa Skórka, coś nie za bardzo chwaliła się swoimi przodkami, co było nieco zagadkowe, bo przez fakt braku informacji, wychodziło to, że Dynia nie miał ani starszego rodzeństwa, bowiem to on był wraz ze swoim rodzeństwem, pierwszym miotem dwójki wojowników, ani babci, dziadka, wujków i cioć! Może dlatego nazwał Lawendę ciociom? Z pewnego rodzaju braku, który próbował sobie teraz zapełnić? Nikt tego nie wie! On sam ledwo wiedział dlaczego, jednak bardzo lubił Lawendę, dlatego tak jakoś wymknęło mu się to sformułowanie, do tego usłyszał jak Jagódka tak mówiła, to czemu on nie mógł? Poruszył wesoło uszami, szczerząc się w kierunku ładnej, błękitnej koteczki, która równie czule co on sam, przywitała się z nim. Słysząc jej pierwsze zdanie w swoim kierunku, nieco przekrzywił łepek. Bywała często w kociarni? Ojej! Chyba wtedy, kiedy to Dyniak zwiedzał obozowe zakątki wraz z Iglakiem, albo...wychodził na małe treningi wraz z Czerwonym Pazurem i Żmijką. Ale jak już wracał do będącej w żłobku Pomarańczowej Skórki, nie widział znajomych zielonych ślepi, które tak mu się za kociaka podobały. Trzepnął smętnie koniuszkiem ogona i mruknął xx- Niadal maś mecha w spotykaniu mnie w kociarni La-wen-dziu! No ale ciuś! Chociaż teraz spędzimy milusiu ciaś na zrywaniu kwiatków dla Mię-to-wo-ok-iej!- powiedział, strosząc sierść na piersi. Myśleliście że kocurek zapomniał? Wolne żarty! Jak już raz coś ten rudy pręgus obieca, to chociażby miał przepłynąć rzeczkę, ten by to wykonał. Tak właśnie było z zrywaniem owych kwiatków, które miał zanieść zarówno na wykopany kopczyk dla byłej starszej klanu Wichru, a matki takich kotów jak Zajęczy Sus, oraz jego mentor - Borsucze futro, jak i mieć przy sobie podczas nocnego czuwania, w razie możliwego powrotu białej kotki. Nie żeby z tego zrezygnował, bowiem poświęcał chwile, nawet teraz, podczas sypiania w terminatorskim leżu, na to by oczekiwać powrotu matki swojego mentora. Nikt nie wie kiedy można się jej spodziewać, przecież każdemu czasem się nudzi wieczne polowanie prawda? Do tego skoro poszła z obozu to również może do niego wrócić, raczej...nikt jej tam na siłę nie trzyma tak? Oj a jakby trzymali, to będą mieli do czynienia z Dyniowym Pazurem! Czy inną Skórką...Delikatnie zastrzygł uszami, kiedy to koteczka zapytała go o to dlaczego u licha pytał czarnego zastępce o pozwolenie. Ten posłał jej zaskoczone spojrzenie po czym czym prędzej zaczął tłumaczyć, unosząc zadek z ziemi i idąc u boku wojowniczki przez wyjście. Milczał chwile, bowiem nim zdążył odpowiedzieć na poprzednie pytanie, uczennica Zajęczego Susa, powiedziała kolejne zdanie w jego kierunku. A to niby on dużo gada tak? Oj zdecydowanie tak... xx- Pewnie dobzie wieś o mojej psigodzie - zaczął spokojnie, po czym mlasnął kilka razy zdegustowany swoim seplenieniem. Pokręcił łebkiem, wysilając się na płynna mowę, co mu się na dłuższą metę na pewno nie uda, ale próbować warto, tak mówią! - Obiecałem sobie wtedy, że nie opu........szcze obozu bez...nadzoru....nikogo ode mnie większego i.....no...starszego - odparł, wypuszczając powoli powietrze przez nozdrze, wyszczerzył się i dokończył z uśmiechem xx- A polanka nia pewno mi się spodoba, w końcu to ty ją wyblałaś! Musi być tam tiak jak mówiś, ty byś mnie nigdy nie oklamała - powiedział i delikatnie dotknął noskiem swojej towarzyszki, a kiedy mieli już wyjść z obozu, nieco się zawahał, zerkając na wojowniczkę. Przełknął siedzącą w jego gardle gule, po czym w podskokach podreptał u boku niebieskiej. Nic mu się nie stanie, był przecież z wojowniczką i to taką super, bo w końcu z Lawendowym Kwiatem! A nie było lepszej wojowniczki niż córka Mknącego Ptaka prawda? Prawda! Kiedy byli już jakiś kawałek poza obozem, do głowy Dyniaka wpadła opóźniona reakcja na to, że przecież zielonooka zadała mu pytanie o to, co tam się przez te księżyce u niego działo! Poczuł się nieco zawstydzony, że przez tak długi czas milczał w tej sprawie, ale...po drodze tyle go zachwycało, a to lecący motylek, przelatująca pszczoła, szeleszczenie traw, wyginające się źdźbła i nieznane, pyszne zapachy, chociaż niektóre rozpoznał, na przykład zwietrzałą woń myszy. Oj on się pochwali Borsukowi jak tylko wróci do obozu z tej wspaniałej wycieczki! Oj pochwali! xx- Zia wiele się nie działo wieś? Poznalem się z Ja-gód-ką, bardzo urocza i ładna kotećka! Lubie jom, ona lui mnie, więć jest siupel - zaczął z uśmiechem i zatrzymał się by powąchać trawkę, liżąc ją delikatnie z zaciekawieniem, po czym szybko podbiegł do Lawendy kontynuując - Zostalem termina...terma...terminaTOREM! I mam mistrza, suuuper jest, nazywa się Bor-suk i jest...nio super, a u ciebie? Cio się dzialo hmmm??? - zachichotał, chcąc posłuchać co tam w trawie piszczy, a dokładnie to co piszczy w życiu Lawendy. Oczywiście oby nie piszczało z bólu...bo to już nie dobry znak.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dynia miał absolutna rację, że miała pecha w zastawaniu go w kociarni, a ostatnimi czasy była tam bardzo często, ponieważ chciała poznać swoich siostrzeńców. Z częścią z nich udało jej się spędzić czas, między innymi z Ciemnym, Jagódką i Szept. Wcześniej niebieska kotka również bywała we Splatanych Korzeniach i rozmawiała z Miodek i Pustułką. Jak to się stało, że ani razu nie spotkała się z Dynią? Tego nikt nie wie. Lawendziu? No, nie znowu to dziwne przezwisko! Lawendowy Kwiat zmrużyła oczy i spojrzała na rudego kocurka. Wiedziała, że to przezwisko słyszał od Zaśnieżonej Ścieżki podczas ostatniej ceremonii i teraz je powtórzył. Ech, od teraz córka Mknącego Ptaka będzie powszechnie znana jako ciocia Lawenda lub Lawendzia. Taki los. - No, niestety miałam pecha. Oczywiście, zbierzemy dla niej najpiękniejsze kwiaty i zrobimy bukiet jakiego nikt nigdy nie widział! Może też starczy roślinek dla mojej siostry? Jej to bym nazbierała same żonkile. Właśnie od nazwy tych kwiatów miała imię- powiedziała uśmiechając się. Skoro mają już zbierać sporą ilość roślin, to chętnie zerwie parę dla Żonkilowej Łapy, aby pokazać jej, że o niej pamięta. Lawenda wyobraziła sobie reakcję siostry i zachichotała. Na pewno jak spotkają się na Srebrnej Skórce to jej to wypomni.
Na pierwsze zdanie Dyni, Lawenda pokiwała potakująco głową. Po Obozie rozeszła się jakaś plotka, o tym , że syn Czerwonego Pazura wymknął się z Obozu, ale żadne konkretne informację do niej nie dotarły. Kolejne zdanie rudego kocurka w ogóle nie wyjaśniało sytuacji. Co ma zawracanie głowy Sokolemu Cieniu do obietnicy, że nie wyjdzie się bez nadzoru starszego kota? W reakcji na te słowa Lawenda opuściła głowę, i pokręciła nią przeczącą wzdychając. Stwierdziła, że nie ma sensu drążyć tematu. Było, minęło, czas skupić się na teraźniejszości. - No pewnie, że bym cię nie okłamała! Jestem twoją przyjaciółko- ciocią, a to mnie do czegoś zobowiązuje!- zareagowała ożywiona. Ona kłamać? Nigdy w życiu! Dobrze, że Dynia wie, że w życiu by mu tego nie zrobiła. Te słowa sprawiły Lawendzie ogromną przyjemność. Miło jest wiedzieć, że ktoś ufa ci bezgranicznie. Niebieska kotka czekała parę uderzeń serca poza Obozem. Spojrzała wtedy na Dynię, a ten wyglądał jakby się wahał. Czyżby była świadkiem drugiego opuszczenia bezpiecznego domu przez pręgowanego kocurka? Po chwili Dyniowa Łapa dzielnie przekroczył granicę i znalazł się poza Obozem. Szli chwilę w milczeniu i Lawenda zastanawiała się czy syn Pomarańczowej Skórki słyszał jej pytanie. Wystarczyło spojrzenie i wiedziała, że Dynia podziwia otaczający go świat. Ma lepsze zajęcie niż rozmawianie z nią i Lawenda to rozumie. Jednak po dłuższej chwili odezwał się, co oznaczało, że słyszał pytanie. - Ooo! Ja też poznałam Jagódkę! To właśnie moja siostrzenica! I zgadzam się z tobą, że jest uroczą i ładną kotką - powiedziała i spojrzała swoimi szmaragdowymi na Dyniową Łapę, który zatrzymał się. Była zdumiona, że smakuje on trawę. - Dobra?- zapytała rozbawiona. Jednak szybko zrobiła poważną minę. Przypomniała jej się Pokrzywa odżywiająca się tylko roślinami, przez co wykończyła siebie i nikt nie był wstanie jej pomóc. Lawenda przełknęła głośno ślinę i gdy tylko Dynia do niej dołączył uśmiechnęła się i wysłuchała tego, co ma do powiedzenia. Bawiła ją wypowiedź syna Pomarańczowej Skórki, ponieważ dobrze wiedziała, że jest już terminatorem oraz, że jego mentorem jest Borsucze Futro. - U mnie działo się dużo! Ukończyłam trening Górskiego Strumienia, poznałam wiele kotów, rodzina mi się powiększyła i byłam na małej wycieczce na Ziemiach Niczyich. Co tam jeszcze... A! Dostałam pod swoją opiekę Suchą i Sikorczą Łapę!- opowiedziała w skrócie najważniejsze wydarzenia. Zapewne jakby jeszcze trochę pomyślała to znalazłaby jakieś inne ciekawe przeżycia, ale i tak powiedziała ich bardzo dużo w porównaniu Dyni. - A nauki miałeś? Czekaj... Chyba Iglasty Pazur mi mówił, że umówił się z tobą na nie. Poprowadził ci je?- zagadała. Dziwił ją fakt, że Dyniowa Łapa nic nie powiedział na ten temat.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Dynia szybko wybaczył kotce to, że zwyczajnie się mijali w ostatnim czasie. Przecież Lawenda była wojowniczką, nie miała obowiązku odwiedzania go w legowisku kociaków prawda? A to że robiła to z dobrej woli, gdyż urodzili jej się siostrzeńcy - to tylko dobrze mówiło o niebieskiej wojowniczce. Trochę go to zmartwiło, że przez swoje małe wyprawy u boku ojca i delikatnego szykowania się z Iglastym Pazurem do treningu, nie mógł spotkać na swojej drodze, bardzo lubianej przez siebie wojowniczki klanu Wichru. Trzepnął nieznacznie koniuszkiem ogona, jednak na jego pyszczku nie było widać innego wyrazu niż szczęście. Wsłuchał się w ładnie brzmiący głos Lawendy, a słysząc o jej siostrze, dla której też trzeba będzie pozbierać ładne kwiatki, kocurek nadstawił uszy. Czyżby i siostra Lawendowego Kwiatu, Żonkilowa Łapa, za szybko opuściła obóz by iść do Gwiezdnego Klanu? Na to wskazywało imię z końcówką ''Łapa'' gdyż kotka musiała być dość młoda, skoro nie otrzymała imienia wojownika! Albo po prostu nie ukończyła treningu w czasie, w którym można być mianowanym, bo sam rudas wiedział, że koty kończące 12 księżyców, właściwie powinny ukończyć trening i zostać prawidłowo mianowane, ale są odstępstwa. W końcu nie każdy kończy trening bez poślizgu! Można łapać szybciej, albo wolniej, dlatego Dynia uspokoił się nieco. Przecież są wojowniczy, którzy trening ukończyli, mając już 20 księżyców na karku, a są tacy, którzy nadal siedzą z członem Łapa! Chyba jest dla pierworodnego jakaś nadzieja, jak chodzi o trening u boku Borsuczego Futra. Im dłużej razem, tym lepsza więź! xx- Ociwiście że nazbieramy żółte kwiatki! Żon-ki-le! Mamusia mówiła mi że są sliczne, pewnie twoja siostra teś była, skoro dostała takie imię - wymruczał komplement kocurek, skacząc radośnie u boku wojowniczki. To była jego pierwsza, już nie samotna podróż poza obóz, u boku Lawendowego Kwiatu! Może się czegoś nauczy, by zabłysnąć przed Borsukiem? Nie żeby niczego nie umiał, bowiem syn Pomarańczowej Skórki, pamięć do tego typu rzeczy, to ma całkiem dobrą! Wie kilka punktów kodeksu, te, które podyktował mu bowiem Iglak, zna rangi, jakie występują w każdym klanie, oraz nazwę jednego z klanów i kota, który w nim żyje! O i zna też kilka zwierząt, które może upolować i wie jak pachną, no na przykład taka mysz czy królik. Pozycje do podejścia myszy, też zna od jakiejś strony, jednak to bardziej nieumiejętna próba powtórzenia zobaczonej pozycji, niżeli faktyczna i praktyczna widza w tym temacie. Człapał zadowolony u boku lubianej kotki, słuchając każdej jej wypowiedzi. Kiedy to doszło do wypowiedzi o Jagódce, Dyniak poczuł ciepło w serduszku. Jagódka coś wspominała o znajomości z Lawendą, jednak nie przypominał sobie, by chwaliła się pokrewieństwem! A tu proszę, to właśnie urocza, niebieska kuleczka była siostrzenicą Lawendowego Kwiatu, a córką Zaćmionego Księżyca. Ale ten Klan Wichru malutki! Tylko szkoda że on, Dyniowa Łapa, żadnej rodziny tu nie ma, oprócz własnego rodzeństwa które też, zapada się pod ziemie coraz to bardziej. Az na samą myśl o rodzeństwie, przed oczami pojawił mu się obrazem Miodek, Komarki i Żmijki, rozchorowanych i leżących w lecznicy. Pestka również też, gdzieś się tam zapadła, bowiem ani Krecik jej nie widział w legowisku terminatorów, ani Dynia! A to naprawdę musi być umiejętność, by móc umknąć wzrokowi Dyni, przecież on się usadowił na samym przodzie legowiska, by móc szybko i sprawnie z niego wychodzić, nie robiąc przy tym zbędnego hałasu, o który u sporego pręgusa nie trudno. Wyszczerzył się i pokiwał z aprobatą głową. Czyli nie tylko on, uważał Jagódkę za naprawdę urocze stworzenie. To była jego naprawdę dobra przyjaciółka, oglądał z nią Świetliki i bawił się naprawdę dobrze! Teraz powinien również wyrwać ją na taki nocny wypad, jednak teraz wybudzenie jej będzie nieco trudniejsze, patrząc na to, że Dynia musi przejść przez znaczną część obozu, wejść do Splątanych Korzeni na tyle cicho by jeszcze niego nie zbudzić! To dopiero mission impassible! xx- Oo! Słyszałem o ukońcionym treningu przez Gór-ski Stru-mień! O i o tim zie Si-kor-ka jest teraz twojom uczenniciom! To musi być siuper sprawa, że ma się terminatorrrrrra! Ja teraz nim jestem, ale nie widzie by Bor-suk był taki szczęśliwy.. poprawie mu humorek obieciuje! - powiedział wesoło, po czym spojrzał na Lawendę, poruszając uszami, kiedy to zadała pytanie. Czyżby coś ważnego pominął w swojej opowieści? Zawiesił się na krotki moment, po czym zatrzymał i wbił wzrok w spinające się po wysokim źdźble trawy mrówki. Oh ile on pominął! Nawet nie wspomniał o Iglaku, cóż za brak wychowania paniczu Dynia! xx- Mialem nauki! Bardzo siuper! Nauczyłem się dużo, poznalem nawet syna Ma-li-no-wej Gwia-zdy! Żaaaaa....baaa się nazywa! Ża-bia Ła-pa właściwie. Oh przeprasiam La-wen-do, ciasem mysle zie powiedzialem coś a tu...nic! Tio tak, bylem jeście z Ja-gód-ką na oglądaniu Świetlików. Wymknelismy się w nioci, usiedliśmy raziem na skarpie i obserwowaliśmy Świetliki! Ja miałem ciel, bo ciekalem nadal na Miętowooką, ale no, chyba przyjdzie dopiero jak dam jej kwiatki, a Ja-gód-ke wziąłem bo ładny widok. Cio tam dalej hm...moja siostrzyczka Pe-stka wyszla od Lśnią-cej Sa-dza-wki, ale znowu nigdzie jej nie ma...o i Kre-cik teś wyszedł! Rozlawialem z So-ko-lim Cie-niem, przeprosiłem go i dalem mu prezent w postaci taiego fajnego paaaaatyka z którym....przyszedł...na....moją...ceremonie! Co tam eee....no poznalem kilka super kotów, no na przyklad Wro-nią Ła-pe! A ty cio robiłaś na Zie...miach Niczyich..? Co to takiego? - zapytał nagle, wyrównując krok z kotką i skupiając już na niej całe swoje Dyniowe skupienie jakie tylko gdzieś tam wewnątrz miał. Co Lawenda robiłaby na tych całych NICZYICH ziemiach? Może poznawała przyjaciół? Może tych samotników? Bo o nich też pręgus słyszał! Ciekawe...może kiedyś tam pójdzie? Ale oczywiście z kimś!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss