Może sytuacja byłaby prostsza gdyby Bączkowa Łapa i Łabędzia Gwiazda chcieli tego samego. Rozbieżność interesów nieco jednak komplikowała ucieczkę przed starszym dwunogiem. Wicie Wichrzaka nie przyniosło upragnionego skutku – chwyt na karku nie zelżał, a Bączek za wiele do gadania nie miał odnośnie tego dokąd się wybierał. A wybierał się jak najdalej od pani starszej, która była niezwykle zmotywowana do podążania za nimi, ku rozpaczy Łabędzia najprawdopodobniej. I być może faktycznie nastawianie się na najgorsze było słusznym podejściem, bo dopiero gdy niebieski point zasyczał, zatrzymała się w miejscu. Coś mówiła do towarzystwa, ale przerwała głośna melodyjka. Wyciągnęła płaski kamień ze swojego futra i zaczęła z nim rozmawiać. Ogólnie dużo dziwnych rzeczy do przeprocesowania dla kotków, które nigdy nie spotkały się z cywilizacją wcześniej.
Finał był taki, że staruszka zawróciła do swojego potwora, chcąc zdążyć na film. Niezbyt klimatyczne zakończenie z jej strony, ale kotki chyba nie na fajerwerki liczyły tylko na święty spokój? Co prawda każdy z uczestników oczekiwał jego innej definicji, ale to już ich problem.
Bączkowa Łapa: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 5 | HP: 36-1=35/65 | W: 40-5=35/45
rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na karku
rana 2. stopnia: proste złamanie prawej przedniej łapy
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym boku, krwawi, -1hp do końca akcji MG
Łabędzia Gwiazda: lvl: 7 | S: 18 | Zr: 17 | Sz: 10 | Zm: 12 | HP: 77-1=76/90 | W: 25-3=22/70
- celność obniżona o 1 z racji spadku W
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym barku, krwawi, -1hp do końca akcji MG
od następnej tury celność obniżona o 3 z racji spadku W
Coraz silniejsze podrygi terminatora sprawiały, że gdyby tylko zęby Łabędzia nie były zajęte trzymaniem upartej, ruchliwej pchełki, zazgrzytałby nimi z frustracji. Bądź co bądź, jednoczesne siłowanie się, nawet z kimś młodszym, słabszym i, co więcej, rannym, oraz dbanie o to, by nie zostać zaatakowanym przez dwunoga, było co najmniej kłopotliwe i z pewnością nie było czymś, na co point mógł jakkolwiek przygotować się zawczasu.
Co jeżeli zmuszony będzie ich bronić? Co jeśli nie, ale młodziak i tak wyślizgnie się z jego uścisku? Jakie mieli szanse przeciwko chcącemu porwać (bądź skrzywdzić) ich dwunogowi? Te i więcej pytań piętrzyło mu się w głowie. Serce waliło jak dzwon, z pyska wydobył się kolejny syk — jednak okazało się, że niepotrzebnie, pierwszy wystarczył do zastopowania zapędów pani starszej. A później stało się coś niezrozumiałego: głośny dźwięk i totalne wycofanie się przeciwnika. Rzeczniak, słysząc dzwonek, docisnął siebie i Bączkową Łapę bardziej do ziemi; pozostał w tej pozycji jeszcze nawet po warczącym odejściu potwora z dwunogiem w środku, zastygły w niedowierzaniu.
Gwiezdny Klan nad nimi czuwał... i to od początku tej chorej akcji.
Akcji, której Łabędź nadal nie do końca rozumiał, lecz dochodzenie do ciągów przyczynowo-skutkowych zostawił sobie na kiedy indziej. Nie luzując chwytu na skórze Wichrzaka, lekko krzywiąc się z bólu pomaszerował ku granicy z sąsiednim Klanem. A tam, bardziej lub mniej po dobroci, zamierzał poczekać z burym na najbliższy wichrowy patrol, aby pokrótce przekazać informację o tym, co zaszło, a ponadto upewnić się, że kocurek nie postanowi na przykład doczołgać się z powrotem do Grzmiącej Ścieżki, kiedy tylko spuści się z niego czujny wzrok.
Rozmów już nie próbował. Całe siły — fizyczne i mentalne — skoncentrował na utrzymaniu go w bezpieczeństwie. Wbrew jego woli, najpewniej.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Bączek pragnął wolności, która jawiła mu się w znajdującej się niemal na wyciągnięcie łapki śmierdzącej ulicy. Ta jednak była coraz dalej, ku ogólnej frustracji młodocianego uciekiniera i nawet zbliżający się osobnik co to z auta wylazł, niezbyt go obchodził, bo równie dobrze mogli go zabrać i też by było to jakimś rozwiązaniem. Wszelkie nadzieje i pragnienia Bączka zostały jednak perfidnie ukrócone, gdy staruszka zwyczajnie sobie poszła, bo najwyraźniej wszystko było przeciwko młodemu Wichrzakowi, jakby coś, a bardziej k t o ś usilnie chciał go przy życiu przytrzymać, chociaż on nie rozumiał po co.
Wcześniejszy słodki smak adrenalinki zniknął bezpowrotnie, a zastąpił go ból promieniujący z łapki, a Bączkowi przez to odechciało się aż tak walczyć, czasem tylko wierzgnął bezsilnie, gdy widział, jak coraz bardziej oddalają się od jego celu. Najwyraźniej nie miał też co liczyć na to, że po odprowadzeniu do granicy kocur zostawi go w spokoju, bo nadal go trzymał, a młodemu pozostało tylko fukać w niezadowoleniu, i zostało mu tak aż do przybycia patrolu, a na groźby, że "jego matka się o wszystkim dowie" odburknął tylko tyle, że on przecież nie miał matki.
Wyprawa na Grzmiącą Ścieżkę zakończyła się niepowodzeniem, ale musieliby go chyba gdzieś go zamknąć, żeby nie próbował znów kiedyś tam dotrzeć. I może miałby więcej szczęścia i nikt by mu nie przeszkadzał.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Minóg nawet nie zauważa momentu, w którym jego łapy przekraczają granice Klanu Rzeki, ale przyjmuje tę zmianę bez większych obiekcji. Nie jest przecież na patrolu, to nie tak, że robi coś złego i wymiguje się od obowiązków. Spaceruje, zwiedza tereny, które zna jak własne futro. I gdzieś w trakcie tej nieplanowanej wycieczki dociera na wysokość terenów sąsiadów, ale idzie wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, więc zmiana ta nie zostaje odnotowana. Ogólnie wiele umyka Minogowi w ostatnim czasie, jak tak się teraz uczciwie zastanowić. Czas przelewa się przez łapy, dziury w pamięci wydają się większe niż zwykle, nie jest w stanie przypomnieć sobie czym zajmował się wczoraj, ani kiedy ostatnio zabrał swojego terminatora na trening. Kiedy ostatnio w ogóle widział swojego terminatora. Terminatorów. Było ich dwóch, prawda? Może trzech? Jeśli trzech to nie był w stanie skojarzyć imienia. Maszeruje więc asfaltem, starając się skojarzyć cokolwiek.
//Korzeń
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie bardzo wiedział, czy powinien reagować, gdy zobaczył jakąś postać idącą poboczem ścieżki, miał swoje własne plany i roboty dzisiaj, a zauważył tę postać dosłownie kątem oka, gdy patrolował granicę. Wysłał chwilę wcześniej Księżycowy Wzgórze do obozu, której ewidentnie się spieszyło, by kogoś zobaczyć, a raz na jakiś czas mógł ustąpić komuś takich drobiazgów, sam nie miał aktualnie po co wracać.
Nie dawało mu to jednak spokoju, a gdy jego oczy spostrzegły jak w bardzo opłakanym stanie jest dziwny kot to tymbardziej nie umiał przejść obojętnie. Podchodząc bliżej wyczuwał jedynie mocny zapach ziół i samej ścieżki ludzi. Zbierało mu się to w płucach i wyobraźnia przypominała mu o szeleszczącym opakowaniu, którego tak dawno już nie widział.
– Hej… potrzebujesz pomocy? – zapytał delikatnie, nie chcąc wystraszyć potencjalnego… no właśnie.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Minóg maszeruje w głębokim zamyśleniu i Przodkowie muszą go mieć w opiece, że Grzmiąca Ścieżka jest dzisiaj taka spokojna, bo jak nic ryzykowałby zawałem. Już nawet delikatne pytanie z przeciwnej do asfaltu strony go zaskakuje na tyle, że Rzeczniak podskakuje lekko. To jest – jak ofiara czkawki, a nie totalnie spłoszony kot. Rozbiegane spojrzenie stara się skupić na nieznajomym, a na dwukolorowy pysk już wkrada się sympatyczny uśmiech, chociaż nie sięga jeszcze pod oczy jak to ma w zwyczaju.
– Ha, nic podobnego, przyjacielu, skąd ten pomysł? – oferuje wesoło, chociaż bez przekonania. Może faktycznie potrzebuje pomocy, ale to nic takiego czym wypada kłopotać sympatycznych nieznajomych!! Nie żeby byli w stanie pomóc i tak.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wesoła odpowiedź byłaby w stanie pewnie zmylić Korzenia, ale grobowa atmosfera jaka się między nimi rozchodziła jakoś w ogóle go nie przekonywała. Szczerze mówiąc widział ten wyraz pyska już gdzieś i chyba były to kałuże z jego własnym odbiciem. Zagubienie?
– Zgadywałem – odpowiedział łagodnie z przyjaznym uśmiechem. – Może chciałbyś najpierw zejść z Grzmiącej Ścieżki, a potem ze mną porozmawiać? – zapytał spokojnie nie chcąc spłoszyć kocura przed sobą. Śmierdział strasznie, ale nawet pod tym wszystkim potrafił wyczuć delikatny i bardzo dziwnych rybi smród, więc drogą dedukcji domyślił się, że szylkret należał do klanu Rzeki. Trochę się obawiał, że go wygnali i teraz pałętał się po ludzkiej drodze przez stratę rodziny i klanu, a nie brzmiało to wcale dobrze.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ach, no jest taka możliwość faktycznie. – zgadza się, bardziej do siebie niż do niespodziewanego towarzysza, zastanawiając się nad tym przez momencik. Czy to faktycznie mógł być zupełnie losowy strzał? Ile kotów w pierwszym odruchu obstawia coś takiego? I tym podobne pytania, nim zostaje sprowadzony na ziemię. Patrzy pod swoje łapy ze zdziwieniem, jakby faktycznie spodziewał się tam ujrzeć klasyczne dla tej pory błoto, a nie asfalt. – O. Nie ma sprawy, przyjacielu, mogę zejść. Ale nic się nie bój, Grzmiąca Ścieżka śpi dzisiaj. Nie natrafiłem na żadnego potwora dotychczas. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo takiego ryku jak to one potrafią, to nie da się zignorować. – rozgaduje się, schodząc na pobocze, a gdy już ma pod łapami trawy, rzuca zaciekawione spojrzenie w stronę szarego kocura. – A o czym takim chciałeś porozmawiać, przyjacielu?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Skinął delikatnie głową nadal się uśmiechając, by nie wzbudzać większych podejrzeń, bo naprawdę nie chciał aby się okazało, że były rzeczniak nagle ze stresu lub smutku rzuci się pod nadjeżdżający samochód.
– Nie ma co ryzykować, prawda? – zapytał tak-jakby-żartobliwie, bo do śmiechu mu nie było ani trochę, nie potrzebował drugiej sytuacji podobnej do Nietoperzowego Nieba, na pewno miał i tak dużo szczęścia, że nie uczestniczył w tym wszystkim ciałem, a jedynie początek zajścia widział. – O tym jak się czujesz i dlaczego spacerujesz sam, przyjacielu – odpowiedział szczerze, chcąc nadać swojemu głosowi bardziej przyjazny i bezpieczny ton, który by nie wskazywał na delikatny podstęp? Tak można by to nazwać, w końcu chciał niepostrzeżenie wyciągnąć informację od szylkreta, tak by ten nie zrobił nic głupiego.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Och, oczywiście, że nie. Chociaż często jestem zmuszony, więc chcąc nie chcąc obeznałem się już lepiej z Grzmiącą Ścieżką i zwyczajami Potworów. No i zdecydowanie Gwiezdni nade mną czuwają ilekroć stawiam na niej łapy, za co im jestem wdzięczny. – spogląda krótko w zachmurzone niebo z uśmiechem. To jak nic staruszek Potężny Strumień pilnuje by nic go nie potrąciło. Tylko pytanie kto się tym zajmował przed śmiercią dziadka? Kto czuwał nad Minogiem?
– A w porządku, przyjacielu. Co prawda bywało lepiej, ale narzekać nie mam na co, dziękuję za troskę. A czemu sam spaceruję... tak wyszło. – wzrusza barkami. Nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, wiele kotów udaje się na samotne przechadzki, przynajmniej w Klanie Rzeki. – Ale mógłbym spytać o to samo przyjacielu, bo i przy tobie nie widzę innego towarzystwa. Jak się czujesz i czemu spacerujesz sam?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie pierwszy raz na Grzmiącej Ścieżce? I to jest… zmuszony? Co to w ogóle znaczyło? Nie bardzo Korzeń wiedział jak zrozumieć tę wypowiedź… no bo jak to interpretować? Ktoś mu groził? Chociaż spokój w głosie rzeczniaka trochę sprawiała, że kocur był już na tyle zagubiony, że nie miał nawet jak się powoli sprzeczać. Czyżby źle odczytał całą tę sytuację?
– Och… czuję się… ogólnie w porządku? – Niepewność w głosie. – Przy Grzmiącej Ścieżce zawsze czuje się gorzej, ale to już inna sprawa. – Przynajmniej już nie rzygam jak tylko poczuję jej zapach, pomyślał sobie. – Przed chwilą powiedziałem, że przejmę dalszy patrol sam i pozwoliłem znajomej uciec do obozu, bo się jej spieszyło. Mi się nigdzie nie spieszy. Nic szczególnego na mnie nie czeka w obozie – odpowiedział z delikatnym uśmiechem. Jasne, miał ogromną rodzinę, z którą mógłby porozmawiać albo zjeść coś z nimi, czy nawet podejść do Oriona o ile był i zająć mu głowę jakimiś tematami, ale… żeby tak ktoś na niego wyczekiwał? Nie. Nie było kogoś takiego. Brakowało mu w takich momentach kogoś jak Orła, ale czy nie było to samolubne? W końcu chciał poczuć emocje, które dałyby mu trochę dopaminy, ale nie szczególnie myślał o samej miłości w takich momentach. Khh. – Ale tak… czyli nie chciałeś sobie nic zrobić… bo tak spacerowałeś na tej ścieżce, że nie wiedziałem na co patrzę.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Nadal trochę panikował, ale skoro obiecał siostrze podpatrzenie paru potworów, to kim był, żeby tę obietnicę złamać? Trochę zwlekał, trochę czasu minęło, ale jak mus, to mus. Miał nadzieję, że ta w nagłym porywie brawury nie rzuci się na jakiegoś potwora, nie skoczy na niego, nie podejdzie za blisko, by ten po niej nie przebiegł. Ale z drugiej strony - ona też obiecała. Obiecała mu, że będzie ostrożna i nic się nie stanie, bo będzie na siebie uważać. Skoro on dotrzymał słowa i tu był, to ona też powinna, prawda?
Zaczepił siostrę w obozie, gdy tylko ją zobaczył, a następnie zaproponował wielkodusznie, by się tam przeszli właśnie dziś, a gdy ona się zgodziła, to ruszył przed siebie, acz nieco sztywno, poruszając ogonem na boki w geście zestresowania. Tylko słyszał je z oddali do tej pory, może trochę czuł spomiędzy drzew, ale nigdy ich nie widział i szczerze? Bał się.
- Zestresowana? - zagaił w pewnym momencie, jeszcze nim doszli. Wszak może była podekscytowana, ale w jakiś sposób zestresowana? Może tym, że potwory nie spełnią jej oczekiwań, albo że żadnego nie spotkają?
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
W przeciwieństwie do niego Mżawka w ogóle nie panikowała. Wręcz przeciwnie. Kotka aż tryskała pozytywną energią, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu zobaczy te słynne potwory, o których już tyle słyszała. Dlatego kiedy w końcu wybrali się w drogę, Mżawka niemal podskakiwała idąc wraz z bratem.
– Hm? Nie. Chyba nie. – Przecież wszystko układało się wręcz świetnie! Wkrótce mieli zostać wojownikami (jakże ironicznie byłoby, gdyby umarli dzisiaj przed tą ważna chwilą), pogoda była coraz lepsza, a ona mogła w końcu zobaczyć potwory. Czym miałaby być zestresowaną? Hm... No chyba tym, że żadnego nie zobaczą. Albo, że jakiś ich zaatakuje, co wydawało się mało prawdopodobne, ale chyba zawsze istniały jakieś szanse. Lub co gorsza, potwór mógłby zaatakować tylko jej brata, a nawet jeśli tego nie okazywała, to byłaby gotowa rzucić się na potwora, gdyby tylko postanowił zrobić coś Strumykowi. Jej rodzeństwa nikt nie miał prawa męczyć. Poza nią samą. No dobrze. Może teraz, gdy zaczęła o tym nieco dłużej myśleć, to rzeczywiście miała powody do stresu. Szczęśliwie jeszcze go nie odczuwała. Nie była natomiast pewna, czy to samo mogła powiedzieć o swoim bracie. – A ty? Pamiętaj, nie będziemy się do nich zbliżać. I obiecałam, że będę się zachowywać odpowiedzialnie. – Żadnego zbliżania się do potworów, skakania na potwory, wskakiwania do potworów, czy też robienia czegokolwiek z potencjalnie wychodzącymi z samochodów dwunogami. Innymi słowy złożyła obietnicę i zamierzała się jej trzymać.
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
Zazdrościł siostrze podekscytowania i podejścia do tematu, bo on czuł, jakby miał zaraz zwrócić posiłek, który zjadł rano, a najlepiej jeszcze ten wczorajszy i przedwczorajszy, jakby się dało. Starał się nie okazywać zdenerwowania, nawet opanował swoje łapy, by iść prosto i by się nie trzęsły przeraźliwie, natomiast nie mógł uspokoić ogona bujającego się na boki. Wyobrażał sobie niezliczone scenariusze tego, co mogło pójść nie tak, nawet jeśli Mżawka, jak obiecała, nie rzuci się nagle do przodu, w kierunku potworów.
- Ja czuję jakbym połknął coś wyjątkowo dużego, co nie chce mi przejść przez gardło. Albo jakby serce się próbowało przez nie wydostać - przyznał niechętnie. Nie było sensu zgrywać nieustraszonego, bo po pierwsze już poprzednio przyznał się Mżawce, że nie podoba mu się ta sytuacja, a po drugie bał się, że gdy już dojdą na miejsce, to jego podstępne ciało i tak go zdradzi, już teraz ledwo powstrzymywał się od ukazywania zdenerwowania w inny sposób niż tym wstrętnym ogonem. - Mam... wrażenie, że mimo wszystko duże może pójść nie tak. Co, jeśli jakiś skręci nagle w naszą stronę, mimo wszystko? Co, jeśli nas pożre? Co, jak coś innego się wydarzy, nie wiem w sumie co, ale... mam po prostu złe przeczucia - przyznał po prostu.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Oj... Ojej. A więc Strumyk rzeczywiście mocno się denerwował. Chyba zrobiło jej się nawet nieco głupio. To znaczy dalej uważała, że powinni tam iść, dalej strasznie chciała tam iść i dalej zdecydowanie tam szli, ale teraz zaczęła się nieco o niego martwić. A co jeśli spanikuje na widok potworów i to on zrobi coś głupiego? Chyba trzeba było wziąć sprawy w swoje łapy. Kotka nagle traciła brata łbem po przyjacielsku.
– Za bardzo się martwisz wiesz? Przecież wszystko będzie w porządku. Będziemy stali w odpowiedniej odległości, więc jeśli jakiś nagle skręci w nasza stronę to po prostu uciekniemy, dobrze? Z dystansu będziemy mieli czas. Jak miałby nas pożreć? Przecież one nie pożerają kotów. Jedynie przebiegają po nich, a my będziemy stali daleko, więc nie będzie to problemem, tak? Hm... A może... A gdybyśmy tak znaleźli jakieś drzewo, na które byśmy weszli? Tak by być jeszcze dalej od nich.