Logo Artemidy
Ciepła Skałka
W tej samej okolicy co młoda terminatorka znajdował się jeszcze inny kot, tak naprawdę równie mocno skupiony na własnych przemyśleniach. Pajęcza Łapa miał to w zwyczaju - wychodzić z obozu na spacery gdy tylko miał jakiś problem, coś do przemyślenia na osobności. Zdarzało się to dosyć często, jako że nie był kotem który często chciał wygadać się komuś innemu. W końcu nie powinien zdradzać innym swoich słabości, powinien być silny. Więc taki właśnie był! Silny, bardzo silny, wcale nie było po nim widać frustracji spowodowanej ostatnimi wydarzeniami! Jakimi wydarzeniami? Otóż oczywistym było to, że gdy Pajęczynka i jego rodzeństwo wreszcie dowiedzą się prawdy o Krwawnikowym Liściu, będą trochę w szoku. Będą czuć tą niesprawiedliwość, jako że byli okłamywani całe swoje życie. Biały kocur nie był bowiem ich jakimś tam bliskim wujkiem... był ich rodzonym, starszym bratem. Pajęczyna dowiedział się o tym i początkowo nie chciał uwierzyć. Przecież mama by nie ukrywała przed nim czegoś takiego, prawda? Prawda? Otóż niestety, nieważne jak szanował Lśniącą Sadzawkę, teraz rozumiał już że potrafiła ona popełniać błędy. A okłamywanie go przez tyle księżyców było wielkim, nieodwracalnym błędem. Niedługo po wyjściu prawdy na jaw, wichrowy książę wyszedł z obozu z nastroszonym futrem i zniknął na jakiś czas, skierowawszy się w stronę Czterech Dębów.
Dosyć szybko zorientował się, że ma towarzystwo. Częściowo jasne futro cienistej kotki odznaczało się pośród otoczenia, a jej cienisty zapach był silny i drażniący nos jak zazwyczaj. W pierwszej chwili nie wiedział, czy też został zauważony. Przedzierał się przez zarośla otaczające skałę, na której siedziała, ale starał się robić to tak cicho jak tylko się dało. Nie zastanowił się nad swoim działaniem, zwłaszcza że nie bał się kotki. Chyba młodsza od niego i do tego wyglądała, jakby miała znacznie mniej mięśni od niego. No wiadomo! Terminator wiedział, że nic mu nie zrobi nawet jakby miała się na niego nagle rzucić... Dlatego też postąpił w ten sposób.
Wskoczył na skałę, na której znajdowała się cienista kotka, a potem obszedł ją dookoła, przyglądając się jej sylwetce nieco krytycznym wzrokiem i wykazując tym samym swoją wyższość. Nie był w dobrym humorze, nie wiedział też czy ta rozmowa by mu humor naprawiła... ale czasami wypadało poznać kogoś nowego. Ha!
- Witaj, nieznajoma. Co cię tu sprowadza? - zaczął, spoglądając z zaciekawieniem w te dosyć nietypowe, dwukolorowe oczęta. Jak teraz o tym myślał, przypominały mu one oczy Maliny... Ble. - Czyżbyś szukała nowej znajomości? Czy po prostu zabłądziłaś w trakcie polowania...? - posłał jej lekki, nie świadczący o niczym dobrym uśmiech. I czekał na dalsze wydarzenia.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ze wszystkich miejsc, do których mógł trafić. Ze W S Z Y S T K I C H miejsc, które znajdowały się w lesie, do których mógł zaprowadzić go ten zając. Dlaczego. Akurat. Tu.
Ale chwila, chyba wypadałoby wyjaśnić, dlaczego Wichrowy Terminator przede wszystkim znowu znajdował się poza obozem, skoro ledwo co pokonał walkę z chorobą. Po pierwsze, bał się spojrzeć komukolwiek w oczy, dosłownie podczas rozmów gapił się we własne łapy. I to naprawdę bał się spojrzeć w oczy komukolwiek. A zwłaszcza mamie i siostrom. Poczucie winy trzymało go cały czas, od kiedy wrócili ze zgromadzenia. Powinien był już o tym dawno zapomnieć, nie? Ale nie potrafił. A co lepszego można zrobić, jeśli nie uciekać od własnych problemów, nie? (Kociaki, nie róbcie tego samego co Króliczek, to bardzo zły pomysł i nie skończy się raczej dobrze.)
Drugim powodem wyjścia z obozu była zwykła chęć wykorzystania wolnego czasu. Było późne popołudnie, już niebo zaczynało się delikatnie przyciemniać. Nie miał siły na swoje podstawowe obowiązki, między innymi dlatego, że i one wiązały się z interakcją z innymi klanowiczami, więc wybrał drugą opcję. Polowanie. Polowanie też było ważne, zwłaszcza teraz, gdy lada moment zbliżała się Pora Nagich Drzew. A może już się rozpoczęła? Trudno powiedzieć, śnieg momentami już pruszy z nieba, ale nie jest to taka wielka ilość, jaką zapamiętał za kocięcia. A może to jego młodzieńcza wersja to wyolbrzymiała? W sumie do teraz pozostał dość niski, co dopiero jak był niezgrabnie tuptającym dzieciaczkiem.
Wracając - polowanie nie szło najgorzej. Złapał jedną, całkiem ładną badylarkę, którą zostawił w okolicach starego kasztana. Po jakimś czasie szukania natrafił na tego właśnie skurczybyka. Zająca. Na początku było dobrze. Zbliżył się na odpowiednią odległość i już się szykował do skoku, gdy nagle... Akurat za jego zadem coś zaszeleściło w trawie. Długouchy oczywiście również to usłyszał, więc niewiele myśląc zaczął pędzić sprintem do ucieczki, jakby jego życie od tego zależało. I w sumie zależało, o ile Króliczek nadal był w formie. Nie zważając na to, co w owych trawach mogło się znajdować, rzucił się w pogoń za zajęcem, starając się przy tym jak najrzadziej brać wdechy przez pysk. Nie chciał znowu czegoś złapać, a droga oddechowa to był najszybszy sposób. Zając, w przeciwieństwie do kicaja był w jak najlepszym stanie. I był to chyba najszybszy kicaj, którego w życiu widział. Albo to znowu on wyolbrzymiał? Za rzadko gonił takie zwierzaki i teraz nie mógł za nimi nadążyć może? Kto wie.
Gonitwa trwała jakiś czas, aby zakończyć się zającem wbiegającym... Na cztery dęby. Dopiero wtedy Króliczek się zatrzymał, orientując się, gdzie zwierzyna go zaprowadziła. O mało się nie wywrócił od gwałtownego zatrzymania się, gdy spoglądał na miejsce zgromadzeń. Ciemniejące niebo wcale a wcale w tym nie pomagało, ba, dawało jeszcze gorszy efekt. Ciekawe, jak to musiało wyglądać. Widać było jego strach na pierwszy rzut oka? A może jeśli ktokolwiek go w tym momencie widzi, wygląda na podekscytowanego? Jego zjeżone futro oznacza przerażenie, czy może dreszcz ekscytacji? Cóż. Cokolwiek by to nie było, Królicza Łapa przechodził w tej chwili wewnętrzny zawał spowodowany nagłym uderzeniem wspomnień z niedalekiej przeszłości. Czy to ta słynna trauma, czy znowu wyolbrzymianie? Może oba?

//Puszczyk!



[Obrazek: d9x64il-1428b14d-2576-4b1e-90d4-812699fc...Fvlaps2Ju0]
See bunnies sleeping 'til it's nearly noon

Shall we wake them with a merry tune?
They're so still
[Obrazek: 2HC8eRN.png]
Hop, little bunnies
Hop, hop, hop

[Obrazek: lXV1WsP.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puszczykowy Huk za to lubił zwiedzać. Zazwyczaj tylko własne tereny, nie wyglądając choćby krańcem wąsa poza nie, ale akurat na Cztery Dęby zdarzało mu się zawędrować. Nie należał do kotów za długo siedzących na tyłku, bo zaczynało mu się nudzić, a nuda doprowadzała do dziwnych rzeczy w przypadku rudego kocura. Wpadały mu głupie pomysły do głowy, robił głupie rzeczy i, można powiedzieć, potrafił sobie napędzić sporej ilości problemów. Dlatego często bywał w ogóle poza obozem. Zwiedzał, bawił się, a że teraz zaczynała się jego ulubiona pora w roku (i nie chodziło o porę, że porę, tylko o dany okres w roku!), to nie mógł usiedzieć w obozie. No bo, jak siedzieć w obozie, jak z drzew spadają różnokolorowe liście, które można złapać, albo jak siedzieć w obozie, jak czasami z nieba prószy śnieg, który trzeba również złapać, albo pobawić się w tych małych ilościach, które potrafiły się chociaż pół ranka utrzymać na ziemi? Porobić w nich ślady, starać się ulepić nosem kulę śnieżną, czy sypnąć komuś w oczy, gdy akurat przechodził obok krzaka, w którym się schowało? Albo o, sypnąć komuś na głowę z gałęzi!
Dlatego nic dziwnego, że goniąc spadające liście zapędził się trochę i już po chwili łapał te, które ostały się na wielkich gałęziach Czterech Dębów, już nieco zbyt brązowe i trzymające się chyba tylko siłą woli, błagające o szybką śmierć. I łapałby je tak, nie zwróciwszy uwagi, że ma towarzystwo, zbyt zaangażowany w zabawę, gdyby nie to, że zając uciekający przed Króliczą Łapą omal nie wpadł mu pod łapy, skręcając w ostatniej chwili, wydając zduszony pisk i znikając w pobliskich krzakach. I gdyby nie fakt, że to zaskoczyło Puszczyka, który zaczął się rozglądać co się stało właściwie, to może i by za nim pobiegł.
I wtedy zauważył burego, który był nieco zjeżony i wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt. Zmarszczył brwi, ale dosłownie tylko na chwilę, bo już po chwili w podskokach zbliżył się do wichrowego terminatora.
- Ooo rany, hej! Skąd jesteś? Z Wichru? - zagadnął, biorąc intensywne wdechy i otwierając nieco pysk, by upewnić się w wyczuwanym zapachu. Ktoś mógłby powiedzieć, że jako wojownik powinien to wiedzieć, ale hej, on tylko z rangi był wojownikiem, mentalnie był wiekiem młodszy niż Królik i powinien siedzieć w kociarni! - Przyszedłeś pozwiedzać? Och, nie ma czego, to drzewo wygląda źle bez liści, co? - zagadnął, niepomny na to, że biedny Króliczek jest przerażony, bo... hehe, emocje to nie był jego konik, oj nie!
[Obrazek: F6YPr2M.png]
LVL 2 140 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wiedział nawet, ile czasu spędził stojąc tak jak słup soli i wpatrując się niemo w cztery drzewa. W jego myślach na okrągło odgrywała się cały czas ta sama scena, o której starał się zapomnieć przez ostatni... Księżyc? Dwa? Jak ich własna medyczka postanowiła już kompletnie przesadzić i zacząć przed wszystkimi obrzucać Lawendową Gwiazdę wronią strawą. Wytykać jej każdy najmniejszy błąd, czy to dotyczący jej panowania, czy też zahaczający o jej potomstwo. Jak bezsilnie obserwował całe to wydarzenie, nie mając odwagi wyjść i bronić mamy. Jak załamał się i zaczął smarkać w futro siostrzyczki, mimo tego, że to nie on był przecież ofiarą Lśniącej Sadzawki. Nie był w stanie ochronić przed słowami medyczki kota, który był mu najbliższy w całym klanie.
Pewnie stałby tak w bezruchu jeszcze przez dłuższy czas, gdyby nie fakt, że nagle coś się poruszyło. Przed nim nagle pojawił się biało-rudy kot, który zmierzał w jego stronę. Może był tu wcześniej? Tak bardzo był zajęty swoim problemem, który nikt normalny problemem by nie nazwał, że nawet nie zauważył obecności innej żywej duszy? Bądź co bądź, Króliczek instynktownie się cofnął, a jego źrenice zwężyły się z przerażenia. Wstrzymał na parę sekund oddech, spoglądając na nieznajomego. Kot z innego Klanu, to było pewne. Tylko z którego? Cienia? Gromu? Rzeki? Samotnik to to nie był, chociaż to nigdy w stu procentach pewne nie jest. Czy... Był obecny na Zgromadzeniu? A co, jeśli go poznał? Co, jeśli połączy kropki z tamtą sytuacją i dojdzie do wniosku, że kicaj jest okropnym i synem i kotem w ogóle, za to że w takiej sytuacji zamiast wesprzeć mamę a w tym przywódczynię, rozpłakał się jak małe dziecko pomimo tego, że go to nawet nie dotyczyło?! Nie, nie, to akurat było niemożliwe... Co nie? A jeśli?
- A.... Ja... - Wydukał prawie że niesłyszalnie, przyglądając się w szoku kocurowi. O coś się go spytał... Nie zrozumiał niczego, co właśnie powiedział. Tak, jakby kompletnie zapomniał własnego języka. Zrozumiał dopiero wtedy, gdy nieznajomy ponownie otworzył pysk. - Er.... Ja.... N- nie.. - Wymamrotał. - Ja tu- Em... Ja się tu.... No- Uh- - Przełknął cicho ślinę. - Przy-przypadkowo się... Tu znalazłem... - Starał się uspokoić swój oddech. Wiedział, że doskonale widać jak ciężko oddychał. Mógł oddychać najciszej jak się da, ale zdradzała go para wydobywająca się z jego pyska z każdym wydechem. Doszedł po chwili jednak do wniosku... Że kocur chyba nie ma złych intencji...? Jakkolwiek by to nie brzmiało... Nie wyglądało na to, żeby go kojarzył... Albo udawał, że absolutnie nie wie, kim jest, bo się zwyczajnie czuł dziwnie rozmawiając z beksą? Kto wie. - Przepra...szam... O co- Er... O co wcześniej... Pytałeś...?



[Obrazek: d9x64il-1428b14d-2576-4b1e-90d4-812699fc...Fvlaps2Ju0]
See bunnies sleeping 'til it's nearly noon

Shall we wake them with a merry tune?
They're so still
[Obrazek: 2HC8eRN.png]
Hop, little bunnies
Hop, hop, hop

[Obrazek: lXV1WsP.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Puszczyk zmarszczył nieco brwi. Królicza Łapa nie wydawał się przebywać w tej samej czasoprzestrzeni, co on, w zupełnie innym świecie, nie wiadomo gdzie, ale na pewno nie pod Czterema Dębami. Przyglądał mu się ciekawsko, nie odwracając od niego spojrzenia nawet na chwilę, nie myśląc nawet nad tym, że może to stresować kocura bardziej. Że może powinien dać mu przestrzeń, nie wpatrywać się w niego, jak w niezwykle interesującą zwierzynę (może tego zająca, co tak go wyminął niespodziewanie), tylko cofnąć się, dać mu odetchnąć.
- Przypadkowo? - spytał, lekko przekrzywiając głowę. Rozejrzał się dookoła. Nie znał się na terenach Wichru, nie wiedział czy mają daleko od granicy z dębami do obozu, ale jeśli mieli tak daleko, jak Grom, to wydało mu się dziwnie, by przypadkiem się tu dostać. Och, no tak, przecież terminator gonił zająca! Może za bardzo się zapędził. Znał ten ból, sam przecież goniąc za liśćmi prawie nie zauważył że przekracza granicę. Pokiwał więc głową ze zrozumieniem po paru uderzeniach serca zbicia z tropu. - Goniłeś tego zająca? Skubany prawie złapał mnie! - zażartował, radośnie się szczerząc. O ile w ogóle zwierzyna mogła złapać drapieżnika! - Och, nie, nic ważnego. Jestem Puszczykowy Huk, a ty? - zagadnął, by lepiej poznać kocura, po którym nadal nie widział jak bardzo się stresuje. Ale, Puszczyk był po prostu głupi. Puszczyk głupi Huk powinien się nazywać, o.
[Obrazek: F6YPr2M.png]
LVL 2 140 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli myśli, wspomnienia, generalnie wszystko co się dzieje w mózgu każdego kota można zaliczyć do czasoprzestrzeni, to owszem, znajdował się w kompletnie innej. Nawet zauważenie obecności Puszczyka nie pomogło mu kompletnie wydostać się z tej innej rzeczywistości, ale hej, przynajmniej jego myśli nie wirowały wciąż wokół jednej rzeczy. Teraz wirowały wokół dwóch rzeczy, intensywnie nacierających się na siebie i wprawiających go w coraz większy dyskomfort. To jakiś progres, nie? Nie...?
- Um... - Dopiero po tym, jak drugi kocur otworzył pyszczek kicaj zorientował się, jak głupio zabrzmiało jego wytłumaczenie. Tak, tak, przypadkowo dotarł do miejsca które starał się unikać przez ostatnich parę tygodni. Sęk w tym, że naprawdę przypadkowo tu trafił. Chyba, że ten zając miał jakiś pożal się Gwiezdny Klanie układ z kto wie czym, może pechem. Kiedy Gromiak ponownie się odezwał, Króliczek opuścił wzrok na swoje łapy i skinął niezręcznie głową. Nie odzywał się przez krótką chwilę. Nawet nie zauważył, że jego oddech delikatnie się uspokoił, ale czuł się jakby serce mogło mu wyskoczyć z piersi w każdym momencie. - C... Cóż... Zap- Em, zapomniałem... Że są takie no-... Wiesz... Er... Szybkie...? - Co on w tym momencie wygadywał. Chyba pierwsze co mu przyszło do głowy, bo naprawdę nie miał żadnego powodu się usprawiedliwiać z zajęca, który naturalnie miał prawo być szybszy od, heh, Króliczka.
Zastrzygł delikatnie uchem, a raczej końcówką ucha, gdy nieznajomy stwierdził, że to nie było nic ważnego. No cóż, nie będzie przecież dopytywał. Podniósł wzrok znowu na rozmówcę gdy ten się przedstawił. Puszczykowy Huk, huh? To było... Ciekawe imię. Z tego co wiedział, puszczyki to były takie ptaki, jednak co miały wspólnego z hukiem? Może chodzi o huczenie? W sumie to huk brzmi podobnie do dźwięku, który z siebie wydają... Z tego co wiedział. Nigdy nie słyszał huczenia sowy. Gwiezdni, teraz to się zaczął zastanawiać, czy nie mylił puszczyka z jakimś innym ptakiem. To mogła wcale nie być sowa...
- O...h... Miło mi- Em... Ja- ja jestem Królicze... Ekhm, Królicza Łapa - Również się przedstawił, odwracając łeb na bok czując, że nie potrafił dłużej utrzymać kontaktu wzrokowego. Chociaż nawet nie patrzył się prosto w oczy Puszczykowego Huku, ale czuł, że patrzenie się na nieznajomego przez taki (nie) długi czas zrobi się niezręczne.
- Em... Z- Eh... - Mruknął. - Z jakie-... Go Klanu... No- Em- Z jakiego Klanu jesteś...? Bo zakładam, że musi- em, no, musisz do- jakiegoś- no... Należeć...? - Króliczek, czy ty słyszysz się w ogóle? Miał ochotę zapaść się pod ziemię. Aż tak dawno nie miał z nikim interakcji innej niż podczas wykonywania obowiązków...? Gwiezdni...



[Obrazek: d9x64il-1428b14d-2576-4b1e-90d4-812699fc...Fvlaps2Ju0]
See bunnies sleeping 'til it's nearly noon

Shall we wake them with a merry tune?
They're so still
[Obrazek: 2HC8eRN.png]
Hop, little bunnies
Hop, hop, hop

[Obrazek: lXV1WsP.png]
LVL 4 30 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaczynał powoli dostrzegać, jak Królik jest zagubiony, więc zmarszczył nieco brewki. Czyżby sam fakt tego, że znalazł się na terenach nie należących do jego klanu sprawiał u niego jakiś rodzaj wady wymowy w postaci jąkania się? Och, ależ Puszczyk był nieszkodliwy! Nawet jakby chciał mu coś zrobić, to był tak kiepski w walce, że nie potrafił nawet trafić Kamienia w sparingu, a na walkach treningowych Cierpka jakby chciała to mogłaby go jedną łapą położyć! Więc bury nie musiał się go absolutnie bać, bo pewnie nawet by w niego nie trafił. Po olbrzymim skupieniu się też!
- Och, a... tego, to wy Wichrzacy nie jesteście jakoś bardzo szybcy, czy coś? Booo słyszałem, że dużo gonicie zająców i to u was główny przysmak w sumie, a są skubane bardzo szybkie i tego - napomknął trochę, bo zaciekawiło go to, co mówił Królicza Łapa. Czyżby był jakiś inny wśród swoich? Czy to, co mu zawsze mówiono o innych klanach to nieprawda? I, na przykład, cieniści nie jedzą żab, a rzeczniacy nie potrafią pływać tak naprawdę?
- Miło poznać, Królicza Łapo! - ożywił się nieco słysząc imię nowego znajomego. Zawsze lubił poznawać nowe koty, a jak już ktoś się przedstawił, to był to początek nowej znajomości! - Huh? A, no tak, w sumie ja też nigdy niespecjalnie wąchałem wasz zapach - zachichotał, nawiązując oczywiście do tego, że nie posiadali wspólnej granicy i musieli się widywać przy Dębach, jeśli chcieli porozmawiać. W sensie, klan Gromu i Wichru, co nie. - Noo, jestem z Gromu! Nic dziwnego, że nie kojarzysz, w końcu, klan Cienia i Rzeki to pewnie dla ciebie codzienność, ich zapach w sensie, a nasz nie do końca. Nie bywasz tu często, co? - zagadnął, wpatrując się krótko w burego, acz odwrócił wzrok po chwili by się rozejrzeć. - Ja też nie, a w sumie szkoda, bo jest tu naprawdę ładnie, choć pewnie jak jest pora zielonych liści to jest ładniej, noo, albo oo, jak się zaczyna pora opadających, jak te wszystkie liście są złociste i w ogóle, ale teraz nie wygląda to... korzystnie, co nie? - zagadnął.
[Obrazek: F6YPr2M.png]
LVL 2 140 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miły dzień. Dość zimny, śnieżny, ale wiatr nie mroził aż tak... Przynajmniej, Zastępca aż tak go nie odczuwał! Warto też zaznaczyć, że od jakiegoś czasu nie było żadnych problemów ogólnych. Nikt ranny, nikt martwy. Luzik absolutny, tak jak dawno nie było! Z tego powodu, Wąż mógł się wybrać na jakiś spacerek, żeby sobie po prostu rozprostować łapy i się wycieszyć zimową pogodą. Lepsza taka, niż jakby był deszcz i błoto!

[KORZEŃ!]
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miły dzień, chociaż jak zwykle śniegu było dość sporo, ale miał wrażenie, że coś powoli może gdzieś tam zacznie się zaraz ocieplać. Nie zamierzał się nigdzie zapuszczać, nie no... ale coś go ruszyło. Zaczynał chcieć czegoś więcej, niż ścian obozu i klanowiczów, chciał poznać koty spoza Wichru. Tak bardzo zapatrzył się w klan, że zatracił nawet siebie i ile mu zajęło zrozumienie tego? Za dużo. Za długo. Zbyt boleśnie. Westchnął cicho, a gdy wciągnął powietrze poczuł obcy zapach... no oprócz zimna w nosie to jakiś taki... bardziej piaskowy? Nie był pewien, ale poszedł w tamtą stronę, by zauważyć... och? Wielkiego kocura, podobnego do Oriona, ale jednak innego. Genialne spostrzeżenie, pogratulował sobie, kładąc w tym samym momencie uszy w geście zażenowania. Ogarnął się jednak z nadzieją, że jeszcze nie został zauważony i wyszedł na spotkanie z... Gromiakiem!
– Hej! – przywitał się z uśmiechem. – Jestem Korzenna Woń, a Ty? – dodał uprzejmie i poczekał na odpowiedź. Jeszcze się okaże, że wielki kocur nie ma ochoty się zaprzyjaźniać i co? Znaczy on sam mu dorównywał wzrostem, sam posiadał mięśnie, ale mimo trenowania nadal nie był tak zwinny jakby chciał.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Szybko zareagował na czyjś głos. Dość pogodnie, bo jedynie odsunął głowę z uśmiechem wymalowanym na pysku w odpowiednią stronę. Widok obcego, raczej przyjaźnie nastawionego kota, był dość... rzadki! Aż szkoda, że takie czasy nastały, że częściej trafia się na kogoś zupełnie neutralnego czy co gorsza - wrogiego kota, a takich wesołych to tak malutko!
- Wężowy Błysk! Miło mi cię poznać, Korzenna Woni... kojarzę twoje imię, tak mi się zdaje? - mógł się mylić. Od kocięcia miał problem z zapamiętywaniem imion. Nic dziwnego, jakby tego teraz mylił z kimś innym! - Byłeś na... Zgromadzeniu, chyba. Nie mam pewności. Wielki łeb, mały rozum, wszystko z niego ucieka!
Rzucił żartem, delikatnie stukając łapą o swoje czoło.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och! Lekko zdziwiony nadal odwzajemniał uśmiech orientalnego, który okazał się... zastępcą?? Teraz powoli zaczynało mu świtać, że przecież widział też Wężowy Błysk na Zgromadzeniu i przemawiał on za zgodą Żubrzej Gwiazdy. Nie sądziłby, że spotka kocura w takim miejscu i w sumie nie wiedział czemu? Może dlatego, że w sumie rzadko kiedy opuszczał własne tereny? I ogólnie mało żył poza klanem i jego potrzebami? Prawdopodobieństwo tego zjawiska było dość sporawe, więc nawet nie kłócił się z tą logiką.
– Tak... Byłem na Zgromadzeniu, przemawiałem po Lśniącej Sadzawce – wykrzywił się od tego, bo zhańbiła siebie jak i klan, jak i wszystkich, którzy tam byli, a ośmieszeniu to już szkoda było gadać. – Tak teraz myślę, że też Cię pamiętam, ale jakoś nie skojarzyłem, że jesteś Zastępcą. Pewnie sporo umiesz? – zapytał szybko, a potem się speszył swoim nagłym wygadaniem się jak tępak... no tak. Nie ma to jak się przyznawać, że się nie ogarnęło, że ktoś jest Zastępcą i to jeszcze z dodatkowym pytaniem, które może jeszcze urazi kocura? Kto wie... Może głupota z niego wychodziła, bo trochę imponowało mu, że rozmawia z Zastępca z innego klanu, który jest kocurem? Jego mama była na tym samym stanowisku, ale jej siłę znał i wiedział o niej tyle ile pozwalała mu wiedzieć, czyli sądził, że wszystko. – Chyba trochę paplam jak głupio, przepraszam – rzucił jeszcze szybko i aż przysiadł z zażenowania.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jak to dobrze, że pamięć go raz nie zawodziła. Ach, cudownie! Nie dziw, że go kojarzył. Wszak chyba nawet oficjalnie (lub chociaż w myślach?) chwalił go za to, że mówi otwarcie to co myśli. Takie rzeczy się wychwala, bo gdy się z kimś kot nie zgadza, to często milczy i liczy na zmianę. Ale jak ta ma nadejść, skoro nic się w jej kierunku nie robi!...
- Czy umiem... zależy co! - bo umieć umiał dużo, fakt, ale nie w każdej kategorii. Bić się? Umiał, zakładał chociaż że ma szansę wygrać jakąś bitkę. Leczyć? Znał jedno zioło, bo przypadkiem raz je znalazł. Jakby miał nim leczyć, to strach się bać skutków! - A tam, się przejmujesz! Żebyś słyszał ile razy ja gadałem głupio przy innych kotach. Nie ma co się martwić, Korzeń. Po prostu mów i się rozluźnij, wtedy najłatwiej prowadzi się rozmowy.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zaśmiał się ze szczerości i wyznania kocura, czyli jednak Wężowy Błysk po prostu był przyjemnym i wesołym gościem. Tak przynajmniej mógł powiedzieć po tych paru zdaniach co ze sobą zamienili.
– Rozumiem, dziękuję za poradę. Ostatnio próbuję trochę inaczej podchodzić do wszystkiego, więc dobrze jest pogadać z kimś na luzaku, no i z innego klanu. – powiedział ucieszony. – A co do umiejętności to... jak sobie radzisz w walkach lub sparingach? Pewnie dobrze, co nie? Ja mam problemy ze zręcznością i pomyślałem, że skoro już mam przed sobą Zastępce to może podpowie jak być lepszym – odpowiedział znowu lekko speszony, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Chciał poznać tajniki lepszego poruszania się, bo miał jakieś ewidentne problemy z tym. Jego uniki były słabe i często coś robiło mu krzywdę. Znaczy „często” było słabym słowem, ale na pewno nie było to też pożądane. Niedawno sponiewierał go pelikan, a jeszcze wcześniej jego dobry przyjaciel rozwalił go w sparingu, niby nic takiego, bo ważne, że sobie radził... ale po prostu chciał się doskonalić. Dla własnego zdrowia. I też dla innych bezpieczeństwa.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uuu, aaa... a to miało trochę sensu! Machnął delikatnie głową, niemy znak że "jakoś sobie radzi".
- Jeśli byś chciał, Korzenna Woni, to możemy się zmierzyć. Wiesz, czysto w ramach poćwiczenia twoich umiejętności. Na pewno w końcu nie ma z nimi aż tak znów źle! - rzucił do niego pocieszająco, posyłając mu łagodny uśmiech. Zaraz też ugiął się na łapach i obniżył łeb, chroniąc tym samym szyję. Nie miał zamiaru startować, ale kocur miał przynajmniej zaproszenie do walki.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 30 / 100
27
Siła
S
18
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zastępca Gromu wydawał się o wiele bardziej wyluzowany, niż Korzeń mógłby się spodziewać, nie znał żadnego innego kota z trójki klanowej, niż ze swojego klanu, ale u nich? Najwyraźniej wyglądało to totalnie inaczej i... podobało mu się, że każdy był inny. Inne problemy, inne myśli, może nawet inne zasady? Brzmiało to tak różnorodnie i dopiero teraz naprawdę widział różnice między Czterema Klanami.
– Och...Oooch... – speszył się. Nie spodziewał się takiej propozycji, ale... – No dobra, zobaczmy – stwierdził wesoło i uśmiechnął się, a potem napiął mięśnie. Zostawił sobie sekundę na zastanowienie się i wyskoczył, by być bliżej przeciwnika, a potem wyrzucił łapę w powietrze z zamiarem przywalenie w pierś orientalowi.



Rolling 1d10+2: 8 +2 = 10
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości