Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Patrzyła na niego, słuchając jego przeprosin i kiwała energicznie głową, jakby chciała mu pokazać, że tak, nie gniewa się, tak, wszystko jest już w porządku, nic się nie dzieje, przeprosiny przyjęte, że ma rację, ma rację, ma rację. - N-nie, t-ty... ty NIE JESTEŚ MOIM CHMIELOGRABEM, TYLKO jakimś KŁAMCĄ! KŁAMCĄ, KŁAMCĄ, OBRZYDLIWYM, PASKUDNYM KŁAMCĄ, M-MÓJ... CHMIELOGRAB NIGDY BY TAK DO MNIE NIE MÓWIŁ, ON MÓWIŁ PIĘKNIE, BYŁ MIŁY, BYŁ CUDOWNY, A T-TY J-JESTEŚ... O-OBRZYDLIWY! - wysunęła pazury, żeby zaraz potem zamachnąć się nimi w kierunku tamtego. To nie był jej Chmielograb, to nie był on, wyglądał jak on, ale to NIE był on, z całą pewnością NIE, to nie był Chmielograb, nie był, nie był, nie był! Ale... dlaczego udawał Chmielograba? Jakim w ogóle prawem śmiał to robić, jak śmiał naśladować Cichą Łapę, JEJ Cichą Łapę, który przecież był jedyny w swoim rodzaju, którego naśladować się nie dało, którego kochała, którego uwielbiała, który NIGDY nie użyłby TAKICH słów! - JAKIM PRAWEM W OGÓLE PRÓBUJESZ GO NAŚLADOWAĆ, d-dlaczego... idź sobie stąd, ty kłamco, NIENAWIDZĘ CIĘ, jak mogłeś MI TO ZROBIĆ, JAK MOGŁEŚ udawać, że jesteś kimś, kim nie jesteś, jak mogłeś udawać JEGO, jak mogłeś TAK PRZEBRZYDLE KŁAMAĆ, ZNIKAJ STĄD, NATYCHMIAST, zanim cię PRZEROBIĘ NA KARMĘ, KTÓRĄ DWUNOGI CODZIENNIE WPYCHAJĄ MI SIŁĄ DO GARDŁA, ZNIKAJ, KŁAMCO, PRZEBRZYDŁY, ZAWSZONY, JAK MOŻESZ, JAK MOŻESZ GO UDAWAĆ!!!! - pod koniec wrzasku poczuła, że traci głos, ale nie, nie daruje sobie tego, udawanie JEJ partnera... to tak jakby on SAM go zaatakował. I ona sama również go zaraz zaatakuje.
Jak on mógł udawać JEJ partnera...? JAK MÓGŁ!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Już słysząc pierwsze słowa zorientowałem się, że zrobiłem zły krok. Krok, który mógłby mnie kosztować zdrowie, a nawet życie, chociaż zdawałem sobie sprawe, że muszę wrócić do obozu cały i zdrowy, bo już nigdy mnie z niego nie wypuszcza i będą warować przy mnie całymi dniami i nocami. Starałem się uniknąć lecących w moją stronę pazurów, ale... Nie chciałem jeszcze kończyć rozmowy. Pochyliłem więc głowę, odsuwając się od kotki i biorąc gwałtowny, drżący oddech.
- Masz rację. Nie jestem Chmielograbem. Nazywam się Iskra i... Chciałem tylko poczuć, jak to jest mieć rodzinę. Taka prawdziwą. Nigdy jej nie miałem. Matka traktowała mnie od początku jak intruza w jej życiu, a rodzeństwo już od samego dzieciństwa pokazało mi grzbiet. A poza nimi... Nikogo więcej nie mam - powiedziałem pełnym skruchy głosem, ogon umieszczając pomiędzy tylnymi łapami, a głowy nie podnosząc z gleby. Starałem się, aby w moim głosie odczuwalny był smutek oraz zagubienie w tym złym, okropnym świecie. Specjalnie nie przedstawiłem się swoim normalnym imieniem terminatorskim a tym, którym nazwała mnie Zawilcowa Skórka, wolałem teraz nie testować, co nieznajoma zrobi, jak się okaże, że rzeczywiście jestem z klanu.
- J-Ja... Chciałem ci też pomoc. Wyglądałaś na taką, co mnie zrozumie... I zrozumie, co musialem przeżyć - dodałem do poprzedniej wypowiedzi dopiero po chwili ciszy, podnosząc wzrok na kocice i patrząc na nią w niepewności, oczekując jej reakcji.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Wściekła, biała, brudna kula futra obijała swoje tylne łapy ogonem, patrząc na Iskrzącego wzrokiem, który miotał gromy. Galki ocznej poruszały się co chwilę, nawet nie koncentrując się na kocurze. Oszukał ją! Oszukał! Okłamał ją i na dodatek jeszcze teraz szukał jakichś wyjaśnień i się tłumaczył, zupełnie, jakby to miało JAKIEKOLWIEK znaczenie, JAKIEKOLWIEK! - OSZUKAŁEŚ MNIE, OSZUKAŁEŚ MNIE, A T-TERAZ SIĘ TŁUMACZYSZ, MYŚLISZ, ŻE MNIE TO DZIWI, ŻE CIĘ PORZUCILI, MYŚLISZ, ŻE MNIE TO OBCHODZI, W MOMENCIE, W KTÓRYM MNIE OKŁAMAŁEŚ, c-co, wiesz co, t-to też może być K-KŁAMSTWO, skąd mam wiedzieć, że teraz niby mówisz PRAWDĘ, n-no, no, no SKĄD NIBY mam to wiedzieć, I CO MA WSPÓLNEGO NIBY TO, żeby ktoś cię polubił z udawaniem kogoś INNEGO, CO NIBY, dobrze wiemy oboje, że WCALE! nie chciałeś jedynie, żeby ktoś cię polubił, udawałeś kogoś, kim NIE JESTEŚ, chciałeś zrobić kocięta KOTCE! KTÓREJ! NIE ZNASZ! Tak, kotce której nie znasz, a potem ZNIKNĄĆ, wyrażając się jak OBRZYDLIWIEC, ILE TY MASZ KSIĘŻYCÓW, TRZY?! TRZY księżyce i wyrażasz się... TAK! Gdzie ty myślisz, że znajdziesz zrozumienie, próbując zostać OJCEM, NIEODPOWIEDZIALNYM OJCEM, MÓWIĄC, ŻE JESTEŚ M O J Ą C-CICHĄ ŁAPĄ, K-KTÓRĄ... - traciła oddech, jednakże nie mogła odpuścić, nie, nie, musiała mówić, musiała mówić dalej, musiała mu UŚWIADOMIĆ, że jest POTWOREM! - TY KŁAMCO! P-perfidny, z-zawszony KŁAMCO!, j-jak M-MOGŁEŚ!
Kiedyś cudze uczucia by ją obchodziły. Kiedyś... kiedyś bałaby się, że kogoś zrani, ale on... on był potworem! Chciał ją wykorzystać, chciał ją skrzywdzić, był taki sam, jak wszyscy inni, jak reszta POTWORÓW! - DLACZEGOTOZROBIŁEŚ! - wrzasnęła aż podskakując, nie mogąc skupić wzroku na jednym, konkretnym elemencie otoczenia.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Cóż mogłem w tej sytuacji zrobić? Podniosłem głowę, rzucając smutne spojrzenie kocicy spod zmruzonych oczu i obserwując ją uważnie. Tym razem zdecydowałem się zachować milczenie, nieruchomo stojąc w dość bezpiecznej odległości od kocicy i czekając, aż jej wybuch złości minie. Może i wyglądałem, jakby jej słowa mnie bolały i coraz bardziej raniły moje serduszko. Problem leżał w tym, że to był jedynie organ podtrzymujący życie. Jedynie adrenalina, która zaczyna krążyć w żyłach przy sytuacjach niebezpiecznych wzmaga jego pracę, a tak to po prostu było. Nie były powiązane z tym narządem żadne emocje, ale widocznie byłem inny od reszty. Nie czułem się krzywdzony słowami, bo sam dobrze wiedziałem, co chce swoimi gestami osiągnąć. A teraz po raz kolejny testowałem, w jaki sposób się zachowa w tej sytuacji, będąc gotowym do natychmiastowego odwrotu w razie, gdyby niestabilna psychicznie kocica zdecydowała się mnie zaatakować.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Nie odpowiedział jej! Nie odpowiedział, tylko stał tam, nie ruszając się, stał, kompletnie w bezruchu i... MILCZAŁ! W ogóle się nie odzywał, IGNOROWAŁ ją, zupełnie, jakby myślał, że jak tak zrobi, to przestanę mówić, a nie, nie, tak z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ nie będzie, już ja mu to zamierzałam pokazać, zamierzałam sprawić, że już NA ZAWSZE popamięta to spotkanie, że POPAMIĘTA SOBIE, że nie mówi się innym, że jest się kimś innym, kim się jest naprawdę! Kłamca, przebrzydły kłamca, nawet teraz prawda nie zamierzała dotrzeć do niego, nie, nie, zamiast tego po prostu się patrzył, stał i się patrzył, przebrzydły, obrzydliwy potwór! A jednocześnie wyglądał jak Chmielograb, BYŁ nim... do czasu, w którym okazało się, że to nie on, że to KŁAMCA, bo mówił, najpierw mówił, tak, prawie tak jak Chmielograb, jak jej kochany, CUDOWNY Chmielograb, jak jej partner, który obiecał, że zawsze będzie jej wierny, tak, obiecywał mi to, a teraz przyszedł, przyszedł tu i zobaczył kotkę, która była NIĄ, ale nie wyglądała jak ONA sama, jak Królicza Łapa, jak Króliczy Pląs, matka i terminatorka z Klanu Cienia, nie, NIE, on ją OSZUKAŁ, przecież miał być... - TYZDRAJCO, ZDRAJCO, ZDRAJCO, ZDRAJCOZDRAJCOZDRAJCO! - skoczyła w jego kierunku, przypominając sobie w ostatniej chwili, że on to nie Chmielograb, a ona to... ona. I że to wszystko nie było winą Chmielograba, nie, nie, to wszystko było winą TEGO tutaj!!!!!! - NAWETMINIEODPOWIADASZ, p-prawda nawet nie potrafi ci przejść przez gardło, podszyłeś się pod MOJEGO partnera, chciałeś zrobić mi kocięta, OSZUKAŁEŚ mnie, jesteś POTWOREM, słyszysz, POTWOREM, jesteś POTWOREM tak samo jak oni, słyszysz ich głos, co, SŁYSZYSZ?! Toniewtwoimstylu, to nie w twoim stylu pleść, pleść jak Jasny Poranek, tak powiedział, tak powiedział Naczelny POTWÓR, a ty TEŻ... ty też... PLECIESZ! Nie jak Jasny Poranek, nie, nie, ale PLECIESZ! Pleciesz kłamstwa i głupoty, które wychodzą z twojego Wężowego Pyska, a teraz... nawet... - zaczynało brakować jej oddechu - nieodpowiadaszminaMOJEPYTANIE, jakim prawem, po tym, jak się rzuciłeś, jak się rzuciłeś na niego, rozszarpując JEGO istotę, to, kim jest, to, jak WYGLĄDA, to, jak MÓWI, nasze WSPOMNIENIA, jakim w ogóle prawem MÓWISZ JAK ON, JAKIM PRAWEM WYGLĄDASZ JAK ON!!!!! - rozszalałe oczy tańczyły niczym liście na wietrze, nie mogąc się skupić na jednym punkcie. - I jeszcze śmiesz udawać, że jesteś smutny, t-ty podły, wykorzystujący innych, z plastrem kory z Olchy zamiast rozumu, z kijem wierzbowym zamiast ogona i jeszcze się na mnie patrzysz i pokazujesz ten ZAWSZONY... TYŁEK! - nie mogła się już opanować, nie była w stanie, nie mogła, nie mogła, nie mogła, wysunęła pazury, tak, tak, szybko, wysunęła je i zamierzyła się łapą w kierunku pyska kocura, mocno, mocno, żeby ją zabolało, tak, jak jego zabolało to, że był POTWOREM, że przez to to on zabrał jej kocięta tak samo, jak ONI wszyscy, że pomagał je zamordować, że był okrutny, że był straszny, że był ZDRAJCĄ!!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Na każdą wielką gwiazdę nadchodzi kres... I tu przyszedł czas, żeby zejść z widoku. Widząc, że kocica ruszyła w moją stronę, aby zaatakować mnie łapa z wysuniętymi pazurami, starałem się zareagować szybko. Na moją korzyść działał fakt, że to ona musiała przebyć te parę kroków, dlatego szybko odwróciłem się tylem do kocicy, aby odbić się mocno tylnymi łapami i zacząć biec najszybciej, jak byłem w stanie, w ten sposób chcąc uniknąć jej ataku, jak i jednocześnie uciec z potencjalnego pola bitwy. Zdawałem sobie sprawę, że jestem jeszcze zbyt wątły, żeby próbować swoich sił w jakimkolwiek poważnym starciu, dlatego też starałem się ratować ucieczka. Nie żałowałem jednak doświadczenia, jakie zdobyłem przy rozmowie z szaloną kocicą, bo było ono wyjątkowo cenne. Nie na każdym kroku spotyka się takie jednostki, prawda? Szczególnie, że gdzieś w klanie Cienia żyli kiedyś moi bracia, a mnie ciekawiło czy rzeczywiście umarłi, czy to kolejna losowa myśl, która przyszła do głowy brudnej pieszczoszki.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Atak Chmurki: krytyczny! (150%) -> (8+11)-(8+7)=4 -> 4*1,5=6
Chmurka była wściekła. W tym momencie niewiele zostało z Króliczego Pląsu, która wiodła mniej bądź bardziej szczęśliwe życie w Klanie Cienia. Można by rzec, że jedynie powłoka była ta sama. Tamta kocica nigdy nie skrzywdziłaby drugiego kota i wszyscy dobrze o tym wiedzieli. Iskrząca Łapa nie zdążył odwrócić się i uskoczyć przed jej ciosem, aby potem spróbować uciec. Zwyczajnie dostał w pysk, dość celnie, ale nie było w tym uderzeniu zbyt wiele siły, dlatego zostawiła mu jedynie płytkie ślady pazurów na lewym policzku.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Oczywiście, że była wściekła! Oszukał ją, oszukiwał ją dokładnie tak samo, jak niegdyś robił to klan cienia, był kłamliwy, był przebrzydły, był taki sam, jak Naczelny Potwór i Dwa Potwory Główne, które mu non stop towarzyszyły, Szpony-Szepty-Olchy-Ogony, nienawidziła ich, nienawinienawinieNAWIDZIŁA, zabili jej synów, pozbawili ją wszystkiego, co było dla niej ważne, wszystkiego, co kochała i o czym myślała, że kochała, nienawidziła ich wszystkich, wszystkich, wszystkich!, nienawidziła matki, która nic nie zrobiła, która nie próbowała jej pomóc, która nie próbowała jej bronić, nienawidziła siostry, która była medyczką, która mogła jej pomóc, która mogłaby pomóc jej kociętom, gdyby tylko zechciała, wiedziała, że by mogła, słowa Chmurki nie miały znaczenia, Ciernisty Kwiat mogła!, mogła pomóc, a nie pomogła, w ogóle, jej ciotka nic nie zrobiła, Lampart nie pomógł, żył sobie gdzieś wesoło, podczas, gdy jej synowie nie żyli! - Oszukałeś mnie, okłamałeś, zniszczyłeś, zniszczyłeśwszystkopokoleicobyłodlamnieWAŻNE, rozerwałeś to swoimi szponami wielkimi jak wierzbowe witki, o, tak, takie wijące się, wijące się i syczące, jak WĘŻESZEPTY!, tak, takie są swoje słowa, kłamliweiprzebrzydłe, OBRZYDLIWE, NIC nie wiesz o ŻYCIU, NIC nie wiesz o ŚMIERCI, nic, nic, nic, nicnicnicNICNICNICNIC (!), ale ja ci pokażę, pokażę ci to, nauczę cię tego wszystkiego, tak, zobaczysz, ZOBACZYSZ (!), jesteś POTWOREM (!), potworem takim samym, jak oniwszyscy, jak wszyscy inni, tak, jak oni, dokładnie takim jak oni jesteś, potworem (!), ale nie, nie, nie, w tym lesie dość już jest POTWORÓW, mordującychkociętaprzeraźliwychpotworów które tylko czyhają na to, żeby kogoś skrzywdzić, tak, jesteś TAKI SAM, jak ONI (!), takisamTAKISAMT A K I S A M! - wrzasnęła, gdzieś pomiędzy tą paplaniną wyprowadzając kolejny cios, usiłując zrobić to tak, aby jej pazury przejechały dokładnie po oku biało-czarnego kocura, potwora, szepczącego straszydła, z d r a j c y!!!.!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Może i byłem ciekawy dalszego rozwoju relacji z szalona kocicą, jednak zdecydowanie byłem jeszcze za słaby. Zdając sobie sprawę z własnych słabości, próbując od razu po zadaniu mi ciosu uciec od niej ponownie. Niewielkie strużki krwi spływały po moim policzku, a rana nieprzyjemnie szczypała, jednak prawdopodobnie nie była to jeszcze rana, która musiałby się zajmować medyk. Przynajmniej tak wynikały z moich odczuć, które być może nie były teraz zbyt precyzyjne, bo zdecydowałem się na ponowną ucieczkę, jednocześnie wysłuchując jej kolejnego monologu. Wężoszepty... Całkiem ciekawa nazwa. Prawdopodobnie stworzona z imienia Wężowej Gwiazdy oraz jego zastępcy: Szepczacego Pyłu. Nie wiedziałem, czy w Klanie Cienia był jakiś inny Szept, a to było jedyne, co przychodziło mi w tym momencie do głowy.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Chmurka celowała w pysk, a konkretniej w oczy Iskrzącej Łapy, który tak bezczelnie ją okłamał, a na domiar złego chciał wykorzystać ze świadomością, iż jest matką jego przyrodniego rodzeństwa. Cóż za obrzydlistwo. Tyle, że jak wiadomo złego diabli nie biorą, aż do czasu, jeśli spojrzy się na zamieszanego w to wszystko łotra, jakim był Piotr, nazywany przez niektórych Chmielograbem, bądź innymi imionami, którymi się przedstawiał. W każdym razie tym razem czarno-biały zdołał się odwinąć i nie dość, że umknął przed pazurami Króliczej, to jeszcze zostawił ją w tyle, aż się za nim kurzyło. Kocica nie miała szansy go dogonić. Kocur po prostu chwilę później zniknął z zasięgu jej wzroku.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Uciekał! Uciekał, podły, przebrzydły kłamca i tchórz, POTWÓR! Odwrócił się, odwrócił się tak po prostu i uciekł, uciekł, a ona nic nie mogła zrobić!
Nie, nie, mogła! Mogła, na pewno przecież mogła, pobiegnie za nim, tak, rozszarpie go, poharata mu te oczy, żeby nigdy już nie mógł okłamywać nimi kogokolwiek, rozwali go, zniszczy, kłamcę, oszukańca, podstępnego potwora! Zabił jej kocięta, porwał je i zabił, samo to, że był potworem, oznaczało, że je zabił, że przyłożył do tego łapę... podstępny łajdak i tchórz! Nienawidziła go, och, jak bardzo go nienawidziła, a on... znikał! Znikał w oddali niczym szept, szeptcichyiśliskijakwążniesionywiatrem, uciekał, tak, jak każdy kłamca, jak każdy, kto miał coś na sumieniu, bał się jej spojrzeć w oczy, tak, bał się, bał się wszystkiego, bał się prawdy i dobra, był zły, był potworem, u c i e k a ł.
Ruszyła za nim, usiłując go dogonić, biegła przed siebie, tak, biegła, nie mogąc się skupić na żadnym punkcie, ale go goniła, goniła go czym prędzej, czym prędzej się wybierajcie, zło z innych wnet przeganiajcie, przywi... biegła, biegła...
Zniknął jej z oczu, tak, zniknął, ale ona nawet tego nie zauważyła, nie.
Zamiast tego
Pędziła
Dalej
Przed siebie.
z/t
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Jaskółka starała się nie odchodzić za daleko od gromowych terenów, ale z racji tego, że nie potrafiła za bardzo walczyć, sypiała bliżej Siedliska Koni. Czuła się tam nieco bezpieczniej, choć i tak sen miała czujny, na wypadek wizyty dwunogów.
Góra wysuszonych roślin była do tego idealnym miejscem. Niestety, kotka nie spodziewała się, że będzie to też miejsce, w którym przyjdzie jej wydać na świat potomstwo.
Próbowała wstać i udać się na nauki z Lwim Zewem, jednak nie była w stanie. Poczuła okropny, przeszywający ją na wskroś ból, który oznaczać mógł tylko jedno. Nie spodziewała się jednak, że nadejdzie to tak szybko. Miała jedynie nadzieję, że obędzie się bez komplikacji, że nie zjawią się tu żadni gapie, czy ludzie, a kocięta będą zdrowe.
Pierwszy skurcz pojawił się dość szybko i zwiastował on nadejście pierworodnej. Srebrzysta kotka poczuła okropny ból w lędźwiach, kiedy na świat przyszła jej córeczka. Nie było to kocię małe, ale nie było też duże. Takie średnie. Ale piękne. Trochę podobne do ojca, przez co samotniczka lekko się skrzywiła, ale nie trwało to długo. Od razu ją pokochała.
Jaskółka, choć był to jej pierwszy miot, bez zastanowienia wzięła maleństwo do siebie i zaczęła je dokładnie wylizywać, udrożniając przy tym drogi oddechowe. Spokój niestety nie trwał długo, bo gdy przystawiła maleństwo do sutka, poczuła kolejny skurcz, a zaraz potem nieprzyjemny ból związany z nadejściem kolejnego malucha. Ten sprawił jej zdecydowanie więcej bólu i problemu, wszakże musiała się nieźle namęczyć, aby wypuścić go z macicy. Był to kocurek masywniejszy od swojej starszej siostry. Z futerka był połączeniem obojga rodziców. Umaszczenie odziedziczył po mamie, a rodzaj rozet po ojcu. Jemu również Jaskółka udrożniła drogi oddechowe i przystawiła do sutka.
Jako trzecia na świat przyszła drobna, bura koteczka z rozetami jak mama. Była jak dotąd najmniej problematycznym dzieckiem i z urodzeniem jej kocica nie miała problemu. Wylizała ją dokładnie swoim szorstkim jezykiem, po czym, tak jak resztę, przystawiła do pokarmu.
Najlepsze zostawiamy na koniec, czyż nie? Jako ostatni na świat przyszedł syn, tym razem jednak był to nieodrodny tatuś. Na szczęście nie był on specjalnie duży, tak jak jego brat, toteż nie sprawił mamusi dużo bólu podczas narodzin. W jego przypadku, srebrzysta postąpiła niemalże mechanicznie, powtarzając czynności wykonywane przy poprzednich małżeństwach. I choć była gotowa na kolejny skurcz, połączony z falą bólu, nic się już nie dzialo. To koniec. Położyła wiec leniwie głowę, próbując jakoś odpocząć, jednak cały czas była w trybie gotowości, gdyby nadeszło niebezpieczeństwo.
/Lew i maluchy uvu
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Lew miał spotkać się z Jaskółką na kolejne nauki, przypominanie, szlifowanie tego co już wie. Jednak nie stawiła się co bardzo nurtowało kocura. Szukał jej po okolicy w końcu natrafiając na dziwny zapach, który często wyczuwał niedaleko kociarnii gdy pojawiały się maluchy. Czyli zapach porodu, zapach młodych, zapach łożyska.
Skierował łapy w stronę źródła zapachu już wiedząc co zastanie na miejscu. Nie mylił się. Kotka zwijała się co jakiś czas w bólach wydając na świat kolejne kocięta. Nie chciał zbytnio jej przeszkadzać toteż podszedł bliżej dopiero gdy uznał, że już po wszystkim. Wcześniej sprawdzał i nasłuchiwał czy w okolicy nikt nie czai się na łatwy łup jakim na pewno byłaby Jaskółka z małymi kociętami.
Podszedł bliżej, powoli. Dojrzał czwórkę kociąt i uśmiechnął się lekko. Były podobne do siebie w jakiś sposób i do matki. Były ładne, urocze. Widać w nich było krew pieszczocha, krew kota rasowego. Poniekąd. - Witaj Jaskółko. - Przywitał się siadając nieopodal tak aby kotka mogła spokojnie zajmować się młodymi. A bury był czujny, rozglądał się nerwowo na boki i co jakiś czas smakował powietrze - szczególnie gdy nadchodził powiew wiatru. Widać było, że pilnuje kotki i młodych. Że nie da ich skrzywdzić.
Nie wiedział w sumie co jeszcze odpowiedzieć. Nie był ojcem, nie był też nikim zbytnio ważnym, ale skoro oferował już swą pomoc to teraz tym bardziej nie zostawi kocicy w potrzebie. Czy tego chce czy nie sama nie obroni kociąt przed lisem czy choćby człowiekiem. - Potrzebujesz czegoś? - Zapytał jedynie spoglądając tylko ukradkiem na samotniczkę.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Ciasnota, ciepło i ciemność które były jedynymi bodźcami dla małej koteczki od kiedy tylko zalążek świadomości się w niej rozwinął, nagle ustąpiły miejsca czemuś nowemu. Na początku ciasnota pogłębiła się, pchając malutką w kierunku jakiegoś przejścia. Nie wiedziała co się dzieje, ale wiedziała że sprawiało jej to dyskomfort. Nigdy nie czuła się aż tak mocno ściskana! Nawet kiedy te inne ruszające się źródła ciepła upchnięte w brzuszku mamy koło niej się wierciły!
Aż nagle ucisk ustał, najpierw na jej główce, później zaś puścił też resztę ciałka. Nie rozluźnił się jednak do poziomu do którego była przyzwyczajona, o nie! Zniknął całkowicie! I w dodatku poczuła nowy bodziec, który sprawił że jej drobne ciałko zadrżało. Było to zimno, lecz kocię nie znało nazwy na to odczucie. Wiedziało jedynie, że się jej nie podoba! Otworzyła pyszczek by wydać z niego piskliwe jęknięcie na znak protestu. Co się działo? Dlaczego? Gdzie była? Tu nie było dobrze! Próbowała po raz kolejny piszczeć, głośniej, i głośniej, chociaż nie wiedziała dlaczego ani do kogo. Skąd miała wiedzieć, nic nie widząc, nie słysząc, że istnieje ktoś taki jak mama, kto usłyszy jej bezsilne wołania? Instynkt jednak mówił że tak być nie mogło, że ktoś musiał się nią zająć i żeby tej potrzebie opieki stało się zadość, trzeba było krzyczeć i błagać jak tylko nowonarodzone kocię potrafi!
Aż nagle stało się coś dziwnego. Kolejny nowy bodziec, malutka poczuła bowiem że coś przesunęło ją, kompletnie wbrew jakimkolwiek zamiarom bądź brakowi takowych! I później coś ciepłego zaczęło ją gładzić po futerku. To już nie było złe uczucie! Ciepłe coś sprawiło że było jej dobrze, chociaż sprowokowało też pokasływanie, w wyniku którego mała kotka wyrzuciła z noska takie mokre coś... i odkryła że może wciągać powietrze przez nosek! Czy była obecnie w jej życiu ciekawsza rzecz? Natychmiast więc zaczęła to robić! To i to ciepłe coś gładzące jej futerko, czy więcej trzeba było do szczęścia? Już nawet nie trzeba było piszczeć, wszystko miała! Chwilę zaś później miała otrzymać od losu jeszcze więcej, gdyż znów została przesunięta, lecz tym razem do czegoś jeszcze większego, ciepłego i pachnącego... tak dziwnie kusząco.
Instynkt znów dał o sobie znać i chociaż koteczka nie rozumiała że potrzebuje jedzenia, jedyne co w tej chwili odczuwała to chęć wzięcia w pyszczek tego czegoś co tak ładnie pachniało. A gdy to uczyniła, poczuła na małym języczku najlepszą rzecz na całym świecie, smakowite, ciepłe coś zwane mlekiem! Nie zwracając na nic innego uwagi, dała się pochłonąć napełnianiu młodziutkiego żołądka tą pysznością!
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Nie marudziłem na warunki jakie miałem przez cały czas. Było na prawdę przyjemnie, jedzenia i picia było dość unosiłem się delikatnie i nic w sumie nie robiłem. Aż tu nagle każą mi wychodzić. Czuję kilka uderzeń i teraz nie mogę wyczuć mojej siostrzyczki. Odeszła. Jak mogła mnie tak porzucić?! Teraz te dziwne uderzenia i mjie wypychają. To właśnie musiało zabrać moją siostrę . Ale ja nie chcę wychodzić z tego małego raju. Coś mi mówi, że mam iść. Może uratuję moją siostrzyczke i resztę rodzeństwa? Muszę iść!
Auć! Czemu poruszanie łapkami tak boli? Przecież wcześniej każdy ruch był przyjemny i lekki. Jak wlożę w to więcej siły uda mi się. Raz, dwa, raz, dwa . Czemu to tak boli? Chyba mi co raz lepiej idzie, czuję jak przyspieszam. Jak tu jasno! W sumie, tylko jasno i biało. Nadal nic nie widzę. Jednak jestem tak zmęczony, że nie jestem w stanie zrobić czegokolwiek. Czuję, tylko...tylko... brak ... Ta ciepła szorstka rzecz, która mnie poradziła przyjemnie po brzuszku... Mogę brać powietrze i oddychać! Następną ciepła rzecz mnie sunie po ziemi, jednak jest mniej już ciepła, ale za to jest milutka w kilku miejscach. Nagle znowu czuję ciałko siostry przy swoim ciele. Jesteśmy przesunięci do jakiejś gorącej puszystej rzeczy. Nie... to nie jest rzecz...To jest chyba ... chyba moja mama?!
Ale coś pięknie pachnie. Chyba powinienem tego spróbować. Jest to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Smakuje to coś na prawdę wyjątkowo i jest jeszcze cieplutkie.
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!