Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
► Kogo zaatakuje teju? Parzyste Lśniąca, nieparzyste Wirek. Wypada 6 (czemu mu ciągle dropią parzyste???).
Atak teju: Udany (39 - 24) = 15HP
Próba obalenia teju Lśniącej Sadzawki (odejmowane od siebie rzuty 1d10+modyfikator celności Lśniącej od teju): (14 - 7) = Udana
Atak Lśniącej Sadzawki: Krytyczny! Niemożliwy atak dodatni = 1HP
Atak teju na ślepo: Słaby (29 - 23) = 6 ► 3HP
Atak Wirującego Pióra: Udany (38 - 17) = 21HP
Na pole bitwy dołączył ciekawy gość, od razu rzucając się w ferwor walki. Lśniąca Sadzawka, medyczka Wichru pojawiła się znienacka, poszukując innej grupy walczącej z teju, znalazła jednak grupę złożoną z praktycznie umierającego przywódcy i zastępcy, który od pięciu tur starał się zadać jakiekolwiek obrażenia wielkiemu gadowi. Oni chyba bardziej potrzebowali pomocy, hm. Zanim białofutra zdążyła nawet dotknąć teju, ten zaatakował ją i wykorzystując to, że znajdował się pod nią, z łatwością przejechał jej przez spory kawałek podbrzusza, zakańczając go schludnie na boku. Była jednak w stanie coś osiągnąć coś sporego, jedną łapą pacnęła go w kark, a oprócz tego, próba obalenia wielkiego gada powiodła się i Lśniąca Sadzawka całym ciałem trzymała zwierzę przybite do ziemi. Teju zaatakował na ślepo burego zastępcę, dużo mu jednak nie robiąc, uderzając od drugiej strony pod barkiem, który poprzednio został obity, a kocur odwdzięczył się, trafiając prosto w oko, przejeżdżając po jego całości, na co gad syknął w chwili oślepienia. Trudno będzie teraz teju celować z jednym ledwo co sprawnym okiem, które dodatkowo było przysłonięte cienką warstwą kapiącej na nie krwi znad powieki.
Polna Gwiazda, tępo patrząc na toczącą się walkę, mało co rozpoznając oprócz poruszających się rozmazanych kształtów powoli przymykał oczy, aż finalnie odpłynął, ledwo co oddychając, nie kontaktując ze światem. Powoli przed nim pod powiekami rozświetlało się symboliczne 'światło w tunelu'. Teraz na własną skórę cała trójka zobaczy, co się stanie.
Teju: S: 11(22) | Zr: 10 [21 (23)] | Sz: 8 [17 (19)] | H: 49 - 21 - 1 - 1 - 1 = 25 (85) | W: 55 - 5 = 50 (65)
• walka 2 na 1: obniżone statystyki szybkość oraz zręczność -2 do obu
• HP poniżej 50%! Statystyki obniżone o 1/4 od następnej tury.
○ rana 0. stopnia: wyrwane 2 łuski z szyi
○ rana 1. stopnia: parę szarpanych ran na grzbiecie, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 1. stopnia: trzy głębokie, krótkie zadrapania pod oczami, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: oderwane 2 łuski z grzbietu
○ rana 0. stopnia: porysowane łuski
○ rana 0. stopnia: porysowana łuska na grzbiecie
○ rana 0. stopnia: oderwane łuski z karku
○ rana 0. stopnia: pacnięty kark
○ rana 2. stopnia: uszkodzona gałka oczna, krwawi, modyfikator celności -2! (aktualny modyfikator wynosi 0) (-3hp w następnej turze, -2hp do końca walki)
× Obalenie! Statystyki obniżone o 1/2.
Wirujące Pióro: | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 56 - 3 - 1 - 1 = 51 (85) | W: 59 - 3 = 56 (65)
• wykorzystane przerzuty: 1/5
○ rana 1. stopnia: parę średniej długości ran z boku, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: obicie barku od siły upadku
○ rana 1. stopnia: ugryzienie w szyję, krwawi (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: lekkie uderzenie w bok
Polna Gwiazda: S: 16(20) | Zr: 12(16) | Sz: 6(8) | Zm: 5(7) | HP: 6 - 2 - 2 = 2HP (85) | W: 61 (65)
• wykorzystane przerzuty: 0/5
• HP poniżej 50%! Statystyki obniżone o 1/4. HP poniżej 1/4! Statystyki obniżone o 1/2 od następnej tury.
○ rana 2. stopnia: długie, płytsze rany w okolicy gardła, obite, krwawią (-2HP do końca walki)
○ rana 1. stopnia: silne uderzenie w łapę wraz z dłuższymi zadrapaniami, które nie krwawią
○ rana 0. stopnia: wyrwana kępka futra i lekkie obicie
○ rana 2. stopnia: oderwane około 75% ogona, krwawi (-2hp do końca walki)
× Omdlenie!
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Z małą satysfakcją dostrzegł, że trafił. Idealnie, perfekcyjnie, prosto w oko. Co prawda, od razu w zamian oberwał w bok od jaszczura, ale nie jakoś mocno, na pewno nie bolało tak, jak obity bark, na który upadł, gdy wyleciał w kosmos po tym, jak jaszczur go z siebie zrzucił. Zdecydowanie miał teraz szczęście i coś dodało mu sił. Odwrócił się, by spojrzeć na drugiego kota, dopiero teraz w białej kocicy dostrzegając, że była to Wichrowa medyczka, co nie powie, że nie, ucieszyło go, bo hej, w razie, jakby Polny umierał, to ta na pewno mu pomoże, co nie? Chwilowo pomagała jemu, bo widocznie stan Polnej Gwiazdy nie był aż tak niestabilny, jak by się wydawało. Szybko odwrócił pysk w jego stronę, marszcząc brwi, gdy zobaczył, że nadal leży, ale nie zastanawiał się nad tym dłużej, bo przecież zaraz obok niego był pysk gada. Co prawda, stał po jego ślepej stronie, ale życie. Wycelował więc pazurami w szyję zwierzęcia, zaraz za pyskiem, mając nadzieję, że tam łuski są jeszcze słabsze, i że fakt że ten jest oślepiony z tej strony krwią wpadającą mu do oka i faktem, że miał na gałce ocznej ślad po pazurach, spowolni jego ruchy i będzie mu ciężej w niego trafić, by się zrewanżować, o.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Nie poszło po mojej myśli. Nie, zdecydowanie nie poszło tak, jak chciałam. Udało mi się przyszpilić potwora do ziemi, ale kosztowało mnie to poważną ranę na podbrzuszu, która, nie ukrywając, pomimo lekkiej dawki adrenaliny, nieprzyjemnie bolała. Nie przybyłam tu jednak po to, by uciec po oberwaniu i zadaniu jednego, nieudanego zresztą, ciosu. Spróbowałam dalej trzymać jaszczura pod sobą, a do tego chciałam mu przeorać kark pazurami, najmocniej jak umiałam. Konającym Polnym Gwiazdą się nie przejmowałam. To było jego pierwsze stracone życie, nie było czym się martwić.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
► Czy teju zrzuci z siebie Lśniącą Sadzawkę? Rzuty 1d10+modyfikator celności teju odjęte od Lśniącej. Uwaga nie jest wliczany w to modyfikator -2 do celności teju, jako że nie wykorzystuje do tego wzroku. (8 - 7) = 1 – Próba udana. Statystyki zostają przywrócone teju, Lśniąca Sadzawka otrzymuje obrażenia od upadku -3HP.
► Kogo zaatakuje teju? Parzyste Wirek, nieparzyste Lśniąca. Wypada 6.
Atak teju: Udany (29 - 18) = 10HP
Atak Lśniącej Sadzawki: Krytyczny! (31 - 27) = 4 | 4 * 1,5 = 6HP
Atak teju na ślepo: Nieudany
Atak Wirującego Pióra: Udany (36 - 24) = 12HP
Triumf nie trwał długo. Lśniąca Sadzawka chwilę utrzymała się na teju, pazurami łapiąc skórę pod łuskami na grzbiecie, wielki gad jednak rzucał się niemiłosiernie, co spowodowało, że kotka w końcu utraciła równowagę i spadła z jego grzbietu. Gdy pasiasty stwór został uwolniony pierwsze co zrobił, to rzucił się prosto na burego zastępcę Klanu Cienia, co zdarzyło mi się pierwszy raz (bo ktoś tutaj lubił atakować parzyste liczby...) otwierając szeroko swój pysk. Słychać było klapnięcie, nie trwało to długo i Wirek zdołał stracić część ucha znajdującego się po przeciwnej stronie od blizny widniejącej na jego policzku. Jaszczur nie zdołał mu oderwać ani połowy, tym bardziej całego ucha, ale stworzył ładny wzorek na kształt jego szczęki od boku. Kolejna w kolejce była Lśniąca Sadzawka, która po podniesieniu się z ziemi, na którą rzucił nią teju zaatakowała prosto w kark zwierzęcia, odrywając pomniejszy płat łusek, który odsłaniał praktycznie kompletnie połać skóry, którą mogłaby zaatakować następnym razem, gdyby zdarzyła się okazja. Na koniec zaatakował Wirujące Pióro, który w odpowiedzi na oderwany fragment ucha uderzył w bardziej odsłonięte miejsce na szyi gada, dostając się do skóry i finalnie zarysowując to miejsce pazurami do krwi, która zaczęła kapać z tamtego miejsca. I w tym momencie z nadmiaru ulatującej z jego ciała czerwonej cieczy gad padł na ziemię nieprzytomny, na skraju życia.
Zignorowany Polna Gwiazda powoli tracił oddech spowodowany znacznym krwawieniem i ogólną kondycją. Rana przy gardle nie pomagała i gdzieś pomiędzy wymienianymi atakami z ogromną jaszczurką oddychał coraz słabiej i słabiej, finalnie zatrzymując ten proces, co spowodowało zaprzestanie pracy serca, powodując utracenie życia. Swoje pierwszego z dziewięciu... o ile to nie są bujdy, rzecz jasna.
Teju: S: 16(22) | Zr: 15 [21 (23)] | Sz: 12 [17 (19)] | H: 25 - 6 - 12 - 1 - 1 - 3 = 2 (85) | W: 50 - 5 = 45 (65)
• walka 2 na 1: obniżone statystyki szybkość oraz zręczność -2 do obu
• HP poniżej 50%! Statystyki obniżone o 1/4.
• HP poniżej 1/4! W następnej turze statystyki obniżone o 1/2.
○ rana 0. stopnia: wyrwane 2 łuski z szyi
○ rana 1. stopnia: parę szarpanych ran na grzbiecie, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 1. stopnia: trzy głębokie, krótkie zadrapania pod oczami, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: oderwane 2 łuski z grzbietu
○ rana 0. stopnia: porysowane łuski
○ rana 0. stopnia: porysowana łuska na grzbiecie
○ rana 0. stopnia: oderwane łuski z karku
○ rana 0. stopnia: pacnięty kark
○ rana 2. stopnia: uszkodzona gałka oczna, krwawi, modyfikator celności -2! (aktualny modyfikator wynosi 0) (-2hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: oderwany mały płat łusek na karku, odsłaniając to miejsce
○ rana 1. stopnia: krótkie, lecz głębokie rany po pazurach na szyi
× Omdlenie!
Wirujące Pióro: | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 51 - 10 - 1 - 1 = 39 (85) | W: 56 - 3 = 53 (65)
• wykorzystane przerzuty: 1/5
• HP poniżej 50%! Statystyki obniżone o 1/4 od następnej tury.
○ rana 1. stopnia: parę średniej długości ran z boku, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: obicie barku od siły upadku
○ rana 1. stopnia: ugryzienie w szyję, krwawi (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: lekkie uderzenie w bok
○ rana 1. stopnia: odgryziony fragment ucha od boku (-1hp od następnej tury)
Polna Gwiazda: S: 10(20) | Zr: 8(16) | Sz: 4(8) | Zm: 3(7) | HP: 2 - 2 - 2 = -2HP (85) | W: 61 (65)
• wykorzystane przerzuty: 0/5
• HP poniżej 1/4! Statystyki obniżone o 1/2.
○ rana 2. stopnia: długie, płytsze rany w okolicy gardła, obite, krwawią (-2HP do końca walki)
○ rana 1. stopnia: silne uderzenie w łapę wraz z dłuższymi zadrapaniami, które nie krwawią
○ rana 0. stopnia: wyrwana kępka futra i lekkie obicie
○ rana 2. stopnia: oderwane około 75% ogona, krwawi (-2hp do końca walki)
× Omdlenie!
׌mierć!– pozostałych żyć: 8.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Jak Polna Gwiazda miał się zaraz przekonać, mit dziewięciu żyć bujdą nie był - na jego szczęście. Gdyby kocur zignął bezmyślnie, tracąc wszystkie życia, to dziwnooka kocica z pewnością przetrzepałaby mu skórę za bycie głupim.
Najpierw ciebisty przywódca nie słyszał nic, nie widział nic - jakby przestrzeń wokół niego niw istniała. Potem, po kilku uderzeniach serca, do jego uszu dotarł cichy szum, stający się z każdą chwilą głośniejszy - szum fal, przypominający ten przy Czarnym Ogonie, jednak o wiele mocniejszy. Do jego nozdrzy zaś dotarł wilgotny, słony zapach, nie przypominający niczego, co mógł znaleźć na terenach swojego klanu. Kiedy otworzył oczy, nad nim stała odziana w gwiezdny pył, biała kocica, która już wyzionęła ducha. Teraz jednak wyglądała zaskakująco żywo. - Pora wstawać, mój drogi. Jeszcze nie pora, żebyś do nas dołączył - wymruczała chłodnym, spokojnym głosem, a następnie odsunęła się o kilka kroków, siadając na piasku i owijając ogon wokół łap.
Na ten moment, Polna Gwiazda trafił w nieznajome dla niego miejsce. W jego futrze tkwił gwieździsty piach, a z nad wody wprost w jego pysk wiała morska bryza. Cała scena była zaskakująca ciemna, oświetlana jedynie przez lśniący pył dookoła nich, zupełnie jakby cały teren został okryty przez wielko cień. W takiej właśnie scenerii Polna Gwiazda miał szansę ponownie (i przedwcześnie) zobaczyć swoją medyczkę, obserwującą go uważnym wzrokiem.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Odgłosy walki przestały do niego docierać, stając się jedynie głuchymi dźwiękami. Pysk opadł mu na ziemię wymieszaną z krwią, a powieki stawały coraz cięższe i choć bardzo chciał, nie był w stanie ich unieść. Dławił się krwią wymieszaną ze śliną, ale o dziwo - przestało mu to przeszkadzać. Czuł, jak z jego ciała ulatują wszelkie siły, jak jego łapy stają się niczym z waty, nawet ból zdawał się słabnąć, dając mu kojący odpoczynek. Było cicho, było spokojnie… tak spokojnie…
Cichy szum, poprzedzony ciszą wybudził go z letargu. Nagle, jakby odzyskał siłę, wciąż leżał, w podobnej pozycji, jednak… czuł się lepiej? Uchylił powieki bez ani cienia wysiłku, a jego oczom ukazała się była medyczka, upstrzona gwiezdnym pyłem. Wyglądała tak znajomo, a jednak… tak majestatycznie. Niczym przodkowie, jakich widział podczas swojej ceremonii. I już wiedział. Umarł. Naprawdę umarł, naprawdę wykrwawił się na śmierć. Słowa Cierń wybrzmiały w jego uszach echem, poczuł dreszcze na skórze, a jego wibrysy zadrżały w rozemocjonowaniu. Przez całe życie wierzył w to, że rzeczywiście przywódcy mają swoje dziewięć żyć, że ceremonia ich nadania nie jest jednym wielkim przedstawieniem i teraz właśnie otrzymał dowód na to, że była najprawdziwszą prawdą.
Szum bryzy był orzeźwiający, rześki, muskał jego pysk pobudzająco. Spojrzał na Ciernisty Kwiat, która usiadła na piasku i… gdzie tak w ogóle się znajdowali? Okolica nie wyglądała znajomo, nigdy w życiu nie widział czegoś podobnego. Jego nos wypełniony był słoną wonią, zaskakująco obcą, nieznajomą, której z pewnością przez długi czas nie wyprze z pamięci. – Cierń... – wydusił z siebie, zaskakująco słabym głosem. Czuł się taki mikry taki nieznaczący w porównaniu z Gwiezdną, która emanowała siłą. Wypuścił powoli powietrze z nozdrzy i podniósł wzrok. – ... gdzie jestem? – zapytał. Czy bał się? Nie inaczej. Tylko kot niemądry nie odczuwałby lęku przed śmiercią, tylko kot niemądry nie okazywał by skruchy w takiej sytuacji.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Dała kocurowi czas na zapoznanie się z otoczeniem. W końcu nie codziennie się umiera, nieprawdaż? Pytanie o to, gdzie właściwie są nie było niczym zaskakującym, w końcu cienisty przywódca urodził się już na nowych terenach. Kotów pamiętających to miejsce było w klanach coraz to mniej i jeśli dalej tak będzie, to wkrótce część ich historii zostanie zapomniana... przynajmniej w świecie żywych. - Nad Wielką, Słoną Wodą - odparła w odpowiedzi, jakby było to oczywiste. - Dokładniej nad jej odwzorowaniem. To na tych terenach klany mieszkały jeszcze przed twoim urodzeniem. Jestem do nich nieco bardziej przywiązana, ponieważ to tutaj zostałam medykiem - poruszyła wąsami w czymś w rodzaju dumy. Tutaj kiedyś mieszkała i tutaj trenowała... co prawda nie dokładnie w tym miejscu, lecz Dziwnooka uważała plażę za najpiękniejszą część ich dawnego domu. Mieli jeszcze moment na rozmowę, więc pozwoliła mu zadać jakiekolwiek pytania, jakie mogły mu przyjść do głowy.
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
W tym samym czasie, w którym przywódca radośnie gawędził sobie z ich poprzednią medyczką, w świecie żywych nadal toczyła się bitwa, którą Wirujące Pióro, na współę z Lśniącą Sadzawką, najwidoczniej wygrywali, bowiem wielki jaszczur dostał dość solidną dawkę kocich pazurów, bowiem po chwili upadł, widocznie już bez sił na dalszą walkę. Oczywiście, Puchacz zamierzał go dobić, choć ten nie wyglądał jakby miał przeżyć długo nawet bez tego, więc zamachnął się w to samo miejsce, co przed chwilą, pazurami, mając nadzieję, że medyczka z Wichru w tej właśnie chwili skacze pomóc Polnej Gwieździe, który chyba próbował również wyzionąć tam ducha. Bardzo ułatwiłoby to sprawę, bo nie był pewien, czy ich aktualne terminatorki dadzą sobie radę z aż takimi ranami.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Wielka Słona Woda.
Czy słyszał o niej? Jak najbardziej, opowieści starszych o dawnych terenach Klanów zawsze go interesowały, jednak, pomimo najszczerszych chęci, nigdy nie potrafił wyobrazić sobie jeziora bez krańca, teraz widział, co prawda w gwiezdnym pyle i ciemności, jednak było to coś, co zapierało mu dech w piersi.
Milczał przez kilka, może kilkanaście uderzeń serca, które zdawały się być wiecznością. Czy gdy umrze, wszystko tak już będzie wyglądać? Wszędzie będą gwiazdy, wszędzie będzie blask i migotania? Spojrzał jeszcze raz na Ciernisty Kwiat, jakby starając się zapamiętać jej mordkę, jej oczy i wyraz pyska, tak dawno ją widział. Zaschło mu w gardle, chciał coś powiedzieć, jednak po rozchyleniu żuchwy wydał z siebie tylko niemy głos. Odchrząknął. – Ja… powinienem tam wracać. Muszę wracać – wydusił z siebie w końcu. Miał pytania, oczywiście, ale był najwidoczniej w zbyt dużym szoku, aby w ogóle rozmyślać o czymkolwiek bardziej. Był już na srebrnej skórce, ale nigdy w takiej sytuacji. Fakt, że umarł… sprawiał, że nie do końca był świadomy wszystkiego. Bo to było dla niego tak… szlachetne, majestatyczne, aż sam nie mógł w to uwierzyć. Chciał wracać z powrotem, do swojego świata, do Klanu, do Ostrej i swoich dzieci, nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby miał ich zostawić na zawsze.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Udało mi się go uderzyć. Nie jakoś mocno, ale na tyle, by choć delikatnie go zranić. Zresztą, nie musiał to być mocny cios. Wirujące Pióro sprowadził go do parteru, przez co jaszczur padł nieprzytomny. Dopiero teraz, kiedy poczułam ulgę, dotarło do mnie jak straszliwie doskwiera mi ból brzucha.
- Wykrwawi się. - rzuciłam, sapiąc, po czym usiadłam na ziemi twardo, przez moment ledwo łapiąc równowagę. Starałam się jednak nie dać po sobie poznać, że rana jest dla mnie... kłopotliwa. Byłam Medyczką, starszą niż tych oboje tu.
- A on zaraz się obudzi. Przyniosłam trochę opatrunków, mogę się zająć... niektórymi ranami. Chyba że wolicie się oddać w łapy swoich terminatorek, o ile Ciernisty Kwiat była w stanie ich czegokolwiek nauczyć. - zaproponowałam, nie mogąc powstrzymać się od wbicie igiełki. Już na zgromadzeniu wątpiłam w Ciernisty Kwiat i jej zdolność do pozostania na swoim stanowisku. Zapewniano mnie, że wszystko jest w porządku, a tu proszę, zniknęła, zostawiając klan w łapach terminatorek. Wspaniałe uczucie, mieć zawsze rację.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Omdlałego potwora dużo łatwiej było obalić niż wtedy, gdy jeszcze się ruszał. Wirek po prostu zakończył jego życie chwilę wcześniej niż mógłby się tego spodziewać stwór. Tu już nawet nie było czasu na furię, teju po prostu padł i już nie wstał. Był to triumf kotów z Klanów. Zmierzyli się z trudnym przeciwnikiem i podołali. No, oprócz Polnej Gwiazdy... ale to już trzeba zostawić do załatwienia Lśniącej Sadzawki i Wirującego Pióra.
Teju: S: 11 (22) | Zr: 10 [21 (23)] | Sz: 8 [17 (19)] | H: 2 - 24 - 1 - 1 - 2 - 1 = Dużo poniżej 0 (85) | W: 45 (65)
• walka 2 na 1: obniżone statystyki szybkość oraz zręczność -2 do obu
• HP poniżej 1/4! Statystyki obniżone o 1/2.
○ rana 0. stopnia: wyrwane 2 łuski z szyi
○ rana 1. stopnia: parę szarpanych ran na grzbiecie, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 1. stopnia: trzy głębokie, krótkie zadrapania pod oczami, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: oderwane 2 łuski z grzbietu
○ rana 0. stopnia: porysowane łuski
○ rana 0. stopnia: porysowana łuska na grzbiecie
○ rana 0. stopnia: oderwane łuski z karku
○ rana 0. stopnia: pacnięty kark
○ rana 2. stopnia: uszkodzona gałka oczna, krwawi, modyfikator celności -2! (aktualny modyfikator wynosi 0) (-2hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: oderwany mały płat łusek na karku, odsłaniając to miejsce
○ rana 1. stopnia: krótkie, lecz głębokie rany po pazurach na szyi (-1hp do końca walki) ► przejście rany na ranę 2 stopnia
× Omdlenie!
׌mierć!
Lśniąca Sadzawka: S: 15 | Zr: 18 | Sz: 12 | Zm: 24 | HP: 79 - 2 = 77 (85) | W: 69 (nice) (75)
• wykorzystane przerzuty: 0/6
○ rana 2. stopnia: rozległa rana na podbrzuszu, krwawi (-2hp do końca walki)
○ jednorazowe -3hp od upadku
Wirujące Pióro: | S: 20 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 39 - 1 - 1 - 1 = 36 (85) | W: 53 - 1 = 52 (65)
• wykorzystane przerzuty: 1/5
• HP poniżej 50%! Statystyki obniżone o 1/4 od następnej tury.
○ rana 1. stopnia: parę średniej długości ran z boku, krwawią (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: obicie barku od siły upadku
○ rana 1. stopnia: ugryzienie w szyję, krwawi (-1hp do końca walki)
○ rana 0. stopnia: lekkie uderzenie w bok
○ rana 1. stopnia: odgryziony fragment ucha od boku (-1hp do końca walki)
Polna Gwiazda: S: 20 | Zr: 16 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP:85 | W: 65
• wykorzystane przerzuty: 0/5
○ rana 2. stopnia: długie, płytsze rany w okolicy gardła, obite, krwawią (-2HP do końca walki)
○ rana 1. stopnia: silne uderzenie w łapę wraz z dłuższymi zadrapaniami, które nie krwawią
○ rana 0. stopnia: wyrwana kępka futra i lekkie obicie
○ rana 2. stopnia: oderwane około 75% ogona, krwawi (-2hp do końca walki)
× Omdlenie!
× Śmierć!– pozostałych żyć: 8.
× Kolejne życie – odnowienie HP i W, rany nie krwawią już tak intensywnie (nie krwawią w ogóle, bo poza walką)
+ 45 EXP dla Polnej Gwiazdy
+ 55 EXP dla Wirującego Pióra
+ 30 EXP dla Lśniącej Sadzawki
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Im dłużej znajdował się na srebrnej skórce, tym bardziej pragnął powrotu. I nie, żeby mu się tu nie podobało, było pięknie i zjawiskowo, a migające dookoła gwiazdy i światełka dodawały temu miejscu tylko więcej magii. Niemniej jednak… czuł się dziwnie, dopadł go ścisk w żołądku. Cofnął uszy, przymykając powieki. Próbował się skupić, całe swoje myśli zogniskować na jednej jedynej rzeczy, na jakiej mu aktualnie najbardziej zależało - powrocie do świata żywych. Nie mógł zostawić tych, za których był odpowiedzialny. Łapy mu nagle zmiękły, a szum wody zdawał się z każdym uderzeniem ustawać, pozostając gdzieś w przestrzeni, ale już poza nim.
Wirujące Pióro i Lśniąca Sadzawka wciąż tu byli, nie odnieśli aż tak poważnych ran, jednak z pewnością jaszczur dał im porządny wycisk. Polna Gwiazda leżał na brzuchu, wsparty przednimi łapami, z pyskiem opartym o zimną ziemię, w kałuży krwi, która na szczęście nie powiększała się już. Kikut, który pozostał zamiast ogona, wyglądał szpetnie, sam kocur wyglądał szpetnie. Sztywne ciało trwało w bezruchu przez uderzenia serca, prezentowało się dokładnie tak, jak większość zwłok przytarganych do obozu przez losowych klanowiczów.
Nagle boki jego klatki piersiowej znów zaczęły się rytmicznie unosić i opadać, a bury przywódca nabrał potężnego haustu zimnego powietrza, które wciąż smakowało i pachniało krwią. Uchylone prędko powieki pozwoliły mu w końcu zobaczyć świat, do którego tak bardzo chciał wrócić. Chaotycznym spojrzeniem omiótł oba koty, a także martwe cielsko teju, unosząc na moment łeb.
Nie zdobył się jednak na odwagę, aby wstać. Promieniujący ból wciąż mu doskwierał, przytępiony, ale tak bardzo dający mu się we znaki. Nie wiedział, co ma powiedzieć, jak zareagować, zacisnął zęby do bólu, kładąc głowę z powrotem na ziemi.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Ostatnie uderzenie i... jaszczur padł na ziemię, martwy, bez tchu. Puchacz również cicho sapnął, bo dopiero teraz, gdy adrenalina zaczęła opadać, poczuł zmęczenie, niemoc, oraz ból. W każdej ranie, w obiciu na boku, mimo że nie było specjalnie poważne, ale miał wrażenie, jakby obiło mu same płuca, oraz w uchu, które zaczęło teraz szczypać, szczególnie, gdy zaczął nim ruszać. Co prawda nie krwawiło, ale szczypało. Co prawda, medyczka powiedziała, że jaszczur sam się wykrwawi, ale Puchacz chciał mieć ostatnie słowo w tej walce. Dopiero kolejne słowa Lśniącej Sadzawki sprowadziły go z powrotem na ziemię. Kto się obudzi? Zamrugał skonsternowany, by dopiero po chwili przypomnieć sobie, że przecież Polna Gwiazda był w stanie krytycznym. Szybko zerwał się na łapy by podejść do przywódcy i sapnąć ze strachu. Boki przywódcy się nie unosiły, a z jego nozdrzy nie uszedł żaden oddech. Rzucił szybkie spojrzenie medyczce, ale ta zdawała się nie być tym przejętą. Czyżby... to była prawda, że przywódcy mają 9 żyć? Że bury się zaraz ponownie przebudzi? I, nim zdołał w ogóle zadać pytanie i być może wyjść na największego idiotę czterech klanów usłyszał gwałtowne nabranie powietrza od Polnego właśnie, na co natychmiast odwrócił głowę w jego stronę, pochylając się nad nim, i dopiero upewniwszy się, że na pewno oddycha, odwrócił się znów w stronę wichrowej medyczki.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś się nim zajęła. Nie mówię, że nasze terminatorki nie umieją niczego, ale będę pewniejszy, że z tego wyjdzie i nie straci... więcej żyć - mruknął, przysiadając przy kocurze, by móc w razie co uważnie obserwować ruchy medyczki. Nadal była obcą. Medyczką, czyli stała powyżej ich niesnaskami klanowymi, ale nadal - członkiem innego klanu. - Ale może najpierw chcesz się zająć sobą? - dopytał, skinąwszy głową na jej brzuch. Nie mówił, że jest słaba, czy coś, ale jej rana również wyglądała na poważną. On na spokojnie mógł się dotoczyć do obozu. Wszystko go bolało, ale nie miał aż tak poważnych ran, jak ta dwójka, która mu towarzyszyła.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- Mną zajmie się Krwawnikowy Liść. - powiedziałam jedynie, kierując swoje obolałe kroki do zmartwychwstającego Polnej Gwiazdy. Pierwszy raz doświadczyłam utraty życia przez Przywódcą i było to... dość ciekawe. Niezwykły widok, gdy kot, który jest już na Srebrnej Skórce z niej wraca, jak do pozbawionego życia ciała... wszystko wraca.
Najpierw spróbowałam oczyścić ranę po urwanym ogonie, chyba najpaskudniejszą jaką w życiu widziałam, będąc szczera. Następnie przerobiłam na maść korzeń łopianu i posmarowałam nią ogon, by następnie owinąć go pajęczyną. Następnie powtórzyłam działanie przy ranach w okolicach gardła.
- Będzie się goiło około księżyca. Na ciebie zabrakło mi ziół. - zwróciłam się do Wirującego Pióra, widząc, że Polna Gwiazda jeszcze nie do końca może być świadomy. Następnie pożegnałam się z cienistymi wojownikami i powolnym, obolałym krokiem ruszyłam w stronę obozu.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Leżał niczym posłuszne kocię, kiedy medyczka z Klanu Wichru opatrywała jego rany, nie do końca jeszcze rozumiejąc, co się dzieje. “Będzie się goiło około księżyca.” Księżyc w Lecznicy. Dla Polnego było to niczym wyrok, a przecież zbliżała się ceremonia jego własnych dzieci. Co im powie, że będą musieli jeszcze poczekać? Niestety, nie było innego wyboru, no chyba, że poprosi Wirujące Pióro, jednak… tak bardzo chciał osobiście rozdać im mistrzów i nadać imiona terminatorów… tak bardzo chciał być przy nich w tym trudnym czasie.
Zacisnął zęby i podniósł łeb, a jego wzrok wyostrzył się w końcu, rozmazane kształty nabrały wyraźnych konturów i szczegółów. Lśniąca Sadzawka odeszła, zostawiając ich samych. Buro-biały przywódca próbował się podnieść, jednak przez jego tył przeszedł promieniujący ból. Znowu. Syknął cicho i został w pozycji siedzącej, trzymając równowagę na rozszerzonych łapach. – Trzeba… go zakopać – powiedział ochryple, spoglądając na martwego jaszczura. Nie mogli go tu tak zostawić, prędzej czy później przyciągnie on drapieżniki, lub, co gorsza, kolejne potwory. Odchrząknął, spoglądając na własny ogon… a raczej to, co z niego pozostało. Kikut otoczony pajęczyną. Nic więcej. Cofnął uszy, czując ukłucie w klatce piersiowej, a potem spojrzał lśniącymi ślepiami na swojego zastępcę. – Długo byłem… no wiesz... –martwy, mogło cisnąć się mu na język, ale nie zdołało mu to słowo przejść przez gardło. Wciąż w pewnym stopniu nie mógł w to uwierzyć, że naprawdę zginął i stracił życie, że był na srebrnej skórce i wrócił do świata żywych.
Tak czy inaczej, był szczęśliwy, że udało im się pokonać jaszczura, że przynajmniej ten jeden stwór stracił dzisiaj życie i może jego towarzysze choć przez jakiś czas będą trzymać się z daleka od ich terenów, przerażeni odorem śmierci swojego koleżki. Oby, w razie czego Polny gotowy był poświęcić kolejne życia, aby tylko zatrzymać te monstra przed ruszeniem w głąb ich terytorium.