Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jej brwi uniosły się, widząc, jak nerwowo stępuje z łapy na łapę. Ciekawe, czyżby wprawiła go w zakłopotanie? - Skąd ta pewność? Ale masz rację, jeszcze nie czas, najpierw trzeba zakończyć trening i zapewnić bezpieczeństwo Klanowi! - powiedziała dumnie, a gdyby to było możliwe, powiewałaby za nią czerwona flaga. Dlaczego czerwona? Mnie nie pytaj.
Mrugnęła, gdy odbił pałeczkę. Och, ona? Myśli zaczęły galopować przez jej głowę. Nie można było powiedzieć, że tego nie planowała, zwłaszcza mając na oku kogoś konkretnego... - Trening jest u mnie na pierwszym miejscu. I tak zajął mi dłużej niż planowałam, przez niedyspozycję mojej Mistrzyni... - mruknęła ciszej - ale! Zamierzam ukończyć go jak najszybciej. A wtedy? Myślę, że wtedy... być może mogłabym. Założyć rodzinę. Nie wiem sama. - poduszki jej łapek zaczęły się lekko pocić. Zwłaszcza, że w głowie wciąż siedział jej ten rudy... - Hmmmmm? Tak myślisz? - uśmiechnęła się szeroko. Toż to jej pułapka! Podziękowała mu skinieniem głowy za komplement, po czym zatrzymała się i popatrzyła mu prosto w pysk. - Tylko nie przestrasz się. - mruknęła zaczepnie i mrugnęła, po czym rozluźniła mięśnie twarzy.
Jej delikatny uśmiech zelżał, najpierw powoli, po czym zupełnie zmył się z terenu jej pyska. Brwi wróciły do naturalnego środowiska, nisko i groźnie nad oczami, które zwęziły się lekko. Jej pysk znów wyglądał tak, jak kiedyś, zanim uświadomiła sobie w odbiciu wody. Patrzyła przenikliwie na Rysia, wyglądając co najmniej, jakby zabił jej ojca.
Po czym znowu delikatnie się uśmiechnęła.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Nie odzywał się chwilę, a ogon Rysia drgnął z dwa razy. Westchnął lekko.
- Podczas pogrzebu przywódcy zmarł jeden z bliskich mi wojowników, przez co wpadłem w panikę i się pogryzłem - podniósł łapę, pokazując bliznę kotce. Zazwyczaj Rysiu o tym nie rozmawia, czuj się zaszczycona Jezioro! - Niedługo potem, jak już łapa była w stanie użyteczności mój ojciec zabrał mnie na spacer tylko po to, aby mnie skarcić za to, że się pogryzłem - podniósł jedną brew wyżej, spoglądając na kocicę. Kącik pyska miał lekko podniesiony, Rysiacz był, cóż, co najmniej rozbawiony ową sytuacją z Bażancim Piórem. - Więc, nie mając figury ojca powątpiewam, abym był dobry w tej roli. Ale kto wie, może kiedyś jakaś mi kotka zawróci we łbie, nie da się przewidzieć przyszłości - wzruszył ramionami lekko, odbijając wzrokiem gdzieś na bok. Nie widział się w takiej roli, to pewne. Ale... nie wiedział. No, to na pewno. Może faktycznie ktoś mu zajmie głowę i będzie chciał z nim kociaki? Mało prawdopodobne, ale nadal jest te jakieś prawdopodobieństwo.
Szli dalej, a Rychu wyczuł, że i Jezioro poczuła się dość niekomfortowo, tym bardziej, że i teraz terminator spojrzał na jej łapy, kiedy mówiła. Ha! Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie.
- Brzmisz jakbyś miała kogoś na oku. Kim jest ten szczęściarz? Znaczy, jeśli nie chcesz, to mi nie mów, jestem tylko przybłędą z Wichru - uśmiechnął się szerzej do kocicy. Musi wybadać grunt, prawda? Albo chociażby porzucić wszelkie nadzieje. Dwa wyjścia, żadne nie było dobre.
Skinął głową na jej pytanie i uważnie obserwował jej pysk, kiedy ostrzegła go, aby się nie przeraził. Wyprostował się, a ziemię przemiatał ogonem wraz z wiatrem. Niebieski wzrok nie uciekł ani na chwilę z pyszczka rozmówczyni, chciałby ją nazwać przyjaciółką, ale wiedział, że tymi nie są, kiedy to przechodziła przez swoją metamorfozę. Kiedy już skończyła podniósł wyżej jedną brew.
- I to jest ta mina, która miała mnie przerazić do szpiku kości? - zadał ciepłym tonem swoje pytanie, po czym zbliżył się niebezpiecznie do jej pyszczka, aby z bliska zobaczyć te śliczne... um... tak.
- Nadal urocza, nie rozumiem o co ci chodzi - mruknął, kiwając głową na boki, aczkolwiek na jego burej mordce cały czas widniał uśmiech. Wyszedł do przodu, a końcówką ogona pomiział jej nos. Tak na zaczepkę.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
W milczeniu wysłuchała ponurej historii Rysia. Znała, czym jest ból utraty kogoś bliskiego. Nie wiedziałaby nawet, jak zareagować, gdyby kiedyś znalazła ciało Sk-- Nie. Nie.
Zerknęła na jego bliznę. Czy potrafiłaby z bólu przegryźć własne łapy? Jej jedyne narzędzie do obrony i walki za Klan? Nie wiedziała, czy wtedy wygrałyby emocje czy logika. Nie mogła nawet tego podejrzewać. Nie znała siebie na tyle dobrze. - Mając taką figurę ojca być może miałbyś wzór, jak nie postępować. Myślę, że nie chciałbyś zgotować własnym dzieciom tego losu i wiedziałbyś, czego potrzebują, tak jak wtedy wiedziałeś, czego potrzebowałeś od rodzica. A tego nie otrzymałeś. - powiedziała cicho. Wierzyła w to co mówiła - czasami anty-wzorce potrafią przeniknąć w sposób negatywny. Czasem, nie zawsze. - Uhn--- - zająknęła się na owe pytanie, dosyć bezpośrednie i trafne. No tak, sama się wkopała w ten temat. - Nie jesteś żadną przybłędą. Jesteś Rysią Łapą z Klanu Wichru. Drugim tego imienia. - zachichotała cicho, nie mogąc się powstrzymać od żartu, nawiązując do kotki z tym samym imieniem. - Ale... tak, myślę że można by powiedzieć, że mam kogoś na oku. Ale wątpię, że z wzajemnością. Jest wojownikiem i chciałam, by był moim Mistrzem, ale się nie udało. Mimo to bardzo mi pomaga. I często się widujemy. I nie wiem... myślę że bardziej traktuje mnie jak uczennicę. Dopóki nie ukończę treningu, zawsze będę dla niego kociakiem. - powiedziała hardo. Tak zapewne właśnie było - co nie oznaczało że był to najważniejszy powód dla niej, by szybko zakończyć trening.
Po zrobieniu miny z niemałym zaskoczeniem obserwowała jego reakcję. Być może zbytnio go na to przygotowała? Mogła nic mu nie mówić i zwyczajnie spojrzeć na niego niespodziewanie. W taki sposób.
Gdyby mogła, zarumieniłaby się, ale na szczęście nie miała takiej opcji. Zamiast tego popatrzyła na niego zszokowana im bliżej podchodził, aż w końcu odwróciła pysk, zawstydzona. - Dziękuję! Cóż, doceniam, że nie uciekłeś z krzykiem! Może akurat... mi się nie udała mina tym razem, hm... No, to była tylko taka przestroga na przyszłość! - powiedziała, zakłopotana.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Wysłuchał to co kotka miała do powiedzenia, po czym nieznacznie skinął głową. Jeszcze chwilę milczał, po czym zaczął mówić.
- Może, może masz rację. No ale, cóż, na razie nie planuje zakładać rodziny, na razie nie jestem aż tak stary. Może jak będę po czterdziestce, zależy jak to wszystko się potoczy - wzruszył nieznacznie znowu ramionami. Zwrócił pysk w jej stronę, aby się nieznacznie uśmiechnąć. Mądra jest. To też Rysiu sobie cenił. - No ale dla ciebie to po prostu wichrzak, który się przyturlał na granicę, aby odetchnąć... a zamiast tego spotkał ciekawą rzeczniaczkę - uśmiechnął się nieznacznie, kiedy kotka znowu się zaśmiała. Z każdym jej śmiechem stawał się on coraz to bardziej przyjemny dla ucha. Jednak też terminator dostał odpowiedź... której nie chciał. Ale chociaż nie kłamała. Nie musiał sobie robić nadziei, że może coś wyjdzie... ale też się skarcił w głowie. Kotka się ledwo do ciebie odezwała i głupiejesz. Dodatkowo, jakakolwiek relacja między klanowa jest nadmiernie trudna do utrzymania i w ogóle nie powinien o niej i o tym w ten sposób myśleć. Gdyby mógł strzeliłby sobie po mordzie z łapy. Łeb opuścił i przez chwilę w swoich myślach zamknięty nie patrzył na terminatorkę. Po chwili jednak zamrugał i znowu zwrócił pysk w jej stronę. Zachowuj się, Rysiu. Porzućcie wszelką nadzieję wy którzy tu wchodzicie.
- Szczęściarz. To powodzenia, jestem pewien, że ci się z nim uda - mruknął ciepło, chcąc ukryć, że odpowiedź Jezioro go... zabolała? Nie, na pewno nie. Po prostu się nie spodziewał, że kotka w jego wieku już ma kogoś na oku na przyszłość i, będąc szczerym, ma ułożone życie. Tak. Jedyne logiczne wytłumaczenie, chociaż patrząc na jego postawę w ostatnich księżycach to ona w ogóle nie była logiczna.
Widząc, że kocica odwraca pysk od niego tylko się cicho zaśmiał. Najwyraźniej przepalił Jezioro, dlatego też się odsunął. Dał jej się wypowiedzieć, jednak na jego pysku widniało rozbawienie.
- No dobrze już, Pani ale jestem Straszna. Odsunąłem się, możesz na mnie spojrzeć - uśmiechnął się ciepło w jej stronę, też trochę przepraszająco. Przegiął trochę, ale kocica nadal do niego mówiła, to chyba nie było tak źle? - Dobrze, zapamiętam! - mruknął i ukłonił się przed Jezioro, dotykając nosem trawę.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- W sumie prawda. Mi też się nie spieszy. Och, na Gwiezdnych, nie jestem jeszcze wojowniczką! - uśmiechnęła się szerzej. - Ale żeby czekać do czterdziestki? Nawet nie wiadomo, czy tyle dożyjemy! Ryzykant z ciebie. - rzuciła mu flirtowne oczko, nie zatrzymując się.
Uśmiechnęła się do niego ciepło. Był uprzejmy i to było... miłe. - Wcześniej pewnie byłeś takim przypadkowym wichrzakiem. Ale już nie jesteś - mam świetną pamięć, więc możesz być pewny, że nie zapomnę twojego imienia, Rysia Łapo. - powiedziała z delikatnym uśmiechem.
Prychnęła bez przekonania na jego słowa. - Dziękuję, ale... nie wiem. Nie wiem czy coś z tego będzie. Czuję się, jakbym była zupełnie poza zasięgiem. W ogóle nie brana pod uwagę. Nie wiem nawet czy powinnam o tym myśleć, bo pewnie przysporzy mi to więcej problemów i bólu... - zaczęła mówić szybko i zamrugała, starając się lekko odegnać łzy. Głupia! Przestań innym zawracać głowę swoimi głupimi miłostkami!
Nie mogła jednak powstrzymać uśmiechu. Jej straszna mina nie odegnała tego dzielnego wichrzaka. Cóż za zuch! - Kiedyś się zakradnę za ciebie z taką miną, w końcu się mnie przestraszysz! - zachichotała i szturchnęła go w bok przyjaźnie.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Zamruczał cieplej na jej odpowiedź. Cóż, jeszcze nie jest to fakt... Natomiast z pyska terminatora wydostał się śmiech, gry tylko usłyszał jej kolejne słowa.
- Ano lubię tak. Wiesz, wskakiwać w ogień - mruknął, odpowiadając na jej oczko po prostu szerokim, białym uśmiechem.
Słysząc natomiast, że o nim nie zapomni... Przez skórę terminatora przeszły ciarki, a on sam spojrzał gdzieś dalej niż pysk rozmówczyni, aby nie patrzeć w jej oczy. Było to miłe, ale on... Nie był tego taki pewien.
Zmarszczył brwi, słysząc, że... Cóż. Z kocurem życia jej się nie powodzi. Koteczka mówiła szybko, a zaraz później zamrugała kilka razy. Aż mu się trochę przykro zrobiło. Podbiegł trochę do przodu i swoim ogonem dotknął nosa Jeziornej Łapy.
- Wiesz, na pewno w końcu coś zauważy. A jeśli nie, to będzie idiotą i będzie później żałował - powiedział cichszym głosem, ale nadal dość pewnym siebie. Wiedział to, po prostu.
Nie mniej jednak trudny temat za nimi, a point roześmiał się, kiedy rzeczniaczka go szturchnęła w bok.
- Nie mogę się doczekać! - zawołał, ale szybko usłyszał wołanie swojego imienia. Spojrzał na wojownika z którym tutaj przyszedł i skinął do niego głową.
- Muszę iść, ale na pewno będę tutaj częściej przychodził - rzucił do Jezioro z uśmiechem na pysku. Dotknął ogonem jej barku i pobiegł do Wichrzaka. Na chwilę się zatrzymał i oglądnął za siebie, aby spojrzeć jeszcze raz na kocicę. Cóż... Może kiedyś.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Uśmiechnęła się szeroko. Doceniała to, że starał się ją pocieszyć, ale jednak wiedziała swoje - była poza zasięgiem i musiała się z tym użerać przez jeszcze długi czas. A kiedy już być może przestanie być postrzegana jak dzieciak, to może być już za późno. Niesprawiedliwe to życie, prawda?
Kichnęła cichutko, gdy Ryś połaskotał ją po nosie ogonem i nie mogła powstrzymać śmiechu.
Rozluźniła się trochę i pobiegła w jego stronę, oddając mu ogonem po głowie i sama udała się w stronę swojej granicy. - Do zobaczenia jeszcze, Rysia Łapo! Mam nadzieję, że moje Straszne Miny nie będą prześladować cię w snach! - zaśmiała się jeszcze na odchodne i udała się w stronę swojego obozu.
Dopiero po kilkudziesięciu sekundach odwróciła się, zerkając na miejsce ich spotkania, jednak po nowo poznanym koledze pozostał jedynie ognisty cień na horyzoncie.
/zt uwu
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Przyszła noc. Zwykła, wiosenna noc, a mimo to w Klanie Wichru, zdawała się być inna niż wszystkie. Wiele kotów, zapewne wykończonych szlochem, znalazło ukojenie w zamknięciu oczu, inne, tak jak Traszka, spać nie mogły. Mimo zmęczenia zarówno tego fizycznego jak i psychicznego, nie mógł znaleźć sobie miejsca w ciasnym obozie pełnym tak smutnych kotów, którym nie potrafił pomóc, albo ulżyć w jakikolwiek sposób. Jednocześnie brakowało wśród nich tego jednego, który w naiwnym wyobrażeniu kocurka, może jakoś by temu zaradził, ale którego ciało spoczęło w wykopanej mogile, pod warstwą ziemi i mchu.
Potrzebował… odpoczynku. Miejsca tylko dla siebie, przynajmniej na ten krótki moment. Mijając kolczasty łuk nie myślał o tym, gdzie chce pójść, to łapy same poniosły go w kierunku Czterech Dębów. Będąc na miejscu wspiął się na jedną z wyższych gałęzi, by w tej nocnej ciszy, przerywanej jedynie jego własnym oddechem i podmuchami wiatru, wlepić spojrzenie w rozgwieżdżone niebo.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Ropucha wiedziała. To tylko kwestia czasu zanim rudy, pulchny kocurek postanowi zniknąć z obozu przesiąkniętego rozpaczą i żalem, w poszukiwaniu chwili spokoju... Lub dystansu. Ona sama tego potrzebowała po śmierci Żaby, a mimo wszystko, czy Traszka tego chciał czy nie, była jego matką. Łączyło ich wiele rzeczy, może nawet więcej niż sama zdawała sobie z tego sprawę. Rozumiała to, rozumiała to może lepiej niż reszta klanu. Chęć ucieczki z obozu, który zaledwie wschód słońca wcześniej był miejscem spotkań z Fiołkowym Świtem, teraz mieścił w sobie jedynie gorzkie wspomnienia i bolesną prawdę o tym, że już nie ma go wśród nich.
Nie śpieszyła się, dała terminatorowi możliwość odreagowania w samotności. Truchtała za nim, z ulgą oswajając się z faktem, że pobiegł w stronę Czterech Dębów a nie jak ona kilkanaście księżyców temu w stronę Czarnego Ogona.
Zobaczyła go, na szczycie drzewa zgubionego w własnym świecie. Zanim jednak się odezwała podeszła do krzaka, ukrywając cos pod nim. Następnie wypowiedziała z ziemi, swoim typowym zachrypniętym głosem: - Wyżej wleść sie nie dało, czo - wbijając pazury w korę i pomalutku wspinając się na gałąź równo z Traszką.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Złote ślepka Traszki śledziły w ciszy nieboskłon. Lubił patrzeć w gwiazdy, już od najmłodszych księżyców spędzając czasem długie godziny na przyglądaniu się małym, złotym punkcikom przyklejonym do ciemnego firmamentu. Na osiedlu wydawały się mniejsze i bardziej odległe, tu, na kocich terenach, z dala od ludzkich siedliskich i ulicznych latarni świeciły pełnią swojego, tak hipnotyzującego blasku. Czasem wydawało mu się, że zna je już na pamięć, że gdyby zamknął oczy umiałby wyobrazić sobie każdy z tych punkcików, ale niektórymi nocami odnajdywał nowe, możliwe, że do tej pory przegapione.
Szmery, a następnie odgłosy łamanych gałązek przykuły jego uwagę na tyle, aby wzrok powędrował w stronę z której dochodziły. W pierwszym momencie nie był w stanie stwierdzić co je wywołało, dopiero słowa, które zostały wypowiedziane w jego kierunku sprawiły, że zauważył czarne futro matki. - Ano, chciałem, ale pomyślałem, że wyżej to już się nie wgramolisz - ton jego głosu nie potrafił odzwierciedlić złośliwości słów, które padły z jego pyszczka. Zmusił się za to do lekkiego uśmiechu, kiedy kocurzyca znalazła się przy nim, powodując, że gałąź zgięła się nieco. Przez chwilę milczał, przyglądając się jej potężnej posturze, tak spokojnej, jak podczas całego pogrzebu. Jak podczas wykopywania dołu, w którym złożyli ciało staruszka. Jej taty. - Wszystko z tobą dobrze, Opucha? - Zagadnął, zastanawiając się czy kotka pod swoją warstwą tłuszczu i grubej skóry, również była tak niewzruszona.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
O dziwo, Ropucha nie miała problemów z wspinaczką, jednak zdawała sobie sprawę, że daleko jej do takich szybkich i zwinnych wiewióreczek, które to w uderzenie serca wdrapały by się na czubek sosny. Pośpiech nie był jej domeną, czy to w poziomym poruszaniu czy też w pionowym, kocurzyca lubiła w końcu wolno. Cień uśmiecha zagościł na jej pyszczku, wraz z cichym prychnięciem, kiedy syn rzucił w nią swoją pustą ripostą. Czarne ucho drgnęło, rejestrując brak złośliwego jadu, który Traszka opanował wręcz do perfekcji i w normalnym przypadku, cisnął by w rodzicielkę cały czas. Ale Ropucha dobrze wiedziała, że owa sytuacja odbiega od normy drastycznie. Zajęła miejsce obok rudego, nie przejmując się faktem, że gałąź ugina się pod nią. Dobrze wiedziała gdzie może wchodzić a gdzie musi liczyć się z upadkiem - lata doświadczenia robiły swoje (w końcu nie była gruba od wczoraj). Również milczała, z spokojem godnym Gwiezdnym spojrzała na nocne niebo, przyglądając się Srebrnej Skórce. Lekki wietrzyk przeczesał jej kryzę, niosąc ze sobą zapach ich terenów, przypominając o domu, który na nich czeka. Dom, który stracił ważnego kota i nadal pogrążony był w rozpaczy. Kiedy Traszka odezwał się, Ropucha nie mogła powstrzymać grymasu który wykrzywił jej mordkę wraz z głośnego wydechem powietrza przez nos. Przymknęła ślepia, otwierając je dopiero na kocurze, lustrując go. - Ze mną? - Powtórzyła spokojnie, rozbawiona zachowaniem podlotka. - Aszka, nie jestem kocięciem Khrokusa, byś mnie mamusiował. Poza tym, to nie ja tu udaje, sze wszystko jest dobsze - postanowiła nie owijać w bawełnę, łapiąc kocura na gorącym uczynku. Nie z nią te numery, może reszta rodzinny by na to poszła ale nie ona. - Fiołkowy Świt nie żyje - kontynuowała spokojnie, jej głos był głęboki i w swoim własnym stylu delikatny. - Kocham go, jest moim tatom. Tak jak Mame, Jankę... I Abe. Nie ma dnia, kiedy za nimi nie tensknie - przyznała melancholijnie. - Nic nie będzie dobrze przez długi, długi czas, kiedy koty które kochasz odchodzą na Srebrną Skórkę.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Rudzielec odwrócił wzrok ponownie w stronę nieba, słysząc słowa matki. Czytała z niego jak z otwartej księgi, a czasem miał nawet wrażenie, że robiła to również z jego myślami. Znała go najwyraźniej już za dobrze, chociaż on przecież znał ją dokładnie tyle samo czasu, a jednak były chwile, że nie wiedział co czai się w jej głowie. Może była to jakaś magiczna, matczyna moc? W każdym razie trafiła w sedno, chociaż "udawanie" nie było najlepiej dobranym słowem. Starał się. Starał się, bo miał wrażenie, że to właśnie to co powinien robić i bo martwiło go, że z innych, bliskich mu mordek zniknęły uśmiechy, zastąpione strapionym i smutnym wyrazem pyska.
- Tak... - odparł jedynie. Fiołkowego Świtu nie będzie już w Skręconym Pniu, kiedy następnego dnia przyniesie tam świeży mech, nie będzie również kiedy wpadnie tam, aby opowiedzieć mu co widział, albo kogo spotkał na spacerze, ani nie będzie, kiedy przyjdzie mu ochota na posłuchanie historii tak starych, że wydawało mu się jakby rudy dziadek musiał pochodzić z jakichś wykopów archeologicznych przeprowadzonych na terenach Wichru. Przeniósł na krótki moment wzrok na swoje łapy, wciąż pokryte były resztkami ziemi, z mogiły, w której wykopaniu starał się dzielnie pomóc i wykrzywił szpetnie pysk milknąc na dłuższą chwilę.
Ile razy Ropucha przeżyła już to samo co on teraz? Ile kotów straciła? Malinowy Nos, Porywisty Wiatr, czy nawet Żabia Łapa. Dla niego byli jedynie bajkami, opowieściami, które czasem wydawały się niemal namacalnie realne, ale jednak wciąż pozostawły jedynie czyimiś wspomnieniami. Dla kocurzycy były żywymi istotami, przyjaciółmi, rodziną, kimś ważnym, kogo już nie było. I nie byli jedynymi, ani ostatnimi. Czy życie w klanie, życie z rodziną opłacało się takim kosztem? W głowie Aszki przez chwilę zawitała myśl, że może łatwiej byłoby ich nigdy nie poznać i nigdy nie pokochać.
- Opucha - odezwał się w końcu, podnosząc ponownie łebek ku niebu. - Kto jest moim ojcem? - Myśl, która czaiła się z tyłu okrągłego łebka już od czasu spotkania Szkiełka nagle zawitała tam ponownie. Kot którego nigdy nie spotkał i nigdy nie pokochał, o którym nie wiedział praktycznie nic.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Niedaleko pada jabłko od jabłoni, a w tym przypadku ikra od ropuchy. Czy można było to wrzucić do szufladki z napisem: "magiczna, matczyna moc"? Kocurzyca nigdy nie nazwałaby tego w taki złożony sposób, raczej pozostawiając fikuśne nazwy kocim filozofom by te w wolnych chwilach miały nad czym dumać. Dla niej sprawa była prosta, tak jak w tedy, kiedy malutka, ruda kluska która darła się jakby ją ze skóry obdzierali, bo mu zimno było. Ropucha nie zwlekała i w wkrótce przynosiła świeży mech, pióra i gacie baby z Różowo-białego domku do nory pod schodami, otulając go jeszcze na koniec puchatym ogonem, tak na wszelki wypadek. Szkodnik wyrżnął nosem o ziemie? Czarna w stukot serca była przy jego boku, rechocząc na całe gardło, że ma dwie lewe łapy jednak ukradkiem lustrując żółtodzioba upewniając się, że ten na pewno sobie niczego nie złamał. Lub w tedy, kiedy jakieś włóczęgi chciały mu dać w kość i terminatorka wychyliła się jedynie zza winkla z mordem w oczach, aby upewnić się, że smarkowi nic się nie stanie. I jak reagowała tak przez całe jego życie, tak robiła też i teraz. Nie wiedziała co dokładnie czai się w jego główce, jaki chaos i mętlik pochłania obecnie go od środka, jednak umiała zrozumieć. Życie, minione księżyce, osiedle, żałoba - to wszystko pozwoliło jej zrozumieć jego emocję i poczynania, doświadczenie pozwoliło czarnej go wspierać.
Czarne ucho drgnęło, kiedy Traszka odezwał się do niej. Kiedy pytanie uciekło z jego mordki, Ropucha zmrużyła ślepia nadal obserwując Srebrną Skórkę rozciągającą się nad ich głowami. - Hm... - Mruknęła, nie będąc pewna jak mu odpowiedzieć. Temat nie należał do ściśle tajnych, wstydliwych czy traumatycznych momentów jej życia. Nie bała się tego pytania, jednak czy z ekscytacją oczekiwała tego momentu? Nie. Jeszcze na osiedlu, kiedy jakiś wścibskie kocisko lubiło wściubiać nochala w nie swoje sprawy i pytać, czy Marker od zegarmistrza jest ojcem Traszki, Ropucha lubiła odpowiadać jedno i to samo: Ja jestem jego ojcem, po czym niczym klasyczna dama, odchodziła w swoją własną stronę. Kocurek był jej, tylko jej. Była jego matką i ojcem, a nawet madkiem i tatką. Była Ropuchą.
Złote ślepia spojrzały na swojego syna, smutek nawiedził jej pyszczek, kiedy nieznośna myśl pojawiła się w jej głowię.
[i]Co jeżeli nie wystarczyła?[i]
Przełknęła te emocję, zerkając teraz na horyzont, gdzieś tam hen hen dało się dostrzec sztuczne światła osiedla dwónogów. Pierwsza wskazówka. - Nigdy nie zagszefałam za duszo czasu w jednym miejscu - zaczęła, jawnie dając do zrozumienia, że mówiła o czasie spędzonym w dżungli dwónogów. - Owsiki w tyłku som u nos rodzinne. Wendrowałam, daleko i długo, nocami i dniami, powiedziałabym sze liczyłam ksienżyce ale po czecim znudziło mi sie. W osiedlu, hen za ogródkiem dziadka i baby, za miensnym dwónogiem i placem, spotkałam go - powiedziała, zerkając teraz na kocurka. - Był kremowy, w pregni. W sumie, takie same jak ty - zauważyła, przyglądając się specyficznym ciemnym pasku na udzie. - Pewnie wyszłeś rudy, bo jestem czarna. Był mnijszy ode mnie, raz bałam się, że go zmiażdze ale był szybszy - zamilczała na chwilę, blady uśmiech malujący się na jej pyszczku. - I miał czerwoną szmatę na szyji. Zawsze. Nie raz próbowałam mu ją zerwać, ale nigdy się nie dał.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Słuchał słów matki w ciszy, przyglądając się wciąż rozgwieżdżonemu niebu, ignorując przy tym odległe światła osiedla. Słuchał słów, które powoli składały się w jego historię. Wyjaśniających skąd się wziął i może również, dlaczego, tak bardzo tęsknił za odległym, niepoznanym światem, jednocześnie tęskniąc równie mocno za śmierdzącym potworami osiedlem i Wichrem, kiedy nie widział znajomych mordek dłużej niż dzień. Historię Wichrzaka i historię samotnika, którzy może nieświadomie zaszczepili w nim nieograniczoną miłość do rodziny tej tu i tej wśród ludzkich budynków i znajomych dróg, a jednocześnie tęsknotę za światem i niemoc usiedzenia w jednym miejscu, które jakby na złotej wadze, znalazły się w równowadze. A może była to jedynie Ropucha? Może to właśnie ona, przez pokazanie mu jak szeroki, jak różnorodny był świat sprawiła, że Klan który tak kochał czasami zdawał się zwyczajnie nie wystarczać, jakby brakowało w nim powietrza, aby odetchnąć.
- Czy on mnie nie chciał Opucha? – Słowa wyrwały mu się z pyszczka zanim zdążył się nad nimi zastanowić, ujawniając co trawiło i męczyło go przez cały czas od wizyty od Szkiełka. Jego ojciec żył, ale czy… czy był jego ojcem? Czy CHCIAŁ być jego ojcem. Kusa mogła być pewna, że jej matka oddała za nią życie, kochała ją, nawet jeżeli sama szylkretka nie wiedziała co czuć wobec kogoś kogo nigdy nie poznała. On trwał w rozdarciu pomiędzy tym co chciałby myśleć, a co naprawdę myślał.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Czy popełniła błąd? Nie miała wpływu na to, że Traszka urodził się jako kot z poza klanu, smakując tym samym życie pełne wędrówek, eksploracji nieznanych miejsc, spotkań z obcymi, nowych sytuacji i jedzenia, wolność która wiąże się z życiem na własną łapę. Jednak to ona postanowiła, że wrócą do Wichru, przekonana, że tak będzie lepiej dla niego. Rodzinna która daje mu schronienie, żywność, opiekę, leczenie… Do której jednak trzeba się dostosować, oddając tym samym część niezależności. Samotnicze życie odcisnęło się mocno na rudej pchle. Był w takiej samej mierze samotnikiem jak i klanowym kotem, to była jego historia. Ropucha poczuła jak gorzki posmak niepewności i strachu ścisnął jej serce.
Nie pokazała tego jednak po sobie, jak zawsze, kotłując wszystkie emocję głęboko w sobie. Złote ślepia wklejone w horyzont, przyglądając się sztucznym światłem. - Nie - odpowiedziała spokojnie, jej głos jedynie ton głośniejszy od szumiącego wiatru, który właśnie przeczesał im kryzy. - Nie moszna czegoś nie chcieć, jeszeli nawet nie wiesz, sze cóś istniej. Nie moszna czegoś nie chcieć, jeszeli ktoś nawet nie dał ci moszliwości, abyś sam zadecydował.