Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Księżyce: 151 Mistrz: Wilczy Szlak, Ogród, Sen Ciepłych Dni Płeć: kocur Matka: Cleopatra Ojciec: Xander Trwałe urazy: 3 drobne ubytki przy czubku prawego ucha, 2 mniejsze i jeden większy ubytek w lewym uchu, blizna nad prawym okiem, blizny po psich zębach po bokach szyi, 3 blizny na lewej łopatce (kocie pazury), długa blizna wzdłuż lewego boku zakryta sierścią, brak jednego pazura w prawej przedniej łapie
Ograniczenie praw nie przeszkadzało Medardowi. Był obserwatorem z zewnątrz, chciał dowidzieć się jak najwięcej o grupie, a nie beztrosko ingerować w jej ważne decyzje. Superwizję opiekuna również uważał za sensowną. Był nowy, obcy i tak jak Tundra powiedziała, nie obdarzą go od razu zaufaniem, zaś obecność opiekuna mogłaby mu w tym pomóc. Miał by świadka, że nie działa na szkodę stada, a w razie podejrzanych wydarzeń ów opiekun mógłby potwierdzić jego alibi. Co więcej taki kot jako pierwszy stanowiłby dla niego źródło informacji. Ta myśl sprawiła, że chciałby jak najszybciej poznać osobę, która będzie sprawować nad nim pieczę.
Wstał na równe łapy, gotowy do dalszej wędrówki. - Nie mogę się już doczekać rozpoczęcia współpracy z Opiekunem.- Wyznał szczerze, czekając aż Opoka ruszy, a gdy tak się stało, podążył za nią w ciszy. Wkrótce wejdzie do obozu, ujrzy innych członków i będzie mógł w końcu rozpocząć zgłębianie tajemnicy, która podsycała jego głód od spotkania Dettlaffa. Dreszcz ekscytacji powędrował wzdłuż kręgosłupa kocura, a na pysku pojawił się krzywy uśmiech.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXX Idąc od Leśnych Ostępów, najbliższa część granic Nowego Świtu leżała tuż przy Topiołkach. Spory kawałek od obozu. Samotniczka przyczaiła się pomiędzy rosnącymi nieopodal drzewami, w taki sposób, aby nikt z oddali nie był w stanie jej dostrzec i przez dłuższą chwilę obserwowała okolicę. Dopiero gdy upewniła się, że w zasięgu wzroku jest pusto, wychynęła ze swojej kryjówki i ze spuszczonym łbem podeszła pod samą granicę. XXX Wzięła głęboki wdech, zaciągając się zapachem terenów, które pomogła odnaleźć. Dla nich. Ona była tutaj. Nie dalej jak kilka dni temu, a może wcale nie? Może Pokrzywa zwyczajnie odeszła od zmysłów i tak bardzo pragnęła poczuć zapach Tundry, że sobie go wyobrażała. Co ona o tym wszystkim pomyśli? Postąpiła poniekąd samolubie, stawiając swoją potrzebę ochrony rodziny ponad cały Nowy Świt. Nie zasługiwała na powrót. Już tu nie należała. Skreślili ją. Tundra ją skreśliła. XXX Samotniczka uśmiechnęła się do siebie gorzko, kładąc pod swoje łapy żałośnie małą garstkę zdobytych medykamentów. Zbyt małą. Niewystarczającą, żeby odpłacić się za swój błąd. Zresztą jakakolwiek ilość lekarstw nie była w stanie zrównoważyć temu, co zrobiła. Nie powinna tu być. Nie powinna była wracać. Odwróciła się i uciekła, mając nadzieję, że patrol nie przeoczy drobnego podarunku i będzie wiedział co z nim zrobić.
[zt] medykamenty: 1 liść ogórecznika, 2 liście pokrzywy, 2 kawałki kory olchy
+ owoce olchy, łodyga i korzeń ogórecznika
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
W końcu przyszedł ten dzień kiedy Artem powinien po raz kolejny spotkać się z Alojzym. W końcu dane słowo powinno coś znaczyć i samotnik powinien zgodnie z obietnicą nauczyć go tego i owego o innych medykamentach. Dodatkowo jako że Aura również w tym leczeniu siedział albo przynajmniej chciał, ale był zbyt młody na tak długą wyprawę na Osiedle -i nie oszukujmy się, Artem spędził w tamtym miejscu jakiś kawał swojego życia, znał zasady tam panujące, a Aura nie- to ciemnobrązowy point postanowił go ze sobą na te nauki zabrać. A niech ma. Wałęsający się medyk nigdy nie powiedział, że Artem nie może przyprowadzić towarzystwa, prawda? Ciemnobrązowy point nigdy takiego zakazu od niego nie usłyszał. A co nie jest zakazane to jest dozwolone.
Ciemnobrązowy point stanął w końcu i rozejrzał się dookoła. Znalazł się w końcu w umówionym miejscu, więc miał nadzieję, że Alojzy szybko się pojawi jeśli jeszcze go tutaj nigdzie przypadkiem nie ma.
//Aura + MG
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Rozprostowanie nóg dobrze zrobi Aurze. A słysząc, że Artem możliwie zdobył zaufanie tego całego... Alojzego... dziecko Tsunami bardzo podekscytowało. W końcu Aura jest uczniem, konkretniej uczniem na Zielarza. Musi znać wszystkie medykamenty, zanim zacznie wychodzić z obozu by ich szukać. Z tego co kojarzy, to Artem jest natomiast uczniem na Znachora, więc starszy kot będzie się zajmować inną dziedziną medycyny. Zaś gdy Pokrzywa skończy Nowicjat... to w sumie Aura nie jest pewien, na którą rolę będzie się szkolić kotka. Cóż, nie jest to teraz ważne. Teraz będą... mogli się nauczyć czegoś ciekawego, tylko Aura i Artem.
Młodszy kot idzie za Artemem po mniej znanym terenie Nowego Świtu, rozglądając się po terenach. Prędzej czy później pozwiedza sobie więcej okolice swojego domu. Prawdopodobnie prędzej niż później, bo szczerze, łapy już dość mocno swędzą do zwiedzania.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Koty nie musiały czekać długo aż w końcu w ich polu widzenia znalazł się Alojzy. Na pysku miał przyjazny wyraz, który jednak zmienił się w zatroskanie, gdy zobaczył, że prócz Artema czeka na niego jeszcze jeden kot.
- Dzień dobry - przywitał się, podchodząc. - Zgodziłem się nauczać jednego kota, nie dwa. Oczywiście mogę nauczać waszą dwójkę wspólnie, ale będzie to wymagało dalszej zapłaty. No chyba, że twój towarzysz zamierza się wkrótce oddalić...?
Nie wyglądało na to, by kocur był zły z tego powodu, czy też miał w planach zupełnie wstrzymywać nauki. Wyraźnie jednak chciał, by ta kwestia została wyjaśniona.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem ucieszył się, że wędrujący medyk jednak przyszedł, ale zaraz westchnął zastanawiając się jak tę kwestię z Alojzym wyjaśnić. Aura zdecydowanie nie jest gotowy na żadną wyprawę na Osiedle, żeby szukać jakiś Gałganków, a ciemnobrązowy point nie za bardzo chciał niańczyć i chuchać na młodego przez kolejne bite trzy dni. Zwłaszcza że niedawno z Osiedla wrócił i wolałby tam jak na razie nie wracać.
-Pytanie kontrolne, jak miałaby wyglądać ta dalsza zapłata? -zapytał, praktycznie od razu przechodząc do interesów. Artem chętnie by dał Aurze szansę nauki u samego źródła, jednak wyprawa na Osiedle młodego nie wchodziła w grę, więc jeśli nie będzie wyjścia to będą musieli pokombinować jakoś inaczej. To przecież nie tak, że wędrowny medyk zaklei mu potem pyszczek, żeby przypadkiem ciemnobrązowy point nikomu więcej wiedzy nie przekazał. No, ale jeśli miałoby to być coś innego niż kolejna wędrówka to problem robił się mniejszy.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Rudy kot się zjawił. To tak na prawdę jeden z pierwszych nieznajomych w życiu Aury. Ktoś spoza Nowego Świtu. Ktoś inny.
Ktoś, kto chciał zapłaty za szkolenie dwóch kotów, zamiast jednego. Najmłodszy z kotów lekko się przejął. W końcu... co mają, czego Alojzy by chcieli? Aura nic nie mówi, bo nie są pewni, co powiedzieć. Może Artemowi uda się to załatwić bez ingerencji najmłodszego kota. Jeśli nie to... przecież może odejść. To w końcu Aura, nie Artem, dołączyła się do Znachorskiego Szkolenia. Miejmy nadzieję, że zapłata nie będzie za duża. Bladorudo-biały kot nie był w końcu pewien, co wcześniej musieli zapłacić Artem, aby przekonać rudego Znachora do nauki.
Najmłodszy kot nic nie mówi, czekając na odpowiedź na pytanie Artema.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Alojzy popatrzył na kocura który od razu przeszedł do rzeczy, oraz na młodzika, wyraźnie przejętego sytuacją, po czym westchnął.
- W takim razie... Przydałby mi się zapas pajęczyny, łopianu, oraz coś na ząb. Jakiś bażant byłby całkiem miłą zapłatą - powiedział z drobnym uśmiechem na pysku. Wyraźnie widać było, że odpuszcza młodzikowi wyprawy na osiedle lub w inne dalekie miejsce, które mógłby mieć w głowie. Zamiast tego prosił o rzeczy, które dwa koty mogą znaleźć nie dość, że wspólnie to i nie tak daleko od domu. - Wiecie w ogóle na co jest pajęczyna i łopian? W końcu nie wiem czego was uczyć jeśli nie wiem co już wiecie.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Ciemnobrązowy point odetchnął z ulgą kiedy Alojzy nie kazał wybierać się młodemu na wyprawę na Osiedle tak jak jemu. Znalezienie medykamentów, o które wędrowny znachor prosił oraz upolowanie czegoś było rzeczą dużo prostszą niż taka wyprawa. No i nie będą musieli kombinować z jakimś przekazywaniem sobie informacji i Aura również będzie mógł dowiedzieć się wszystkiego ze źródła, zadawać pytania jeśli będą potrzebne i w ogóle takie tam duperele, które się pojawiają przy nauce czegoś nowego.
-O pajęczynie wiem, znam też kilka innych medykamentów jak na przykład pokrzywa, nagietek, czosnek, cis, ostrokrzew czy psianka. Ostatnio mówiłeś mi też o jałowcu, ogóreczniku i miodzie, ale o łopianie jeszcze nie słyszałem -odparł na pytanie Alojzego, a następnie zwrócił się do Aury- A ty coś wiesz czy tak nie za bardzo? Ja nie wiem ile umiesz -zapytał. W końcu nie wiedział czy Aura uczył się może czegoś wcześniej, interesował się albo chociażby zasłyszał może gdzieś przy kręceniu się po lecznicy. Dopóki młody sam tego nie zdradzi to nikt nie będzie wiedział. W końcu ani Artem, ani Alojzy nie potrafią czytać w myślach.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Co, o co prosił Alojzy nie było chyba okropną zapłatą. Problem tkwił w tym, że Aura nie mieli pojęcia jak wygląda łopian, ani bażant. Tym bardziej nie umiałby zapolować na takiego bażanta. Miejmy nadzieję, że będzie w stanie jakoś się podzielić tym zadaniem z Artemem.
— Wiem, że pokrzywa. Działa na ból brzucha. Przy zatruciu. Ale też do czyszczenia ran. Pajęczyna służy do opatrunku owych ran. Oraz. Wiem, że zwykle jagody. To trucizny. — wyjaśnia, co wie w najkrótszych słowach. Dużo więcej chyba niestety jednak nie wie. — Artem. Nie umiem polować. To może... Ja poszukam tej pajęczyny. I łopianu, jak się. Dowiem jak wygląda. — proponuje starszemu kotu (kocurowi, chyba. Przypadkiem spojrzał Artemowi między ogon.).
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
- A widzisz, nie wszystkie jagody są trujące. Na przykład bo na przykład borówki są całkiem smaczne, a ponadto można je użyć do zabarwiania rzeczy - odparł Alojzy pogodnie.
Kocur zrobił na chwilę zamyśloną minę, wyraźnie zastanawiając się nad tym co usłyszał. W końcu nie było tej wiedzy dużo, ale było tego coś. Po chwili pokiwał głową, bardziej do siebie niż do towarzyszy i wstał, rozciągając się przy tym.
- Przejdźmy się po okolicy, opowiem wam o tym co znajdziemy, będzie łatwiej. - Alojzy poczekał aż pozostałe koty się podniosą po czym ruszył w kierunku pierwszych ziół, które rzuciły mu się w oczy w okolicy. - Mamy szczęście! Podejdźcie tutaj. Tu rośnie młody krzaczek łopianu, jest jeszcze mały więc można by z niego zerwać tylko kilka liści, tak by mógł się później rozrosnąć w wielki szeroki krzak, bo potrafią osiągnąć bardzo duże rozmiary. Liście ma sercowate, z charakterystycznym szarawym spodem, niedługo powinien też zakwitnąć na fioletowo, kwiatami które wyglądają jakby je otaczały kolce. Pod rośliną z kolei jest korzeń, który też można wykopać. Korzeń powinien być białawy, o nieprzyjemnym zapachu ale za to słodkim smaku. Zarówno korzeń jak i liście stosuje się na rany, by pomagały z infekcjami i szybszym zamknięciem ran. Macie może pomysł, jak się je na te rany nakłada? Lub może któryś z was chce wykopać i spróbować korzenia?
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Okej, tak zróbmy -pokiwał głową na słowa Aury. To był całkiem dobry plan jak na ich ograniczone możliwości. No i skoro Aura faktycznie nie umie polować to lepiej jak się rozdzielą w taki sposób.
No cóż. Gdyby Artem lub Aura mieli dużo wiedzy medycznej to raczej by ich tutaj nie było. Więc to nic dziwnego, że skoro tutaj są to ich wiedza była raczej... szczątkowa. Ciemnobrązowy point zastrzygł uszami kiedy usłyszał słowa Alojzego. W końcu zaczęło się robić ciekawiej. Artem spojrzał na Aurę i pokazał gestem głowy, żeby ruszyć za wędrownym znachorem, a potem sam point ruszył za Alojzym.
Słuchał wędrownego znachora uważnie. Artem wiedział już że ten ma obszerną wiedzę i to w dodatku mówi prawdę. W końcu gdyby nie on to ciemnobrązowy point pewnie dalej jeszcze by paradował z poparzonym pyskiem oraz łapą i eksperymentował na nich z losowymi roślinami, żeby jakoś się tego pozbyć.
-Wydaje mi się, że wiem, ale mogę się mylić -Artem wzruszył barkami. Kilka kotów już leczył, więc on akurat coś tam wiedzieć chyba może, nie?- Gryzie się je na papkę, a następnie nakłada na rany -powiedział pewny swoich słów.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
— No pewnie tak. Nie wszystkie. Borówki, jak wyglądają? — pyta się, jako że... niekoniecznie wie. A przydałaby się taka wiedza, może do kontynuacji czymkolwiek było to, co odbyło się na poprzednim zebraniu, gdzie Wieszczy coś dał starszym dzieciom Tsunami coś barwiącego na nosy. Więc może to się przyda? I są dobre, według Alojzego. Może można by je dodać do zwierzyny?
Na propozycję małego spaceru Aura kiwa głową. To dobry pomysł, zobaczą w praktyce roślinę, zamiast tylko słyszeć jej opis. To chyba dobry pomysł. Rudo-biały kot tak więc wstaje ze swojego miejsca i rusza za jeszcze bardziej rudym kotem. Obserwuje krzew łopianu, przygląda się mu i zapamiętuje jego wygląd.
Słucha konkretnego opisu Alojzego. Trudno było poradzić sobie z zapamiętaniem całości opisu, ale może zapamięta przynajmniej część, a Artem drugą część...? Postara się jednak zapamiętać całość. Na pytanie Alojzego Aura zastanawia się przez chwilę i w tym czasie Artem wydusił z siebie własną odpowiedź, więc bladorudo-biały kot zamknął pysk.
— Ale... niektóre rośliny. Się podaje do zjedzenia. Racja? I hm... chcę. Wykopać ten korzeń. Jak to zrobić, by nie zniszczyć rośliny? — co do jedzenia korzenia... hm. Może innym razem. Wykopanie korzenia byłoby jednak dobrym doświadczeniem, racja?
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Najpierw zwrócił uwagę na Aurę, któremu posłał ciepły uśmiech.
- Borowina to takie niskie zielone krzewinki, sięgające nie wyżej niż do nadgarstków, na których rosną okrągłe granatowe jagody! - wyjaśnił szybko. - Całość pachnie tymi jagodami, ale tylko jagody są smaczne i najbardziej barwią.
Następnie spojrzał na Artema i pokiwał twierdząco głową.
- Masz rację! Z łopianu należy zrobić maść, którą można w ten sposób nałożyć na ranę. Ale twój towarzysz też ma rację w pewnym stopniu, bo nie wszystkie rośliny traktuje się tak samo. Z niektórych należy zrobić maść, inne podać doustnie, a z innych robi się okłady. Dlatego tak ważne jest by wiedzieć, którą część rośliny i w jaki sposób należy wykorzystać - mówiąc to Alojzy wstał i zbliżył się bardziej do omawianej rośliny. Chcąc jak najlepiej wytłumaczyć o co mu chodzi zaczął rysować linie na ziemi. - Widzisz, w tym miejscu, pomiędzy tą rośliną, a tą obok, można założyć, że korzenie są mocno splątane razem ze sobą. Żeby nie uszkodzić całej kępy najlepiej wybrać roślinę, która rośnie najbardziej z brzegu i wykopać ją. Niestety nie dasz rady na tym etapie wykopać samego korzenia, bo roślina jest zbyt młoda, więc lepiej wykopać ją w całości i w całości zużyć, niż uszkodzić i dać zwiędnąć. W takim wypadku należy po prostu nie brać zbyt wielu roślin z jednego miejsca, tak by na przyszłość mogły się rozrosnąć, zamiast przestać istnieć w danym miejscu. Samym kopaniem zajmij się ostrożnie, jak najdelikatniej odgarniając ziemię jak najbliżej łodygi. No, spróbuj, ziemia tu jest wilgotna więc powinno ci łatwo pójść. - Posłał młodemu kocurowi zachęcający uśmiech, a sam odsunął się na dwa kroki, by zrobić mu miejsce.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem słuchał uważnie słów Alojzego. W końcu przecierpiał tyle po to żeby zdobyć wiedzę oferowaną przez wędrownego znachora. Kiwnął głową na znak, że przyjął jego słowa do wiadomości. No tak, w końcu nie wszystko podaje się w ten sam sposób. Potem Alojzy zaczął znów mówić do Aury, więc ciemnobrązowy point jak na razie milczał i sam przysłuchiwał się instrukcjom znachora, które ten kierował do młodego kocura. Może i to nie Artem będzie kopał, ale dodatkowa wiedza na pewno nie zaszkodzi. Natomiast kiedy Alojzy skończył już mówić i odsunął się, żeby zrobić miejsce Aurze niebieskie oczy byłego samotnika także zwróciły się w stronę młodego. Obserwowały co ten będzie dalej robił.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.