Logo Artemidy
Kłujący Gąszcz
Proszę pociągnięcie za ucho jednak zadziałało, a może to było wyraźne polecenie, by Raniuszek się uspokoił? W każdym razie kocurek przestał brzmieć jakby mu zaraz miało zabraknąć tchu od szlochu. Kostek miał kilka uderzeń serca, aby szybko przeanalizować w jaki sposób znalazł się w tym punkcie, jednak trudno było mu wskazać moment, decyzję, która doprowadziła do takiego obrotu spraw. Właściwie to miał wrażenie, że nie zrobił nic specjalnego, poza przyjściem do tego miejsca, a Ranna Łapa sam wpakował mu się w łapy. Nie żeby Kość narzekał, ale lubił mieć kontrolę, tymczasem odgrywał trochę biernego obserwatora wydarzeń.
Skłamałby jednak, gdyby nie przyznał się chociaż przed sobą, że gdy Raniuszek powiedział, że potrzebuje bliskości, serce nie zabiło mu trochę szybciej. Co miał na myśli? Będą się teraz trzymać za łapki, czy to pozorne niewiniątko, potrzebuje czegoś więcej, by pozbyć się wszystkich myśli z głowy? Czy w ogóle Raniuszek był niewiniątkiem, czy uroczym, emocjonalnym intrygantem? Tymczasem Kość jako ten, który wiecznie grał, po raz pierwszy nie przywoływał niczego na swój pysk, ani sztucznej obojętności, ani uśmiechu, ani złośliwości, pustka jaka na nim gościła była prawdziwa i nie udawana, i tylko wwiercone w zielone tęczówki ślepia o rozszerzonych źrenicach zdradzały, że oriental czasem coś jednak czuje. Pozostawił na karku srebrzystego swoją łapę, nawet kiedy ten lekko się odsunął, a kiedy ciężar jego ostatnich słów opadł pomiędzy nim, zaczepił pazurami o gęstą kryzę i przyciągnął kocurka bliżej. Stali teraz czoło w czoło, nos w nos i nie widzieli nic poza swoim oczami.
- Pomogę ci zapomnieć - Powiedział najpierw, zniżając głos, a Raniuszek mógł na własnej skórze - dosłownie - poczuć jak pomruk wibruje mu w pysku. - A potem zostawisz mnie, żebym czekał, kiedy ty będziesz załatwiać swoje sprawy, o których nie mam pojęcia? Jak nieładnie z twojej strony, Rannna Łapo, tak tylko brać co się potrzebuje. - Teraz uśmiechał się krzywo, ale cóż, drugi terminator nie bardzo miał jak to zobaczyć.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Faktycznie, to pociągnięcie za ucho sprowadziło go na ziemię. To trzeba było Kostkowi przyznać - choć cuda zdziałały też jego słowa, proste polecenie. Raniuszek był całkiem dobry w wykonywaniu poleceń. Znacznie lepszy, niż w podejmowaniu decyzji. I tak to właśnie poszło - zaraz srebrzysty nieco się uspokoił, choć jeszcze na chwilę pozostał przyczepiony do boku drugiego kocura, rozemocjonowany i oddychający głośno.
A wysunięcie pazurów Kościstej Łapy i przyciągnięcie Raniuszka bliżej nie wywołało żadnej konkretnej reakcji poza nieco drżącym westchnięciem. Chyba, mimo wszystko, przyszły uciekinier był zaskoczony, że nadal są tak blisko, że liliowy towarzysz nie odwrócił się i nie odszedł po wysłuchaniu czegoś takiego z jego strony. Większość kotów pewnie by odeszła. Ale nie Koścista Łapa. On był wyjątkowy. Raniuszek wiedział o tym, od początku to czuł, a to co się właśnie działo było tylko i wyłącznie potwierdzeniem. Nie był niewiniątkiem, o nie. Ale Koścista Łapa wyraźnie też nim nie był. Może to ich łączyło.
Sam miał szeroko otwarte oczy, w mieszance zaskoczenia i jakiegoś rodzaju ekscytacji. Bo, oh, czy to się naprawdę działo? Nie spodziewał się, że dostanie tak ciekawe pożegnanie ze strony kogokolwiek. Ale Kostek... był tu, przy nim, zamierzał mu pomóc. A Raniuszek patrzył w jego oczy i wiedział, że nigdy ich nie zapomni - zwłaszcza po tym, jak teraz kompletnie w nich utonął.
Na odpowiedź kocura jego serce zabiło szybciej, mocniej, a srebrzysty otworzył lekko pyszczek, czując na wąsach oddech towarzysza.
- Ale K-Koścista Łapo... proszę nie udawaj, że tylko ja skorzystam... - odpowiedział cicho, a potem przechylił lekko łeb by polizać liliowego kocura w bok pyska. I westchnął. - Chcę cię zapamiętać, właśnie tak. A ty zapamiętasz mnie, prawda? Nie chcę się żegnać, nie zamierzam zniknąć z twojego życia... Chcę myśleć teraz tylko o tobie.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wcześniej nie rozmyślał na temat potencjalnej atrakcyjności Rannej Łapy - wbrew głoszeniu, że posiada standardy, Kostek tak naprawdę nie miał pojęcia co mu się podoba. Oglądał się za tak przeróżnymi kocurami, że trudno było wyciągnąć z tego jeden typ. Wiedział natomiast, że kręci go balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy sympatią, a nienawiścią, przyciąganie i odpychanie, relacje, które ciężko było zamknąć w prostym słowie "przyjaźń". Raniuszek był... miękki (teraz już wiedział, że nie tylko w przenośni, ale również dosłownie) i nawet na chwilę nie przestawał być miły. Kość nie pamiętał czy kiedykolwiek wcześniej się chociaż zbliżyli do flirtu - na pewno nie takiego jak zwykle praktykował, który przypominał wzajemne dogryzanie. Jednak teraz byli tak blisko, że widział tylko błyszczące od ekscytacji i zaskoczenia oczy, a Raniuszek miał zaraz pójść i mógł nigdy nie wrócić, więc liliowy kocur nie zamierzał za wiele o wszystkim myśleć. Miał coś na wyciągnięcie łapy i zdecydowanie nie zamierzał nie korzystać.
- Tylko się droczę, głuptasie. - Wymruczał rozbawiony, chociaż srebrny starł mu uśmiech z pyska swoim językiem. W odpowiedzi Kostek znowu pociągnął go za ucho, tym razem nieco mocniej przygryzając zębami. Jakby przekuł je na wylot, na pewno zostałby zapamiętany przez Raniuszka na zawsze, ale niestety wątpił, by kocurkowi się to spodobało. Co zaś się tyczyło jego pamięci... - Jak się postarasz to może zapamiętam. - Zaświergotał i dołożył długą łapę na puszysty kark, by ściągnąć kocurka na ziemię, znacznie bliżej swojego poziomu.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak natomiast wyglądało to u Raniuszka? Cóż… srebrzysty przyzwyczajony był do tego, że co chwila poznaje jakiegoś ładnego kota. Odkąd zrozumiał, że jest kocurem, przez długi czas wydawało mu się że w takim razie będzie musiał być w partnerstwie z kotką, co wtedy wydawało mu się dosyć przykre, bo… no, do niedawna nie czuł żadnego faktycznego pociągu do kotek. Tsunami to zmieniła, ale nie na niej się w tej chwili skupiał. Fakt był taki, że od zawsze marzył o rodzinie. Wiedział, że w większości przypadków to kocury mogłyby mu w tym pomóc, ale to nie był jedyny powód dla którego był teraz z Kostkiem. Lubił go, naprawdę, a jego liliowy kolega był naprawdę ładny i mądry, i sprawiał że Raniuszek czuł się lepiej, chociaż chwilowo. Jeszcze do niczego nie doszło, a on już tak na niego działał! Naprawdę niesamowity kot.
Srebrzysty kocur nie sądził, że ma jakiś typ. Każdy kot był inny i każdy zasługiwał na to, by ktoś obdarzył go czułością. Cieszył się, że Koścista Łapa nie dopytywał dalej o jego plany. Cieszył się, że zgodził się mu pomóc, że mogli spędzić ten czas razem, żeby on miał jeszcze jakieś dobre wspomnienia z tego miejsca, a Kostek mógł zapamiętać go równie dobrze.
Jego kolega nie mógł tego widzieć, ale gdy pociągnął Raniuszka za ucho, ten uśmiechnął się lekko. Zabolało, zaskoczyło go mimo wszystko, ale było przyjemne - w jakiś sposób czułe, według niego. A jak Raniuszek coś tak widział, to niełatwo zmienić jego zdanie na ten temat.
Zapamięta, on uznał za swoje zadanie dopilnować tego. Zdążył uśmiechnąć się do Kostka jeszcze raz zanim ten przycisnął go łapami bliżej ziemi. A wtedy Raniuszek już posłusznie położył się na niej, szurając w niecierpliwości łapami i mrucząc cicho.
Jaki Koścista Łapa jest kochany…
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiedy ostatni raz rozmawiali, Raniuszek mówił, że chce znaleźć wspaniałą miłość, która zacienia wszelkie wady i przeciwności, co uformowało w głowie Kostka jego obraz jako kota naiwnego i niewinnego. Spodziewał się po nim raczej trzymania się za łapki i spoglądanie w gwiazdy i chmury, a nie szukania ulotnych chwil przyjemności w krzakach. Dosłownie wręcz. Pozostawało mu mieć nadzieję, że kocurek nie myli tego co było między nim z miłością, ba, nawet przyjaźnią trudno to było nazwać. Bardziej... wymianą dóbr. Przyjemność za zapomnienie, prosta sprawa.
Z zadowoleniem przyjął brak oporu ze strony Rannej Łapy, kiedy pociągnął go na ziemię. W innym przypadku od razu mógłby się spodziewać porażki - na polu siłowym przegrywał niemal z każdym kto wyrósł z kociaka. Zostawił zmaltretowane wcześniej ucho, lekko kąsnął natomiast skórę za nim - a może tylko futro? Raniuszek mógłby go mieć mniej - i tymi drobnymi ugryzieniami wytyczył sobie szlak do karku. Dobrze, że to działo się tak szybko - nie musiał szeptać słodkich słówek, ślinić Raniuszkowi sierści, czy co tam robią zakochane pary w chwilach jak ta. Bardziej czuł niż słyszał, przylegającym do drugiego ciałem, ciche mruczenie. Chociaż bardziej skupił się na sobie samym, była to jakaś wskazówka, że chwila, zgodnie z "umową", niosła obustronną przyjemność.

(...)


Przeciągnął się leniwie, odganiając błogie przymglenie myśli. Minęło chyba trochę więcej niż kilkanaście przyspieszonych udzerzeń serca, ciało miał lekkie i trochę bezwładne, nieco zaplątane w długie futro Raniuszka. Gorzej, że kilka kłaków miał też w pysku.
- Gratulację, będę pamiętał o tobie przynajmniej do następnej pełni księżyca, bo tyle będę pluł twoją sierścią spomiędzy zębów. - Ogłosił flegmatycznym półgłosem.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Raniuszek chciał miłości, oczywiście. Chciał kiedyś znaleźć partnera, kogoś, komu mógłby zaufać w pełni, kogoś najwspanialszego na świecie! I choć na przykład taki Chwast był jego pierwszą miłością, to rzeczny kocurek wiedział, że może spotka kogoś jeszcze.
Nie myślał w ten sposób o Kościstej Łapie. Widział go jako przyjaciela. Bliskiego, takiego któremu owszem, można powiedzieć wszystko i z którym można zrobić wszystko bez obaw, że ten cię wyśmieje! Co prawda Kostek miał ciekawe poczucie humoru, ale Raniuszek nigdy nie czuł się atakowany przez jego słowa. A to, co teraz się działo było potwierdzeniem - mógł zaufać Kostkowi nieważne, jak źle wygląda jego sytuacja. Jednak czuł, że to nie miłość, nie zakochanie… jeszcze nie.
Kocurek poczuł drugiego, mniejszego kota nad sobą, poczuł jak zwinne ciało przylega do jego własnego, i na moment przymknął oczy, mrucząc w nieukrywanym zadowoleniu z tej chwili. Nie myślał o tym, że wkrótce odejdzie, zniknie z terenów Klanu Rzeki na zapewne długi czas. Myślał tylko o tym, co działo się teraz i co teraz czuł - ciepło, przyjemność z takiej bliskości. Wiedział, że będzie tęsknił za kimś takim jak Kostek… ale skoro odchodzi, to może chociaż coś z Kostka mu zostanie.

(…)

Jego mruczenie jedynie przybrało na intensywności z czasem, jego oczy błyszczały odkąd tylko je otworzył. Koścista Łapa wciąż był blisko, więc Raniuszek nawet nie myślał o tym żeby się poruszyć. Prawie jakby się bał, że to drugiego kocura spłoszy. Poruszył natomiast samym uchem słysząc niezbyt romantyczne słowa kolegi… ale poszły one od kolegi więc romantyczne być nie musiały. Wprawdzie, sprawiło to że Raniuszek zachichotał cicho, a Kostek zapewne mógł poczuć jak jego barki drgają kilkakrotnie.
- Wybacz… Mogłem sprecyzować, że nie chodziło tu o zjedzenie mnie. - mruknął rozbawiony, choć wiedział że to jego wina. Jak inaczej jego przyjaciel miał się na niego wspiąć niż poprzez trzymanie go za kark? A to prawda, że miał sporo futra…
To nie tak, że mógł z tym faktem jakoś pomóc Kostkowi. Nie zamierzał próbować - to byłoby dziwne. Zamiast tego polizał samego siebie po przednich łapach i piersi, kilkakrotnie, chcąc doprowadzić się do porządku.
- Dziękuję ci… To było… bardzo miłe z twojej strony. - obejrzał się na kocura rozmarzonym wzrokiem.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się leniwie i chociaż raz był to uśmiech niewymuszony. Czuł się spokojny i wiotki, i wyjątkowo było to lepsze od adrenaliny, może dlatego, że jeszcze brzmiało w nim echo przyspieszonego bicia serca.
- Mogłeś, ale i tak zrobiłbym po swojemu. - Mruknął, dalej przeciągając się powoli, odzyskując władzę w poszczególnych częściach ciała. Nie zamierzał mówić tego głośno, ale jeżeli miłe chwile z Raniuszkiem przyniosły mu jakąś wiedzę o sobie, to taką, że lubił gryźć. Wyrwane kłaki tkwiące pomiędzy zębami nie były już takie fajne, ale podobno nie istniały ryby bez ości.
Na uderzenie serca spotkał się spojrzeniem z rozmarzonym wzrokiem Raniuszka, by zaraz potem położyć mu łapę na policzku i odwrócił łeb w drugą stronę.
- Przestań, bo zaraz znowu się zrobi zbyt rzewnie. - Nie chciał, by ten dobrze spędzony czas został zepsuty przez jakieś płacze, czy zbyt sentymentalne słowa. Raniuszek miał zapomnieć o problemach, a nie wymyślać sobie teraz kolejne powody do wzruszeń.
- Idę sobie. - Kość wstał z ziemi, kolejny raz się przeciągnął i otrzepał. Wydawało się, że naprawdę chce odejść bez dalszych ceregieli, ale zatrzymał się w pół kroku i obejrzał przez bark.
- Jakby co, to nie bez powodu mam duże uszy. - Rzucił lakonicznie i to było najwyraźniej jego pożegnanie.

// chyba zt ?
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ah tak, typowy Koścista Łapa! Wszystko robił po swojemu. Oczywiście niekoniecznie było to rzeczą złą - prawdę mówiąc Raniuszek uważał, że dodawało to kocurowi trochę uroku. W końcu to wszystko sprawiało, że poznawanie i spędzanie czasu z innymi kotami było tak ciekawe! Każdy był inny, czarujący na swój sposób. Raniuszek z nagłym napływem stresu zastanowił się, kogo takiego pozna gdy już będzie w stadzie Tsunami... o ile zostanie przyjęty.
Zachichotał gdy tylko Kostek odwrócił mu łeb łapą, ale to faktycznie zdawało się wyrwać go z tego zamyślenia i rozemocjonowania. Srebrzysty polizał się po łapach jeszcze trochę, uśmiechnięty i rozluźniony, a potem poruszył uszami... gdy jego przyjaciel powiedział, że sobie idzie. Oh, no tak. Czasami łatwo było zapomnieć, że inne koty mają własne życia.
Chwilę Raniuszek jedynie patrzył na kocura, lekko uśmiechnięty i wciąż leżąc na trawie poruszał końcówką ogona. Chciał chyba, żeby te chwile zapomnienia o problemach dłużyły się w wieczność, ale... cóż, było to niemożliwe. Wciąż, był bardzo wdzięczny przyjacielowi za taką pomoc i nie zamierzał się nad sobą użalać, wyjątkowo.
- W porządku... Do usłyszenia... i zobaczenia, Koścista Łapo. - rzucił orientalowi jeszcze jeden szeroki uśmiech. A gdy ten zniknął z jego pola widzenia, uciekinier zajął się faktyczną ucieczką. Wstał powoli, przeciągał się długo, prostując łapy. Dopiero potem rozejrzał się wokół i ruszył w kierunku, który opisywała mu Tsunami... trochę podniesiony na duchu.

//zt
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Leżała na plecach, wpatrując się w postawiony ogon, o który teraz zahaczała pazurkami. I tak... się bawiła, bo co miała ciekawszego do roboty? Chwilowo nic. Była po podróży, dopiero wróciła z osiedla, choć już zastanawiała się nad czym, czy znowu nie wrócić. Sama nie wiedziała, po prostu miasto, a las, to dwie zupełne inne rzeczy. I do obu trzeba się przyzwyczaić, a ona już była przyzwyczajona do tej drugiej opcji, więc po co miała znowu próbować się przyzwyczajać do pierwszej? Niemniej wolała dać sobie szansę. Tęskniła za dziczą. Tęskniła czasami za adrenaliną, za tym, że sama musiała zapolować, sama musiała uważać na własne bezpieczeństwo, była zdana na siebie. I wcale się nie bała, nie o to chodziło, ale napięcie, jakie przy tym towarzyszyło było nie do zastąpienia. Więc nie zamierzała go zastępować. Zamiast tego wróciła, by poczuć to jeszcze raz, choć jak na razie miała trudność z wywołaniem tych emocji. Ale! Dawała sobie czas, niedługo musiało jej się udać.

kukula
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kukułka nie miała akurat wiele do roboty, więc po prostu zwiedzała. Mimo że była samotnikiem już od jakiegoś czasu, to nie miała okazję zwiedzić za dużo przez ból stawów, który jej towarzyszył niemalże od momentu opuszczenia klanu. Do tego czasu kręciła się po znanych sobie terenach, co najwyżej przy ulicy, ale teraz, gdy już wróciła do pełnej sprawności, i Toniek też do niej wracał po zdobyciu swojej własnej rany, mogła sobie pozwolić na więcej. Więc spacerowała. Całymi dniami. Ach, to było takie piękne. Zero obowiązków, zero słuchania nad uchem co powinna dzisiaj zrobić, zero głosu zastępcy, że została wybrana na patrol... czy może być coś piękniejszego na świecie niżeli wolność i swoboda?
Jasne, że posiadała swoje własne, małe obowiązki, jak polowanie, bez którego nie dałaby rady przeżyć w dziczy, ale dzielili się tym z bratem, więc nie musiała robić tego sama. No i; nie musiała przede wszystkim sprzątać legowisk, czy wracać do obozu na noc, mogła być wolna jak ptak.
I tak idąc najpierw poczuła zapach kota, a zainteresowana, ruszyła w tamtą stronę. Lubiła poznawać nowe koty! A ten tu nie pachniał żadnym klanem, co znaczyło, że jest samotnikiem, a poznanie nowych samotników też było wspaniałym spędzaniem wolnych chwil!
- Hej! - rzuciła już z oddali, coby nie wystraszyć kotki, którą miała przed sobą. Oczywiście, jak ostatni głupiec, nie podeszła od razu, szczerząc się jak kocię, ale stanęła w lekkim oddaleniu obserwując reakcję.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Absolutnie nie spodziewała się usłyszeć nieco piskliwego "hej" z oddali, na co aż pokusiła się o podniesienie się z ziemi, by spojrzeć, któż to taki do niej zawitał. W pierwszym momencie, po głosie, pomyślała, że może wpadła na Płotkowy Potok, ale była to tylko złudna myśl, bo kotka, która się zjawiła nijak przypominała znajomą z rybiego klanu. Nie zniechęciło jej to wcale, choć szybko parsknęła śmiechem, gdy zobaczyła, jak bardzo ta szczerzyła się w jej stronę. - Hej! A ty co, zakochałaś się, że tak się szczerzysz? - zapytała, absolutnie niezłośliwie, raczej rozbawionym tonem. Zaraz potem podeszła do kotki, bo zauważyła, że ta chyba się do tego nie zbiera.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Tak pięknych samotniczek nie spotyka się codziennie - odparła żartobliwie na pytanie kotki, puszczając jej oczko. Nie była to z jej strony żadna forma podrywu, ani flirtu, tylko ot żarcik na rozładowanie atmosfery, choć chyba nie było czego tu rozładowywać, bo kotka, którą miała przed sobą, nie wydawała się nijak złowrogo nastawiona, a sama odważyła się pierwsza na żart. Dobrze było wiedzieć, że w okolicy byli sami przyjaźnie nastawieni samotnicy i nie musiała się obawiać zagadywania do któregokolwiek. A miło było mieć wśród samotników samych znajomych, prawda? W końcu, pochodziła z klanu, więc nadal miała w sobie tę towarzyskość, którą w sobie wykształciła w młodości. - Jestem Kukułka. Ciebie chyba jeszcze tu nie widziałam? - napomknęła, coby zacząć znajomość, a następnie przysiadła, widząc, że to szylkretowa postanowiła zmniejszyć odległość pierwsza.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnęła się. - To samo można powiedzieć o tobie - miauknęła. Lubiła dostawać komplementy i, no cóż, dostawała ich całkiem sporo, ale dawać od siebie też nigdy nie miała problemu. A wiedziała, że niektórzy także lubili je słyszeć, ba, kto by nie lubił, więc jeśli mogła sprawić komuś przyjemność, to to robiła.
- To zależy kiedy szukasz - uśmiechnęła się, po czym także przysiadła na chłodnej, oszronionej ziemi. Mimo wszystko utrzymywała między nimi odstęp. Nie jakiś wielki, nieufny, bo raczej się jej nie obawiała, ale tak no, profilaktycznie, o! - Czasem jestem tu, czasem na osiedlu. Zależy od humoru - dodała jeszcze, bo rzeczywiście, nie była tu przecież nowym samotnikiem. Paręnaście księżyców spędzała w mieście, a na następne przychodziła tutaj, przeplatała dwa środowiska, bo nie mogła się zdecydować gdzie dokładnie chciałaby sobie żyć.
[Obrazek: dcpubj1-0a2b084b-7ae4-4a86-803f-fe193a4d...ye1fClOiLI]
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi go za mało
Pociąga mnie twe ciało i wciąż mi jego brak
LVL 3 0 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnęła się delikatnie. Faktycznie, dostawanie komplementów było przyjemne, więc Kukułce zrobiło się miło, gdy otrzymała komplement w drugą stronę. Może i raczej nie uważała się za najpiękniejszą na świecie ze swoim zwykłym, czarnym futerkiem (które nie mogło przecież konkurować choćby z kolorowym futerkiem samotniczki przed nią), ale zawsze starała się o nie dbać mimo wszystko, więc cieszyła się, że ktoś jej coś takiego powiedział - nawet jeśli miałoby to być odwdzięczenie się za jej komplement.
- Ach tak? Często bywasz na osiedlu? - zagadnęła. Nadal kusiło ją się tam przejść, zresztą, miała tajną misję od medyka Wichru, żeby tam pójść i poszukać mu konkretnego zielska, więc robiła trochę, hm, podchody do tego. Wypytywała samotników jak tam jest, zbierała wiedzę, aż w końcu pewnego dnia albo pójdzie tam sama, albo poprosi Onyks o odprowadzenie.
[Obrazek: GmfzCOn.png]
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 2 / 100
15
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Gwiazdy, mamo, AŁA - warknął gdzieś pod nosem. Czemu Kolczaste Krzewy były tak kolczaste??? BARDZO mu się to nie podobało, bo chociaż nie musiał się przez nie przedzierać, to jakimś cudem zawsze tutaj musiał zahaczyć o bolesne krzaki, na co za każdym razem zaciskał mocno zęby. Zmarszczył no si pokręcił nim pokracznie, ale ruszył dalej. Kurczekurcze. gdzie to było, gdzie to było... no przecież dobrze je pamiętał! Takie legowisko z bażanciego gniazda, tak, na pewno było bażancie! I takie ładne, no przecież było Oriona, musiało być ładne. Ale go nie było, a on nie zamierzał się tu kręcić jak pajac, bo jeszcze znalazł by go sam zainteresowany i znowu by go oskarżył o przypadkowe spotkanie, a przecież nie było przypadkowe, przecież przyszedł tu SPECJALNIE do niego. Miał nawet prezencik! Tak, miał, ha, nawet dwa! Jeden to był kamyczek, taki od siebie. Kolejny, ale Cis KOCHAŁ kamyczki i wszystkim je wciskał, nie mogło być teraz inaczej. Ale wiedział też, że kocur lubił ładne rzeczy, więc miał... miał piórko. Nie wiedział jakiego ptaka, no ale było, i także było ładne!! Bardzo!!! Takie duże, białe, może to łabędzia???
W końcu gdzieś kątem oka je zobaczył. A może to wcale nie to samo legowisko? Był tutaj tak dawno temu... i za to sam z siebie skarcił w myślach. Westchnął cicho. Nie podszedł jednak bliżej, nie miał pojęcia czy w ogóle mógł, więc przysiadł obok. Siedział za krzakiem, ale jednak w takim miejscu, że był widoczny. I czekał. Czekał i czekał, bo przyszedł tu w momencie, gdy słońce ledwo zjawiło się nad ziemią, a szybko spostrzegł, że te przesunęło się już na sam szczyt. Po Orionie nie było śladu, ale nie zamierzał się z tego powodu poddawać. Mówił Rybołów, że może go nie być... długo. Powiedziała, ze rozumie, że w porządku. A on zamierzał skorzystać z tej ulgi.

orion
LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości