Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Uszy kocura przekręciły się w kierunku Śliwki, a zaraz potem spojrzał na nią swoimi pomarańczowymi oczyskami. Co to w ogóle za pytanie i co chciała nim osiągnąć? Wsadzić mu kij w oko, jak w mrowisko? Chciała mu właśnie wytknąć wszystkie wady i pokazać, że jest nikim? Rudy kocur inaczej traktował słowa Czarno-białej wojowniczki, inaczej niż ta by chciała, tak jak ona w inny i głupi sposób interpretowała jego sposób bycia względem niej. Charknął oburzony, uderzając ogonem o ziemię. - O ile da się to nazwać rozmową? - Uniósł brew, patrząc na nią intensywnie. - Czy chcesz mi właśnie powiedzieć, Śliwkowa Pestko, że nie da się ze mną rozmawiać? Chcesz mi powiedzieć, że z moją głową jest coś nie tak? - jego głos był cichy i spokojny, ale jednocześnie bardzo twardy i wymagający. Nie zadawał tych pytań dlatego, że w to wierzył, jeszcze czego. Pytał się wojowniczki o te konkretne rzeczy tylko po to, żeby zaczęła się tłumaczyć. Głupio na pewno, ale lepiej, żeby zaczęła, bo kto wie czy Wietrzny Wąs faktycznie zaraz się nie obrazi. - Wiesz, chętnie posłucham co masz mi do powiedzenia. O ile nadal masz.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Została źle odczytana. A może nie sama ona, a jej zamiary i pytanie? Czasem zastanawiała się, czy aby na pewno nauczyła się poprawnie mówić w stu procentach, bo kolejny kot zdaje się nie rozumieć co do niego powiedziała, a...Sama to jak najbardziej rozumiała. Kiedy intensywne spojrzenie rudzielca spadło na ej osobę, o mały włos się nie zakrztusiła własną śliną, natychmiast czując się przez niego przewiercona na wylot. Nie lubiła kiedy ktokolwiek się w nią tak wpatrywał; automatycznie czuła się przez to nieswojo i miała ochotę zapaść się pod ziemię. Owe intensywne spojrzenie pomarańczowych ślepi, połączone z powtórzonymi jej własnymi słowami, sprawiło ogromny dyskomfort u czarno-białej kocicy. Na charknięcie i uderzenie ogonem zareagowała zaskoczonym piśnięciem i wzdrygnięciem się, oraz automatycznym zrobieniem kroku do tyłu. Wywołała wilka z lasu! Było milczeć...Wlepiła spojrzenie w kocura, a jej źrenice znacznie się zmniejszyły z powodu stresu. xx— J-ja...ja... — wyszeptała cichutko, odwracając zmieszana spojrzenie gdzieś na bok i cofnęła się, a jej ogon nerwowo bujał się na boki. Z każdym uderzeniem serca coraz szybciej i szybciej. Kiedy padły następne słowa, kotka o mało co się nie skuliła. Pomimo użycia cichego i spokojnego tonu, sam wydźwięk słów sprawił, że Owocówka stresowała się na tyle, że przez dobre kilka uderzeń serca nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego zdania. Twardy, wymagający ton przypierał delikatną kotkę do muru i sprawiał, że powoli żałowała rozpoczęcia takiego, a nie innego tematu. Mogli zostać na drapieżnikach i też byłoby dobrze! A przecież nic takiego nie powiedziała o co wypytywał ją teraz kocur. Nie miała takich intencji, przecież... xx— P-przepraszam, nie to miałam na myśli, n-naprawdę... — odparła w końcu, unosząc spojrzenie na pysk kocura znajdującego się przed nią. Ledwo łapała oddech, jednak czuła, że musi się wytłumaczyć i usprawiedliwić. W końcu nie chciała mu niczego zarzucić. — O-oczywiście, że da się z tobą r-rozmawiać. A-a i z twoją głową wszystko w porządku, n-na pewno jesteś bardzo mądry. Ja...mi chodziło o to, że...Zamieniliśmy mało słów podczas p-pierwszego spotkania. — wytłumaczyła, mimowolnie pod naciskiem spojrzenia, delikatnie się kuląc. Przełknęła ciężej ślinę i wbiła spojrzenie we własne, białe łapy. — P-przepraszam, na-naprawdę. N-nie chciałam, abyś mnie źle zrozumiał. B-bardzo chciałabym z tobą porozmawiać, p-przepraszam. — wyszeptała pod nosem coraz ciszej, powstrzymując łzy stresu. Wpadła w swoje błędne koło przeprosin. Niezbyt jej się podobało, jednak tak własnie działała. Z Sokołem działało, to może i Wietrzny Wąs odpuści i przestanie być na nią zły...? Tylko....tylko tak naprawdę, czemu się zezłościł?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Cała ta sytuacja sprawiała Wietrznemu Wąsowi nie lada uciechę, zwłaszcza kiedy Śliwkowa Pestka zaczęła głupkowato podrygiwać i popiskiwać, jak przerażone, zagonione w kąt szczenię. Kocur czuł się co najmniej ukontentowany w roli dominanta, zwłaszcza że skrajne emocje wojowniczki po prostu go karmiły i zachęcały do dalszego działania. Rudzielec coraz częściej odnajdował się w sytuacjach w których karcił innych, patrzył pogardliwie, oceniał, krytykował i jeszcze na głos komentował, czyli odpłacał się tym samym, co kiedyś otrzymywał od swojego ojca. Kocica była najbardziej uległą kupą gówna jaką kiedykolwiek napotkał na swojej drodze, a takie osobniki same się proszą o los, który ich spotyka. Stawiasz się w roli ofiary to nią zostajesz. - Oj Śliweczko, Śliweczko. - Zarzucił głowę do tyłu i zaśmiał się w głos całą piersią, bo mógłby bawić się tak dalej, gdyby nie fakt że była to siostra Świetlik. Czas przestać. - Przeprosimy przyjęte, możesz się podnieść i i zacząć oddychać. - Czuł że jeśli jej nie pozwoli to tego nie zrobi. Nawet uśmiechnął się do niej, tym razem przyjemniej. - Jakbyś od czasu do czasu ruszyła tą swoją głową to nie musiałabyś zadawać głupich pytań i nie dochodziłoby do nieporozumień, wiesz? Z tego co pamiętam to pierwszy raz mieliśmy styczność na ceremonii. Nie sądzisz, że rozmawianie podczas niej jest brakiem szacunku dla Czerwonej Gwiazdy? - zapytał, oddalając się o kilka kroków od kotki. Bądź co bądź była teraz jego rodziną, po części, ale była.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Jeżeli Wietrzny Wąs naprawdę karmił się przerażeniem i dyskomfortem, obrał sobie idealną ofiarę, która mogła dostarczyć mu ulubione danie prosto pod nos w każdym momencie, jak tylko rudzielec by prychnął czy krzywo na nią spojrzał. Teraz na przykład ledwo chrząknął, jednak uderzenie o ziemię ogonem czy twardy ton zadziałały odpowiednio mocno. Śliwkowa Pestka była właściwie już na tyle speszona i przestraszona, że przytaknęłaby na każde słowa rudzielca, byleby przestał na nią w ten sposób patrzeć. Bo nie mogła zaprzeczyć, że czuła się nieco osaczona i przyparta do ściany przez to wszystko; a tak naprawdę syn Ostowego Kolca niewiele zrobił. Kiedy usłyszała zdrobnienie swojego imienia, a po nim głośny śmiech jaki przeciął powietrze między nią a rudzielcem, położyła po sobie uszy i zamrugała pośpiesznie chcąc odgonić z oczu zbierające się tam łzy stresu. Była na granicy prawdziwej paniki, która pogłębiła się w momencie w którym to Wietrzny Wąs uśmiechnął się w jej kierunku, oznajmiając o przyjęciu licznych przeprosin i...pozwolił jej na podniesienie się i oddychanie. Podniosła się powoli, z ogonem obijającym się o kostki jej tylnych łap. Niepewnie podniosła spojrzenie i napotykając na swojej drodze uśmiech posyłany w jej kierunku; już kompletnie się pogubiła, nie wiedząc jak powinna odbierać zachowanie wojownika. Jeszcze chwile temu miażdżył ją spojrzeniem, śmiał się z niej, a teraz....Teraz się uśmiecha? Przełknęła ciężej ślinę i westchnęła, chcąc uspokoić szaleńczo bijące serce, jednak nadal wizualnie wyglądała tak, jakby kuliła się przed obliczem kocura, chociaż ten się odsunął, a sama również chciała zachować odpowiedni dystans. Podciągnęła nosem i pośpiesznie wytarła łapą policzek, który zrobił się nieco wilgotny, odchrząknęła i starała się wrócić do normalności; skoro kocur się uśmiechał, to...to znaczy, że nic się nie stało. Normalna rozmowa. xx— P-przepras'am... — odparła ponownie, tym razem ze stresu gubiąc literkę. Jej ogon w dalszym ciągu obijał się o jej kotki. Głupia, głupia Śliwka! Skoro inny kot, wypomina jej brak myślenia, to musi coś w tym być. — U-uważam tak, znaczy...W-wiem, wybacz. Po prostu...Uh...— nie wiedziała jak skleić rozsądne zdanie, aby nie wkopać się jeszcze bardziej, chociaż czuła, że i tak już to robiła. Okropieństwo! Jej gardło zaciskało się, płuca również a pyszczek i uszy paliły ją z zażenowania i wstydu. xx— N-naprawdę nie chciałam, a-abyś był na mnie zły p-przez nieporozumienie. Następnym razem b-będę myśleć dwa razy nim coś powiem.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Ciernik jest dość sporym kociakiem o grubym, gładkim futerku, które jest długie. Jest ono także w kolorze niebieskim jak i białym. Śnieżno-białe futerko pokrywa kociaka na sporej części pyska, gardle, piersi, brzuchu i od samego końca łap do mniej więcej łokci (a nawet nieco wyżej) z przodu, zaś z tyłu są to po prostu nieco przydługawe białe skarpetki. Nie posiada żadnych pręg, jest gładki pod tym względem. Oczy są na razie szaro-niebieskie, jednak z czasem się wybarwią na zielone. Nosek i środek uszu są różowe.
Jako że jest kociakiem, Ciernik jest pełny energii. Prawie zawsze chętnym do zabawy, ciekawym świata, wesołym kociakiem. Jest jak większość kociaków, ot co. Raczej się słucha mamy, chociaż zdarzy się, że nie posłucha i zrobi swoje. Starszych kotów raczej się nie słucha, jednak to wszystko zależy od tego, jaki dzień ma Ciernik oraz jak się zachowują te starszy koty w stosunku do małego kociaka. Syn Głogowego Cienia nie waha się o nic zapytać, nieważne czego by to dotyczyło, nawet spraw, którymi niekoniecznie powinien się interesować w takim wieku. Jest pewny siebie i nie wygląda na to, by się to miało zmienić. Ale nigdy nic nie wiadomo, prawda? Kocurek raczej nie posiada jakichś wielkich ambicji, jednak jest tylko kociakiem, z jego wiekiem może się to zmienić.
jaskrowa łapa [kw]; migotliwa łapa i świetlista łapa [gk]; igła [m]; tymiankowa łapa i wężowa łapa [nkt]
Był już wieczór, a co za tym szło, Ciernik był już po treningu. Wrócił dużo wcześniej, zadowolony z tego dnia. Został terminatorem i od razu na dzień dobry miał trening! Co prawda nie przerobił aż tylu rzeczy, ale wciąż był zadowolony. Z niecierpliwością czekał na następny dzień z Kosową Pieśnią. Był ciekaw, co jutrzejszego dnia będą robić. Chcąc spożytkować jakoś ten czas, usiadł nieopodal Zrośniętych Drzew z rybą i zaczął ją jeść. Liczył, że ktoś się do niego dosiądzie i pogada. I tak się stało, ale tym kimś była jego mama, Wydmowy Wiatr. Zaproponowała kocurkowi spacer po terenach, na co się oczywiście zgodził. Podobał mu się ten pomysł, a każda chwila spędzona z mamą była chwilą świetną. Dlatego po szybkim skończeniu posiłku wyszedł wraz z rudą kocicą z obozu, podekscytowany. To był już jego drugi raz poza obozem, i to w ciągu jednego dnia!
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Czarno-biała kocica wreszcie mogła odetchnąć pełną piersią, zapachem własnego klanu. Który po paru księżycach w domu dwunogów był kojący niczym najcieplejsze legowisko.
Udało jej się wrócić po czasie.
Jeden z samotników na osiedlu skierował ją w kierunku rzeki, a kiedy ją znalazła, trzeba było po prostu iść razem z nią. Była zmęczona i bolały ją łapy, co w przeszłości tak rzadko jej się przecież zdarzało. Dotarła jednak w końcu do granicy. Nie przekraczając, jej usiadła przy niej, czekając i rozglądała się za patrolem. Gruby ogon owinęła wokół białych łap. Nie trzeba chyba dodawać że wyglądała raczej mizernie.
Zostawało jej być cierpliwą.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Po ceremonii prędko spostrzegłam, że poza obozem...dalej czuję się nieswojo. Tereny klanu nie wydają się już tak straszne, gdy jestem w stanie w większości przypadków się obronić, jednak sądziłam, że powinnam może trochę...inaczej na nie patrzeć. Trening, patrole, polowania, a pomimo wszystkiego dalej miałam wrażenie, że poruszam się po nich niewystarczająco swobodnie i powinnam znać je znacznie lepiej. Dlatego też zaproponowałam Ciemnej Mordce spacer. Miało to wiele zalet, bo kotka była według mnie bardzo sympatyczna i może nawet podobna do mnie, więc chciałam też poświęcić więcej czasu na poznanie się w spokoju i tak dalej.
Nie rozmawiałyśmy o niczym szczególnym, kierując się spokojnie w kierunku granic, jednak w pewnym momencie wyczułyśmy obcą woń, nie należącą do kota z Klanu Rzeki. Trochę się zestresowałam, jednak obowiązek...to obowiązek, dlatego też poszłyśmy to zbadać.
Dochodząc do Ptasich Krzewów, faktycznie, dostrzegłyśmy samotnika na granicy. Spięłam mięśnie z nerwów, jednak nieustannie szłam w tamtym kierunku. Nie byłam kocięciem, byłam wojowniczką, zresztą...nikt nie mówił, że dojdzie do jakiejś walki, a nawet jeśli, to moją powinnością było chronienie klanu. - Znajdujesz się na ghanicy z Klanem Rzeki - powiedziałam w końcu, dość oficjalnie, ale bez cienia agresji. Wyprostowałam się nawet lekko, spoglądając na kotkę. Serce mi biło jak szalone, bo jeszcze nie miałam okazji nikogo...wypraszać, ale musiałam. Pokonywanie słabości, jak wojowniczka, tak, jak mówiła Ćmi Zmierzch! - D-dlatego też powinnaś...zawhócić j-jeśli...o-och - miauknęłam, urywając w momencie, gdy zapach kocicy wydał mi się nagle dziwnie znajomy. Zmarszczyłam brwi, bo wydawało się mi to dziwne, skoro nigdy nie widziałam żadnego samotnika. I wtedy dopiero połączyłam fakty, dostrzegając również takie drobne szczegóły jak jej charakterystyczne plamki na pyszczku. Wszystko, dosłownie wszystko poza naderwanym uchem i śladami po pazurach wyglądało zupełnie jak... - P-Pliszka? - miauknęłam, tym samym pozwalając emocjom wziąć górę, podchodząc jeszcze bliżej. Jeśli to nie była ona, samotniczka pewnie dziwnie zaczęłaby na mnie dziwnie spoglądać, albo pomyśleć coś dziwnego, ojej...z drugiej strony, jak wiele identycznych kotów mogłoby być w okolicach czterech klanów? Czy naprawdę mogłabym się pomylić?
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Najmłodsza córka Kukułczego Puchu była cierpliwa i miało się jej to opłacić. Siedząc tak, Pliszka zastanawiała się też czy ktokolwiek jej szukał i jak miała się jej mama oraz rodzeństwo, oraz reszta rodziny. No i oczywiście czy zostanie przyjęta. Zastrzygła naderwanym uchem, słysząc niedaleką rozmowę. Najwyraźniej nie miała aż tak dużo czasu na zastanawianie się i dociekanie.
Można powiedzieć, że wbiło ją w siedzenie, kiedy rozpoznała, na kogo właściwie trafiła. Zapach się zgadzał, charakterystyczna czarna plama na piersi również. Czyżby Przepiórka wyrosła aż tak? I jeszcze od razu jej nie rozpoznała, to nie do końca było spodziewane ze strony młodszej z sióstr. Słysząc urwanie tego, co kocica zaczęła mówić, Pliszka uśmiechnęła się pod nosem, nim w końcu sama się odezwała. Wcześniej jeszcze, kiwając Ciemnej Mordce łbem w wyrazie szacunku. - Miałabym zawrócić i nie spróbować wrócić do rodziny i klanu?
Słysząc swoje własne imię, z pyska Przepiórki, uśmiechnęła się do niej ciepło. - Przepiórko.
Głos kocicy zatrząsł się przy imieniu dawno niewidzianej siostry.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Poczułam, jak łzy zaczęły napływać mi do oczu. Nie byłam do końca pewna, czy było to ze wzruszenia, czy ze szczęścia, czy ze smutku...ale czułam się nieco spokojniej, wiedząc, że siostra żyła i była w stanie powrócić aż tutaj. Och, mama pewnie też się ucieszy! Przytuliłam się do niej, ocierając policzkiem o jej szyję, po chwili uśmiechając się do siebie, choć kilka łez zdążyłam uronić, nie zamierzałam się tutaj...rozklejać. Po kilku uderzeniach serca, udało mi się uspokoić na tyle, by zacząć myśleć o tym, co robić dalej. - Tęskniłam, m-mama też - mruknęłam, choć zdawało się to oczywiste. Nie wiedziałam, czy Mewa odczuwał brak rodzeństwa w klanie, jednak wiedziałam, że Kukułczy Puch bardzo to przeżywała. Westchnęłam, w końcu odsuwając się od jej boku, by przejść do najważniejszego. - W takim hazie...C-ciemna Mohdko, mogłabyś pójść po C-czehwoną Gwiazdę, albo Ćmi Zmierzch? - poprosiłam, nie do końca pewna tego, jak się odbywało to całe...przyjmowanie spowrotem do klanu. Na szczęście kotka się zgodziła, dzięki czemu mogłam zostać z Pliszką. - J-jak się czujesz? Coś cię b-boli, będziesz p-potrzebowała pomocy od K-księżycowego Pyłu? - spytałam, jeszcze raz jej się uważnie przyglądając, bo nie mogłam wiedzieć, czy coś jej nie było. Trochę zmartwiły mnie jej blizny i cała reszta, nie miałam pojęcia, czy poza nimi coś nie było na rzeczy! - C-co się w ogóle stało? - dodałam, wbijając w nią zatroskane spojrzenie. Nie chciałam naciskać na nią, by uzyskać te odpowiedzi, w końcu nie musiałam wszystkiego wiedzieć, jeśli jednak chciałaby mi to powiedzieć, wiele spraw mogłoby się rozjaśnić
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Pliszka zamruczała ciepło kiedy, Przepiórka się do niej przytuliła. - Deż dęskniłam. Jak się czuje mama?
Miło było w końcu poczuć przy boku znajome futro siostry. Zielonooka nie mogła się doczekać ponownego spotkania rodzicielki i być może braci?
Kiedy Przepiórka od niej odeszła, zastrzygła naderwanym uchem, słysząc prośbę siostry do Ciemnej Mordki. No tak przecież musiała jeszcze porozmawiać z władzą, na temat własnego powrotu. Najwyraźniej władza podczas jej nieobecności nie zmieniła się wcale. Kiedy wojowniczka się zgodziła i ruszyła do obozu, Pliszka została sama z siostrą, która uznała to za wyśmienitą okazję, by ją wypytać. - Czuje się dobrze i nie, nie podrzebuje pomocy od Księżycowego Pyłu.
Kocica uśmiechnęła się delikatnie, słysząc kolejne pytanie. Spojrzała na siostrę łagodnie. - Dowiesz się, jednak wolałabym poczekać na Czerwoną Gwiazdę lub Ćmi Zmierzch z wyjaśnieniami, niż wyjaśniać to podwójnie.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Westchnęłam cicho na pytanie o samopoczucie mamy. Sama...nigdy nie byłam całkowicie pewna jak się czuła, miałam wrażenie, że z troski o nas nie mówiła nam wszystkiego. - O-ojej, s-sama nie jestem pewna, ale...w-widać, że cały czas się mahtwi. Kaczuszki nie ma, Kaczohka też nie...m-myślę, że to ją może męczyć - miauknęłam niepewnie, bo wypowiadanie się na temat czyichś uczuć wydawało mi się trochę...nie wiem, po prostu nie chciałam udawać, że wiem jak się ktoś może czuć, choć tak nie jest.
Skinęłam, słysząc, że nie potrzebuje leczenia od Księżycowego Pyłu, uśmiechając się lekko, skoro nie było o co się martwić. Jeśli o jej zdrowię chodziło, oczywiście. Och, w zasadzie również to, że wolała poczekać z wyjaśnieniami na przybycie którejś z kotek mnie nie zdziwiło, w pełni rozumiałam to, że lepiej byłoby opowiedzieć raz, na spokojnie, niż powtarzać się kilka razy. - Dobrze.. - odpowiedziałam, poruszając nerwowo ogonem. Ciekawe, kto przyjdzie rozmawiać o tym wszystkim… - N-naphawdę cieszę się, że jesteś cała i zdhowa, w-wiesz? - mruknęłam po chwili cicho, czując pewną konieczność dodania takich słów. Powinnam lepiej pokazywać, jak mi zależało na rodzeństwie, powinniśmy mieć...lepszy kontakt. Tak myślę.
Wkrótce zjawiła się Ćmi Zmierzch, której skinęłam głową na powitanie i pozostało mi tylko...słuchać. I liczyć na to, że wszystko będzie dobrze.
//zt już pewnie, bo raczej nie będę miała za bardzo na co reagować
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Pliszka mruknęła, zastanawiając się nad odpowiedzią Przepiórki. Jeśli dobrze zrozumiała z całej piątki została ona, obecna tu siostra i Mewa, z którym tak szczerze nigdy nie miała do czynienia bardziej osobiście. Oczywiście byli rodzeństwem, ale poruszali się w kompletnie innym towarzystwie. Kaczorek? Nie za bardzo się nim przejmowała, nawet jeśli był jej bratem, to był niewdzięczny i głupi. Kaczuszka? Pliszka miała nadzieje, że ta gdziekolwiek jest, da sobie radę. - Wiem, cieszę się, że dy jesdeś w podobnym stanie siosdro.
Kocica mruknęła ciepło, do starszej siostry.
Samotniczka zastrzygła naderwanym uchem, widząc zastępczynię. Skinęła jej głową z szacunkiem, w końcu jakby nie patrzeć to od tej rozmowy miało zależeć czy uda jej się wrócić do domu, czy nie. - Dak, Ćmi Zmierzchu.
Potwierdziła własne imię, choć dawno go nie słyszała. Nie, żeby miała coś przeciwko. Zastępczyni nie miała obowiązku przecież znać wszystkich kotów i o nich pamiętać, kiedy znikną. Czarno-biała odchrząknęła, przygotowując się do całkiem sporej ilości słów, które miała z siebie wyrzucić. - Zosdałam porwana.- Pliszka rozpoczęła od tego, ale zaraz poprawiła się i zaczęła właściwie od początku.- Polowałam na naszych derenach, kiedy nadknęłam się na samodnika. Musiałam go przegonić, tak mówi kodeks. Nie chciał odejść po dobroci, więc walczyliśmy. On uważał, że nie będę w stanie zrobić mu krzywdy. Kiedy przekonał się, że jesd inaczej, zaczął uciekać. Oboje nabawiliśmy się wdedy ran, przejechałam mu pazurami po pysku. Pewnie, gdybym nie pogoniła za nim, nic dakiego by się nie sdało. Sprowokował mnie. Przy... -tu potrzebowała chwili, by przypomnieć sobie klanową nazwę drogi, zwłaszcza że słyszała o niej bardzo dawno i tylko raz.- Grzmiącej Ścieżce znajdowały się dwunogi razem z podworem. Złapali mnie, mimo że drapałam i gryzłam, zabrali do swojego gniazda i dam zamknęli, a samodnik uciekł. Zajęli się moimi ranami. Nie wiem nawet, ile spędziłam zamknięda w ich gnieździe.
Jutrzenka spuściła głowę, by przez chwilę odetchnąć i kontynuować. - Parę wschodów słońca demu drugi z dwunogów posdanowił mnie pogłaskać. Podrapałam go, a on wyrzucił mnie z gniazda. Gdybym wiedziała, że do się stanie, zrobiłabym coś dakiego dużo wcześniej. Jeden z samodników z osiedla wskazał mi drogę i deraz jesdem dudaj. Chcę wrócić do rodziny i do Klanu.
Decyzja nie należała teraz do niej. Nawet nie zarejestrowała tego że jej ogon nerwowo podrygiwał, w oczekiwaniu na słowa zastępczyni.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Córka Kukułczego Puchu czekała zdenerwowana na osąd Ćmiego Zmierzchu. Uśmiech czarnej kocicy i trącenie w bark zaskoczyło ją, ale sama również uśmiechnęła się nieśmiało do zastępczyni. Słysząc łagodne upomnienie, Pliszka mruknęła na znak, że rozumie. Fakt był taki, że zawsze była dość żywiołowa i łatwo dało się ją sprowokować, jednak musiała nauczyć się trzymać nerwy na wodzy. Słysząc, że następne słowa Ćmy rozpromieniła się i wyprostowała. Wracała do rodziny, do klanu. Była ciekawa, jak zareaguje na to mama. - Dziękuje Ćmi Zmierzchu.
Dziękczynnie skinęła starszej kocicy łbem, zastosowała się do niewerbalnego polecenia i ruszyła za zastępczynią. Słuchając w tym czasie instrukcji, które dostawała jej siostra. Uśmiechnęła się do niej wesoło. Chociaż najwyraźniej czekała ją długa rozmowa z siostrą, ciekawe jak dużo się zmieniło.
Wracała, tak naprawdę wracała do domu. Nawet jeśli była zmęczona i bolały ją łapy od drogi, to podczas spaceru tego nie czuła, była na to zbyt podekscytowana.
[zt.]
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Jej ukochana rodzina coraz bardziej się rozpadała. Albo rozchodziła? Ważne, że jej bracia znikali, a o ojcu to nawet w ogóle nie wspomni, bo ani razu nie widziała go na oczy. Zaczęło się od Pstrąga, który zniknął na kilka księżyców zjadany przez chorobę w królikarni. Następny był węgorz, który najwidoczniej zachorował na coś podobnego co Pstrąg. Śliza w ogóle od ceremonii nie widziała, jakby wyparował w powietrzu, a po tym... Nastała dla niej największa rozpacz. Gdzieś zniknął ciernik, brat, z którym w sumie spędziła najwięcej czasu. Modliła się do gwiezdnego klanu, by jeszcze wrócił i chociaż zobaczył, jak jego najlepsza siostra jest mianowana.... Z każdym dniem zaczynała w to coraz bardziej wątpić, ale hej to czas na takie rozmyślania! Dość niedawno miała rozmowę o tym z Amurem, więc teraz tylko trzeba upilnować, by również jej najmłodszy braciszek nie zniknął.
Tak więc, skoro na treningu poznała teorię polowania i walki oraz miała trochę praktyki, postanowiła, że pierwszy raz na własną rękę wyjdzie z obozu... No prawie. Bo zaciągnęła ze sobą Karpia. Dlaczego go? Bo czemu nie! Wraz z resztą rodzeństwa spędziła już trochę czasu, ale z Karpiem jedyne co pamięta, to ich niektóre przygody, podczas gdy byli kociakami. Chciała czerpać jak najwięcej z jego obecności, zanim... cóż. Zniknie jak reszta. Tak więc wyszła z obozu, ciągnąc braciszka za sobą. Po drodze mówiła coś w stylu "no chodź, będzie fajnie!", a gdyby protestował, to po prostu złapałaby go zębami za kark niczym mama i ciągnęła po ziemi, zanim by dotarli do wybranego miejsca. Droga do przebycia z obozu była zdecydowanie spora, ale ona sobie nie poradzi? Poradzi i to jak!
- No. Nie było tak strasznie, prawda? - dodała pod koniec podróży, z jej charakterystycznym uśmiechem na pysku, w międzyczasie puszczając kark brata, gdyby się opierał podczas podróży. Nie zaszli chyba aż tak daleko? A nawet gdyby to nikt nie powinien ich przyłapać, bo patrol zapewne przeszedł w okolicy jakiś czas temu. Miała nadzieję, że Karpiowi zostało trochę energii, bo teraz czekała go zdecydowanie bardziej wyczerpująca część, a mianowicie zabawa z siostrą!
// Karpia łapa uwu
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Kocur urósł dużo. Jego futerko jest bardzo długie, zadbane i puchate, a on sam o nie bardzo dba. Z szaroniebieskich, kocięcych oczu pozostało nic, a kolor zszedł na jedno oko żółte, a na drugie — niebieskie. Oczy jako zwierciadła duszy również ukazują już inne oblicz e! Mniej strachu, domieszka ciekawości oraz nutka elegancji w odrobinę przymróżonych oczkach. Łapy długie, dostojne, skrywające różowe poduszki przypominające magiczne fasolki. Wąsy tak samo podkręcone jak kiedyś, okazujące lekki humor kota. Nos troszkę skryty pod białym futerkiem jest równie różowy jak poduszeczki łap. Trzeba też wspomnieć o kolorowych chustkach i obróżkach, które przyozdabiają jego puchatą szyję! Polubił je nawet.
Karp... wyrósł. Po zaginięciu jego lęki się pomniejszyły, sam się usamodzielnił i coraz rzadziej boi się jakiegokolwiek szelestu. W jakiś sposób pojął zaufanie i zaufać mu już łatwiej, co jest na plus. Teraz nie boi się aż tak pytać innych jak kiedyś, chociaż fakt, stres nadal łapie, ale nie zaciskający tak mocno gardło. Ale język plątać się to się plącze. Zaczęły interesować go relacje i przyjaźnie, emocje, odczucia, ale! Wszystko po kolei moi mili, po kolei. Zachowuje się z większą elegancją i kulturą, a także towarzyszy mu nutka lekkiego humoru. Podsumowując, kocurek wyrósł z silnego strachu, ale jego cień pozostanie z nim pewno.
Skrzydlate Serce [nkt]
Ok, wszystko się waliło na rozpadało jak domek z kart, a przynajmniej dla Karpia.
Rodzina była dla niego ważna. Ba! Nawet bardzo. Ostatnio działy się naprawdę dziwne rzeczy z jego braćmi. Było mu naprawdę przykro z tego powodu, nawet pomimo tego, że jakoś dużo... Jakoś dużo nie rozmawiał z rodziną. Czy w ogóle z kimkolwiek rozmawiał?
W każdym razie, teraz miał okazję. Płotka wyciągnęła go poza obóz, a kocur bał się konsekwencji. A jeżeli ktoś ich złapie? Oczywiście więc, że Karpia Łapa się opierał! No cóż, nie było to najlepszym pomysłem.
Gdy Płotkowa Łapa już go puściła, syn Wydmowego Wiatru wstał na trzęsących się nogach.
— Płotka — powiedział z powagą i przerażeniem w głosie. — P ł o t k a. A jak ktoś nas złapie? Zauważy? Co- Co wte- wtedy? — przełknął ślinę. Oczywiście, jak zawsze Karpia Łapa miał już czarne scenariusze w głowie. — A jak Czelwona Gwia- Gwiazda nas wyrzuci? Wyrzuci, wyrzuci, wy- — przerwał i wziął głęboki wdech. Czuł się teraz trochę głupio z powodu, że tak panikuje. — Ni- nie, nie było tak... stlasznie — odpowiedział w końcu na pytanie. Czuł się naprawdę źle, że wyszedł z obozu. Chyba... chyba nie powinien był? Może. Może tak, może nie. O Gwiezdny Klanie, pomyślał i usiadł na ziemi czekając, co siostra zamierza robić dalej.
Oh,home, letme comehome Homeis whereverI'm withyou Oh,home, letmecomehome ≡ Homeiswherever I'm with you ≡ La,la,la,la, take mehome Mother,I'm cominghome
≡