Bury cętkowany szylkret z bielą na łapach, brzuchu, kryzie i żuchwie. Biała kropa nad nosem. Oczy leszczynowo-morskie.
Średniego wzrostu, lecz duża. Ogon jak u ojca, krótszy od normy w klanie.
Nie gada dużo, a po porwaniu przez dwunożnych nasiliła się w niej arogancja i wrodzona nieumiejętność budowania relacji.
Niepewna siebie, szara mysz, która szuka za niewiadomym, by tam oddać swą lojalność dla tego, kto się nią zaopiekuje. Wiele jej do szczęścia nie trzeba, co bywa destrukcyjne.
Rokitnik szukał i tropił dalej, nie dając za wygraną. Dalej na ustawionej pozycji łowieckiej, dalej cichym krokiem pod wiatr, wąchał i nasłuchiwał za gryzoniami, lub potencjalnymi szkodnikami dla stajni. Musi się ludziom przydać, choć nawet na chwilę.
Nie było to może zwierzę, którego szczególnie pragnęliby się pozbywać ludzie, ale była to niewątpliwie zwierzyna porządna. Niedaleko Rokitnika radośnie podskubywał trawę duży, uszaty zając, jeszcze nie zauważając drapieżnika.
Bury cętkowany szylkret z bielą na łapach, brzuchu, kryzie i żuchwie. Biała kropa nad nosem. Oczy leszczynowo-morskie.
Średniego wzrostu, lecz duża. Ogon jak u ojca, krótszy od normy w klanie.
Nie gada dużo, a po porwaniu przez dwunożnych nasiliła się w niej arogancja i wrodzona nieumiejętność budowania relacji.
Niepewna siebie, szara mysz, która szuka za niewiadomym, by tam oddać swą lojalność dla tego, kto się nią zaopiekuje. Wiele jej do szczęścia nie trzeba, co bywa destrukcyjne.
Spłycił spokojnie swój oddech i dalej w pozycji łowieckiej, kierował się pod wiatr. By nie zaalarmować stworzenia. Szedł od strony pleców, a przeszkód i suchych traw pod swoimi łapami unikał. Będąc blisko skoczył, by zakończyć żywot zwierzyny zwinnym chapsnięciem w kark.
Owszem, porządny posiłek - a teraz był tylko jego. Duży zając zawisł w Rokitnikowym pysku bez śladu życia, nie zdążywszy nawet podjąć próby samoobrony. Kot, nawet jeżeli nie znajdzie dzisiaj niczego więcej, będzie mógł ucztować.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Przyzwyczajony był do wieczornych, ba, czasem również i nocnych spacerów, tudzież eskapad, z dala od terenów Klanu Cienia. Do miejsc, gdzie ostry wzrok tyranii nie sięgał, a płuca mógł napełnić czystym powietrzem, oddychając pełną piersią. Ulotne chwile kruchego spokoju i iluzji normalności, miraż na środku pustyni, rozpływający się w powietrzu, gdy ten podchodzi bliżej.
Powoli zaczynał kojarzyć okolice Siedliska Koni — stajnię, w której nie był sam i również i tam przeprowadził rozmowę z nieznajomym. Widział konie, wysokie, masywne stworzenia na czterech nogach, pasące się w okolicy. Miejsce... tak bardzo różniące się od mroku bagien cienistych terenów. Jakby lżejsze, przyjaźniejsze dla serca i duszy. Przynajmniej wtedy, gdy nie było dwunogów.
Kiedy słońce zachodziło za horyzontem, nie musiał obawiać się o to ostatnie — prześlizgnął się w okolicy płotu, wskoczył na brzeg dziwnego, widocznie wytworzonego przez dwunogów, wodopoju, z ostrożnością, by nie zażyć przypadkowej kąpieli. Błękitne, lodowate oczy spojrzały na niego z odbicia na tafli wody... odwrócił wzrok, zamiast tego skupiając go na pobliskiej okolicy.
// smok !!!
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
Lubiłem chodzić na dłuższe spacery z dala od Osiedla. Bliżej lasu powietrze było świeższe i zdecydowanie lepiej się nim oddychało. Poza tym w lesie znalazłem gwiezdnego dżentelmena, ekstrawaganckiego przystojniaka. Może był ktoś tam jeszcze, kogo warto było poznać albo przynajmniej oko zawiesić. Tym razem zbliżyłem się do koni, które ktoś mógłby uznać za majestatyczne. Dla mnie jednak wyglądały pokracznie. Grube cielsko na patykowatych nogach. W dodatku te ich pyski i to jak obsiadały je muchy. Obrzydliwość, ale co kto lubi. Są gusta i guściki, a niektórzy nie mają ich wcale. Przynajmniej mieli dobry dostęp do świeżej wody, którą chętnie się podzielę. Gdy jednak podszedłem bliżej do wodopoju był tam już jakiś nieznany kocur. Był zupełnie zwyczajny, jedyne co go wyróżniało to te śliczne oczka i cętki, które pokrywały jego futro. Jednak było to zdecydowanie za mało by się podobać. Przewróciłem oczami na jego zwyczajność, jednak na moim pyszczku szybko zakwitł uśmiech. Jeżeli sam nie miał wiele do zaoferowania, to może ja mogłem mu coś sprzedać.
- Jak tam woda? Chłodna? Nie wiem czy opłaca mi się wskakiwać - zapytałem, otwarcie pyska pozwoliło mi lepiej się zaciągnąć. W jego zapachu było coś podobnego do Kometki. Czyżby byli z tego samego plemienia? Zachowałem tą obserwacje dla siebie, dobry gracz nie ujawnia od razu wszystkich kart.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Siedział, w głębi swoich własnych myśli — nie wyobrażał sobie nigdy samotniczego życia, z dala od zasad, od Kodeksu, od reguł, uważał, że kochał swój dom, że gdzieś w sercu miał czułość do Klanu Cienia, nieważne, jakim ten był... Jednak w takich chwilach jak te zastanawiał się, czy przez cały ten czas nie popełniał błędu, katując się przynależnością do tego miejsca. Trzymał go obowiązek i oh, jakże żenujące przywiązanie do miejsca, które krzywdziło go od samego początku—
Odwrócił głowę, słysząc czyjś głos. Jego mięśnie spięły się lekko, nieznacznie, organizm instynktownie zareagował na obecność nieznajomego — rodzina białofutrego samotnika ze stajni...? Nie byli podobni. Może był to wyłącznie przypadek, stajnia i jej okolice będące miejscem upodobanym przez koty wszelkiego pochodzenia.
— Dzień dobry. — Mruknął z przyzwyczajenia, jak zawsze ułożony i uprzejmy i skinął szylkretowi głową. Po tym wyciągnął łapę, zanurzył ją w wodzie, mrużąc oczy. Skoro już tu jest, może mu pomóc... Aczkolwiek nie śmierdział odorem ryb z Klanu Rzeki, a ich pierwszych podejrzewałby o czułość wobec kąpieli w wodach wszelkiego rodzaju. — Chłodna, przyjemna. Idealna, jeśli planujesz odświeżyć się po długim dniu lub szukasz chwili relaksu. — Ocenił, cóż, na własną łapę, unosząc ją do burego pyska, by zlizać z niej wodę, która namoczyła krótką sierść jego palców.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
Doskoczyłem do wodopoju siadając tuż obok burego kocura. Potrzebowałem chwili by wyłapać balans na wąskiej krawędzi, ale w końcu udało mi się przysiąść bez zanurzania w wodzie. Było to zdecydowanie trudniejsze dla mnie, jako masywnego kocura, nawet jeżeli niskiego, niż kogoś o smukłym zwinnym ciele jak nieznajomy. Jednak szamotanie się jak jednoskrzydły ptak było zupełnie nie w moim stylu, a nawet upokarzające. Do tego stopnia że miałem ochotę zrobić mu na złość i pociągnąć go za sobą. Miał więc szczęście że udało mi się zbalansować. Nachyliłem się ostrożnie do przodu i wziąłem kilka porządniejszych łyków.
- Miałeś racje, odświeżająca - Przyznałem, chociaż był to dość specyficzny dobór słownictwa w kontekście picia. Chociaż może mu wcale nie chodziło o picie? Serio myślał że będę się teraz w niej kąpał. Wąsy mi zadrżały w rozbawieniu, ale nic nie powiedziałem. Chciałem zdobycz jego zaufanie, a nie się znęcać prawda? Z całą tą moją sierścią i tak pewnie od razu bym poszedł na dno. Chyba że wysmarowałbym się kaczym tłuszczem. - Zwą mnie Smok, a ty to? -
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
***
Zimno było, a w dodatku późno, więc wszystkie konie dawno zostały zamknięte w stajni. Ślimaczek postanowiła z tego skorzystać i skrócić sobie drogę powrotną do domu. Skoro pastwisko stało puste, nie musiała się obawiać, że zostanie wzięta za intruza, niezależnie czy chodzi o konie, czy o dwunożnych. Ci pierwsi mogliby ją stratować, a ci drudzy... Cokolwiek, w zasadzie. Znała te dziwne istoty wystarczająco długo, by wysnuć pewne wnioski. Wolała się do nich nie zbliżać.
W każdym razie! Teren był czysty, więc przemierzała go z odwagą i pewnością siebie. Stąpała twardo i szybko, chcąc zdążyć do swej kryjówki jeszcze przed zmrokiem. Niebo ściemniało się wyjątkowo wcześnie, a więc musiała się spieszyć. Skupiona była głównie na otoczeniu i pewnie jej wędrówka nie zostałaby przerwana, gdyby coś po lewej stronie nagle nie oderwało jej uwagi. Zmrużyła powieki, chcąc dostrzec cóż to takiego znajduje się w oddali, ale... Ugh! Poczuła silne uderzenie gdzieś w okolicy czoła, a potem wylądowała na twardo na zadku. Przedmiot sprzed chwili już w ogóle nie miał znaczenia. Teraz przyglądała się wannie, do której właśnie dobiła. Cóż z niej za niezdara, wstyd przyznać!
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Ślimacza Skorupka nie była jedynym kotem, który kręcił się w okolicach stajni. Oleander miała tego dnia pecha z polowaniem w innym miejscach, więc wylądowała właśnie tutaj, licząc na znalezienie kręcących się tam szczurów. Jej intuicja tym razem się spisała, także tego dnia Oleander miała spać z pełnym brzuchem. Im zimniej, tym ciężej było ze znalezieniem zwierzyny. Dziwnooka siedziała za końskim wodopojem, kryjąc się nieco przed wiatrem, z zamiarem spożycia swojego posiłku póki ten był jeszcze w miarę ciepły, ale próba zrobienia tego została przerwana przez niezbyt głośny dźwięk uderzenie czegoś - lub kogoś w tym wypadku - o wannę. Oleander ostrożnie wychyliła się zza ludzkiego wymysłu, żeby zobaczyć co się stało. Na widok innego kota przechyliła nieco głowę, ustawiając się w taki sposób, aby w razie czego móc od nieznajomej uciec, pozostawiając przy tym swój obiad. - Hej - odezwała się z przyjaznym uśmiechem. - Wszystko w porządku? - zapytała po chwili. Przyglądała się samotniczce z ciekawością, próbując domyślić się jak jej futro wyglądałoby przy lepszym świetle.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
No proszę! I jeszcze ktoś to całe zdarzenie widział! Ślimaczek, wraz z uświadomieniem sobie tego, poczuła, że policzki zaczynają jej płonąć. Gdyby i mordę miała łysą, zapewne od razu zostałaby z tym nakryta! Cholercia. Gwałtownie zerwała się na cztery łapy, pomimo, że w uszach dalej jej dzwoniło, a czoło boleśnie pulsowało. Chyba przybraną przez nią taktyką była próba udawania, że wszystko jest w porządku i tak naprawdę nic się tutaj przed chwilą nie wydarzyło. Ale czy to przejdzie? Czy białowłosa nieznajoma nie widziała dokładnie całego zdarzenia? Uh, oh... Ciężki orzech do zgryzienia, bo w takim razie bardzo łatwo wyjść w jej oczach na debilkę.
- W porządku! - Głośno zapewniła, prostując się nagle. Trochę tak, jak na wojskowy rozkaz! - Przybiegłam tutaj, bo usłyszałam niepokojący dźwięk. Trochę jakby... Ktoś uderzył o tę wannę. Może to akurat Ty? Wszystko w porządku? - Czuła się jak totalna idiotka i, szczerze mówiąc, w tym momencie mocno zaczęła żałować, że poszła tą drogą. Zdecydowanie prościej... I normalniej (!) byłoby się po prostu przyznać. Nieznajoma nie wyglądała na rozbawioną, a skoro zwróciła uwagę to pewnie się jakkolwiek przejęła. Takie głupie oszustwo było więc nie w porządku, ale Ślimaczek wycofać się już nie mogła. Cóż! Na jej twarzy pojawił się nerwowy, figlarny uśmieszek, ale czuła tak ogromny wstyd, że miała pewne trudności, by utrzymać z kocicą kontakt wzrokowy.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Oleander była dość upartym kotem, więc rozumiała jak to jest zaprzeć się i nie chcieć przyznać do błędu. Nie znaczyło to jednak, że lubiła była okłamywana, szczególnie prosto w pysk. Dziwnooka dała krok nieco bliżej nieznajomej kocicy, wyłaniając się zza wanny o którą ta dyskusja zaczęła się toczyć. - Nie - odpowiedziała, kładąc po sobie uszy. Co prawda nadal była gotowa do ucieczki, gdyby druga kocica okazała się niebezpieczna, ale nie dało się tego po niej poznać. Oleander była pewna siebie i było to widać po jej wyprostowanej, dumnej posturze. - I nie lubię jak ktoś próbuje wmawiać mi kłamstwa prosto w pysk - dodała, mrużąc oczy.
Ich spotkanie zdecydowanie nie zajęło się zbyt przyjaźnie, pomimo próby ze strony młodej dziwnookiej. Oleander nie widziała jak nieznajoma przydzwoniła w wannę i gdyby nie próba odwrócenia kota ogonem byłaby skłonna uwierzyć w inną, mało prawdopodobną wersję wydarzeń; na przykład że kocica rzucała kamieniami i jeden z nich trafił w koński wodopój. Wybrnięcie z tego łatwe nie będzie.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Niefajnie! Kłamstwo zostało natychmiastowo wykryte, a to wcale nie uspokoiło Ślimaczek. Czerwone już policzki samotniczki płonęły teraz jeszcze bardziej, a wstyd, który czuła był tak potężny, że zaraz po słowach białkowej, szylkretka musiała zakryć mordkę jedną z łap. W tym momencie skończyły jej się pomysły. Została jawnie nakryta na kłamstwie, więc brnięcie w to dalej prawdopodobnie tylko pogorszyłoby sytuację... Która już teraz nie była zbyt dobra, bo zdaje się, że Ślimaczek, swoimi słowami, wyłącznie zirytowała nieznajomą. Nie o to chodziło!
- !!! - Początkowo tylko otworzyła buzię, jednak żadne słowa z niej nie wypłynęły. No bo co miała teraz powiedzieć, tak właściwie?! Głupkowato się uśmiechnęła. - Dobra, masz mnie. To ja dowaliłam do tego ustrojstwa... Po prostu wstyd się przyznać, no zobacz! Stara i głupia, takiej wielkiej wanny nie widzi! - Pokora, to się liczy! Schyliła nieznacznie głowę, mając nadzieję, że kocica wybaczy jej to drobne potknięcie.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Dziwnooka była niezadowolona, nie kryła się tym, ale obserwowała nieznajomą bardziej z ciekawością niż złością. Z zainteresowanie patrzyła, jak starszą kocicę pożera wstyd. Nie była kimś, kto chętnie wybacza a już tym bardziej zapomina, jednak najgorsze, co mogło nieznajomą spotkać, była ona sama jak się okazało. Oleander nadal nie była co do niej pewna. W końcu jakim kotem musiała być skoro pierwszą reakcją na lekko zawstydzającą sytuację było kłamanie komuś prosto w oczy? Raczej nie świadczyło to zbyt dobrze o jej charakterze. - Jakby żaden inny kot się nigdy w życiu nie zagapił, szczególnie po ciemku - odparła dziwnooka, przewracając oczami dość dramatycznie. - Kłamanie to zawsze twoja pierwsza strategia jak poznajesz kogoś nowego? - zapytała uszczypliwie. Nie było to może najgrzeczniejsze, z czego pewnie Oleander zdała by sobie sprawę gdyby pomyślała o tym chwilę, ale nawet z taką świadomością byłaby zdania, że w tym wypadku nieznajomej się należało. Co prawda dziwnooka postawiła uszy w ich normalnej pozycji, ale po jej pysku było widać, że nie była pod wrażeniem. Na pewno nie dobrym wrażeniem.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Nie było lepiej, ba! Ślimaczek mogłaby bez wahania powiedzieć, że sytuacja wyłącznie się pogarszała. Trudne się trafiło! Samotniczka nie była skora do przebaczenia, wręcz przeciwnie. Nie szczędziła sobie uszczypliwości i jawnie pokazywała, że wciąż czuje się urażona. Tak przynajmniej sądziła Ślimaczek, ale równie dobrze mogła wyolbrzymiać, bo przecież ma to w zwyczaju.
- No, zdarza się często, fakt, ale coś w tym jest takiego, że potem jest ci głupio, szczególnie jeśli ktoś widział. Nie masz tak? - Zapytała, coś tam próbując się tłumaczyć, ale... Czy to w ogóle było potrzebne? Może lepiej byłoby po prostu zostawić ten temat, skoro był tylko błahostką?
Zadane jej pytanie sprawiło, że nieznacznie uniosła brwi. Ależ spokojnie, po co te opryskliwości? Nie traciła pozytywnego nastawienia, wciąż patrzyła w oczy białowłosej z łagodnym uśmiechem.
- Nie, tylko tym razem. Ot, taka głupotka, drobny żart. Ale zobacz, przynajmniej rozmowa nie skończyła się na typowym 'cześć, co tam'. - Rzuciła lekko, najwidoczniej niezbyt przejmując się wbitą igiełką... Albo tylko próbowała sprawić takie wrażenie. Ale tego nie wiadomo. - Git już? Nie ma co się dąsać! - Zapytała zaraz, mając na myśli oczywiście samopoczucie kocicy... Bo jest własne jest na wyśmienitym poziomie, rzecz jasna!