Logo Artemidy
Szorstkie Skały
Słyszał o Szkiełku; wiedział, że przyszedł na tereny Klanów jeszcze przed jego narodzinami, a potem? Zniknął. Podobno też wróżył z upolowanej zwierzyny. A niedawno jeszcze zdołał usłyszeć, że powrócił. Więc co postanowił zrobić Bielik? Oczywiście, że skorzystać z tego wszystkiego. Musiał się raczej streszczać, bo jeszcze znowu zniknie na niewiadomo ile, i straci tą okazję, kto wie, może już na całe życie.
Udało mu się upolować drobną mysz. Po drodze postanowił przejść się nad Grzmiącą Rzekę, i tam pozostać na jakiś czas, bo może uda mu się spotkać rudego wróżbitę. Trzymając w pysku, srebrny zatrzymał się, aby zaraz potem rozejrzeć się i owinąć ogon wokół swoich łap. Pozostało mu teraz czekać.

//MG!
[Obrazek: T1gEZ2Q.png]
LVL 1 40 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie musiał długo czekać. Już wkrótce pomiędzy głazami wystającymi z toni Grzmiącej Rzeki zamajaczyła ryża głowa, a chwilę później z wody wynurzyła się drobna postać wróżbity. Długie, rude futro było pozlepiane w mokre strąki; ściekała z nich, całymi strugami, woda. Szklane oko lśniło jasno i martwo. Odbijało blask od śniegu.
- Nadchodzi wielka wieczność, ale nie dla nas - ozwał się jękliwym głosem. - wygłodniałem, bracie, żołądek wyszarpały mi orły.
⚔ ⚔ ⚔
𝚜́𝚗𝚒𝚌́ 𝚜𝚎𝚗 najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx
🇮‌🇸‌́🇨‌́ 🇼‌ 🇧‌🇴‌́🇯‌ 🇼‌ 🇮‌🇲‌🇮‌🇪‌̨ 🇨‌🇮‌🇪‌🇷‌🇵‌🇮‌🇪‌🇳‌́ 🇮‌ 🇰‌🇷‌🇿‌🇾‌🇼‌🇩‌
i nieść ciężar swój ponad siły
iść tam, gdzie nie dotarłby N I K T

I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ
nim rycerski swój pas wdział
ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E
xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍
⚔ ⚔ ⚔
LVL 4 230 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Czy Orion był fanem śniegu? Tak i nie. Zima zdecydowanie plusowała brakiem wszechobecnego błota, które było największą zmorą jasnego futerka. Ale niestety nie znaczyło to, że teraz był wolny od problemów. Wszechobecna wilgoć (jaką niewątpliwie był ten biały puch), również nie wpływała pozytywnie na jasne kłaczki. Ale to było... mniej frustrujące niż błotne smugi. Nie wprawiało w irytację i łatwiej dawało się kontrolować. Chociaż z radością powitałby ciepłe, długie dni, które pamiętał z początków swojej przygody z dala od domu. I tyle.
Wdrapał się na jeden z wystających głazów i rozejrzał ze szczytu po białym krajobrazie. Co dzisiaj miał do roboty? Z pewnością trzymanie się jak najdalej od wichrowej granicy, ale to jako główna misja dnia brzmiało zwyczajnie nudno. A jako organizm złożony z wyższych idei niż sama chęć przetrwania, wolałby nie zmarnować dnia na jedynie "bycie gdzie indziej". Więc myślał, zastanawiał się i próbował sobie prędko zorganizować coś ciekawego. Przywołać w pamięci mordki wszystkich kotów, których już od dawna nie widział, ocenić jakie są szanse, że wpadnie na którekolwiek z nich. Może to był ten dzień, w którym powinien odwiedzić Izabelę? Tylko ją mógł rzeczywiście odwiedzić bez ryzykowania życiem.


//Kamień!
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szorstkie Skały już niegdyś były jego celem... do którego nigdy nie dotarł. Nic dziwnego więc, że w chwili kiedy znalazł odrobinę więcej czasu, spróbował raz jeszcze się tu dostać, tym razem z o wiele lepszym efektem. Nie wpadł do wody, nie pobrudził się nazbyt, nikt go nie zatrzymywał - w końcu mógł śmiało obadać obcy teren. Naturalnie, serce tęskniło za głupotą Puszczyka, którego dziś ze sobą tutaj nie zaciągnął, ale nie narzekał. Przynajmniej mógł wszędzie się rozejrzeć, bez myśli że powinien pilnować prawie-brata.
I tak długo sam być nie miał. Wystarczyło bowiem, że dotarł do Skał, a z oddali zobaczył czyjąś sylwetkę... Nie, nie czyjąś. Jego. Parę sekund stał w miejscu, bacznie go obserwując, upewniając się że jest to na pewno jego znajomy, po czym w końcu ruszył do niego wolnym, stanowczym krokiem.
- Któż by się spodziewał! Dwie tak wielkie osobistości znów na siebie wpadły! - krzyknął mrukliwie, niby to na dzień dobry. Parę kroków i już - był obok niego. - Jak poszukiwania miejsca idealnego? Już na coś wpadłeś?
Zagadał zaraz, wykrzywił pysk w delikatnym uśmiechu. Miło było go widzieć. Przyjemna odmiana od wszystkich Klanowiczów.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wszechświat po raz kolejny udowodnił, że planowanie sobie każdej sekundy życia było dla frajerów, a najlepiej to w ogóle było być elastycznym i płynąć zgodnie z nurtem, a nie usilnie próbować uporządkować wszystko. Czy gdyby Orion miał zaplanowaną każdą chwilę dzisiejszego dnia to czy by wpadł ponownie na Kamienia? Wątpliwe, bo przypadkowe spotkania nigdy nie trafiały do kalendarzy z wyprzedzeniem.
Zastrzygł uszami słysząc znajomy głos i zwrócił smukły pysk w stronę źródła.
– Widocznie los jest łaskawszy dla swoich ulubieńców. – odpowiedział z asymetrycznym uśmiechem, również rezygnując ze standardowych formułek powitalnych. – Poszukiwania tymczasowo zeszły na drugi plan, póki co priorytetem jest kwestia pewnej klątwy, przez którą umierają terminatorzy. Muszę udowodnić, że klątwy nie istnieją. Albo znaleźć sposób na poradzenie sobie z nią jeśli jednak jest prawdziwa, nim będę mógł w pełni skupić się na swoich poszukiwaniach. A jak z twoimi? Trafiłeś na coś godnego? – spytał, przechylając z zaciekawieniem łeb.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się, gdy ten przyznał że Kamień może być ulubieńcem losu. Ach, nawet jeśli los nie był nikim żywym, miło było być czyimś ulubieńcem. Ten jednak nie gościł na jego pysku długo, bowiem znajomy szybko przeszedł na nieco mniej przyjemny temat. Klątwa?
- Kto ci nagadał takich bzdur? Masz w ogóle dowód na śmierć choć jednego? - zmarszczył nos. Nie był zły na orientala, ale... no, wiadomo - ktokolwiek mówił o klątwach, był chyba nienormalny. A może Orion również spotykał się ze szkiełkiem? Powstrzymał się przed zarzuceniem tego tematu, nim nie dowie się czegoś więcej o tej całej klątwie. - Nie, jeszcze nie... choć raz planowałem iść tutaj. O tej porze mało pokaźne... Więc nie wiem, czy warto w ogóle rozpatrywać pozostanie tutaj. Co z tą klątwą?
Machnął głową delikatnie, starając się go pospieszyć. Bezpośredniość w tej kwestii była jasna, nie miał ochoty na okrążanie tematu ni trochę. Jakby ten był zrzędliwym głupcem, mniej by się interesował, ale już po ostatnim spotkaniu mógł stwierdzić, że jest spoko. Nie chciał więc, by maczał łapy w jakimś nieodpowiednim towarzystwie, które by go okłamywać miało.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewał się... takiej reakcji na wspomnienie o klątwie. Był gotowy na pobłażliwy uśmiech, bo przecież nikt rozsądny o klątwach nie wspomina, tymczasem wspomniana reakcja była dość ostra. Aż zakołysał niepewnie końcówką długiej kity. Nie żeby się bał wybuchu agresji, bo na to się nie zapowiadało, ale na oziębienie relacji? Jak najbardziej. To było jak wejście na zamarznięte jezioro. Gdy już znalazł się na jego środku, usłyszał trzask pod łapami. I teraz musiał uważać na każdy kolejny krok, by nie skończyć jako kocia mrożonka na dnie. Tak się poczuł, niezbyt komfortowo.
– Może jak śnieg się roztopi to będzie się bardziej zachęcająco prezentować... – zaczął, chociaż prędko zrezygnował z rozwijania tematu, bo z postawy rudzielca jasno wynikało o czym chce teraz usłyszeć. Orion miał za mało informacji, by zrozumieć skąd taka reakcja, skąd ten pośpiech. To było niekorzystne, więc kolejnym krokiem było ostrożne podanie faktów i obserwacja reakcji. – Widzisz, o klątwie usłyszałem od terminatorki z Wichru, która podsłuchała pewną rozmowę na pogrzebie. Ten pogrzeb był jej brata, tej terminatorki. A rozmawiała mistrzyni tego martwego z... kimś, nieistotne. Twierdziła, że jest przeklęta i z tego co zrozumiałem to okoliczności rozmowy były powiązane z jej tematem. – zakończył na tym; ostatecznie nie powtarzając jeszcze raz, że tylko bada sprawę i jego głównym celem jest udowodnienie, że klątwy nie ma.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Naturalnie, w pierwszej kolejności powinien nawiązać do miejsca ich pobytu. Tego jednak nie zrobił w zupełności uwagę skupiając na istotniejszym dla siebie temacie - klątwie. Ta jednak miała dziwne, pokręcone źródło. Wichrzak jakiś mu to powiedział? Szarawe ślepia moment mierzyły go, jakoby oczekiwał więcej informacji - gdy te się nie pojawiły, mlasnął cicho językiem.
- Spotkałem ostatnio pewnego uroczego włóczęgę. Zdecydowanie, o niebo starszy od nas razem wziętych. Chudy, o szklanym oku, wygląda jakby śmierć już zahaczyła mu o mordę nie raz. Choć z wyglądu nijaki, rzuca się w oczy - zaczął, wolno, ostrożnie. Być może ten już się znał ze Szkiełkiem. - Do czego zmierzam... Ten ma swego rodzaju władzę nad przyszłością. Jego wizje nie są zbyt dokładne, ale... Może ma to jakiś związek z twoją sprawą?
Nie wyjdzie chyba na dziwaka w tej chwili. Prawda? Skoro ten bawił się w klątwy, przepowiednie nie były niczym złym.
- Wspomniał mi, że... bliskie mi koty... - nie musiał wiedzieć, że chodziło o kochanków, lepszym byłoby przedstawić mu że w wizji chodziło o przyjaciół i rodzinę. - ...umrą. Niedużo po tym zginęła siostra mojego przyjaciela. Ktoś, jak podejrzewamy, z Rzeki zamordował ją. Łeb jej urwał. Jak, nie wiem.
Moment ciszy.
- Uważaj na siebie na drodze - mruknął zaraz cicho. Od tej sprawy minęło trochę czasu, ale... lubił go. Niechaj więc ma świadomość, że na terenach jest ostatnio niebezpiecznie. - Nasze przypuszczenia są poparte przez wizję od wspomnianego miłego kocura; mówił, że Rzeka wyleje, martwi... no, nie wiem czy chcesz o tym wszystkim słuchać.
Bo temat był ciężki, a nie miał szans go jeszcze omówić z Krzyżakiem. Do tego, pamiętał niezbyt wiele, minął szmat czasu od spotkania Szkiełka.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Owinął łapy puchatym ogonem, słuchając o włoczędze. Z opisu skojarzył mu się nieco z czarnofutrą napotkaną księżyce temu, ale... no właśnie, nie miała szklanego oka, a na dodatek była kocicą. Więc w błękitnych oczach ostatecznie cień rozpoznania zniknął momentalnie. Jednak nie miał pojęcia o kogo chodziło. Ale im dalej w temat tym robiło się... ciekawiej. Chociaż może to bardziej niepokojąco byłoby właściwszym określeniem.
– Władzę nad przyszłością? – powtórzył głucho, skupiając się póki co na słuchaniu dalszych słów niż na analizowaniu jak to się mogło przekładać na badaną przez niego sytuację. Przepowiedział śmierć bliskich Kamienia? Niedobrze. Gdyby Orion wiedział wcześniej to by podszedł temat z mniejszą lekkością. Informacja o śmierci siostry przyjaciela? To już w ogóle nieprzyjemna informacja. Ale dopiero podejrzenia co do pochodzenia mordercy wprawiły orientala w prawdziwy dyskomfort. Jedynym kotem z Rzeki jakiego rzeczywiście poznał był liliowy oriental. I właśnie przez jego pryzmat patrzył póki co na cały klan i... to nie mogło być tak. To nie mógł być nikt z Rzeki, bo w mózgu cynamona dochodziło do zwarcia, gdy próbował zestawić sobie te informacje ze sobą. Cis, jego Cis nie byłby zdolny do czegoś takiego przecież. Ciężko było sobie wyobrazić, że miałby żyć w jednej grupie z bezlitosnym mordercą, który urwał łeb swojej ofierze (że co proszę? Dalej mówili o kocie?).
– Jasne, będę uważać... – mruknął, myślami wciąż przy temacie Cisa. Ale co jeśli rzeczywiście morderca był z Rzeki? Co wtedy? Jeśli go nie wygnali i klan na to przystawał, to trzeba będzie wyciągnąć liliowego z tej patologii.
Temat rzeczywiście był ciężki, a Orion (szczerze mówiąc) niekoniecznie lubił prowadzić rozmowy, przez które czuł się jak po zjedzeniu nieświeżej piszczki. Sprawa jednak przestała nagle dotyczyć tylko jakiejś abstrakcyjnej wojowniczki, o której mówiła Jodłowa Łapa, nagle przybrała kształt znajomych mordek, na których orientalowi mniej czy bardziej, ale jednak zależało.
– Ja... chcę o tym posłuchać. Lepiej wiedzieć jak najwięcej skoro są spore szanse, że to nie tylko wymysł jakiejś wojowniczki. I jeszcze jakiś morderca w okolicach... – ... i to nie ten oswojony, a prawdziwy zwyrol. – Tak, więc jeśli to nie problem i chcesz o tym opowiedzieć to mogę posłuchać do końca. – dodał na zakończenie, poprawiając nieco swoją pozycję i póki co powstrzymując się zarówno od komentarza jak i układania sobie wszystkich informacji i łączenia kolorowymi niteczkami.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Mmm, mniej-więcej. Jak wspomniałem, potrafi przewidzieć co się stanie. Niedokładnie, ale potrafi. Mówi dość... specyficznie, śmiem stwierdzić. Dziwniej, niż ja czasami - napływy Krzyżaka czasem były mocno widoczne na Kamieniu. Choć zwykle mówił dość zwyczajnie, czasem dostawał natchnienia i mówił tak, jakby wyrwano go z bardzo, bardzo odległych czasów. Dziwnie, niezrozumiale, wyniośle. Wzruszył ramionami, uśmiechnął się kątem pyska. Nie wiedział, czy znajomy już go słyszał takiego. A jeśli nie, zdobył ciekawostkę o Klanowiczu.
- Dzięki. Szczególnie, że straciliśmy jego ślad, tym bardziej powinieneś uważać. To jest, nie ja zgubiłem ślad. Mnie nie dopuścili do miejsca zbrodni. Nadal czuję się niesamowicie pokrzywdzony z tego powodu - pomyślże, gdybym tam był, dawno bym już tego łachudrę wytropił i...! - skrzywił się w niesmaku, kręcąc łbem na boki. - Podejrzewamy, że nazywał się Czarnowron. Był czarny i... nie ma policzka. Nim umarła, wygryzła mu spory płat skóry.
Bo jeśli to wspomniany kocur nie był - i tak znak charakterystyczny był dość jasny. Mało który kot nie ma policzka. Oblizał się szybko po pysku, teraz wreszcie czując się szczerze dumnie i poważnie. Chociaż był na patrolu, gdzie roznosili informację o tym kto był możliwym zbrodniarzem, w końcu mógł sam powiedzieć o tym komukolwiek. Spełnił się. Wreszcie.
- Mówił, że rzeka wyleje. Nie mam pojęcia o co chodzi - myślę jednak, że już wylała, że chodziło o tę śmierć. Wspominał też, że spłoniemy. Nie ja i mój Klan, a wszyscy. On, ja, ty. Nie chodziło mu o prawdziwy pożar, a o taki w naszych duszach, cokolwiek to nie znaczy. I na końcu powiedział, że porwie nas wiatr. Wicher... - wojna? Nie miał nic innego w głowie. Kamień lubił wszystko podkoloryzowywać i sprawiać, że każda rzecz miała gorsze wybrzmienie, niż jak rzeczywiście mieć by miała. - Mówił o śmierci. Nonstop, bardzo dużo. Że mordowani byli wbrew swojej woli, że spluwamy im na groby, że... jednego w lesie zagryziono.
Zamknął się na moment. Uszy opuścił w dół, wolno łącząc wnioski. Zaraz pchnął luźny kamyk przed sobą, by ten poleciał w dal. Gdyby porozmawiał z Krzyżakiem, być może Trzmielina by żyła.
- Mówił, że utonie każdy kto nie zawiśnie. Być może szykuje się coś większego. Mówił bowiem, że nikt nie przetrwa i czeka nas wszystkich ciemność. Że wrony będą nas zżerać - moment jeszcze nie podnosił na niego wzroku, nadal intensywnie myślał. Powinien powiedzieć Krzyżakowi o tym teraz? Że go zawiódł, że nie ochronił jego siostry. Ścisnął na moment kły, później rozluźnił mięśnie i znów spojrzał na niego. - Nie pamiętam więcej.
O ich nadchodzącym spotkaniu nie chciał nic mówić. Nie wiedział czego się dowie, co się stanie - nic nie wiedział. Lepszym było milczeć.
- Jakieś wnioski? Pomaga to coś w twojej sprawie? - uniósł brew do góry.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uniósł brew w niemym pytaniu. Kamień dziwnie mówił? Kiedy? Orion nie zauważył żadnych specyficznych odchyleń w jego wypowiedziach, ani dzisiaj, ani poprzednim razem. Żadnego przestawiania wyrazów, urywania głosek czy używania niecodziennych słów.
On z kolei nie podzielał żalu rudzielca, a wręcz mógł przyznać (ale tylko przed samym sobą), że w sumie dobrze się stało, że nie puścili Kamienia tropem mordercy. Oriental nie życzył mu źle, a spotkanie z kotem urywającym głowy mogło mieć tragiczne skutki. To nawet nie kwestia najczarniejszych scenariuszy angażujących śmierć, ale po prostu... te z urwanymi uszkami i wydlubanymi uszami. Nie skomentował tego jednak, uznawszy, że do niektórych myśli lepiej się nie przyznawać.
– Nie ma policzka? To trochę... specyficzne się wydaje. Może to nieprzypadkowa rana? W sensie ta kotka może specjalnie tak celowała żeby ułatwić wam później znalezienie go... – zasugerował w lekkim zamyśleniu, chociaż zaraz się wzdrygnął. Jeśli tak sobie to zaplanowała w trakcie walki, to mogło być równoznaczne tylko z tym, że przekalkulowała sobie swoje szanse na wyjście z tego żywo. I doszła do wniosku, że są znikome. Chociaż w takiej sytuacji, pojawiał się również nieśmiały podziw względem zmarłej. Że w takim momencie była w stanie zachować trzeźwość umysłu i wymyślić jak ułatwić reszcie klanu identyfikację sprawcy?
Kolejnych słów nie komentował na bieżąco. Jedynie słuchał i starał się je zebrać w jedno z resztą posiadanych informacji. Dopiero ostatnie pytanie wyrwało go z zamyślenia.
– Nie... nie wydaje mi się. Ja badam sprawę kotki, która twierdzi, że została przeklęta i że przez to umierają jej terminatorzy. A może nie jej tylko wszyscy w Wichrze? Bo jeden z nich był tylko jej terminatorem, ale trupów było więcej, nie wiem ile dokładnie. Dwa? Trzy? Ciężko to połączyć z tym o czym wspominasz ze względu na brak jakichkolwiek szczegółów. Tamta terminatorka nie chciała mi nawet powiedzieć jak się nazywa ta wojowniczka, więc to raczej będzie mozolne śledztwo, które miało się bardziej skupiać na ogólnym istnieniu klątw. – potrząsnął łbem. – Ale z tego co mówisz to raczej jasne, że raczej nie są tylko wymysłem jakiegoś odklejonego kota... – przerwał na moment, gdy coś do niego dotarło. – Ej, chwila. Powiedziałeś, że podejrzewacie kogoś z Rzeki, kogoś konkretnego, tego całego Czarnowrona. Nie możecie... jakoś po prostu skonfrontować się z Rzeką? Zażądać żeby go wydali, ustalić czy to rzeczywiście był on i jakoś osądzić? Czy komunikacja między klanami nie istnieje, albo nie ma takiej opcji, bo staną za nim murem i nie będą ich obchodziły fakty? – tej informacji mu brakowało. Wierzył, że Cis by nie bronił bezmyślnie brutalnego mordercy. Może jego pozostali pobratymcy również mieli nieco oleju w głowie od tej ich rybnej diety? Typ nie miał policzka, ślady wskazywały na Rzekę, jeśli nie mieli nic do ukrycia to raczej zgodziliby się na dochodzenie i zrozumieli dlaczego było konieczne?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie wiem. Możliwe, że chciała się bronić i atakowała cokolwiek, aby go zranić w nadziei, że będzie mocno krwawił i umrze - co zdawało się dla niego być logiczniejszą opcją. Nie, żeby uważał że Trzmielina w czasie walki nie wymyśliłaby planu, by mogli czarnego później znaleźć... Ale. - Ale nikt nie bierze złego, nie? Więc przeżył.
Skrzywił się w niesmaku, później zamieniając się w słuch w jego sprawie. W rzeczy samej, jego śledztwo brzmiało bardziej... mozolnie. O niebo bardziej. Nie wiedział zbyt wiele, nawet nie był pewien ile trupów było łącznie. Ani jak się nazywa tamta wojowniczka. Kamień mógł się tego dowiedzieć. Nawet... może wiedział jak. Orion jednak zmienił temat, więc nie proponował nic w tej sprawie.
- Jest ich zbiegiem. Na księżyc w tył powiedziano nam, że uciekł. Nie wiem co ma na celu mordując koty. Rzeka niewiele może zrobić, jedynie patrolować granice i liczyć na to, że i oni nie padną nagle jak muchy - odparł krótko, wzruszył barkami. Naprawdę... niewiele mogli zrobić. Nikt nie mógł.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To brzmiało prawdopodobnie. Że to był tylko zbieg okoliczności, chociaż szczerze mówiąc cynamon już wolał wersję, w której rana ułatwiająca identyfikację mordercy była planowanym działaniem. Uśmiechnął się kwaśno przy podsumowaniu. – Ta, zwykle tak jest. – prychnął krótko.
Był zbiegiem. Był zbiegiem, a nie kotem, którego Klan Rzeki trzymał w swoich szeregach. Orionowi, krótko mówiąc, ulżyło na tę wiadomość. Co prawda reszta nie brzmiała już tak kojąco.
– Żeby przez jednego kota było tyle problemów... – mruknął, uciekając spojrzeniem za horyzont. Patrolowanie granic i liczenie na to, że nie wymrą nie brzmiało jak zdecydowane działanie. Przecież mogliby wysłać grupę kotów tropem zbiega i pozbyć się problemu? To w koncu był tylko kot, a nie jednoosobowa armia. Nie powiedział tego jednak na głos, bo ani nie chciał wskazywać klanowym dzikusom oczywistości, ani nie chciał kontynuować tego tematu.
Podniósł się nieśpiesznie i wyciągnął przed siebie zgrabne łapki. Po rozprostowaniu się powrócił do pozycji siedzącej i powrócił ze swoją uwagą do Kamienia. – Przez te ciężkie tematy atmosfera się nieco... posypała. A tak sympatycznie się ten dzień zapowiadał. Wybacz. – posłał rudzielcowi przepraszający uśmiech, chociaż nie żałował uzyskania informacji. Może jedynie tego, że od nich się dzisiejsze spotkanie zaczęło. Ale zasadniczo lepiej było wiedzieć.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I on teraz niewiele mówił. Praktycznie by milczał, nie chcąc kląć w obecności ślicznego orientala - bo co innego można było robić jeśli świadomym się jest, że jeden kot zrobił taki chaos? Nic innego nie miał w głowie jak złość, niechęć i frustracja, która z chwili na chwilę rosła...
Aż wstał. Chłodne ślepia powędrowały za jego unoszącym się do góry i zaraz znów opadającym na ziemię ciałem. Był ładny. Ilekroć mógł się mu przyjrzeć, tym częściej zauważał, że był ładny. Już chyba na wstępie, gdy się ledwo poznawali, zarzucił mu paroma komplementami, nic się nie zmieniło od tamtego czasu.
- Nie ma końca dnia, atmosferę da się naprawić - odpowiedział prędko, wzrok z wolna przenosząc przed siebie. Nie wiedział jeszcze jak będą mogli sprawić, że będzie... lżej, ale na pewno był na to jakiś sposób. Moment milczał, aż w końcu wziął głęboki oddech. - Orion. Lubisz coś robić... w wolnym czasie? Jakieś pasje? Inne niż polowanie.
To wszak było obowiązkiem; bez tego by umarł z głodu. Moment po zarzuceniu pytaniem, znów na niego spojrzał. Znali się dłuższy moment, a na dobrą sprawę nie wiedział takich bzdur. Nic nie znaczących, niewiele wnoszących do życia któregokolwiek z nich. Zdecydowanie jednak, to były rzeczy które mogły jakoś rozbić atmosferę i sprawić, że będzie lżejsza.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
To że czuł na sobie spojrzenie, tym razem należące do Kamienia, nie było niczym nowym. Było cynamonową codziennością, bardzo mile widzianą zresztą. Taką przynoszącą wewnętrzny spokój, delikatne zapewnienie, że wszystko we wszechświecie wciąż było na swoim miejscu. Że on wciąż był piękny, a te godziny spędzone na układanie futerka, a także to unikanie tłustych piszczek nie poszło na marne.
Nowością było za to, że zamiast celebrować w spokoju ten krótki moment potwierdzonej harmonii we wszechświecie, z tyłu jasnej głowy pojawiła się niepokojąca myśl, która nigdy wcześniej go nie nękała. Jeśli on czuł zawieszone na sobie spojrzenie to tamten bury szmaciarz z Wichru też mógł się wtedy zorientować. Orion już nie miał po co pojawiać się w tamtych rejonach jeśli chciał zachować resztki godności.
Uśmiechnął się pod nosem, słysząc komentarz. Nie, zapewnienie, tak w zasadzie. Idealnie, to było... słuszne nastawienie. Dużo łatwiej było z takim uklepać rzeczywiście lżejszą resztę dnia. Nim jednak sam zdążył wprowadzić którykolwiek z potencjalnych planów w życie, Kamień odezwał się ponownie. Orion uniósł brew w zdziwieniu, a rozbawionym kaszlnięciem chciał sobie kupić parę cennych sekund więcej na połączenie między odpowiednimi synapsami. A nie tylko tymi pierwszymi do działania, nastoletnimi, które bardzo chętnie połączyły pytanie z zupełnie przypadkowymi wygibasami orientala przed chwilą. Nie tylko tymi, które właśnie właśnie cisnęły mu na język gimbusiarskie teksty. Był poważnym kotem, szanował się przecież. Jedynie na krótki moment zatrzymał się spojrzeniem na szarawych tęczówkach, jakby chciał z nich wyczytać ukryte intencje, ale zaraz zamrugał i odpowiedział z lekkością przysługującą kotom, które nigdy za wiele nie zastanawiają się nad swoimi słowami.
– Ach, wiesz, nic szczególnego w zasadzie. Ot, w wolnym czasie, przeważnie, kolekcjonuję po prostu. Czasem są to ładne rzeczy, czasem są to ciekawe historie, a czasem widoki zapierające dech w piersiach. – puścił rudzielcowi oczko, nim odetchnął lekko i kontynuował. – Wiesz, takie tam. O, lubię kwiaty, ale ostatnie księżyce raczej nie sprzyjały zbieraniu ich. – i elegancko. Drobny komplement został z obu stron starannie owinięty w niewiele znaczące słowa. Orion przylizał odstający kłaczek na barku i wrócił zaciekawionym spojrzeniem do rudej mordki. – Czemu pytasz?
Oczekiwał potwierdzenia, że to było zwykłe, niewinne pytanie.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości