Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Nigdy nie tęskniła za Mroźnym Nurtem i nie żywiła wobec niego głębszych uczuć. Był jej obcy, zupełnie obcy. Rozmawiali przelotnie, zdawkowo, a działo się to wtedy, kiedy Czereśnia miała ledwie jeden księżyc. Praktycznie nie pamiętała wujka i nawet tego nie żałowała, z góry obstawiając, iż był taki sam jak Księżycowa Łapa.
Wzięła głęboki wdech, pozwalając jesiennemu wiatru przeczesać krótkie futerko, które od dawna nie było w ten sposób mierzwione. Być może całe to poszukiwanie zaginionej matki wyjdzie jej na zdrowie. Nie mogła się jednakże powstrzymać przed donośnym, aroganckim parsknięciem na słowa Winogronowej Łapy. Lubi samotność? Naprawdę? - W takim razie teraz ma jej pod dostatkiem - niechlujnie wzruszyła barkami od niechcenia, wcale nie czując się źle z tym, że obgadywali właśnie własną rodzicielkę - Najwidoczniej była egoistką, skoro nie liczyła się z naszymi uczuciami - i może to dobrze, że odeszła. Myśli jednakże nie wypowiedziała na głos, gdyż obok wciąż był Ciężki, który mógłby zareagować na to nieco mocniej, niż podejrzewałaby chociażby siostrę. Co prawda jej relacje z szarakiem również się osłabiły, była nieco bardziej oziębła i zdystansowana w stosunku do swojego mistrza, ale najwidoczniej taka była podstawowa kolej rzeczy. Owocki z każdym księżycem były coraz starsze i tym samym niezależne. Mogli być wdzięczni Jaworce za to, że zostawiła ich teraz, w późnej drodze do dorosłości, niżeli zaraz po porodzie.
Spojrzała ukradkiem na Ciężkiego, który postanowił wypaplać jakąś bzdurę. - Matka musiałaby być naprawdę głupia, decydując się na taki krok. Poza tym nie sądzę, żeby w tak drastyczny sposób porzuciła swój trening oraz Jeżynowy Cierń - z którą była momentami bardziej zżyta, niż z własnym partnerem.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Po co w ogóle tutaj są? Matka zniknęła i to na dobre. Mogli również zostać w obozie, zapomnieć o niej i tyle. Rodzina od strony matki ani trochę nie interesowała się nimi do tak bezczelnego stopnia, że ruda sama żałowała, że ich tak samo nie traktowała. Jak obcych. Pewnie Klonowa Łapa tak samo myślała tylko nie chciała się przyznać. Co uczynią kiedy jakimś cudem znajdą rudą całą i żywą? Udają, że nic się nie stało? Przeszli całą drogę tylko po co by jej wszystko wygarnąć? Marnuje tylko czas tutaj. Wróci, nie wróci gdzieś to ma. Najzwyczajniej w życiu ma to gdzieś i tyle. Już gnidy z kociarni mają lepsze kontakty z rodziną niż ona. Można wracać. Milczała bo co innego powie prócz jęczenia, po co, na co, dlaczego i tak dalej. Jak wróci wyżyje się na tym obrzydliwym, kremowym kocurze. Sama zagoni go do szukania swojej siostruni póki sam nie zaginie.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Ciemniejące Niebo lepiej pamiętał Mroźnego. Do dziś nie wiedział, czy darzył go sympatią, czy wprost przeciwnie, aczkolwiek zazwyczaj traktował go jak przyjaciela. Co najwyżej czasami się z nim podrażnił albo rzucił kłodę pod nogę, lecz nigdy nie było to coś osobistego, zwykła przekomarzanka. Nie czuł jednak wobec niego przywiązania i przez myśl mu nie przeszło, aby za nim iść i go szukać. Jego lojalność oraz rodzina i obowiązki znajdowały się w Klanie Rzeki.
Zignorował przytyki wobec matki obu kotek. Ostatnie czego teraz chciał, to naprawiać jej zszarganą reputacje. Czereśnia, Winogrono, a także Ostrężyna i Żurawina miały pełne prawo, aby ją znienawidzić i myśleć o niej same najgorsze rzeczy, zaś Ciężki nie był w stanie jej bronić, nie gdy sam kipiał wściekłością i żalem. A także rozczarowaniem, bo... przecież się starał. Robił wszystko, by tylko dogodzić partnerce oraz kociętom i w nagrodę dostał soczystego całuska w tylną część ciała. Wcale nie był pewien, czy Klonowa Łapa zrobiła jego dzieciom przysługę nie odchodząc od razu. Gdyby kocięta jej nie pamiętały, miałyby łatwiej. Teraz już zawsze będą tęsknić za matką, z którą zbudowały silne i solidne relacje, a w ostateczności zostały przez nią zdradzone i porzucone. Odsunięte w kąt, niczym zabawki, które znudziły się właścicielce.
Szary wojownik spojrzał przelotnie na Winogronową Łapę, aczkolwiek szybko odwrócił wzrok. Żeby zamaskować ten niezręczny gest udał, iż w przy pobliskiej kępce krzaków coś wyczuł. Widok jej futra, widok jej całej, tak podobne do Jaworki, sprawiał mu ból. Kotka nie była idealną kopią swojej matki, jednakże była do niej podobna bardziej niż którakolwiek z sióstr.
- To jest jedyne, co przychodzi mi do głowy, Czereśnio. Przecież nie pobiegła za motylem na drugi koniec świata. Kiedyś żaliła mi się, że za tęskni za Mroźnym Nurtem i nie wierzy w jego samodzielny powrót. Chyba, że jednak wiesz na ten temat coś więcej. Zawsze była z nim mocno związana, pamiętam, jak wspólnie wymyślali dla Was imiona i ciągle się przekomarzali. - Ciemniejące Niebo poddał się melancholii, cofając się myślami do czasów sprzed setek lat, gdy to Mroźny po raz pierwszy zasugerował, że Jaworka i Ciężki są partnerami, zaś oni w odwecie postanowili zażartować, iż kotka jest w ciąży. Skończyło się to istną lawiną owocowych imion, z których to później zaczerpnęli inspiracje.
Syn Wierzbowej Gałązki potrząsnął głową, opędzając się od tych zbyt wesołych dla niego myśli, a następnie wskoczył na jedną ze skał, chcąc rozejrzeć się i sprawdzić, czy z wysoka czegoś nie dostrzeże. Nawet jeśli wiedział, iż był to próżny trud, bo Jaworka najpewniej nawet tu nie dotarła.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Ziewnęła przeciągle, przymykając na chwilę oczy. Nie chciała już o tym myśleć, gdyż stało się to prostu męczące. Miała ważniejsze rzeczy na głowie, jak chociażby trening, który w chwili obecnej kulał i ledwo podrygiwał z racji na jej nagły stan przygnębienia. Nie skomentowała nawet słów ojca, gdyż w obecnej chwili stwierdziłaby, że tak: pobiegła głupio za motylkiem, jak ostatnia ciapa, po czym zapewne wpadła pod samochód i została rozsmarowana po asfalcie. Przełknęła ciężko ślinę z cierpkim wyrazem pyska. Nie, wystarczy. - Muszę odpocząć - rzuciła bezceremonialnie i położyła się, opierając bok o skałę. W rzeczywistości nie potrzebowała odpoczynku. Po prostu nie chciała iść dalej, gdyż ta krótka wymiana zdań utwierdziła ją w przekonaniu, że ruda matka nie zaginęła, a podjęła decyzję o odejściu. - Ona nas nazywała? - zapytała ze zmarszczonym w niesmaku nosie - Myślałam, że te durne owoce, które brzmią tępo, były Twoim pomysłem! - warknęła, podnosząc się z ziemi z lekko zjeżonym futrem. Szybko jednakże odchrząknęła i przesunęła językiem po piersi w ramach uspokojenia się. To nie wina ojca, więc nie powinna na niego naskakiwać. - W takim razie ja nie chcę tego imienia. Nie chcę niczego, co by mnie z nią łączyło, bo przyniesie to tylko pecha. Nie chcę być jej zasranym owocem, który teraz zacznie gnić, zerwany z gałęzi! - wycedziła przez zęby, machając na boki ogonem w poirytowaniu. Próbowała oddychać głęboko i nie mówić za głośno, nie za szybko, lecz było jej coraz trudniej tłumić to wszystko w środku. Nie będzie wieczną terminatorką, jak matka. Wróci lada dzień do treningów i będzie starać się bardziej, niż kiedyś. Nie będzie też nosić imienia, wybranego przez tę rudą wydzielinę z lisiego gardła, gdyż nie ma zamiaru pracować na imię kogoś, kto nie istnieje. Wypuściła głośno powietrze przez nos, niczym rozsierdzony byk, po czym odeszła na bok i usiadła kawałek dalej od siostry i ojca, potrzebując chwili dla siebie.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Ruda podobnie miała tego dość. Nie ma jej i tyle, trudno. Ich tęsknota nie sprawi, że powróci i wszystko będzie tak jak kiedyś. Grunt, że jest ojciec, bo tylko on dba o nie, a to już jest wyczyn. No dobra Wino, coś tam czuje małe zaniedbanie, ale od czegoś ma znajomości. Kiedy Czereśnia się zatrzymała by odpocząć terminatorka również usiadła, bo co będzie tak głupio stać. Nie chciało jej się nawet odzywać co do kwestii imion. Ona i niebiesko-bura siostra podobnie myślą, także nie będzie po niej powtarzać tego samego z różnicą inaczej dobranych słów.
- Owoce... Phi. - Burknęła z niesmakiem jakby miała ochotę wypluć z siebie takowy zgniły owoc. Koteczka sama zaczęła nie lubić swojego imienia, ciągnęło ją do wstrętnych owadów jak szerszenie, osy i inne wiecznie zdenerwowane zwierzęta. Ale niestety ten temat zarypała jej Czerwony Mak i jej kocięta.
- Skoro tak to wygląda to... Zmieńmy imiona. Chyba się da, co nie? Ty byłeś Zimorodkiem, nie? - Zaproponowała. Można? Ależ oczywiście, czemu nie? Klonowa je zostawiła, to one w zmian zrobią tak samo. Poza jak mają z dumą się przedstawiać? Nie ma to jak groza obozu z szlachetnym imieniem Winogrona. Każde inne byłoby lepsze. A skoro Czereśnia chce zmiany, to Wino nie będzie gorsza.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
- Ta, bo faktycznie bardzo się dziś namęczyłaś - stwierdził kąśliwie, obrzucając Czereśnie nieprzychylnym spojrzeniem. Był dziś wyjątkowo nie w humorze, zaś jego córka dolewała jedynie oliwy do ognia, strzelając fochami. Z tego co pamiętał nie zapraszał do poszukiwań ani jednej, ani drugiej, więc obie mogły w każdej chwili odwrócić się na pięcie i wrócić do domu, zamiast skuczeć mu nad uszami.
Słuchał, początkowo w milczeniu, jak głupota wylewa się z mordki jego córki, a Winogrono, jego rozsądniejsza córka, tylko temu wtóruje. Atak wobec Jaworki mógł znieść, bo kotka ewidentnie sobie zasłużyła - zostawiła ich. Nie znalazł nigdzie jej ciała, a jedyne znaki zapachowe prowadziły w stronę granicy, po czym się urywały, więc mógł się tylko domyślać, co się wydarzyło. A bez przesady, że ktoś idzie polować poza granice klanu - czy jego partnerka w ogóle wcześniej wychodziła poza ich "bezpieczny" azyl? Ciężki widywał ją rzadko poza obozem, nie licząc tych krótkich chwil, gdy kotka miała trening, a co dopiero tu mówić o jakichś wycieczkach gdzieś dalej. Ale atak na niego, na Ciemniejące Niebo, który od chwili, gdy jego kocięta otworzyły oczy starał się im dogodzić najlepiej jak mógł przelał czarę.
- Dalej obśliniaj sobie brodę obelgami, a obiecuję, że odejdziesz z tym imieniem do Gwiezdnego Klanu, bo prędzej umrzesz ze starości nim ukończysz trening. Do obozu. W tej chwili. Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć - wysyczał wściekle, po raz pierwszy naprawdę tracąc panowanie nad sobą. Później tego żałował, bo zareagował zdecydowanie zbyt ostro, lecz... Cóż. To był jeden z najgorszych dni jego życia i naprawdę nie miał siły, aby wysłuchiwać szczeniackich odzywek Czereśni oraz jej nagłych zachcianek. Chciały zmieniać imiona? Proszę bardzo, wolna droga, nie zamierzał ich przekonywać. Obie terminatorki były na tyle duże, żeby decydować o tego typu sprawach i ich wola, czy pójdą wysuwać żądania wobec Świetlika. Jeśli będą odzywać się w ten sposób do przywódcy, to marny ich los, aczkolwiek to może ich czegoś nauczy. Trening jego i Czereśni i tak stał ostatnio w miejscu przez ciągłe złe humorki terminatorki, lecz dotąd Ciężki starał się ją jakoś przekonać, namówić i skusić do nauczenia się czegoś nowego. Teraz się skończyło.
- Byłem - odpowiedział jeszcze chłodno Winogronowej, po czym zeskoczył ze skałek i spojrzał wyczekująco na Czereśnie. A spróbuj mi się postawić.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Atak na Ciężkiego? Jeżeli kocur TO COŚ uznał za atak, musiał mieć naprawdę niebywałe mniemanie o sobie i brak jakiegokolwiek dystansu, co tylko działało na jego niekorzyść. Czereśnia od maleńkości źle znosiła przytyki ojca, a z każdym kolejnym była wobec niego coraz bardziej oziębła i zdystansowana. Czara się zatem przelała, gdyż w tej chwili ona także nie miała zamiaru trzymać swoich nerwów i słów na wodzy. Ojciec? Jaki ojciec? Wkrótce stanie się obcym osobnikiem, którego będzie mijać, niczym powietrze. - Zaraz Ciebie obślinię, jeśli nie przestaniesz się mnie czepiać. Klonowa Łapa kopnęła Cię w tę szarą dupę tak samo zamaszyście, jak i nas dwie. Ba, CZTERY. Aż dziwne, że dalej próbujesz zgrywać przykładnego, bo jakoś nie wierzę, że Ciebie to nie rusza w żaden sposób. I wiesz co? Ja też nie mogę się już na Ciebie patrzeć. Może byłoby lepiej, gdybyś nas w ogóle nie spłodził - syknęła w jego stronę cicho, nie podnosząc głosu ani na chwilę. Nie odwróciła się nawet w jego stronę, kiedy wypowiadała wszystkie też słowa, gdyż nie uważała, by Ciemniejące Niebo jakkolwiek sobie na to zasłużył. Czasami żałuję, że nie jesteś na jej miejscu. Martwy. - Wcale się nie dziwię, że od Ciebie odeszła - powiedziała już ciszej, nie przejmując się tym, czy ojciec to w ogóle usłyszy. Syn Wierzbowej Gałązki był zawsze pierwszy do rozsierdzania jej nerwów, a potem obracał kota ogonem i wylewał pomyje na Czereśnię. Jeśli myślał, że córka będzie się go zawsze słuchać to chyba nabawił się pszczół w głowie. Nie była młodsza, a coraz starsza, więc jeszcze chwila takich praktyk, a od niego także się odwróci i pójdzie wesoło w świat. z pewnością nie będą za sobą tęsknić. Potrafił tylko i wyłącznie dokopywać swoją rodzinę, nie będąc dla niej oparciem, a dodatkową kłodą pod nogą. Strzeliła ogonem przed jego pyskiem, kładąc uszy na po głowie, po czym zaczynając truchtem, a kończąc biegiem ruszyła w stronę obozu, w ogóle nie czekając na wesołą, patologiczną rodzinkę, którą teraz byli.
Sowa powoli osiągnęła swój limit wielkości. Jest wysoka, masywna i ciężka, będąc nie lada przeciwnikiem. Jest typowym kotem europejskim więc nie posiada żadnych unikalnych cech fizycznych. Jej ciało okryte jest gęstym, ale krótkim rudym futrem ozdobionym klasycznymi pręgami i białymi łatami na piersi i łapach. Jej mimika twarzy przeważnie przyjmuje kształt protekcjonalny i arogancki patrząc z góry na każdego swymi pomarańczowymi oczami.
Jest niczym bomba zegarowa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Nie ma sobie ani krzty litości czy wyrozumiałości dla słabszych od niej, czy to pod względem psychicznym, czy fizycznym. Gardzi nimi jak rozdeptaną żabą w błocie. Przetrwają tylko najsilniejsi. Nie zawaha się użyć siły, jeśli jej rozmówca jest uparty i nie wykona jej życzenia (tudzież rozkazu). Są chwile, gdy jest całkiem spokojna, lecz prędko może się to zmieć. Z trudem powstrzymuje się od reagowania impulsywnie, a tym bardziej ukrywania swoich odczuć wobec kogoś. Ci którzy ją zdradzą odpłaci się tym samym bez względu na to kim ktoś dla niej jest. Staje się jednak całkiem inna gdy ma do czynienia z kimś na kim jej zależy.
Iskrzący Nos [KRz]
Ruda patrzyła to na ojca, to na siostrę w całkowitym szoku. Wiedziała, że pomiędzy nimi jest małe napięcie, lecz pierwszy raz była świadkiem ich kłótni, aż smutno się jej na to patrzyło. Nie wini ich, tak wyszło i tyle, ale znalazła się między młotem a kowadłem. Nie miała nic do dodania, bo co powie? Nie kłóćcie się? Obydwoje by ją opluli. Ruda postawiła na milczenie i nie stawanie po żadnej ze stron. Spojrzała jedynie na ojca rozczarowanym wzrokiem i sama ruszyła w drogę powrotną.
zt
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Po umówieniu terminu z Jesionową Korą postanowiłem zaznaczać swoją obecność w okolicy grądów, ale gdy stanąłem przy Grzmiącej Rzece zapragnąłem przeprawić się przez nią i wyłożyć swoje ciało na szorstkich skałach zalegających tam zapewne dłużej niż byłem w stanie sobie wyobrazić. Pojęcie czasu wyglądało dla nich zupełnie inaczej niż dla mnie, czyli kota, który ledwo miał za sobą jeden obieg pór roku. Bez problemy przepłynąłem na drugi brzeg rzeki i z cieknącym, mokrym futrem usiadłem na słońcu, które nie grzało już teraz tak, jak w czasie Pory Zielonych Liści. Spokojnie wylizywałem wilgotne futro aż coś nie zwróciło mojej uwagi.
Nastawiłem uszy gdy załapałem bardzo charakterystyczny, znajomy wręcz zapach. Woń Klanu Rzeki dotarła do mojego nosa wraz z wiatrem. Zmrużyłem złociste ślepia nieufnie i bacznie rozejrzałem się po okolicy. Wtedy właśnie ujrzałem niewielką kocicę wylegującą się na jednej ze skał. Zdawała się mnie obserwować, co mi się rzadko zdarzało. Zwykle to ja śledziłem wzrokiem inne koty. Wyciągnąłem przednie łapy przed siebie, wzruszając futrem wokół szyi i wyprostowałem grzbiet kierując swoje kroki prosto do obcej kocicy, zapewne terminatorki. Im bliżej byłem, tym lepiej widziałem jak młodo się prezentuje. Nie kojarzyła mi się z nikim. Może jedynie ze Świetlikową Gwiazdą w związku z krótką, czarną sierścią. Zatrzymałem się u podnóża skały, na której siedziała, ale się nie odezwałem, zamiast tego skupiłem na niej z pozoru nonszalanckie spojrzenie.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Zamiast strachu, czy próby ucieczki otrzymałem od tak młodej kocicy przyjazny uśmiech, który zidentyfikowałbym nawet jako uroczy, a przynajmniej właśnie takiego pojęcia używały inne koty gdy pysk właśnie w ten sposób się układał, a oczy lekko zwężały. Sęk w tym, że specyficznemu uśmiechowi towarzyszył ściszony, zakłopotany głos. Wyglądało na to, że miałem do czynienia z nieśmiałą młodą terminatorką z mojego rodzimego klanu, hm.
- Dzień dobry - przywitałem się po chwili. - Niezbyt. Rzadko kiedy tereny niczyje do kogoś należą. Pewnie stąd wzięły swoją nazwę, nie sądzisz? - powiedziałem pół żartem, pół serio, patrząc pewnie na kotkę podobną do Świetlikowej Gwiazdy. Oczywiście zdarzało się, że samotnicy wyznaczali swoje kawałki ziemi, ale tutaj jedynie Bystry Nurt przez chwilę miała swój rewir, a potem zniknęła. Poznanie jej było doświadczeniem, które nie było mi w ogóle w życiu potrzebne. Po moich słowach ugiąłem łapy i wystrzeliłem w górę, żeby wskoczyć na kamień, na którym się usadowiła, zmniejszając przy tym dystans, do czego zawsze dążyłem w rozmowach z kocicami.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Żart przeszedł bez problemu, wywołując śmiech u mojej rozmówczyni. Uznałem to za dobrą passę i obranie poprawnego kierunku rozmowy. Postanowiłem kontynuować podobny ton rozmowy, kreując w głowie kolejną postać z zamiarem wykorzystania jej w tym momencie. Zaczęło mi się także wydawać, że zakłopotanie nie wynikało ze strachu, ponieważ nie zareagowała w żaden konkretny, znaczący sposób na to, że się zbliżyłem.
- Kto pyta, nie błądzi i nie daje się zabić przypadkowym kotom - stwierdziłem krótko, acz dosadnie, poniekąd komplementując moją nową znajomą. Po przeanalizowaniu jej zachowania oraz gestów doszedłem do wniosku, że bycie miłym i chwalenie jej może być bardzo skuteczne i dać określone efekty. Na razie obserwowałem ją uważnie, przyglądając jej się nie tak często, jak zwykle to robiłem, aby wyzbyć się bezczelności w gestach. Zaćmiona Łapa? Była za młoda, żebym ją kojarzył, dlatego jej imię nic mi nie mówiło, oprócz skojarzenia z imieniem... wuja. Nosił on w końcu również imię od skrzydlatego owada. Czy mogłem mieć do czynienia z jego córką? Nie, to niemożliwe. Świetlik prowadzał się z Białym Piórem. Czy w takim razie był to przypadek, a może jednak czarna kotka była z nim w jakiś sposób spokrewniona? Intrygujące.
- Ja nazywam się Kieł - przedstawiłem się grzecznie, aby utrzymać rozmowę na poziomie i skinąłem krótko głową. Zastrzygłem uchem na wieść, że nie widziała mnie w okolicy granic Klanu Rzeki. Przez krótką chwilę zastanawiałem się, co mam jej odpowiedzieć, aż w końcu wybrałem odpowiednią opcję.
- Zwykle trzymam się w okolicy stadniny koni, to pewnie dlatego. Świat jest o wiele większy, niż terytorium twojego klanu, Zaćmiona Łapo - mruknąłem w odpowiedzi, kładąc kudłaty ogon przy tylnych łapach.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Jej bladożółte ślepia zaczęły wydawać mi się bardziej zainteresowane moją osobą, niż wcześniej, a uśmiech ze słodkiego stał się pewniejszy. Obserwowałem ją uważnie świdrując złocistymi ślepiami. Pewniejszy uśmiech, ale zawstydzony głos? W reakcji odczułem dysonans poznawczy. Zachowanie Zaćmionej Łapy nie składało się w logiczną całość, dlatego postanowiłem być czujniejszy niż zwykle. Nie wiedziałem o co chodzi i czy był to jedynie wrażenie, ale miałem zamiar się tego dowiedzieć.
- Stadnina jest niedaleko stąd. Zawsze możemy się tam przejść i sama się przekonasz jak duże są konie. Powiem ci jedynie, że z nimi jest podobnie jak z ludźmi - powiedziałem nonszalancko, a na koniec pozwoliłem, by prawy kącik mojego pyska uniósł się nieznacznie, dając wrażenie subtelnego uśmiechu. Prawda była taka, że widziałem konie mniejsze i większe, jak w przypadku dwunogów, czy nawet kotów. Z tym, że u koni różnice w rozmiarze były bardziej znaczące.
- Nie żyję tu od księżyca, żeby nic o klanach nie wiedzieć. Zanim tu przybyliście te ziemie należały do samotników, ale nie pochodzę stąd. Urodziłem się nad morzem, a bywałem tu i tam. Lubię podróżować - oznajmiłem, zwracając jej uwagę na to, że to nie cztery klany były tutaj od zawsze. O tym akurat dobrze wiedziałem, ponieważ sam urodziłem się w Klanie Rzeki mniej więcej obieg pór roku przed wielką wędrówką. Uśmiechnąłem się do nie bez pokazywania zębów i czekałem uważnie obserwując jej gesty, odruchy.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
- Mieszkałem tutaj jeszcze zanim klany tu przybyły, ale trzymałem się bardziej stadniny - odpowiedziałem spokojnie na jej pytanie. Nie wydawało mi się w żaden sposób podejrzane. Czarna wyglądała dość niewinnie, choć wcześniej zaserwowała mi parę sprzecznych sygnałów, które od razu zwróciły moją uwagę. Tym razem wszystko zgrywało się w niczym nie zmąconą całość, aczkolwiek nie miałem zamiaru ustępować z uważnego obserwowania jej. Pomijając fakt, że zwykle skupiałem sporo uwagi na swoim rozmówcy, to rzadko kiedy ktoś powodował u mnie wrażenie dysonansu.
- Hmm... - mruknąłem pod nosem, jakbym zastanawiał się w jaki sposób wytłumaczyć to Zaćmionej Łapie. Musiałem odczekać parę uderzeń serca, żeby moje zachowanie wyglądało jak naturalne zbieranie myśli i dopiero po chwili się odezwałem:
- To taka słona woda, która ciągnie się aż po horyzont i nieważne ile by się szło, to nie można dotrzeć na drugi brzeg - odezwałem się, śpiesząc z wyjaśnieniem czym było owo "morze". Sam kiedyś o to zapytałem innego samotnika, gdy moje drogi z Klanem Rzeki się rozeszły. W tym wszystkim uniosłem ogon, opuszczając nonszalancko ciemną końcówkę.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Obserwowałem ją uważnie i nie zamierzałem na razie przestawać. Gesty miała delikatne i zazwyczaj spójne, ale zasiała we mnie ziarno nieufności i nie mogłem tak po prostu o tym zapomnieć. Rzadko kiedy wyłapywałem tego typu zjawisko, ponieważ niewielka liczba kotów próbowała mnie oszukiwać. Dawno temu sprawa miała się podobnie z moją Różyczką, dlatego moje skojarzenie z Zaćmioną poszło właśnie w tę stronę i tego się trzymało.
- Nie powiedziałbym, że jestem słodki, ale dziękuję - powiedziałem rozbawionym tonem, uśmiechając się półgębkiem do czarnej Rzeczniaczki. Jej podejście było zaskakujące, to na pewno, aczkolwiek już przez to przechodziłem z Pleśnią. Tyle, że Pleśni powiedziałem kim jestem i między wierszami co zrobiłem. Tutaj nie mogłem tak postąpić. Zwłaszcza, że Zaćmiona zachowywała się dziwnie; nie wpasowywała się w dotychczas poznane przeze mnie schematy.
- Uważasz, że zawsze musi być jakieś "ale"? Że koty nie mogą być dla innych uprzejme bez żadnego powodu? - zapytałem, chcąc poznać jej zdanie i nieco odwracając kota ogonem. Oczywiście zamierzałem jej opowiedzieć coś okropnego o sobie, ale na razie wolałem się z tym wstrzymać, ciekawy jej odpowiedzi.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Kiwnąłem lekko głową, gdy powiedziała o tym, że ideały nie istnieją. Całkiem trafne, choć wyjątkowo banalne spostrzeżenie.
- Racja. Ideałów nie ma. Co nie zmienia faktu, że nie powinnaś zakładać najgorszego w stosunku do innych kotów. Takie traktowanie sprowadza rozmowę na zupełnie inne, często nieprzyjemne tory. Szczególnie, jeśli ktoś jest wrażliwszy - oznajmiłem, mierząc ją ostrym spojrzeniem. Była to poniekąd reprymenda wobec jej zachowania. Nie zareagowałem na ciche stwierdzenie, że być może udaję z pełną świadomością, że mógłbym się w ten sposób zdradzić. Zwłaszcza, że już od dłuższego czasu kocica wydawała mi się podejrzana. Spojrzałem jej prosto w oczy i dodałem po krótkiej chwili milczenia:
- Jeśli rzeczywiście zależy ci na makabrycznych historiach, to mogę ci coś o sobie powiedzieć - miauknąłem do niej ciszej, praktycznie konspiracyjnym szeptem, aby potem zbliżyć się do niej o parę kroków i nachylić się nad Zaćmioną Łapą. Zimny podmuch wiatru dmuchnął prosto w mój bok, rozwiewając kryzę na nasze pyski.
- Zabiłem kogoś - szepnąłem jej do ucha.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd