Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Przysiadł, tym samym owijając łapy wokół ogona. Dalej czuł obawy przed tym, żeby powiedzieć kotce o prawdziwym powodzie swojej nieobecności. - Wiesz. Powiem ci, że miałem powód. Szukałem kogoś, ale o szczegółach wolałbym powiedzieć później. - Odwrócił spojrzenie. Szczerze mówiąc to miał nadzieję, że Wiewiórczy Skok domyśli się kogo miał na myśli, i zamiast dopytywać, powie mu, że kotka znalazła się podczas jego nieobecności.
Wrócił spojrzeniem na rudą sierść swojej kuzynki.- Zacznij od tego, od czego będzie ci łatwiej. - Rzucił spokojnie. Nie kazał jej streszczać całej historii Klanu Rzeki, chciał zwyczajnie spędzić z nią pogawędkę. Pierwsza informacja, może nie zbiła go z łap, ale niemniej czuł się dziwnie.- Nie chce, żeby zabrzmiało to nieuprzejmie, ale będę szczery. Wiem, że Czerwona Gwiazda miała już swoje księżyce, ale to brzmi dziwnie, taki Klan Rzeki bez niej. -On jeszcze pamiętał, że był mianowany na pierwszej ceremonii szarej kocurzycy.- Nie kojarzę go...jej? Dobrze sobie radzi? -Dawniej nie przykładał zbyt dużej wagi do klanowiczy, więc nie zdziwiło by go, że zwyczajnie nie miał okazji nabyć znajomości.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- W porządku, jak coś, to... chętnie wysłucham - powiedziała. I nie miała tu na myśli tego, że jest niesamowicie ciekawska. Ceniła, że kocur nie chce o tym rozmawiać, ale w razie, jakby jednak chciał się wyżalić, czy opowiedzieć jej o tym, by zrobiło mu się lżej na duszy, to była i słuchała. Bez oceniania, bez komentowania, po prostu by wysłuchać i być obok w razie czego. Wiedziała, że wielu kotom takie coś pomaga. Wyrzucenie z siebie zbędnych strachów i lęków, podzielenie się z kimś innym tym, co takiego kota obarcza, by nie musieć się z tym bić samemu.
- Cóż... to... zacznę może od tego, o czym mówiłam; Czerwona Gwiazda... odeszła, ze starości. Nic jej nie dobiło, ha, nie wiem, czy coś byłoby w stanie... jej miejsce zajęła Ćmia Gwiazda, która... zaginęła jakiś czas później, z tego co się orientuję, to... umarła... i jej miejsce zajęła Kosowa Gwiazda, która... również zaginęła. Zastępcą wówczas była... Wydmowy Wiatr, acz... dostała ona wizję, że... następnym przywódcą powinien być właśnie Łabędzia Gwiazda... on... jest bardzo dobrym przywódcą, choć nie wiem, czy... nie mówię tego za szybko... w każdym razie... naprawdę go lubię, jako kota, zdołałam już go poznać parę księżyców temu i powiem ci... że chyba nie wyobrażam sobie nikogo lepszego na to stanowisko, Gwiezdni się nie pomylili - zaczęła łagodnie, od kwestii przywódczych. Skinęła też głową na temat tego, że klan Rzeki bez przywódctwa Czerwonej Gwiazdy nie brzmiał tak samo. Prawie całe jej życie to właśnie szara kocica była głową klanu, a na pewno od kiedy się urodziła była już w klanowej trójce. Najpierw jako zastępczyni, a potem już przywódczyni. Niewiarygodne.
- A u mnie...? Cóż... jak... zaginęliście wy, z Fiołkowym Wzgórzem, to jakoś... wszystko się posypało, wiesz? Niedługo później zmarła Szarotkowa Łapa... która się utopiła... a potem Szkarłatny Zachód, która zginęła w walce z lisem... Zaprzyjaźniłam się za to bliżej z Trzaskającym Mrozem... byliśmy nawet partnerami, ale... - urwała, nie będąc w stanie dokończyć, ale wyraz jej pyska chyba mówił wszystko.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Skinął krótko głową, dając tym samym znaczy że prawdopodobnie tak zrobi. Nie odezwał się już żadnym słowem, zamiast tego wolał skupić się na słowach kuzynki.
Mimowolnie parsknął cicho na wspomnienie o Czerwonej Gwieździe. Podejrzewał, że stara kocurzyca siła wyciągana była przez Gwiezdnych w ich szeregi. Wcześniejsze zadowolenie zniknęło jednak na wspomnienie Losowej Gwiazdy, jego dawnej mentorki. - Widzę, że Klan Rzeki wiele przeszedł podczas mojej nieobecności. Podejrzewam, że strata zarówno Ćmiej Gwiazdy, jak i Kosowej Gwiazdy była dużym ciosem, ale bardzo dobrze, że macie teraz odpowiedniego przywódcę. Bo, skoro tak uważasz, to rzeczywiście musi być wybitnym kandydatem. -Oby tylko Łabędzia Gwiazda nie zamierzał zniknąć tak jak jego poprzedniczki, ale skoro wybrali go Gwiezdni to i Gwiezdni powinni nad nim czuwać. Bo tak chyba działali Gwiezdni, prawda? Nie był pewien.
Podszedł do rudej kotki, chyba poraz pierwszy zmniejszając dzielącą ich odległość i bez słowa oparł się o jej bark. Nie myślał o tym co robi, miał jedynie nadzieję, że nie będzie to dla wojowniczki niczym niezręcznym. Chciał tylko, żeby wiedziała, że nie jest sama. Wiedział, że takie rzeczy się zdarzały, że były częścią życia i trzeba się z nimi pogodzić, ale nie mógł sobie wyobrazić tego ciosu za ciosem jakie otrzymywała Wiewiórka. Musiało być okropnie.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- To prawda... szczególnie, że obie te rzeczy, no... stały się krótko po sobie. Ćmia Gwiazda rządziła całkiem długo... nie pamiętam już ile, ale... no, parę księżyców na pewno... o, w ogóle, słyszałeś kiedyś o Pożodze? - zagadnęła, bo jeśli nie, to o tym też mogła mu opowiedzieć, to też go przecież ominęło, jeśli chodzi o takie ważniejsze klanowe wydarzenia. A raczej tu poza klanowe, ale przecież wyszła grupa poszukiwawcza, by wygonić Pożogę z terenów, które zajęła, prawda? - Za to Kosowa Gwiazda... cóż, tu tak kolorowo nie było... wiesz, nie rządziła za długo... pewnego dnia wyszła i... nie wróciła, a Gwiezdni dali nam znać, że już nie wróci... - powiedziała, kręcąc głową. Ile zdążyła zrobić ceremonii? Jedną? Dwie? - O, i... Ćmia Gwiazda za swojego panowania zmieniła jedną rangę... jak pewnie wiesz, Trzaskający Mróz był... Matkiem. No i Ćmia Gwiazda postanowiła zmienić tę rangę, z Matki na Opiekun, czy też Opiekunka, żeby... dać znać, że w klanie Rzeki... nie ma czegoś takiego jak podział na rangi, które... są tylko dla danej płci... choćby z nazwy - powiedziała. Była zadowolona z tego wyboru i choć śmiesznie się żartowało z kocura, to jednak niektórzy mogli go przez to wyśmiewać, a tak, to chociaż lepiej to brzmiało.
Korzystając z tego, że kocur się o nią lekko oparł, widocznie by dać jej wsparcie, położyła głowę na jego łopatce, dokąd o dziwo sięgała. Nie było to dla niej niezręczne, w ogóle. Kiedyś byli sobie bliscy i kotka dobrze się czuła w jego towarzystwie, nie miała silnej potrzeby odsunięcia się.
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Pokręciła przecząca głową.- Słyszę to po raz pierwszy. Co to jest? -Przez cały swój pochód po osiedlu, aż do terenów leśnych ten termin nie obił mu się nigdy o uszy. A może jednak obił, ale już zwyczajnie o tym zapomniał? Nie pamiętał. - Więc również odeszła. -Mruknął cicho. Gdzieś w środku poczuł lekkie ukłucie, w końcu była jego mentorką i zarówno członkiem rodziny. Postarał się jednak je od siebie odsunąć, i zamiast tego skupić się na słowach Wiewiórczego Skoku. Zmiana rangi, a w zasadzie jej nazwa. Brzmiało to jak coś błahego, ale był pewny, że dla wielu była ona czymś bardzo ważnym. Szczególnie, że teraz nie wskazywało to, że jedynie kotki mogły piastować tą konkretną range. Chociaż musiał przyznać, że matek brzmiał troszkę śmiesznie.- Cóż, to brzmi jak dobra zmiana. Na pewno będą ją za to upamiętniać. Wszystkie klany poczyniły takie zmiany, czy tylko Rzeka jest tak unikalna? -Wątpił, żeby Klan dzielił się swoimi innowacjami, ale zawsze warto spróbować.
Poczuł ulgę czując jej dotyk na swojej łopatce, mimowolnie cieszył się, że się od niego nie odsunęła, a on tym samym mógł jej pokazać, że chce ją jakoś wesprzeć.- Wiesz.. Wtedy odszedłem, żeby szukać Fiołkowego Wzgórza... Teraz jak o tym myślę to samotna wędrówka była głupim pomysłem... Nie znalazłem... Przepraszam, że nic ci wtedy nie powiedziałem. -Mówił cicho, prawie szepcząc. Nie wiedział czemu, ale uznał że mógł w tym momencie zwierzyć się z prawdziwego powodu swojej nieobecności. Było to dla niego również czymś w rodzaju usprawiedliwienia, słysząc przez co musiała przejść jego własna kuzynka.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
- Cóż... już teoretycznie nie istnieją, ale... byli grupą kotów, które chciały zostać piątym klanem... tylko że większość przywódców nie chciała tego... i zostali wygonieni, przez patrol klanu Rzeki i Cienia... nie wiem, nie znam szczegółów, bo... obawiałam się co może z tego wyniknąć i starałam się nie rzucać w obozie w oczy, żeby, nie wiem, Ćmia Gwiazda zapomniała o moim istnieniu...? - rzuciła, poruszając niepewnie uszkami. - W każdym razie... była przywódcą chwilę przed tą sytuacją i długo po... więc nie rządziła wcale krótko, a sporo zrobiła dla klanu. Nie wiem za to, czy... inne klany poszły w nasze ślady, wydaje mi się, że... ta informacja niespecjalnie wyszła na zewnątrz - przyznała. Nie orientowała się w tym, nie była pewna, czy w takim Wichrze, albo Cieniu jest tak samo więc wolała na ten temat przypadkiem nie powiedzieć czegoś, co nie było prawdą.
Cofnęła uszy, słysząc po co Trujek w ogóle wyszedł z obozu, i że jego misja nie zakończyła się powodzeniem. Rozumiała to. Że poszedł szukać siostry, że chciał ją odnaleźć, sprowadzić z powrotem do obozu, upewnić się, że jest cała i zdrowa. Sama najchętniej poszłaby w długą za zaginionym rodzeństwem gdyby nie była takim okropnym tchórzem i bała się w ogóle postawić łapę za klanowymi terenami. Tylko raz wyszła za granicę z niczyimi i tylko dlatego, że pokazywała dwóm terminatorkom z Wichru jak pływać. A poza tym? Nigdy nigdzie nie wyszła i niespecjalnie chciała to zmieniać, szczególnie że nie stawała się młodsza, no i kto wie, czy z powoli starzejącymi się mięśniami byłaby w stanie w ogóle się obronić?
Wtuliła się łbem nieco bardziej w czekoladowy bark, by równocześnie pocieszyć kocura, no i dać mu znak, że nic się nie stało i nie musi przepraszać. Rozumiała dlaczego odszedł i faktycznie bolało, że zrobił to bez słowa, ale jak najbardziej rozumiała co nim kierowało.
- Sama poszłabym za... Kałużą, gdybym... nie była taka tchórzliwa, wiesz...? Nie musisz więc się obwiniać, że cię nie było... ale powiedz mi... będziesz wracał, czy...? - zadała pytanie. Rozumiała, że mógłby nie chcieć już wrócić do klanu. Sporo się tu zmieniło, niewiele kotów zostało, które mogłyby go pamiętać jakoś bardziej... czy więc nie wolał... hm, zostać przy życiu, jakie prowadził teraz?
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Słuchał uważnie o genezie Pożogi. Musiał przyznać, że podczas jego nieobecności działo się zdecydowanie dużo. Sam nie wiedział, czy powinien się z tego powodu cieszyć, czy raczej smucić. Podobnie jak Wiewiórka, nie chciałby być wplątany w ówczesne wydarzenia, jednak pewnie z zupełnie innego powodu. Z niechęci. - Jak znikam to zaczynają się dziać ciekawe rzeczy, gdzie są te czasy, gdzie Czerwona Gwiazda karała nieposłusznych termiantorów najgorszymi karami. - Powiedział to z nutą rozbawienia, ale i nostalgii w głosie, który zaraz potem wrócił do pierwotnego tonu.- Skoro do ich przegonienia potrzebne były dwa klany to chyba nie powinienem żartować. Chociaż też bym pewnie nie chciał w tym uczestniczyć na twoim miejscu. Nikomu nic się wtedy nie stało? -Pewnie nie powinien o to pytać, bo jeśli rzeczywiście poszły za tym ofiary to ta rozmowa mógłby zejść na posępne drogi.- Więc Rzeka jak zawsze wyjątkowa. -W końca własną, unikalna ranga to nic pospolitego. Sama chwała, chociaż zależy jak inne klanu zapatrują się na takie rzeczy.
Nieco mu ulżyło nie słysząc żadnych oskarżeń że strony wojowniczki, bo tego bał się najbardziej. Jego wędrówka była bezsensowna, do niczego nie doszedł, i nikogo nie przyprowadził. W dalszym ciągu czuł niespełnienie i poczucie winy, to nie zniknie, jednak dotyk jej pyska na barku był kojący.- Dzięki... Ale proszę, nie mów że to tchórzostwo... Czasami trzeba odpuścić... -Nie jemu oceniać, bo może Wiewiórka rzeczywiście zwyczajnie bała się opuszczać tereny, ale nie zmienia to faktu, że czasem jak widać lepiej żyć w niewiedzy, niż się rozczarować. Chociaż pewnie gdyby został, twierdziły że jest inaczej.
Zawahał się chwilę przed udzieleniem odpowiedzi. Oczywiście ucieszył się, że zobaczył dzisiaj Wiewiórkę, że mógł się z nią spotkać, porozmawiać i poczuć jej bliskość, i nie chciałby opuszczać jej poraz kolejny. Jednak nie wiedział, czy w klanie dalej jest jego miejsce, nie pozostał mu praktycznie nikt, pewnie mało kto go kojarzy, a on sam podróżował po osiedlu przez tyle czasu.- Ja... Nie wiem. W klanie jesteś Ty, ale minęło tyle czasu, i mam też na uwadze swoje lata. Pewnie niedługo zacząłbym jedynie pasożytować, więc nie zdziwiłbym się gdyby Łabędzia Gwiazda nie chciał mnie przyjąć... Musiałbym się zastanowić, na chwilę obecną nie uważam, że nadaje się do klanowego życia. -Przeżył sam, więc i dalej będzie mógł żyć sam.
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
***
Powiedzieć, że miała słabą passę jeśli chodzi o polowania, to jak nie powiedzieć nic. Daleko jej było do tytułu najlepszego łowcy w klanie, a przynoszone przez nią na stos piszczki - jeśli w ogóle jakieś - nie należały do okazałych. Tak samo do samotnych spacerów nie miała szczęścia, w końcu ostatnim razem, gdy wyszła w pojedynkę z obozu, wróciła do niego niosąc na grzbiecie ciało Szafirka. Ale skoro już próbowała wrócić do żywych, a jednocześnie nie chciała przebywać w obozie, to opcje miała dość ograniczone.
Torfowy Rojst był wystarczająco daleko od obozu, aby miała pewność, że nikt jej nie będzie przeszkadzać. Nie myślała, przynajmniej nie świadomie, o tym, że w razie najgorszego było to też wystarczająco daleko, aby jakakolwiek pomoc nigdy nie przybyła. Nie myślała o tym, że cokolwiek może się jej stać. Wszystko się zdarzało innym, całej reszcie rodziny, a coś trzymało ją mocno na dystans od jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Więc czego miała się bać, gdy zaczęła się powoli i metodycznie rozglądać za zwierzyną?
//mg
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Pogoda była ładna a gdzieś w oddali ćwierkały ptaszki, Kieł jak na razie nie była w stanie dostrzec żadnej zwierzyny pomiędzy krzewami i trzcinami Torfowego Rojstu. W pewnym momencie jej uwagę przykuł jednak osobliwy przedmiot. Miał kształt spłaszczonej połowy kuli, kolor wysuszonej na słońcu trawy, i dyndal sobie na poruszającej się na wietrze pałce wodnej. Sprytny Dwunożny domyśliłby się zapewne, że była to część ubrania mająca chronić głowę oraz ramiona przed słońcem, tak zwany "słomkowy kapelusz", czy Trujący Kieł interesowały jednak gadżety bezwłosych stworzeń?
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
To... nie była zwierzyna. Zatrzymała się w pół kroku i zmrużyła lekko oczy, nie wiedząc do końca na co właściwie patrzy i do czego to coś miałoby służyć. W pierwszej chwili chciała iść dalej, bo nie po to tu przyszła, żeby zbierać śmieci dwunożnych, z którymi nie miała co potem zrobić. Jednak im dłużej nad tym myślała, im bardziej zastanawiała się, gdzie taki dziwny przedmiot podziać, tym bardziej dochodziła do wniosku, że... w sumie co jej szkodzi. W najgorszym przypadku po prostu zrobi sobie z tego czegoś legowisko, ewentualnie wciśnie Kostkowi jako świetny prezent. Podeszła do pałki, na której kołysał się dziwny przedmiot, po czym uderzyła w nią całym bokiem, próbując strącić przedmiot z rośliny.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Pałka wodna wygięła się w łuk, a kapelusz sfrunął na ziemię. Najwyraźniej był bardzo lekki, skoro nie runął w dół natychmiast, ale spadał powoli niczym piórko. Być może nie został tu przyniesiony przez Dwunoga, ale zwyczajnie przywiał go wiatr? W każdym razie Kieł mogła teraz go sobie wziąć. Z pewnością spodoba się Kostkowi.
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Pałka się wygła, przedmiot wesoło spłynął na dół, prawie jak piórko. Co prawda Trujący Kieł nie była w stanie go złapać w locie, bo nawet nie próbowała, ale podniosła go, jak tylko całkiem opadł na ziemię. Faktycznie, brzmiał i w ugryzieniu był jak sucha trawa, więc w przebłysku sensownego myślenia odciągnęła kapelusz na jakiś mniej wilgotny grunt, po czym przetoczyła na niego kamień. Teraz raczej nie odfrunie, póki ona nie wróci, bo na pewno nie zamierzała od razu kierować się do obozu. Ruszyła dalej, powoli i umiarkowanie ostrożnie, wyglądając dla odmiany czegoś, co można by było walnąć na stos zwierzyny.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Zdobycz została położona pod kamieniem, gdzie była raczej bezpieczna, chyba że spodoba się jakiemuś innemu kotu czy jakiemuś stworzeniu. Trujący Kieł tymczasem kontynuowała wyprawę, rozglądając się dookoła za zwierzyną. Poczuła ją zanim zdołała ją dostrzec - podmuch wiatru przyniósł ze sobą charakterystyczny zapach świeżej krwi. Chyba nie kociej, Gwiezdnemu Klanowi niech będą dzięki, ale z tej odległości ciężko było bliżej zidentyfikować gatunek. Zapach docierał z kierunku rzeki, z miejsca, gdzie szuwary były szczególnie gęste.
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Może myślałaby więcej o tym, że ktoś inny mógł jej zwinąć śmieć dwunogów sprzed nosa (lub spod kamienia), gdyby nie natrafiła na zapach. Krew, świeża. Nie, raczej nie kocia, przynajmniej nie sądziła, aby ktoś po prostu... aktywnie się wykrwawiał na terenach klanu. Bez przesady. Ale jednocześnie nie była w stanie stwierdzić, do kogo należały ślady czy zapach. Zmrużyła lekko oczy, po czym ruszyła przed siebie, bardzo powoli i na ugiętych łapach, na wszelki wypadek starając się nie zrobić nic, co mogłoby zwrócić na nią uwagę. Żadnego trącania kamyków, szurania łapami po ziemi czy ciągnięcia sierści na brzuchu przez trawę. Zbliżyła się do szuwarów i ostrożnie, delikatnie, możliwie powoli rozsunęła część roślin, mając nadzieję, że nie zobaczy zaraz martwego rzeczniaka, albo czegoś podobnego.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Rozchylenie pałek pozwoliło Tojad na zobaczenie źródła zapachu. Scena, jaką kotka zaznała, nie była w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnym - miejscem udanego polowania. Wysokie trawy zostały połamane w jednym miejscu, tworząc jakby polanę w gąszczu roślinności. Wszędzie walały się bażancie pióra i zarówno owe pióra, jak i same trawy obryzgane były krwią. Bażancią, zapewne. Poza krwią na miejscu czuć było świeże zapachy bażanta oraz jastrzębia, parę jastrzębich piórek również pewnie było wmieszane w stos. Ani winowajcy, ani ofiary zbrodni nie było jednak nigdzie widać.