Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Napięta atmosfera, którą można było ciąć pazurami została za nimi. Trzmieli Pył nie zamierzał wdawać się w dyskusje i po prostu ominął Niedźwiedzia, który próbował zastąpić mu drogę. Jednocześnie stwierdził wtedy w duchu, że policzy się z nim gdy już wróci. Podobnie jak z Błyskającym... Niebem. Gdy Trzmiel wróci do obozu jako Gwiazda, wtedy bury kocur wróci do swojego wojowniczego imienia. Nie wiedział jeszcze co dokładnie zrobi po powrocie, jednakże miał na to całą drogę w jedną i w drugą stronę oraz wizytę w Szepczącej Sadzawce. Tęgi wojownik opuścił obóz z Turkuciową Łapą, natomiast Piaskowy Podmuch został gdzieś w tyle z jakiegoś powodu. Biało-szary kocur obejrzał się za nim, jednak nie zobaczył rudego kocura podążającego za nimi, jednak nie mogli zawrócić. Trzmiel stwierdził, że jeśli Piasek faktycznie za nimi ruszy, to zwyczajnie ich dogoni. Nie mogli marnować czasu. Bez słowa ruszył w kierunku terenów niczyich cicho stąpając po piasku. Po przekroczeniu granicy przyszły przywódca skręcił w lewo wzdłuż grądu i granicy Klanu Cienia. Szli przed siebie aż nie dotarli do Czarnego Ogona, który Trzmiel przekroczył idąc po dnie, mocząc białe łapy i brudząc je od błota i mułu. Po dotarciu do lasu przed nimi zawahał się. Pierwszy raz od czasów przeprowadzki opuścił ziemie Klanu Gromu. Nie wiedział gdzie teraz powinni się udać, toteż liczył na jakiś znak, albo wskazówkę od Gwiezdnych.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
...W końcu nadszedł czas zmian i Turkuciowa Łapa był naprawdę rad, że to Trzmieli Pył wyruszył do Gwiezdnych po dar dziewięciu żywotów. Nie mniej jednak zadowolony był z tego, że to między innymi również i on mu towarzyszył. Nie wiedział, czy mistrz aż tak bardzo mu ufa, może w końcu stwierdził, że odpokutował swoje winy i zasługuje na coś od życia? Albo to może po prostu jego dzika fantazja i wyobraźnia. Tak czy inaczej szedł troszkę za Trzmielim Pyłem, a kiedy przekroczyli granice Klanu Gromu, miał się jeszcze bardziej na baczności. Nigdy nie wychodził poza swoje tereny, dlatego nowe zapachy i widoki sprawiały, że czuł się conajmniej... dziwnie. Kątem oka zmierzył niebiesko-białego kocura, sprawdzając szybko, gdzie ten idzie i w którą stronę powinni teraz podążać. Grąd ciągnął się jeszcze obok terenów Klanu Cienia i bury terminator wyczuł także i to. Za każdym razem, kiedy wyczuwał jakieś nowe zapachy, zaciągął się mocniej i intensywniej, aby owy zapach zapamiętać. Tak na przyszłość. W końcu minęli Grąd, a oczom Turkuciowej Łapy ukazał się mały strumyk, przez koty zwany Czarnym Ogonem. Nie wyglądał na specjalnie szeroki i głęboki, na pewno dałoby się go przeskoczyć jednym solidnym susem, jednak... nie chciał marnować zbędnie na to sił, wolał je zachować na wyprawę, w końcu nie wiadomo, jak długo będą musieli iść. Ruszył więc w ślad za mistrzem i przebył strumień, a na jego łapach osadziło się trochę błota. Na wszelki wypadek uniósł jeszcze ogon do góry, aby go nie zamoczyć, chociaż, przy tak wysokim wzroście i dużych gabarytach i fakcie, że jego ogon był nieco krótkawy, nie było to chyba większym zagrożeniem. Wychodząc z wody, otrzepał każdą z łap, a następnie skierował krok w kierunku mistrza. On chyba także nigdy nie przekraczał granicy swojego klanu, więc... cóż, dokąd to teraz musieli podążać? Może ktoś im pomoże.
Rudy kocur z lekkimi pręgami.
Od strony brzucha i przy łapach ma białe znaczenia.
Należy do niższych kotów w Klanie Gromu.
Ma duże, ciemnozielone oczy.
Charakterystyczny jest też jego ukruszony lewy górny kieł.
Kot pełen sprzeczności. Z jednej strony jest spokojny i cierpliwy, a z drugiej gwałtowny i dynamicznie podejmujący decyzje. Uwielbia się uczyć. Jest też ambitny. Stara się być jak najlepszym wojownikiem, a jednocześnie nie lubi walczyć, uważa walkę za zbędną. Niepoprawny optymista, wszędzie doszukuje się pozytywów. Do wszystkich kotów odnosi się przyjaźnie, o ile nie zagrożą jego rodzeństwu bądź klanowi. Stał się też nieco złośliwy, choć widać to jedynie, gdy jest wściekły.
Mewia Łapa [KR], Słodki Język [GK], Spopielona Łapa [GK]
Kocur podążał za bratem i jego terminatorem. Szedł szybciej od nich, w końcu odległość chciał zmniejszyć, a nie przeciwnie, ale też nie nazbyt szybko. Nie był pewien, jak daleko to jest, więc nie mógł sobie pozwolić na wykorzystanie całej energii tylko na to, by do nich dobiec, a potem nie być w stanie utrzymać tempa.
W końcu udało mu się z nimi zrównać, niewiele za granicą. Skinął nieznacznie łbem, na znak że wszystko jest w porządku. Nie zakładał co prawda, by ktoś go tu pytał o samopoczucie, a chodziło mu raczej o fakt, że to co go zatrzymało nie było teraz ważne. Choć fakt, że Barani Róg najwyraźniej postanowiła zignorować zakaz odnośnie rozlewu krwi był jednak czymś, czemu warto by się przyjrzeć, to nadal nie było to teraz priorytetem.
Tak jak pozostali, przekroczył Czarny Ogon, nie przejmując się brudnymi łapami. Starał się zapamiętać wszystko, co było widać, czuć i słychać po drodze. Zawsze to jakaś wiedza.
On sam nie zastanawiał się zbytnio jak tam dotrą. Była to niewielka doza dawnego optymizmu. Po prostu uważał, że w ten czy inny sposób dotrą tam, gdzie potrzebują.
Kolec z pewnością część wyglądu odziedziczył po rodzicach. Skąd wzięła się reszta jego ubarwienia jest tajemnicą znaną jedynie Gwiezdnemu Klanowi. Kocurek w dużej mierze ma białe futro - na piersi, przednich i większości tylnych łap oraz niemalże na całym pyszczku. Na brodzie ma uroczą czarną plamkę. Reszta to wszelkie możliwe odciecie brązu oraz beżu przeplatane czarnymi pasmami. Dookoła oczu ma czarną obwódkę. Jego prawe ślepie pokrywa bielmo, lewe zdaje się być w lepszym stanie. Wąsy ma długie, lekko zakręcone na końcach. Jego futro nie jest z pewnością bardzo długie, nie należy jednak również do najkrótszych. Kolec nie jest zbyt wielkim kotem, może sprawiać wrażenie delikatniejszego, niż w rzeczywistości jest.
Kolec pomimo swego wrodzonego kalectwa nie jest mrukliwy. Wręcz przeciwnie. Zupełnie, jakby chciał sobie zrekompensować ten ból i niepewność, ciemność - w jakiej musi poruszać się na co dzień. Cieszy się każdym dniem życia, kocha odkrywać nowe rzeczy. Nie jest jednak bezgranicznie ufny, a kierując się tym, co podpowiada mu zapach i słuch może dostrzegać więcej, niż w pełni sprawny kot. Czerpać z życia wszystkimi czterema łapami.
Wybrał jedną z najdłuższych dróg, niestety, ale może z drugiej strony najbezpieczniejszą. Musieli jednak liczyć się z tym, że nim wrócą do obozu słońce na pewno zdąży zajść i pojawić się na niebie ponownie, pozostawało im zatem tylko wierzyć w to, że w domu wszystko będzie dobrze. Gdy opuszczał ceremonię nie wszystko było takie idealne, jakby się chciało, ale teraz mieli szansę na zmiany i jak widać, zamierzali ją wykorzystać. Dobrze również, że Trzmiel nie pokłdał całej wiary w siebie samego, bo dzięki temu wypatrzył znak, który bezwątpienia posłał mu Gwiezdny Klan.
Silny podmuch wiatru uderzył go nieco z boku, od tyłu i wręcz popchnął w stronę Kamiennych Pazurów. Widać było, że koty maja ominąć granicę Klanu Cienia i najpewniej również tę Wichru. A potem? Najpewniej obok Punktu Obserwacyjnego w kierunku Grzmiącej Ścieżki. Nie czuli jeszcze, że dzień już się skraca, już biegnie na przód, ale wkrótce mieli się przekonać, ile czasu zajmie im ta droga i jak zmęczeni powrócą do obozu.
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Rudy brat przyszłego przywódcy dogonił ich w pobliżu granicy Klanu Gromu i w dalszą podróż ruszyli wspólnie. Trzmieli Pył jedynie zerknął a niego, szukając odpowiedzi na to, co się tam zadziało. Z zachowania Piaska wynikała jedna, dość prosta rzecz - wyglądało na to, że nic złego ostatecznie nie zadziało się w obozie, gdy go pośpiesznie opuścili. Po dotarciu do Czarnego Ogona i przekroczeniu go wpław stanęli na brzegu na kraju lasu. Wojownik rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś znaku od przodków. Potrzebowali pomocy w dojściu do Szepczącej Sadzawki i już po chwili ją otrzymali.
Wiatr uderzył swoim strumieniem resztki liści na drzewach i wskazał im drogę wzdłuż koryta Czarnego Ogona. Trzmiel kiwnął głową swoim towarzyszom i ruszył w kierunku Grzmiącej Ścieżki. Rozglądał się uważnie w trakcie drogi i badał okolicę wszystkimi zmysłami. Bądź co bądź, pierwszy raz opuścił ziemie Klanu Gromu, pomijając migrację na nowe tereny, i musiał się z tym wszystkim oswoić. Domyślał się, że w tym lesie mogą czaić się takie same drapieżniki, jak i wszędzie, dlatego miał się na baczności. Maszerowali krokiem sprężystym i pewnym przez las, mijając Punkt Obserwacyjny aż nie dotarli do Grzmiącej Ścieżki.
- Patrole mówiły, że aby dotrzeć do Szepczącej Sadzawki należy przekroczyć Grzmiącą Ścieżkę - oznajmił, patrząc najpierw po bracie, a później po swoim terminatorze. Przystanął przy rowie i rozejrzał się parokrotnie, uważnie nasłuchując, czy żaden potwór nie zmierza w ich stronę. Jeśli byłoby bezpiecznie, to biało-szary pręgus nakazałby natychmiastowe przekroczenie jezdni. Szli już długo, ale nie mogli zwalniać, choć czas płynął nieubłaganie i pozycja słońca dobitnie ich o tym informowała.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
...Wiatr aż za dobrze dał im znać, gdzie mają iść. Szczęście, że w ogóle Gwiezdni byli z nimi i opiekowali się nimi podczas tej wędrówki. Szedł blisko niebiesko-białego wojownika, rozglądając się i wciąż łapiąc nowe, nieznane mu wcześniej zapachy. Do jego nosa dotarła nagle nieprzyjemna woń. Ani się obejrzeli, a dotarli do owego nieprzyjemnego miejsca, zwanego Grzmiącą Ścieżką. Bury ani myślał działać teraz na własną łapę, wolał pozostawić wszystko w łapach przyszłego przywódcy. Czekał na jego rozkaz z nastawionymi czujnie uszami i bacznie obserwował jadące potwory swoimi miętowymi, chłodnym ślepiami. ...– Ugh... – burknął do siebie, praktycznie niesłyszalnie. Grzmiąca Ścieżka. Słyszał o tym miejscu niejedno i naprawdę nie podobało mu się to, że musieli przez nią przechodzić. Sama nazwa odpychała, a co już mówić o reszcie. Pamiętał chwile z wyprawy czterech klanów na nowe tereny, kiedy jego ojciec, Deszczowy Dzień został potrącony przez potwora. Przez chwilę sierść na jego grzbiecie uniosła się, ale po kilku uderzeniach serca po prostu opadła. Musiał się skupić, a nie myśleć o przeszłości, to mu nie pomoże, a jedynie utrudni pokonanie ulicy. – Oby tylko dalsza trasa była bezpieczna... – mruknął jakby sam do siebie, jednak wystarczająco głośno, aby stojący obok niego Trzmieli Pył i Piaskowy Podmuch to usłyszeli. Wszyscy na pewno chcieli dotrzeć do Szepczącej Sadzawki cali i zdrowi, a także i tacy wrócić do obozu, kiedy już będzie po wszystkim. Nie wiedział, ile czasu zajmie im dojście do miejsca spotkań z Gwiezdnym Klanem, ale był przygotowany na długi marsz. Jego łapy były masywne, a dam terminator wytrzymały i silny. Nowe doświadczenia na pewno okażą się bardzo pomocne. Zapachy i dźwięki, no i sam fakt, że na własne oczy ujrzy miejsce, gdzie kot otrzymywał dar dziewięciu żywotów. To już rozbudzało w nim determinację.
Rudy kocur z lekkimi pręgami.
Od strony brzucha i przy łapach ma białe znaczenia.
Należy do niższych kotów w Klanie Gromu.
Ma duże, ciemnozielone oczy.
Charakterystyczny jest też jego ukruszony lewy górny kieł.
Kot pełen sprzeczności. Z jednej strony jest spokojny i cierpliwy, a z drugiej gwałtowny i dynamicznie podejmujący decyzje. Uwielbia się uczyć. Jest też ambitny. Stara się być jak najlepszym wojownikiem, a jednocześnie nie lubi walczyć, uważa walkę za zbędną. Niepoprawny optymista, wszędzie doszukuje się pozytywów. Do wszystkich kotów odnosi się przyjaźnie, o ile nie zagrożą jego rodzeństwu bądź klanowi. Stał się też nieco złośliwy, choć widać to jedynie, gdy jest wściekły.
Mewia Łapa [KR], Słodki Język [GK], Spopielona Łapa [GK]
Piaskowy Podmuch tak samo jak pozostali poczuł na futrze wiejący wiatr. Jednakże, skoro nie pomyślał nawet, że mają tego typu prawo do proszenia Gwiezdnych o pomoc, nie skojarzył tego nijak z poszukiwaniem drogi. Brat i Turkuć mimo wszystko zadawali się iść akurat w tym kierunku, więc nie polemizował i też tam ruszył, gdzie reszta.
Słysząc o Grzmiącej Ścieżce, uśmiechnął się nieznacznie. Bynajmniej nie sądził, że to będzie fajne przeżycie, a wręcz przeciwnie, ale pozostawał dobrej myśli.
Na wszelkie możliwe sposoby, wzrokiem, słuchem i nawet węchem, jeśli to miałoby pomóc, starał się upewnić o braku zagrożenia. Jeśli faktycznie mógł uznać, że jest bezpiecznie i brat przykazał iść, to bez słowa się go posłuchał, dopiero teraz prosząc Gwiezdnych o opiekę.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Szli. Nie mieli powodów, by się zatrzymywać, raz tylko do ich uszu doleciało niezbyt przyjemne pokrzykiwanie sowy, nie było to jednak nic, co mogłoby zatrzymać ich w miejscu. Dookoła panowała wręcz niezbyt naturalna cisza, jakby miała nadejść najprawdziwsza burza i wszystkie okoliczne zwierzęta postanowiły pochować się już do swych nor. Wiatr wiał nadal uderzając w nich mocniej, gdy zdawało się, że powinni gdzieś skręcić lub odbić, a ciemność spadła na nich dość nieoczekiwanie, gdy podchodzili powoli do Grzmiącej Ścieżki. Również tutaj panowała dojmująca, głęboka cisza, ale tylko do chwili, gdy kocury zaczęły wydostawać się z Rowu. Pierwszym symptomem, że coś jest nie tak, było osunięcie się Turkucia w dół tak, że unurzał łapy i ogon w błocie zalegającym dno rowu – wyrywać się musiał z niego z cichym plaśnięciem – i właśnie wtedy dotarł do nich szum pierwszego z Potworów. Najwyraźniej więc był to znak, by zatrzymali się na moment. Po kilkunastu uderzeniach serca z ciemności wyłoniły się światła potężnej machiny, która wlokła za sobą odwłok wypełniony… świniami. Zwierzęta pochrząkiwały głośno, tupały, wyrażały sprzeciw przeciwko temu, co z nimi zrobiono, ale Potwór sunął przed siebie nieubłaganie. Może wyjechał z jakiegoś pobliskiego gospodarstwa, o istnieniu którego koty nie miały pojęcia? Nie mogło leżeć najbliżej, ale gdzieś za Borsuczymi Pagórkami? To były tylko gdybania, bo tak naprawdę świnie mogły podróżować z daleka zmierzając do celu swego przeznaczenia nieco spokojniejszymi drogami.
Tak czy inaczej Potwór przemknął po Grzmiącej Ścieżce i dookoła zapanowała cisza. Musieli teraz dobrze nastawiać uszu, by przypadkiem nie wpakować się w jakieś niepożądane rewelacje, ale wyglądało na to, że droga przed nimi stoi otworem.
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Martwa cisza zalegala na trasie, którą się poruszali. Trzmieli Pył odniósł wrażenie, że nie zwiastuje ona niczego dobrego i zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobili, że teraz to właśnie on udaje się do Szepczacej Sadzawki. Z drugiej strony Łaciate Futerko wyraziła się aż nad wyraz jasno - Gwiezdny Klan chciał, żeby w Klanie Gromu w końcu zapanowała zgoda, natomiast klan nie chciał już rozmawiać z Błyskającym Niebem i sami wybrali kota, który miał objąć przywództwo, a padło akurat na niego. Nadal dziwila go praktycznie stu procentowa jednomyślność z wyłączeniem Niedźwiedzia, który był ślepo zaślepiony wadliwy synem Piorunopregiej. Wojownik szedł przed siebie bez słowa i rozmyślał nad tym wszystkim co ich zastanie gdy wrócą. Zrozumiał, że będzie musiał podjąć pewne kroki, żeby utrzymać w klanie porządek.
W międzyczasie słońce zaszło już za horyzont, a ciemność zawładnela światem i jedynie gwiazdy na niebie wraz z księżycem rzucały na okolice swój blask. Po dotarciu do Grzmiącej Ścieżki kocury zatrzymały się w pobliżu rowu, a ziemia zatrzęsła się pod ich łapami, zwiastując nadciągajacego potwora. Wojownik znal to bardzo dobrze, dlatego ruchem ogona nakazał wstrzymanie się swoim towarzyszom, zagradzajac im drogę. Musieli poczekać. Już z daleka Trzmieli Pył zobaczył świecące oczy potwora dwunogow, który biegł w ich stronę. Im bliżej był, tym głośniej ryczał, aż jego odgłosy nie zmieszaly się z pochrumkiwaniem świń. Wojownik przesunął wzrokiem po odjeżdżającym aucie. Dokąd je zabierali? Wrodzona ciekawość kazała pytać, lecz mieli ważniejsze sprawy na głowie. Trzmiel odczekal jeszcze chwilę zanim się odezwał:
- Szybko. - I z tymi słowami na pysku wkroczył na rozgrzany od opon asfalt, by w biegu przekroczyć jezdnię. Gdy staneli po drugiej stronie rozejrzał się w poszukiwaniu trasy, którą winni się udać. Skierował swoje ciemnopomaranczowe spojrzenie ku Srebrnej Skróce, aby przodkowie pokazali im drogę. Wojownik mniej więcej pamiętał informacje uzyskane od innych klanów, ale ze wskazówką od Gwiezdnych na pewno nie będą tak błądzić, jakby mogli.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
...Zanurzył się w błoto, jednak starał się nie wykonywać gwałtownych ruchów, aby nie opryskać błotem swoich towarzyszy, którzy na pewno nie byliby zadowoleni z takiej brudnej niespodzianki. Grząski grunt i smród potworów przeszkadzały, ale musieli jakoś wytrwać. Słońce schowało się i zniknęło, a na niebo wszedł księżyc, oświetlając tereny białym światłem. Oczy potwora zaświeciły się i dały znać o obecności ich właściciela. Futro na ogonie terminatora uniosło się. Dokąd pojazd zabierał zwierzęta? Na pewno gdyby mógł, dowiedziałby się, jednak... nie miał takiej możliwości, a i wątpił, aby zarówno Piaskowy Podmuch jak i Trzmieli Pył to wiedzieli. Bury czekał cierpliwie, aż w końcu niebiesko-biały przyszły przywódca dał upragniony i wyczekiwany znak. Nie czekając - wystrzelił przed siebie i pomknął przez asfalt, starając się nie poślizgnąć przez swoje łapy ubrudzone w błoto. Posyłał swoje ciało długimi szarpnięciami naprzód, a kiedy poczuł miękki grunt pod kończynami, odwrócił się i spojrzał za siebie. Oddychał ciężko, ale płynnie, uspokajając siebie i swoje bijące dziko serce. Kątem oka zmierzył swojego mistrza, który spoglądał na srebrną skórkę i mimowolnie sam również na chwilę zawiesił tam wzrok. A nuż Gwiezdni ześlą im jakiś ważny znak? Albo jednemu z nich?
Rudy kocur z lekkimi pręgami.
Od strony brzucha i przy łapach ma białe znaczenia.
Należy do niższych kotów w Klanie Gromu.
Ma duże, ciemnozielone oczy.
Charakterystyczny jest też jego ukruszony lewy górny kieł.
Kot pełen sprzeczności. Z jednej strony jest spokojny i cierpliwy, a z drugiej gwałtowny i dynamicznie podejmujący decyzje. Uwielbia się uczyć. Jest też ambitny. Stara się być jak najlepszym wojownikiem, a jednocześnie nie lubi walczyć, uważa walkę za zbędną. Niepoprawny optymista, wszędzie doszukuje się pozytywów. Do wszystkich kotów odnosi się przyjaźnie, o ile nie zagrożą jego rodzeństwu bądź klanowi. Stał się też nieco złośliwy, choć widać to jedynie, gdy jest wściekły.
Mewia Łapa [KR], Słodki Język [GK], Spopielona Łapa [GK]
Kocur, wzorując się na wszechogarniającym bezdźwięku, choć ten miał zaraz zostać zaburzony, też wyciszył myśli, dalej tylko chłonąc wszystkie nowe doznania. Może dlatego wrodzony strach przed wszystkim, co związane z dwunogami został przyćmiony przez ciekawość i chęć dowiedzenia się, czym tak naprawdę jest to, co nazywają potworami. Z lekką fascynacją obserwował monstra przejeżdżające obok, ale nie tracił na czujności. Chciał się dowiedzieć jak działa ta dziwna symbioza, ale nie zamierzał robić tego w sposób doświadczalny.
Kiedy potwory przejechały, zdawało się być bezpiecznie, a Trzmieli Pył kazał im przejść, kocur czym prędzej popędził przed się, szybko przebierając łapami, by jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie. Zakładając, że mu, jak i pozostałym, się powiodło, kocur tym razem faktycznie zaczął wypatrywać znaków. Nie patrzył jednak na Srebrną Skórkę, ale wokoło, prosząc Gwiezdnych o zesłanie im znaku. Nigdy nie wiadomo, w jakiej formie postanowią to zrobić, o ile w ogóle, więc starał się uważnie obserwować i nasłuchiwać, by żadnej ewentualnej wskazówki nie przegapić.
Mistrz: Dumny Wąs || Krucze Serce
Płeć: kocur
Matka: Nie pamiętam
Ojciec: Nie pamiętam
Partner: Rosa
Srebrzysty nie jest już małym kocięciem o wielkich dwukolorowych oczach. Teraz jego ciało stało się masywne, pod gęstym długim futrem szarej barwy kryją się mięśnie. Oczy - prawe zielone i lewe błękitne - straciły już swój dziecięcy blask nabierając chłodu oraz pewnej dozy nieczułości. Białe końcówki łap oraz ogona zdają się już nie rzucać tak bardzo w oczy, tak samo jak i jasna sierść na lewym uchu. Poduszki łap przybrały bardziej liliową barwę, nos jednak pozostał niemalże czarny odznaczając się na tle całego jego ciała. Na końcach jego uszu pojawiły się niewielkie, ledwie dostrzegalne, pędzelki, a szczęka wydłużyła się nieznacznie nadając mu bardziej drapieżny wygląd. Pomimo iż nie jest już kocięciem, które wciąż jeszcze miałoby prawo, by rosnąć, jego ciało wciąż zdaje się zmieniać, jakby Gwiezdny Klan pragnął uczynić z niego największego kota we wszystkich czterech Klanach.
Srebrzysty wyrósł już ze swej zadziorności, lecz złośliwość i pewna doza sarkazmu pozostała w nim już na zawsze. Z reguły skryte są one pod maską wiecznego opanowania, które niejednego może zmęczyć i zirytować. Jemu zaś daje przewagę nad rozmówcą. Uczucia potrafi okazywać jedynie bliskim sobie kotom, które zdołały wedrzeć się do jego serca osłoniętego grubą skorupą. Pomimo oschłej powierzchowności Srebrzysty jest do głębi dobry i szlachetny, jakby niektórzy powiedzieli - rycerski. Choć jest niezwykle dumnym i pewnym siebie kocurem, który z wielkim trudem gnie kark okazując pokorę, usłyszawszy raz jakąś uwagę pod swym adresem, rozważy ją i z pewnością postara się uczynić wszystko, by stać się jeszcze lepszym kotem. Głęboko wierzy w to, iż Gwiezdny Klan przeznaczył mu jakieś nieodkryte jeszcze, lecz z pewnością wielkie, zadanie.
Racza Sadzawka (KW); Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień, Koziczy Skok i inni (GK)
Przedostali się na drugą stronę, Turkuć ślizgał się nieco, więc z Grzmiącej Ścieżki zszedł ostatni. Zdążyli jednak na całe szczęście, bowiem nie minęła jeszcze chwila, a usłyszeli zbliżającego się kolejnego Potwora. Widać zwierzęta wyjeżdżały właśnie z gospodarstw w swoją ostatnią podróż, nie było to jednak zmartwieniem kotów, które musiały znaleźć drogę do miejsca spotkań z przodkami. Gdy Potwór przebiegł po swojej drodze, powoli zaczęły podnosić się głosy całej okolicy, robiło się jakby bardziej żywo, jakby jednak cały świat nie zastygł w miejscu, w oczekiwaniu. Koty z Klanu Gromu, rozglądając się dookoła, dostrzegły niespodziewanie jakiegoś osobnika na szczycie najbliższego pagórka po lewej stronie. Zdawało się, że kot ten jest jedynie cieniem, dość niewyraźnym, może zbyt mocno skrytym w mroku i ciemnościach, w cieniu, jaki rzucały krzewy, przy których akurat stał. Bez wątpienia jednak spoglądał na podróżnych, jakby chciał się przekonać, czy i oni go widzą, a co za tym idzie, co z tym faktem zrobią. Gdy już upewnił się, jak się zdawało, że został spostrzeżony, odwrócił się i strzepnął zachęcająco ogonem, po czym ruszył przed siebie znikając w półmroku.
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Gdy tylko przekroczyli Grzmiącą Ścieżkę kolejny potwór przemknął za ich grzbietami, charcząc i warcząc przeraźliwie, jednak gdy tylko ucichl, a okolica znów zaległa w ciemnościach, to nagle stworzenia w pobliżu jakby ozyly. Martwa cisza została przerwana przez odgłosy innych zwierząt, co było poniekąd pocieszające, ale nie sprawiało, że kocur przestał trzymać się na baczności.
Wzrok przyszłego przywódcy wypatrzyl sylwetkę na wzniesieniu. Sylwetkę jakiegoś obcego kota, który ewidentnie na nich spoglądał. Tęgi kocur zmrużył ciemnopomaranczowe ślepia, patrząc nieufnie. Gdy sylwetka rozplynela się w mroku dotarło do niego, że to kolejna wskazówka. Ruchem głowy nakazał podążanie w kierunku, który wskazał cień. Wojownik pamiętał, że muszą dotrzeć do niewielkiego zagajnika i właśnie niedaleko jeziora znajdą Szepczącą Sadzawkę. Po ominięciu Borsuczych Pagórkow szli dalej w kierunku wskazanym przez obcego kota. Było już późno gdy ujrzeli drzewa wznosząc się w górę. Trzmiel kiwnął głową na znak, że właśnie tam powinni się udać. Chylkiem ruszył przez zagajnik, szukając uważnie sadzawki, do której mieli dotrzeć.
Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
Rozsądny i opanowany, potrafiący zachować zimną krew i stoicki spokój, kiedy sytuacja będzie tego od niego wymagała. W gruncie rzeczy jest bardzo sumienny i wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak może. Bije od niego pewność siebie i odwaga, jednak nie jest lekkomyślny, najpierw pomyśli, potem powie. gotowy wskoczyć w ogień za klanowiczami. Zawsze szczery i prawdomówny, nie kłamie i nie wywyższa się, chyba, że w przyjacielskich słownych przepychankach. Okazuje szacunek starszym kotom, jednak tylko tym, którzy w jego mniemaniu na takowy zasługują. Ściśle przestrzega kodeksu wojownika i stara się działać honorowo. Opiekuńczy i troskliwy wobec innych, w szczególności rodziny i najbliższych mu kotów, a także kociąt. Inteligentny, nie pozwoli na obrażanie innych, jednak wie, kiedy ma trzymać język za zębami, aby nie powiedzieć czegoś, czego potem będzie żałować. Może nie jest dobry w udzielaniu rad, jednak stara się jak może i nigdy nie wygada czyjegoś sekretu. Silny psychicznie, silny fizycznie, do każdego nowo poznanego ma zupełnie obojętne nastawienie i to od rozmówcy zależy, jaką opinię w przyszłości będzie o nim miał.
Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
...Łapy pobrudzone w błocie na pewno nie ułatwiały mu przedostania się przez Grzmiącą Ścieżkę, jednak koniec końców udało mu się bezpiecznie wylądować na miękkiej, bezpiecznej trawie po drugiej stronie. Dotarł tam co prawda jako ostatni, ale szczęście, że w ogóle dotarł. W pewnym momencie jego uwagę przykuł... kot. Obcy? Nie... bury zmrużył miętowe ślepia, uważnie obserwując tajemniczą postać, która po niedługim czasie jakby zniknęła w odmętach wszechobecnej ciemności, zupełnie się z nią zlewając. To nie pozostawiało żadnych wątpliwości i Turkuć doskonale wiedział, iż był to znak, nie potrzebował nawet zachęty od Trzmielego Pyłu do tego, aby iść dalej. Brudny, ze zwichrzoną i potarganą sierścią ruszył za przyszłym przywódcą Klanu Gromu, co jakiś czas spoglądając za siebie, jakby sprawdzając, czy nie ma tam żadnego zagrożenia. Przezorny zawsze ubezpieczony. Byli poza terenami klanów, nie wiadomo, co się tam czaiło. Kiedy dotarli do zadrzewionej okolicy, rozglądał się i starał się znaleźć coś, co chociaż trochę przypomina sadzawkę. Węszył, skupiał wzrok. Zmęczenie nie doskwierało mu aż tak, był kotem wytrzymałym i silnym, trzymał wyprostowany i sztywny krok, co jakiś czas wymachując ogonem dla rozładowania... emocji? Niepokoju? Trzeba było przyznać, że wszystko to prezentowało się niesamowicie, nowe zapachy i widoki, musiał je bardzo dobrze zapamiętać, nie wiadomo, kiedy okaże się to potrzebne.
Rudy kocur z lekkimi pręgami.
Od strony brzucha i przy łapach ma białe znaczenia.
Należy do niższych kotów w Klanie Gromu.
Ma duże, ciemnozielone oczy.
Charakterystyczny jest też jego ukruszony lewy górny kieł.
Kot pełen sprzeczności. Z jednej strony jest spokojny i cierpliwy, a z drugiej gwałtowny i dynamicznie podejmujący decyzje. Uwielbia się uczyć. Jest też ambitny. Stara się być jak najlepszym wojownikiem, a jednocześnie nie lubi walczyć, uważa walkę za zbędną. Niepoprawny optymista, wszędzie doszukuje się pozytywów. Do wszystkich kotów odnosi się przyjaźnie, o ile nie zagrożą jego rodzeństwu bądź klanowi. Stał się też nieco złośliwy, choć widać to jedynie, gdy jest wściekły.
Mewia Łapa [KR], Słodki Język [GK], Spopielona Łapa [GK]
Blisko było, nie ma co! W obliczu tak bliskiego spotkania ze śmiercią, kocurowi mimo wszystko chciało się śmiać. Nie z radości, oczywiście, a z losu, który zdawał się stale próbować ukrócić Piaskowy żywot, a on co i rusz, fartem, mu umykał. I oby tylko ta dobra passa trwała.
Ujrzawszy spoglądającego na nich z oddali kota, Wojownik uśmiechnął się mimowolnie. Nie, nie wiedział, czy to znak od Gwiezdnych, czy może nawet zesłaniec z Ciemnego Lasu (oby nie, bo wtedy byłoby słabo), ale i tak, z początku pozostawał pogodny. Dopiero po chwili ta myśl dała mu do myślenia. Cienie niezbyt kojarzyły się ze Srebrną Skórką, w każdym razie nie jemu. Dlatego, dla samej pewności, pozostawał czujny, czy aby nie są prowadzeni gdzieś, skąd mieliby nie wrócić. Oby tylko Gwiezdni nie mieli mu tego za złe, jeśli jednak to faktycznie oni zesłali ten znak. Tak czy inaczej, ostrożnie, choć utrzymując tempo, ruszył z pozostałymi gdzie im wskazano.