Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Wypuszczane przez dwunogów ogromne stworzenia muszą mieć stały dostęp do wody, który zapewnia im… Wanna. Jest ona dość stara, stojąca na metalowych nogach zakopanych częściowo w ziemi, a zatkany odpływ uniemożliwia ucieczkę wody. Jest ona regularnie czyszczona z brudów, dlatego zwykle lśni pożółkłą ze starości bielą, a ciecz się w niej znajdująca jest codziennie wymieniana. W gorące dni konie często podchodzą i gaszą pragnienie, ale przez większość czasu panuje tam spokój. Plusem wanny jest to, że znajduje się dość blisko płotu, jednak minusem – dość blisko samej stajni, przy której często kręcą się Dwunodzy.
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Czas mijał i w końcu musiał nadejść moment, gdy zacząłem się nudzi u boku matki i zacząłem wyrywać się z resztą rodzenstwa coraz dalej i dalej. Zawsze miałem w zasięgu wzroku matkę, dzięki czemu ona mogła mnie pilnować, a ja nie miałem szansy się zgubić.
Byłem teraz parę metrów od srebrnej mamy, obserwując dziwną strukturę. Nue była dla niego dobrze widoczna, bo dopiero co otworzył oczy! To by było za szybko, by jego wzrok zdążył się przyzwyczaić do tego, że w końcu widzi. Z każdym dniem zauwazalem, że jest coraz cieplej. Właśnie teraz ciepły wiaterek zaczął mierzwić moje krótkie futerko, na co odpowiedziałem sympatycznym miauknięciem. Oh, gdyby tak mogło być zawsze!
...musiałem jednak obserwować. Za każdym krążkiem mogło czaić się niebezpieczeństwo i byłem tego kompletnie świadomy. Z nowym przypływem strachu zacząłem obserwować wzrokiem zamazany teren. Jeśli zauważyłem jakikolwiek ruch, prawdopodobnie byłbym już w połowie drogi do mamy Jaskółki.
//Wróbelku
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Odkąd wyszłam na świat nie opuszczałam ciepłego brzucha mamy i towarzystwa swojego rodzeństwa. Wszystko dookoła wydawało się takie zimne, okrutne, a przede wszystkim było to dla takiego kociaka jak ja czymś nowym, czymś, co starałam się okiełznać. Kiedy skończyłam odpowiedni wiek w końcu zaczęły rozklejać mi się oczka, a ja nareszcie mogłam spojrzeć na to wszystko, ocenić jak fantastyczna może być w rzeczywistości ta kraina.
Teraz leżałam gdzieś niedaleko Jaskółki, ziewałam, a mój pusty brzuszek troszkę burczał. Na szczęście odwiedzało nas dwóch kocurów, którzy nam pomagali. Nie wiedziałam kim są, ale na pewno są bardzo sympatyczni. Ziewnęłam słodko i otworzyłam małe ślepka, by rozejrzeć się po świecie. Wtem zobaczyłam jak jeden kociak, który niegdyś leżał ze mną w brzuchu, gdzieś idzie! Spróbowałam więc wstać, nie chcąc żeby był sam. Ta czynność była jednak bardzo męcząca, musiałam się dużo nacierpieć nim udało mi się stanąć na cztery, maleńkie łapy. Zachwiałam się, a obraz nieco mi się rozlał, by po chwili powrócić do normalności. Stawiłam jedną łapkę przed siebie, a potem następne trzy, przy okazji chwiejąc się niemiłosiernie. Zapewne przewróciłabym się, gdyby nie to, że wiatr zawiał i pomógł mojej sylwetce się wyprostować. Pobiegłam szybko za tym kotkiem, a gdy stanęłam obok, chciałam się odezwać! Słyszałam jak starsze koty rozmawiały i ja też bym bardzo chciała tak umieć!
— He! S-o! — krzyknęłam, spoglądając na braciszka. Co on robi?! Też chcę!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Ja finalnie zacząłem się robić coraz bardziej ciekawski, jak na kocię przystało. Nie dorównywałem może ilością spacerów do Bogatki czy Modrzewia, ale było to już coś.
Obserwowałem głównie teren przede mną. Nie spodziewałem się, że "zagrożenie" może przybyć z drugiej strony. Zacząłem być spokojniejszy, zauważając, że chyba nic go nie zaatakuje od strony śmiesznej struktury. Położyłem się więc plackiem, rozłpżyłem szeroko patykowate łapki i przymrużyłem oczy... Gdy ni stąd ni zowąd obok mnie pojawił się... Kot! I to nie byle jaki kot! Była to sama Wróbelek! Co jednak nie znaczyło, że będę spokojniejszy.
Gdy tylko poczułem ruch wokół siebie, od razu przeszedłem do działania. Wydałem ciche miauknięcie po czym spróbowałem szybko wstać, co mi nie wyszło i musiałem się odturlać. Dopiero wtedy spojrzałem na koleżankę i zarazem siostrę. Trochę speszony, pozostałem na miejscu i orałem łapkami ziemię. W trakcie obrotu, usłyszałem od Wróbelka dziwny dźwięk, który chyba miał być początkiem ich kocięcej rozmowy. Nie zdecydowanym głosem i ja spróbowałem coś powiedzieć.
- Mmmmm... Ei! - nie byłem jednak w pełni przekonany do rozmowy, dlatego z moich ust wyleciało trochę mniej (choć można byłoby się spodziewać, że więcej, patrząc na to, ile zajęła jego wypowiedź). Bałem się, że powiem coś źle i kotka by się mogła... Zaczął śmiać.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Spoglądałam dłuższą chwilę na kociaka. Co on rooobi? To musi być bardzo ciekawe! Zresztą spodobała mi się perspektywa rozmowy z nim, więc z pełnym entuzjazmem odparłam:
— Eii!? So t-y obis? — spytałam prędziutko, uśmiechając się przyjacielsko. Nie chciałam, żeby ten się mnie bał, zresztą nie miałam zamiaru się z niego śmiać. Jest moim bratem, a z rodziną trzeba być najbliżej! Przeszłam obok braciaka i przy okazji otarłam się o jego równie co moje, chudziutkie, młode ciałko. Przy okazji zamruczałam przy tym, a mój ogon poleciał jak strzelba w górę. Po chwili zaśmiałam się i koślawo podbiegłam do wodopoju, aby po chwili postawić na wannie przednie łapki i spróbować spojrzeć w jej głąb. Jednak jedyne co zobaczyłam to białą blachę, bowiem mój wzrok nie dosięgnął tak wysokiej rzeczy. Pomachałam ogonem zirytowana, próbując podskakiwać. Wszystko to było na marne, a mój nosek marszczył się coraz mocniej. Nie podobał mi się fakt, że nie mogłam tego zobaczyć!
— E! Bat, chć! — wrzasnęłam, spoglądając chwilowo na kocurka. No weeeź, przestań być taki bojaźliwy i spójrz tu tylko! Czemu tego nie da się dojrzeć, czemu to jest takie wysokieee?! Tak się bawić nie będziemy!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Wróbelek była widocznie bardziej skora do rozmowy. Dobrze dla niej, w końcu muszą się nauczyć mówić! nie byłem tego ani pewny ani chętny, ale próbowałem z całej siły dorównać reszcie rodzenstwa w rozmowach.
- Eee zę! - czy brzmiało jak słowo, które chciałem powiedzieć? Może częściowo. Jednak pamiętałem, że takowe słowo istniało, więc zdecydowałem się o nie wzbogacić rozpowę.
P prostu... Byłem ostrożny. Takie wycieczki bygly być w końcu niebezpieczne! Ale skoro nie byłem sam, to mogli wybrać się gdzieś dalej. I tego zdania chyba była też jego siostra, ponieważ zaraz po tym, gdy położyła się obok mnie koslawo wstała i skierowała się w stronę struktury wcześniej obserwowanej przeze mnie. Dopiero na wołanie Wróbelek wstałem z miejsca i próbowałem się naj najszybciej dostać do siostry, w czym jednak przeszkadzały mi elementy otoczenia - głównie wzniesienia, kamyki i inne rzeczy które zmaterializowały się pod moimi łapkami. W końcu jednak dotarłem na miejsce i niepewnie zacząłem przyglądać strukturze. Z daleka wyglądała na Mniejszą! A teraz była wyższa ode mnie i Wróbelek! Jak to tak?
Po chwili wpatrywania zdecydowałem się dotknąć tego czegoś. Było dziwne w dotyku... Zależnie od koloru inaczej się to dotykało. Postanowiłem po chwili zaprzestać, a powodem była wyższa partia tej rzeczy.
- E! - rzuciłem do kotki, postanawiając, że wybierze się na obchód dziwnej rzeczy. Oczywiście z Wróbelek, bo sam bym się nie wybrał. Mialem nadzieję, że kotka od razu zaczai, jeśli jednak nie... To coś wymyślą.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Owszem, nie było dla mnie problemem pogadać z bratkiem, tym bardziej, że łączyły nas więzy krwi! Wiedziałam też, że kocurek nie zrobi mi krzywdy, więc bez żadnych ceregieli z nim rozmawiałam, chcąc też go do siebie przekonać. Nie chciałam, zeby czuł się przy mnie źle, toteż starałam się być najmilsza jak mogłam!
Stojąc tak z łapkami na tej dziwnej kreaturze, zaczęłam ją wąchać. Pachniała dziwnie, niepodobnie do tego, co zdążyłam na ten czas poznać. W gruncie rzeczy byłam jeszcze malutka i wszystko było dla mnie takie nooowe!
Widząc, jak brat się do mnie przyłącza i również dotyka tę rzecz, prędziutko się do niego uśmiechnęłam. Nie rozumiałam jednak, dlaczego tak szybko zrezygnował z badania tej istoty i po prostu sobie odszedł parę kroków. Dopiero, gdy się odezwał, zczaiłam, że chce mi coś przekazać.
— So? — spytałam, stawiając łapy ponownie na twardej ziemi i przekręciłam główkę. O co mu chodziło? Nie do końca zdawałam sobie sprawę, że kocurek chce ze mną pozwiedzać, więc jedynie mu się przyglądałam, mając nadzieję, że wyczytam jego zamiary z jego wielkich, błękitnych oczu. Nie było to jednak takie łatwe, jak myślałam. Mogłam łatwo stwierdzić, że było to naprawdę ciężkie. Miałam nadzieję więc, że powtórzy swój istnie genialny plan.
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Odwróciłem wzrok w stronę siostry i przyglądałem się jej w trakcie, gdy ta schodziła z tej dziwnej rzeczy. Miałem bardzo fajny plan i miałem nadzieję, że będzie zabawnie! Bo w końcu to robią kocięta, prawda? Bawią się!
Widząc jednak, że Wróbelek nie reaguje, postanowiłem wkroczyć do akcji, a dokładniej postanowiłem dodać do tej wypowiedzi jedno słowo.
- Cho! - zawołałem wesoło, po czym podszedłem bliżej siostry. Obróciłem się tak, byśmy mieli główki obok siebie. Zacząłem szurać futrem o jej futro. Następnie kiwnąłem głową, proponując, by zaczęli pochód od tamtej strony, w którą patrzeli.
Wykonałem więc pierwsze pare kroków, po czym odwróciłem główkę i spojrzałem na siostrę z nadzieją, że dołączy.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Ach, czyli o to mu chodziło! Słysząc, jak ten zachęca mnie do pójścia za nim, miałam zamiar już do niego podbiec, lecz ten mnie wyprzedził, ocierając się o mnie. Uwielbiałam to uczucie, czułam wtedy, że drugi kot nie jest do mnie źle nastawiony, wręcz przeciwnie. Zamruczałam więc cicho na gest brata, po czym — gdy Mech wskazał kierunek przed nami — pokiwałam twierdząco głową i chwiejnym krokiem zaczęłam biec w tamtą stronę. Oczywiście uprzednio jeszcze upewniłam się, że nie jesteśmy daleko od mamusi, bo mogłoby się to dla nas źle skończyć. A zresztą nie chciałam jej martwić!
Jednak byliśmy bezpieczni, więc byłam pewna, że nic nam nie grozi, a Jaskółka ma na nas oko.
Biegnąc przed siebie, po chwili wpadłam na jakiś mały, acz wystający kamyk, przez co przewróciłam się i wylądowałam na brzuchu. Przez tę sytuację syknęłam cicho, ale po chwili uśmiech wrócił z powrotem na mój pyszczek. Spojrzałam następnie do tyłu, czy śnieżnobiały kocurek za mną nadąża. Trzeba bowiem przyznać, że jestem nader energicznym kociakiem, a mój szybki krok to pieczętuje! Jeśli brat był blisko, wstałam na równe łapy i uśmiechnęłam się do niego przyjacielsko. Dookoła było tyle ciekawych rzeczy, a ja miałam nadzieję, że razem z Mchem je poznamy. Potem moglibyśmy się pochwalić mamusi, jacy jesteśmy mądrzy!
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Tak, właśnie o to mi chodziło! Cudownie się czułem, wiedząc, że siostra zrozumiała jego słowa i nawet to poparła! Widziałem, jak Wrobelek odbiega dalej, na co zareagował również biegiem w jej stronę. Starałem się wyrównać do niej, szczęśliwie nie przewracajac się ani razu. Zerknąłem w stronę, w którą kotka z rozetami spojrzała. Tak, mama ciągle nas obserwowała.
Pobieglem dalej, widzac, że siostra kontynuuje. I... Wpadłem na nią sekundę po tym, jak ona się przewróciła. Zatoczyłem się kawałek dalej, strzepnąłem trawę z futerka i wstałem. Obróciłem się w stronę siostry i liznąłem ją w czoło, widząc, że już wstała.
- Pać! - krzyknąłem przyjacielsko, widząc dziwną, zieloną rzecz wystającą z pożółkłej rzeczy, którą obchodzili. Podeszłym bliżej i zacząłem macać Łapą miękką rzecz.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Z bratem super spędzało mi się czas i cieszyłam się, że w tej kryzysowej dla nas sytuacji - bo siłą rzeczy byliśmy w piątkę i mogło być chwilami ciężko - żyjemy w zgodzie. Zresztą sama chciałam mieć dobre stosunki z rodzeństwem, więc świadomość, że Mech nie jest źle do mnie nastawiony, cieszyła mnie i to bardzo. Byłam szczęśliwa, że to właśnie takie rodzeństwo mi się trafiło, nie gburliwe, ale takie, z którym mogę się pobawić i pogadać bez obawy, że będzie złe czy coś w tym stylu.
Gdy brat opadł na mnie i przeturlaliśmy się niewielki kawałek, zaczęłam się śmiać i pacnęłam go delikatnie w głowę, rzecz jasna w formie zabawy. Gdy wstaliśmy i zaczęliśmy iść nieco dalej, na krzyk kocurka zareagowałam nastroszeniem uszu i przyjrzeniem się głębiej tej dziwnej rzeczy. Podeszłam za śnieżnobiałym kawałeczek, by po chwili przystanąć obok tego czegoś i schylić łeb, chcąc to zobaczyć.
— Diwne — stwierdziła, gdy brat zaczął to macać. Zrobiłam dwa kroki w tył, a mój pysk skrzywił się nieznacznie. — Epiej to ostawmy — powiedziałam cicho, rozglądając się na boki. Nie wiadomo co to może być, a mama nie będzie zadowolona jak się dowie, że przeszkadzamy zielonej rzeczy. Poza tym nie wiemy do kogo to należy.
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Dlaczego miałbym? W końcu Wróbelka jest moją siostrą i powinniśmy się wspierać! Tak więc nie powinno być co ani dla mojej siostry jeden, ani dwa, ani Modrzewia, ani nawet mamy dziwne! Wręcz dość oczywiste. Chociaż nie byłem w stanie wyrazić zbyt wiele w słowach, to rekompensowałem to gestykulując.
- Wubelek, a cy o ne... ech? - nie byłem tego pewien, ale jeśli miałem rację, to właśnie od tej rzeczy dostałem swoje imię! - Bo pać, o neee ygoda ak tfafa... jes ine - mruknąłem, ale słysząc, że Wróbelka zdecydowała to zostawić, nie postanowiłem kwestionować jej wyboru. Wstałem, jeszcze raz strzepnąłem ewentualną trawę z futerka, po czym spojrzałem jeszcze raz na zieloną rzecz, podejrzalnie mech i podszedłem do siostry.
- Boo me usz oche apki, Wubelek... mosze wlaćiajmy - zaproponowałem, stając obok siostry, chwiejąc się nieznacznie na łapkach.
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Dla mnie też zdawało się to oczywiste, ale nie wątpiłam w to, że czasami rodzeństwo niekoniecznie się dogaduje. Tak jak jest z przyjaciółmi - potrafią się kłócić, mimo że dla większości powinni się asystować. Ja jednak byłam pewna, że ani ja, ani Mech czy reszta naszej gromadki nie zawiedziemy siebie nawzajem, bo w tej kryzysowej sytuacji powinniśmy się wspierać.
Kiedy jasny zasugerował, że jest to mech, lekko się skrzywiłam. A więc od tego wzięło się jego imię? Dziwne. Nie sądziłam bowiem, żebyśmy zostali nazwani od takich dziwnych rzeczy: sugerowałabym raczej kreatywność matuli, ale najwidoczniej się myliłam. Druga sprawa, że może tylko brat miał od tego imię, ale wydawało mi się to niezbyt realne, zatem gdy tylko wrócimy, prędko spytam o to mamę.
Gdy brat powiedział, że powinniśmy wracać, prędko podbiegłam do niego i lekko się o niego podparłam, żeby było nam łatwiej. Moje małe łapki również domagały się od początku, więc na pewno połączenie sił będzie wspaniałą opcją. Spojrzałam jeszcze orientacyjnie, gdzie powinniśmy zmierzać, a widząc w oddali sylwetkę rodzicielki, zasugerowałam pójście w tamtą stronę. Jak już się tam znaleźliśmy, wtuliłam się w matczyny brzuch i skulona w kłębek ułożyłam się spać. Tak mi tego brakowało... Zadawanie pytań zostawimy na później.
zt
Biel pokrywa właściwie wszystko. Jedynymi akcentami kolorystycznymi są różowy nos, poduszki łap oraz ślepia raczej w turkusowym odcieniu. W otoczeniu krzewów nabierają zielonego koloru, zaś gdy Biała spogląda w niebo, chciałoby się powiedzieć, że są błękitne. Długie futro, idealnie zakrywa wychudzone wciąż ciało. Dba o to, żeby zawsze było idealnie białe, perfekcyjnie ułożone. Mięśnie zdążyły się w pewnym stopniu odbudować, choć po pobycie w lecznicy wciąż odbiegają od umięśnienia jej rodzeństwa. Kiepska dieta nie pomogła w powrocie do fory z czasów, gdy była kocięciem. Nie należy do najwyższych, ale nie przejmuje się tym zbytnio.
Chciałoby się powiedzieć, że jest potulną kotką, która zna swoje miejsce i stara się nie wychylać. Cóż, w pewnym sensie próbuje być taka, a właściwie stara się, żeby za taką ją uważano. Uroczą, uprzejmą, grzeczną. Jedynie w spojrzeniu można dostrzec błyski gniewu i buntu. Pamięta, że nie powinna podchodzić agresywnie do starszych wojowników, choć nie raz musi gryźć się w język. Dodatkowo cały czas trenuje swoją cierpliwość, która kosztowała ją już kilka kępek futra, które straciła w czasie powrotu do Gromu. Całe szczęście, że futro odrasta. Przepełniona dumą z powodu śnieżnobiałego koloru, jest wobec niego nieco pedantyczna.
/po spotkaniu z Nirvaną, przed spotkaniem z Gwiazdą
Znów Siedlisko Koni, ale tu przynajmniej była woda. Pamiętała o takim śmiesznym czymś, gdzie było zawsze dużo wody i z czego mogła spokojnie pić. Nie chciała tutaj wracać, ale wyglądało na to, że stąd będzie mieć bliżej do Klanu. Jednak. Potrzebowała nabrać znów sił, napić się, wyczyścić zakurzone futro i ruszyć między drzewa.
Ostrożnie, aby nie trafić na Dwunogów, podeszła do wodopoju, z którego ostrożnie napiła się, strzygąc czujnie uszami. Co chwilę przerywała picie, rozglądając się na boki, gdy któreś z ogromnych dziwnych stworzeń wydawało dźwięki. Bała się ich, ale nie była już uwięziona między nimi. Teraz tylko odnaleźć Klan i później... Później się zobaczy.
Napojona czuła się nieco zmęczona ciągłym wędrowaniem, więc ułożyła się zaraz przy wodopoju, osłonięta nim od strony Dwunogów. Względnie bezpieczna. Oparła łeb na przednich łapach, omiatając spojrzeniem okolicę. Zieleń trawy nadawała jej ślepiom mocniejszej, turkusowej barwy. Chwilkę odpocznie i pójdzie dalej. Tak, to brzmiało jak dobry plan.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Spała, tak, spała, spała, bo się zmęczyła, tak, nie pamiętała nawet, kiedy zasnęła, nie, ale mordkę miała w błocie, błoto wszędzie, tak, było tam, kiedy tylko otworzyła oczy, wszędzie, wszędzie, pod powiekami, tak, więc nic, nic nie mogła zrobić, nie, ale czuła, tak, czuła cudzy smród, więc się poderwała, w górę, tak, nie szybko, ale w górę, mrugając, tak, mrugając szybko i trzęsąc głową. Błoto, błoto, błoto, nie, nie chciała, nie mogła, nie chciała błota na pyszczku, nie, nie, bo wtedy nie zobaczy, nie, nie zobaczy, jak nadchodzą cienie, straszne, straszne, straszne cienie.
Kot.
Kot kot kot kot kot kot kot.
Biały.
Ukradł! Ukradł jej wygląd! To ona, to ona była biała, tak, wyższa, ale nie wysoka, nie, złodziejka, złodziejka, ukradła!! Ukradła jej wygląd, tak, tak samo, jak Najwyższy Potwór ukradł, tak UKRADŁ, PORWAŁ jej ukochanych, maleńkich synów, tak, zupełnie bezbronnych, żeby potem ich zabić. Był potworem, potworem, POTWOREM, a ona zrobiła to, co on, tak, dokładnie to, co on, ale bez zabijania, nie, bez zabijania jej synów, ale ukradła, tak, więc zachowywała się tak, jak on, tak, dokładnie tak samo. - ZŁODZIEJ! ZŁODZIEJ! ZŁODZIEJ!!! - krzyknęła, skacząc w kierunku tamtej, chcąc wylądować obok niej, tak, tuż obok, a potem krzyknąć, krzyknąć jej prosto do ucha, głośno, głośno, tak, opluwając ją błotem, tak, tylko, że przez błoto w mordce mówiła o wiele ciszej, tak, krztusząc się, z chrypą, tak, więc tak naprawdę nie krzyczała, nie, nie, krzyk był normalnym tonem, tak, takim, jaki miał normalny, normalny, normalnie kot.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.