Niezapominajka była ciężkim przypadkiem chyba z tego powodu, że nikt nie zaciągnął jej jeszcze za kark na miejsce treningowe albo nie wrzucił na środek jeziora. Ale cóż mógł począć poczciwy Byk, który nie miałby serca się znęcać nad piszczącą terminatorką? Szczególnie, że jemu samemu nie sprawiałoby to wcale przyjemności. Główkował długo, jakie rozwiązanie byłoby dobre i dla niej i dla niego.
Wprosił się do lecznicy i rozejrzał po korytarzach, by znaleźć dość łatwo Niezapomnianą Łapę w legowisku. Sapnął ociężale, okazując swoje zmęczenie samym patrzeniem na kotkę, ale nie odezwał się słowem przez chwilę, tylko wbijał w nią wzrok.
— Jak myślisz, jakie życie cię czeka w Klanie bez treningu? — spytał, siadając zaraz. Głos miał łagodny, beznamiętny. Szczerze był ciekawy. — Roziskrzona Gwiazda nie będzie żył wiecznie, a Truflowy Nosek jest rozsądna. Patrząc obiektywnie, jesteś kolejnym pyskiem do wykarmienia. Twoja medyczna wiedza może być niewystarczająca w momencie, gdy…jeśli Ważkowe Szuwary przyjmie ucznia. Nie chcę cię straszyć, Niezapomniana Łapo, ale warto mieć też na uwadze czarne scenariusze, jakoby nagle miało Klanu zabraknąć z różnych przyczyn. Umrzesz z głodu czy będziesz trzymać się nadziei na dobrotliwość obcych? — wątpił, kotka bała się własnego cienia. — Mam wiedzę, którą mogę i chcę się z tobą podzielić. Mogę nauczyć cię polować i łowić ryby. Takie umiejętności warto mieć, nawet jak się zaszyje w lecznicy do końca życia — chociaż co to było za życie? pomyślał.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Jeśli... Jeśli tak miał wyglądać jej trening to chyba wolała pozostać przy swojej randze. Zaskoczyła się nagłą wizytą i natychmiast przerwała czyszczenie łapki, szerokimi oczami spoglądając na Burego kocura... No, obowiązki w końcu ją dogoniły..
Może Byk nie miał złych zamiarów, ale brak wyraźnych emocji w jego głosie trochę stresował małą kotkę. Spojrzała na bok. Jego słowa były przerażające, mówiły dokładnie to samo co cichy głosik żyjący w jej głowie... Ale też na nieszczęście kocura, Niezapominajka wiedziała już co mu odpowiedzieć w takiej sytuacji. - Gwiezdny Nurt... Nauczyła mnie wszystkiego. Jedyne co mnie różni od medyka to ranga, więc... Więc Truflowy Nosek mnie nie wyrzuci. A jak już, coś... Coś się zadzieje i niemożliwe stanie prawdą.. To wolałabym umrzeć niż żyć poza klanem. - Samotnik, pieszczoch, cokolwiek, to wszystko było zbyt przerażające. Lecznica nie stanowiła tylko i wyłącznie jej dom, jej schronienie, ale też stała się częścią jej. Nieważne jak czasami przerażająca bywała. Znała ją i pożegnanie się z nią... Nie było po prostu opcją.
Westchnął ciężko, szczerze zawiedziony brakiem chęci do życia Niezapominajki. Tak jak brzmiało to przykro, tak nie był tu od tego by stanowić za terapeutę starszej kotki, choć obawiał się, że tego będzie od niego wymagał trening z nią. Przykro było patrzeć na marniejącą niedoszłą medyczkę.
— To, co cię różni od medyka to umiejętność zadbania o siebie — pokręcił głową. — Podoba ci się takie życie? W ciągłym strachu. Nie masz pewności, czy cię nie wyrzuci. Jeśli czekasz już tylko na przejście na Srebrną Skórkę, jaki jest cel siedzenia tu dalej? — przekręcił głowę. Nie rozumiał do końca jej motywacji, choć brzmiało to…męcząco. Nie wiedział, czy miała w życiu jakieś zainteresowania, które sprawiały że miała chęć wstawać z legowiska, ale on nie chciałby wstawać, wykonywać obowiązków, wracać do spania i tak w kółko.
— Roziskrzona Gwiazda powierzył mi zadanie, by wyciągnąć cię z obozu. Nie sądzę, by chciał to robić bez powodu, nie sądzisz? — a nawet gdyby nie prosił, Bójka prawdopodobnie obrałby sobie za punkt honoru, by Niezapominajka postawiła łapy na wichrowych terenach. — W taką pogodę jak dziś siedzenie nad wodą to tylko przyjemność. Łowienie ryb nie jest też trudne. Mogę cię nauczyć.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
- Nie wyrzuci mnie. - Nie musiał tego powtarzać. Nie musiał wyciągać tego lęku, z którym myślała, że już się uporała. Ale może miał rację. Jaki jest cel siedzenia tutaj, gdy na Srebrnej Skórce są jej bliscy, a w Klanie Wichru na pewno jeszcze spadnie na nią milion problemów, zmartwień i smutków. Na szczęście, Niezapominajkę za bardzo przerażała śmierć by zdecydować się na... cokolwiek tak tragicznego.
W taką pogodę, wolała zostać w lecznicy. Albo jeśli musiała, szukać ziół w towarzystwie Mrówki czy Pożarka. Nie tylko przez niechęć do ryb, ale przez... Po prostu niechęć zabrania się za coś, co odkładała tak długo.
- Prowadź. Chcę... Mieć to po prostu za sobą - Przyznała, wstając. Nie musiał jej zachęcać jakimiś głupimi słowami. Wiedziała jak mniej-więcej wygląda łowienie ryb i nie było w tym nic zachęcającego... Poza tym, że na brzegu było łatwiej obserwować otoczenie niż wśród wysokich traw.
Nie chciał się powtarzać. Nie wiedział. Może wyrzuci, może nie wyrzuci, ale pewne było to, że nie mogła być wiecznie terminatorem. Co prawda, całkowicie technicznie mogła i nie jego decyzją ani odpowiedzialnością było mianowanie jej, ale skoro powierzono mu zadanie, zamierzał się z niego wywiązać. Szkoda, że prawdopodobnie kosztem Niezapominajki.
Krasy Byk podniósł się z miejsca, odwracając się, by ruszyć w stronę wyjścia. Co chwila oglądał się za siebie, by sprawdzić, czy kotka aby na pewno nie robi go w konia, a następnie ruszył w kierunku Czarnego Ogona spokojnym krokiem.
— Co cię przeraża w wyjściu z obozu? — zapytał, zaciekawiony. — O ile to w tym tkwi problem.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Po tym jak wyszli z obozu Krasy Byk nie musiał się martwić że mniejsza kotka zniknie z jego oczu. Jak już to na odwrót, Niezapominajka się bała że na chwilę odwróci wzrok i zgubi z pola widzenia swojego nowego mistrza. Dlatego za każdym razem gdy kierował na nią wzrok, niebiesko-żółte oczy odpowiadały tym samym.
- To że w każdej chwili mogę umrzeć...? - Czy to nie oczywiste? Ile już odbyło się pogrzebów kotów, które znalazły się w złym miejscu o złym czasie...
Gdyby Bójka nie był taki, jaki był, z pewnością zaśmiałby się teraz ze słów Niezapominajki, wyśmiewając jej naiwność. I to w takim wieku! Zareagował na to jednak tylko łypnięciem oczu i zmarszczonymi brwiami, idąc dalej przed siebie. Myślał nad odpowiedzią, nie chciał jej pozostawić z takim głupim wnioskiem tak, jakby się zgadzał, ale ciężko rozmawiało mu się ze starszą kotką tak, jakby była jeszcze kocięciem. Nie współgrało mu to ze sobą.
— To nie jest takie jednoznaczne — zaczął, odwracając łeb nieco w jej kierunku, by móc spoglądać na jej pysk. — W obozie także możesz umrzeć w każdej chwili. Nigdy nie wiesz, czy nie strzeli cię grom z nieba, czy nie zaleje lecznicy, czy nie wparuje lis — wyjaśnił. — Fakt, że poza obozem szanse na drapieżnika są większe. Ale nie znaczy to, że umrzesz, jeśli będziesz myśleć i wiedzieć, co robisz. Nie zawsze musisz walczyć, jeśli spotkasz niebezpieczeństwo. Możesz też uciekać, możesz wejść na drzewo...Dlatego też ważnym jest, by nie opuszczać granic klanu, ponieważ jest spora szansa, że ktoś przyjdzie z odsieczą, gdybyś miała kłopoty. Poza tym niektórzy przeżywają całe życie bez spotkania drapieżnika — wyjaśnił, kręcąc lekko głową. — Nie musisz też wychodzić sama. Mogę ci towarzyszyć. Inne koty również.
Malutka, tycia koteczka. Ma krótkie futerko, w większości białe z kilkoma niebieskimi maźnięciami. Oczka niebieskie, ale część lewego przybiera złotą barwę.
Cicha, wycofana, brakuje jej pewności siebie. Przeraża ją samotność, a w głowie panuje ciągły mętlik.
Kwitnący Jaśmin [kr], Zmierzchająca Gwiazda [kg], Jaskrowa Łapa [kw], Atak [grom], Ciepła Łapa [gk], Płotkowy Potok [gk]
Zmarszczyła brwii. Nie chciało jej się tego tłumaczyć, myślała że to oczywiste, że tereny poza obozem były po prostu niebezpieczne. A szczególnie dla niej, słabej, małej, wolnej, przerażonej... - Nikt w obozie nie umarł od gromu, zalania czy drapieżnika... Z terenów jednak wiele kotów wracało martwych czy poharatanych. Albo nie wracało, zostawiając za sobą krwawy ślad. Nawet jeśli szansa na spotkanie drapieżnika jest nikła... To wciąż nie zerowa. Nie jestem głupia, widziałam jakie rany mogą zostawić na kocie drapieżniki. Nie jestem też wystarczająco szybka, by uciec przed zagrożeniem, a wspinaczka nie zawsze jest opcją, szczególnie gdy szukam ziół na łąkach... A ja nie chcę w żaden sposób ryzykować. Nie chcę męczyć się z ranami które mogę odczuwać przez księżyce, albo nawet i całe życie... I nie wychodzę sama, ale wciąż, wystarczy że odejdę na chwilę, nie zauważę zagrożenia i... - Skrzywiła się. Była tchórzem, wyjątkowo dobrze o tym wiedziała, ale właśnie to tchórzostwo pozwoliło jej przeżyć tyle księżyców bez ani jednej rany na swoim ciele i bez spotkania pyskiem w pysk z zagrożeniem.