Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- A dziękuję! Przyda się nam… oczywiście, wam też dużo dobrego, żeby się nic wam złego nie działo! - Wąż aż chyba ciut za dobrze wiedział jak to jest kogoś tracić. Rodzice to pikuś, ale Cyprys? Jej śmierć była najstraszniejszą w jego życiu. Nie mówiąc też o dzieciach, w końcu ostał mu się jedynie Płomyk z Salamandrą. A cała reszta?... Bogowie wiedzą co z nimi.
Przy kolejnym milczał, dając mu mówić i… szczerze, dziwiło go to? On widział Gwiezdnego sam do siebie, ale… żeby tak przed całym Klanem ktoś się objawił? I jeszcze kogoś drażnił?! - Co takiego zrobił, że się zdenerwowałeś? - może uda mu się to jakoś rozwinąć… bo to było faktycznie ciekawe!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Przytaknął wesoło z łagodnym wyrazem pyska w podziękowaniu za równie miłe życzenie jak najlepiej. Kto by pomyślał, że bez różnicy z jakiego klanu jesteś, zawsze znajdą się dobre koty, no i na dodatek Wąż był samym Zastępcą, więc już w ogóle miło, że nie życzył im nic złego. Teoria zawsze jakoś wyglądała inaczej od praktyki.
– Była Ceremonia, nasza Medyczka jak ją dobrze znasz - Lśniąca Sadzawka jak zwykle nie mogła nie zrobić jakiejś większej dramy, bo ostatnimi czasy to chyba najciekawsza rzecz w życiu tej starej prukwy – zaczął wzruszając barkami. – Okazało się, że znowu musi się przed nami wszystkimi kłócić z Lawendową Gwiazdą i nagle zszedł nam Gwiezdny, który stanął po stronie raczej Lśniącej Sadzawki, co było dosyć dziwne, bo sobie już dawno poszła. I olała nawet Gwiezdnego! A tego jak się zerwał wiatr i w ogóle co tam się działo to się nie dało nie zauważyć, więc... po prostu olała sobie byłą Gwiazdę Wichru, tak samo jak obecną! I musiałem się nie zgodzić z tym co mówił, ale już szkoda strzępić pyska na to wszystko – opowiedział bez większych dodatków, bo jednak nie potrzeba było wiedzieć gromiakowi wszystkiego, nadal nie czuł się jakoś szczególnie w porządku z gadaniem o takich rzeczach. Może to tylko sprawa tego, że miał mało kontaktu, a może rozmawianie o problemach klanu jednak było zbyt podobne do zachowania białej kocicy.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jego uszy drgnęły. Och, nie żeby miał coś przeciwko Lśniącej, ale… hmh, zastanawiającym było, że musiała robić takie dramy! Nie, aby było to coś dziwnego; w Gromie takie zdarzały się swego czasu często, ale zwykle powodowane były przez terminatorów, nie przez medyków. I to w jej wieku, kota który powinien być szanowany za wiedzę, a nie zachowywać się jak szczeniak! - Korzeń, złota zasada - mruknął w końcu. - Jak ktoś jest głupi czy dziwny, to powiedz mu to w pysk. Co prawda możesz dostać po uszach, ale w moim wypadku zawsze się sprawdza. Siedzenie cicho nie jest dobre, nigdy.
Więc w sumie - pochwalił jego zachowanie. Bo było godne pochwały! Jeśli coś mu przeszkadza, dobrze o tym mówić, a nie udawać że wszystko jest okej, kiedy zdecydowanie nie było. - Ale rozumiem, że nie chcesz mówić więcej. Sam bym nie chciał o czymś, co mnie drażni!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Uśmiechnął się na to co usłyszał, może wcale nie było takie złe jego podejście do życia i mówienia jak mu coś nie pasuje, skoro Zastępca Gromu nie widział w tym nic złego to znaczyło, że nawet będąc komunikatywny dało się zajść daleko.
– Dziękuję – odpowiedział nieśmiało, chociaż widać było przebijające się wesołe emocje. Przyjemnie było porozmawiać z kimś spoza klanu, na luzie po prostu, chciałby móc polegać na kimś innym, niż tylko na sobie. W jego klanie nie było dużo kotów z którymi mógł się przyjaźnić, a poza nim? Kto wie, może znajdzie też dobrego ziomeczka w rzece, czy cieniu? O ile mógł nazywać Węża już ziomeczkiem.
– Byłeś kiedyś poza granicami klanów? – wypalił nagle i przez ułamek uderzenia serca miał ochotę ugryźć się w język, ale... nie, nie tym razem. – Wiesz gdzie jest osiedle? – dopytał pewniej i z jakimś gorzkim posmakiem w pysku oczekiwał na odpowiedź, najbardziej miał nadzieje na te potwierdzającą, ale też nie każdy musiał to wiedzieć. Korzeń nie wiedział, nie interesował się tym, nigdy nawet nie wyszedł poza klanowe tereny zawsze trzymając się tych jednych granic, które powoli go dusiły.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Jedynym co dostał na "dziękuję", był uśmiech - wszak więcej mówić nie trzeba mu było. Ot, zwykłe "nie ma za co", tyle że niewypowiedziane. Później zaś, ach, pytanie rzeka! - A żeby to raz! Jak byłem trochę młodszy niż ty, to wychodziłem na tak długie spacery, że Żubrza Gwiazda mi musiała dać na to szlaban. Byłem w do mu pieszczocha raz nawet! A na samym osiedlu... chyba cztery razy? - albo więcej, ale tak potężnych liczb jeszcze nie znał. - A co, planujesz wycieczkę?
Dorzucił zainteresowany. Bo jeśli tak... ho, ho, może by się do niej doczepił!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Och! Ja w sumie nigdy nie byłem nawet poza terenami Wichru, znaczy no raz wlazło mi się na tereny Rzeki, gdy się zamyśliłem, a ogólnie to w Czterech Dębach też byłem i byłem przy akcji ratunkowej na Grzmiącej Ścieżce, ale żeby tak wyjść z własnej woli na Ziemie Niczyje to... nie wyszedłem jeszcze – wyjaśnił trochę mącąc wszystkie fakty i każde wspomnienie, gdy był poza tym nieszczęsnym Wichrem, ale jednak nie było to chciane. Nie było to coś co mógłby nazwać przygodą, a na pewno nie coś co miało większy i głębszy sens. – Ale zaraz jak w domu pieszczocha! – wykrzyczał nagle zdziwiony, bo jakoś umknęła mu ta informacja i aż otworzył szerzej oczy, reprymendy od Żubrzej Gwiazdy też dopiero po chwili do niego doszły i musiał przyznać, że był pod wrażeniem jak daleko Wąż zaszedł mimo tylu sytuacji. – Ach... nie wiem, czy planuję, ale chciałbym się wybrać po prostu w jakąś dłuższa podróż, gdzie mógłbym trochę pomyśleć – rzucił z lekkim uśmiechem, chociaż wewnątrz poczuł się jakby coś go mocno ścisnęło i nie chciało puścić. Zostawić matkę? Wujka? Klan? Swoich Terminatorów? Nie umiał, a jednak... chciał. Coś w nim ciągle krzyczało i nie wiedział jak to uciszyć.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- A to ja nie byłem na terenach innego Klanu... w ogóle, chyba nigdy. Ani nie planowałem, ani przypadkiem! - bo nie miał powodu, przynajmniej póki co. W przyszłości - kto wie. Ale do tej pory, ach, ani trochę nie miał powodów ku temu by naruszać gdziekolwiek granicę innych Klanów. Oczywiście, z innymi kotami się widywał... ale... a, nie! - Chociaż nie! Raz przekroczyłem granicę z Klanem Rzeki. Ich Wojowniczka utknęła w drzewie i pomogłem się jej wydostać. To jest, pazur wbiła.
Uśmiechnął się delikatnie. To było dość... ciepłe, miłe wspomnienie! Na kolejne zaś, uśmiechnął się krzywo i pomachał głową na boki. - Przyjaciel. Obiecał mi pokazać gdzie żyje, i jakoś tak... wyszło - nic specjalnego! Nawet dwunoga z bliska nie widział, ale to mniejszy problem. Nie było to też sekretem tak szczerze; chyba każdy już słyszał chociaż raz o Ptaszniku. Każdy, kto znał Węża dłużej niż parę dni, rzecz jasna! - Mmm... zrozumiałe. Wiesz, Korzeń, taki spacer czasem dobrze robi. Jakbyś potrzebował przewodnika, czy coś, to wiesz... służę pomocą!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Skinął głową, bo w sumie co innego miał zrobić? No w sumie logiczne, że Wojownik nie przekracza granic, on był po prostu wtedy jakiś taki... mało obecny, ale chociaż rzeczniak nie był zły na niego i nawet trochę pogadali. O zacieśnianiu więzi jednak można było pomarzyć.
– Och? No to proszę to jest akurat ciekawa historia! – uśmiechnął się lekko. W sumie nie zdarzyło mu się chyba nigdy nikogo ratować, co najwyżej był przy akcji ratunkowej, ale na pewno nie wspominał jej tak miło.
– Wiele wyjaśnia... W takim razie wiem do kogo podbić, ale jakbyś jednak nie mógł to wskazałbyś mi może kierunek gdzie najlepiej odbić? Nie chce się zgubić, o ile się zdecyduje gdzieś odejść... przejść – dodał pospiesznie i wypowiedział wszystko z delikatnym tonem, chociaż w oczach kryło się zakłopotanie, bo nadal czuł się jakby prosił o coś niemożliwego, okropnego i zdradliwego. Może wcale tak nie było, ale... tak się trochę czuł.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Mmm… nie widzę większego problemu. I tak wolałbym cię kawałek odprowadzić i wyjaśnić co jest bezpieczne, a co nie. Wbrew wszystkiemu, poza lasem jest… źle - jeśli chodzi o warunki ich życia, rzecz jasna, bo tak niebezpiecznie było chyba tylko i wyłącznie w paszczy samego psa. Szukanie jedzenia, gangi, potwory, i sto innych rzeczy! - Jak tylko będziesz gotowy, daj znać… choćby patrolowi na granicy. Powiedz, że za sprawą do Węża i się do ciebie przejdę, co?
Uśmiechnął się doń delikatnie. - A teraz pozwól, że się zbiorę. Trochę się zasiedzieliśmy! Do zobaczenia, Korzeń!!
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Skinął głową i uśmiechnął się, najwyraźniej kocur miał większą wiedzę na temat Osiedla i Korzeń nie zamierzał się z tym kłócić, skoro Wąż sądził i to dość twardo, że byłoby lepiej jakby ten go zaprowadził to cóż! Niech będzie, chociaż czy chciałby potem żałować i zginął głupio? No nie! Więc nie stawiał już na swoje.
– Dobrze, w takim razie jakby co to zajdę do Ciebie po pomoc! – rzucił wesoło z uśmiechem. – Jasna sprawa! Ja też powinienem już wracać, do zobaczenia również, Wężu! – rzucił wesoło, a następnie ruszył do obozu z wielkim uśmiechem, bo kiedy on ostatni raz gadał z kimś tak luźno spoza klanu Wichru? No nie przypominał sobie, dlatego jego humor naprawdę się poprawił. Nawet łapa nie bolała, więc już w ogóle nie miał na co narzekać.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Zawędrował w to samo miejsce, w którym ostatni raz spotkał Wężowy Błysk… teraz Wężową Gwiazdę, ciekawiło go trochę, czy wszystko u niego w porządku. Technicznie nie jego sprawa, praktycznie miło mu się gadało z gromiakiem i nie chciał trochę tej niewiedzy, czy wszystko jest w porządku. Niby stara Przywódcy jest normalna, ale często klan jest w żałobie, a co dopiero Trójka Klanowa? U nich śmieć Medyczki wywołała podzielone reakcje, ale Lawendowa Gwiazda i Krwawnikowy Liść na pewno nie byli… weseli. Szczególnie biały Medyk, który oprócz Mistrz stracił też matkę.
Zamyślił się, porządnie. Nawet nie był pewien kiedy zaszedł na granice z Gromem i prawie ją przekroczył, gdy stanął obok niej i to prawie przed… kimś? Kto to był? I czy zamierzał go zrugać, czy jednak nie zauważył tej wtopy?
– Hej
Nie zauważył wtopy. Ba, nawet gdyby do niej doszło, to najpewniej skomentowałby to zwykłym komentarzem, że nie wolno. Point szybko strzelił uchem, niebieskie ślepia wbijając w nieznajomego... z Wichru, oczywiście że z Wichru! Poza Drobną, w tym lesie nie ma innych kotów! - Hej - odpowiedział luźno, posyłając mu niepewny uśmiech. - Dokąd to? Czekasz na kogoś?
Trudno to tym nazwać, skoro Korzeń raczej zamiar miał iść do tego na kogo czeka, a nie klapnąć i liczyć na to, że wspomniany ktoś miałby przyjść.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pytania pointa wybiły go trochę z rytmu i nie był pewien, czy wiedział co chciał powiedzieć, ani czy się trochę nie zapomniał we wszystkim co miał powiedzieć? Huh, no tak, czasami jeszcze był nieśmiały lub może bardziej zakłopotany w relacjach z innymi. Szczególnie jak byli z innego klanu.
– Przyszedłem w sumie trochę nieprzygotowany, ale… może Ty wiesz? W sensie co u Wężowego…. Wężowej Gwiazdy. Chciałem się z nim spotkać, ale możliwe, że wybrałem słaby dzień… – chwila ciszy, co on to miał… – Ach! Jestem Korzenna Woń tak w ogóle! Ale możesz mówić mi Korzeń! A do Ciebie jak się mam zwracać? – zapytał z lekkim uśmiechem, a on wewnętrznie odetchnął z ulgą, bo jakoś bez większego powodu stał spięty i miał wrażenie, że mu mięśnie od tego pękną.
Och, zdecydowanie nie miał w planach wybijać go z rytmu! Gdyby wiedział, że to zrobi, to pewnie albo by starał się inaczej dobrać słowa, albo po fakcie po prostu by przeprosił. A tak? Po prostu wwiercał w niego wzrok, licząc na to, że trochę bardziej zachęci go to do mówienia. Taktyka mogła być słaba, owszem, ale Wiatr o tym totalnie nawet nie myślał. W końcu... póki co nie wyglądało jakby nieznajomy sobie tego nie życzył. - A to... wiesz, nie ma go w okolicy, ale mógłbym po niego iść palcem nie ruszę w stronę obozu, ugh - rzucił zaraz, wzruszając lekko barkami. - Nie wiem czy planował jakiś patrol, ale... jak to coś ważnego, pewnie przyjdzie bez wahania.
Chociaż co ważnego mógłby chcieć zwykły kot! Zwykle to przywódcy chyba wymieniali się informacjami, a jak nie oni, to zastępcy. - Korzeń... jasne, miło mi. Ja to Ciepły Wiatr, ale może być tylko Wiaterek - dopowiedział zaraz, krzywo się uśmiechając w jego stronę. - TO, coś się stało, że ma tatko przyjść?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pierwsza część wypowiedzi pointa wydawała się bardzo miłym gestem pomocy, dopóki zaraz potem nie dodał czegoś jeszcze, wydawało się to szaremu dosyć dziwne i raczej niespotykane, by tak zarazem zaproponować pomoc, żeby zaraz stwierdzić, że jednak nie chce pomagać.
– Wiaterek, jasne, zapamiętam! – uśmiechnął się łagodnie. – Czekaj tatko? Jesteś synem Wężowej Gwiazdy? – zapytał zdziwiony. Wężowa Gwiazda ma dzieci?, zapytał sam siebie, bo w sumie miał szacunek do starszego kocura, ale jakoś nigdy nie myślał, że przecież ten ma swoje SWOJE życie poza spacerami poza klan i byciem Zastępcą… przynajmniej wtedy jeszcze.