Logo Artemidy
Kłujący Gąszcz
xxZamyślona i wpatrzona w mysią norkę, również nie zauważyła, że ktoś się do niej zbliża. Dlatego właśnie, słysząc czyjś głos, a uderzenie serca przed tym czyjąś sylwetkę, niemal podskoczyła do góry, podnosząc się z miejsca. Poczuła, jak podskoczyło jej tętno, a futro na karku podnosi się. Spojrzała szeroko otwartymi, złoto-zielonymi ślepiami na nieznajomą kotkę, równie wysoką i puchatą co ona, jednak zdecydowanie starszą.
xx— Oh... dzień dobry... — odezwała się po chwili, wciąż zaskoczonym wzrokiem patrząc na szylkretową kocicę. Oblizała nerwowo nos i zmusiła futro na karku, aby opadło, ponieważ obca kotka nie wyglądała, jakby stwarzała zagrożenie. Póki co. Przełknęła szybko ślinę, czując, że ma sucho w gardle. — Nie, nie... — odparła na wątpliwość starszej kocicy, lustrując wzrokiem jej ładne futerko, zanim znów spojrzała w jej błyszczące, zielone oczy. Rosa w tym momencie zupełnie zapomniała o tym, co robiła przed chwilą, skupiając teraz uwagę tylko i wyłącznie na nieznajomej oraz na tym, jak powinna się zachować. Z tym, że... nie wiedziała, jak ma się zachować i co zrobić. Zamilkła, wpatrując się w szylkretową kocicę, czekając, aż ta się znowu odezwie. Czy zareaguje jakoś na to, jak wystraszyła się kremowofutra? Co o niej pomyśli? W jakiej sprawie tutaj podeszła?
[Obrazek: cl4Hfe4.png]
LVL 2 105 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Jeśli Gwiezdni istnieli gdzieś u góry... musieli naprawdę nienawidzić żyjących.
Ileż nocy spędził, błagając tych u góry, by pomogli sprowadzić bezpiecznie jego bliskich. Ile naprosił się o Żurawia, o Śliwkę, o Kurzyka... wszechwiedzących w niebie to nie obchodziło, i z każdym dniem liliowy zaczął coraz bardziej wątpić w ich istnienie. Jeśli naprawdę istnieli - byli gorsi, niż ci, którzy żyli na ziemi.
Obejrzał się raz na obóz, prychając pod nosem i uniósł głowę dumnie do góry. Podczas gdy oni nie potrafią oni przejąć się tyloma zaginięciami, to jak planują przetrwać dalej jako Klan? W kocurze wzrastało obrzydzenie, odwrócił się i zaczął iść w swoją stronę. Jeśli żadne z nich nie chciało się podjąć poszukiwań zaginionych, którzy byli przecież, oh, jakże ważną częścią tej utopijnej rodziny, jaką był Klan - weźmie sytuację w swoje łapy.
[Obrazek: kBB5gvQ.png]

liar beyond that light, we fade in to reality
between these lies, we dive into this real life
and i walk like a lion, i’m making my own history
i don’t know answers, i just go my own way
goes on and on
LVL 2 75 / 150
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Co Raniuszek wciąż robił w okolicach terytorium Klanu Rzeki? Prawdę mówiąc… sam nie był pewien. Przecież pożegnał się już z najbliższymi sobie kotami, prawda? Może one o tym nie wiedziały, ale taka była prawda. Nikomu z Rzeki nie zdradził, gdzie się wybiera - nikomu nie zdradził, że w ogóle się gdzieś wybiera, bo bał się że ci będą chcieli go powstrzymać, że powiedzą coś przez co się rozmyśli i nie będzie miał siły by odejść, albo go przytulą i on kompletnie straci siłę na jakiś bunt… a on wiedział, że potrzebuje tej zmiany w życiu. Chciał jej, bardziej niż czegokolwiek - chciał wreszcie być kimś i coś osiągnąć, przydać się na coś… Nie zdołałby tego zrobić będąc nadal w Klanie. Może ten Nowy Świt będzie jego nową szansą, kolejną, na wykazanie się. Nie chciał być porażką. Choć… teraz się tak czuł. Czuł się jak najgorszy zdrajca. Ale wciąż, to nie tak, że zamierzał odejść na zawsze. Prawda? Chciał kiedyś wrócić, chciał widzieć się z bratem, z przyjaciółmi i innymi bliskimi!
Ale teraz krzątał się po okolicach rzecznych terenów, wyraźnie zagubiony i niepewny. Jak już stąd odejdzie, to jest możliwość że nie zobaczy więcej niektórych kotów, które zna. Po ostatnich wydarzeniach rozumiał tym bardziej, jak kruche jest kocie życie… i jak łatwo można kogoś stracić. Teraz się tego bał, bardziej niż czegokolwiek, ale wiedział też że musi zrobić coś ze swoim życiem. Podjąć jakąś dojrzałą decyzję…
Wzdychał ciężko i krążył tak wśród krzewów, szukając chyba jakiegoś zbawienia, jakiegoś znaku od Gwiezdnego Klanu. Pożegnał się już z wszystkimi… prawda?

//kostek <3
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niezłe cyrki się działy ostatnio w Klanie Rzeki, nawet udało się im mieć śmierć i trupa na ceremonii - Kostek był zachwycony. Nie sądził, żeby kiedykolwiek Klanowa społeczność dostarczyła mu tyle rozrywki i życzył Łabędziej Gwieździe by cała jego kariera obfitowała w takie fajerwerki, tak jak jej rozpoczęcie. Nie podejrzewał, żeby kocur miał z tego uciechę, ale przecież nie myślał o nim, tylko o sobie.
Niestety, ten skok adrenaliny i zainteresowania, wiązał się z tym, że po wszystkim Kość jakoś dotkliwiej odczuwał nudę. Zwykle nie miewał problemów ze znalezieniem sobie zajęcia, ale jednak łamanie kręgosłupów trudno było przebić... Nawet Bawełniana Nić nic od niego nie chciała, a Tojad wciąż oficjalnie była matką - pfff - więc nie mieli materiałów, by oddać się swojej ulubionej rozrywce w naigrywaniu się z mistrzyni. Beznadzieja.
Może dlatego Kość znalazł się poza granicą Rzeki, chociaż zwykle nie opuszczał ich terenów. Miał nadzieję... nie, właściwie nie liczył na nic szczególnego, po prostu wydawało mu się, że poczuł jakaś znajomą woń. A nawet nie jedną. Niekoniecznie przypuszczał, że w Łanach Rzepaku miała miejsce jakaś ścieżka tranzytowa dla uciekinierów z Rzeki - najpierw Krewka, teraz Raniuszek... Mówiąc o tym drugi, to właśnie na niego nadział się ostatecznie Kość, chociaż zanim go ujrzał, wpierw usłyszał ciężkie wzdychanie - czy to nie był flagowy odgłos kocurka? - i niespokojne kroki.
- Rann-nna Łapo - Przywitał się, podkreślając i podwajając liczbę "n" w imieniu terminatora. - Łazisz w kółko jakby się zgubił. Albo coś.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Najwyraźniej przeżyli to zupełnie inaczej. Czy powinno to kogokolwiek dziwić? Raniuszka pewnie by zdziwiło, jako że wciąż był przekonany o dobrym sercu i niewinności Kościstej Łapy. Sam przeraził się gdy po powrocie do obozu po spotkaniu z Tsunami usłyszał, do czego finalnie doszło. Spalająca Gwiazda zginął, i to z pazurów własnych klanowiczów. Czy to nie tak, że koty należące do jednego Klanu powinny się wspierać? Pomagać sobie? I czy to nie tak, że cynamonowy kocur był teraz nową Gwiazdą, razem z Łabędziem? Raniuszek się już w tym wszystkim pogubił, ale wiedział jedno - to wszystko nie powinno było mieć miejsca. Tak nie powinien działać Klan, a on teraz tym bardziej nie czuł się w Rzece dobrze. Może gdy wróci z Nowego Świtu, wszystko będzie lepsze? On też pewnie będzie wtedy lepszym kotem. Zmieni się. Więc dlaczego nadal czuł się tak źle?
Kostek się nudził, a Raniuszek wręcz przeciwnie. W jego łebku działo się aż za dużo, myśli latały bez przerwy, a srebrzysty nie mógł znaleźć wytchnienia. Chciał mieć tą decyzję za sobą, bo z jakiegoś powodu wciąż czuł się rozdarty. Może to dlatego, że czuł się jak zdrajca.
Zatrzymał się słysząc znajomy głos, uniósł spojrzenie na błękitnookiego. Nie dziwił się właściwie Kościstej Łapie, że ten porównał go do kota zagubionego. Był zagubiony! Może nie tak dosłownie - ale był zagubiony mentalnie, nie wiedział co zrobić w tej sytuacji i jak się z niej wydostać. I, oh… nazwał go Ranną Łapą. On niezbyt lubił to imię. Czuł, że na nie nie zasłużył. W końcu zamierzał odejść z Klanu…
- Koścista Łapo… witaj. - odezwał się, wymuszając lekki uśmiech i podchodząc te kilka kroków bliżej. Stanął przed drugim kocurem, trzymając łeb nisko nad ziemią. Nie potrafił spojrzeć w te błękitne oczy na dłużej niż kilka uderzeń serca. Nie byli nigdy blisko, ale srebrzysty uciekinier bał się że każda interakcja z rzeczniakiem finalnie zmusi go do powrotu. - Może nie jesteś daleko od prawdy. Znaczy… wiem, gdzie się znajduję, ale… nieważne. Co ciebie tutaj sprowadza, kolego? - uniósł swój wzrok tylko na moment. Nie spodziewał się zobaczyć tu akurat Kostka, ale zrozumiał że może kocur będzie się o niego martwił. W końcu nie byli sobie całkowicie obcy.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie powinien być zdziwiony, że Raniuszek zachowywał się przesadnie dramatycznie - taka już chyba była jego natura - ale nie powstrzymał lekkiego uniesienia brwi. Ostatnio kocurek przeżywał śmierć ojca, a teraz co? Jeżeli Kostek dobrze kojarzył, śladami Lisiego Ogona podążyła też Lśniące Futerko, ale minął od tego czasu przynajmniej księżyc, jak nie dwa. Aż tak długo go trzymało? W takich momentach synowi Zachodzącego Światła wyraźnie brakowało empatii, skoro wydawało mu się, że Ranna Łapa zbyt długo mazgai się po śmierci rodziców.
- Wiesz gdzie jesteś... A po co też? - Miauknął ze słabo zamaskowanym rozbawieniem. Możliwe, że drugi terminator potrzebował teraz więcej wsparcia, a nie głupich żartów i dogryzek... ale ostatnio podziałały całkiem nieźle, więc czemu Kostek miałby zmieniać strategię? - Słyszałem, że starość czasem tak zaćmiewa głowę, że można znaleźć się w jakimś miejscu, ale nie wiedzieć jak i po co się tam znalazło. Oby to nie była już pora na ciebie. - Lekko wygiął wargi, jednostronnie ukazując kły. - A ja? Zaniepokoiło mnie rozlegające się echem po całym lesie wzdychanie. Poszedłem za nim... I kto by pomyślał, wpadłem prosto na ciebie. -Kolejny raz uniósł brewkę, chociaż Ranna Łapa nawet nie patrzył mu w pysk, tylko pochylał łeb, znacznie niżej niż wymuszała to różnica wzrostu między nimi. Irytujące.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To na pewno nie tak, że Raniuszek przestał już przeżywać śmierć rodziców, ale… fakt był taki, że teraz wzdychał z zupełnie innego powodu. Wzdychał, bo znalazł się na rozdrożu i nie wiedział, co tak naprawdę powinien zrobić. Choć decyzja została podjęta, a obietnica złożona… Ciągle miał przed oczyma nieszczęśliwą, cierpiącą ze strachu o swoje dzieci Tsunami. Myślał też o chwilach, które ich teraz łączyły, ale, oh… zawsze czuł zakłopotanie myśląc o tym. Nawet teraz ciepło zaczęło obejmować cały jego pyszczek, aż po końcówki srebrzystych uszu. Ale nie powinien o tym myśleć w tej chwili… teraz był z Kościstą Łapą i musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji, nie dać się przekonać do powrotu do Rzeki. W końcu gdyby cynamonowy terminator wiedział o planach swojego kolegi, na pewno chciałby go zatrzymać… prawda?
Jeszcze dobrą chwilę trzymał głowę nisko i milczał, doskonale znając odpowiedź na to pytanie. Był tutaj, bo nie potrafił oderwać się od swojej przeszłości. Nie potrafił się pożegnać i odejść, i nienawidził się za to. To nie powinno być tak trudne… Zawsze cenił swoje dobre serce, a teraz okazało się ono jego zgubą.
- Chciałem pomyśleć. Pobyć sam… ale nie mam ci za złe, że przyszedłeś! Tak naprawdę to bardzo miło mi cię widzieć. - uśmiechnął się znów, wreszcie prostując chociaż odrobinę. Tak. Musiał udawać pogodnego, normalnego. Inaczej Koścista Łapa zacznie coś podejrzewać i… ah. Na to pozwolić nie mógł!
Zaśmiał się cicho na żart kolegi. Jego oczy były szeroko otwarte, zdradzając zaskoczenie, bo szczerze nie wiedział o czymś takim. Ale śmiech nie zdawał się być jakoś bardzo wymuszony… pomimo swojej sytuacji, Raniuszek lubił spędzać czas z bliskimi sobie kotami.
- No weź… nie jestem aż tak stary… - odpowiedział, szurając łapami po ziemi. - Choć to prawda, że może w tym wieku powinienem był więcej osiągnąć w Klanie… a tymczasem czuję się jakbym był już członkiem starszyzny. - wzruszył w rezygnacji masywnymi barkami, co sprawiło że jego puszyste futerko śmiesznie się zatrzęsło. Wargi srebrzystego uniosły się lekko, a w jego zielonkawych oczach błysnęło coś na rodzaj nadziei. Czy to oznaczało, że Kostek naprawdę chciał go spotkać? Teraz Raniuszek czuł się trochę źle z tym, że nie przyszedł się z nim specjalnie pożegnać… Bał się i nie chciał zawracać głowy komuś, z kim nie przyjaźnił się tak oficjalnie jak na przykład ze Zmierzch. Oczywiście nie chciał zrobić nic złego, ale…
- Koścista Łapo, ja przep- chciałem powiedzieć, że- ahh, ja chciałem… żebyś wiedział, jak doceniam twoją pomoc, wtedy, kiedyś… Cieszę się, że na siebie wpadliśmy, bo… um, kto wie, co się wydarzy, prawda? Równie dobrze… możemy się nie zobaczyć już nigdy! - wymamrotał, skacząc wzrokiem po całej sylwetce drugiego terminatora. Czy właśnie się wygadał…? Niee, na pewno nie! On po prostu miał w zwyczaju paplać bez sensu gdy się stresował! Spojrzał na Kościstą Łapę niepewnie, z lekkim uśmieszkiem pod różowym nosem.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To nie tak, że Kostek nie zauważał dziwnego zachowania Raniuszka - zauważał, ale tak nie do końca obchodziło go powody. Dramatyzm kocurka był na wpół zabawny, na wpół irytujący, ale stanowił część jego osoby, niemal tak charakterystyczną jak srebrzyste futerko. Gdyby rzeczywiście przeszkadzał liliowemu terminatorowi, unikałby spędzania z nim czasu, albo zrobiłby wszystko by doprowadzić Ranną Łapę do łez - byłoby to satysfakcjonujące i właściwe wykorzystanie jego emocjonalności. W końcu Koścista Łapa nie raz się starał, a miał na rozkładzie tylko jednego płaczącego kota i to nawet nie bezpośrednio z jego powodu - bo przecież Jaśmin ryczał głównie ze stresu, że prawie utonął, co nie?
W każdym razie, oriental śledził beznamiętnym wzrokiem wszystkie gesty Raniuszka, wydając się nie bardzo poruszony średnim humorem kolegi. Niemniej, chociaż go obserwował, a to już było coś - bo Kość potrafił rozmawiać z kimś, nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem.
- No ja myślę, że jest ci miło, bo skoro już tu przylazłem to nie mam zamiaru od razu sobie iść. - Parsknął z ironicznym uśmieszkiem na mordce. Syn Lisiego Ogona miał pecha, bo nawet jakby wyraził dosadnie chęć pobycia w samotności, nie mógł liczyć na to, że Koścista Łapa sobie pójdzie. Jasnooki nie miewał w zwyczaju robienia tego, czego oczekiwali od niego inni. Jak ktoś chciał być sam to złośliwie oferował swoje towarzystwo i jeszcze gotów był paplać więcej niż zazwyczaj.
- Członek starszyzny z założenia też ma już jakieś osiągnięcia. Chociażby z racji wieku. - Miauknął trzeźwo, bo też porównanie Rannej Łapy nie do końca do niego trafiło. Uniósł pytająco brewkę. - A co takiego chciałbyś osiągnąć Ranna Łapo, co? Ostatnio jak rozmawialiśmy chciałeś przeżywać miłość, a teraz masz ambicje bycia sławetnym wojownikiem Klanu Rzeki? - Nie trzeba było tłumaczyć, że Kość uważał to wszystko za bzdurę? Rangi, treningi, Kodeks... Zostawiał to dla głupców, którzy nie mieli innego pomysłu na siebie i życie, i potrafili jedynie ślepo podążać z prądem rzeki.
Roześmiał się lekko, kiedy Raniuszek zaczął mu dziękować, ni z tego, ni z owego. Doprawdy, ten kot był absurdalnie uroczy i milutki.
- Nie trzeba dziękować. - Machnął lekceważąco łapą, udając, że jest ponad wszelkie pochwały. - To czucie się jak w starszyźnie chyba za bardzo ci weszło, skoro teraz gadasz jakbyśmy się żegnali. Mnie się nie da tak łatwo pozbyć ze swojego życia, wiesz? Jestem jak kleszcz. - Pokazał zęby w uśmiechu. - Ale już dobra, opowiadaj co tym razem się dzieje. - Zażądał łaskawie. Głośne wzdychanie to jedno, ale te fatalistyczne - z drugiej strony bardzo realne, bo przecież każdej chwili mogło ich coś zjeść - wizje ostatniego spotkania trochę Kostka przerastały. Chciało mu się śmiać.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ah, jak bardzo by się cieszył gdyby wiedział, że nie irytuje Kostka jakoś bardzo! Znaczyłoby to dla niego naprawdę wiele, jako że nieraz miał wrażenie iż swoją emocjonalnością bądź niezręcznością sprawia kotom kłopoty. Albo czyni je zezłoszczonymi. Raniuszek nigdy nie chciał nikogo irytować... że chyba sprawiało to, że drugi kot zwraca na niego więcej uwagi. Wtedy by nie narzekał! Prawdę mówiąc niektóre koty były urocze, gdy się złościły... Ale on nigdy nie widział zezłoszczonego Kostka, i może nawet lepiej będzie, jeśli tak zostanie? W końcu za nic nie chciałby zepsuć ich relacji!
Czuł na sobie spojrzenie liliowego kota i napotykał je własnymi oczyma raz na kilka uderzeń serca. Często bywał zbyt nerwowy by utrzymywać kontakt wzrokowy, jak na przykład teraz... ale chyba wypadało się postarać, zwłaszcza dla przyjaciela! I choć na słowa orientala zdawał się być znów lekko zaskoczony, to zaraz na jego mordkę wpłynął chyba największy uśmiech, jaki Koścista Łapa widział u srebrzystego.
- Wcale nie musisz, wiesz? Jeśli tylko masz czas, a zgaduję, że masz... To możemy spędzić go razem. Co... co ty na to? - zaproponował, trochę nieśmiało, choć właściwie kolega już wprost powiedział mu, że póki co iść sobie nie zamierza. Cóż, warto się upewnić, że myślą o tym samym i w ogóle.
Westchnął na kolejne słowa kocura, choć na jego mordce wciąż widniał lekki uśmiech.
- Ah... to prawda... W takim razie ja jestem jak członek starszyzny, gdyby odjąć te wszystkie osiągnięcia. - odpowiedział w swój naturalny pesymistyczny sposób. - Ja... um... ja po prostu chciałbym coś osiągnąć. Wiesz, Koścista Łapo, nie będę młody wiecznie i może jestem dosyć wyleżany po tych księżycach spędzonych w Królikarni, ale... chciałbym wreszcie wziąć się za siebie. A nie tylko... siedzieć w obozie, czasami sprzątać legowiska. Zanim się obejrzę, ty będziesz miał swoją ceremonię! A ja? A ja... - odpłynął na moment myślami, zamykając pyszczek. Nie widział dla siebie tu przyszłości. Nieważne, jak okropnie to brzmiało. Może Klan Rzeki nie był dla niego... a może musiał po prostu nabyć doświadczenia i tu potem wrócić.
Uśmiechnął się znów na słowa Kostka o byciu kleszczem, ale tym razem za uśmiechem czuł się już prawdziwy smutek, i zakłopotanie. Oh, gdyby tylko jego przyjaciel wiedział, co się właśnie dzieje! A Raniuszek chciał mu powiedzieć, tak bardzo... i równie bardzo nie chciał kłamać!
- Ja... nie mogę ci zdradzić. To tajemnica, której miałem... nie zdradzać nikomu... Nawet komuś, kogo lubię tak jak ciebie. Przepraszam, ale nie zdołasz mnie przekonać... - wymamrotał cicho, choć zabrzmiało to bardzo niepewnie. Bo, oh, srebrzysty doskonale wiedział, że gdyby tylko Kostek się bardziej postarał... mógłby wyciągnąć z niego wszystko.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Z jakiegoś powodu Raniuszek nagle zaczął się uśmiechać szeroko, tak jakby któreś ze słów Kostka sprawiły mu wyjątkową radość. Liliowy nie miał pojęcia które i dlaczego. Nawet nie próbował być miły, ani sztucznie sympatyczny, raczej jak zwykle był sarkastyczny i trochę arogancki, a złośliwość czaiła się w tle. Tymczasem po raz pierwszy wywołał u kogoś - innego niż jego ojciec, chyba tylko on się tak do niego szczerzył - taki ogromny uśmiech, co na uderzenie serca zbiło go z tropu. Ranna Łapa był naprawdę przedziwny.
Przez chwilę Kość udawał, że rozważa propozycję wspólnego spędzenia czasu, chociaż sam zadeklarował, że absolutnie nigdzie się nie wybiera. Jednak co innego przyczepić się do kogoś na siłę, a zostać zaproszony do towarzystwa.
- Dopóki się nie znudzę. - Zadeklarował w końcu. Nawet Gwiezdni nie zmusiliby do głośnego przyznania, że w sumie to ma zarówno czas, jak i ochotę. Pewne pozory należało zachować.
Zaraz potem, nieadekwatnie do melancholijnych rozważań Raniuszka parsknął głośnym śmiechem.
- Z tą moją ceremonią to naprawdę wybiegłeś daleko w przyszłość. - Miauknął leniwie, ucinając chichot, ale nadal szczerząc zęby. - Do tego trzeba skończyć trening, a nie wiem jakim psim swędem miałbym to zrobić szybciej od Ciebie.... Chyba, że tak naprawdę nie jesteś Raniuszkiem, a leniuszkiem, mmm? - Poruszył szelmowsko wąsami. Tymczasem uśmiech Rannej Łapy przygasł i kocurek powrócił na swoje zwykłe bardziej nostalgiczne tory. Jednak przede wszystkim przyznał się do posiadania tajemnicy, co natychmiast postawiło szare uszy na sztorc i obudziło wszelkie Kostkowe pokłady ciekawości. Jakby srebrzysty po prostu powiedział o co chodzi, Kość mógłby nawet tego nie słuchać - teraz zaś cała uwaga skupiła się na terminatorze i nawet najmniejszym drgnięciu jego wąsów.
- Ty... masz jakiś sekret, Ran-n-na Łapo? - Jasne oczy otworzyły się szeroko w przerysowanym zdumieniu, a głos Kostka napełnił się dobrze udawaną troską. Tę emocję ćwiczył zaskakująco często. - Na rozgwieżdżonych przodków, ale nie wpakowałeś się w nic strasznego? Nie brakuje kotów, które by chciały wykorzystać twoje dobre serce - Coś o tym wiem, co nie? - a taki zakaz mówienia nawet bliskim nie brzmi za dobrze. - Kostek miał nadzieję, że zagranie zaniepokojonego zadziała dużo lepiej niż zapytanie wprost i Raniuszek uchyli trochę rąbka swojej tajemnicy.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Powód nagłego wybuchu szczęścia u srebrzystego kocurka był dla niego samego raczej oczywisty. Nie chodziło tu tylko o to, że zazwyczaj nie potrafił w ogóle ukrywać swoich emocji - tylko bardziej o to, że Koścista Łapa faktycznie chciał spędzać z nim czas. Uśmiechał się, co oznaczało, że mówił to wszystko szczerze... Raniuszek faktycznie nie doceniał wystarczająco mocno tego, jak dobrego ma w nim przyjaciela! Mógł zrobić chociaż tyle... odwzajemnić ten uśmiech, tak, jak tylko potrafił.
Zamruczał cichutko na to potwierdzenie liliowego kota. Dopóki się nie znudzi... w takim razie on zrobi wszystko, co może, żeby Kostek się nie zanudził! Jakiś doskonały w rozmowach nie był, ale przecież była masa innych rzeczy które mogli robić, nawet nie rozmawiając! Mogli na przykład przejść się po okolicy... nie wiedział, co Koścista Łapa lubi robić, ale spacer to coś co lubią raczej wszystkie koty... prawda?
Raniuszek uniósł uszy i postawił je, z uwagą przysłuchując się śmiechowi kolegi, a potem jego słowom.
- Czemu tak mówisz? Twój trening… też stanął w miejscu? Nie widzę innego powodu, przecież jesteś mądry i taki zwinny… – wymamrotał, wyraźnie lekko zaskoczony. Sam nie miał za złe bratu, że ich wspólny trening trochę stanął w miejscu – w końcu Sroczy Ogon miał od niedawna kocięta, takie, które jeszcze nie były terminatorami… ale sam nie wiedział faktycznie, jak to wygląda z treningiem Kościstej Łapy. Kto to był jego mistrzem…? Wypadło mu z głowy, ale dotąd był przekonany, że Kostek jest gdzieś w okolicach końca swojej edukacji na wojownika! Według Raniuszka nadawał się też na woja doskonale, ale prawda była taka, że srebrzysty nie znał się na tym jakoś bardzo… Zaś na słowa o byciu leniuszkiem zaśmiał się cichutko, zaskoczony tym jak trafne i pasujące do siebie słowa się ładnie zrymowały. – Może… może i jestem… – wzruszył barkami po raz kolejny, a kąciki jego warg uniosły się leciutko w niepewnym uśmiechu.
Oh, zauważył to zainteresowanie. Wiedział, że Koścista Łapa się zainteresuje – w końcu nie byli już sobie obcy, to naturalne, że mógł się zaciekawić, a nawet zmartwić! A mimo to Raniuszka kompletnie rozwalił fakt, że Kostek faktycznie się zmartwił. Wyglądał na tak zatroskanego, a srebrzysty uciekinier poczuł, jak jego serduszko powoli pęka – bo właśnie to robił, właśnie zamierzał odejść od kogoś, komu zależy, bez słowa, skazując go na zamartwianie się… Robił swoim bliskim to samo, przez co tak cierpiał całe swoje życie – znikał, tak jak zniknęło jego rodzeństwo.
Raniuszek milczał chwilę, wpatrując się w błękitne oczy kota przed sobą własnymi , błyszczącymi, bo od dobrej chwili wypełnione były łzami. A potem zrobił dwa kroki do przodu i ciężko oparł swój łeb na piersi Kostka, pociągając noskiem.
- Przepraszam… Sam nie wiem, co robię… – wydusił z siebie ze słyszalnym trudem. – To nic strasznego, naprawdę… naprawdę nie musisz się o mnie martwić, wiesz? Ale… oczywiście, że się martwisz… – wtulił się lekko w kota, choć dotąd nigdy nie okazywali sobie żadnej czułości i tak naprawdę nie wiedział, czy nie zostanie odrzucony. W końcu Koścista Łapa mógł nie lubić kontaktu fizycznego, jak niektórzy… A mimo to, srebrzysty zdawał się o tym nie myśleć. Zdawał się zapomnieć, w tej chwili słabości – słabości jeszcze większej, niż zazwyczaj, to jest.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uniósł w górę kącik pyska, słysząc jak Raniuszek wypunktowuje jego zalety. Cóż, przynajmniej tym razem przypisywał mu prawdziwe cechy, bo jakby kolejny raz posądził go o bycie miłym... Kostek mógłby nie wytrzymać i parsknąć śmiechem. W jakiś sposób dość długo udawało mu się zachować pozory - Jaśmin już na pierwszym wspólnym spacerze prawie utonął i chyba przestał wierzyć w przyjaźń z liliowym - w sumie Kość nie wiedział jak to między nimi jest, musiał to sprawdzić. Inni potrafili nie wytrzymać nawet pierwszego spotkania. Tymczasem srebrzysty kocurek nadal się trzymał i oriental zaczynał się zastanawiać bardziej jak długo udałoby mu się pociągnąć tę znajomość niż w jaki sposób doprowadzić Ranną Łapę do płaczu.
- Dziękuję, dziękuję, chociaż moja mistrzyni - Wymówił to imię sarkastycznie, podobnie pogardliwym tonem co często wspominał kotki w jakimikolwiek potencjalnie romantycznym kontekście - chyba nie podziela twojego zdania. Może mógłbyś jej przemówić do rozsądku? - Zapytał żartobliwie, bo chociaż nie wahałaby się napuścić kolegi na Bawełnianą Nić, nie sądził, że cokolwiek było w stanie zmienić jej opinię o nim. Nie żeby mu zależało. Ta kocica chyba nikogo nie lubiła, ani nie szanowała. - Jest nią Bawełna, swoją drogą. Nie przepadamy za sobą i unikamy się. Jak się domyślasz, nie wpływa to dobrze na postępy w treningu. - Znowu krzywo się uśmiechnął. Może należało sprostować, że to głównie on unikał Bawełny oraz treningu, aczkolwiek w ostatnim czasie wojowniczka niezbyt intensywnie próbowała go zagnać do roboty. Trochę podejrzane - zachorowała?
Kostek właśnie rozważał tę opcję, kiedy ślepia Raniuszka zaczęły się niebezpiecznie szklić. Dokładnie chwile po tym jak był gotów zarzucić pomysły doprowadzenia kocurka do płaczu, ten zaczął nagle szlochać. Było to bardziej niespodziewane niż te wszystkie uśmiechy, a na dokładkę srebrzysty podszedł bliżej i oparł czoło o wątłą popielatą pierś. Musiał się nieźle schylić, by to zrobić. Natomiast Kość... nie wiedział do końca co zrobić z tym wtulonym w niego kotem. Nie miał nic przeciwko bliskości czy dotykowi, ale ostatnim czasy raczej myślał o tym w innym kontekście, niewiele mającym wspólnego z przyjacielskim pocieszaniem. Niech bezgwiezdni to trzasną...
- No już, czego ryczysz. - Mruknął, obejmując łapą okryty srebrzystą kryzą kark. W tym momencie przydałoby się te kilka centymetrów więcej, które mieli jego bracia, bo tak musiał nieco wyciągnąć w górę na tylnych łapach. - Skoro nie wiesz co robisz, to czemu nie poprosić o pomoc, co? Po co masz sam dźwigać te sekrety, mm? - Usiłował brzmieć kojąco, chociaż , uh, nie miał do tego za wiele dobrych wzorców.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak się składało, że Koścista Łapa miał bardzo dużo zalet! Raniuszek wymienił tylko dwie z nich, ale mógłby wiele więcej gdyby temat na to akurat przeszedł. W końcu naprawdę lubił drugiego kocura, a koty które darzył sympatią tym bardziej zasługiwały by wiedzieć, jak wyjątkowe są w jego zdaniu! Oh, mógłby rozgadać się na ten temat… ale nie o tym teraz rozmawiali, a nie chciał też aby Kostek pomyślał, że robi to jakoś na siłę czy coś. To też nie byłoby pewnie zbyt miłe, domyślał się.
Otworzył lekko pyszczek słuchając tego, jak kolega wypowiada się o swojej mistrzyni. To naprawdę brzmiało źle… Może to dlatego, że on sam nigdy nie miał złej relacji z mistrzem, bo jego mistrzem był własny brat? Nie, nie, to po prostu brzmiało jak zła relacja! Kocurek prawie nie mógł w to uwierzyć. Jak to możliwe, że dwa koty zostały tak źle dobrane przez Gwiazdę? I jak to możliwe, że Bawełniana Nić unika Kościstej Łapy? Przecież tak miło spędza się z nim czas, a jako że był bystry, to treningi z nim na pewno byłyby samą przyjemnością! Oh, Raniuszek nie wątpił, że kolega mógłby nauczyć go niejednej rzeczy... ale wracając, zadziwiło go to, że jednak jego trening nie idzie zbyt dobrze.
- Nie wiem, czy zdołałbym przemówić do rozsądku komuś takiemu… Skoro cię unika, to chyba nie jest zbyt… zbyt… mądra. – wydukał, bo choć chciał powiedzieć to co myśli, to obrażenie kogoś nie poszło mu zbyt dobrze. – Może… może poprosisz o zmianę mistrzyni? – zaproponował, doskonale jednak zdając sobie sprawę z tego, że sam by się nigdy nie odważył na coś takiego. Ale Kostek? Kostek zdawał się być kotem znacznie odważniejszym od niego. Ogólnie bardziej ogarniętym, takim, który wie co robi…
Wtulił się w Kostka, płacząc cicho nad własną głupotą. Jak mógł zgodzić się na coś takiego? I dlaczego w ogóle nadal chciał odejść? Dlaczego tak ciągnęło go od zawsze do tej wielkiej przygody, do spełnienia się, dlaczego nie potrafił zostać przy kotach, które kocha, na których mu naprawdę zależy? Ale… ah. Na Tsunami chyba też mu zależało, na to wygląda. Nie mógł jej zostawić. A Koścista Łapa tu zostanie… prawda?
- Nie mogę poprosić o pomoc… To coś, z czym- mmmuszę poradzić sobie sam… A- a nie wciągać w to… kogoś innego… Kogoś, kto nnie powinien- wiedzieć… – odpowiedział cichutko, a gdy tylko poczuł na karku łapę liliowego kocura, rozkleił się już zupełnie. Wyciągnął się do przodu, przesuwając mordką po szyi Kostka, a potem przytulając się do jego boku. On nie miał wyraźnie nic przeciwko przytulaniu… więc Raniuszek postanowił, że skorzysta. Potrzebował tego ciepła, tej bliskości, jeszcze chociaż przez chwilę… zanim odejdzie. – Koścista Łapo. Proszę… proszę obiecaj mi. Że zostaniesz tu i- będziesz czekał, i nie odejdziesz, i jak ja- jak ja tu będę, to ty też i- będziemy mogli być tak, razem? Proszę? Nie chcę cię stracić, czy zostaniesz ze mną… jeszcze na chwilę? – poprosił, trochę stłumionym głosem bo był zajęty przyciskaniem pyska do szyi kocura.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyglądało na to, że Ranna Łapa miał lepsze mniemanie o Kostku niż on sam o sobie. Nie dlatego, że kocurek nie był próżny - raczej po prostu nie czuł potrzeby posiadania zbyt wielu zalet i lubił u siebie również te cechy, które powszechnie uważano za irytujące wady. Tych pierwszych wcale by tak wiele nie potrafił wymienić - może powinien kiedyś je poznać od Raniuszka...?
- Też tak o niej myślę. - Miauknął, lekceważąco wzruszając barkami. Nie uważał Bawełny za niemądrą, bo go unikała, a raczej dlatego, że nie wyobrażał sobie, żeby ktoś klepiący do znudzenia i na sztywno formułki na treningu nie zabijał swojej inteligencji. - Mmm, może to zrobię. - Rozważał prośbę o zmianę mistrza - nie miałby żadnych zahamowań, by pójść do Łabędzia i naopowiadać mu najokropniejszych rzeczy o wojowniczce. Podejrzewał, że w razie co Tojad by się dołączyła. Tylko, czy ryzyko, że dostałby kogoś gorszego nie było zbyt duże? Bawełnę już znał i po za tym, że była koszmarną nudziarą, w miarę akceptowała jego brak zaangażowania. Następny mistrz mógłby wziąć sobie za punkt honoru, by go zaktywizować, a tego Kostek zdecydowanie nie chciał.
Niemniej, myśli o Bawełnianej Nici niekoniecznie się go trzymały, kiedy miał czoło Raniuszka przyklejone do swojej piersi. Pocieszycielski gest na niewiele się zdał, bo kocurek zaczął płakać jeszcze mocniej i wycierać łzy w popielate futerko. Pomiędzy szlochami coś mówił, ale trudno było poskładać w sensowną całość. Kostek wychwycił sformułowania w rodzaju " nie chcę cię stracić" i "być razem", przez co zaczął się zastanawiać, czy czegoś nie przegapił. Znaczy, wiedział, że Ranna Łapa jest naiwny i szybko obdarza innych uczuciami, ale żeby... aż tak?!
- W nic mnie nie wciągasz, sam to robię prosząc cię, by dał sobie pomóc. - Wymruczał mu nad głową, cały czas próbując brzmieć w miarę łagodnie i kojąco. Obrót sytuacji był na tyle niespodziewany, że terminator nie zdążył się zirytować, ani rozbawić. Jego główną emocją w tym momencie było: co tu się na dupę Rzecznej Gwiazdy odwala.
- Shhhh, shh... Nic ci nie będę obiecywać póki będziesz szlochać. - Złapał szare ucho w zęby i lekko pociągnął, jakby to miało coś przełączyć i powstrzymać Raniuszka od płaczu. - Mówże składnie, co ty zamierzasz, Ranna Łapo... - Usiłował wyciągnąć z tych przytłumionych słów sens, ale chyba miał za dużo bodźców na głowie na raz.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ah, ale czy to nie tak, że wady potrafiły być zaletami? Na przykład wziąć takiego właśnie Raniuszka… podobno bywał zbyt emocjonalny, ale czy nie było w tym swego rodzaju uroku? Czy nie czyniło go to innym od reszty, w pozytywnym sensie? On lubił na to patrzeć w ten sposób, lubił cieszyć się z tego, że nie jest taki jak inne koty! A przynajmniej się starał… Jego najdroższy kolega też powinien spróbować.
Pokiwał niepewnie łebkiem na obie odpowiedzi kocura. Cieszył się, że się zgadzali, a także życzył Kościstej Łapie jak najlepiej. Dlatego miał trochę wątpliwości co do rady, którą mu dał, bo wizja mówienia o czymś przywódcy Klanu… dla niego samego była trochę straszna! No ale tak… wiedział też, że jego przyjaciel jest dużo pewniejszy siebie od niego. O, proszę, kolejna dobra cecha!
- Ale- ale… – zdążył tylko wymamrotać, zanim został pociągnięty za ucho. Ten gest wyrwał z niego cichutki, pełen zaskoczenia pisk, ale srebrzysty ani myślał odsuwać się od swojego towarzysza. Wyglądało na to, że to on był tu kleszczem, a nie Koścista Łapa… Szczerze to uznał coś takiego za gest dosyć czuły, tak samo jak to przygryzanie futra na karku, którego doświadczył od Tsunami.
Kocurek pociągnął nosem jeszcze kilka razy, biorąc niezwykle głębokie oddechy. Wzrok jeszcze chwilę miał błyszczący od łez, oczy zaszklone, ale Kostek mógł poczuć jak jego oddech powolutku się wyrównuje, uspokaja. Raniuszek poruszył lekko ogonem, nerwowo.
- Ja… Koścista Łapo - Ja nie potrafię… nie chcę o tym teraz myśleć, mówić… Może potem, ale nie teraz, proszę- czy pomożesz mi zapomnieć? Chociaż na chwilę, ja… Potrzebuję bliskości. – odpowiedział, teraz już nieco pewniej. Mówiąc to również odsunął się minimalnie, ale pozostał zgięty na tyle, by móc patrzeć w oczy liliowego kocura.
Wiedział, że zostanie odrzucony, albo niezrozumiany. Prawda była taka, że bał się mówić wprost. Ale potrzebował tego. Chciał być blisko kogoś, komu tak zależy, kogoś, na kim jemu też zależy. A jeśli straci przez to przyjaźń z Kościstą Łapą? Na to nie wpadł.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości