Logo Artemidy
Bobrowa Tama
***

Dotarcie tutaj... Było o wiele trudniejsze, niż się spodziewała. Przez połowę podróży miała przy sobie wspaniałą przewodniczkę, jednak tak trochę… zgubiła się wyruszając na polowanie. Udało jej się dzień później odnaleźć miejsce gdzie się rozdzieliły, jednak kotki już tam nie było. Dzięki deszczowi, który miał miejsce w nocy, nie było nawet mowy o szukaniu tropu. Wiedziała, że jeśli chce wrócić do domu, to wystarczyło tylko podążać za rzeką, co nie brzmiało trudno. Tak więc… Samotniczka postanowiła resztę drogi pokonać sama.
Nie zajęło jej to długo, jeden wschód słońca więcej i o porze górowania słońca rozpoznała znajome tereny. Najpierw zapach gromu pochodzący z drugiej strony rzeki, a niedługo po nim zapach jej klanu i tereny, które rzeczywiście pamiętała. To było… dziwnie, wracanie po tak długim czasie i pamiętanie tego krajobrazu tak dobrze. Do oczu kotki zebrały się łzy. Po tylu księżycach, nareszcie, nareszcie dotarła tutaj. Do rodziny, do przyjaciół. Będzie musiała się porządnie odwdzięczyć Kliszy, jeśli tylko ją spotka! Koniec z jedzeniem mysich bobków, spaniem samotnie, czy wytrzymywaniem w tym dziwnie pachnącym legowisku. Tylko… oby wszyscy jej bliscy byli cali i zdrów. Cicho modliła się do gwiezdnych, by jej mama dalej żyła, by Paprotka, Pożar, Węgorz i Mętlik byli szczęśliwi w obozie, by zastała klan w takim stanie, jak go zostawiła, albo z kilkoma mordkami które wcześniej zniknęły… A co jeśli nie było tak jak, kiedyś? Co jeśli jej nie przyjmą, bo była pieszczochem i dalej trochę pachniała jak on? Uhh, dość szybko radość zamieniła się w stres. Nie było jednak mowy o zawróceniu, nie ma mowy, że zostawi rodzinę po zajściu tak daleko. Poza tym musiała jak najszybciej pokazać swoją ranę medykowi, bo po akcji z borsukiem każde zadrapanie wydawało się.... niebezpieczne. Tak więc niepewnym krokiem zbliżyła się i usiadła przed granicą niedaleko Bobrowej Tamy. Korzystając z chwilki dla siebie, przejechała kilka razy językiem po tym bałaganie, który znajdował się na jej lewym boku. Ałććć.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dla Księżyc był to dzień jak codzień. Wstało wcześnie i, jeszcze przed śniadaniem, poszło na patrol z Kwiatową Przełęczą i Brązowym Pyskiem. Rozmawiając o jakiś bzdurkach, dotarli aż nad Bobrową Tamę, i tutaj dzień Księżyc przestał być dniem jak codzień, bo oto okazało się, że siedzi tu jakaś wybitnie nienależąca do Klanu Rzeki kocica. Taka gratka nie trafia się codziennie, toteż Księżyc, żywo zainteresowane nową przygodą, a przy tym pełne poczucia Rzecznego obowiązku, pierwsze wystąpiło z szeregu.
- Dzień dobry Pani! Muszę Panią poinformowacz, że znajduje się Pani na terytorium Klanu Rzeki. Czy jest tu Pani w jakiejś konkretnej sprawie?
some people SMILE
at the end of the day

𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲

but to me there’s nothing
but gloom and despair

that’s just how the story goes
LVL 3 125 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czekała… W sumie nie tak długo i tak jak myślała, pojawił się patrol. Dalej się stresowała, ale na szczęście rozpoznała w nim dwie znajome mordki z legowiska wojowników, na co się delikatnie uśmiechnęła. Jednak z szeregu wyszedł akurat jedyny z trójki, którego ani trochę nie kojarzyła. Dość młody, jednak nie za młody, by być świeżym terminatorem. Może był już wojownikiem? Kto wie ile kotów było mianowanych przez ten prawie obieg pór…
- Dzień dobry - odpowiedziała na przywitanie przyjaznym tonem - Jestem Płotkowy Potok i byłam wojowniczką Klanu Rzeki, ale któregoś dnia na polowaniu porwali mnie dwunożni i… Chciałabym wrócić do domu, jeśli mogę - dodała, próbując wytłumaczyć jako tako swoją sytuację kocurowi. Mógł jej nie uwierzyć, bo prawdopodobnie nie słyszał nigdy jej imienia i nie kojarzył z mordki, ale Kwiatowa Przełęcz i Brązowy Pysk raczej mogli potwierdzić, że była stąd.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puchate uszka wyprostowały się niemal natychmiast. O rany, kot wracający do Klanu! No tego to jeszcze nie grali. Jaki fart, że akurat im się trafiła powracająca kocica!
- Miło mi Panią poznacz. Ja mam na imię Księżycowa Łapa - wyszczerzyło się w szczerym uśmiechu, po czym zrobiło wielkie oczy, gdy Kwiatowa Przełęcz z tyłu rzuciła, że Płotkowy Potok to córka Wydmowego Wiatru. Otwarło pyszczek z zaskoczenia, całe ucieszone. - To - o mamo, to znaczy, że jest Pani... - już chciało wymienić imię swojego mistrza, ale w porę ugryzło się w język (jakoś trzeba będzie to jej powiedzieć, ale nie teraz, nie w ten sposób), i zgrabnie dokończyło - ... w najlepszym możliwym momencie. Wydmowy Wiatr bardzo się ucieszy na Pani widok. Zaraz ją przyprowadzę - szastnęło nogą i już go nie było. Dopiero gdy wpadło do obozu, przyszło im do głowy, że przecież nie wolno mu wychodzić samotnie. Wszystko jedno, to sprawa nagła! Pdzezornie przemilczało ten fakt, gdy, dopadłszy Wydmowego Wiatru, wyjaśniło jej co i jak, by poprowadzić ją na granicę.
some people SMILE
at the end of the day

𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲

but to me there’s nothing
but gloom and despair

that’s just how the story goes
LVL 3 125 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
11
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wydmowy Wiatr zajmowała się obozem, jak zwykle. Lubiła to robić, czuła się wtedy najbardziej pożyteczna, w końcu z polowań przynosiła coraz mniej (ale chyba nikt jej tego nie wypunktował, oprócz jej samej; dobrze wiedziała, że z wiekiem zmysły się pogarszają), tak więc organizacja była tym, w czym rozkwitała.

A potem przyszła (przyszło? chyba, ojej, nie była już zbyt biegła w młodzieży) młody terminator. Mówiło o tym, że na granicy czeka na nią... jej córka. Płotka. Płotkowy Potok, jej jedyna córka. Została porwana przez dwunogów, nie umarła, ŻYJE. Wydmowy Wiatr prosiła Gwiezdny Klan, że dobrze usłyszała. Że to nie jest sen. Że Płotka na prawdę czekała właśnie na granicy Klanu Rzeki i chciała powrócić do domu. Oczywiście, że chciała. W końcu to Wydmowy Wiatr we własnej osobie ją wychowała. Zawsze mówiła swoim kociętom, że ich miejscem jest Klan Rzeki. Że to ich dom. Niezależnie gdzie są, zawsze, gdy tylko będą chcieli, będą w stanie powrócić do Domu.

Dotarła po chwili w okolice Bobrowej Tamy z Księżycową Łapą u boku (ależ to był zbieg okoliczności!), a łapy aż jej świerzbiły. Nie mogła doczekać się, aby zobaczyć swoją córkę. W końcu spostrzegła dobrze jej znane, nigdy nie zapomniane, buro-rude futerko. Pierwsze co zobaczyła, to dość rozległa szrama widniejąca na jej futrze. Wydma zrobiła wielkie oczy. Jej biedna, biedna Płoteczka... jej rybeńka, jak cokolwiek mogło ją skrzywdzić? Jak śmiało?

— Płotka. — w końcu zastępczyni Klanu Rzeki wydusiła, zauważając, że musiała złapać oddech (kompletnie zapomniała o oddychaniu!). Na jej pysku pokazał się uśmiech, dała chwilę córce, aby zareagować, a potem złapała obiema przednimi łapami wokół jej szyi, z oczu poleciała pierwsze jedna, potem następne łzy. Wtuliła rudy pysk w futro swojej córki i pod nosem zaczęła mamrotać. — Tak się cieszę, że cię widzę, kochanie. Jesteś już w domu.

Trochę zajęło jej pozbieranie się. Nie chciała puszczać Płotki z uścisku. Chciała ją jeszcze tulić, ale było tutaj Księżycowa Łapa. Pewnie ma coś do roboty, powinni wracać do obozu.
— Porozmawiamy, jak wrócimy do obozu, dobrze? Chodźmy. — och, gdyby jeszcze oni wiedzieli, co się działo w owym obozie...
[Obrazek: k2n2s6P.png]
what a glorious feeling!
i'm happy again!
° i'm laughing of clouds °
= so
dark up above =
the s u n is in my heart
and I am ready for love!
LVL 5 85 / 400
MedLVL 1 80 / 200
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na szczęście kocur zareagował pozytywnie na wieść o powrocie, co bura przyjęła z wielką ulgą. Zastanowiła ją natomiast… przerwa w następnej wypowiedzi, jednak kocur na tyle sprawnie dokończył, że postanowiła zadawać dodatkowych pytań. Jeszcze większym zaskoczeniem było wymienienie imienia mamy. To znaczyło, że była cała i zdrowa, ale jednocześnie… Czemu akurat ona miała do niej przyjść, a nie jakiś zastępca czy przywódca. - Mama…? - zapytała, ale trochę za późno, bo kocur już się oddalił. Czy miało to coś wspólnego ze wspomnianym najlepszym momentem? Huh.
W czasie czekania próbowała znaleźć jakąś sensowną odpowiedź, ale każdą po kolei odrzucała z jakiegoś powodu. No bo na przykład zastępczynią nie mogła zostać, przecież należał jej się odpoczynek u starszyzny, a nie niańczenie klanu. Nie minęła dłuższa chwila i rzeczywiście, przed nią zjawiła się jej ruda mamusia. Na pysku burej zawitał szeroki uśmiech. Po tylu księżycach mogła zobaczyć mamę! - Mama! - Dodała uradowana, by następnie odwzajemnić jedną łapą uścisk. Tak jak ona wtuliła się w jej miękkie futro. Na gwiezdnych, jak ona tęskniła za tym uczuciem. - Też się cieszę, że tu wróciłam. Do klanu, do przyjaciół, do rodziny, nawet nie wiesz jak bardzo, a-ale proszę przestań płakać, bo zaraz sama się rozkleję - rzuciła w żartach, choć jej bursztynowe oczy się rzeczywiście zaszkliły. Była w domu, mogła wrócić… Na gwiezdnych to się naprawdę działo.

Niechętnie, ale również puściła mamę. Przytaknęła na jej słowa. Będą miały w obozie maaasę czasu na rozmowę i dalsze uściski, ale no trzeba było tam wrócić. Bura wstała i no tak, przez tę chwilę czułości zapomniała o swojej ranie na boku. - Ale przed tym… Mogłabym szybko odwiedzić medyka? - zapytała z lekkim nerwowym uśmiechem, wskazując pyszczkiem na ślady po walce z puchaczem. Nie były tak ogromne, jak jej blizna na szyi… No ale wciąż były. A nie miała najmniejszego zamiaru zostawiać ich bez opatrzenia.

//zt za mnie i za wydme <3
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Serce biło mu jak oszalałe, gdy sprintem uciekł z obozu. Nie chciał na to wszystko patrzeć i obserwować, jak koty cierpią tylko dlatego, że nikt nie podjął odpowiednich kroków względem Paprociowej Łapy wcześniej. Musiał się przejść, odetchnąć świeżym powietrzem i umyć z cuchnącej juchy. Dlatego udał się w stronę Bobrowej Tamy, gdzie bez zastanowienia wskoczył do wody, przy okazji chroniąc się przed upałem. Starał myśleć się o wszystkim, tylko nie o tym, czego właśnie doświadczył. Szkoda, że się nie dało.

//żona
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
W tym samym czasie Jezioro biegła z całych sił, co jakiś czas odwracając się za siebie. Było blisko, było bardzo blisko! Dwunodzy zorientowali się, co kombinuje, gdy już uciekała, i jeden zażarty kociak Dwunożnych próbował jeszcze ją dorwać. To nie tak miało wyglądać - Jezioro miała wyjść na małą wyprawę, by odnaleźć babkę, Przywódczynię Klanu Rzeki, przyprowadzić ją grzecznie do Klanu i wszyscy mieli żyć długo i szczęśliwie! Co osiągnęła? Porwanie przez Dwunogów? Zarobienie jakiejś żenującej, ciasnej wstążeczki wokół szyi, która uwierała ją tym bardziej, im bardziej łapała oddech, zdyszana?
Będąc już na terenach nieopodal Bobrowej Tamy zwolniła, dysząc ciężko i wciąż odwracając się co chwila, szła już o wiele wolniej. W końcu zatrzymała się, próbując wyszarpać materiał ze swojej szyi, lecz im dłużej się z tym szamotała, tym ciaśniej zaciskała się wokół jej szyi. Podeszła do większego kamienia, spróbowała zaostrzyć pazura i wtedy zerwać obrożę, lecz wciąż nic z tego - to diabelstwo nie chciało dać się przeciąć. A nie mogła przecież tak wrócić do Klanu! Gdyby tylko mogła użyć zębów...
Po kolejnych kilku próbach opuściła obolałe łapy. Z obroży zostały strzępy, ale strzępy wciąż wiszące na jej szyi. Zawyła z frustracji i gniewu, z tego wszystkiego, co się wydarzyło, z odejścia jej babci, która była dla niej matką, z odejścia samej Jeziorko, która opuściła wszystkie swoje dzieci oraz kochającego męża, by chociaż uspokoić swoje sumienie i udowodnić samej sobie, że zrobiła COKOLWIEK by ją odnaleźć, by nie przekreślić jej tak szybko jak swojej matki. Jej skowryt przemienił się w ciszy szloch, bo tęskniła, bo żałowała i ponieważ była sobą zażenowana. Nigdy, przenigdy nie dałaby się złapać, a jednak Dwunogom się to udało. I zamiast szukać babki Jezioro była uwięziona w jakimś kamiennym obozie, w którym czuła tylko sztuczny zapach kwiatów, przyprawiający ją o mdłości. Po raz ostatni podniosła pazur do szyi i szybkim i brutalnym ruchem wyrwała obrożę, wraz z częścią futra. Wściekła zabrała obrożę w zęby, zaczęła wściekle kopać i wcisnęła to przekleństwo do dołu, plując na to po raz ostatni i zakopując.
I dopiero wtedy poczuła jakąś ulgę. W tym samym też momencie usłyszała głośny plusk. Była wciąż na terenach Niczyich, nie była głupia, żeby przekraczać teren bez koniecznego przyjęcia do Klanu, zwłaszcza po tak długiej przerwie. Podeszła do brzegu rzeki, zatapiając swój ogonek w przyjemnie chłodnej wodzie i czekała, wypatrując dokładnie, skąd wyłoni się źródło hałasu, który usłyszała przed chwilą.
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zanurkował w wodzie, chcąc oczyścić się z tego wszystkiego. Czuł, przynajmniej przez chwilę, spokój i cieszył się chwilą, pluskając się w rzece i nurkując. W pewnym jednak momencie, gdy zabrakło mu tchu i wynurzył się z wody by zaczerpnąć powietrza, do jego nozdrzy dotarł zapach. Obcy, a jednak znajomy. Od razu wyskoczył na brzeg i pobiegł za znajomą wonią, by zatrzymać się nieruchomo od razu po dotarciu do celu.
- Jezioro? - zapytał, nie mogąc uwierzyć w to, że coś dobrego spotka go tego dnia. A jednak. Była tu, wróciła.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Była czujna, jednak gdy nagle wielki kocur wyłonił się z wody w całej okazałości, mimo wszystko się przestraszyła i cofnęła, wysuwając pazury i stojąc w pozycji bojowej. Nie ma mowy, żeby u skraju jej podróży, tuż przed progiem domu, stanął jej na drodze jakiś...
oh. Oh!
Jej oczy natychmiast rozszerzyły się, wodząc wzrokiem po znajomym, burym futrze, z którego teraz skapywała woda. Długie włosie przylgnęło do teraz dobrze widocznym mięśni, robiąc wzory tam, gdzie ciągnęły się liczne blizny. Tak, tylko jeden kocur miał taką budowę, tylko jeden wyglądał tak masywnie i doskonale wiedziała, kto jest właścicielem tego ciałka.
- Skra! - wyrzuciła z siebie zduszonym wzorkiem, jakby nie mając pewności, czy faktycznie go widzi, czy to są jakieś majaki od zmęczenia i biegu. Nie ruszała się z miejsca, jakby bała się, że gdy tylko się ruszy, czar pryśnie.
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Usłyszawszy swoją imię, bez chwili zastanowienia ruszył w stronę ukochanej i mocno się do niej przytulił. Gdyby jeszcze ją miała, jednym ruchem zerwałby z jej szyi obrożę. Skoro był w stanie złamać kotu kręgosłup, to taka obróżka była dla niego jak gałązka. Zamruczał gardłowo, tuląc się do ukochanej, ciesząc się chwilą.
- Gdzieś ty się podziewała? Miałaś zniknąć na chwilę, poszukać babci i wrócić, wznowić trening Krwawej Łapy. Tyle się działo, kiedy cię nie było... - rzucił pretensjonalnym tonem. Miał wrażenie że w dalszym ciągu pachniał krwią i było czuć od niego stres spowodowany tym, co wydarzyło się przed chwilą.
- Wszystko dobrze? Nikt cię nie skrzywdził? - dopytywał. Gdyby ktoś tylko ją tknął, ruszyłby na osiedle i zabił. Można rzec, że miał w tym już doświadczenie.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wciąż w zupełnym szoku, dała się przytulić i dopiero po chwili uderzył ją znajomy zapach jej partnera. Przymknęła oczy, rozkoszując się chwilę tym zapachem, po czym nagle zalała ją fala pytań.
W pierwszym odruchu otworzyła pysk, by odpowiedzieć mu, co się stało, jednak zagryzła wargę i odwróciła wzrok. Było jej zwyczajnie... wstyd. Wstyd, że zawaliła na całej linii. Że dała się złapać jak jakiś kulawy kociak przy Grzmiącej Ścieżce. Była wytrenowaną wojowniczką, do jasnej łapy! I to wytrenowaną przez niego!
- Nie... Nie znalazłam jej. - wyszeptała cicho i smutno.
Potrząsnęła łebkiem na ostatnie pytanie - Dwunodzy nie torturowali jej na szczęście, a nawet jakby spróbowali, to nieźle by się przeliczyli.
Podniosła nieśmiało wzrok na niego. Dopiero po chwili poczuła słaby zapach krwi. Czy... Czy był ranny?
- Skra, czy... czy wszystko w porządku?
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- To dobrze, cieszę się. - odparł z ulgą, przejeżdżając językiem po jej ucho. Gdy jednak odbiła piłeczkę i również zadała pytanie... uniknął jej spojrzenia. Potrzebował chwili, żeby się zebrać, uspokoić i opowiedzieć o tym co się stało. Rozumiał, że ona nie miała ochoty mówić o tym, co spotkało ją. To nic przyjemnego. Na szczęście była cała i zdrowa.
- Tak. Ze mną... w porządku. Tylko... Paprociowa Łapa. On nazwał się przywódcą, został wygnany, rzucił się na Łabędzią Gwiazdę. Chciałem przyjąć na siebie atak, a zaraz potem stałem nad trupem w kałuży krwi. Płotkowy Potok coś krzyczała. Zasłużył na to, dał się omamić bezgwiezdnym, ale nie tak miało być, nie chciałem. To był wypadek. Zmierzch to wszystko widziała, pewnie ma mnie teraz za potwora. Naprawdę nie chciałem... - zaczął zalewać ją słowami, które w jego głowie brzmiały jak bełkot. Nawet nie zauważył, kiedy w jego oczach, chyba po raz pierwszy w życiu, zebrały się łzy. Czuł się winny, choć przecież nie powinien. Nie chciał nikogo zabić, nie bez takiej konieczności! Naprawdę chciał odprowadzić Paprocia na granicę, wedle rozkazu Łabędzia. Przytulił się do ukochanej, nie chcąc o tym teraz myśleć. W jej objęciach czuł się lepiej.
- Chciałbym o tym zapomnieć.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszystko działo się naprawdę dosyć szybko. W jednej chwili po prostu rozmawiali, a w drugiej roztrzęsiony Skra opowiadał jej o jakichś trupach w Obozie.
Patrzyła na niego niezrozumiałym wzrokiem, próbując poukładać sobie to wszystko w głowie, tuląc jednocześnie Skrę do siebie i głaszcząc go delikatnie. Paproć... tak, z nim zawsze był problemy, Jezioro nie wiedziała nawet ile razy Skra przypominał Przywódcom o tej sprawie, ile razy próbował zwrócić uwagę że coś z tym młokosem jest nie tak.
- Nazwał się... Przywódcą? Podczas gdy Kos... Jak... Jak śmiał, ten... - zazgrzytała zębami. Bezczelny... marny... robal! Myślał, że jak jej babka, prawowita Przywódczyni, zniknie na chwilę, to może sobie po prostu przejąć czyjeś miejsce?! Nawet nie ukończywszy treningu? A co dopiero wytrenować swojego terminatora?! Jezioro mimowolnie zaczęła się trząść, nie ze strachu, oj nie. Gdyby tam była, z chęcią ukręciłaby mu łeb. Ale akurat Skra był szybszy.
- Spokojnie. Spokojnie. Wszystko w porządku. Jesteś wojownikiem Skra - chroniłeś Łabędzia, chroniłeś Klan... - wtedy też dotarły do niej słowa. - Łabędzie Gwiazda? - wyszeptała. Czyli... Czyli to już koniec? Czyli oficjalnie... Już... Koniec?
Zakręciło jej się w głowie. Ale nie, nie był to czas i miejsce na mdlenie, nie. Trzymała się twardo ziemi. Wiedziała, że ta wyprawa nie ma sensu, trzymała się resztek nadziei że znajdzie babki, mimo iż podświadomie pożegnała ją na zawsze. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
- Zmierzch jest silniejsza niż myślisz. Jest już terminatorką, nie kociakiem. Porozmawiamy z nią - niemożliwe, by brała cię za potwora. Za potwora powinna brać tego, kto próbował podnieść łapę na drugiego klanowicza. Na... Przywódcę. - przełknęła ślinę - Wiem, że nie chciałeś. Wiem, że nie zabijasz, znasz Kodeks lepiej niż ktokolwiek inny i doskonale wiesz, że to nie było celowe. Ja wiem że to nie było celowe. Paproć nawet nie przeszedł treningu - był słaby. A skoro zginął, to tego chcieli Gwiezdni. Zwłaszcza po ogłoszeniu swojego, pożal-się-Gwiezdni, przywództwa.
Tuliła go mocno, lekko kołysząc się z wiatrem.
- I zapomnisz. Wszyscy o tym zapomnimy. - oprócz Zmierzch i reszty ich dzieci i kociaków które nie zdążyły się spakować w odpowiednim momencie Ceremonii - Wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj.
.............................................................● ● ●
...................................................................I think it's better when I'm overdramatic
.......................................................................I live in color, never monochromatic
.............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic
................................................................................Let's go


.........................................................................» I'm comin' for the gold
.........................................................................» All eyes on me, let's go

................................................................................Let's go
.............................................................................Welcome to the show
.......................................................................All eyes on me, let's go
...................................................................LET'S GO!
» ---- » ---- »
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Słuchał uważnie tego, co mówiła mu Jezioro i czuł, jak z każdym jej słowem uspokaja się. Wziął głęboki oddech z ulgą.
- Może masz rację. Po prostu... ostatnio tyle spadło na moją głowę. Zniknęłaś, wiem, że dzieci to odczuły, a ja nie byłem dla nich wystarczająco dobrym ojcem. Nie potrafiłem im pomóc. Bałem się, że już nie wrócisz. Teraz jeszcze to... Potrzebuję cię. Bardziej niż kiedykolwiek. Twojej obecności, bliskości. Ciebie. - wyszeptał. Mieli założyć dużą rodzinę, myśleli o drugim miocie, a potem Jezioro zniknęła. Zostawiając go z tym wszystkim. Tak strasznie za nią tęsknił.
Mocno wtulił się w jej pierś, czując jak łzy powoli odchodzą. Była dla niego ukojeniem. Splątał z nią ogon. Tak bardzo tęsknił.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości