Logo Artemidy
Królicze Nory
Pomurnik nigdy nie zaczęła treningu? Jak młodo musiała zwiać z Klanu? A może nie uciekła, tylko została porwana? Wiele pytań, które postanowiła zadać później.
- Nigdy się tego nie uczyłam. Zwykła teoria, później nauka walki i polowania, tereny... Nigdy nie słyszałam, aby ktokolwiek mówił coś złego na temat Klanów. A na temat samotników... - nawet nie dokończyła. Olcha był takim przykładem, który drażnił ją nawet księżyce później. - Nieźle nas te Klanu urządziły - westchnęła i pogłębiła się we własnych myślach. Każdy Klan jest idealny, ale żaden nie lubi żadnego. Dziwne i pogmatwane. Jakby życie we wspólnocie stanowiło coś wielkiego... Ile jest gangów, nie raz lepiej urządzonych niż Klany? Wiele. Gubiła się w tym wszystkim i czuła się okropnie źle, że o wiele młodsza od niej kotka musiała jej uświadomić taką prostotę.
- Olcha nie żyje? Jak dobrze - odetchnęła z ulgą. - Nie kojarzę Polnego, ale brzmi jak dobry kot. Miejmy nadzieję, że nie będzie jak Krogulec.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No jasne, że nikt nie będzie mówił źle o Klanach. Oczywiście. Same instytucje Klanów były bardzo ideologiczne i było wręcz oczywiste, że nie będą w żaden sposób przekazywać swoim podopiecznym innych wartości, niż te, na których zostały zbudowane. A tymi było między innymi zamknięcie na inne poglądy i systemy wartości, niż dawno już przeterminowany i przestarzały Kodeks Wojownika, które w pewnym momencie urosło do rangi krucjaty wymierzonej przeciwko samotnikom. Cóż miały począć stworzenia takie jak ona, wciśnięte w wąską szczelinę pomiędzy posiadaniem nieskazitelnie klanowej krwi a samotniczym życiem?

- Sama wiara w to, że w zamian za szczucie na samotników dostaje się honorowe miejsce w Gwiezdnym Klanie, jest absurdem. Widziałam śmierci wielu dobrych kotów, których dusze zapewne teraz błąkają się po bezdrożach zaświatów. Ich jedyną winą było to, że nie należeli do uświęconych tradycją Klanów - na wpół westchnęła, na wpół prychnęła. Kto wie? Może gdzieś tam istniał jakiś wesoły raj dla odważnych, który bronił interesów samotników i pieszczochów błąkających się po świecie, którym w Klanie było zbyt duszno i ciasno; samotników, którzy zginęli pod pazurami wielkich wojowników nieznoszących innego zapachu noszonego w futrze; niesprawiedliwie wygnanych i zapomnianych?

- Oby; Klan Cienia nie potrzebuje kolejnego ześwirowanego lidera - owszem, nie potrzebował. Żaden Klan nie potrzebował przywódcy, który rzuciłby się z pazurami na powracającego doń kota. - Inna rzecz, że to jej syn. Możliwe, że podąży jej ścieżką.

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Taki przykładem była śmierci Jesionowej. Ona tylko poszła spotkać się ze swoim partnerem, ona tylko chciała z nim pogadać, może i nawet poprosić go o szukanie Algi, ale nie, Olcha musiał go i ją zabić. Ona gdyby miała brata, nigdy by go nie zabiła. Swoją drogą, ciekawe co robi i gdzie teraz jest piaskowy. Chciałaby go przytulić i opowiedzieć o swoim życiu... I pomyśleć, że wspomina wszystkie ważne dla niej koty, bez ani jednej łzy. Już nie jest taka miękka i... martwa.
- Takim przykładem jest moja matka - przedstawiła swoje myśli na głos. - Jej własny brat ją zabił, dlatego że związała się z samotnikiem, a nawet Klanowiczem, który został wyrzucony - nawet przyszła do niej Gwiezdna i mama w odwiedzinach, jednak czy powinna w nich wierzyć? Gdzie oni byli, kiedy ona łkała całymi księżycami bez żadnego wsparcia?
- Polny to jej syn?! - wykrzyknęła zdziwiona. - No to pozamiatane. Oby odziedziczył większość krwi po ojcu, bo Krogulcza krew... Tragedia.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No proszę. Właśnie takie szumowiny zasiadały w chwale na piedestałach w Gwiezdnym Klanie, gotowe do zabójstwa swoich krewnych w imię idiotycznych ideałów, podczas gdy szlachetni i dobrzy samotnicy byli skazani na wieczne zapomnienie, uwięzieni w lesie, po którym błąkali się potępieńcy. Czy to była sprawiedliwość? Czy to była równość? Niejeden z tych, który zasłużył na chwałę Gwiezdnego Klanu teraz był uwięziony w Mrocznym Lesie; w Klanie Gwiazdy zapewne teraz przebywały jednostki, które w imię swojej klanowej krwi czynił najgorsze zło.

- Nie żebym ci chciała sprawić przykrość, świerszczyku mój, ale założę się, że potem wynosili go pod niebiosa za zabójstwo twojej matki. Zapewne nawet nie spotkały go żadne konsekwencje z tego tytułu - stwierdziła. Jakoś mało by ją zaskoczyła taka informacja. W imię Klanu można było prawdę powiedziawszy zrobić wszystko, zupełnie wszystko. Zapewne można byłoby nawet znaleźć niezłą wymówkę dla uduszenia kociaka z innego Klanu, puszczenia z dymem połowy lasu, czy wybicia wszystkich samotników. - Co mają począć istoty takie jak ty czy ja? Mamy w sobie Klanową krew nie gorszą niż niejeden wojownik, a jednak wybrałyśmy los inny niż czynienie zła i wycieranie sobie mordy Kodeksem Wojownika. Jesteśmy skazane na przegraną - wzruszyła obojętnie ramionami. Klany były silniejsze, taki był fakt. Były silniejsze od niej, wątłej i bezbronnej Pomurnik. Były silniejsze od Fali, pobliźnionej i poranionej przez nikogo innego, jak właśnie Cień. Były silniejsze od każdej jednostki. Zawsze musiały zwyciężyć, niezależnie od tego, jak nie próbowałoby się z nimi swoich sił.

- Taaa, trochę mi śmierdzi ten wybór. Wybrać swojego syna na zastępcę - to niemal krzyczy, że chciałaby, aby ten kontynuował jej politykę. Niemniej jednak niekiedy dzieci są łagodniejsze od rodziców - mruknęła. - Wiwat rządy łagodnej łapy!

