Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Raz kotu śmierć. Głód wziął górę nad Świetlistopręgą, postanowiła zaryzykować i przejść przez dziurę w ogrodzeniu na podwórko budynku. Nic nadzwyczajnego, kawałek pustej przestrzeni, gdzieniegdzie porozrzucane śmieci. Dwa wysokie, płaskie kawałki drewna, podparte jedynie dziwnym, szarym kijem dzięki któremu były tak wysoko ustawione, a wokół nich po cztery nieco mniejsze, o podobnej budowie, ale podparte dwoma kijami, dziwnie wygiętymi i z kolejnym kawałkiem drewna ustawionym prostopadle do podstawy. Gdy kocica znalazła się na podwórzu mogła jeszcze lepiej poczuć zapachy jedzenia. Rozglądała się chwilę w milczeniu, kiedy nagle coś zaskrzypiało, a kawałek drewna wsadzony w ścianę budynku otworzył się. W drzwiach stanął dwunóg, inny niż ten, którego wcześniej samotniczka widziała zza szyby. Samica dwunoga, ubrana mogłoby się wydawać, że stosunkowo elegancko natychmiast dojrzała dymną kotkę. Obie patrzyły na siebie przez chwilę, o ile córka Popiela nie postanowiła wtenczas czmychnąć, jednak wyglądało na to, że kobieta wcale złych zamiarów wobec niej nie ma. Zrobiła kilka kroków w przód i uklęknęła, wyciągając dłoń, owiniętą dziwnym, białym materiałem w kierunku kocicy i zaczęła wydawać dźwięki, nieco przypominające syczenie. Ciche, powtarzające się "ksksksksksksks".
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
Świetnie. Weszła, w nadziei na jakiś stos z mięsem i rybami, ale...co. W jej starym obozie dwunoga też taki był...ale nie aż tyle, co tu, i był trochę inny, i większy, i no. Płaskie, duże, podparte gałęziami o dziwnej, płaskiej strukturze a obok płaskie coś, podparte, z innym czymś z boku. Ludzie tam siadali, jej stary dwunóg również i coś jadł. Czy coś innego, sama nie wie. Tutaj...chyba też jedli.
Nagle z budynku wyszła samica, chudsza od tej, co dawała żreć w jej dawnym miejscu pobytu. Jej futerko było czarno-biało-kremowe. Nie widziała takiego, chyba że szylkretowe z białymi plamkami, ale szylkretowe to nie kremowe jak to jej. Spojrzała na nią, ich spojrzenia się spotkały - dymna kocica miała przez chwilę zwarcie w mózgu, o co ci chodzi, babo, ale po chwili naszła ją myśl - może ma jedzenie? Postawiła kilka kroków, a kobieta przed nią kucnęła i...ksksksksksks. Przepraszam co. O co ci chodzi, nie chcę twojego syczenia, chcę jedzenie.
— Co chcesz — wymamrotała, a kelnerka mogła jedynie usłyszeć "miau", czy coś. Może sama się domyśli, że (chuda) kocica chce jedzenia, a nie ksksksks. Co to w ogóle znaczy ksksks. Ich język był dziwny, jakby wszyscy gadali po kociemu to nawet z drapieżnikami by się dogadali.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
A kobieta jak gadała, tak gadała. Powtarzała swoje "Ksksksksks", dla niej tak oczywiste a dla Światełko tak...dziwne i niezrozumiałe. I powtarzała to, machając palcami wyciągniętej dłoni, jakby chciała zachęcić dymną do podejścia bliżej, dopóki nie usłyszała miauknięcia. To tylko ją utwierdziło w przekonaniu, że przybłęda jest po prostu głodna. Domyśliła się widząc, jak wychudzona jest szmaragdowooka, ale to jedno proste miauknięcie ją w tym wszystkim utwierdziło. Na jej kremowej, pozbawionej sierści twarzy zagościło coś, co przypominało uśmiech, a w niebieskich oczach zalśniły iskierki rozbawienia. Dwunożna powoli podniosła się, powiedziała do kocicy coś w swoim języku i zniknęła w głębi pachnącego obozu. Kawałek drewna w postaci drzwi zostały otwarte, baardzo powoli i mozolnie przesuwały się aby z powrotem się zatrzasnąć, ale jak na razie, droga wolna. Córka Popielatego Skrzydła mogła sobie czekać na powrót dwunożnej, albo na własną łapę wejść do środka. Tak, czy siak, po wcale nie długiej chwili mogła usłyszeć stukot, stuk, puk. Czyjeś kroki dobiegające z środka. Może kobieta już uporała się z zadaniem i powoli wraca do dymnej kotki z jedzeniem? Zawsze mogła to sprawdzić i po prostu tam wejść.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
Machała, ksksowała, a Światełko nie wiedziała i pewnie się nie dowie, o co tej babie chodziło. Gdy jednak zapytała się jej we własnym języku, to sobie poszła. ???. Z powrotem do obozu, budynku, cokolwiek to było, pozostawiając po sobie otwarte drzwi. No, poszła sobie, a ona mogła wejść do źródła tej aromatycznej woni. Ruszyła przed siebie, ignorując chodzących gdzieniegdzie dwunogów i wślizgnęła się do środka w ostatniej chwili, gdy miały się już zamykać. Znalazła się w miejscu, gdzie...było ciepło, ale przede wszystkim, pachniało jedzeniem. Wszędzie. Nos ją już od tego bolał, ale szła dalej w poszukiwaniu jakiegoś mięska, ryby, czy coś w ten teges. I...wszędzie byli ci dwunożni. Chodzili, i w ogóle, siedzieli też. Nie za bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Może uda jej się więcej ujrzeć, gdy znajdzie się w spokojniejszym miejscu. Wróciła się więc bliżej drzwi i usiadła, wykrzywiając chorą nogę i szukała wzrokiem jedzonka. No, już, dalej, była g ł o d n a.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Weszła do środka. Weszła, zanim drzwi zdążyły się zatrzasnąć przed jej nosem. Było wcześnie, restauracja została dopiero otwarta, więc siłą rzeczy dwunożnych w środku też wcale tak wielu nie było. Gdy tylko szmaragdowooka wślizgnęła się do środka uderzyła w nią fala ciepła i cały festiwal różnych zapachów, zarówno dobrze jej znanych, jak ryby czy mięso, jak i takich, które mogły przypominać zioła, ale jednak...nimi nie były. Woń jedzenia przemieszana z wonią różnych dwunogów, jedno drażniło nos córki Popiela a drugie było jak afrodyzjak dla głodnej kocicy. Jej szczęście, że wszyscy byli zbyt zajęci, aby zwrócić na nią uwagę, na razie. Kobieta która wcześniej machała w jej kierunku ręką i wydawała z siebie dziwne syko-podobne dźwięki w końcu się pojawiła i...natychmiast otworzyła drzwi, wyganiając delikatnie nogą ciemną kotkę z powrotem na zewnątrz. Pośpiesznie, byle nikt jej tu nie zauważył. Nie chciała zrobić jej krzywdy, tylko wygonić z powrotem na podwórze, a gdy już jej się to udało, kucnęła na ziemi przed Światełkiem i ponownie, wysunęła dłoń w jej kierunku. Tym razem jednak nie "ksksksowała". Na łapie dwunożnej znajdowało się coś, co jedzenia z wyglądu nie przypominało, jednak pachniało wyraźnie jak ryba. Nie wyglądało jak jedzenie, jednak jedzeniem niezaprzeczalnie było. Kelnereczka odstawiła kawałek rybiego mięsa na ziemię przed dymną kotką i postanowiła pozostawić ją samą sobie; otworzyła drzwi i zniknęła we wnętrzu obozu.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
No, było tu dziwnie. Siedziała, próbując wyłapać jedzenie, ale...było czuć, nie było widać. Zapach jest, ilość jest, jedzenia nie ma. Zmarszczyła nos, a zza rogu...wyszła samiczka dwunoga, ta sama - kremowo-biało-czarna. Popatrzyła na nią pytająco...a ta popchnęła ją swoją szczudłowatą nogą i dymna, pręgowana kocica wylądowała na dworze. Hę, o co tu chodzi.
Naburmuszona miała sobie pójść i kontynuować podróż, ale dwunożna wyszła z ciepłego budynku. Co, chcesz mnie przeprosić czy pokopać dalej? Jednak ta przykucnęła, mając coś w ręce. Światełko spodziewała się kolejnego "ksksks", ale ono nigdy nie nadeszło. Rzuciła rzecz na ziemię, a córka Popiela podeszła, powąchała...i skuszona aromatem ryby zeżarła w podskokach, czy raczej - pogryzieniach ciepłego mięsa. I...kobieta z jedzeniem nigdy się już nie pojawiła, znikając w tym razem zamkniętym obozie. Burknęła, mówiąc głośno "Chcę więcej", ale nikt nie zareagował na jej jojczenie. Nic tu po niej - wróciła do dziury, przeszła przez nią i szła dalej, przed siebie, ignorując zakręt obok. Cóż...ta wyprawa może być długa, chyba że ktoś, kto kierunek zna, kierunek jej wskaże.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kobieta zniknęła za drewnianymi wrotami obozu, zostawiając dymną kotkę samą, więc właściwie Świetlistopręga nie miała zbyt dużego wyboru, jak po prostu ruszyć dalej przed siebie. Przynajmniej nie miała już zupełnie pustego żołądka, a kawałek ryby wcale nie był taki mały. Może nie zaspokoi to głodu samotniczki na dłuższą metę, ale przynajmniej na trochę, a to już krok w dobrą stronę. Warto było zaryzykować, opłaciło się.
Tak też wyślizgnęła się przez dziurę z podwórza z powrotem na ulicę i skierowała swe kroki dalej, prosto, absolutnie ignorując zakręt po swojej lewej stronie. Po kilku minutach marszu oddaliła się od pachnącego obozu na tyle, aby do jej nozdrzy docierał jedynie paskudny zapach spalin potworów dwunogów. Na osiedlu przyjemnie nie było, mało zieleni, świeżego powietrza, potwory jeździły w te i we wte, ale...cóż poradzisz. Na swój los córka Popiela miała wpływu tyle, co praktycznie nic., przynajmniej teraz, już po fakcie. Mimo to, niezrażona przeciwnościami losu brnęła przed siebie, przez zatęchłe uliczki miasta, aby znaleźć informacje którędy poszły Klany. I zajęło ją dłuższą chwilę dojście do kolejnego rozdroża. Dopiero tam szmaragdowooka mogła dostrzec coś, co mogło przykuć jej uwagę na dłuższą chwilę. Skrzyżowanie, mogła iść w prawo, w lewo, albo dalej przed siebie, jednak o ile po prawicy i przed jej pyszczkiem nic ciekawego poza kolejnymi budynkami nie stało, tak gdyby spojrzała w lewo, dostrzegłaby dwa koty, które przycupnęły pod ceglaną ścianą. Jeden czarnobiały, z krótką sierścią i wyraźnie złamanym ogonem, drugi, kotka, nieco bardziej puchata, w większości rudo-biała z pojedynczą, czarną plamką przy nosie. Mieszczuchy zdawały się nie widzieć ex-rzeczniaczki, zbyt skupione były na kawałku papieru przed nimi.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
No. Szła, szła, i szła, dalej przed siebie. Zapach pysznej restauracji zniknął, zastąpiony potworami i ich ohydnym smrodem. Zmarszczyła nos. Żyła tu tak długo, a nadal nie mogła się przyzwyczaić. Cóż, może to przez jej leśne korzenie? Nie lubiła myślami wracać do jej klanowego życia, które i tak widziała jak przez mgłę. Czymś zająć głowę musiała, to będzie długa podróż, ale na pewno nie tym, gdzie się jej żyło lepiej.
Szła. I doszła do kolejnego skrzyżowania jej dróg. Spojrzała w we wszystkie strony, szukając wskazówek. Na sam koniec zwróciła wzrok w lewo, gdzie zauważyła...o, koty. Ciekawe, czy będą takie jak srebrzaki, czy może bardziej użytecznymi "workami". Słońce coraz bardziej raziło ją w szmaragdowe oczyska, wstając na horyzoncie. Pfht. Przed dwójką wąsaczy był kawałek...sama nie wiedziała co to dokładnie jest. Było tego mnóstwo w śmietnikach, ale nigdy nie poznała prawdziwej nazwy.
Skręciła w lewo, do ceglanej ściany. Usiadła obok kotów, wykrzywiając nogę tak by leżała, jak zwykle.
— Ekhrhrhrm — zwróciła na siebie uwagę dymna, gdyby tamci do tego czasu byli zajęci papierkiem. Ciekawe, co z tego wyjdzie.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Wyglądało na to, że koty na które teraz natrafiła dymna kocica mogą się okazać jej zdecydowanie bardziej przydatne, niż pieszczochy z którymi miała okazję rozmawiać chwilę temu. Trzeba mieć nadzieję. Szmaragdowooka wykręciła na lewą stronę, dokuśtykała się przez ulicę pod ceglaną ścianę budynku i bezceremonialnie posadziła cztery litery obok kotów które były niesamowicie zainteresowane kawałkiem papieru na ziemi. Tak zainteresowane, że zwróciły uwagę na samotniczkę dopiero gdy ta wydała z siebie donośne chrząkniecie, a i tak tylko biało-ruda kotka z czarną plamką tak naprawdę podniosła wzrok. Mierzyła chwilę postać Świetlistopręgiej spojrzeniem dwukolorowych ślepi, po czym, nie odrywając od córki Popiela wzroku ani na chwilę, szturchnęła włochatym łokciem bok kocura obok, który również podniósł łeb. Spojrzał na dymną swoimi zielonymi oczami, przez chwilę jeszcze trzymając różowy jęzor na wierzchu, szybko go jednak schował i wyprostował się, mrużąc podejrzliwie ślepia.
- Czego - prychnął gwałtownie i wstał, zasłaniając łapami papierek, jakby był to jakiś skarb nie wiadomo jakiej wartości, i uderzył ogonem o ziemię. Kita kocura złamana była przy samej końcówce, jednak mimo to skrzywił się jakby z bólu i przeklął pod nosem.
- Dalej zapominasz - wymamrotała cicho kotka obok i parsknęła śmiechem, wywracając oczami, jednym niebieskim, drugim zielonym.
- Cicho! - warknął czarno-biały, tuląc uszy do czaszki. Ponownie przeniósł wzrok na nieznajomą kotkę. - Czego się tak gapisz, nie ma tutaj nic do oglądania, bobku.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
Kto tam wie, czy przydatne czy nie. Światełko nie miała czasu na takie rozmyślania, ani na jakieś wątpliwości. Widzi kota? Idzie, z nadzieją na to, że ten wie coś o wyprawie klanów. Przemierzała miejski zgliszcza, nie tracąc ani chwili...no może z tą restauracją straciła, ale kogo to obchodzi, tak.
Na początku dwójka kotów kompletnie ignorowała zmierzający do nich koci kształt, szary w czarne prążki. Usiadła obok, a oni nadal spoglądali tylko na kawał papieru. Wreszcie odezwała się, a ruda może i wzrok podniosła, ale nic nie powiedziała i szturchnęła czarno-białego kocura.
Zasłonił papierek i podniósł ogon. Głupek! Jest złamany, po co uderzać nim o...ziemię, no tak, własnie to zrobił i zapłacił bólem. Najwyraźniej jego towarzyszka miała więcej charyzmy, bo zaśmiała się gdy ten nadużył bicza. Dymna też miała ochotę się śmiać, ale zablokowała ją, bo łaciaty chyba nie miał dziś swojego dnia i mógłby jej coś zrobić.
— Szukam informacji. Nie zabiorę wam tego czegoś, spokojnie — powiedziała i zwróciła wzrok na ukrywany papierek — Widzieliście duużą grupę kotów, o wiele większą niż gang...cztery klany, a jeden klan jest jak cztery gangi. Jak tak, wiecie gdzie poszli?
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Tak naprawdę nie wyglądało na to, żeby czarno-biały ze złamanym ogonem kiedykolwiek miał dobry dzień, i to był w stanie określić nawet ktoś, kto widzi go pierwszy raz w życiu. Cały czas na jego pysku utrzymywał się ten sam grymas niezadowolenia. Wiecznego niezadowolenia i można było to stwierdzić od razu. Chciał ponownie uderzyć ogonem o ziemię w irytacji, ale wspominając to, co stało się chwilę temu powstrzymał się, za to z jego białej gardzieli wydobył się głęboki, niski warkot. Włochata ruda obok niego wydawała się być zdecydowanie bardziej wyluzowana i charyzmatyczna, bo nie robiła sobie nic z obecności Światełka, nie panikowała, nie fuczała na nią jak jej towarzysz, po prostu czujnie obserwowała. Jeden i drugi z mieszczuchów wysłuchali tego, co dymna chciała im powiedzieć. Kocur jedynie prychnął, mimowolnie przesuwając łapą papierek dalej, za siebie, jakby się upewniał, że córa Popiela aby na pewno mu tego nie zabierze.
- Jeden klan jak cztery gangi brzmi cholernie nierealnie - stwierdził po chwili oschle, oblizując czarno-białe wąsiska. Chyba odpowiedział tym na pytanie szmaragdowookiej, dając jej do zrozumienia, że nie ma pojęcia, o czym ona do niego gada. - Nie przywidziało Ci się coś?
- Nie słuchaj go. Ja widziałam kilka miesięcy temu jedną...wyjątkowo dużą grupę kotów - odezwała się po chwili dziwnooka, podchodząc bliżej córki Popiela. - I pachnieli dziwnie.
- Ale informacje kosztują! - dodał pośpiesznie czarno-biały, widząc, że jego towarzyszka jednak jest skora do rozmowy z przybłędą.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
Możliwe. Były różne typy - zawsze wesołe, czasem wesołe i w ogóle nie-wesołe. Ten tu to ten trzeci, najwyraźniej. Ciekawe, gdzie ten frajer złamał ten ogonek. Może klanowy medyk by to wyleczył, ale, cóż, był mieszczuchem i nie miał takich przywilejów, jak leśne wąsacze, co? Za to ruda była dosyć miła, charyzmatyczna, i no, ten teges. Łatwo było nawiązać rozmowę, co widać było, gdy się odezwała. Jednak zanim to nastało, łaciaty jeszcze mruknął coś pod nosem. Cholernie nierealnie? To masz problem, wypad. Cztery gangi, jak nie więcej.
— Pachnieli dziwnie? Pewnie lasem, w takim razie tego szukam. Wiesz, gdz... — miała już zapytać, gdy wciął się kocur. Kosztują? Niby co ma zapłacić. — W takim razie, co mam ci dać? Nie mam nic przy sobie, chyba że o informacje ci chodzi — odparła, omijając sprawę jej chorej nogi. Nie będzie mówić wrogu o słabych punktach.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kwestia tego gdzie łaciaty złamał końcówkę ogona była tajemnicą którą znał tylko on...no, możliwe, że też jego rudo-biała towarzyszka. Nie wiadomo i nigdy się nie dowiemy, chyba, że dziwnooka go wsypie po drodze, tak dla śmiechów. Wyglądała na typ kota, który bez wahania by tak zrobił. Szylkretka machnęła leniwie ogonem, a na jej pyszczek wpełznął nieznaczny uśmiech, po czym zerknęła na swojego towarzysza, jakby porozumiewawczo.
- Możliwe, że lasem. Nie byłam - wzruszyła włochatymi barkami. - Wcale wiele nie wymagamy, po prostu...wymienimy się informacjami. Ten półgłówek ma obsesję na punkcie jedzenia, a ten w ten papierek między jego łapami zawinięty był kawałek kurczaka, dlatego się tak bulwersuje. Generalnie w tej dzielnicy ciężko o jedzenie tak naprawdę, więc...
- Powiemy Ci, dokąd poszły te twoje leśne koty, Klany czy cokolwiek to jest, jeśli nam powiesz, gdzie można znaleźć więcej jedzenia niż tutaj. Czuję, że pachniesz tuńczykiem! - prychnął nagle zielonooki kocur, podchodząc bliżej do dymnej kotki i pochylając się nad nią niebezpiecznie blisko. Oblizał się. - Więc? Albo taki układ, albo zmiataj.
Mistrz: przeciwności losu | Czerwony Mak
Płeć: kotka
Matka: Liliowa Sadzawka
Ojciec: Popielate Skrzydło [*]
Partner: all men are pigs
Dymna, tygrysio pręgowana kotka ze szmaragdowymi oczami i kulejącą prawą tylną łapą.
Przez ten cały czas kocica się zmieniła, nie tylko pod względem swej aparycji. Przestała być tą bezmyślną, bezczelną, a jakże głupią i tchórzliwą kocicą! Opanowała się, tak, to można o niej powiedzieć. Stała się zimnym i obojętnym, niewzruszonym typem. Podczas życia w mieście codziennie widywała śmierci, wygłodzone koty, bójki i przeraźliwie sceny. Na początku przerażona, z czasem przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Wiedziała, że sama jest narażona, ale wiedziała też, że mocne reagowanie nic tu nie pomoże. Z czasem opanowała aktorstwo do perfekcji, wciąż badając koty i ich zachowania. Dzięki temu potrafiła zmienić swój oryginalny charakter o 180 stopni, stając się milutką, gadatliwą mamuśką czy groźnym osobnikiem w furii. Ze wścieklizną. Przestała się bać i zrozumiała, jak wygląda życie. Bez ciągłego parcia przegrasz, tracąc to co najbardziej ci cenne. Jednocześnie wiedziała, kiedy bezgłośnie się wycofać. Bardzo mało kotów stało się przyjacielem czy kimś bliskim dla tej samicy, właściwie uśmiechała się tylko na myśl o dawnych znajomych z Rzeki czy Motylu.
Możliwe. Ruda była charyzmatyczna i najwyraźniej nie przeszkadzała jej dymna, w przeciwieństwie do kocura, który zdawał się nie lubić, like, wszystkiego. W końcu co to za problem powiedzieć, gdzie poszła zgraja kotków, tak? Dymna zapałała do niej nieco większą sympatią, choć znały się tylko chwilkę.
Kocur chciał zapłatę, a na jego wypowiedź mało-czarna szylkretka uśmiechnęła się. Ach, no, ty też byś coś chciała w zamian za kierunek drogi, tak. Każdy coś chce. Każdy jest chciwy, nawet ci nieśmiali - oni tego po prostu nie okazują, bo się boją. A chciwość połączona z zdecydowaniem pomogła by im być odważniejszym. Cóż, jak kto woli, tak?
— Czyli...ukrywasz papierek, PUSTY do cholery papierek, bo był w nim kurczak? Kurde, niezłe masz pszczoły w głowie. W każdym razie, stoi — powiedziała. Miała co prawda nadzieję, że jej nie wystawią na wiatr, ale nawet jeśli, co jej szkoda powiedzieć gdzie jest pobliska restauracja głodnym kotom. Wskazała łapą drogę, którą przyszła. — Więc tak. Idziecie prosto, a potem w prawo. Po kilkudziesięciu uderzeniach serca drogi, powinniście poczuć aromatyczny zapach, a obok was powinna być dziura. Wchodzicie nią, tam jest dużo dwunogów, ale nic wam zrobić nie powinni, tylko dadzą wam jedzenie.
if i don't go to hell
when i die
i might go to heaven might go to heaven BUT PROBABLY NOT
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kocur machnął nieznacznie, jakby od niechcenia ogonem, słysząc reakcję dymnej przybłędy. No, gdyby ona była na jego miejscu, pewnie zrobiłaby to samo! Też chowałaby papierki, bo jeszcze jest na nich tłuszcz, a jak! Albo ten tu po prostu był...paranoikiem. Chyba bardziej prawdopodobna wersja, bo córka Popielatego Skrzydła doskonale wiedziała, co to znaczy chodzić głodnym. Rudo-biała kotka słysząc, że Światełko zgodziła się na ich propozycje, wyszczerzyła się szeroko, zerkając dwukolorowymi ślepiami także na brata.
- Świetnie - wymruczała świergotliwie, oblizując wąsy, już głodna, już czuła w pysku smak tuńczyka, smażonego kurczaka, albo innych smakołyków, które będą mieli dwunożni w restauracji. Po chwili jednak przekrzywiła lekko głowę, a biało-czarny jedynie uniósł brew, pytająco. - Mów normalnie, jacy dwunodzy? Ludzie, masz chyba na myśli? - taka reakcja jednak nie powinna samotniczki dziwić, w końcu jakby nie patrzeć, język mieszczuchów nieco różnił się od kotów z lasu. Włochata kocica już otwierała pysk, aby przekazać obiecaną część informacji, jednak...nastroszyła się momentalnie, wbijając oczy w pewien punkt, znajdujący się za Świetlistopręgą. - CHODU, DOBRZE CI RADZĘ - syknęła donośnie i odwróciła się na pięcie, po czym wraz ze swoim towarzyszem przeskoczyła szmaragdowooką kotkę i wyrwała do przodu, w kierunku najbliższego zakrętu, innej uliczki. Gdyby córka Liliowej Sadzawki postanowiła się odwrócić, zobaczyłaby jedynie powolnie sunącego do przodu po ulicy białego, stalowego potwora dwunogów, z...czymś, co przypominało nieco kość, ale dziwnie spłaszczoną, drewnianą, na grzbiecie. Stwór jednak nagle zaczął zwalniać, jakby na widok kotów.