Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Miała pszczoły? PSZCZOŁY?! Wiewiórczy Ogon jak zawsze był hipokrytą. Patrzył tylko na siebie. Nie słuchał tego, co się do niego mówi, zamiast to zrobić. I ZROZUMIEĆ. Zawsze chciała zginąć w walce - w uczciwej walce, nie walce z TCHÓRZAMI, którzy boją się o swoje zapchlone zady na tyle, żeby bać się przyjść w pojedynkę. Bo jeszcze umrą, i co wtedy będzie. Najlepiej bawić się w nierówne walki, tak, żeby nie było żadnego ryzyka.
Cokolwiek można było o niej powiedzieć, ona przynajmniej nie bawiła się w zwoływanie znajomków, tak, jak robili to klanowi tchórze. SAMA dokonała swojej zemsty. I była z tego DUMNA. - Sam masz PSZCZOŁY. ŚLEDZIŁAM ZDRAJCĘ. CIENIŚCI MNIE NIE OBCHODZĄ - warknęła jedynie. Mógł zyskać święty spokój na granicach i brak samotników w pobliżu, ale zamiast tego zostawił dwa mocno zakrwawione ciała przy klanowych terenach - a przecież był sezon na szczury. I dziwną sytuacją byłoby, gdyby takowe się nie zjawiły. - NIE PODŁAZIŁAM DO WASZEJ GRANICY - to była jawna głupota i hipokrytyzm. Głupio usprawiedliwiali to, że chcieli zabijać, zamiast po prostu stwierdzić, że chcieli ją zabić. Oszukiwali nawet samych siebie.
Nie, żeby stała ot tak, kiedy otrzymała cios. W momencie, w którym poczuła uderzenie - silne, owszem, ale nie tak silne, jak to, które zadała dama. Takiego niby silnego mieli zastępcę? Warknęla głośno, czując rozrywający ból i krew tryskającą jej z głowy i natychmiast zamachnęła się łapą, celując w to same oko Bezsennej, co ostatnio. Liczyła na to, że nawet, jeśli chybi, to przynajmniej uderzy tam, gdzie ostatnio, pogłębiając wcześniej zadaną ranę - no, chyba, że nie, to trudno. Córka przywódcy i tak miała już pamiątkę - a gdyby nie była takim żałośnie tchórzliwym tworem. Jednocześnie drugą łapą ( oczywiście mając nadal wysunięte pazury ) spróbowała zamachnąć się w kierunku Wiewiórczego Ogona. Umrze, ale umrze w walce - i nie będzie tchórzem takim, jak rudy i srebrna.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Cienistemu zastępcy nie sprawiło większego problemu dopadnięcie do wygnanej z klanu kocicy i chwilowe zaciśnięcie szczęk na jej szyi, na co natychmiast zaczęła się sączyć krew, a samotniczka poczuła ostry ból. Zaraz jednak puścił, chociaż wciąż był bardzo blisko czarnej szylkretki. Bezsenna Noc w zasadzie była tu tylko ozdobą, ale tym razem chociaż lekko obiła swoją przeciwniczkę tak, że tą nieco zabolało, ale nie znaczyło to wiele w porównaniu do obrażeń, jakie samotniczce zadawał rudy kocur. Ryk z kolei z jakiegoś powodu usiłowała podnieść obie przednie łapy naraz i machnąć nimi w różne strony, ale ostatecznie nic jej z tego nie wyszło i nikogo nawet nie dotknęła, a zamiast tego straciła równowagę.
Ryk: S: 14 | Zr: 14 (16) | Sz: 2 (4) | Zm: 5 | HP: 66-17-4-3=42/81 | W: 21-3=18/49
» rana 0. stopnia: nieznaczne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» rana 2. stopnia: głębokie ślady po pazurach ciągnące się ponad prawym okiem do boku głowy, krwawi (w tej kolejce -3 HP, w kolejnych po -2 HP) + obniżenie celności o 2 na dwie kolejki z powodu krwi zalewającej oko [ 1/2 ]
» rana 2. stopnia: głębokie, ale niezbyt rozległe, ślady po zębach po prawej stronie szyi, krwawi (w następnej kolejce -3 HP, w kolejnych po -2 HP)
» celność obniżona o 2 z powodu spadku W
» od następnej kolejki celność obniżona o 4 z powodu spadku W
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 z powodu walki 2:1
» wykorzystane przerzuty: 3/3
Bezsenna Noc: S: 18 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 62-3=59/80 | W: 43-3=40/50
» rana 2. stopnia: głębokie ślady pazurów ponad nosem i lewym okiem, krwawi (w tej kolejce -3 HP, w kolejnych po -2 HP) + obniżenie celności o 2 na dwie kolejki z powodu krwi zalewającej oko [ 1/2 ]
» wykorzystane przerzuty: 3/3
/ Nie liczę drugiego ataku Ryk z uwagi na realizm sytuacji (atakowanie jednocześnie dwiema przednimi łapami naraz bez podnoszenia się na tylnych + Bezsenna znalazła się teraz z boku).
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór jedynie przewrócił oczami, słysząc słowa Ryk. No tak, przecież nie stała bezpośrednio przy granicy z klanem cienia, więc nie ma sprawy, wcale nie znajdowała się blisko niej. To takie oczywiste. Kocur się nie zdziwił, córka Drapiącego Gardła nie zmądrzała ani trochę. Aż dziw bierze, że przeżyła tyle księżyców w lesie całkiem sama. Że nie zdenerwowała wcześniej nikogo na tyle, by ten się jej po prostu pozbył. No ale dzięki temu to rudzielec mógł tego dokonać. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Kocurowi udało się bez niemalże żadnych przeszkód dorwać się do szyi przeciwniczki i wbić w nie swoje kły. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że Bezsenna Noc była właściwie bezużyteczna, skupił się bardziej na swoich sukcesach.
Gdy samotniczka straciła uwagę, cienisty zastępca spróbował ponownie dorwać się do jej szyi, najlepiej w to samo miejsce i jeszcze raz mocno zacisnąć na niej zęby. Tym razem jednak nie chcial od razu puszczać. Chciał ją mocno przytrzymać.
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Cokolwiek paplała Ryk - zdawało się nie trafiać do uszu srebrzystej kotki. Wiewiórczy Ogon zdawał się radzić sobie sam znakomicie, podczas gdy to ona dostawała razy od zbuntowanej byłej terminatorki. Wciąż jednak, nie przeszkadzało jej to. Kiedy zastępca rzucił się znowu do gardła Grzmiącej Łapy, córka Wężowej Gwiazdy postąpiła podobnie do niego - spróbowała ponowić atak na to samo miejsce, znowu celując łapami w odsłonięty bok przeciwniczki, chcąc rozciąć skórę pazurami i zrobić jej... cokolwiek.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Ryknęła głośno, czując, jak kły Wiewiórczego Ogona rozrywają jej szyję. Nie przeżyje. Zginie z łap kota, którym gardziła najbardziej - ale nie bez zemsty. Jego Jesionowa Skorka leżała z kawałkiem wygryzionego gardła, kocięta uważały go za śmiecia, nawet lafirynda, którą zaliczył z dwa razy uważała go za frajera i żebraka. Był nikim. Był tchórzem, który nawet nie wiedział, czym jest uczciwa walka.
Uniosła się na tylnych łapach, jedną z nich próbując ponownie zaatakować oko frajerki o kolorze zamarźniętych sików, a drugą trafić w rudego tchórza, który chciał dobrać się do jej gardła. Umrze. Ale nie odejdzie bez walki. Nie odejdzie ze starości, jak spasieni klanowicze, którzy byli zbyt głupi, żeby umrzeć jak prawdziwy wojownik - w walce. Ta walka nie była uczciwa - ha, Ryk nie miała nawet wyboru, łamiąc kodeks, którego całe życie tak przestrzegała, a który teraz musiała złamać, żeby się bronić - ale była walką. A ona nigdy nie chciała umrzeć jako stary, ogłupiały tchórz.
Nadchodził jej czas.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Ryk (na Bezsen): nieudany (0%) Atak Ryk (na Wiewióra): udany (100%) → (8+14)-(10+11)=1
Wiewiórczy Ogon, próbując dopaść do poprzedniej rany, nie tylko ją nieznacznie pogłębił, ale i rozerwał skórę w okolicy, powiększając całą ranę. Ryk poczuła potężną falę bólu, promieniującego na całą okolicę. Tymczasem Bezsennej Nocy faktycznie się udało drasnąć samotniczkę, ale krwi z tego nie było… a Ryk stanęła na tylnych łapach jak koń, ale nikogo nie trafiła.
Ryk: S: 14 | Zr: 14 (16) | Sz: 2 (4) | Zm: 5 | HP: 42-15-6-2-3=16/81 | W: 18-4-14/49
» rana 0. stopnia: nieznaczne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» rana 2. stopnia: głębokie ślady po pazurach ciągnące się ponad prawym okiem do boku głowy, krwawi (po -2 HP) + obniżenie celności o 2 na dwie kolejki z powodu krwi zalewającej oko [ 2/2 ]
» rana 2. stopnia: głębokie, ale niezbyt rozległe, ślady po zębach po prawej stronie szyi, krwawi (w tej kolejce -3 HP) → rana 3. stopnia: głęboka, podłużna rana po prawej stronie szyi, krwawi (w następnej kolejce -5 HP, w kolejnych -3 HP do końca walki i po -1 HP do zatamowania przez Medyka)
» rana 0. stopnia: draśnięcie na boku
» celność obniżona o 4 z powodu spadku W
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 z powodu walki 2:1
» od następnej kolejki statystyki obniżone o połowę
» wykorzystane przerzuty: 3/3
Bezsenna Noc: S: 18 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 59-2=57/80 | W: 40-3=37/50
» rana 2. stopnia: głębokie ślady pazurów ponad nosem i lewym okiem, krwawi (po -2 HP) + obniżenie celności o 2 na dwie kolejki z powodu krwi zalewającej oko [ 2/2 ]
» wykorzystane przerzuty: 3/3
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór i tym razem nie miał najmniejszego problemu z tym, by wykonać atak wedle swych planów. Złapał Ryk dokładnie w to samo miejsce i nie dość, że udało mu się rozerwać trochę skóry, to jeszcze zdołał pogorszyć wcześniej zadaną ranę. Wybornie.
Teraz, gdy trzymał kocicę w swych szczękach, nie zamierzał puszczać. Spróbował jeszcze raz mocno zacisnąć zęby i ewentualnie lekko poruszać głową, by w końcu ją dobić. I tak już nie miała szans na przeżycie, a wbrew pozorom, pomimo całej tej pogardy, nie chciał, by walka ta trwała dłużej, niż było to konieczne. Po co się biedulka miała męczyć i wykrwawiać, jak można jej było oszczędzić cierpienia.
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Gwiezdny Klanie za co. Czyżby zapomniała o jeden raz za dużo podziękować za upolowaną piszczkę? Bo fortuna najwyraźniej w całej tej walce skoncentrowała całą swą przychylność na Wiewiórczym Ogonie, pozostawiając ją samą z pustymi łapami, które odbijały się od celu bez echa, co najwyżej łaskocząc. Kocica jednak nie zrażała się i kiedy Ryk zaczęła wymachiwać tymi swoimi łapami, jednocześnie stając na tylnych łapach, wojowniczka zareagowała natychmiastowo. Skoro tamta odsłoniła brzuch, to nie było co zwlekać i marnować okazji - córka Piorunopręgiej rzuciła się do przodu z zębami, chcąc złapać za miękkie podbrzusze i szarpnąć, by rozerwać skórę.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Ból rozerwał gwałtownie cały jej policzek, ale nie zamierzała krzyczeć. Nie. Nie da im tej satysfakcji. Nie miała szans, a Bezsennej Nocy została jedynie durna blizna, bo była tchórzem. Tchórzem, który nie potrafił nawet sam stanąć do walki. Musiał tylko chować się za bandą swoich przydupasów. Za głupim klanem, który wiecznie chronił jej kościsty zad.
Świat zaczynał robić się niewyraźny, a dużą jego część przykrywała krew. Czuła na gardle szczęki frajera, który nie potrafił nawet postawić się swojej partnerce. Dwoje wartych siebie dzieciorobów. I kotka, która złamała kodeks, atakując członków własnego klanu. Kotka, która nadal była wojowniczką.
Ostatnim wysiłkiem spróbowała sięgnąć łapami w kierunku oka srebrnej, która nie umiała nawet dobrze atakować, chcąc pogłębić zadaną jej wcześniej ranę, byleby tylko pokazać, że wszystko ma swoją cenę, jednocześnie drugą łapą próbując odepchnąć się od rudego szczyla.
Bo przecież nie tak miało być.
Bo przecież się starała. Bo przecież nauczyła się ciszej mówić, żeby być lepszą klanowiczką. Bo przecież nie jej winą było to, że jej mistrz okazał się pedofilem. Bo nie jej winą było to, że kolejny mistrz nie chciał się nawet z nią dogadać. Że z góry zakładał, że nie chciała się uczyć - bo chciała. Nie jej winą było to, że wyrzucono ją z klanu. Była mu lojalna. Bezwzględnie. Tak samo, jak kodeksowi. Nawet Jesion zabiła tylko dlatego, że ta zaczęła się bronić i drzeć. Bo broniła ciała Markiza, które należało do niej.
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Atak Wiewióra: słaby (50%) → (12+23)-(16+6)=13 → 13x0.5=6
Atak Bezsen: udany (100%) → (19+18)-(14+6)=17
Tym razem Cienistemu zastępcy się średnio powiodło: nie polepszył swojego chwytu, ani nie pogłębił jeszcze bardziej krwawiącej obficie rany, z której krew skapywała mu na pysk i podgardle. Zamiast tego puścił i nieznacznie tylko drasnął zębami skórę trochę bardziej w bok. Za to Bezsenna Noc w końcu się popisała i wbiła zęby w podbrzusze wygnanej kocicy. To było już za dużo dla ciała Ryk: tak obfite krwawienia z ważnych tętnic doprowadziły do tego, że kocica po prostu straciła przytomność. Nie była w stanie dłużej utrzymać otwartych powiek, a ból promieniował teraz nie tylko z szyi, nie tylko sponad oka, ale też z brzucha… i przewaliła się ciężko na ziemię. Z jej ciała uleciało życie, i tylko Gwiezdnym pozostawało osądzić, czy będzie dane jej zobaczyć Srebrną Skórkę, czy może Ciemny Las, gdy otworzy oczy ponownie.
Ryk: S: 7 (14) | Zr: 6 (16) | Sz: 2 (4) | Zm: 5 | HP: 16-6-17-2-5=ŚMIERĆ/81 | W: 14/49
» rana 0. stopnia: nieznaczne obicie boku
» rana 0. stopnia: wyrwana sierść z szyi
» rana 2. stopnia: głębokie ślady po pazurach ciągnące się ponad prawym okiem do boku głowy, krwawi (po -2 HP)
» rana 3. stopnia: głęboka, podłużna rana po prawej stronie szyi, krwawi (w tej kolejce -5 HP, w kolejnych -3 HP do końca walki i po -1 HP do zatamowania przez Medyka)
» rana 0. stopnia: lekkie draśnięcie zębami po prawej stronie szyi
» rana 2. stopnia: średnio głębokie ślady po zębach na podbrzuszu, krwawi
» rana 0. stopnia: draśnięcie na boku
» celność obniżona o 4 z powodu spadku W
» Zręczność i Szybkość obniżone o 2 z powodu walki 2:1
» statystyki obniżone o połowę
» wykorzystane przerzuty: 3/3
Mistrz: Węglowe Gardło Płeć: kotka Matka: kto Ojciec: nie znam
Spora, jednolicie czarna, złotooka kotka. Przeważnie ma obojętny lub niezadowolony wyraz pyska, niemal zawsze jest w ruchu - jeżeli się nie przemieszcza, to na pewno będzie tłukła ogonem o podłoże albo przebierała łapami.
Kim ona właściwie jest? Czy tą pewną siebie kotką, żądną przygód i beztroską, nieprzyjemną w obyciu i gniewną, którą eksponuje na codzień... czy może raczej tym niekochanym kociakiem, który siedzi gdzieś w środku? Jedno jest pewne. Szerszeń jest spragniona uwagi innych, chce podziwu i akceptacji, życzy sobie, by ktoś ją doceniał i w nią wierzył, bowiem tego wszystkiego nie dostała nigdy od rodziców. Bywa w tym roszczeniowa. Nigdy nie miała żadnego autorytetu, jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, więc łatwo wytrącić ją z równowagi, a okazywane przez nią emocje sprowadzają się do gniewu i frustracji. Nie jest zbyt bystra, zawsze szybciej zrobi, niż pomyśli, jest skora do bójek, co widać było już od pierwszych księżyców jej życia. Nieco burkliwa i szorstka. Powoli uświadamia sobie, jak ważny jest Klan i bycie dobrym wojownikiem, a jednocześnie oddala się od rodziny - więzy krwi to za mało, by uznać kogoś za godnego jej uwagi. Najczęściej myśli o sobie, tylko za Trzmiela gotowa by była oddać życie. Już teraz niechęcią darzy inne klany, mimo iż jej własny nie ma wiele do zaoferowania.
Była wściekła.
Nie zrozumcie mnie źle: Szerszeń bardzo często była wściekła. Ba, może była taka już w łonie matki? Na pewno bywała wściekła za życia, ale i podczas umierania, bo do jej śmierci nie powinno dojść, nie wtedy, nie w taki sposób, a nawet po swojej śmierci, gdy patrzyła na stan klanu Gromu za czasów karykaturalnego przywódcy, albo gdy ktoś wyjątkowo irytujący starał się z nią prowadzić rozmowę na Srebrnej Skórce i narzucać jej swoje poglądy. Ale też… jej wściekłość budziła się, gdy patrzyła na to, czym stał się ten zepsuty dzieciak, dzieciak, którego URATOWAŁA, na litość Gwiezdnych, od dwunogów, do których nie chciał wracać, dzieciak, dla którego złamała nakaz przywódczyni, która nie chciała go przyjmować do klanu. I SŁUSZNIE go nie chciała przyjmować, bowiem wyrósł na zwykłe ścierwo, które nie respektowało klanowych zasad i zostało wygnane. Włóczył się przez całe księżyce, by jednak powrócić, nie wiadomo po co, w okolice klanów, by dalej wykorzystywać tę niezbyt mądrą Cienistą wojowniczkę… i by zginąć.
I dobrze.
Przez chwilę Słodkiemu Językowi towarzyszyła jedynie ciemność. Nie mógł otworzyć oczu i miał wrażenie, jakby coraz bardziej odpływał – trochę tak, jakby zaraz miał zniknąć na zawsze. Zaraz jednak poczuł, że ucisk na powiekach się rozluźnia, a i poczuł się bardziej… stabilnie. Gdy otworzył ślepia, okazało się, że znalazł się w jakimś niezbyt szczególnym miejscu, ot, na łące pod niebem upstrzonym gwiazdami, a naprzeciwko stoi czarna kocica, której futro iskrzyło nieznacznie, natomiast w złotych ślepiach miała płomień. Nie musiał jej pamiętać. Ale ona pamiętała doskonale. Jej ogon tłukł się o jej boki. Szerszeniowy Jad nie traciła czasu i podeszła do Słodkiego Języka, wbijając wzrok płonących ślepi w jego pysk.
- TY STRAWO DLA WRON – wrzasnęła tym swoim ochrypłym nieco głosem prosto w pysk kocura, wygnańca, kociaka, którego NIE zaprowadziła do siedliska dwunogów, chociaż kazała jej to zrobić sama PRZYWÓDCZYNI. Widziała w nim potencjał, potencjał na dobrego, silnego wojownika, ale on okazał się jedynie śmierdzącą mysią strawą, nad którego ciałem pobiły się dwie wariatki… A najlepsze było to, że został zabity w sposób zgodny z Kodeksem Wojownika. W końcu był spod niego wyjęty. – ZAPRZEPAŚCIŁEŚ SZANSĘ, KTÓRĄ CI DAŁAM, ODPROWADZAJĄC CIĘ NA GRANICĘ Z CIENIEM, ZAMIAST DO DWUNOGÓW! – Bez ostrzeżenia dawna Gromowa wojowniczka trzasnęła Słodkiego Języka łapą uzbrojoną w ostre pazury prosto w pysk – i nie szczędziła siły. Chciała, żeby poczuł ból… i że nie jest tu aż tak mile widziany, jak mu by się mogło wydawać. Chciała, żeby poczuł, że nikt go tu nie powita zaszczytami i jakimkolwiek szacunkiem. Bo trafienie do Gwiezdnego Klanu jeszcze nie czyniło z niego dobrego kota.
Podobnie, jak z niej.
Tyle tylko, że ona była chociaż dobrym klanowiczem. Nie została wygnana i nie została zabita jako wyjęta spod Kodeksu samotniczka, a sama przeciw samotnikom walczyła. Niemniej jednak… Słodki Język znalazł się na terenie Gwiezdnego Klanu. Więc Szerszeniowy Jad dopełni swego obowiązku.
– Srebrna Skórka czeka – wypluła z siebie pogardliwie, nie poświęcając dłużej uwagi i spojrzenia Słodkiemu Językowi, po czym odeszła.
/ No, to jeszcze ktoś po Jesion i ew. Ryk, jeżeli nie pójdzie do MGBG.
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡ that's what they told me but I don't know
Stało się dużo. Nawet bardzo dużo.
Cisowa wydała z siebie ostatni dech bardzo wiele księżyców temu. Przez cztery klany zdążyły przebiec wszystkie pory roku. A ona, ze swoimi marzeniami o byciu wojownikiem, musiała odejść. Nie było jej dane przeżyć w tym padole łez żadnej Pory Nowych Liści. Ani Zielonych Liści. Miała proste życie, bez większych ochów i achów. A jednak tak bardzo chciała żyć, iść dalej.
Ale nie mogła, przez swoje lekkomyślne wybory. I w końcu, pogodziła się ze swoim losem raz na zawsze. Zrozumiała, że tak działa świat. I wszystko ma swoje konsekwencje. Przez wszystkie te księżyce, obserwowała. Obserwowała Czosnkowy Kieł, która wymazała taką pokrakę jak ona z pamięci. Patrzyła na robaczki Motyla, całe ich życie, wzloty i upadki. Patrzyła na przenoszące się klany, patrzyła na Olchę, który ciągle piął się do góry. I nie miała już do niego żalu. Znikł, gdy ona biegała po Srebrnej Skórce. Po jakimś czasie dołączył do niej Motyl, Pchełka, Żmija, Żuczek.
Jednak, przede wszystkim, patrzyła na Jesionkę.
Jak zostawała wojownikiem, jak przeżywała nieszczęśliwe romanse, jak rodziła kocięta, by jednego stracić...a głupia, czarna szylkretka nawet nie zdążyła się z nią pogodzić. Jednak nie był czas na to. Ciężko poraniona siostra Cisowej wreszcie opadła na ziemię, po raz ostatni smakując powietrza. Nie mogła wychować Wzbierającej Łapy. I gdy zamknęła oczy...otworzyła je znów. Przed sobą miała kogoś, kogo od długiego czasu nie widziała. Bowiem stała tam czarna, zielonooka szylkretka. Uśmiechała się. Jej futro błyszczało, a wokół niej roznosiła się uspokajająca, gwiezdna aura.
- Serwus, Jesionka. Chodź - odparła wesoło, wskazując głową kierunek i prowadząc duszę buro-rudej na nocne niebo. W lepsze miejsce. Gdzie wreszcie spotka ją należyty odpoczynek. - Będzie dobrze - dodała jeszcze, na wypadek, gdyby jej siostra obawiała się o przyszłość jej, jeszcze żywych, bliskich. Los pisze najdziwniejsze scenariusze, ale najwyraźniej tak musi być.
flower without any name to call,
fell asleep all alone peacefully
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Tym razem nie poszło mu tak dobdze, jak planował, jednak nie miało to znaczenia, ponieważ Bezsenna Noc dokończyła dzieła, atakując podbrzusze czarno-rudej. Ta następnie upadła na ziemię i wypłynęło z niej życie, wraz z czerwoną posoką.
Zabił. Zabił kogoś. Nie w pojedynkę, ale zabił. I to kogoś, z kim niegdyś dzielił klan, kogo trenował, kto był jego rodziną. Kogoś, kto był głupi, nienadający się do życia w klanie, w ogóle do życia w większym społeczeństwie. Czuł się z tym dziwnie. Raz już zabił kota, jednak był to zaledwie pyskaty pieszczoch, który go zdenerwował, a że rudzielec był wtedy młody i głupi, pozwolił sobie na coś takiego. Teraz jednak był dorosły i zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił. Zdawał sobie sprawę z tego, że było to moralnie złe, aczkolwiek wiedział też, że mimo wszystko to co zrobił było dobre. Ryk już nikogo nie zabije, nikomu nie zrobi krzywdy. Było teraz odrobinę bezpieczniej.
- Idź już. Ciernisty Kwiat powinna zobaczyć tę ranę jak najszybciej. Ja zajmę się tym ciałem i zwołam pogrzeb. Patrol dokończy ktoś inny. Dobra robota. - rzekł, informując Bezsenną Noc, że sam się wszystkim zajmie. Kocica była ranna i nie było sensu, aby zostawał tu dłużej, niż było to konieczne. Sam sobie poradzi.
Jak powiedział, tak zrobił. Wywlókł ciało Ryk trochę dalej od cienistej granicy i je zakopał. Nie chciał, żeby zdrajczyni leżała blisko granic jego domu. Nie zasługiwała na to. Następnie podszedł do ciała Jesionowej Kory i dostrzegł, że... brakuje kawałka szyi. Spojrzał w kierunku miejsca, w którym pochował córkę Mrówczego Kopca i wzdrygnął się. To było niemożliwe.
Wziął ciało wojowniczki na grzbiet i ruszył do obozu. To zdecydowanie nie był dobry dzień.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Nie powiodło się... Ryk wbiła kły w jej szyję, a ona ostatkami siły, wzięła ostatni oddech. Ostatnie tchnienie. Zaraz potem obraz, jaki widziała, robił się coraz bardziej zamazany. Sylwetka jej morderczyni, zaczęła znikać z jej pola widzenia. Zamknęła oczy. Ostatni raz w tym życiu, je zamknęła. W głowie zaczęły kotłować się różne myśli. Co z Falą, która została sama w Cieniu? Co ze Szczurem, który mimo swoich wybryków, był poniekąd jej przyjacielem? Co z Olchą, który mimo swojego złego czynu, był w sercu Jesionowej? Nie wiedziała. Nie znała odpowiedzi. Zupełnie, jakby była zaszyfrowana i nie pozwalała jej uzyskać w śmierci rozkoszy, a samą rozpacz.
Otworzyła oczy.
Przez pewien moment, myślała, że to był tylko koszmar. Markiz żyje, a ona jest w swoim legowisku, wraz z córką. Myliła się. Przełknęła ślinę, machając głową z bólu, ale nie fizycznego, a psychicznego. Czarna rozpacz zawitała w jej nowe życie. Dopiero po zaledwie paru chwilach, zdała sobie sprawę, że nie jest sama. Żółtozielone tęczówki skierowała ku Gwiezdnej. Nie wiedziała jej tyle czasu... pełny obieg pór już zdążył przebiec, nim ostatni raz wpatrywała się w czarną szylkretkę.
- Cis... - powiedziała cicho, zwracając się do siostry. Była uśmiechnięta... Jesion nie wiedziała czemu. Sama czuła ogromną pustkę, jaka nastąpiła. Spojrzała na tym razem na siebie. Tak mniej więcej. Błyszczała. Jej futro błyszczało. Pisnęła z rozpaczy. Nie cieszyła się z tego. Chciała tutaj trafić... nie teraz. Nie kiedy miała córkę. Dzieci. Ktoś musiał je wychować. - Ja... - wydusiła z siebie - Umarłam... - dodała po chwili, kierując spojrzenie na córkę Drobnego Ptaka. Zaraz potem podeszła do niej powoli. Wszystko będzie dobrze. Nie wiedziała, czy to prawda. Ona póki co nie czuła się dobrze, ani odrobinę. - Przepraszam - odparła w reszcie w stronę Cisowej. Nie rozumiała dalej kontekstu swojej śmierci. Nie była nim zachwycona. - Czy ja... będę ich widzieć... stamtąd? - zapytała po chwili, zbliżając się coraz bardziej ku siostrze. Nie chciała ich opuszczać, nie wiedząc, czy będzie miała kiedykolwiek okazje na to, aby ponownie obserwować Falę, Szczura, Olchę i... resztę jej klanu.
Mistrz: i Małgorzata Płeć: kotka Matka: Piorunopręga Ojciec: Wężowooki
W Bezsennej Nocy jest coś takiego, co sprawia, że wydaje się mało powiązana ze światem rzeczywistym. Jej ruch jest delikatny, zwiewny i eteryczny - kocica zdaje się pływać po świecie, jakby nie dotykała w ogóle jego powłoki. Jej ruchy są niezwykle płynne i pozbawione siły czy mocy. Porusza się też niezwykle cicho, jakby z konieczności, by niepotrzebny dźwięk nie drażnił jej własnych zmysłów i nie budził ich do działania. Jej futro jest srebrzyste - prawdę powiedziawszy, to skóra zdjęta z jej matki, Piorunopręgiej i jedynie masa mięśniowa sprawa, że ci co znali Zazdrość mogli odróżnić jej córkę od niej samej jedynie na nią patrząc. Sen jednak powoli dogania matkę - rośnie w siłę, a jej ciało powoli staje się coraz bardziej umięśnione, pozostawiając nieco szybkość czy zręczność za sobą. Podobnie też jak w przypadku matki, młodsza Zazdrość patrzy na świat oczami jasnymi, błękitnymi, tymi samymi, które posiadał Arktyczna Gwiazda.
Noc to czas, kiedy Sen funkcjonuje - wojowniczka ukochała sobie tę właśnie część doby, wtedy też wypuszczając się na polowania i patrole, czasem też treningi. Sen, przy całej ostrości umysłu, który wrzyna się wręcz boleśnie w rzeczywistość, wyzbywa się wszelkich ambicji charakteryzujących ojca. Odznacza się dużą obojętnością i niezależnością, informacje przyjmując jakby mimowolnie, jednak bez przeprowadzania natychmiastowych analiz. Pamięć ma jednak bardzo dobrą i kiedy trzeba, jest w stanie wszystko co istotne wydobyć z niej i poddać rozważaniom. Takie jednak zachowania zdają się u niej sporadyczne, gdyż kotka sprawia wrażenie na ogół sennej, tkwiącej w marazmie, głuchej na problemy otaczającego ją świata. Kiedy jest zmuszona poruszać za dnia, staje się zirytowana i niezadowolona - skora do ostrego tonu czy nawet czynów. Nie poczuwa się zbytnio do obowiązków wojownika, jednak wykonuje go przez wzgląd na wymagania lub po prostu - kiedy inni patrzą. Jest w stanie odpuścić samotnikom naruszającym tereny, jednak wtedy, kiedy takie sytuacje dzieją się w nocy. Kiedy uzna coś za słuszne - trzyma się tego, nawet jeśli inni uważają inaczej i próbują ją od tego odwieźć, nawet poprzez użycie siły fizycznej.
Bezsen stała najeżona, utaplana w krwi Ryk, która wypłynęła z jej brzucha. Oczy miała szeroko otwarte, a do tego oddychała ciężko. Upór opłacił się i wreszcie udało jej się zadać cios, a dodatkowo - cios ostateczny. Nie mogła powiedzieć, że nie sprawiło jej to żadnej satysfakcji, jednak teraz przytłumiona ona była przez dziwne, wciąż wibrujące w niej uczucie. Sen czuła każdy fragment swego ciała i miała wrażenie, że sprawia jej to ból - dokładnie taki sam, jaki czuła kiedy na treningu zabiła tamtego pieszczoszko-samotnika. Nie podobało jej się to ani trochę i jej umysł wołał o natychmiastowy odpoczynek i wyłączenie się.
Nie odpowiedziała Wiewiórczemu Ogonowi, po prostu odwracając się i odchodząc dokładnie tam, gdzie jej powiedział - w kierunku obozu i legowiska medyka.