Logo Artemidy
Wodopój
#61
- A co zrobisz? Co byś zrobił? Miałam ci zniszczyć w ten sposób życie? Jesteś młody. - powiedziała, pociągając nosem. Prawdą było, że po prostu jej się znudził, ale mogła teraz obrócić wszystko na swoją korzyść. Nie zostawiła go dlatego, że już go nie chciała. Zaszła w ciążę i chcąc go uchronić przed straceniem młodości, przez zniszczeniem sobie życia, zdecydowała się uciec i poradzić sobie z tym wszystkim sama. Jak wielkodusznie z jej strony!
- Urodziłam się w lesie. Mam tam rodzinę. Wychowałam się tam. Umiem polować, walczyć. Dam radę o siebie zadbać, a w razie potrzeby... mogę liczyć na brata. - dodała. Miała alternatywę, miała dokąd odejść, gdyby tylko chciała, więc on... młodzieniec ze świetlaną przyszłością nie musiał się o nią martwić. Ale gdyby chciał, to było to mile widziane. - Nie wiem co zamierzałam. Może tam wrócić, może nie, nie wiem. Na pewno nie zamierzałam rujnować twojej młodości. - jesteś taka wspaniała!!!
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#62
— Szkoda, że nie byłaś taka wspaniałomyślna zanim... — wypalam, zanim w ogóle zdążę pomyśleć i poukładać własne emocje. Nie potrafię uwierzyć w to, co mówi; nie umiem przekonać się do myśli, że jednak jest dobrą kocicą, nie po tym, jak mnie skrzywdziła. Nienawidzę jej za to, jak prostymi słowami zmienia cały mój stan. Przymykam oczy, by opanować szalejące myśli, kręcę łbem. Wzdycham i patrzę na nią, analizując to, co właśnie powiedziała. — Kim jest twój brat? Jesteś z klanów? — pytam podejrzliwie, bo nigdy o tym nie mówiła. Kiedy jednak na nowo wspomina o rujnowaniu mojej młodości, macham ogonem z irytacją. — Nie jestem dzieckiem, Różo — przypominam jej, bo, kto jak kto, akurat ona powinna o tym najlepiej wiedzieć. — Pomógłbym ci — dodaję już nieco łagodniej, ale nie wiem czy szczerze. Nie wiem już właściwie nic.
[Obrazek: dcpzo54-a3af7d73-aca4-4818-b477-9bec634a...ofUSd-O5NA]
♱ I think IM SCARED of all the signs ♱
DONT EVER leave me ALONE at NIGHT
[Obrazek: d6gukm6-bbeaa3e7-2dd0-440a-90a5-624ca80d...s0CEbY9Two]
《 I think IM SCARED, I have NO TIME 》
I SCREAM out loud JUST to see if IM ALIVE
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#63
Spojrzała na niego tak, jakby chciała go zabić wzrokiem. Wiedziała co chciał powiedzieć, domyślała się i miał szczęście że nie skończył, bo dostałby po mordzie od niej i od każdego z ósemki kociąt.
Uniosła lekko brwi w zdziwieniiu.
- Znasz klany? Skąd? - zapytała, nie odpowiadając na zadane jej pytania i w sumie nie zamierzała dopóki nie usłyszy odpowiedzi na własne. Jeśli pochodził z wichru to się chyba porzyga i utopi w najbliższej rzece. Zachciałoby mu się jeszcze bawić w dom. FU.
- Gdybyś był, to nie byłoby tego. - syknęła, patrząc na swój gigantyczny brzuch. - Jak? Potrafisz polować żeby zdobywać pożywienie? Walczyć, żeby nas ochronić? Nie nadaje się bycia matką, wiem bo swojej rodzinie jak dzieci niszczą życie. Mój brat zapewni im odpowiednią opiekę, wychowanie. Zajmie się nimi ktoś, kto podoła. - powiedziała. Mógłby jej pomóc tylko w jeden sposób - zabierając od niej te małe pasożyty, a tego zaproponować nie mogła, bo nawet nie wiedziała jak będą wyglądać. Znaczy, zawsze można wcisnąć jakiś kit, ale musiałaby się nad tym poważnie zastanowić, a czasu miała stosunkowo niewiele.
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#64
Wzdycham ciężko pod naporem morderczego spojrzenia Róży. Mam ochotę zrobić to kolejny raz, kiedy nie odpowiada na zadane przeze mnie pytanie, jednak nie dopominam się. Zamiast tego wzruszam barkami.
— Sporo się o nich słyszy, wiesz? Im bliżej ich terenów, tym więcej — odpowiadam zatem płaskim tonem, bo nie mogę powiedzieć, że jestem spokojny. Końcówka mojego ogona podryguje u boku mojego ciała, nagle uderzając o podłoże, gdy kotka wskazuje na swój brzuch. Moje gardło zaciska się coraz bardziej z każdym jej słowem. Garbię się lekko, nim powoli kiwam głową. — Potrafię — mówię. I nie jest to kłamstwo, ale też nie całkowita prawda; nie jestem mistrzem walki, nie ze swoją kulawą łapą. Potrafię upolować samemu sobie pożywienie, ale żeby wykarmić jeszcze kotkę i jej kocięta... Cóż, może bym dał radę. A może nie. Dlatego kiwam głową. — Jednak tam zapewne będą bezpieczniejsze. Który to klan? — mówię wreszcie zmęczonym tonem. Z tym nie mogę się kłócić; nawet nie wiem, czy chcę. — Chcesz dla nich takiego życia? — pytam po chwili ciszy, ledwo słyszalnie, spoglądając na jej pyszczek. Cóż, głupie pytanie; dla niej zapewne było lepsze to, niż zajmowanie się młodymi. Chrząkam. — Chciałbym je poznać. Kiedyś, jak trochę podrosną, skoro tylko tyle mogę zrobić — mruczę powoli, niezbyt pewien swoich słów.

Mimo wszystko chyba nie potrafię wyrzec się odpowiedzialności.
[Obrazek: dcpzo54-a3af7d73-aca4-4818-b477-9bec634a...ofUSd-O5NA]
♱ I think IM SCARED of all the signs ♱
DONT EVER leave me ALONE at NIGHT
[Obrazek: d6gukm6-bbeaa3e7-2dd0-440a-90a5-624ca80d...s0CEbY9Two]
《 I think IM SCARED, I have NO TIME 》
I SCREAM out loud JUST to see if IM ALIVE
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
6
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#65
- Rozumiem. Wicher. - odpowiedziała, mogąc odetchnąć w duchu. Gdyby byli spokrewnieni, to jeszcze by urodziła jakieś mutanty z dodatkowymi łapami, czy głowami, a tylko tego by jej brakowało. Znaczy, no, istnieje szansa że tak naprawdę to nie jego dzieci i była o wiele większa, ale hm. Płatek zaczynała powoli panikować. Zignorowała też fakt, że Lete potrafi polować i walczyć. To było za mało, żeby ją przekonać. Tak naprawdę to nie wiadomo co musiałby zrobić aby ją przekonać do wychowania z nim kociąt. Czy w ogóle była taka opcja?
- Oczywiście. Podejdź kiedyś na granicę, za jakiś czas, bo nie będą mogły wychodzić dopóki nie skończą sześciu księżyców. Będą zadowolone. Będę im o tobie opowiadać. - łgała. Nie wiedziała czy sama w ogóle w tym klanie zostanie, czy tylko podrzuci bachory i wyparuje. Nie chciała jednak palić tego mostu całkowicie, bo kto wie, może Lete jej się do czegoś jeszcze kiedyś przyda. A może kiedyś nadejdzie szybciej niż mogłaby się tego spodziewać.
Podeszła do niego i przytuliła się, wycierając resztkę łez. Miała jakieś alternatywy. Jak nie klan, to zawsze mogła wepchnąć kociaki jemu i po prostu zniknąć. Jakoś sobie poradzi, wróci do formy po porodzie.
- Czy bardzo źle wyglądam? Taka... okrągła? - zapytała półszeptem. Nie byłaby sobą, gdyby nie poruszyła tego tematu. To właśnie o to jej najbardziej chodziło cały ten czas.
[Obrazek: vvIi8YC.png]
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#66
***
I co ja robię tu, uu-uu.
Jak wszystko inne w życiu, nowa ranga nie niosła ze sobą jedynie żmudnych obowiązków. Dawała młodemu kocurowi również przywileje, staż, doświadczanie jak i wolność... Którą musiał się zadławić, praktycznie niecały księżyc od ceremonii. Świeżo mianowany terminator, który mimo wszystko nadal miał tylko pszczoły w łbie, wyszedł sobie tylko na krótki spacerek wokół Szumiącego Lasu. Miał tylko rozprostować łapy, może zebrać trochę mchu i wrócić do Obozu, jednak najwyraźniej coś poszło nie tak, skoro wylądował praktycznie pół dnia od terenów Klanu Cienia gdzieś w okolicach Stadniny. Krótki obchód zmienił się w prawdziwą misję eksploracyjną, kiedy to wrząca w nim ciekawość sprawiła, że zawędrował w świat bez najmniejszego zmartwienia, że w najlepszym wypadku dostanie opieprz a w najgorszym może go coś zjeść.

Dreptał tak przed siebie, rzeczka płynąca z terenów Klanu Rzeki była jego jedyną przyjaciółką w tej wyprawie. Jednak, po wygranym wyścigu z patykiem, który bez celu uniósł sie tak na płytkich falach, Kłujący zadecydował, że pora pożegnać się z stałym szumem wody. Nieświadomy tego, postanowił więc skręcić w stronę Siedliska Koni. Kiedy tylko przebił się przez wysokie paprocie, które blokowały mu widoczność, zatrzymał się tak nagle, że tylko dzięki jakiejś Gwiezdnej łasce nie stracił równowagi. Przed nim, dobre kilka długości lisa, stało to coś. Prawdziwa bestia, wyższa niż najwyższy kot w klanie o chyba pięć razy i grubsza niż niejedno młode drzewo. Jej futro było brązowe w śmiesznie rozstawione plamy, choć co przykuło uwagę syna Orlego Szpona to jej nogi, a raczej co znajdywało sie na ich końcu. Na miejsce miękkich poduszek i pazurów, potwór miał przyczepione kamienie. Kłujący nawet nie zorientował się, kiedy jego sierść się zjeżyła ani tym bardziej, kiedy zbliżył się do stworzenia rodem z opowieści Zmarzniętego Nosa, kiedy ten chciał go nastraszyć. Zatrzymał się przed ogrodzeniem, kiedy bestia znana potocznie jako koń, akurat schyliła się by się napić.

//dziadziu uwu
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#67
Miał wszystkiego czego dusza zapragnie. Dach nad głową, miękkie legowisko i pełne miski jedzenia. Co prawda kocia karma była niczym w porównaniu do świeżej zdobyczy, którą jadał jeszcze za czasów pobytu w lesie. Udało mu się jednak jakoś przekonać swoich dwunożnych do podawaniu mu surowego mięsa. Nie miał więc na co narzekać. Lubił jednak cieszyć się wolnością, i gdy tylko miał okazję wyruszał przed siebie. Najczęściej w okolice czterech klanów. Choć łapy nie te, miały w sobie jeszcze trochę pary.
Tego dnia wybrał się do Siedliska Koni. Zdarzało mu się łapać tutaj myszy, gdy jeszcze wiódł życie samotnika. Chciał to zrobić również i tego dnia. Przeważnie nie polował w lasach, z doświadczenia wiedział ile trudu kosztuje to leśne koty i samotników, nie zamierzał kraść zwierzyny, samemu mając jedzenia pod dostatkiem, ale tutaj w stodole piszczek było pod dostatkiem dla każdego. Przedzierał się właśnie przez zarośla, gdy dostrzegł jasnego kocura. Sądząc po sierści raczej przerażonego. Przeniósł spojrzenie na bok, a jego oczom ukazał się jeden z koni. Ah tak.
- Nie podchodź bliżej. Połykają w całości. -Rzucił w stronę terminatora zbliżając się do niego. Zatrzymał się na parę bezpiecznych kroków przed nim. Kocur wyglądał młodo, a jeśli jego stary nią go nie zwodził, czuć było od niego Cieniem. Zapewne był zwyczajnym ciekawskim terminatorem bądź młodym wojwonikiem, który nigdy w życiu nie widział konia na żywo.
[Obrazek: E8xIGKP.png]
WHEN you think that it can not b e
w o r s e anymore, start b a n g i n g THE
board with y o u r LEG You will see
H O W relieved you f e e l when you
S T O P
LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#68
Lustrował uważnie ruchy bestii, rejestrując to w jaki sposób ta napręża i rozluźnia swoje mięśnie, które tak swoją drogą były chyba trzykrotnie większe od niego. Był przerażony, jak mógłby nie być? Pierwszy raz w życiu widział bestie, która mogła go zdeptać jak jakiegoś robaczka na własne ślepia. Jednak nie obrócił się ostro na pięcie i nie uciec z podkulonym ogonem do domu, w próbie stworzeniu jak największej odległości między nim a tym czymś. Kłujący postanowił zbliżyć się do konia. Nawet w obliczu tak silnych emocji jaką był strach, ciekawość i tak musiała zwyciężyć.
- He!? - Uciekło mu z pyszczka, kiedy odwrócił pyszczek ku nieznajomemu. Nie usłyszał jak oriental przedarł się przez roślinki i zbliżył do niego, pochłonięty obserwowaniem konia. Opuścił gardę i dał się przez to podejść; początkujący błąd godny prawdziwego żółtodzioba, ojciec zdecydowanie nie byłby z niego teraz dumny... Choć, nie był pewny czy Orli Szpon był kiedykolwiek zdolny do takich skomplikowanych emocji, szczególnie względem Drzazgi. - Serio? - Wydusił z siebie, pomalutku próbując znaleźć stały grunt pod łapami. Obecność czekoladowego i jego słowa użył jako bezpieczny punkt zaczepienia. - A czy... - wydusił, jednak słysząc, że jego głosik brzmiał krucho i ciszej niż się spodziewał, przerwał wypowiedź i oblizał swój różowy nos. Widocznie pomogło mu to w okiełznaniu wzbudzonych emocji, ponieważ na jego pyszczku pojawił się cień zaczepnego uśmiechu. - A czy gustują w koty? - Zapytał a jego błękitne ślepia zalśniły. Strach nie był wstanie powstrzymać jego chęci poznania tego świata.
LVL 2 20 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
10
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#69
Młody miał szczęście, że nie natrafił na kogoś lubującego się w konfliktach, bo sądząc po jego reakcji nie byłby gotowy na uniknięcie potencjalnego ataku. Rozluźnił mięśnie, opuszczając nieco pysk, żeby pokazać kocurowi, że nie zamierza robić mu problemów.
- Serio. -Odparł poważnie, czujnie przy tym zerkając na stojącego nieopodal konia, jakby upewniając się, że ten ich nie podsłuchuje. Zwalczył w sobie chęć uniesienia brwi i udzielenia sarkastycznej odpowiedzi. Kocur nie wydawał się zbyt inteligenty, albo to on miał tak wielki dar przekonywania.- Oh, a myślisz że po co ten płot? Oddziela konie od lasu, żeby przypadkiem nie zaszkodziły kociej populacji. Ale niestety często zapuszczają się tutaj takie koty jak ty, które tchniętę kocięcą ciekawością podchodzą bliżej i bliżej, aż koniec końców znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, a ich rodziny i przyjaciele księżycami opłakują ich zniknięcie. -Westchnął że smutkiem, po czym przeniósł spojrzenie na oglądanego przez kocura łaciatego osobnika. Szczęście chciało, że właśnie obrócił ku nich swoją olbrzymią głowę.- Wiesz co, wydaje mi się, że ten tutaj ma na ciebie chrapkę. -Koń akurat przeżuwał coś w paszczy. Czekoladowy kocur był mu ogromnie wdzięczny za tak wierne odegranie swojej roli.
[Obrazek: E8xIGKP.png]
WHEN you think that it can not b e
w o r s e anymore, start b a n g i n g THE
board with y o u r LEG You will see
H O W relieved you f e e l when you
S T O P
LVL 4 70 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
7
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#70
Ostatnio coraz częściej dało się go spotkać bliżej ludzkich budowli. A to jakieś drewniane, niskie domki, płotki, stajnie. Nigdy do tej pory nie miał bliskiego spotkania trzeciego stopnia z żadnym dwunogiem i chwała niech będzie Gwiezdnym. Mimo to, odkąd samotniczo koczuje po terenach, ludzkie kocięta jak i ich dorosłe wersje były bardziej intrygujące niż straszne. Ciepła pogoda zdawała się przywlekać ich więcej do zagrody z pasącymi się końmi, choć szczęśliwie nie zbliżyły się jeszcze na tyle, by Bezimienny był w stanie ich choćby wyczuć. Na razie wystarczy mu obserwacja z daleka.
Tego dnia jednak celem nie byli dwunodzy, konie czy nawet inne koty. Musiał coś jeść. Owszem, jadł przeważnie mało w ostatnim czasie, a także dużo się ruszał, przez co jego sylwetka była daleka od poprawnej, ale mimo to musiał zdobyć w sobie siły by złapać chociaż jedną głupią mysz.
Znalazł się więc w bezpiecznej odległości od dziwnej konstrukcji wodnej, kopytnych stworzeń czy ich właścicieli, i zaczął się skradać, węsząc za jakąkolwiek piszczką.

/mg
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#71
W tle brzmiały odgłosy pasących się koni, gdy Bezimienny wybrał się na polowanie. Były też odległe, ledwo wychwytywane rozmowy dwunożnych, jednak całe szczęście żadnych nie było w zasięgu wzroku samotnika. I wyśmienicie, bo w tej okolicy aż roiło się od zwierzyny! Za rynną w stajni znajdowało się gniazdo i los chciał, że właściciel wyleciał z niego akurat, kiedy Szczerbatek rozpoczął swoje łowy. Ptaszek wylądował sobie kawałek przed polującym i rozpoczął poszukiwania jakichś resztek pozostawionych przez konie.

Bezimienny - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#72
Eureka, jak to mawiają wielcy. A wielkim czuł się właśnie Bezimienny, kiedy to tuż przed nim pojawił się ptak. Dobry początek.
Skradając się, ruszył powolnie w stronę zwierzęcia, co jakiś czas zamierając w bezruchu. A jeśli tylko udało mu się podejść wystarczająco blisko, oderwał się od ziemi i skoczył w kierunku ptaka, chcąc przygnieść go pazurami.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#73
Cóż... Z tym czuciem się jak wielki chyba Bezimienny troszkę się pospieszył. Jasne udało się podkraść w miarę blisko do ptaszora, ale pech chciał, że ten wyjątkowo szybko odwrócił łeb i... Zobaczył zagrożenie. Nie minęło nawet pół uderzenia serca, a maluch wzleciał w powietrze i po chwili zniknął z pola widzenia samotnika.

Bezimienny - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55-3=52
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#74
Uderzył łapą z frustracją o ziemię. Ale nie ma załamywania się. Ruszył dalej, skradając się i węsząc za kolejną piszczką.
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#75
No i proszę, Gwiezdni chyba postanowili dać Szczerbatkowi drugą szansę! Chwilkę połaził i cyk kolejny ptaszor! Teraz trochę większy, czarny, ale z popielatymi piórkami. Był to gawron? Wrona? Kruk? Jeden kij, ważne, że ptaszor zasiadł na trawie i podobnie do swojego poprzednika, skupił się na resztach jedzenia, które mogły porozrzucać konie.

Bezimienny - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 52 (55)
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości