Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Szczerze mówiąc to spodziewał się kolejnej niezbyt spokojnej wymiany zdań, ale ku jego zaskoczeniu nic takiego nie miało miejsca. Prychnął jedynie w odpowiedzi na jej widoczny brak słów, bardziej żartobliwie niżeli złośliwie. - Skoro tak mówisz. Te twoje klany pozwalają przekraczać starym znajomym swoje tereny? -Pewnie nie, chociaż głupio byłoby przegonić kota, z którym mogłoby się znać od urodzenia. Nie żeby on miał takie doświadczenia, ale nawet jemu wydawało się to niezbyt sympatyczne. - Nie, zostanę. Warto tez zobaczyć wady tutejszej przyrody, spróbować tego rudego szczura co się wspina po drzewach i takie tam inne rzeczy. -Ta, wolałby teraz zdecydowanie być w swoim pudle, na swoim statku, a nie pod jakąś pożal się skrzynką.
wysoka | ruda tygrysio-pręgowana | heterochromia, prawe oko bursztynowe, lewe żółtozielone | białe znaczenia na lewym uchu i końcówce ogona | łysy kawałek ogona
zamknięta w sobie | nieszczęśliwa | skupiona na sobie
Mrówczy Szlak [KW], Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW]
- Nie - rzuciła krótko. A przynajmniej nie miała o tym pojęcia, bo nie próbowała. Również nie była w stanie powiedzieć, czy by ją przegonili, zaatakowali od razu czy poklepali po główce. Bo skąd mogła wiedzieć? Bądź co bądź doświadczenie z życiem klanowym miała mierne, a z każdym dniem coraz bardziej traciła starą, kocięcą wiedzę, która była przyćmiewana przez nowe wyzwania dorosłego życia.
- Jakiego rudego szczura? Ty jakiś dziwny jesteś - zauważyła, aż wychylając łeb spod ula by spojrzeć na najbliższe drzewo. Bez sensu.
Po cociteowceniespokojne -Kołyszjedosnu- Nie pójdąnawojnę Czekamnaskinienie Puszczamwzapomnienieto -Conie padłoztwoichust- pociągam za spust
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
- A. To powodzenia. -No źle jej nie życzył, ale po jej opisie i tej odpowiedzi nie spodziewał się, żeby poszło jej łatwo, nie ważne jak miły byłby ten jej stary znajomy. - Ej! -No dobra, był przekonany, że to nie nazywało się rudym szczurem, ale żeby go od razu od dziwnych wyzywać.- Takie rude z puszystym ogonem, nie wiem chyba gryzoń, orzechy zbiera. -Czuł się, jakby musiał jej tłumaczyć najprostsze zagadnienie w życiu, co znaczy głupio.
Księżyce: 51 Mistrz: Gadożerowy Szlak, Tupocząca Salamandra, Deszczowa Pogoda Płeć: Kotka Matka: Dzika Wiśnia Ojciec: Parzące Ziele Trwałe urazy: Rozcięcie wzdłuż prawego oczodołu, uszkodzona gałka oczną wraz z powieką - niewyraźnie widzi na to oko
Obniżenie statystyk:
na stałe: -1Zm
Pojedyńcze podłużne rozcięcie na prawym uchu.
Wysoka, szczupła o gładkiej, krótkiej niebieskiej sierści i błękitnych oczach. Lewa tylna łapa od palców do końca stopy jest biała. Z przyzwyczajenia mruży prawe oko.
Zaskroniec zdecydowanie dobrała sobie nienajlepsze koty do naśladowania. Pierwszym z nich jest jej kochany tatuś, Parzące Ziele. Podobnie jak on jest zarozumiała i zapatrzona w siebie, co więcej bardzo łatwo ją zdenerwować, chociażby najmniejszą błahostką. Nie waha się wówczas podnieść łapki na rozmówcę. Jednak w przeciwieństwie do kocura nie zniża się do rzucania dziecinnych obelg, jeśli już miałaby kogoś obrazić to zrobiłaby to w bardziej kreatywny sposób. Drugim wzrorem do naśladowania stała się pełna wdzięku, Wysoka Łodyga. Koteczka wzięła sobie do serca dbanie o swój wygląd, żeby w przyszłości móc dorównać starszej kocicy. Chodzi z dumnie uniesionym pyskiem, który nie zważa na otoczenie. Na innych patrzy z góry, nawet jeśli sama jest maleńka. Niemniej jednak bardzo kocha Dziką Wiśnie i docenia to, że tak o nią dba. Czarna kocica jest właściwie chyba jedynym kotem, wobec którego Zaskroniec stara się być bezinteresownie miła. Przy mamusi wydaje się prawdziwym aniołkiem.
Nie pamiętała czy kiedykolwiek była w pobliżu cienia jeszcze za swojego żywota w klanie, a szczególnie czy po tej części granicy. Cóż, pewne było to, że teraz miała okazję. Szczerze mówiąc to liczyła na to, że spotka kogoś, kto będzie na tyle skory do rozmowy, że zdradzi jej aktualne klanowe nowinki. Nigdy nie była fanką plotek, chciała jedynie poznać podstawowe informacje dotyczące aktualnych władz, w końcu wszystko mogło się zmienić. Dlaczego akurat cień? Był najbliżej, najbardziej po drodze.
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Wyszedł poza obóz raz, jak był smrodem. Dostał rzekomo karę, w postaci niezainteresowanego mistrza, a przy okazji stracił Szyszkę - bo jak ten śmiał mu zarzucać cokolwiek, a jego bratu nie? Teraz był trochę większym smrodem, takim który dostał dwuczłonowe imię i przez to miał większą swobodę ruchu. Innymi słowy, miał możliwość robić co chciał. Jego mistrz i tak zajmował się swoimi sprawami.
Poza obozem, ba! terenami Klanu, nie było wielce inaczej niż jak w nim. Było ciszej, może ciut niebezpieczniej, ale poza tym? Tak samo. Więcej miejsca. Plus był taki, że w każdej chwili mógł trafić na kogoś obcego, jak tu, teraz. Niebieska, znacznie starsza, oszpecona bliznami nieznajoma. Serce zabiło mu szybciej. Blizny raczej kojarzyły mu się z mało przyjemnymi rzeczami. - Dokąd to? - nie agresywnie. Ciekawsko, najmilej jak umiał.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Wybieranie się poza tereny własnego klanu nie było dla Muchomorowego Boru niczym niezwykłym – może i nie oddalał się od nich jakoś bardzo (nie było go przecież nigdy chociażby na osiedlu), ale znał najważniejsze punkty w ich okolicach. Jak chociażby to miejsce, które już kiedyś zdołał dokładnie obejrzeć – było przecież bardzo interesujące. Czemu te pszczoły mieszkały w czymś stworzonym przez dwunogi? Czy był to zupełny przypadek i po prostu zagnieździły się w czymś, co wcale nie miało być dla nich przeznaczone? A może było to jednak bardziej celowe i żyły tu podobnie jak pieszczochy, we władzy tych dziwnych istot? Tylko jeśli tak, to dlaczego znajdowały się tak daleko od ich innych siedlisk? Nie było to proste do ustalenia, a poza tym Muchomor wolał nie zbliżać się aż tak bardzo do Pszczelich Pni – nie chciał przecież zostać użądlony. Dlatego i podczas tego spaceru stanął kawałek od nich, po prostu się przyglądając i rozważając możliwe opcje.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko nie rozpoznawała tego terenu. Kiedyś już wróciła do klanu, ale wtedy wracała od zupełnie innej strony! Tego miejsca nie rozpoznawała, nie wiedziała gdzie dokładnie jest. Mimo wszystko wyczuwała znajomą woń - taką, której nie czuła od bardzo dawna, a którą kojarzyła z granicy. Zdecydowałam się zatrzymać, aby coś zjeść. Dzięki swojemu szczęściu, udało jej się złapać jaką wątłą myszkę. Chyba mama musiała nad nią czuwać, chociaż... cóż, nie była zadowolona i dobrze dała jej o tym znać, gdy odwiedziła ją we śnie.
Jadła schowana gdzieś z boku, aż nagle w jej oczy rzucił się kot. Piórko zamarła, niemalże wstrzymując oddech. Skuliła się sama w sobie, napinając się cała. I po prostu wpatrywała się w nieznajomego.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Nie umknęło jego uwadze, że nie był już w tym miejscu sam. Spodziewałby się jakiegoś przywitania, ale to nie nadeszło, widocznie musiał sam się tym zająć. - Dzień dobry. – Oznajmił całkowicie spokojnym głosem, dostrzegając w pobliżu innego kota. Nie miał żadnych złych zamiarów i wolał, żeby było to od początku jasne. Większość samotników, których tu spotykał również nie była negatywnie nastawiona, jednak należało przy nich uważać – lepiej było być ostrożnym niż trafić akurat na tego nieodpowiedniego. Dlatego też póki co nie podchodził do nieznajomej kotki, przyglądając się jej z oddali. Czy raczej to jej, a to konstrukcjom, w których żyły pszczoły, bo na to drugie wciąż spoglądał zdecydowanie częściej. - Nie przeszkadzam? Znasz się może na dwunogach? Wiesz, czy trzymają pszczoły w swoich siedliskach? – Zadał kilka pytań, wciąż odzywając się typowym dla siebie, pozbawionym emocji głosem.
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Odezwał się. Nieznajomy się odezwał. Przycisnęła ogon do swoich łapy. Nie brzmiał, na kogoś, kto mógłby stanowić dla niej zagrożenie. Dlatego też Piórko strzepnęła nieco uchem, po czym zadrżała - jakby jej ciało chciało pozbyć się natłoku emocji. Wzięła głębszy wdech, po czym zerknęła na konstrukcje.
- Nie znam, nie wiem - miauknęła nieco zakłopotana swoim brakiem wiedzy. Piórko sama stwierdziła, że powinna to wiedzieć. W swojej głowie wyszła w tym momencie na idiotkę, która nic nie wiedziała. Wyszła na głupią przed nieznajomym. I zdecydowanie kotka nie czuła się z tym dobrze.
- Jesteś z klanu? - zapytała po chwili niepewnie.
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Czyli i tego dna nie miał poznać odpowiedzi na akurat te pytania. No trudno, nie spodziewał się, że to się wydarzy, więc nie zamierzał też jakoś narzekać na to, że się nie wydarzyło. Właściwie, to trudno było na nim zauważyć jakąkolwiek konkretną reakcję na odpowiedź kotki.
Pytanie, które ona zadała było zdecydowanie prostsze. Nad nim wojownik nie musiał się zastanawiać ani chwili, a odpowiedź była absolutnie oczywista. - Z klanu Gromu. Nazywam się Muchomorowy Bór. A ty skąd przybywasz? – Nie wyczuwał (przynajmniej z miejsca, w którym teraz stał) na niej zapachu żadnego z klanów, jednak to nie wyjaśniało do końca, skąd mogła się tu wziąć. Jedyne, czego mógł być pewny to fakt, że nie widział jej nigdy wcześniej w życiu, co sugerowało, że nie pochodziła akurat z Gromu. Jednak poza tym możliwości pozostawały wręcz nieograniczone (chociaż jeśli nie znała się na dwunogach, raczej nie była też ich pieszczochem).
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Z Klanu Gromu... - miauknęła cicho, jakby sama do siebie. W pewnym sensie to było tylko do niej. Piórko poczuła coś, co dało jej nadzieję - skoro była tak blisko Klanu Gromu, to znaczy, że była jeszcze bliżej Klanu Rzeki. Była blisko domu. Jej serce aż przyśpieszyło z ekscytacji. Ale nie... Na pewno tak łatwo nie wróci. Na pewno Łabędzia Gwiazda nie przyjmie jej tak szybko. Zniknęła, straciła łapę - a Piórko czuła się przez to bezużyteczna.
- Wracam. Do domu. Wracam do Klanu Rzeki - odpowiedziała po chwili, podnosząc nieco wzrok na kocura. - Piórko. - dodała, jakby przypominając sobie o drugim pytaniu. - Granica z Rzeką. Jest blisko?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Kawałek stąd. Trzeba by pójść w tamtą stronę aż dojdzie się do brzegu grzmiącej rzeki i potem skręcić w stronę łanu rzepaku, idąc wzdłuż granicy Gromu. Dalej już pewnie wyczujesz, gdzie kończą się tereny mojego klanu, a zaczynają twojego. – Nie miał żadnych powodów, by to ukrywać. Nawet jeśli kotka nie mówiła prawdy (chociaż czemu by miała? Muchomorowy Bór praktycznie nigdy nie widział sensu w kłamstwach), to lepiej żeby poszła tam niż próbowała przejść już gdzieś tutaj przez ich własne granice. - Czemu nie było cię w klanie Rzeki, jeśli mogę spytać? – Było dość oczywistym pytaniem, które nasuwało się wojownikowi na myśl. Lubił wiedzieć rzeczy, nawet jeśli niekoniecznie potrzebował akurat tej wiedzy – zawsze była to jednak okazja, by dowiedzieć się może czegoś o miejscach, w których znalazł się kotka, gdy przebywała z dala od lasu.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Przeraził się dzisiaj i to przeraził niezmiernie, gdy zobaczył kanciaste przedmioty stające na długich nóżkach. Nie wiedział czym były, ale wiedział to co powinien, czyli fakt tego, że były wykonane ludzką ręką. A to bardzo niedobrze! Przecież w lesie miało nie być żadnych ludzi, bezpieczeństwo Goblina od tego zależało! Podbiegł do pierwszego z pudełek, zaczynając obwąchiwać je energicznie. Chciał wyczuć jak dawno kręcili się tutaj ludzie. Ogon podrygiwał mu nerwowo.
Duża, urodziwa kotka o mocnej i dobrze umięśnionej, ale proporcjonalnej sylwetce oraz zgrabnych łapach. Jej przyjemnie mięciutkie i zarazem długie futerko jest białe, ale nie na całej przestrzeni jej ciała, ponieważ posiada ona jedno znaczenie. To znaczenie znajduje się dokładnie na jej prawej przedniej łapie, a konkretnie na jej nadgarstku. Jest tam nieduża plamka w niebieskim kolorze. Poza tym Wiewióreczka ma błyszczące wyraziste oczy o intensywnie błękitnej barwie. Najwięcej piękna kotce przydaje jednak jej długi oraz bardzo puszysty ogon idealnie pasujący do gęstej równie puszystej w stosunku do reszty futra kryzy na jej szyi oraz pyszczek w typie europejskim, który ma średnią długość. Natomiast nos ma ona różowy, zaś jej uszy posiadają na sobie sporo włosa jednak nie w przesadnej ilości.
Pełna optymizmu, wesoła, radosna i bardzo energiczna kotka, która mimo że jest już dorosła wciąż ma w sobie pełno kocięcej energii. Jest to w większości pozytywna energia, ale może być ona pesząca lub wręcz irytująca dla tych, którzy pragną ciszy, spokoju i nie poruszania tematów związanych z ich życiem osobistym. Wiewióreczka bywa bardzo ciekawska, wszędobylska, a poza tym ogromnie chce pomagać, nawet jak ktoś sobie tego nie życzy. Kocha kwiaty i gdy tylko jest to możliwe dekoruje sobie nimi legowisko lub wplata w swoje futro. Do tego jest inteligentna, więc chętnie i szybko uczy się nowych rzeczy, lubi eksperymentować i próbować tych, z którymi się dotychczas nie spotkała. Zdarza się jednak, że do niektórych rzeczy łatwo traci cierpliwość i zaczyna wpadać w złość kiedy jej nie wychodzą. Bardzo dba o swój wygląd i uwielbia gdy ktoś zauważa jej piękno, ale jednocześnie nie jest przesadnie próżna i nie ma problemu z ubrudzeniem się jeśli dana sytuacja tego wymaga. Niestety często bywa też bezmyślna i impulsywnie potrafi podjąć niewłaściwe decyzje. Czuje się silnie związana ze swoją rodziną i klanem, ale nie unika też kontaktów z innymi kotami, bardzo się nawet cieszy kiedy może poznać kogoś nowego. W stosunku do obcych jest jednak stanowczo zbyt łatwowierna, naiwna i często przyjmuje ich słowa jako prawdę, nawet gdy nią nie są. Do tego fascynują ją jeże, są to chyba jedyne stworzenia na które nie chce polować i stara się je chronić przed innymi. Próbuje się nauczyć języka jeży, żeby móc z nimi rozmawiać, ale jak na razie udało jej się zrozumieć najwyżej kilka prostych słów.
Zwykle nie chadzała poza tereny Gromu, wiedząc jak to się może skończyć, ale bezustanne siedzenie w obozie i czekanie na powrót nowej przywódczyni już nawet ją zaczęło męczyć. Na szczęście Siedlisko Koni nie było na tyle daleko, żeby terminatorka nie była w stanie wrócić o odpowiedniej porze do obozu, no i przynajmniej na ten moment była to tylko jednorazowa wycieczka w nieznane. Spacerowała sobie zatem po okolicy spokojnym krokiem, choć oczywiście także z zachowaniem pewnej dawki czujności na wszelki wypadek gdy nagle dostrzegła nieznanego jej jeszcze kota. Był to chyba pieszczoch, bo miał dość dziwny zapach, który raczej nie należał do żadnego z klanów, ani też do samotnika. Odruchowo rozejrzała się uważnie po okolicy, ale nie zauważyła żadnego śladu obecności Dwunogów, odetchnęła więc cicho i wróciła wzrokiem do kocura. Wyglądał na cokolwiek zestresowanego, ale nie sprawiał wrażenia jakby miał jej w jakikolwiek sposób zagrażać. - Cześć! – odezwała się ostrożnie, na wszelki wypadek zachowując jednak trochę dystansu i uważnie obserwując nieznajomego.
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Nie usłyszał jej początkowo, będąc zbyt zainteresowanym swoim znaleziskiem. Dostrzegł ją dopiero wtedy, gdy uniósł pysk. Zrobił wielkie oczy, zwyczajnie nie spodziewając się towarzystwa, a jego kręcona sierść nastroszyła się instynktownie. Po chwili jednak uśmiechnął się szeroko. - O hej! Nie zauważyłem cię tutaj! Mieszkasz tu? W tych pudełkach może? -Jego ton był równie ciekawski co zdesperowany. Miał nadzieję, że geometryczne budowle jedynie przypominały te ludzkie i może w rzeczywistości słyszą właśnie za mieszkania dla dzikich kotów. Oznaczałoby to, że jego brat będzie bezpieczny.