- Tak, nie, ile kotów ma taki pokazowy nochal?? - zapadał, szybko przesuwając łeb na bok, żeby zaprezentować jak wygląda. No, może i zdarzało się więcej przypadków z takim nosem... ale w Gromie, takie nosiło jedynie potomostwo Gwiazdy. - No... a... to coś dziwnego, że nim jestem?
Zapytał zaraz z uśmiechem. No... nie sądził, że to problem. Oby nie. A gdyby jeśli, oby udało mu się czmychnąć na tereny Gromu i... i powie Pająkowi, tak. Gdyby coś złego się stało, to by się mu poskarżył. Ale chyba nie stanie się nic złego... nie warto było się nakręcać już z samego początku.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Ach – prychnął rozbawiony z gestem zrozumienia, bo jednak rozbawiła go lekko wzmianka o pokazowym nochalu, nie zamierzał jednak komentować, bo się nie przyglądał na tyle Wężowej Gwieździe, by móc coś więcej powiedzieć – Nie! Po prostu się trochę zdziwiłem, bo nie jestem zbyt blisko z Twoim tatą, ale na pewno miło było z nim raz sparing wykonać, dlatego też no nie znam wszystkich szczegółów z jego życia. Przepraszam, jeśli zabrzmiało to niemiło – wyjaśnił pospiesznie i uśmiechnął się lekko, bo chyba trochę głupio wyszło z tym wszystkim. – No, ale jak jesteśmy już tu obaj to możemy my się również poznać i pogadać, cokolwiek. Spotkanie Wężowej Gwiazdy nie jest dla mnie aż takim priorytetem, a więc… hm… Tak najprościej - co u Ciebie?
- Nie, nie, nie– Nie niemiło, po prostu zdziwiłem się, że ty się zdziwiłeś! - odpowiedział szybko, samemu też się zaraz uśmiechając pod nosem w niepewnym uśmiechu. Temat w każdym razie szybko porzucili, a przeszli do terroru introwertyków, poznawania się. Wiatr w pierwszej chwili wzruszył ramieniem. - Jest dobrze, nic specjalnego się nie dzieje… I po prostu spaceruję. Wiesz, taki w miarę luźny dzień, pełen GROZY, ach- nie, wcale nie. Cicho. A ty, jak tam? Wiesz, że dosłownie nie spotkałem chyba prawie żadnego kota spoza… Wichru? Na tym terenie, ha!
Bo Drobna była wyjątkiem od normy, widział ją ledwo dwa razy… Ale poza nią? Tylko Grom, Wicher, Grom, Wicher… Nikt więcej. Ale to nie szkodzi, w sumie. Wichrowe koty są… miłe. A to już coś, na tyle żeby chcieć ich widywać.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Uśmiechnął się na odpowiedź o zdziwieniu się na jego zdziwienie, ale tak w sumie co mógł poradzić! Nie znał żadnego aspektu życia Przywódców, chociaż on też technicznie byłby dzieckiem Gwiazdy za jakiś czas, bo nie sądził, że mama mogłaby zrezygnować teraz, na pewno nie. Wujek zaś trochę gorzej się ostatnio czuł miał wrażenie, bardziej… no właśnie, co? Funkcjonował normalnie, ale nie do końca.
– Ooch? – Zakłopotanie pojawiło się na jego pysku, bo teraz już wiedział, że mu się nie przesłyszało. Dosłownie coś rozmawiało z nimi dodatkowego, a raczej rozmawiało z nimi z wnętrza Wiaterka… było to dziwne. Nie bardzo wiedział jak się zachować, jeszcze próbował to podpiąć pod robienie sobie żartów, ale to chyba nie był powód, bo coś mu się nie wydawało. – A jeju, ekhm – odrząknął. – Ja w ogóle mało kotów spoza mojego klanu poznałem, taka ciekawostka. A u mnie w porządku, jakoś sobie życie leci, prawda? Ostatnio spokój na terenach, nie trzeba się obawiać! Może wyproszę jakiegoś rzeczniaka o naukę połowu ryb? Bardzo miła pogoda, chociaż trochę obawiam się jakiejś suszy, czy innych takich! A poza tym bardzo ostatnio miałem najdziwniejszą akcję jaka mnie spotkała! Musiałem wyganiać pieszczocha z naszych ziem, ale najgorsze było to, że musiałem ściągnąć go z drzewa, a wlazł tam bo się przestraszył, a potem nie umiał zejść. Upadł mi na głowę schodząc, myślałem, że bardziej zażenowany w życiu nie byłem! Na szczęście już nie będę mieć tej nieprzyjemności ze spotkania go – opowiedział rozbawiony sytuacją, która się mu przydarzyła, bo po takim czasie mógł już podejść do tego z lekkim śmiechem, co do wtedy… to inna historia.
Słuchał go w ciszy, jedynie w głowie zapisując na moment rzucone mu informacje. Nie były jakieś krytyczne, nie było w nich nic co było mu potrzebne do życia, ale historyjka, jaką mu sprzedał była... ciekawa. Nigdy nie myślał o tym, że pieszczochy mogłyby się zaszywać na terenach. Nie raz byłoby to samobójstwem! - Nie będzie suszy... Jak huknie burza, to zobaczysz! - uśmiechnął się pocieszająco. Wierzył, że tak będzie, zwykle tak bywało. Najpierw był upał, a potem burze tak silne, jakby wszyscy Gwiezdni mieli spaść z nieba. - A ten pieszczoch, co nie? Skąd on się tu wziął w ogóle, co? Myślałem, że oni się boją kotów z Klanów...
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
***
Jeżeli Kość miał nadzieję na jakieś konkretne spotkanie zachodząc pomiędzy Cztery Dęby to było ono bardzo głęboko ukryte w jego podświadomości. Świadomie po prostu chciał znaleźć się poza obozem, a tak się składało, że już kiedyś wypatrzył płaski głaz ukryty w trawie, który wyglądał jakby można było się na nim usmażyć jak na patelni. Idealne miejsce dla kota, który większość czasu czuł się przemarznięty i dopiero w upalne dni osiągał jakiś komfort termiczny.
Oriental rozciągnął się na gorącej powierzchni na swoją całą niezbyt okazałą długość i chłonął z zadowoleniem promienie słońca, które bezlitośnie paliły jego cienkie futerko. Tak można było żyć.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Dni mijały, ale uczucia towarzyszące księciu na każdym kroku wcale nie zdawały się zanikać. Było to denerwujące i niepotrzebne. Osiągnął to, czego chciał - został wreszcie wojownikiem, oficjalnie i prawdziwie! Wciąż, nie był pomimo tego traktowany tak, jak powinien. Ceremonia nie potoczyła się tak idealnie, jak miał nadzieję. Tamta głupia medyczka miała do niego problemy, zrobiła kolejną aferę na pół obozu, a potem dołączyli kolejni… i pomimo obrony ze strony Wężowej Gwiazdy, pomimo wszystkich jego słów, gromiacy byli tak nieposłuszni i durni jak zazwyczaj. Nie słuchali nawet własnego przywódcy, który był tak mądry i uczciwy! I choć Pająk był już wojownikiem, gromowy zastępca rozkazał mu pracować ciężko, a jego karą było wykonywanie obowiązków wojownika i obowiązków terminatora. Nie dziwnym było, że książę czuł taki niesmak! Niesprawiedliwość tego wszystkiego doprowadzała go do szału, ale wiedział, że nie powinien tego po sobie pokazywać. Dla Węża chciał się bardziej postarać. Prędzej czy później kara miała minąć, a wtedy może nawet dostanie swojego pierwszego terminatora? Starał się pocieszać takimi myślami, ale to nie zawsze dawało jakikolwiek rezultat. Zroszona Pajęczyna musiał więc szukać innych sposobów na wyładowanie emocji. Tego dnia, po wykonaniu swoich obowiązków, wybrał się na nieco dalszy spacer.
Było gorąco, a jego długie futro nie pomogło w ochłodzeniu się. Wiedział, że jeśli nie wyładuje emocji na spacerze, najprawdopodobniej będzie miał problemy z zaśnięciem, bo jego myśli znów zaczną szaleć. Miał dość nieprzespanych nocy i ciągłego zmęczenia. Był ofiarą w tym wszystkim, a gromiacy traktowali go jak sprawcę całego problemu.
Był tak zamyślony, że gdy zobaczył na pobliskiej skale kota o krótkim, liliowym futerku, początkowo z nikim go nie skojarzył. Na pewno nie świadomie, w każdym razie. Przez kilka chwil nie wiedział, z kim ma do czynienia, ale z jakiegoś powodu łapy od razu poprowadziły go bliżej i bliżej. Dopiero gdy zmrużył oczy i przyjrzał się mu dokładniej, rozpoznał w sylwetce Kość. Rzeczniaka. Irytującego, śmierdzącego szczura, który teraz tu leżał, w pełnym słońcu, zupełnie jakby na coś czekał… albo na kogoś? Pająk podszedł jeszcze bliżej, finalnie stawiając łapy tuż obok ciała drugiego wojownika i zawisł nad nim łbem, równocześnie rzucając na niego duży cień.
Nie odezwał się. Po prostu wbił ponure spojrzenie w pysk mniejszego kocura, unosząc brwi i czekając na reakcję. Nie spodziewał się tego spotkania, nie w najbliższym czasie. Ale może okaże się, że właśnie tego potrzebował?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Żadne myśli nie wypełniały rozgrzanej głowy Kości, aż do czasu, kiedy jakaś bezczelna chmura przysłoniła mu słońca. Wielka, napuszona i mająca kształt znajomego kota. Wojownik leniwie otworzył powieki, by dojrzeć wiszący nad sobą łeb Pajęczyny - nim to zrobił poznał go po Gromowy zapachu; po tym jak sam nosił go na futrze, nie pomyliłby go już z żadnym innym - i odpowiedzieć mu równie milczącym uniesieniem brwi.
Mógłby uczestniczyć w tym bezsłownym konkursie dłużej, ale niekoniecznie podobał mu się rzucany przez kocura cień. Poza tym Pajęczyna był zwykle zabawniejszy, gdy jednak się odzywał. Albo chociaż coś robił. - Zobaczyłeś coś co ci się podoba? Aż ci język utknął w pysku? - Wymruczał leniwie. Zazwyczaj to Pająk rozpoczynał konwersacje jakimiś głupimi zaczepkami i trudno go było uciszyć... A tu proszę, tylko to ponure spojrzenie. Matka mu umarła? (Hehe, to chyba już dawno.)
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Księżyce: 84 Mistrz: Przepiórczy Śpiew Płeć: kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Barwna Woda Trwałe urazy: blizna po rozcięciu na lewym barku + ślad w kształcie psich zębów na prawej, przedniej łapie + łyse placki na lewym policzku oraz długa blizna ciągnąca się od odsłoniętego kła aż do policzka
Duży, silny | Długie, białe futro i uszy zakończone pędzelkami | Bladoniebieskie oczy | Różowy nos | Dużo blizn na pysku, jeden wiecznie odsłonięty kieł
Zawiedziony i odrzucony przez większość kotów, na których mu zależało. Wygnany raz za razem, znienawidzony, pokrzywdzony… tak zawsze widział siebie Pająk i to oczywiście się nie zmieniło. Trzyma się dawnych przeżyć jakby bez nich miał umrzeć, pozwala, aby wciąż kierowały jego decyzjami. Nadal jest okropnie uparty, humorzasty, dramatyzujący i gniewny. Wraz z upływem księżyców zaczął wracać do dawnych sposobów na wyładowanie emocji - wyżywania się na innych. Mimo wszystko, może chociaż trochę dojrzał i coś się w nim zmieniło, albowiem Pajęczyna jest nieco poważniejszy i mniej skłonny do wygłupów. To znaczy, gdy robi coś durnego, przynajmniej robi to z poważną miną.
Rosomak (martwi), Raniuszek (nkt)
Nie otrzymał żadnej wybuchowej reakcji… i choć może jej potrzebował, to też się jej nie spodziewał. Po kilku spotkaniach wiedział już, jakim kotem jest Kościste Wybrzeże. Zaskakująco cichym i opanowanym jak na kogoś tak irytującego. Na całe szczęście samo patrzenie na ten wydłużony pysk wywołało w organizmie Pajęczyny jakąś reakcję, zupełnie jakby jedno spojrzenie drugiego kocura było w stanie rozpalić jakiś płomyk w jego zlodowaconej piersi. Wciąż, to nie wystarczało by zadowolić księcia.
- Chciałbyś. - prychnął w odpowiedzi, niezbyt uprzejmie wpychając się na skałę i siadając tuż obok rzeczniaka. Kolejny raz ich ciała się stykały, kolejny raz będą musieli pozbyć się zapachu tego drugiego przed powrotem do obozu… Cóż, Pająk nie sądził, aby Kość widział w tym aż taki problem. A nawet jeśli, to tak naprawdę niewiele go to obchodziło. Rozsiadł się wygodnie, wzdychając.
Wciąż łbem zasłaniał słońce tak, że jego cień padał prosto na Kość. Może specjalnie, a może zupełnie nieświadomie.
- Zobaczyłem cię tutaj, żałośnie samotnego… Postanowiłem się przywitać. - powiedział po chwili, rozglądając się spokojnie po otoczeniu. - Jak tam żyje się w Rzece? Podejrzewam, że tak ekscytująco jak zawsze… patrząc na to, że wolisz wyłożyć się na tej skale poza terenami niż siedzieć w obozie. - bo oczywiście nie mógł przepuścić okazji na wyśmiewanie się z rzeczniaków! To często poprawiało mu humor, chociaż tak troszeczkę.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Nie trenował ostatnio. Trudno powiedzieć, dlaczego, ale jedno było pewne; nie z jego winy. Młodzik nudził się, dlatego zapuszczał się coraz dalej w głąb ziem klanu Wichru, mimo że nie był jeszcze szczególnie dobrze przygotowany do samodzielnej obrony. Z pewnością sobie poradzi, z takiego wychodził założenia. Jakoś to będzie, elo.
Tego dnia zawędrował w miejsce, gdzie zapachy wszystkich czterech klanów mieszały się w dziwnym chaosie. Nieczęsto miało się okazję poczuć je wszystkie na raz, teraz jednak ta kakofonia woni sprawiła, że lekko zakręciło mu się w głowie. A może to dlatego, że kilka razy pod rząd wziął ten bardzo głęboki wdech? Nieważne. Po kilkunastu uderzeniach serca było w porządku.
Wskoczył zgrabnie na płaską skałkę, prędko zrzucił z niej brud pozostały z pory opadających liści i zajął wygodną pozycję. Rozglądał się, nie ukrywając, że liczy na spotkanie z kotem z innego klanu.
typ pyska: europejski; umaszczenie: kremowy z chimeryzmem (ruda łata na lewym oku); nos: jasny; pręgowanie: ticked; sierść: długa; oczy: jako kociak szaro-niebieskie; później prawe żółte, lewe pomarańczowe/”czerwone”; sylwetka: smukła
Wesoły, przyjacielski, energiczny rycerzyk i obrońca rodziny, marzyciel
Sosnowa Szyszka [KC], Mglista Łapa [KRz]
Szedłem przez tereny klanowe kierując się do Czterech Dębów. Jeszcze nigdy nie byłem w części wspólnej, a po ostatnim wyjściu za granicę, postanowiłem pozwiedzać trochę. Miałem też cichą nadzieję, że poznam kogoś nowego. Kogoś, z kim będę mógł się zaprzyjaźnić. Nie miałem już praktycznie nikogo bliskiego poza Wężem, a ten jako przywódca musiał zajmować się znacznie ważniejszymi sprawami.
Westchnąłem, powoli przekraczając linię zapachową i zacząłem się rozglądać. Po wstępnych oględzinach natknąłem się na jakiegoś niebieskiego kota, na oko w moim wieku. Może to właśnie moja okazja? Ruszyłem w jego stronę. -Cześć.- Przywitałem się z łagodnym, nieco nieśmiałym uśmiechem, a gdy znalazłem się już dość blisko, dostrzegłem, że nieznajomy również ma dwukolorowe oczy, chociaż w jego przypadku były skrajnie różne.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Dokładnie tak się stało! Chaos poczuł się tak, jak wtedy, kiedy trafiła mu się wiewiórka w zaawansowanej ciąży. Liczył na posiłek, a czekała go uczta! Nie tylko całkiem szybko dołączył do niego kot, był to jeszcze kocur w podobnym wieku! No wspaniale, trudno o lepszy zbieg okoliczności. Wichrzak wstał do pozycji siedzącej (wcześniej położył się na skałce, licząc na rychłe pojawienie się towarzystwa) i machnięciem ogona zaprosił kocura obok siebie.
- A no witaj…. - zawiesił głos, wciągawszy przsz nos do płuc sporo powietrza. Rozpoznanie, z którego klanu przedstawicielem miał do czynienia, było wyjątkowo trudne w tym miejscu. Ostatecznie jednak uśmiechnął się triumfalnie i dodał: - Gromiaku - przez dwa uderzenia serca to słowo samotnie wisiało w powietrzu. Gadatliwy Chaos nie zamierzał długo na to pozwalać. - Co cię tu sprowadza? - padło dziarskie pytanie.
typ pyska: europejski; umaszczenie: kremowy z chimeryzmem (ruda łata na lewym oku); nos: jasny; pręgowanie: ticked; sierść: długa; oczy: jako kociak szaro-niebieskie; później prawe żółte, lewe pomarańczowe/”czerwone”; sylwetka: smukła
Wesoły, przyjacielski, energiczny rycerzyk i obrońca rodziny, marzyciel
Sosnowa Szyszka [KC], Mglista Łapa [KRz]
Uśmiechnąłem się szerzej, gdy rozpoznał zapach mojego klanu. Wyciągnąłem szyję, by nieco zbliżyć pysk do kocura i z zamkniętymi powiekami zaciągnąłem się powietrzem, tym samym biorąc udział w drobnej grze nieznajomego. -Mmm, a ty jesteś z wichru.- Odparłem, a gdy otworzyłem oczy, mój wzrok ponowie padł na te wichrzaka. Ich odmienność była bardzo intrygująca. -Cóż, szukam nowych znajomości.- Przyznałem szczerze, spojrzawszy w bok. Czułem, jak temperatura skóry pod futrem nieco wzrosła z zażenowania, w końcu tym zdaniem przyznałem się do braku przyjaciół. Denerwowałem się, co obcy sobie o mnie pomyśli, czy wyśmieje, tak samo jak Iskra powie, że jestem żałosny? A może okaże się kimś lepszym od kremowego pręgusa. Wyglądał na miłego. -A ty?- Zapytałem z zaciekawieniem i usiadłem schludnie.
spory kocur o zgrabnej, rozwijającej się sylwetce, długiej, niebieskiej, tygrysiopręgowanej sierści z bielą i różnokolorowych oczach: prawie żółte, lewe lodowoniebieskie
Zdaje się, że kocur chce przeżyć całe życie dwa albo i trzy razy. Wszystko robi mocno, dużo, szybko. Przy tym twardo stąpa po ziemi, daleko mu do marzyciela. Energiczny, uwielbia wysiłek i wzywania. Towarzyski, otwarty i sympatyczny, jednak skłonny do skrajnych reakcji i emocji. Szybciej działa niż myśli, w gorącej wodzie kąpany, jego dwa motto życiowe to “pa na to” i “jakoś to będzie”. Mimo powierzchownej opryskliwości i niewyparzonego języka, młody Chaos nie ma złych zamiarów i nie szuka wrogów. Ważne, jak zostanie pokierowany i dalej ukształtowany, ma szansę się zmienić i wyrosnąć na dobrego, pełnego zapału i uporu wojownika.
Płocha Łapa, Topikowa Łapa (KR)
Też nie miał przyjaciół. Również nie znał wielu kotów osobiście (to znaczy - z widzenia i imienia znał właściwie wszystkich wichrzaków, ale żadnego z nich nie był w stanie nazwać przyjacielem). Czy dobry znajomy z innego klanu był tym, czego potrzebował? Przyjaciel na odległość lepszy niż żaden, to z pewnością. Tylko czy obecny w tym miejscu jasny kocur nadawał się na kogoś takiego? Na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże.
- A ja się nudzę - odparł prosto z mostu, wysyłając towarzyszowi kolejny już w trakcie trwania tej rozmowy uśmiech. - Więc poznanie ciebie brzmi jak coś, co tę nudę przerwie. - dodał, po czym z pewną gracją, którą można przyznać większości kotów długowłosych, usiadł na skałce, by z tej pozycji prowadzić dalszą rozmowę z kocurem z Gromu. Starannie przykrył białe łapy puszystym, pręgowanym ogonem, nie patrząc jednak w dół. Nie odrywał spojrzenia dwukolorowych oczu od rozmówcy. Był go ciekaw. Naprawdę. Nie chciał jednak zdradzać tego po sobie, dlatego z niemałym wysiłkiem Chaotyczna Łapa utrzymał niezdradzający tego wyraz pyska.
- Chaotyczna Łapa. Miło cię poznać, kocurze z oczami - rzekł, w dalszym ciągu nie przestając się uśmiechać, tym razem z głową lekko przekrzywioną na bok. - Ty wyglądasz na takiego, co mógłby być już wojownikiem. Jak cię zwą? - zapytał jeszcze, celowo dodając wzmiankę o wojowniku, by móc wprowadzić do rozmowy nieco pikanterii. Prawda była taka, że (przynajmniej w klanie Wichru) koty bardzo rzadko zostawały wojownikami dokładnie w wieku dwunastu księżyców.
typ pyska: europejski; umaszczenie: kremowy z chimeryzmem (ruda łata na lewym oku); nos: jasny; pręgowanie: ticked; sierść: długa; oczy: jako kociak szaro-niebieskie; później prawe żółte, lewe pomarańczowe/”czerwone”; sylwetka: smukła
Wesoły, przyjacielski, energiczny rycerzyk i obrońca rodziny, marzyciel
Sosnowa Szyszka [KC], Mglista Łapa [KRz]
-Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz i nie okażę się nudny.- Odparłem z uśmiechem. Chwilę zajęło, nim zawstydzenie zniknęło przykryte lekką ekscytacją na myśl o odkrywaniu nowego kota. -Kocurze z oczami?- Zapytałem zdziwiony tym wyrażeniem. -Nie wiedziałem, że w Wichrze oczy to rzadkość.- Zaśmiałem się cicho i ponownie spojrzałem mu w oczy przyciągnięty przez jego intensywne przypatrywanie się. -Jestem Szkarłatna Łapa, ale właściwie to już kończę trening i pewnie niedługo zostanę mianowany.- Odparłem szczerze. Jednak po kilku uderzeniach serca postanowiłem zażartować z nadzieją, że spodoba się to mojemu rozmówcy. -Aż tak staro dla ciebie wyglądam?- I wystawiłem do niego język. -A ty za to...- Otaksowałem go szybko wzrokiem, próbując wymyślić coś na poczekaniu. -masz ładne futro.- Wypaliłem, początkowo nie bardzo zdając sobie sprawę, że faktycznie to powiedziałem. Sokół, ty idioto.