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy ona pamiętała coś z pogrzebu matki? Na pewno to, że płakała. I że na chwilę cały świat zakryła ciemność, a ona poszła spać... Wydarła się na Olchę, ale on ją zignorował. A później Ciemna... Wiele się działo, a ona nie chce o tym pamiętać. Nawet gdyby pamiętała, to skutecznie stara się te obrazy usuwać z pamięci. Była strasznie młoda i bezbronna, a co najważniejsze samotna i nikt nie lgnął aby jej pomóc. A takie to Klany zrzeszone i pomocne, a u niej? Nie pomógł nikt i traciła coraz więcej kotów, pozostając coraz bardziej samotna.
- Pewnie tak. Nie pamiętam wiele z pogrzebu matki - przyznała zgodnie z prawdą. Nawet nie miała chęci rozwijać tej myśli. Już się nie marze, już skończyła z ciągłym opłakiwaniem. - Skazane, a wygrane - uśmiechnęła się krzywo. - Reszta dalej żyje w przekonaniu iż wszystko jest dobrze i oni są genialni. Nie znają smaku wolności - zakończyła z uśmiechem. To było coś, co kochała najbardziej. Czuć wolność i brak poczucia obowiązków.
- Wiwat rządy łagodnej łapy!
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a jakoś Różyczkę, pomimo tego, że długo wzbraniała się przed samą sobą, w końcu zaprowadził nieopodal klanu Rzeki. Od jej zauroczenia Sztormowym Pazurem minęło bardzo dużo czasu i zdążyła się już od tamtej pory wdać w kilka innych przelotnych romansów, ale mimo to... złocisty kocur cały czas chodził jej po głowie. Cały czas zdarzało jej się o nim myśleć i cały czas kusiło ją, by wrócić do klanu Rzeki i zapytać o niego, czy wrócił, czy wiadomo co się stało. Zawsze jednak, będąc mniej więcej na wysokości Króliczych Nor zawracała, uważając że nie ma to sensu. Tego dnia jednak zapuściła się aż do Łanu Rzepaku, co było rekordowo blisko granic. Sama tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego to robi. Może dla świętego spokoju? Żeby móc zamknąć ten rozdział na dobre? A może po prostu liczyła na to, że spotka kogoś równie dobrego co Sztorm?
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wybrała się nad Rybie Oko, żeby zobaczyć, jak wygląda podczas wczesnej pory zielonych liści. Zachwyciła ją głośność śpiewu żab, która tu panowała. Nad wodą niósł się głos kukułki, a ona przez kilkanaście uderzeń serca po prostu siedziała, patrząc przed siebie. Czuła, jak z oddechu na oddech wraz z powietrzem trafiają do jej ciała dawno utracone, bardzo dawno nie widziane chęci do życia. Dziwaczne to było uczucie, a jednak właśnie to w tej chwili czuła. Każdy oddech miał smak.
Tak dobrze czuła się podczas tego spaceru, że podjęła decyzję, że mimo upolowania już trzech sztuk zwierzyny, nie chce wracać do obozu. Poprzez Śliskie Skałki przekroczyła Grzmiącą Rzekę i udała się do Króliczych Nor, idąc wzdłuż drzew, korzystając z rzucanego przez nie cienia.
Wojowniczka odżywała.
Prędko jej oczom ukazała się nieduża, prawie jednolicie biała kotka. Zamrugała powiekami, zastanawiając się, dlaczego jej kroki kierują się w stronę obcej.
- Dzień dobry. - odezwała się ostrożnie, zatrzymując się kilka długości ogona od niej. Pociągnęła nosem. Pieszczoch? Nie spotkała dotąd żadnego, nie miał pewności. Samotnik? Możliwe. - Liczysz na królika na obiad? - spytała, nie bardzo wiedząc, jak inaczej mogłaby ją zagaić.
Stanie się tak, że któregoś dnia
W ogóle się nie zjawię
Nie zdarzy się nic, nie zmieni prawie nic
Przez chwilę będzie ciszej
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szafran uciekała od Obozu, chociaż już nie tak często, jak miała to w zwyczaju. W Obozie znalazła sobie przyjaciółkę, jeśli nie dwie, jednak wciąż lubiła iść swoimi ścieżkami - jak to kot. Akurat ta ścieżka doprowadziła ją do Króliczych Nor z jakiegoś powodu i zauważyła na horyzoncie ciekawą kotkę - nie spotkała ją wcześniej, dlatego z pewną dozą ciekawości w oczach nieśmiało się zbliżyła. Nie wyglądała na samotnika - była zbyt... zadbana i najedzona? Mogła być kimś z obcego Klanu, jednak Szafran nie wyczuwała żadnej konkretnej woni. Chociaż nie, czuje... czuje własny Klan...
Do kotki dołączyła druga, tym razem bardziej jej znajoma, a Szafran zamarła w półkroku. Nie była pewna, czy dwie główne bohaterki ją zauważyły czy też nie, dlatego mimowolnie wydała z siebie pełne zakłopotania:
- U-uhn... - i już miała zawracać, gdy jej wzrok skrzyżował się z obcą jej kotką. No tak, teraz chyba było trochę za późno.
Wciąż trzymając dystans, podeszła trochę, nie za blisko i powiedziała:
- Cześć?
<center><table><td>≡ s<s>he</s> said the devil will want you back ≡<br>
and you'll never find love in an o p e n hand<br>
<span class="Szafran1">shut your eyes so you see under</span><br>
and know you'll always have this if you stay this ᴍαɴ</td><td> <img src="https://imgur.com/EdGKbh9.png" height=100></td> </table></center>

<style>.Szafran1 {font-family: 'Original Surfer'; font-size: 19px; line-height:10px}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Original+Surfer&display=swap" rel="stylesheet">
}
LVL 1 45 / 100
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
5
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedziała, sama oczekując nie wiadomo czego. Powoli miała zbierać się do domu, zrozumiawszy, że nikogo dziś nie spotka, a już na pewno nie Sztorma, za którym tęskno błądziła wzrokiem skierowanym w Rzeczne strony. Nim jednak zdążyła się poddać i odejść, podeszła do niej pstrokata, całkiem atrakcyjna (choć oczywiście mniej od niej) kotka pachnącego, z tego co pamiętała, klanem Gromu.
Uśmiechnęła się do niej, widząc jak ta nie wie za bardzo jak powinna się zachować. Ah, zapomnieć języka w pysku przy takiej piękności to nie grzech! - Dzień dobry - odpowiedziała, uśmiechając się przerozkosznie. - Na królika raczej nie - odparła spokojnie, wyczuwając w tym aluzję do klanu Wichru, z którego pochodziła, nawet jeśli nieznajoma nie miała o tym bladego pojęcia. - Liczyłam na znajomego. Ale jego chyba już nie uświadczę. A ty? To nie są już tereny klanu - mruknęła, zauważając, że jak na klanowego kotka, zapuściła się całkiem daleko. I już miała coś jeszcze dodawać gdy zobaczyła niebieską sylwetkę kawałek dalej. - To twoja koleżanka... jak ci na imię? Na mnie mów Różyczka - zapytała Rysią Skałę, przy okazji się przedstawiając i zerkając na niepewną Szafranową Łapę. Nie była tak ładna jak jej znajoma, raczej przeciętna, ale pogadać nie zaszkodzi, prawda?
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Córka Nakrapianego Liścia nie przestawała ostrożnie przyglądać się swojej rozmówczyni. Była w jakiś sposób zagadkowa, dziwnie dwojaka. Jednocześnie zdawało się, że wszystko o niej wiadomo, a w tym samym czasie miało się wrażenie, że jest kompletną niewiadomą. To dobrze. Wojowniczkę klanu Gromu zawsze z jakiegoś powodu przyciągało do takich właśnie osobników.
Przechyliła lekko głowę na bok.
- Zwykłaś zjadać znajomych na obiad? W takim razie zachowam ostrożność przed zostaniem jednym z nich. - uśmiechnęła się lekko, a jej brwi uniosły się, kiedy wpatrywała się w białą pieszczoszkę.
Przez trzy uderzenia serca nie rozumiała, dlaczego Biała nie znajoma mówi o jej "znajomej". Zastrzygła uszami i rozejrzała się dookoła. Sytuacja, która w zasadzie jej odpowiadała, prędko się zmieniła. Dołączyła do nich jeszcze jedna kotka, tym razem z pewnością nie pieszczoszka dwunogów. Prędko okazało się, że jest to córka jej brata, Szafranowa Łapa. Dobrze ją było widzieć, a jednak było to nieco niepokojące. To znaczy, jak to się stało, że w tak niedługim odstępie czasu trafiła dokładnie to samo miejsce, co Rysia Skała?
- Cześć Szafran, co cię tutaj sprowadza? Też przyszłaś zjeść swojego znajomego, jak Różyczka? - zapytała, a na jej pysku znów zagościł łobuzerski uśmiech. Była to jedna z wielu, wielu sytuacji, w których żałowała, że zupełnie nie znała swoich bratanków. Ich narodziny miały miejsce w czasie, kiedy to szylkretka nie była obecna w klanie. Została porwana, i jej powrót przypadł w zasadzie na ceremonię krewnych na terminatorów. Później znów miała chwilę słabości, w których nie była w stanie z nikim się zapoznawać ani prowadzić przyjacielskich pogawędek, mimo że klanu tym razem już nie opuściła. Na szczęście oficjalna historia była taka, że Rysia nie chciała opuścić klanu i stało się to wbrew jej woli.
Stanie się tak, że któregoś dnia
W ogóle się nie zjawię
Nie zdarzy się nic, nie zmieni prawie nic
Przez chwilę będzie ciszej
LVL 3 35 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmrużył oczy, gdy długie uszy posmagały go po pysku. Mruknął z niezadowoleniem, poprawiając ich chwyt w szczękach i przykucnął pod jednym z niewysokich krzewów, chcąc zapewnić sobie chociaż odrobinę osłony przed szczypiącym, prawie zimowym wiatrem. Dobrze, że zdążył wcześniej złapać jakiegokolwiek zająca, bo przy takich warunkach, jakie właśnie się zerwały mógłby jedynie pomarzyć o solidnym posiłku. Opuścił zdobycz na ziemię i przyjrzał się krytycznym wzrokiem. Była... mizerna. Niewielka, chuderlawa, możliwe nawet że stara. Nie zdziwiło go to, w końcu gdyby piszczek był sprawny nigdy w życiu by go nie złapał! A tak, gdy stanął na równi z równym, tak samo chuderlawy, a niedługo stary, z lekkim wysiłkiem dopadł zająca. Lepszy rydz niż nic; lepszy wróbel w łapie, niż gołąb na "dachu".
//Rybitwa
✖ ✖ ✖
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rybitwa zdawała się zapomnieć, że szukała Klanu Wichru i na dłużej zrobiła sobie przystanek przy Łanie Rzepaku. Lubiła to pole, pachniało ładnie, wyglądało ładnie i na wszystko, co święte, ile tam było ptaków do łapania! Ptaków, jaszczurek, czego dusza zapragnie. I zajęcy, oczywiście.

Jej, w przeciwieństwie do marnego, wychudzonego rzeczniaka, jeden z zajęcy uciekł. Ale trudno, bywa i tak, a ona nie była jakoś szczególnie głodna. Kręciła się, mimo to, wokół mnóstwa króliczych nor z nadzieją, że jakiegoś uszaka jeszcze znajdzie... dopóki nie wypatrzyła białego kształtu pod jednym z krzewów.

- Och - miauknęła sama do siebie, żwawym krokiem podchodząc do nieznajomego kota z martwym zającem w szczękach. - Cześć kolego! Też tutaj polowałeś? Dopiero teraz cię zauważyłam! - przywitała się, nie zważając na to, że głodny obcy może zareagować na nią, cóż... różnie. Może niekoniecznie optymistycznie i energicznie, co ona.
[Obrazek: uAuQvF0.png]
LVL 2 30 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
12
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uniósł pysk znak zająca, wyczuwając obcego kota. Spiął się delikatnie w razie konieczności walki, jednak pozostał w kuckach rozpoczynając posiłek. Był zbyt zmęczony na podchody i z chęcią by się wykurował, pal licho uciekanie przed obcymi. To nie teren Klanów, żeby dostawał po pysku za kręcenie się po granicy. W końcu dostrzegł niemal zlewającą się barwą z niebem sylwetkę, wesoło kroczącą w jego stronę. Ojej, no dobrze, w takim wypadku raczej nie zanosiło się na łapoczyny. Świetnie! Uprzejmie poczekał, aż kotka do niego podejdzie, oblizując w międzyczasie mordkę.
— Dzień dobry. Tak — odparł niemrawo, oglądając ją. Cóż za dziwaczne futerko. Przypominało jednocześnie Wapienną Łapę i Kwitnący Jar - wprawdzie nie odstawało od nich jakoś bardzo, ale wciąż było jednak... inne; ni to cętkowane, ni posiwiałe. Sroczy Ogon podziękował Gwiezdnym, że nie była szylkretowa, wtedy przecież dostałby oczopląsu! — Nawzajem, też cię nie widziałem. Co tutaj robisz? — zapytał, przenosząc wzrok na pyszczek kotki. W końcu to nieładnie, tak się gapić!
✖ ✖ ✖
LVL 3 120 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Nurt się nudziła. A Nurt miała to do siebie, że kiedy się nudziła, wpadała na różne pomysły, byle tę nudę zniwelować. Statystyka była nieprzychylna - oceniała jej pomysłowość jako rozsądkowo ujemną, jednakże wątpliwa mądrość nie była jedyną cechą charakterystyczną popielatej kotki. Żyła w zgodzie z powiedzeniem, że głupi ma szczęście i na tym szczęściu opierała większość swoich samotnych wycieczek poza obóz. W tym przypadku statystyka patrzyła na nią łaskawiej - poznała kawałek świata, a nic złego nigdy jej przy tym nie spotkało, czyli nie miała się o co martwić, wiadomo. Ostatnio nawet przekroczyła Grzmiącą Rzekę, wypatrzywszy tam oswojonego przy innej okazji samotnika!
Dzisiaj Oriona nie szukała. Towarzystwa zresztą też specjalnie jej nie brakowało. Leżąc bez celu w legowisku wpadła na myśl, by dojść do najdalszego znanego sobie kawałka ziem i zobaczyć, co znajduje się dalej. Koniec świata? Grzmiąca Ścieżka? Droga do Szepczącej Sadzawki? Nie wiadomo!
Wiernym towarzyszem podróży był Płatek - niewielki, grafitowo-szary kamyk znaleziony niegdyś przez pręguskę w obozie i zwerbowany do dwuosobowej grupki odkrywców, badaczy, łowców, wojowników, filantropów i co tam akurat przyszło im do głowy. Od kiedy Nurt stała się Nurtową Łapą, Płatek nieco poszedł w odstawkę i każdy szanujący siebie i innych kot uznałby to za karygodne. Należało zatem coś z tym zrobić i wspólne zwiedzanie wyglądało na opcję idealną. Przynajmniej do czasu. Szczęka terminatorki w końcu zaczęła wygłaszać pretensje pod adresem swojej właścicielki, a ślina ściekać bokami od ciągłego trzymania kamyka. Prócz tego, przydarzył się drobny incydent, gdy przechodząc przez Śliskie Grzbiety, młoda prawie upuściła Płatka w groźne odmęty rzeki. No i siebie przy okazji też, ale to mniej istotne.
Istotne było to, że wszystko dobrze się skończyło, a Nurt oficjalnie opuściła tereny Gromu. Co teraz? Nie miała pomysłu. Wolała nie odbiegać jak wariat w nieznanym kierunku, miała na tyle pomyślunku, aby nie chcieć odchodzić za daleko. Jak się zgubi, to kto ją odnajdzie? No właśnie, pewnie nikt.
Zrobiła krótką przerwę, dając odsapnąć sobie i kamykowi (Płatek, jesteśmy na przygodzie!), po czym znów wzięła go w pysk i pokierowała dalsze żwawe kroki ku Króliczym Norom.

/Wyjec!
[Obrazek: mJOQ6VS.png]
LVL 8 165 / 500
MedLVL 11 133 / 1500
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciekawe co szanowna statystyka mówiła o kotach żyjących w norach dla królików. Pytam dla koleżanki...

Wyczuł nad sobą drżenie, ale nie od razu postanowił coś z tym zrobić. Dopiero kiedy kilka malutkich grudek ziemi spadło mu z prowizorycznego sufitu na łeb, zaczął burczeć pod nosem z niezadowoleniem i czołgać się jak dżdżownica, na brzuchu, do wyjścia, żeby ustalić, co się właściwie tam na górze dzieje, że jego chata rozsypuje się w drobny mak. Chwilę to trwało, dżdżownice nie należą do najszybszych na świecie, ale w końcu wyściubił pysk na powierzchnię i niemal od razu, obok uderzenia zimnym powietrzem, trzasnął go po oczach tył jakiejś kotki. To stąd to łup, łup. Źrenice Wyjca z czarnych groszków przeistoczyły się w sosnowe igiełki. Energią spacerowiczki pewnie dałoby się obdzielić cały las, ale jak na razie jedyną emanacją tej żywotności były jej rozkołysane biodra i ogon. Nieczuły na te wdzięki Wyjec już miał rzucić standardowym pytaniem, czy ma coś do jedzenia, ale wtem, po jeszcze wnikliwszej penetracji spojrzeniem, doszedł do wniosku, że pewnie nie, bo sama jest jakaś taka chuda i nieszczególnie wyrośnięta.
- E, Ty, kręcidupka - zachrypiał, wyciągając samą tylko szyję o kilka milimetrów dalej z króliczej nory. To nie był jego najlepszy dzień. Chyba się troszkę podziębił, zanim wpadł na to, iż nocy z temperaturą poniżej zera stopni lepiej nie spędzać pod gołym niebem. Gardło mu napuchło, albo takie odnosił wrażenie, bo ślinę przełykał z trudem, a do tego dochodziła przecież iście męska hipochondria...
Poczekał, aż kręcidupka odwróci się do niego tą bardziej reprezentacyjną częścią siebie, zanim złożył skargę. - Musisz mi tak tuptać nad łbem? PSIK - kichnął zamaszyście i w rezultacie obryzgał się rzęsistymi smarkami. Bywa. Na oczach nowej znajomej wypolerował mokry nos kolistym ruchem języka. - O mniam, obiadek - wykrzywił wargi ironicznie i z tą chwilą, na przekór ssaniu w pustym brzuchu, przestał pajacować. Jego dzikie, błyszczące oczy poszczuły srebrną koteczkę.
- Co ja tam? A, no, tego. Weź mi nie tuptaj bo jak mi się tu wszystko zawali, to już na pewno wyzionę ducha. Nic nowego sobie nie wykopię, mam zmarznięte palce... Chyba, że grób.
Na pysku burasa pokazała się bogata gama min. Wyglądał trochę, jakby się uśmiechał, ale jeżeli już, to był to uśmiech z środkowym palcem wymierzonym... w kogo konkretnie? W matkę? Niesprawiedliwy świat? Zimę? Króliki, które zwiały stąd w podskokach kilka godzin wcześniej, których nie dał rady upolować? Tylko w kącikach wąskich ślipi kocura, przez nikogo niezauważone, ignorowane nawet przez Wyjca, kwitły ropa oraz smutek. Prawdopodobnie nie przezimuje do wiosny. Podświadomość o tym wiedziała.
[Obrazek: 11cf54d3d6f7f2877df3a7c1b18826d5.gif]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości