Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Nie znalazła jej. Zawiodła. Równie szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła i tyle ją widzieli. Nadal nie mogła uwierzyć że zobaczyła Tsunami jak żywą, chociaż nie była żywa. Tak po prostu z dupy by ich nie zostawiła. Na pewno to nie mogła być tylko majaka. Była zbyt wyraźna. Jeszcze nie zwariowała. Musiała znaleźć jakiegoś koteczka z klanów. Może ten ich Gwiezdny Klan, to nie jeden wielki pic na wodę? Nie no bez przesady. Jeden duszek, to zupełnie inny poziom niż cały boski gang. Ale mogli wiedzieć coś więcej, niż się wydawało. W końcu ten cały Orla Łapa, coś tam jej gadał o Gwiezdnym.
Musiała to jednak odłożyć na dalszy plan. Miała na razie większe problemy. Wykopanie z rady była w stanie znieść. Zasłużyła, wcale nie, złamała zasadę, nawet jeżeli Raniuszek sam sobie grabił. Przyda jej się przerwa, zwłaszcza teraz gdy miała ważną misje. Bardziej obawiała się czy Nowy Świt nie stanie bez niej na głowie. Stanie i nie potrzebował wcale tak dużo czasu. Nie można było wyjść na chwile z obozu by nie próbowali cię wyrzucić, za twoimi plecami. Znaczy niby jeszcze tego nie zrobili, ale drugą opcją była degradacja. Żadne jej się nie uśmiechało i nie zamierzała się zgodzić. Nie po to pracowała tak, by przez jakiegoś zasikanego smarkacza i naiwną Kos traktowano ją jak ścierwo. Czy nie wystarczało było odebranie jej wszystkich uczniów i wrzucenie z rady? No chyba jaja jakieś. Za co była tak surowo karana? Za bycie rasistką? Ona nawet nie wiedziała co to znaczy. Za parę krzywych spojrzeń? Bo nie była słodka do porzygu? Bo ufała bardziej własnej rodzinie, niż jakimś obcym? Bo raz uderzyła członka stada? No błagam, już kocięta, zadają sobie poważniejsze obrażenia. Nasz rozwydrzony książę nie musiał tak dramatyzować. Niepotrzebny cały ten teatrzyk. Najbardziej się jednak zawiodła na Alasce, który wbił jej pazury w grzbiet. Jej ulubiony siostrzeniec. Już nie liczyło się wszystko co zrobiła dla stada, bo slodziusi, malusi Laniuszek i jego kuku bylo ważniejsze. Żarty jakieś. I gdzie ta cała sprawiedliwość o którą tak się darła Kos? Równość? Skończyła się w momencie gdy chodziło o Sekwoje? Wiecie kto otrzymał podobną, a nawet łagodniejszą karę od niej? Pokrzywa. Za morderstwo. Gdzie lis, a gdzie szczur? Mama przynajmniej stanęła po jej stronie. Jako jedyna.
Nie zamierzała zwlekać. Jeszcze tego samego dnia, przytruchtała pod Słoneczną Półkę. Nie mogli jej skazać nie dając jej szansy by się wytłumaczyć.
- Nowy Świecie, przyjdzie pod Słoneczną Półkę. Mam wam coś do powiedzenia - zawołała z typową dla siebie irytacją.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Do uszu Opoki bardzo szybko dotarło, co się wydarzyło podczas zebrania, które nieumyślnie ominęła. Mimo że odbyło się pod jej nieobecność, nie mogła mieć za złe Radzie, że je zorganizowała, Kos informowała ją o nim, a czekoladowa uznała że kocica z pewnością nie mówiła o tym dniu. Może zapomniała, może zaczynała się już starzeć. Dlatego też nieobecność ucznia jej partnerki - Pędu, była wyłącznie jej winą, nie młodzika. Oznajmiła że chce skontrolować zdolności łowieckie nieco zbyt pewnego siebie wnuka i zabrała go na patrol łowiecki. Okazało się, że akurat w tym względzie kocur miał prawo do samozadowolenia - obserwowała go przez jakiś czas i na pięć prób złapania zwierzyny tylko jedna była w jego przypadku nieudana. Imponujące. Nie powiedziała tego jednak kremowemu kocurowi, nie chcąc nadmuchiwać jego i tak wybujałego ego.
Została poinformowana o wydarzeniach minionego zebrania i gdyby nie to, że nie widziała powodu, dla którego Kajak miałby ją okłamywać, nie byłaby w stanie w to uwierzyć (w to jak wiele zdołało zdarzyć się w ciągu jednego tylko zebrania, nie w to, że jej córka uderzyła byłego rzecznika, a Kos stwierdziła, że wobec tego odbędzie się głosowanie celem jej wyrzucenia z Nowego Świtu. To było zupełnie w ich stylu). Dlatego będąc wciąż w lekkim szoku wyczekiwała powrotu kudłatej kocicy, która znikła zaraz po felernym zebraniu. Nie była w stanie wyobrazić sobie, co musiał czuć syn tejże, winnej całego zamieszania Sekwoi. Pęd po usłyszeniu rewelacji znikł gdzieś w legowiskach obozu, jak jej się wydawało mamrocząc coś o szukaniu Raniuszka. Skinęła mu głową na znak, że jest wolny, a sama zajęła się rozmyślaniem nad zamieszaniem, które zdołało wybuchnąć podczas jej kilkugodzinnej nieobecności.
Nie zaskoczyło ją, że Sekwoja zdecydowała się zwołać kolejne zebranie, mimo tego że tego samego dnia jedno miało już miejsce. Sama też wolałaby złożyć wyjaśnienia przed wszystkimi, nie tłumaczyć się każdemu z osobna.
Zjawiła się tam pierwsza, jakby chcąc zadośćuczynić, że na poprzednim nie było jej wcale. Wyglądała na pełną emocji, głównie dlatego, że czuła, że jej stanowisko nie do końca spodoba się jej porywczej latorośli.
- Sekwojo - zwróciła jej uwagę na siebie, a kędzierzawy ogon Opoki śmignął w powietrzu, gęstym od napiętej atmosfery panującej w obozie. - W żadnym wypadku nie popieram tego, co zrobiłaś, ale nie pozwolę by odbyło się to głosowanie, celem wyrzucenia Cię z Nowego Świtu. To niedorzeczne. - zadeklarowała, a pozbawione większości wyrazu pomarańczowe ślepia wpatrywały się srogo w (byłą?) Radną. Mimo okazanego wsparcia, w oszczędnym tonie głosu Tundry wyraźnie dało się usłyszeć rozczarowanie. Będzie ją wspierać, jest po jej stronie ale była rozczarowana. I nic nie powiedziała o odbieraniu Sekwoi pozycji w Radzie. Tę decyzję Alaski i Kos popierała. Jej zdaniem w Radzie nie było miejsca na przemoc i porywczość. Inna sprawa że za jeden wyskok nikogo nie powinno się wyganiać z Nowego Świtu - co innego gdyby od teraz kotka nabrała zwyczaju prania kogoś na każdym zebraniu.
Wtedy nawet ona, jej matka, nie będzie mogła przymknąć oka na wybryki niezrównoważonej kocicy.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Może trochę przesadziła z tym wyrzucaniem jej ze stada.
Co nie zmienia faktu, że zachowała się tragicznie i nigdy nie miała nawet najmniejszego prawa tak postąpić. Ale - nie tylko ona się na to zgodziła. Alaska też. Jak już mają ciągnąć ją na dno, to chociaż zabierze kogoś za sobą. A przed Alaską nie będą już tacy wyszczekani, bo ten należy do całej wesołej familii. Jest chroniona chociaż z tej strony.
Na zawołanie Sekwoi przyszła raczej z pogodnym nastawieniem, może tylko trochę spóźniona, bo parę kotów zdążyło już się zebrać. Wiedziała, że pewnie i jej się oberwie za zachowanie, w końcu nie miała prawa zniesławić świętej Sekwoi, jednak na razie się tym nie zajmowała. W razie czego potulnie stuli głowę i przeprosi. Pozostaje liczyć na to, że z dumą zostawią ją w spokoju, "bo są lepsi od niej".
Nie weszła na skałę, tylko została u dołu. To moment Sekwoi. Niech się wykaże.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Czyjś głos rozbrzmiał ponownie z okolicy Słonecznej Półki. Jednak nie należał on do Kos, a kogoś innego. Ścieżka zgadywała, że siedzi tam jej przyszła nauczycielka. O ile wszystko pozostawało bez zmian. Ta sytuacja z Tatą była niewłaściwa. Jednak może Sekwoja faktycznie potrzebowała miłości, przyjaźni i przytulasów. W końcu młoda też tęskniła za Tsunami. Tylko dzięki rodzinie smutek malał z każdym dniem. No cóż... Kociaki zawsze postrzegały świat inaczej. Na tej podstawie wyciągały wnioski. Czasami dobre, a czasami pokrętne. Dlatego nikt do córki Raniuszka nie mógł mieć pretensji. Szczególnie, że postanowiła swoją teorię zachować dla siebie. Owszem powiedziała Tacie, a może nawet Pokrzywa coś tam usłyszała. Jednak nikt poza nimi nie musiał wiedzieć. Ostatecznie młoda pojawiła się jako jedna z kolejnych kotów. Nigdzie jeszcze nie dostrzegła swojej rodziny. Dlatego zajęła miejsce niedaleko Tundry. Po prostu usiadła grzecznie, jednocześnie wszystkim skinęła głową. W ramach powitania oraz szacunku. Później czekała cóż ciekawego wydarzy się dalej...
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Komedii ciąg dalszy. Księżna właśnie leżała w legowisku, gdy usłyszała wołanie Sekwoi. Nawet nie dadzą jej poleżeć… Chociaż, hm. Skoro zwołała stado to pewnie chciała jakoś się wytłumaczyć, albo przekonać radę do odwołania tego śmiechu wartego osądu, a co za tym idzie wciąż istniała szansa, by długowłosa się u niej szkoliła.
Dlatego też zjawiła się jako jedna z pierwszych i nie chcąc marnować czasu stanęła gdzieś między Kos a Sekwoj. To przede wszystkim do nich chciała skierować swe słowa, jednak głównie do kolorowej. - Kos, na zebraniu oznajmiłam że jedyną odpowiednią dla mnie mentorką jest Sekwoja. Moje zdanie ani trochę się nie zmieniło i wciąż uważam, że powinnam się szkolić pod jej skrzydłami. Byłoby to nie tylko korzystne dla mnie, ale również dla ciebie. Jesteś jednym z najstarszych członków w stadzie i szkolenie... trójki? Czy tam ponad trójki? Może się odbić źle na tobie, na mnie, na Obieżym, Ścieżce, czy nawet całym Nowym Świcie, który potrzebuje radnej. Mówię to jako uczeń i przyszły stróż, nie córka. Bo fakt, że podniosłaś łapę na mojego ojca w żaden sposób mi się nie podoba - rzuciła ostro ostatnie zdanie w stronę Sekwoi. Może i Raniuszek obraził kremową, ale uderzenie go w pysk przed całym klanem było przesadą i nie powinno się obyć bez konsekwencji.
Jeśli kotki nie miały nic przeciwko, długowłosa dołączyła do zebranego pod półką tłumu, a dokładniej zajęła miejsce niedaleko Ścieżki. Rzuciła swoje obiekcje przed tym jak wszyscy się zebrali, bo gdy dyskusja się rozkręci, ciężko mogłoby się z nimi wbić. Szkoda tylko, że ona jako jedyna z rodzeństwa postawiła na swoje…
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Przyszedł później niż wszyscy, niosąc głowę do góry i cały czas marszcząc brwi. Czy Nowemu Świtowi nie wystarczało problemów? Czy po śmierci Tsunami nawet nie mogli się zjednoczyć na jeden, dwa księżyce? Spróbować zaakceptować siebie nawzajem, w końcu byli jednym stadzie? Prychnął pod nosem i zmrużył oczy, gdy posłał przelotne spojrzenie na Sekwoję - taka stara, a taka głupia. Nie powiedział oczywiście tego na głos, ani nie wiadomo, czy naprawdę miał to na myśli, ostatnimi czasy był na skraju swoich wytrzymałości i wyzwaniem było wydobycie się z legowiska i funkcjonowanie na stanowisku Radnego. Nie czuł się dobrze od śmierci matki - cały czas strata siedziała na jego sercu i dopiero teraz zaczynał odczuwać, jak samotny jest. Stracił większość rodzeństwa (będzie musiał porozmawiać z Omenem, albo kimkolwiek, kto jeszcze pozostał...), stracił matkę, Nowy Świt z dnia na dzień kruszył się w ich oczach, a ktoś, kto powinien trwać w roli przewodnika, opiekować się stadem - najprościej w świecie używa wobec swoich przemocy. Wbił pazury w podłoże, gdy poczuł kolejną falę zdenerwowania. Nie czuł się najlepiej psychicznie, huśtawki nastrojów pogorszyły mu się i tylko gryzienie się w język sprawiało, iż nie wybuchł jeszcze na nikogo w pobliżu.
Usiadł niedaleko Kos, nie chcąc naruszać jej prywatności, ani nie chcąc póki co jeszcze z kimkolwiek rozmawiać... decyzja, którą podjął, nie była łatwa - szanował Sekwoję do tej pory, była jego autorytetem, a po śmierci matki prawdopodobnie najbliższą kocicą, która mu pozostała. Jej zachowanie było jednak karygodne, a Alaska czuł się, jakby sam zawiódł - może mógł jakoś zareagować, załagodzić konflikt, cokolwiek. Chciał, by Nowy Świt był jak ostoja dla tych strudzonych i chcących wkroczyć na nową ścieżkę życia, zamiast tego pokazali, że ci u szczytu władzy mogą traktować swoich podwładnych tak, jak im się tylko podoba... Ale też nie był za tym, by wyrzucić Sekwoję ze stada. Pociągnął nosem i otarł oczy. Tym razem bliski był rozpłakania się... z nadmiaru złości, żalu, bólu, odczuwając wszystko naraz w swoim umyśle. Starzał się, a wciąż jednak mentalnie był tym samym, głupim kocięciem - od dzieciństwa nic się nie zmienił. Zmusił się do utrzymania neutralnego wyrazu pyska, patrząc pusto przed siebie, nie odzywając się.
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Opoka również nie była zwolenniczką zabraniania młodzikom wybierania konkretnych kotów na mistrzów. Jeżeli mimo ostatnich wydarzeń podczas Zebrania Zmierzch nadal chciała był jej uczennicą, Tundra nie sądziła by zabranianie było dobrym pomysłem. Uczeń zmuszany do uczenia się pod czyimś okiem to nie był efektywny i szczęśliwy kot. Jeżeli bicie słabszych (a dokładniej własnego ojca!) nie było dla kotki problemem, powinna móc się u takiego kota uczyć.
Nie odezwała się w tej chwili, w przeciwieństwie do Zmierzch pragnąc na wygłaszanie opinii poczekać aż zbiorą się wszyscy.
W międzyczasie, chwilę po wypowiedzi córki Raniuszka, na zebraniu pojawiła się Pokrzywa. Tundra przywołała ją ruchem głowy, pragnąc by partnerka usiadła obok. Nie wiedziała, czy cały Nowy Świt wie już o ich mniej lub bardziej sformalizowanym związku, nie zamierzała się tym jednak przejmować. Nigdy nie była przesadnie wylewna, teraz jednak otarła się krótko czołem o bark Uzdrowicielki, kiedy ta siadała. Cieszyła się, że ta może być obok niej w tej trudnej sytuacji. W końcu chodziło o ich córkę, to ona była przyczyną całego tego zamieszania. Czekoladowa czuła się dobrze, czując jej ciepło zaledwie kilka kocich kroków od siebie. Siedziały blisko ale nie na tyle, by być w stałym fizycznym kontakcie.
A jednak bliżej niż kiedykolwiek wcześniej podczas jakiegokolwiek zebrania.
Następnie dostrzegła Alaskę, któremu również skinęła głową. Dobrze było go widzieć. Następnie na zawołanie Sekwoi odpowiedzieli Aura. Im również Tundra skinęła głową, zastanawiając się nad tym, jak przeżyli śmierć matki. Pomyślała też, że ten kot zdecydowanie za długo jest uczniem. Trzeba się za to zabrać, była skłonna nawet samodzielnie dokończyć szkolenie, mimo że kot nie był na jej ścieżce. Potrzebowali kotów do szkolenia innych, kogoś oprócz jej, Pokrzywy Artema i Kos.
Masywny, o długiej puszystej sierści umasczonej na niebiesko. Jego oczy są szaroniebieskie (później bladozielone). W skrócie ideał kota.
Przymilny, flirciarz, uwielbia wszystko co piękne, nie wie co to przestrzeń osobista, siebie samego uważa za epigeum piękna, aczkolwiek nie jest egoistą, nie uważa że z tego powodu należy mu się więcej, że każdy inny to tylko brzydka miernota, on po prostu dobrze czuje się ze swoim wyglądem.
Więc Sekwoja miała zamiar się wytłumaczyć. Dobrze. Bardzo dobrze. Zeskoczył z kamienia, na którym właśnie się wylegiwał, uprzednio zrzuciwszy śnieg, który zaległ mu na sierści. Dotarł akurat w momencie, w którym Zmierzch wyrażała własne zdanie. I musiał przyznać, że były to mądre słowa. Dalej stawiała na Sekwoje. Podszedł do Kos zaraz po niej. - Ja również chciałbym szkolić się u Sekwoi. Była moim pierwszym wyborem, i nie zamierzam z niej rezygnować, tylko dlatego że popełniła błąd. Zdecydowanie głupi, ale wciąż błąd. Poza tym, jeśli miałaś podejrzenia, że Sekwoja może być nietolerancyjna względem niektórych kotów, to chyba warto dać jej szansę, żeby udowodniła, że tak nie jest, bądź w gorszym przypadku jest. -Skłonił głowę z szacunkiem, i za nim odszedł, dodał jeszcze.- Mam też nadzieję, że pomimo naszego wieku, będziemy mogli uczestniczyć, może nie tyle w twoim głosowaniu, a dyskusji która się tutaj rozegra. -Jego ton był niecodziennie poważny, a pysk obojętny. Oddalił się, żeby zająć miejsce obok Zmierzch i Ścieżki. Swoje spojrzenie skierował na Sekwoje. W jego oczach stała się brzydka, walczył sam że sobą żeby nie zmarszczyć pyszczka z obrzydzenia. Mimo to, chciał u niej trenować, też ze względu na to co powiedział Kos, ale głównie ze względu na coś, czego sam nie umiał jeszcze określić.
Nieduży, piękny kocur o atletycznej sylwetce, smukłym, zgrabnym ciele i przystojnym pysku. Ma długie kremowe futro, oznaczone gdzieniegdzie ciemniejszymi plamami. Jego futro ściemniało z wiekiem i owe plamy nie rzucają się już aż tak w oczy. Przy chwili przyglądania się można dostrzec przyciemnienie na lewej stronie pyska, na prawym udzie, prawym nadgarstku i na zadzie, przy nasadzie ogona. Na jego sierści widnieją również białe znaczenia. Na nosie, piersi i tylnych łapach poniżej stawów skokowych. Ma pasujące do koloru futra, miodowe oczy. Nieduże, szeroko ustawione uszy zakończone małymi pędzelkami.
Wyrósł na spokojnego i rozsądnego kota. Można nazwać go cichym, z pewnością nie jest typem gaduły. Ma szlachetne ideały i wielkie marzenia. Wierzy w prawdę, przyjaźń i lojalność. Stara się by każdy jego czyn i każde wypowiadane słowo miało przynieść jakąś korzyść dla jego rodziny, jego samego lub całego Nowego Świtu. Jest towarzyski, łatwo nawiązuje kontakty, a z interakcji z kotami czerpie dużo przyjemności i energii. Ambitny, odpowiedzialny, uczciwy, uparty.
Tundra (NŚ), Płocha (KR)
Wiele się wydarzyło w ostatnim czasie; w bardzo krótkim czasie. Był na patrolu łowieckim z Tundrą, swoją babką i w tym czasie na zebraniu miał miejsce niemały dramat. Usłyszał niewiele z tego, co się wydarzyło. To znaczy, opowiedziano mu dokładnie co się wydarzyło ale kompletnie tego nie rozumiał. Jakto JEGO MATKA UDERZYŁA RANIUSZKA!? Jak to Kos chce natychmiast usunąć ją za to z Nowego Świtu!?
W głowie Pędu zapanował nieznośny chaos, wielkie rozdarcie i ogromne niezrozumienie. Nigdy nie był w stanie zrozumieć jej uprzedzenia wobec kocura, tym bardziej ze względu na rosnącą między dwójką kocurów sympatię. Chociaż… czy miała tego świadomość? Czy gdyby wiedziała, nie uderzyłaby srebrzystego?
Fakt był taki, że był na nią zły. Nie tylko za samą przemoc wobec Raniuszka ale i za sprawianie, że ten mógł przestać czuć się swobodnie i dobrze w Nowym Świcie. Zasługiwał na wszystko, co najlepsze. Na pewno nie na ból i stres.
Szli razem na to zebranie, by dodać towarzyszowi odwagi. W zasadzie to uwiadomił sobie, że nie ma pojęcia, jak jego… przyjaciel się czuje z tym, co się wydarzyło.
- Nie zdążyliśmy porozmawiać, nie wiem jak się czujesz kochany ale wiedz, że jestem z tobą. Jestem dla ciebie. - powiedział do niego, kiedy kroczyli bok w bok. Był pewien, że Sekwoja była w stanie usłyszeć jego słowa. Miał to w nosie, nie popierał jej działania.
Inna sprawa, że za ten jeden występek nie zasługiwała na wygnanie z grupy. Za stałą i trwałą nienawiść na tle rasowym - to zupełnie co innego.
Usiedli obaj z Raniuszkiem gdzieś w pobliżu jego babek - Pokrzywy i Tundry.
Broken down and hungry for yourlove Withno wayto feedit
Whereare you tonight? Child, ya know how much I need it
It's neverover All my blood for the sweetness of his laughter
It's neverover He'sthetearthathangsinsidemysoulforever.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Zewsząd przybywały koty oraz kocice Nowego Świtu. Wokół robiło się nieco tłoczno. Jedni nic nie mówili. Po prostu czekali. Inni śmiało wygłaszali swoje zdanie. Natomiast niewielka część pytała co tak naprawdę się stało. No cóż... Na to pytanie mogła odpowiedzieć wyłącznie Sekwoja. Wtedy z tłumu dobiegł ją głos Zmierzch. Siostra przedstawiła swoje stanowisko. Pierwszy raz była przed Ścieżką. Zaraz potem dołączył jej brat. Obydwoje chcieli rozpocząć nauki z nową nauczycielką. Czuli to co ona!
-Też chciałabym pozostać pod skrzydłami Sekwoi. Zmierzch oraz Obieżyświat mają rację. Każdy popełnia jakiś błąd, ale zasługuje na wyjaśnienie i drugą szansę.- Ścieżka dodała swoje trzy kłaczki. Zerknęła ukradkiem po pozostałych. Nie chciała wspominać o doświadczeniu. W końcu Kos miała go równie dużo. Taryfy ulgowej również by uniknęła u każdego z nauczycieli. Dlatego pozostawało wyjaśnienie sprawy z ich Tatą.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Pomimo, że Aura próbowali nie być zbyt zauważalni, Tundrze udało się złapać z nimi kontakt wzrokowy. Młodszy kot skinął jej głową, a potem szybkim ruchem zmienili to, na co patrzą z Tundry na Pokrzywę, kiwając też jej, finalnie wzrok przenosząc na Sekwoję, która to zebranie przywołała. Wzrok pełen niepewności. Prawie na pewno w związku z tym, co było powiedziane przez Kos zebranie wcześniej. Mimo, że Aura się jakoś nie skupiała na tym, co było wtedy mówione, wieść o słowach starszej kocicy rozniosła się dość szybko. Dlatego więc przynajmniej tyle, że miała pojęcie, co w ogóle się będzie działo. Co nie zmieniało faktu, że rudo-biały kot siedzi samotnie z boku, powoli dochodząc do realizacji, że tak na prawdę zna pewnie mniej niż połowę kotów z Nowego Świtu, tak więc nawet nie ma co się spodziewać, że ktokolwiek się przysiądzie do sieroty.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Czekała z zniecierpliwieniem aż wszyscy się zbiorą. Sekundy dłużyły się jej w nieskończoność. Chciała mieć to już wszystko za sobą, miała ważną misje. Nie miała czasu. Pierwsza zjawiła się Tundra. Szczerze miała ochotę przewrócić oczami na słowa matki, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Czy tylko ona pamiętała co Klan Rzeki, z którego pochodzeniem tak szczycił się Raniuszek im zrobił? Przecież jej matka to taka bystra kocica, czemu teraz była taka głupia. No niby był członkiem stada, ale to dalej rybeńka, z krwi, kości i wychowania. Na cholerę go przyjmowała. Może dlatego Tundra traktowała go jako cześć Nowego Świtu. Nie chodziło o pana puchatą chmurkę, tylko o osąd własnej córy.
- Rozumiem - odpowiedziała zadziwiająco neutralnie i bardziej typowo dla siebie szczerze. Bo potrafiła zrozumieć matkę, gdy trochę nad tym pomyśleć. Szczerze, chciała wtulić się w czekoladowe futro, ale zawód, który widziała skutecznie ją odstraszał i w pewien sposób przerażał. Poczuła że oczy jej się szklą, ale odwróciła łeb i mrugnęła parę razy. Stało się to na tyle szybko, by nikt nie zauważył, a nawet jeśli, to coś po prostu wpadło jej do oka.
Straciła trochę na pewności siebie, ale upierała się przy swoim. Bo miała racje. Osąd był niesprawiedliwy i sama Tundra to przyznała. Trzeba było trochę pokombinować, jeżeli chciała przekonać do tego tych idiotów. Nigdy głębiej nad niczym nie myślała, wolała działać. Teraz jednak była do tego zmuszona, jeżeli nie chciała wylecieć na zbity pysk. Chciała być boleśnie szczera z swoim stadem, ale gdzie szczerość ją zaprowadziła? Przed najdurniejszy osąd rady. Obecność Pokrzywy skutecznie przypominała o jej słowach. Miała racje. Powinna ugryźć się w język więcej razy i być bardziej życzliwa. Raniuszek to straszny manipulant, chciał się jej pozbyć, a wszyscy tańczą jak im zagra. Nie przejdzie jej przez gardło że popełniła błąd, zasłużył by mu naklepać, ale rada może tego nie uznać. Może po prostu ułożyć to w inne słowa. Zaakceptuje każdą inną karę, poza degradacją i wyrzuceniem, bo to po prostu śmieszne. Co miała na swoją obronę? Nie przyzna się że żałoba doprowadza ją do szału. Że czuje pustkę po stracie siostry, bo dobrze wiedziała że to nie było tak. Znaczy tak było, ale nie dlatego przywaliła Raniuszkowi. Mogłaby się powołać na trudną przeszłość, przez którą do tej pory miewała koszmary, bo to przez nią tak bardzo nienawidziała Raniuszka. Bo wiedziała do czego są zdolne szumowiny z Klanu Rzeki. Że była trochę uprzedzona, chociaż tak naprawdę bardzo, ale to taka jednorazowa akcja, bo znała konsekwencje. Powie tylko połowę prawdy. Nie byłaby nieszczera, skoro by nie kłamała.
Rozejrzała się po kotach które już się zebrały. Alaska wyglądał wściekle, ale to ona miała prawo być wściekła. To on ją zdradził, ale serce jej zmiękło gdy zobaczyła jak ryczy. Może wcale nie chciał jej zdradzać? W końcu zawsze ją podziwiał, czemu więc odwalił coś takiego? Może poczuł że musiał, bo... bo co? Bo skrzywdziła jakiegoś ex-rzeczniaka? Zawsze powtarzała jak bardzo te koty są niebiezpieczne. Czemu nigdy nikt jej nie słuchał. Może podobnie jak w przypadku Tundry. Zawiodła go i uznał ją za zagrożenie? Bo skrzywdziła pseudo niewiniątko? Ale to Raniuszek zaczął. Musiała z nim porozmawiać jak ten cały cyrk będzie za nimi. Kochany utknęło jej w uszach. Jestem z tobą. Jej własny syn nie stanął po jej stronie. Zdrajca. Ale to nie jego wina. Ta kupa futra owinęła, sobie wszystkich wokół pazura. Nienawidziała tego przybłędy. To w jaki sposób Pędzik go nazywał. Czyżby coś przegapiła? Czyżby synalek zakochał się w nieodpowiedniej osobie? Miał to po swojej ciotce. Nie winiła go za to. W jego oczach była tą złą. Nadal nie uważała że zrobiła coś złego, ale może postąpiła inaczej gdyby wiedziała o tym wcześniej. Może.
Czyżby rybeńka wszystkich zmanipulował? Nikt jej nie został. Już raz się jej pozbyto bo była niepotrzebna. Wspomnienia do niej wracały Słyszała szum wody w uszach, znowu się topiła, nie była w stanie wziąć oddechu. Dławiła się wodą, serce waliło jej jak młot, ale nie miała siły walczyć z prądem. Może lepiej było się poddać. I w tedy usłyszała piskliwe głosiki, znowu ktoś zdecydował się ją ocalić. Była potrzebna. Ścieżka, Zmierzch, Obieżyświat nadal chcieli ją na mentora. Jakoś do tej pory nie szczególnie jej zależało, ale da im tego chcą. Nie zamierzała dać się w taki sposób traktować, wygrzebie się z dna.
- Złamałam nasze zasady waląc Raniuszka w gębę. Zasłużyłam, by zostać ukarana. Nie godzę się jednak na wyrzucenie czy degradacje. Całe życie pracowałam ciężko dla Nowego Świtu. Nie ukręciła mu łba. A właśnie w ten sposób nie tak wiele księżyców temu karaliśmy morderstwo. Chce kary dopasowanej do moich czynów. Nie mam za wiele na swoje usprawiedliwienie. Raniuszek obraził mnie otwarcie przed całym stadem i poniosły mnie emocje, a, jego pochodzenie i nasza trudna przeszłość mi tego nie ułatwiały. Nie podniosę łapy na członka Nowego Świtu nigdy więcej. Co zaś do Ścieżki, Zmierzch i Obieżyświata. Nie planowałam pytać o to rady, ale jeżeli nadal chcą się szkolić pod moim okiem. To proszę o tę możliwość - powiedziała, kołysząc wściekłe ogonem. Ostatecznie to za dużo nie powiedziała. No, ale może rada się w końcu obudzi i zmieni swój debilną decyzje.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Naprawdę nie spodziewał się żadnej z rzeczy, które się wydarzyły. Został uderzony przez Sekwoję, sam nie był wciąż pewien dlaczego. Czy była to zwykła niechęć, bo popełnił jakiś błąd? Czy kryło się za tym coś innego, jak na przykład poglądy tej przerażającej kotki? Zastanawiał się nad tym bez przerwy, nie mógł wyzbyć się tych myśli.
Spędził cały czas od zakończenia poprzedniego zebrania aż do krzyku Sekwoi w miejscu. Siedział na uboczu, skulony i wpatrzony w inne koty przemieszczające się po obozie. Wyglądał, jakby bał się ich wszystkich, choć to nie było prawdą. Zupełnie szczerze, to wyglądał tak zawsze gdy był zwyczajnie przestraszony, zaskoczony. Wyglądał, jakby nadal chciało mu się płakać. Nie odzywał się jednak do nikogo na temat zaistniałej sytuacji, nie chcąc pogorszyć atmosfery jeszcze bardziej. Chciał wierzyć, że wszystko się jeszcze ułoży i następnego dnia będzie mógł o tym zapomnieć. Jednak czy było to możliwe? Co, jeśli ta sytuacja będzie miała trwałe konsekwencje? Na to się niestety zapowiadało.
Na całe szczęście, pojawił się Pęd. Bliskość przyjaciela zdecydowanie pomogła Raniuszkowi uspokoić się chociaż tyle i srebrzysty przybył na zebranie u jego boku, praktycznie się o niego opierając.
- Dziękuję, mój drogi... - odpowiedział na słowa Pędu, słowa pełne wsparcia. Dotknął go nosem w ucho, chcąc mu pokazać jak bardzo to docenia. Gdy usiedli, ledwo spojrzał na otaczające go koty. Jakby był zawstydzony tym wszystkim... bo zupełnie szczerze? Był. Nie chciał, aby to tak wyglądało. Cieszył się jednak, że miał chociaż odrobinę wsparcia. Przytulił się bokiem do Pędu i skupił na słowach przemawiającej Sekwoi.
Łeb trzymał nisko, nie odważył się nic skomentować, aż do momentu w którym kotka po raz kolejny poruszyła temat jego kociąt. Wtedy jedynie uniósł głowę i spojrzał na nią oczyma otwartymi nieco szerzej, niż normalnie.
- Proszę, bądź dla nich dobra. - wymamrotał nadal lekko płaczliwym tonem, tak cicho, że sam nie był pewien czy kotka to usłyszy. Nic więcej z siebie nie wydusił i pozostał w miejscu, obok swojego przyjaciela.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Och, ale się popisała. Ale opisała i wyjaśniła swoje postępowanie, normalnie powinna zostać zwolniona z patroli i polowań przez to wszystko. Kos powstrzymała jednak swoją prawdziwą reakcję, zdusiła ją w sobie, nie pozwoliła wyjść. Ostatnie, czego brakowało, to kolejnej długiej kłótni. Pewnie gdyby do niej doszło, i jej mogłoby się oberwać, ba, ją chcieliby wyrzucić ze stada. Ciekawe, jakby sobie poradzili bez Kos-anioła stróża. Szczerze powiedziawszy, za niewiele księżycy pewnie to się ziści. Kos nie była nieśmiertelna i z każdą godziną czuła coraz cięższy oddech śmierci na karku. Pozostawało na nią czekać.
Po jej słowach skinęła głową i ogłosiła krótką naradę Rady. Z Alaską współpracowało jej się naprawdę dobrze, dochodzili do porozumienia szybciej, niż by się spodziewała. Dziwne, biorąc pod uwagę, że kocur pochodził z całej wesołej familii Tsunami. Kiedy skończyli, weszła na skałę i zaczęła przemawiać:
- Nasze wnioski mogły być zbyt pochopne... Co nie zmienia faktu, że od Radnej takie zachowanie jest wprost niedozwolone. Głosowanie o losie Sekwoi nie odbędzie się. Lecz decyzja o wyrzuceniu cię, Sekwojo, z Rady pozostaje niezmienna. Jutro z samego rana rozpocznie się Głosowanie - ogłosiła. - Jednak nie możemy pozwolić, żeby taka sytuacja się powtórzyła, nawet jeśli nie będziesz już Radną. Rozumiem twoje straumatyzowanie pochodzeniem klanowym - wzięła przerwę na oddech - ale ja mam je bardzo zbliżone. Nowy Świt nie będzie akceptował najmniejszych przejawów stereotypów ani rasizmu. W związku z tym, Rada podjęła decyzję o pogodzeniu waszej dwójki. Nie oczekujemy, że będziecie się lubić, ale chcemy, żebyś zaakceptowała pochodzenie Raniuszka i przestała na to zwracać uwagę. W najbliższym czasie zostaną pomiędzy wami przeprowadzone rozmowy, opcjonalnie z pomocą mediatora, jeśli zajdzie taka konieczności. Wierzę, że dojdziecie do porozumienia. I jeśli kocięta oraz ty tak bardzo pragniecie pierwotnej wersji szkoleń, zezwalam. Ścieżko, Zmierzch, Obieżyświecie - od dziś waszym mentorem jest Sekwoja - mruknęła. Szkoda jej było Raniuszka, drastycznie szkoda, ale innej opcji nie było. Niedługo umrze i nikt już kocura nie uratuje - a ona na pewno nie może pozwolić, żeby ktoś go atakował, kiedy jej nie będzie do obrony. - Jeśli nikt nie ma nic do dodania, ogłaszam koniec Zebrania.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Tak szczerze to jakby jej się chciało to mogłaby się doczepić do kilku słówek Kos, ale nie było po co strzępić ryja. Ta kara było po prostu debilna, ale nie miała ani czasu, ani chęci się o to kłócić. Nie zamierzała pogodzić się z Raniuszkiem, który był zwyczajnym manipulantem. Nie mogła go znieść i żadne rozmowy tego nie zmienią. Nie ma szans. Będzie na niego uważać, ale trzymać język za zębami. Miała misje do wykonania.
- Rozumiem - odpowiedziała, z cieniem swojej zwyczajowej irytacji. Nie miała nic do pochodzenia Kos, bo nie była z Klanu Rzeki i wiele razy udowodniła że jest w porzo. Chętnie jej to powie, ale wolała to wyjaśnić w cztery oczy, prosto w twarz, nie teraz nie w tej chwili. Zwróciła się jeszcze na chwilę do Zmierzch, Ścieżki i Obieżyświata - Tak jak się wcześniej umawialiśmy - na koniec został jej Alaska z którym chciała przegadać parę kwestii. Poza tym chciała na razie zniknąć z oczu Tundrze, bo miała nieodparte wrażenie że ta nie chce na nią patrzeć. - Możemy pogadać? - zagadała do Alaski, poważnym tonem, próbując zagarnąć go ogonem gdzieś na ubocze.
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel