Logo Artemidy
Stajnia
  Przyciemnione światło stajni było bardzo przyjemne i dawało ulgę umęczonym oczom Bazyliszka, który to dość miał jak na jeden dzień załzawionych kącików i piekących spojówek. Do domu ruszy jak się ściemni bardziej, prześpi kolejną noc u swojego Pana, a z rana ruszy dalej. Zaczynał się zastanawiać, czy nie powinien całkowicie przestawić się na nocny tryb podróży, gdyby nie to, że dochodzące zewsząd pohukiwania sów tudzież skowyty bliżej niezidentyfikowanych zwierząt sprawiały, że nie mógł nawet wziąć nóg za pas, tylko stawał w miejscu z nadzieją, że w ten sposób nic go nie dostrzeże. Jak sarna na autostradzie.
  Wewnątrz szukał odpowiedniego kąta, by się zaszyć, skulić i przeczekać, ale uwagę przyciągnęło mu migające zachęcająco w słabnącym słońcu odbicie. Było położone wysoko, ludzie nie byli na tyle duzi, by tam sięgnąć, a nawet jeśli, to ktoś musiał się bardzo natrudzić, by schować to akurat w tamtym miejscu, więc musiało być wyjątkowe albo wystarczająco ciekawe, by nie pałętać się po podłożu. Było to też coś znajomego. Bazyliszek kojarzył światełka, miewał je w domu, widywał za oknem i na mieście, gdy opuszczał bezpieczny grajdołek, w jego głowie dawały mu przyjemny komfort tego, co znane, a czego tak bardzo brakowało w tym opuszczonym przez wszystko co święte miejscu.
  Wstrzymał oddech, by wskoczyć na drażniące siano, wspiął się po drewnianej konstrukcji i dorwał się do belki, zawieszonej wysoko nad ziemią, wiedziony ciekawością. Przytrzymał się mocno pazurami, by nie zlecieć i powolnymi krokami ruszył do skarbu. Skarb ten był owalnego kształtu, po powąchaniu śmierdział metalicznie, raczej nieprzyjemnie, ale jednocześnie w nietypowy, zachęcający sposób, od którego nie mógł się początkowo oderwać. Chciał to nawet polizać, by sprawdzić, czy smak na języku pozostanie taki, jak sobie wyobrażał, gdyby nie to, że z ziemi usłyszał szmer, a następnie dostrzegł wchodzącego do środka kota, z którym wcale a wcale nie miał ochoty rozmawiać. Smukłej budowy nieznajomy szczycił się ładnym profilem i zadbanym futerkiem, które zdawało się być na tyle miękkie, że Bazyliszek miał potrzebę dotknięcia go i sprawdzenia faktury albo zatopienia w nim mordki. Dominowało jednak zmęczenie dniem, bolały go łapy i miał znalezisko, nad którym chciał móc posiedzieć w spokoju, ale jego raczej mało taktyczny umysł nie podpowiadał mu opcji, by zwinąć się ze stajni ze skarbem i uniknąć dostrzeżenia przez kocura. Wcisnął więc przedmiot pod klatkę piersiową, a sam przycisnął się płasko do belki, z nadzieją, że nie zostanie dostrzeżony, a przybysz zaraz się znudzi pustką stajni i wyjdzie, zostawiając go w spokoju.
LVL 1 60 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niestety Bazyliszek mógł niemal od razu poczuć rozczarowanie – dla obcego elementu stajnia nie była pusta. Dokładnie wiedział, gdzie skierować swoje kroki i pech chciał, że jego zguba leżała pod zbrązowiałym futerkiem. Nasz tragiczny bohater nie miał co liczyć na uniknięcie konfrontacji.
Oriental bez wahania ruszył w stronę znajomej trasy, prowadzącej na belki pod sufitem. Wspiął się z lekkością, chociaż wierny obserwator zauważyłby nieco większą nerwowość w jego ruchach. Nowemu widzowi mogło to w stu procentach umknąć. Orion wskoczył na ostatni segment, pazurami stabilizując swoje lądowanie i wtedy zobaczył młodszego kota. Mniej więcej w wieku Ruletki, jeśli miał zgadywać. I może to właśnie uchroniło kocurka przed krótkim lotem na posadzkę w stajni, bo gdy samotnik zerknął w miejsce, gdzie powinien być zegarek, powitała go pustka. Skupił się ponownie na skulonym dzieciaku, który próbował zniknąć z pola widzenia. Może w innych okolicznościach ten widok wywołałby w nim chociaż odrobinę współczucia. Jednak bez ciężaru zegarka na smukłej szyi...
– Mam nadzieję, że matka ciebie ostrzegała, że złodziejom przyłapanym na kradzieży odgryza się łapę – przerwał ciszę, oblizując powoli pysk. Nie było mowy, że dałby radę pozbawić innego kota łapy, jednak była spora szansa, że akurat o tym matka szczeniakowi nigdy nie wspominała.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Początkowo zimna powierzchnia skarbu, drażniąca prześwitującą na piersi skórę, zaczynała się ogrzewać dzięki okrywającej ją sierści, a tym samym była niekomfortowa w zupełnie inny sposób. Chłód metalicznej obwódki niemalże parzył odsłoniętą różowość ciała, ale robił to na tyle satysfakcjonująco, że Bazyliszek z przyjemnością przyciskał się mocniej do zegarka, by zaraz niechętnie unosić pierś, gdy skarb zdążył się zagrzać. Przez brak różnicy w temperaturze miał nieprzyjemne wrażenie, że czegoś mu brakuje, może mu wypadł? Może nigdy skarbu tam nie było i go sobie tylko wyobraził? Wystarczyło jednak, że poruszył się niezgrabnie ciałkiem w jeden bok, to w drugi i znów zaczynał odczuwać twarde krawędzie wbijające się w skórę.
  Kątem oka dostrzegł, że kot wspinał się na górę, na co zareagował przyciśnięciem głowy do posadzki, trzymając ją pomiędzy łapami, które wciskały kurczowo pazury w drewno. Miał wrażenie, że był niewidzialny i czuł się tak, póki samotnik nie skierował swoich słów prosto do niego. Bazyliszek był jednak skłonny sprawdzić swoją teorię i patrzył się chwilę głucho na kocura, a następnie rozejrzał powoli oczami na boki, nie ruszając z miejsca głowy.
Nie, dalej wzrok utkwiony był w niego.
  — Ja nie jestem złodziejem — obruszył się, marszcząc brwi. Uderzył ogonem o belkę. Mam nadzieję, że matka cię ostrzegała, zakołotało mu w głowie na wspomnienie Christine, której daleko było do nauk. Nie wolno było gryźć, drapać zasłon, wskakiwać na zagłówki foteli ani plątać się w kablach od telewizora! To pamiętał. Nie wolno było też wchodzić pod nogi, skubać ludzi, szarpać rodzeństwa za uszy, z pewnością. Nie, żeby Bazyliszek się stosował do gróźb od swojej matki, nawet jeśli zdzieliła go z raz czy dwa po głupim łbie, panowało w nim przekonanie, że nie znaczy tak, bo tylko w taki sposób zwracała na niego uwagę. O kradzieżach jednak nic nie mówiła.
LVL 1 60 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Nie jesteś? – uniósł brew w przerysowanym zdziwieniu. – A to przepraszam. Wolisz być nazywany rabusiem? Opryszkiem? Rzezimieszkiem? Zwykłą hieną? Pasujące ci nazewnictwo nie jest przeszkodą, kara od niego nie zależy – wyjaśnił uprzejmie, stawiając jeden krok w stronę dzieciaka. Pierwszy, ostrzegawczy krok. Jak matka licząca do dziesięciu, chociaż nie spodziewał się by w tych warunkach było co liczyć na aż dziesięć kroków. Może pięć? Góra sześć.
– Widzisz, mam dla ciebie dobrą radę, zupełnie za darmo. Oddaj zegarek. Nie musisz nawet przepraszać i obiecywać, że to się nie powtórzy – nie interesuje mnie jak dalej potoczy się twoja kryminalna kariera. Chcę jedynie odzyskać swoją własność, a w twoim najlepszym interesie jest uniknąć oberwania w pysk – przedstawił mu jego obecną sytuację. Głos miał miękki jak aksamit, ale błękitne spojrzenie było ostre. Drugi krok.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości