wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Wojowniczka fuknęła na samą siebie i tupnęła nogą, a potem wyprostowała się. Miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze. Jodłowa Gałązka machnęła ogonem z frustracją, że prawie miała taką ładną wronę w łapkach a potem spojrzała na słońce, żeby sprawdzić ile czasu jej zostało. W sumie to robiło się już dosyć późno i chyba powinna już wracać, bo jeszcze ją noc zastanie jak się tak wczuje w dalsze polowanie jak teraz. Nawet nie zauważyła upływu czasu! Z takim postanowieniem czarno-biała wojowniczka wróciła się po swoje wcześniejsze zdobycze i ruszyła w stronę wichrowego obozu.
//zt
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Ostatni raz rozmawiał z Pajęczyną jakiś czas temu... w sumie teraz już nosił on dumne imię Pajęczej Łapy, a więc Korzenna Woń mógł przyznać, że bardzo dawno temu rozmawiali. Biały terminator musiał być bardzo zajęty treningiem, On sam zaś był zajęty wracaniem do dawnego toku życia, który przeciągał się bardziej, niż sądził. Powoli zaczął chyba przyzwyczajać się do tego, że tak wygląda teraz Jego życie i nie zmieni już tego. Nie był już taki ekstrawertyczny oraz wygadany, nie chciało mu się ciągle szukać poklasku, powoli zaczynał nawet dbać o swoje futro i układać je do stanu - nie roztrzepanego. Czasami nadal zdarzało się zobaczyć patyczek, czy liść utkwiony w niebieskiej sierści, ale nie ujrzało się już posklejanych kłaków.
– Pajęcza Łapo? – zapytał, gdy zrozumiał, że przechodzi właśnie obok kocura, do którego szedł. Uśmiech wskoczył mu na mordkę, bo miło się złożyło. – Nie wiem co robiłeś, ale jak nic ważnego to idziemy na spacer – powiedział wesoło i ruszył w stronę wyjścia z obozu. Nie był jeszcze pewien gdzie zamierza się z nim przejść, ale pamiętał jak bardzo Pajęczyna chciał wychodzić poza obóz. Trudno było mu uwierzyć, że tego nie robił, ale mógł go wziąć chociaż raz pod opieką, prawda?
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Rozmawiali ze sobą... faktycznie, dawno temu. Kiedy to było? Pajęczyna pamiętał, że był wtedy jeszcze kociakiem. Opowiadał Korzennej Woni o swoich marzeniach i planach, a potem nawet stwierdził, że ciemny kocur ma go trenować... Cóż, to się nie do końca udało. Jednak wyszło z tego też coś dobrego - poznał Przepiórczy Śpiew z którą przecież dogadywał się doskonale, a Korzenna Woń? Przynajmniej nie miał zbyt wielu terminatorów. Pająk wiedział, że Wicher wypełniony był kotami dopiero w trakcie swoich treningów... i rozumiał chociaż tyle, że ich mistrzom musiało być naprawdę ciężko to wszystko ogarnąć. Więc choć czasem wpadała mu do głowie jakaś myśl o silnym kocurze o pomarańczowych oczach, z którym dawno temu rozmawiał... nie było to raczej w samym centrum jego uwagi. Nie znali się w końcu aż tak dobrze!
A pomimo tego, gdy Pajęcza Łapa usłyszał, a potem zobaczył wojownika, nienaturalnie jak na siebie się ucieszył. Uniósł minimalnie ogon i na moment stał głupio w miejscu z otwartym pyszczkiem... a potem ruszył za towarzyszem, który najwyraźniej zaprosił go na spacer. Dlaczego jego? Czy miał do niego jakąś sprawę? Książę sam nie wiedział dlaczego, ale ta myśl sprawiła iż jego serce zabiło mocniej, ten jeden raz. Korzenna Woń, którego może i ledwo znał, ale też szanował jako silnego wojownika... zaprosił go na spacer. Zdecydowanie sprawiło to, że terminator napuszył się z dumy.
- Korzeń, witaj. - odezwał się, truchtając przez mały, dzielący ich odcinek aby dotrzymać wojownikowi kroku. Teraz szli obok siebie i szybko znaleźli się poza obozem, ale Pajęczyna nie wyglądał na zaciekawionego otoczeniem. Zerkał co chwila na swojego towarzysza, a świat na zewnątrz najwyraźniej znał już na tyle, że nie robiło to na nim żadnego wrażenia... - Skąd pomysł na... spacer? I czemu ja...? Stęskniłeś się za mną? - uśmiechnął się lekko, dumnie.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Oczywiście, że był uśmiechnięty, a nawet bardzo uśmiechnięty! Polubił młodszego kocura, co było widoczne w Jego zachowaniu i sposobie obchodzenia się z nim. Wydawał się bardziej ekstremalną wersją Jego samego, a brzmiało to tak dziwnie, gdy pomyśleć, że minęło już tyle księżyców od kiedy był kociakiem. Czasami chciałby do tego wrócić, a czasami dobrze mu tak jak jest z małymi wyjątkami. Nie mógł też nie przyznać się do tego, że bardzo chciał, by relacje w klanie były porządne, a jak najlepiej je utrzymać jak nie poprzez młodsze pokolenie? Chciał być pomocą, jeśli takowa była wymagana, można było powoli na Niego ponownie liczyć. Wolał zajmować się innymi i chociaż czuć cząstkę tego co czuł, gdy była w klanie Huba. Oboje chcieli pomagać na swoje sposoby, a On mógł dalej próbować. Nie mógł jej zawieść.
– Stęskniłem. Czemu miałbym się nie stęsknić? – wypowiedział wesoło i zaśmiał się. – A spacer... bo najłatwiej porozmawiać sobie w ciszy, nie uważasz? A może masz mi coś ciekawego do powiedzenia i w obozie nagle zaczną się jakieś krzyki i nie usłyszę? – uśmiechnął się. – No i mam Cię w końcu pod nadzorem jak sobie chodzisz poza obozem, może nie muszę się martwić, ale wolę wiedzieć, że nic Ci się nie stanie, bo kto stanie się naszym najlepszym Wojownikiem wtedy? – zapytał żartobliwie zmartwiony, chociaż nie kłamał z samą wypowiedzią o najlepszym Wojowniku. Wierzył w białego kocura. – Jak Twój trening? Idzie dobrze? Jak szybko muszę wypracować sobie głos, by móc krzyczeć Twoje nowe imię?
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Byli podobni do siebie, według Pajęczej Łapy. Mieli właściwie takie same motywacje, chcieli jak najlepiej dla Klanu i chcieli być silnymi wojownikami. No, tym to akurat Korzenna Woń już był - Pająkowi brakowało jeszcze samej rangi wojownika. Ale dążył do tego odważnie, był już blisko, więc to się w pewnym sensie już liczyło. Oczywiście, różnili się przy tym wszystkim charakterami, tak trochę. Korzeń zdawał się być wiecznie pogodny, czego jego młodszy towarzysz ani trochę nie rozumiał. Co go aż tak cieszyło? Gdyby go nie szanował i nie wiedział, jaki naprawdę jest, to książę mógłby uznać go za jakiegoś dziwaka. Ale tak nie było. Teraz docenił otwartość ciemnego kocura, zwłaszcza że dzięki temu mogli spędzić razem trochę czasu.
Przyjrzał się uważnie kocurowi gdy ten przyznał, że się za nim stęsknił... i od tak, Pajęczynka uniósł łeb jeszcze wyżej, w dumie i pewności, że to czyni go najlepszym kotem w Wichrze czy coś. I może był trochę zaskoczony słowami Korzenia, ale to nie tak, że negatywnie. Prawdę mówiąc to ledwo powstrzymał ciche mruknięcie przed wyrwaniem się z jego gardła.
- Masz rację. Tutaj nikt nam nie przeszkodzi, a w dodatku możemy robić co chcemy. - wyszczerzył na moment kiełki. Był z wojownikiem, więc nikt go o nic nie oskarży! I gdy Korzeń zaczął mówić coś o tym, że Pajęczynie mogłoby się coś stać, ten zaśmiał się cicho, ale wyjątkowo nie prześmiewczo, tylko z sympatią. - To miłe, ale nie musisz się o mnie martwić. Jestem już dawno po treningu walki i polowania, umiem prawie tyle co ty. Niczego się nie boję. - na moment wysunął łeb do przodu by spojrzeć na towarzysza z bliska, prawie jakby chciał fizycznie podkreślić swoje słowa. To naprawdę było miłe, niektórzy powiedzieliby, że nawet kochane ze strony wojownika, że chciał księcia tak pilnować, ale biały kocur żył w przekonaniu iż sam radzi sobie doskonale. W końcu nie był już jakimś małym czymś, które nadal pije mleko i ledwo łazi! Ale w odpowiedzi Pająka nie widać było nerwów ani wyrzutów - był rozluźniony i zadowolony, a słowa Korzenia go nie zraniły. Wiedział, że ten w niego wierzy. I doceniał to, bardzo nawet!
- Mmmusisz się pospieszyć, bo jestem o krok od zakończenia treningu. - pochwalił się melodyjnym głosem. - W każdym razie tak mówiła Przepiórczy Śpiew, no i… omówiliśmy już większość rzeczy. Była ze mnie bardzo zadowolona. Więc o ile nasza Gwiazda nie będzie znów odwlekać ceremonii… wkrótce dostanę nowe imię i będziemy dzielić legowisko. Cieszysz się? - znów spojrzał na wojownika, szukając potwierdzenia. Sam by nie przyznał, że ekscytuje go ta myśl, że będą mogli widywać się na codzień i być na równi… ale wciąż chciał to potwierdzenie usłyszeć od Korzenia, wprost.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Uśmiech Pajęczyny był dobrym znakiem, a same słowa tylko upewniały Go w tym, że pomysł ze spacerem nie był wcale głupi. Rzucił więc delikatnie spojrzenie młodszemu od siebie, a kąciki oczu lekko się przymknęły na znak radości jaką czuł w tym momencie.
– Dobrze, nie będę się martwić, ale i tak mam swoje lekkie obawy! – wypowiedział uśmiechnięty. – O! Czyli o wiele szybciej, niż ja! Proszę, naprawdę nie da się pobić Twoich ambicji. A co do strachu... ja się tam czasami boję, wiesz? – zapytał spoglądając ukradkiem na Pajęczą Łapę. – Boję się utraty bliskich – dodał ostatecznie z lekkim westchnieniem. – No, ale lisa to się akurat nawet bardzo boję, więc jakby co to musisz mnie nauczyć jak się tak nie bać. – zaśmiał się lekko chcąc rozluźnić atmosferę po ostatnich słowach. Nie był pewien czemu powiedział to o utracie bliskich, może chciał przekazać kocurowi, że nie wszystko musi być materialne i namacalne, by się tego bać? Może czasami strach ma większe zagłębienie w życiu, niż się może wydawać, a nie zawsze oznacza czegoś złego.
– Oho! No proszę, gratuluję od razu! Taki wynik to już coś! – stwierdził pozytywnie, unosząc kitę do góry. Tak jakoś przez podekscytowanie sukcesem młodego! Był dumny jak starszy kolega, gdyby mógł to by popacał białego po głowie. – Sądzę, że nawet lekkie odwlekanie Ceremonii ma swoje zastosowanie, a dzięki temu chyba więcej Wojowników było od razu mianowanych – wyjaśnił lekko zamyślony. – I jak najbardziej cieszę się, będę mógł Cię zabierać na patrole i może polowania? Co Ty na to? – dodał. – Albo Ty mnie? – zaśmiał się ostatecznie i poczekał na odpowiedź kocurka. Naprawdę się cieszył! W końcu Jego kolega będzie mógł bezpiecznie wychodzić z obozu i klan będzie silniejszy!
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Spacer, głupi? O nie, ani trochę. Nie, kiedy chodziło o spacer z Korzeniem. Pajęcza Łapa nie przegapiłby okazji na spędzenie czasu z wojownikiem, którego tak szanuje. Tak się składało, że z tym kotem miał akurat same dobre wspomnienia i skojarzenia. To dobrze o Korzeniu świadczyło.
- Obawy...? Proszę, Korzeń, takim kotom jak my nic takiego nie zagraża! Jesteśmy zbyt silni na zamartwianie się takimi rzeczami. - odpowiedział z uśmiechem, ale potem jego kolega-wojownik kontynuował temat, mówiąc o strachu przed utratą bliskich... a Pajęcza Łapa poczuł, jakby coś ściskało mu się w klatce piersiowej. Mimowolnie pomyślał o Lśniącej Sadzawce i ich niedawnej rozmowie, w której kotka wątpiła w to, że zdąży go nauczyć wszystkiego, co chciała. Zaraz jednak biały kocur zmarszczył pysk w nieładnym grymasie, trzepiąc ogonem jakby chciał w ten sposób pozbyć się swoich myśli i jakichkolwiek wątpliwości. - A czemu boisz się akurat tego? Jesteśmy silnym Klanem, mamy wspaniałych medyków... jeśli ktoś umrze, to tylko ze starości, nie? - cały drgnął i spojrzał na Korzenia, nadal marszcząc brwi w tym nagłym dyskomforcie wywołanym tematem. - Lis to nic strasznego. Zwłaszcza dla kogoś takiego, jak my. Niby to wielkie jest, ale gdybyśmy takiego spotkali razem, to rozerwalibyśmy go na kawałki. - prychnął i spróbował się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko kolejny nieprzyjemny grymas.
Jednak na pochwałę już bez problemu się uśmiechnął, napuszył dumnie i uniósł łeb wysoko. O to właśnie chodziło! Każdy powinien go rozumieć i uznawać tak, jak Korzeń. Doceniał to, naprawdę i zaraz rzucił wojownikowi spojrzenie błyszczących z zadowolenia oczu.
- No dobra... chętnie wezmę cię na takie polowanie. Pokażesz mi, co potrafisz, ja pokażę ci co sam potrafię. Będziemy uczyć się od najlepszych. - i znów pokazał mu zęby i na moment nieświadomie przybliżył się do kota... i zanim zdążył się nad tym zastanowić, przywarł do jego boku na krótki moment. Można było to uznać albo za dziwne przytulenie się, albo za przyjacielskie trącenie barkiem. Sam Pajęczyna nie wiedział, co to miało być. Ale cóż, czasami emocje brały górę...
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kacza Łapa nie była w najlepszym humorku. Ostatnio w jej życiu wydarzyło się tyle okropnych rzeczy. Najpierw ta głupia Lśniąca Sadzawka obraziła jej mamusie, potem jej siostrzyczka zagineła, a niedawno jeszcze zmarł wujek Gładki Grzebiet. Ostatnio po prostu nie była sobą snuła się po kontach i unikała towarzystwa. Nie potrafiła jednak odmówić Pszenicznemu Kłosowi gdy zaproponował jej wspólny spacer i zbieranie kwiatków. Może to poprawi jej nastrój, będzie mogła na chwilke zapomnieć o wszystkich troskach i po prostu się zrelaksować.
Poza tym Kłoskik na pewno nie bez powodu chciał pozbierać te kwiatki. Na pewno się zakochał i robił to dla tego kogoś, a ona musiała się dowiedzieć dla kogo. Trzeba być na bieżąco z najnowszymi ploteczkami, szczególnie po dłuższej przerwie. Nawet może uda jej się jakoś pomóc. Popchać ich trochę ku sobie, chociażby pomagając Pszenisiowi wybrać idealnego kwiatka. Teraz nie mieli za dużego wyboru poza stokrotkami, stokrotkami i stokrotkami, ale jeżeli mieli znaleźć coś specjalnego to na pewno tu. Słoneczny Zagajnik. To jedno z najlepszych miejsc do zbierania kwiatów, a ona już się na tym zna.
- Więc szukamy czegoś konkretnego słoneczko? To płezent?... no wiesz dla pszyjaciólki. Jak powiesz dla kogo to mosze będę mogła pomóc znaleźć coś specjalnego kwiatuszku. Chociasz to tłagiczna poła na szukanie kwiatów, jest taki niewielki wybół - ponarzekała trochę by rozluźnić atmosferę, rozglądając się za ostałymi kwiatami. Może znajdą jakieś wrzosy.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXWybór Kaczej Łapy do towarzystwa nie był przypadkowy, chociaż niestety wojownik nie zdawał sobie sprawy z jej nienajlepszego stanu. Potrzebował drobnej pomocy kota, który wiedział sporo o kwiatach, a dokładniej - gdzie można znaleźć te jedne konkretne. Od razu pomyślał o córce Lawendowej Gwiazdy, gdyż za każdym razem jak ją mijał, ta była zawsze była ślicznie wypielęgnowana i pachnąca. No i nie mógł trafić lepiej. XXX- Tak! Szukamy takich niedużych fioletowych kwiatków, o drobnych podłużnych płatkach i żółtym tym takim wnętrzem? Trochę takie... większe, kolorowe stokrotki? - odpowiedział. - Powiedziałbym, jak się nazywają, ale widzisz, nie znam się na kwiatkach za dobrze, haha. Oh, ale powinienem mieć tu gdzieś jeden na wzór! Hm, chyba musiał mi gdzieś wypaść. Jesteśmy zdani na ciebie, Kaczuszko. Jeszcze kilka dni temu się na nie natknąłem, więc jestem przekonany, że tym razem też znajdziemy - spróbował podnieść niebieską kotkę na duchu, bo wydawała się niepocieszona ilością kwiatów, które mogli zebrać. No tak to już wygląda, jak się zabiera do czegoś na ostatnią chwilę, ale hej! Jeszcze nie zaczęli szukać, więc nie ma co od startu się zniechęcać, o. XXX- To dla Jodełki. Bo widzisz, była trochę przygnębiona ostatnio i chciałem ją jakoś pocieszyć i nawet szukałem jakiegoś prezentu dla niej, jak były te całe wichury i nam nawiało rzeczy od dwunogów. No, wtedy nic nie znalazłem, ale później znalazłem coś innego. Nadal nie wiem co to było, ale nazbierałem do tego trochę różnych kwiatków, bo nie wiedziałem, jakie są jej ulubione, ale teraz już wiem... No i chciałbym jej udekorować nimi legowisko - wyrzucił z siebie swobodnie, przy okazji rozglądając się za czymś choć odrobinę fioletowawym w okolicy.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Skoro Pszeniczny Kłos szukał eksperta to dobrze trafił. Wręcz najlepiej. Nie było w Wichrze nikogo, n i k o g o, kto by się znał lepiej na kwiatkach od niej. To była jej specjalność. Jej legowisko składało się głównie z już suchych kwiatów. Trochę trzeszczały gdy się na nich spało albo przewracało z boczku na boczek, ale dla samego efektu warto było.
- Hmmmm, bszmi znajomo. Muszę się chwile zastanowić - odpowiedziała z ekscytacją. Tak się cieszyła, że może jakoś pomóc. Ta przyjaciółka to na pewno nie tylko przyjaciółka. To musi być coś więcej. To w jaki sposób o niej mówił. I sam ten pomysł, przecież to było coś specjalnego, wyjątkowego. Tylko ktoś zakochany wpadł by na coś takiego. Pszeniczny Kłosik, po prostu nie wiedział jeszcze, o swoich uczuciach. Albo wiedział, ale biedaczek bał się braku odwzajemnienia. Może to był jakiś sposób by się oświadczyć? O mój Gwiezdni, no przecież że tak. Tylko jakie to były kwiaty. O kurczaczek, chyba już wie. - Mosze to astły? Jeszeli to astły, to na pewno gdzieś są. Chyba nawet wiem gdzie je znaleźć - od razu zmieniła kierunek ich spaceru i przyspieszyła kroku. Skoro już wiedziała gdzie ma iść to nie było co zwlekać. - Więc Jodłowa Gałązka to dla ciebie ktoś specjalny? I jesteście bałdzo blisko? To takie słodkie że chcesz dać jej taki łomantyczny płezent -
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Zgniłe Ziele w okolicy zagajnika pojawiła się jeszcze zanim słońce na dobre wyłoniło się zza horyzontu, a złociste promienie światła dopiero zaczynały muskać zaspane tereny. Już wcześniej szła ostrożnym, nie za szybkim krokiem, ale na dobre zwolniła dopiero w momencie, kiedy znalazła się na krawędzi samego Słonecznego Zagajnika, a Świszczących Traw - gdzie upewniła się co do kierunku wiatru i ruszyła mu naprzeciw, wysilając zmysły w poszukiwaniu zwierzyny.
Żmija jest kotem drobnym, zarówno pod względem wzrostu jak i tężyzny fizycznej. Jest mniej umięśniony niż typowy kot z klanów a także całkiem sporo niższy. Cechą najbardziej odróżniającą go od innych członków Klanu Cienia są jednak wywinięte uszy i brak ogona, a także nietypowe umaszczenie. Czarne pręgi pokrywają całe jego ciało, najciemniejsze są jednak na pyszczku, uszach, ogonie oraz końcówkach łap, na brzuchu i szyi natomiast są już prawie niewidoczne a Porą Zielonych Liści zanikają całkowicie. W dotyku jego futerko jest niezwykle gładkie - kocur zawsze utrzymuje je w nieskazitelnym stanie. Nos wojownika ma kolor różowo-brązowy, opuszki łap grafitowy a oczy mienią się wieloma odcieniami lodowego błękitu. Rysy jego pyszczka są delikatne - tworzą raczej delikatne łuki niż ostre kąty, nie jest jednak pucołowaty. Ze względu na brak ogona jego chód jest nieco niezgrabny.
Cichy, w miarę spokojny introwertyk. Obojętny na większość świata, unika konfliktów, gdyż zazwyczaj przedstawienie swojej racji jest dla niego mniej ważne niż cisza i spokój. Jedną z niewielu rzeczy, które się dla niego liczą, jest Kodeks Wojownika a także lojalność wobec klanu. Jest mocno uprzedzony wobec kotów urodzonych w klanie, które z jakiegoś powodu go opuściły, nie przepada również ogółem za samotnikami. Bardziej od Klanu Cienia kocha jedynie swoje dzieci - dla ich dobra jest w stanie naginać, a nawet złamać reguły. W ich obecności staje się znacznie bardziej wylewny i ożywiony.
Nie musiała iść długo, zanim zauważyła pierwszą potencjalną ofiarę. Był nią skowronek, który akurat grzebał drobnymi pazurkami w ziemi, zapewne w poszukiwaniu robaków. Niemądry ptak znajdował się na małej polance pomiędzy drzewami Słonecznego Zagajnika, w miejscu, gdzie trawa była zbyt krótka by zapewnić mu odpowiedni kamuflaż.
Mała, okrągła, grubiutka, krótkowłosa, ruda z klasycznymi pręgami, białe znaczenia (policzki, broda, łapki, pierś) złote ślepia, trochę krótsza mordka. Podobne do ojca
Ciekawa świata, najpierw skoczy potem pomyśli, łatwo się zachwyca, typowa dla wieku naiwność, optymistka, nosi serca na łapce, chce poznać siebie, głośna, wesoła, lubi zabawę, dziarska
Kłująca Łapa KC
***
Wesoły rechot zakłócił ciszę panującą w Słonecznikowym Zagajniku, kiedy rude stworzonko postanowiło zagościć, a raczej wpaść, właśnie w ten kąt wichrowych terenów. Zatrzymała się tylko na uderzenie serca, napawając oczy przepięknym krajobrazem, który wyglądał jak rodem z bajki, po czym rzuciła się w pogoń za, gwiezdni wiedzą czego winnym, motylkiem. - Hej, wracaj! Chce ci tylko wyrwać skrzydełka! - Rzuciła rozbawiona. Pokrzywnik jednak był dość inteligentny jak na, no cóż, stworzonko, które rodziło się i umierało tej samej Pory Liści. Udało mu się uniknąć wszelakich ataków ze strony rudej, nawet tych najszybszych! Skubańcowi nawet zrobił ją w bambuko! Nagle zmienił kierunek lotu, przez co Żabka musiała obrócić się kilka razy wokół własnej osi by go nie zgubić, po czym schował się za najbliższe drzewko. Terminatorka oczywiście pognała za nim, jednak, kiedy już udało jej się okrążyć pień, okazało się, że motylek zniknął! Rozpuścił się zwyczajnie w powietrzu! Zamrugała kilku krotnie, jednak jej uwagę przykuło coś innego a mianowicie pobliski słonecznik. Ale chwila, czemu temu słonecznikowi wyrosły kocie uszy?
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Nie należał do kotów najczęściej i najodważniej opuszczających obóz. Zdecydowanie nie przyznałby tego przed nikim, jednak samotnych wypraw trochę się obawiał. Dobrze wiedział, że jest tylko lichym terminatorem, który w starciu z czymś większym od niego samego miałby takie same szanse, jak to, że w tym roku pora zielonych drzew wystąpi dwa razy. A życie było mu naprawdę miłe, dlatego właśnie nie był chętny na niepotrzebne ryzykowanie jego utratą.
Tego dnia było jednak inaczej i terminator zapragnął wybrać się na spacer w miejsce, którego jeszcze nie widział. Żadne zakazy już go nie ograniczały, mógł więc swobodnie i niezatrzymywany przez nikogo organizować sobie wycieczki. Zatrzymał się pomiędzy drzewami i wciągnął głęboko powietrze do płuc, delektując się ciszą i spokojem tego miejsca, tak kontrastującym z wiecznym chaosem i hałasem obozu klanu Wichru.
Oprócz dotarcia w jakieś ciekawe miejsce, syn Ostrego Kolca nie miał żadnego konkretnego pomysłu, co zamierza robić. Jego wyprawa była atrakcyjna przez samo jej zaistnienie. Pomyślał że chwilę tu się rozejrzy i pójdzie gdzie indziej. Ruszył spokojnym stępem, ciesząc się chwilą samotności.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Sarenka o ile dostała jakiś zakaz wychodzenia z obozu od ojca lub matki, tak na pewno zdążyła go już zapomnieć i to nie raz, czy dwa, a przypominanie jej w niczym by to nie pomogło. Pamięć to ona miała tylko do tego, że każdy możliwy kot był dla niej niemiły, a rodzeństwo bardzo chętnie uprzykrzało jej życie zabierając jej mamę lub przyjaciół. Chociaż jakoś szczególnie nie wpływało to na nią samą, może oprócz problemów z agresją i radzeniem sobie z emocjami oraz ciągłym poczuciem niskiej wartości, co musiała jakoś sobie dodawać będąc niemiłą dla otoczenia.
Widziała szarego kocura już z daleka, ale nie zamierzała do niego podchodzić, nie potrzebowała następnego frajera w znajomych to akurat na pewno, ale była ciekawa co taka kupa futra robiła poza obozem. Czy pokłóciła się niedawno z kimś z rodzeństwa? Aż tak było to po niej widoczne? Chociaż trudno nazwać kłótnią sytuację, w której tylko obserwowała jak matka rozmawiała z jej siostrą. Ostatnio była trochę bardziej nabuzowana w emocjach, prawdopodobnie przez tlącą się gdzieś z tyłu głowy myśl, że ojciec zniknął przez jej frajerowatość. A tego nie mogła sobie wybaczyć. Pszeniczny Kłos był frajerem, nie ona!
Kopiąc kamyk przednią łapą nawet nie przemyślała z jaką siłą to robi i chwilę później, gdy takowy kamyczek leciał sobie, robiąc przy tym piruety w powietrzu w końcu trafił… prosto w szarego kocura. Szła teoretycznie daleko od niego, ale jako iż po jego lewej stronie to wyszło jak wyszło…
– Och.