Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Rozpaczliwe nawoływania wydry niosły się nad taflą jeziora... Jednak agonia nie trwała długo. Jej jucha obficie wypływała z rozerwanej arterii, mieszając się z błotem wybrzeża. W ślad za nią podążała świadomość i życie.
Gdy tylko poczuł, jak krew gwałtownie wypełnia mu pysk, wyciągnął kły i pozwolił jej swobodnie wypływać. Usiadł obok umierającej przeciwniczki, przetrzymując jej łeb, by ostatkami sił nie spróbowała odpłacić za męki, na które ją skazał... I odchylając go do boku, by ułatwić ucieczkę posoki.
Nie patrzył na zdychające stworzenie. Spojrzeniem błądził po tafli jeziora, w oddali tajemniczo okrytej mgłą. Po linii brzegu, który otwierał się po obydwu jego stronach. Słuchał cichych odgłosów nocy i drobnego deszczu spadającego na ziemię. I zaklął w duchu. Już nie tylko był mokry. Całe jego futro pokrywał cuchnący szlam, do którego gdzieniegdzie przykleiły się fragmenty roślin i drobne kamyczki przypominające piasek. Dopadła go tępa rezygnacja i zaprzestał dalszego toczenia litanii. Zimno, mokro, błotniście. Tak **ujowo, że gorzej być już nie mogło.
Ostrzegawcze sygnały wydry zapewne dotarły do wszystkich czujnych uszu znajdujących się w pobliżu walczących, Bies nie miał już więc czego szukać w tej okolicy. Wciągnął truchło do wody, by zamaskować woń śmierci, po czym wtopił się znów w gęstą roślinność i kontynuował czujny spacer.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Czy aby na pewno nie miał czego szukać? No, właściwie zależy czego szukał, ale zdecydowanie w okolicy jeszcze coś było, coś, co Bies być może nawet powinien znaleźć. Był cały mokry, skołtuniony, w futro zaplątały się wodne roślinki, piach i błoto. Nie najlepiej wyglądał, no ale cóż, takie życie. Deszczyk w niczym nie pomagał. Martwą wydrę wrzucił do jeziora, tam, gdzie jej miejsce; woda przybrała czerwoną od posoki wodnej damy barwę. Zapach krwi powoli rozpływał się, znikał, tak jak krople deszczu znikały w jeziorze i wsiąknięte w ziemię. Jednak czujny nos czarnego kocura wyłapał inny zapach, niż krew. Woń stworzenia, które przed chwilą ubił - wydry. I to zdecydowanie żywej wydry. A raczej wydr w liczbie mnogiej. Echem po lesie odbijały się także ciche popiskiwania. Zapach prowadził Psa do gawry, dziesięć lisich długości dalej, kawałek od jeziora.
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Zatrzymał się, gdy tylko do jego kalekiego łba dotarły tajemnicze odgłosy. Nasłuchiwał przez chwilę, zastanawiając się, co mogło być ich źródłem i sprawdzając, czy nie jest w stanie wychwycić jeszcze innych dźwięków - takich, które mogły należeć do zagrażającego mu drapieżnika. Nic jednak nie przykuło jego uwagi. Tylko ciche, żałosne kwilenie niosło się wśród zarośli.
Ruszył ostrożnie ku norze, czując jak ze złości drętwieją mu łapy. Zaczął podejrzewać, co odnajdzie w jej wnętrzu. I wiedział, jak bardzo był na siebie wściekły. Zaglądnął do gawry ostrożnie, na wszelki wypadek gdyby w środku znajdowało się też dorosłe zwierzę.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Gdy skierował się ku norze, już wtedy podejrzewał, co się tam znajduje. On sam wie, o czym myślał, i czy jego obawy się sprawdziły, tak czy siak, gdy zajrzał do gawry jego oczom, a raczej oku ukazały się trzy oseski. Brunatnobeżowe, leżące jeden na drugim, kwilące cichutko, jakby nawołujące matkę. Dorosłego osobnika tam nie było, były tylko młode wydry. Jeszcze kompletnie ślepe, ukryte przed deszczem i niebezpieczeństwem, bowiem nora znajdowała się w dość ustronnym miejscu, zakryta gałązkami i mchem, a w środku - legowisko z pierza i runa leśnego, w którym maluchy leżały. Jeden z osesków, ten największy, na samym szczycie pisnął donośnie i zaczął czołgać się w kierunku Biesa nieporadnie.
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Jego obawy potwierdziły się. Jednak mogło być gorzej. Gdy obserwował nieporadnie ruszające się oseski czuł niewypowiedziany ból we wnętrznościach. Nie mógł długo na nie patrzeć. W końcu wylazł z nory i oddalił się od niej, zmierzając znów w stronę wód jeziora. Był już całkowicie przemoczony i - jeśli to w ogóle możliwe - w jeszcze podlejszym nastroju, niż na początku łowów. Nie tracił jednak ostrożności. Był na to za stary.
Uważając na wszystko - na wiatr, na oddech, na to, by poruszać się tak cicho, jak tylko było to możliwe i właściwie balansować ciałem, powoli lazł przez zarośla. Nasłuchiwał, węszył i uważnie rozglądał się po okolicznych chaszczach .
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pies szybko oddalił się od osesków w gawrze nad jeziorem i kroczył dalej w Topiołkowe chaszcze. Z pod korzeni najbliższego kocurowi drzewa wyłoniło się nagle niewielkie stworzonko - przypominało nieco kreta, ale było jaśniejsze, ubarwione podobnie do myszy i miało śmiesznie wydłużony ryjek. Rzęsorek wylazł spomiędzy zarośli i rozejrzał się niepewnie, trochę ospały.
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Zamarł w bezruchu, gdy dostrzegł ruch w niewielkiej odległości. Powstrzymał się, by nawet uchem nie zastrzyc i ruchem tym nie zwrócić uwagi niewielkiego stworzenia. Co prawda deszcz i wiatr poruszały zaroślami, dźwięki jego kroków niknęły wśród szelestu liści i kapiącej wody, a wilgoć i szlam oblepiający futro maskowały jego zapach... Jednak ostrożności nigdy za wiele. Inne żyjące istoty mogły być równie czujne, co on sam.
Po krótkiej chwili wiedział już, z czym ma do czynienia. Niewielki gryzoń wyłonił się ze swojej kryjówki, buszował w śród korzeni topoli. Bies spróbował podkraść się do niego - ostrożnie, na ugiętych łapach, możliwie najciszej, rozkładając odpowiednio ciężar ciała. Chciał zajść stworzenie pod wiatr, a gdy uda mu się podejść wystarczająco blisko... wyskoczyć ku niemu z pazurami, przygwoździć do ziemi i zacisnąć zęby na delikatnym karku.
Rzęsorek był na tyle zajęty sobą i swoimi sprawami, że nie dostrzegł Biesa, zanim nie było...odrobinę za późno. Czarny pokiereszowany gangster zakradł się jak najciszej umiał do gryzonia i uśmiercił szybko, jednym ugryzieniem w drobny kark futrzaka.
+ 5exp
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Po zabiciu gryzonia zakopał go w rozmiękłej ziemi. Zdobył pożywienie... jednak jedna mała piszczka nie zaspokoiłaby jego apetytu. Kontynuował łowy, nie tracąc cierpliwości do subtelnych zasad, które nim rządziły. Dbał, by wiatr nie porwał jego woni w niewłaściwą stronę, by łapy sprawnie i cicho niosły czarne cielsko przez błotniste ziemie. Oddychał cicho, rozglądał się i nasłuchiwał.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Nie tylko koci wiedźmin chciał zaspokoić apetyt tej nocy. Drapieżnik zwęszył krew, a może po prostu wyczuł...cóż, kota, i uznał go za w porządku posiłek, albo kogoś, kto mu ten posiłek mógł podwędzić? Teorii może być kilka, nie zmienia to faktu, że Bies miał (nie)przyjemność stanięcia oko w oko z przeciwnikiem, cóż, jego własnych gabarytów. Coś błysnęło w ciemności, między kroplami deszczu i gęstwiną krzewów - jasna sierść na całym tułowiu, biały pysk i dwa czarne pasy otaczające ślepia borsuka, czujnie wbite w pokiereszowanego kocura.
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
W pewnym momencie prócz monotonnego szumu traw i kropli deszczu spadających na przesyconą nimi ziemię, Bies usłyszał oddech. Zamarł. W gąszczu coś poruszyło się. Miedzy krzewami. Po prawej. Zmrużył ślepia i przekrzywił łeb, śledząc spojrzeniem zwierzę wyłaniające się z cienia. Skoro tylko rozpoznał w nim przeciwnika, warknął wściekle i zwrócił ku niemu szpetne, wykrzywione gniewem oblicze.
W chwili krótkiej, zawierającej w sobie jedno zdenerwowane machnięcie ogona, podjął decyzję. Skoro śmierć po raz kolejny postanowiła zagrodzić mu drogę, zapraszając do tańca... Zatańczy. Damie tak szlachetnej nie należało odmawiać.
Wysunął pazury i skoczył ku czarno-białemu, zdecydowany cios łapą wymierzając w jego ciemne ślepia. Jeśli udałoby mu się sięgnąć wrażliwych punktów przeciwnika, nie planował od razu odeń odstępować - miast tego próbowałby ściągnąć borsuczy łeb ku ziemi.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Atak Biesa: Krytyczny! [150%] » (12+10) - (12+9) = 1 x 1½ = 2 Atak borsuka: Słaby [50%] » (13+24) - (16+3) = 18 x ½ = 9
Milczenie Psów przyjął zaproszenie do tańca ze śmiercią, ciekawe tylko, kto w tym tangu zdominuje. Zobaczymy. Czarny kocur rzucił się w kierunku borsuka z pazurami, jednak...coś wyszło nie tak, bo zdołał jedynie musnąć szponami białe futro na poliku drapieżnika, czarno-biały zwierz natomiast pochwycił w potężne szczęki łapę kota, która przeleciała mu przed pyskiem, zacisnął zęby i odrzucił Biesa kawałek dalej, z głośnym chluśnięciem prosto w błoto i warknął ostrzegawczo.
Rosły. Czarna sierść. Prawe oko zasnute bielmem, lewe barwy zbożowej. Odgryzione prawe ucho. Liczne blizny po oparzeniach, w tym wypalona prawa warga - widoczne zęby.
Bies nosi na sobie wiele blizn, większości jednak nie widać gołym okiem. Gdy po kolei tracił wszystko, co kochał, jego dusza cierpiała bardziej, niż kaleczone ciało. Naznaczony jest piętnem wielu tragedii, jednak nie popadł w szpony szaleństwa. Wrodzony upór i wola walki nie tylko pozwoliły mu przetrwać, ale również żyć ze świadomością swojej tragedii. Nie załamał się pomimo wielu prób, jakie zgotował mu los. Stał się poważny, niekiedy nawet zgorzkniały. Przestał znajdować radość w czynnościach, które kiedyś stanowiły dlań rozrywkę. Nie ekscytuje się podczas polowań, nie czuje bitewnego uniesienia. Nie ubiega się o względy kotek. Ale żyje. I wciąż ma siłę do walki z plugastwem świata, po którym przystało mu chodzić.
Zawisza [+]
Ból rozlał się w miejscu, które naruszyły kły borsuka, jednak Bies nie zwątpił w słuszność podjętej decyzji. W życiu nie pozostało mu już nic, o co warto byłoby walczyć... prócz lichych ochłapów godności. Godności najemnika.
Podniósł się, kontynuował samobójczy tan. Po kilku krokach, którymi starał się ocenić funkcjonalność rannej kończyny, ponownie zaatakował przeciwnika. Tym razem doskoczyć spróbował do niego od boku i w tenże sposób trochę zmylić zwierza. Ruszył, jakby jego zamiarem było znalezienie się przy lewej stronie tęgiego grzbietu, zatrzymał się jednak wpół skoku. Liczył że stwór, próbując szybko zareagować na natarcie, przekrzywi łeb i wystawi ślepia na cios pazurów zdrowej biesiej kończyny.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Atak Biesa: Krytyczny! [150%] » (17+10) - (12+9) = 6 x 1½ = 9 Atak borsuka: Krytyczny! [150%] » (16+24) - (16+3) = 21 x 1½ = 32
Kociemu najemnikowi ten atak wyszedł nieco lepiej, niż poprzedni, bo tym razem jego pazury faktycznie rozerwały skórę drapieżnika. Stworzenie obróciło gwałtownie łeb i tak, jak Bies planował dosłownie podłożyło się pod jego łapy, ale takie zadrapania dla borsuka były absolutnie niczym. Warknął basowo i kłapnął potężnymi szczękami tuż koło pyska kocura, a po całym ciele najemnika rozszedł się ból. Czarno-biały stwór szarpnął łbem, zaciskając zęby jeszcze mocniej na cielsku Biesa. Kocur wyswobodził się, ale cały zakrwawiony, bez kawałka skóry i z naderwanymi mięśniami z boku czarnej szyi. Nie był nawet teraz w stanie w pełni obrócić głowy.
Bies | lvl: 3 | S: 10 | Zr: 16 | Sz: 3 | Zm: 3 | HP: 52 - 32 - 1 = 19/65 | W: 37 - 4 = 33/55 | Prz: 0/2
» Rana 0. stopnia: wyrwana kępka futra z łapy
» Rana 1. stopnia: ugryzienie na prawej, przedniej łapie (po -1Hp do końca walki) + lekkie obicia
» Rana 3. stopnia: poważna rana szarpana na boku szyi; naderwanie mięśni; ograniczenie ruchów głowy (w pierwszej turze -5Hp, w kolejnych 3Hp aż do końca walki i po 1Hp do zatamowania przez Medyka)
» Od następnej tury statystyki obniżone o ¼ Borsuk | S: 24 | Zr: 12 | Sz: 9 | HP: 88 - 9 = 79/90 | W: 57 - 3 = 54/60
» Rana 0. stopnia: przeczesane futro na policzku
» Rana 1. stopnia: zadrapania w okolicach lewego oka
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Jej kroki ponownie skierowały się ku kretowisku, aby z niego ruszyć w kierunku nieznanych terenów, przekraczając linię zapachową świeżo odnowioną przez patrol. Jako, że nie potrafiła ani walczyć, ani w gruncie rzeczy polować... To nie miała praktycznie żadnych obowiązków. Omszały Kamyk się nią nie interesowała, a sama nie była na tyle śmiała, żeby poprosić o nauczanie kogoś innego... Albo, o zgrozo, o zmianę mistrza! Miała wrażenie, że Świetlikowa Gwiazda nie przygląda się charakterom swoich klanowiczów, a jedynie przydziela ich tam, gdzie jest wolne miejsce. I Wysokiej trafiła się własnie taka osoba... Zdecydowanie wolała nauki z Tonącym Słońcem, gdzie miała szansę się czegoś nauczyć i... Nawet zaprzyjaźnić? No... Cóż. Widocznie nie było córce Paprociowego Kwiatu to dane. Przekroczyła magiczną barierę, mając jedynie nadzieję, że nie wchodzi na tereny jakoś dziwnie lekko pachnącego klanu... A w sumie czy to ważne? Nie chciała robić kłopotów, ale jednocześnie nie byłaby smutna, gdyby coś ją rozszarpało... W końcu mogłaby się spotkać z mamą i z dawno straconym rodzeństwem, które gdzieś poszło w świat... No i uwolnić się od tych złych kotów czających się w Klanie Rzeki raz na zawsze. Do jej uszu dobiegł szum Grzmiącej Ścieżki, dlatego terminatorka przystanęła, wdychając powoli zapach terenów. Była dość daleko od domu, ale jednocześnie na tyle blisko, że potrafiłaby wrócić. Zanim przysiadła na brzegu Grzmiącej Rzeki rozejrzała się w poszukiwaniu niebezpiecznych form życia, które mogłyby jej zagrozić, a jako, że żadnej nie zlokalizowała - usiadła, wzdychając cicho i wpatrując się w płynącą szybkim nurtem wodę.