Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Wstyd przyznać, ale Gęsiopióry nie podzielał większości obaw swojej partnerki. O tym, co mogłoby pójść nie tak, sporo myślał wcześniej, w minionych dniach. Teraz euforia zagłuszała lęki. Oczywiście, odczuwał pewną niepewność wobec wizji bycia ojcem, ale w jego wyobraźni nie pojawiła się myśl, że któreś z jego kociąt może urodzić się chore, ani że sama Pajęczynka mogłaby sobie z czymś nie poradzić. To nie był moment na zmartwienia.
– Nie będę, obiecuję! – zapewnił ją żarliwie, tak jakby jej opinia miała być kluczowa dla wszystkich Matek w podejmowaniu decyzji, czy pozwalać komuś takiemu jak on, który z całą pewnością Matką nie był, nocować w Chruśniaku, czy też nie. Potem Pajęcza Noga zażartowała, a przynajmniej tak mu się wydawało, że był to żart. Zaśmiał się ciepło. Rzadko wykazywała się poczuciem humoru, więc poczuł teraz coś na kształt... dumy.
– Akurat trochę schudłem! – zaoponował ze śmiechem znajdując w tym idealną okazję żeby zwrócić uwagę partnerki na swoją nieco poprawioną sylwetkę. Nieco. Mogła nie zauważyć. – Musiałbym znów przybrać na wadze, żeby uwierzyły!
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
xxx - Thochę. Pajęcza Noga myśli, że Gęsiopióhy dobrze wygląda. Przytulanie się do niego jest bardzo przyjemne - odpowiedziała kotka. Było jej szczerze wszystko jedno, czy kocur był chudszy czy grubszy, zwyczajnie nie zwracała uwagi na tego typu rzeczy. Chyba była tym typem, który, gdy jest zakochany, całkowicie ignoruje rzeczy takie jak wygląd czy innego rodzaju prezencja. Gęsiopióry mógłby zmienić kolor futra, schudnąć, nabawić się pręg oraz zmienić płeć a dla niej wciąż byłby tym samym Gęsiopiórym i liczyło się to, co kocur mówi, myśli, uważa i czuje.
Poleżeli jeszcze wspólnie trochę czasu, ale w końcu zaczęło się robić naprawdę zimno. W dodatku było dosyć mokro i Pajęcza Noga zaczęła to wyraźnie odczuwać. Przez zimno senność zaczęła jej przechodzić co uznała za dobry sygnał, by wrócić do obozu i ułożyć się w ciepłym, suchym i wygodnym legowisku. Dlatego też dała znać partnerowi i oboje wrócili.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Od ugryzienia rzęsorka minęło już trochę czasu i Skrzące Słowo czuł się lepiej. Oznaczało to jedno - polowanie. Nie tylko miał teraz na głowie dobro klanu, ale także i swojej ukochanej, która z każdym kolejny dniem była coraz okrąglejsza. Potrzebowała (w jego oczach) więcej opieki i jako dobry partner i przyszły ojciec, chciał jej to zapewnić i zawsze mieć pod łapą coś świeżego do jedzenia.
Tego dnia łapy pokierowały go w stronę Ptasich Krzewów, gdzie przyjął pozycję łowiecką i ruszył pod wiatr, licząc na coś sporego. W końcu Jezioro jadła teraz za... dziewięciu. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Ptasie krzewy. To dobry, dość popularny kierunek wojowników Klanu Rzeki. Nie tylko do polowań, ale również spotkań, treningów (jeśli Koci Grzbiet jest przepełniony). Może to temu Skrzące Słowo nie był w stanie od razu znaleźć tropu. Powinien pójść głębiej w krzaki, aby coś znaleźć. Na razie ni widu ni słychu.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo nie był na swoim pierwszym polowaniu - doskonale wiedział, jak to wygląda. Dlatego też nie przejmował się tym, że akurat nic nie mógł znaleźć. Było to jak najbardziej normalne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego niestrudzony szedł dalej pod wiatr na ugiętych łapach i wyczekiwał pożywania. Walką również by nie pogardził, dawno nie miał szansy się wykazać, ale priorytetem było na razie znalezienie czegoś do jedzenia dla ukochanej.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
To dobrze, że kocur wiedział z czym musi się mierzyć. I będzie musiał się pomęczyć jeszcze trochę, jako że jedyny zapach jaki czuje jest albo wywietrzały, albo był po prostu zapachem otoczenia - mech, kwiaty, może zioła. Nic nie przykuwało jego uwagi. Należało iść dalej.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Szedł i szedł, a jego uwagi dalej nie przykuwało nic specjalnego. Nie mógł się jednak tym zniechęcić - polowania cechowało to, że należało wykazać się na nic nie lada sprytem i cierpliwością. Dlatego niestrudzony szedł dalej, wypatrując jakiejś zdobyczy. Coś w końcu się nawinie.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Skrzące Słowo szedł i szedł, nadal jednak nic nie był w stanie znaleźć. Czy cała zwierzyna się spłoszyła? Może w lesie czychało coś, co sprawiło, że każdy zwierzaczek schował się w głębi swojej nory? Jakiś musiał pozostać i kocur w końcu go znajdzie. Ale jeszcze nie teraz.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Być może wszystko się pochowało, a być może Skrzące Słowo po prostu nie miał szczęścia. W każdym razie, nie zamierzał się poddawać. Dzielnie szedł przed siebie pod wiatr i na ugiętych łapach, mając nadzieję, że coś w końcu wpadnie mu w łapy.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Nadal nic. Wiaterek wiał prosto na pysk burego wojownika szeleszcząc w jego uszach, nadal jednak w okolicy nie znajdywało się nic, co mogłoby przykuć jego uwagę. Musiał brnąć dalej przed siebie. Coś długo to trwało.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Jak nic, to nic, trudno, bywało i tak. Dalej szedł niestrudzony przed siebie. Wiedział, że polowanie wymaga cierpliwości, dlatego się nie denerwował. Po prostu szukał dalej.
Mistrz: Mysiowąsa Płeć: kotka Matka: Sójczy Śpiew Ojciec: Deszczowy Dzień [*] Partner: gwiazdka obok mnie
Po sześciu księżycach siedzenia spokojnie wyrwał ją głos Sójczego Śpiewu. Ceremonia, na której dostała imię Różanej Łapy i siostrę jako mistrzynię. Mysiowąsa, nowa zastępczyni zaczęłą ją trenować. Dzięku temu stała się trochęszybsza, garb zniknął, łapki stały się trochę dłuższe, a jej futro bardziej zmatowiało, gdyż nie dbała już onie jak za czasów kocięcia. Teraz dla terminatorki liczył się bardziej trening, niż uroda. Ale może kiedyś wróci do swoich godzinnych toalet i znów będzie tą czystą, małą pięknisią? Znaczy, nie oznacza to, że nie jest ładna - najpiękniejsza z rodzeństwa. Ma taki medal nawet, o tutaj (kliknij w link!)
No i trening. Jej jąkanie się po paru księżycach ustało i kotka nauczyła się mówić poprawnie, jak na terminatorkę przystało. Stała się odważniejsza i silniejsza. Cieszy się z życia, nie chowie się po krzakach od kiedy tylko wyszłą pierwszy raz z obozu. Poczuła tę magię. Nie będzie już taka, jaka była! Chce skończyć trening i pozwiedzać świat, ale na to jeszcze za wcześnie.
Tup tup tup. Tuptanie łap. Niestety jednak nie żadnego piszczka, ani zwierzątka, na które kocur mógłby zapolować. Tylko jego własne. Wokół Skrzącego Słowa latała bzycząca muszka, która chyba bzyczała jeszcze głośniej tylko po to, by podręczyć rzecznego wojownika, który nadal nie był w stanie niczego znaleźć
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Zwierzyny jak nie było, tak nie ma, a wkurzająca, bzycząca za uchem mucha zdecydowanie nie pomagała się skupić. Mimo to, Skrzące Słowo pozostał niezłamany i strzepnąwszy jedynie uchem, ruszył na dalsze poszukiwania, ustawiając się w pozycji łowieckiej i ruszając pod wiatr. W końcu coś znajdzie. Kiedyś. I tak udało mu się jeszcze złapać kilka zdobyczy, po czym wrócił do obozu.
Kolejny dzień w Klanie Rzeki. Kolejny dzień udawania, że jest się przykładną mróweczką, ochoczo wykonującą swoje obowiązki w imię wyższego dobra typu sprawne funkcjonowanie ich społeczności. I dobrze jej wychodziło to udawanie, nie ma co. Z samego rana uciekła z obozu, nim ktokolwiek zdążył przekazać jej informację o patrolu, na który miałaby się udać, a następnie ruszyła w stronę Ptasich Krzewów. Chciała szybko upolować byle piszczkę, by mieć dowód swojej produktywności, a następnie... no, jeszcze nie wiedziała, pewnie było to zależne od pogody.
Ale to problem na później, póki co Karasiowa Ość wkroczyła między zarośla, rozglądając się za drobną zwierzyną.
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
No to było już ich dwoje. Udających.
Kość nie lubił się przemęczać, ani robić nic z dobrego serca, więc obowiązki terminatora wydawały mu się katuszami - powtarzalne i wymagające wysiłku polowania, wymienianie mchu, żeby komuś innemu było wygodnie (niech sam sobie pościeli), uszczelnianie dziur w ścianach obozu, przez które i tak nikt nie zamierzał przechodzić (po co miałby?) - nie odnajdywał przyjemności w żadnej z tej czynności. Niestety jako uczeń znajdował się pod nadzorem, stety jego mistrzyni miała tylko dwoje oczu, a trochę więcej terminatorów. Dlatego Kostkowi czasem się udawało wymknąć w wolność i lenistwo, a potem na przykład przysiąść pod jakimś krzaczkiem.
- Ćwirk ćwirk. - Zaskrzeczał kocurek, próbując zabrzmieć jak jakiś ptak, których powinno być pełno wśród terenu zwanego ptasimi krzewami. I którego zapewne chciała odnaleźć kręcąca się po okolicy, szara wojowniczka.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise