Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Dobra, wcześniej nie spodziewała się żadnej reakcji, a teraz nie spodziewała się, że to się rozklei!! Czy powiedziała coś złego? Może przez to, że czuł się staro?? Uhhh, wojowniczka nie była pewna co teraz zrobić. - Ej, jak ty jesteś stare to ja powinnam się już zamienić w proch!! W moich oczach dalej jesteś młodym terminatorem. A jak już to ten, nie ma czym się martwić, skoro ja się trzymam wyśmienicie w tym wieku, to też u ciebie będzie giit - spróbowała pocieszyć samotnika, choć starość to dziwny powód do płaczu. A może to przez to, że Księżyca tak długo nie było i się postarzało?? Tak czy siak, wojowniczka przysunęła się trochę bliżej i ogon owinęła ciaśniej na ich chudym ciałku. Ajajaj...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Musiało wziąć kilka głębszych oddechów, by wreszcie się uspokoić i by łzy przestały zbierać się w oczach. Głupie łzy. Głupie, głupie łzy.
Była przy nich, obejmowała ich, nazywała młodym terminatorem. A ono musiało jej powiedzieć, że to wszystko na nic, bo pewne rany jątrzą się tak głęboko, że wszystko, co mogła im dać, nie mogło ich zaleczyć.
Westchnęło ciężko i spróbowało wreszcie to z siebie wydobyć.
– Nie – zaczęło i niemal natychmiast uderzyło je poczucie lęku wspinającego się do gardła – nie wiem, czy wrócę.
Spuściło wzrok ku ziemi. Było im gorzej, niż kiedykolwiek poprzednio.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nie... Słysząc odmowę wręcz się zacięła, a wyraz na jej wiecznie uśmiechniętej mordce stał się obojętny. Ale... jak to? Nie po to tu przyszło? Przecież widziała, że nie dawało sobie rady jako samotnik, w klanie było o wiele weselsze i... No nie zrozumiała. Wątpiła też by jakakolwiek odpowiedź była dla niej sensowna, ale jednak, z jej pyszczka wymsknęło się pytanie.
- A... dlaczego? - zapytała, w porównaniu z poprzednim tonem, teraz brzmiała bez wyrazu. Zapomniała, równie bolesne, jak usłyszenie tego, mogło być wypowiedzenie tych słów. Po prostu... nie mogła uwierzyć.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Nie zrozumiała. I wiedziało, że sprawiło jej ból. Nie chciało jej skrzywdzić, nie, nie chciało, za nic na świecie, ale nie chciało też jej okłamywać. A gdyby zostało w Klanie, to ból mógłby okazać się gorszy niż to, co już teraz znało. Niemal na pewno nie wytrzymałoby długo w jednym miejscu. I to był właśnie ten pożytek z nich – nic tylko wyrządzało innym krzywdę, cokolwiek by nie zrobiło.
– To – myślało o jakimś sposobie, by powiedzieć jej prawdę, ale nie pogorszyć sytuacji – to boli. Bardzo – zacisnęło na chwilę zęby – Przepraszam. Potrzebuję czasu. Przepraszam.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Dopiero widząc coraz większy ból w oczach Księżyca i ich jako takie wyjaśnienia, otrząsnęła się i zdała sobie sprawę, że no, też miało uczucia. Natychmiast otarła się swoim puchatym policzkiem o ten srebrny - Hej hej, to ja przepraszam. Na spokojnie!! Nikomu się nie śpieszy, więc jak potrzebujesz czasu to spoko. Najważniejsze, że jesteś całe i zdrów. A to czy będziesz w klanie czy poza nim nie ma aż takiego znaczenia, ważne, że w ogóle jesteś!! No i cieszę się, że mogę teraz z tobą pogadać - zarzuciła ciepło, a następnie oparła swoją głowę na ich, w międzyczasie delikatnie głaszcząc srebrny bok swoim ogonem. Jasne, było jej... szkoda. A nawet bardzo, że nie wrócą dzisiaj wspólnie do obozu, ale jeśli Księżyc ma się przez to poczuć gorzej to nie ma sensu by ich zmuszać.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Mieści się w górnych granicach przeciętnego dachowca, sylwetką też się nie wyróżnia. Wygląda jakby ktoś chciał stworzyć przeciętnego białego kota o krótkiej sierści ale w ostatniej chwili zdecydował, że jednak chce dodać trochę czarnego pigmentu. Jego ogon wygląda jakby zanurzył go w czarnej farbie, dwie plamy pokrywają jego lewe ucho i czoło, posiada też małe plamki na różowym nosku. Kiedyś panicznie bał się, że straci ogon, ponieważ Kłopot mu wmówił, że mu odleci, bo przecież te czarne łaty to nic innego niż martwica. Fakt, że ten go zaczął jeszcze swędzieć nie poprawił sytuacji. Na szczęście jego ogon jest cały i co najważniejsze nadal przyczepiony do jego zadka. Ma zielono-żółte duże i okrągłe ślepia, które w czasie dramatyzowania stają się wielkie jak spodki, aby podkreślić powagę sytuacji.
Na pierwszy rzut oka, Psot jest przeciętnym młodzieńcem. Nie ma większych problemów w obcowaniu z innymi kotami, ba, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w sumie fajny z niego chłop. Ot, towarzyski i zabawny kocurek z którym łatwo się zakumplować. Jednak już po jednej rozmowie dość łatwo wywnioskować, że Psot cierpi na straszną i chroniczną chorobę, znaną potocznie jako głupota. Posiada dokładnie pięć szarych komórek, gdzie pierwszej połowy i tak nie używa, drugą połowę pewnie zgubił, a trzecia połowa pracuje nadgodziny, żeby się debil nie zakrztusił własną śliną. Również dość szybko można zauważyć, że Psot ma zwyczaj do melodramatyzować. Możliwe, że nadopiekuńczy styl wychowywania Żbik backfired i stworzył prawdziwą drama queen, który gotowy jest z igły widły zrobić. W tych momentach realia prawdziwego świata nijak nie są rejestrowane w jego móżdżku.
Kogucik KW | Krzemienna Łapa GK
***
- Na-tyłek-wszystkich-! - Psot krzyknął, kiedy z gracją kamulca sturlał się wpadając prosto w szarą wodę, wypełniającą ten oto rów. Był mokry, jakimś cudem udało mu się zamoczyć każdą cześć swojego cielaka oprócz czubka głowy, zmieniając tym samym swoje umaszczenie jak Pongo w kultowej bajce 101 Dalmatyńczyków. Nie był już biało-czarnym kotkiem, a raczej brązowo-szaro kocurem, który miał jakąś dziwną plamę na główce. Psot skrzykiwał się niezadowolony, przyglądając się swojej brudnej osobie. Usiadł w wodzie, ponieważ nie robiło mu to już różnicy i podniósł przednią łapę by ją powąchać, chcąc oszacować jak bardzo śmierdzi. Prychnął, kiedy wilgotny i stęchły zapach uderzył jego nozdrza. No ładnie, może nie capił na odległość drzewa ale na pewno nie pachniał kwiatami, co oznaczało, że czekała go następna kąpiel albo znowu go nie wpuszczą do Ciepłych Skałek. - E? Ktoś tam jest? - Mruknął wychylając główkę z rowu, kiedy usłyszał jakiś szmer za jednym z drzew. - Mam wodę w której zrobiłem siku! Jak będziesz chciał mnie zjeść to cię nią ochlapię! - Zagroził.
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Właścicielka Brzózki lubiła łowić ryby.
Albo przynajmniej miała wrażenie, że je łowi.
Brzózka miała to gdzieś, co było jej interesem jednak, to kamera w jej twarzy, bo druga pańcia oczywiście musiała zapostować nowe fotki grubego kotka adventurer'a na socjale.
Eh.
Po kilku minutach sesja zdjęciowa dobiegła końca.
Brzózka wzięła swoje przysmaki w kurteczkę i ruszyła z kikutem w górze, by zwiedzić okolicę jeziora przy drodze.
Zauważyła wgłębienie - żaby!
Niby woda była jak smoła konsystencją, pachniała jeszcze gorzej, ale oczy Brzózki szukały za drobnymi żyjątkami. Oh, chciałaby zobaczyć żabkę! Byłoby to jedynym dobrym punktem tej całej wycieczki z właścicielami. Szybka nagroda za szybkie cierpienie. Gorzej było z szybkimi nagrodami za dłuższe cierpienie - wtedy to człowiek nawet się nie cieszył, bo nie miał nawet z czego po takim czasie.
Usłyszał krzyk, a potem plusk.
Przez ułamek sekundy cisza. Brzózka wie, że ten plusk był zbyt ciężki na żabę.
Ugh. Ktoś sobie rozbił czaszkę?
Oby nie.
Uszka stoją na sztorc, gdy słyszy głos.
Aw, man.
Poniuchało noskiem, a gdy tej doprowadził ją do jakiegoś brudasa, Brzoza przekręca łbem. Do niej to pytanie?
Groźba nieznajomego była....Fuj.
Wysunął łeb zza pagórka, a cicho odpowiada.
-Wiesz co....Ciebie to nawet świnia chyba by nie tkneła. - A te potrafiły jeść cokolwiek, co im się rzuciło.
-Więc i ja odmówie proposycji. Sorry. -
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Mieści się w górnych granicach przeciętnego dachowca, sylwetką też się nie wyróżnia. Wygląda jakby ktoś chciał stworzyć przeciętnego białego kota o krótkiej sierści ale w ostatniej chwili zdecydował, że jednak chce dodać trochę czarnego pigmentu. Jego ogon wygląda jakby zanurzył go w czarnej farbie, dwie plamy pokrywają jego lewe ucho i czoło, posiada też małe plamki na różowym nosku. Kiedyś panicznie bał się, że straci ogon, ponieważ Kłopot mu wmówił, że mu odleci, bo przecież te czarne łaty to nic innego niż martwica. Fakt, że ten go zaczął jeszcze swędzieć nie poprawił sytuacji. Na szczęście jego ogon jest cały i co najważniejsze nadal przyczepiony do jego zadka. Ma zielono-żółte duże i okrągłe ślepia, które w czasie dramatyzowania stają się wielkie jak spodki, aby podkreślić powagę sytuacji.
Na pierwszy rzut oka, Psot jest przeciętnym młodzieńcem. Nie ma większych problemów w obcowaniu z innymi kotami, ba, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w sumie fajny z niego chłop. Ot, towarzyski i zabawny kocurek z którym łatwo się zakumplować. Jednak już po jednej rozmowie dość łatwo wywnioskować, że Psot cierpi na straszną i chroniczną chorobę, znaną potocznie jako głupota. Posiada dokładnie pięć szarych komórek, gdzie pierwszej połowy i tak nie używa, drugą połowę pewnie zgubił, a trzecia połowa pracuje nadgodziny, żeby się debil nie zakrztusił własną śliną. Również dość szybko można zauważyć, że Psot ma zwyczaj do melodramatyzować. Możliwe, że nadopiekuńczy styl wychowywania Żbik backfired i stworzył prawdziwą drama queen, który gotowy jest z igły widły zrobić. W tych momentach realia prawdziwego świata nijak nie są rejestrowane w jego móżdżku.
Kogucik KW | Krzemienna Łapa GK
- Świnia?! - Oburzył się w pierwszej chwili, jednak złość szybko ustąpiła dezorientacji, kiedy jego móżdżek załapał, że w sumie to nawet nie wiedział czym była świnia. Jednak nawet brzmienie tego słowa było jakoś takie niesympatyczne i trzeba wziąć pod uwagę kontekst w jakim zostało rzucone. Psot może był idiotą ale jednak umiał załapać, kiedy go tu obrażano... No, nie zawsze, częściej niż rzadziej obelgi lub złośliwości ześlizgiwały się po jego gładkim móżdżku. Teraz w sumie nie był do końca pewny, czy faktycznie obcy go obrażał. Zmrużył ślepia, zaś jego pysk wykrzywił się w grymasie, no modelem to on teraz nie był, ponieważ bardziej przypominał kotka z no-banana meme. - Nie prawda, bo ty! - Rzucił ripostą o takiej mocy, że sami Gwiezdni trzęśli jak galanterka. - To nie była żadna propro- propso- propozycja! Ale groźba! Przestroga! - Rzucił mając niesamowite poczucie potrzeby się obronić, mimo iż nieznajomy nawet go nie zakatował. Przecież nie siedzi w błocie by stać się kogoś przystawką! - No, zobaczymy jak zaraz jakiś lis tu przyjdzie i będzie mieć chrapkę na kota. To w tedy znajdź se własną zasikaną kałuże, ta jest moja - fuknął i usiadł zły w brudnej wodzie, strzelając prawdziwego focha. - Niech mnie mrówki pogryzą a gęś kopnie, co ty masz szyi? Czy to wąż? - Rozszerzył ślepia, kiedy po chwili dostrzegł obroże wokół szyi Brzózki. No nigdy na gały czegoś takiego nie widział!
Kot o krótkim torsie, średniego wzrostu, o grubych tylnych kończynach, małych łapach, krótkim ogonie oraz krótszym pysiu(widocznym na rzut oka, lecz nie na tyle, by mieć poważniejsze problemy). Krótkie, potargane futro. Szerokie barki.
Czekoladowy dymny z bielą na 50-100% ciała, pieprzyk na lewym poliku.
Oczy: Złoto-zielone
Dodatki: Granatowa/czerwona/jasno-niebieska chustka, obroża z kolcami(niegroźnymi, bo plastikowymi).
Nie szuka zguby, czasami pomoże miską własnej karmy, a czasami zaprosi do ogrodu na imprezkę - tylko wtedy Brzuzia woli siedzieć cicho, z takiego powodu, że głośna muzyka i wiele zapachów niekorzystnie wpływa na ich emocje i samopoczucie. Często trzyma się blisko swych dwunogów i matki, tuląc się, bo o dziwo bycie tak przygniecionym jest dość uspokajające dla ciała. Gorzej, że Brzózka nie lubi kotów i ludzi, ale to mniejsza. Cyniczny. Nie lubi popisywania się, czy też większości tego, co się dzieje - stara się jednak trzymać głowę wysoko, czasami aż zbyt.
Ta. To chyba był ten klanowy kot. Ale żeby tak daleko go wywiało...?
Mhm. Dziwna sprawa, ale nie było co sobie nią zawracać zadka. Wyglądał kot w rowie na gówniarza, młodszego od samej Brzózki, więc po chwili Brzózka poczuła się pewniej, grubym kuprem siadając na pagórku.
Wyraz jego pyszczka był zabawny.
-Czy ja powiedziałam, że ty to świnia? Słuchaj uchem, a nie brzuchem! - Zaśmiała się pod ciemnym noskiem. Głupi dzieciak, ale przynajmniej szczęśliwy z życia, jak widać po kąpieli w rowie.
-Ta. A moi dwunodzy już biegną za granicę ze strachu. - Przerzuciła oczyma kluska na bok.
Naprawdę, urokliwe to stworzonko pod pagórkiem w sensie królewskiego jestera.
-...Wąż? Gdzie - - Wokół szyi. Słowo kluczowe. Brzózka już chciała się rozejrzeć, by znaleźć urocze zwierzątko, a tu takie rozczarowanie.
Hmf.
Wypuściła powietrze nosem i miauknęła.
-Ta. Najbardziej adowite na świecie. Zwie się obroża.. No nie ma bata, by kocur w to uwierzył...nie?
Idrathertakemywhiskeyneat ♢My coffeeblackand mybedatthree♢ - - - Youretoosweetfor me Youre toosweetfor me
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Jeden kamyk wystarczył, żeby kotu zepsuć cały dzień.
Z frustracją wymalowaną na czarno-białym pyszczku wydostał się z dziury, do której właśnie wpadł. Był przemoczony, w dodatku śmierdział jak gnój lądowych łódek. Nie żeby kiedykolwiek był pedantem, nie przywykł do codziennego czyszczenia futra, ale bez przesady, gdy kot nie planował się ubrudzić to złość była adekwatną reakcją. Klapnął zadem z westchnieniem, po czym zaczął wylizywać łapę. Skrzywił się czując kwaskowaty posmak na języku.
Jako że zima zbliżała się nieubłagalnie i składzik wymagał regularnego uzupełniania, Poeta wybrał się na zioła. Koniecznie poszukiwał wrotyczy i ślazu. Musiał się pospieszyć. Katarów było coraz więcej, a nie mogło być gorszej sytuacji niż epidemia ziół przy braku podstawowych leków. Kocur zaczął rozglądać się po okolicy, z nadzieją, że nie wybrał się za późno. Jakieś zioła musiały tu przecież być.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Zioła? Halo, halo! Jak widać nie pisane było Sennemu Świtowi znaleźć od razu upragnionych medykamentów - nie gdy nieopodal czaiła się ona… dumnie stojąca w zagłębieniu przy Grzmiącej Ścieżce. Brudna woda sięgała jej do połowy nóżek.
Co w takim miejscu robiła kaczka? Nie dostrzegła kocura, który to znalazł się w jej pobliżu... może medyk skusi się spróbować złapać taki kąsek, nim znów skupi się na szukaniu medykamentów?
Wiedział, że musi się spieszyć, jednak jeśli już tu przyszedł, mógł przyczynić się do dobra Klanu w inny sposób. Przyjął pozycję łowiecką, pamiętając, by nie pokazywać się przed oczami. Skrywał się więc za drzewami i rozmaitymi krzewami, byleby pozostać niezauważonym. Gdy już uznał, że jest wystarczająco blisko, wybił się z tylnych łap i lecąc w kierunku kaczki, starał się albo zabić ją od uderzenia sił, albo zabić ją szybko pazurami w głowę.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Oto medyk idealny! Poszuka medykamentów, a jak będzie potrzeba - to i złapie zwierzynę. I to jaką! Kaczka nie była byle jaka! Była jednym z większych ptaków na stosie zwierzyny, na pewno prezentowała się okazale. Poeta podszedł do kaczki bez zbędnych komplikacji, skoczył ku niej i… cóż, plan z szybkim uśmierceniem kaczki nie do końca się powiódł, bowiem przewrócona kaczka wydała z siebie dość głośne dźwięki, dziabnęła medyka w nos i dopiero wtedy udało się ją uśmiercić - mocnym kłapnięciem w szyję.
Ważne jest to, że już nie żyje i będzie mogła pożywić jakiś pyszczek. Faktycznie, kłapnięcie go zabolało, ale nie grało to większej roli. Nie krwawił. To się liczyło. Z tą myślą zakopał zwierzę i oznaczył je później kamieniem, aby wiedzieć, gdzie go szukać gdy będzie wracać. Następnie wyruszył dalej. Szukał ziół, ślazu i wrotyczy. W tym się nic nie zmieniło.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek