Logo Artemidy
Dziki Sad
Może obciążanie poranionych łap kopaniem nie należało do jej najmądrzejszych pomysłów. Szkoda tylko, że wybieranie gałązek brzmiało strasznie nudno, a ona przecież musiała udowodnić, że wcale nie trzyma się gorzej od reszty patrolu. No, tylko że rzeczywistość była inna i nawet sprawianie pozorów jej nie wychodziło.
- Mm, tylko będzie wstyd się przyznawać kto mi załatwił takie blizny. - zauważyła z kwaśnym uśmiechem. Zupełnie nie wiedziała jak sobie radzić z tym, że Rysi Pomruk ewidentnie się o nią martwił. Jedyna opcja jaką miała zaprogramowaną to udawanie, że przecież jest w szczytowej formie, a te małe zadrapanka to nic, bo przecież nie chciała być obciążeniem. Ale najwyraźniej aktorką była jeszcze gorszą niż wojowniczką. Krew, sącząca się z ran, niczego zresztą nie ułatwiała. Zacisnęła zęby, ruszając za pointem. Płomyk skończył użerać się z patyczkami (miała cichą nadzieję, że nie miał jej za złe, że zrzuciła na niego to zadanie), więc mogli już wracać do obozu. A bura zamierzała tam oczywiście dotrzeć o własnych siłach, bez względu na to jak szybko adrenalina opuszczała jej organizm zostawiając z piekącym bólem przednich łap. I jeszcze przy każdym kroku się odzywał, przecież ta droga to będzie męczarnia. Pochwyciła jeszcze tylko piórko z ziemi, tak na pamiątkę, nim oddalili się słupa.

z.t
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Chowanie śmieci jest nużące, ale Płomyk dba o to, by jego tempo nie zostało przez to spowolnione. I z poirytowaniem stwierdza, że ono i tak nie należy do najlepszych. Przepychanka z ptaszyskiem nie narobiła mu fizycznych szkód - no, poza tym oderwanym kłaczkiem - niemniej nadwyrężyła jego siły, a pod spływającą z niego adrenaliną jawi się zmęczenie. Będzie dobrze spał tej nocy, z tym że do nocy ma jeszcze rzeczy do zrobienia.
Odwraca łeb za siebie i ze zmrużonymi ślepiami przez kilka uderzeń serca przygląda się konwersującym kotom. Jaśniejący nie może powstrzymać się przez podejrzliwością. Tę dwójkę cechuje jakaś dziwna zażyłość i nikt nie wmówi mu, że jest inaczej. Gdyby była tu Biały Puch, traktowałaby ich uprzejmie, ale z pewnym dystansem. Tego dystansu tutaj nie ma. No cóż, Iskra i tak będzie iść w zaparte. Irytujące.
Wreszcie w polu widzenia nie ma niczego, co gadożery mogłyby uznać za idealny materiał do odbudowy gniazda i wojownik, idąc w ślad za resztą, zagarnia kilka piórek na drogę. Może ich zapach przynajmniej przez jakiś czas będzie dla niego kojący, nie to co... inne wonie. Rysi Pomruk i Roziskrzona Noc też już uwinęli się ze swoimi zajęciami, zatem kocur dołącza do nich. Z racji piór w pysku nie może odpowiedzieć starszemu wojownikowi, co swoją drogą jest mu na łapę, bo pochwała zbiła go z pantałyku, wobec tego kiwa tylko krótko głową i popatruje czujnie na siostrę. Dzieli ich kawałek drogi od obozu, czy bura da radę tyle iść? Tak, na pewno da radę, czułaby się podle, gdyby musiała prosić o postój albo pomoc. Dlatego nawet jeżeli ma zemdleć przed samym wejściem do lecznicy, teraz będzie dzielnie iść przed siebie. To do niego należy obowiązek kontrolowania jej stanu.

z.t.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
_____

Czuła, jak jej łapy powoli odmawiają posłuszeństwa. Sen, wciąż mały, taki drobny, zaczął jej niezmiernie ciążyć; miała wrażenie, że jej grzbiet ugnie się pod ciężarem małego kocięcia. Mimo to szła dzielnie przed siebie, spojrzeniem mierząc okolicę - musiała znaleźć im jakieś schronienie, norę, krzaki, cokolwiek. Dni były już krótsze, niż wcześniej, nie miała dużo czasu. Była głodna, ale miała nadzieję, że przynajmniej jej podopieczny nie jest; złapała mu jedną mysz z rana, nim wyruszyli.
Odetchnęła ciężko, a kiedy zaciągnęła się powietrzem... Aż przystanęła gwałtownie, nagle, a młodym na jej grzbiecie aż szarpnęło. Rozszerzyła ślepia, które momentalnie zaszkliły się, kiedy jej wzrok wlepił się w przestrzeń rozciągającą się przed nią.
Znała ten zapach. Mgliste, niewyraźne wspomnienia zarysowały się w jej umyśle. Wspomnienia okraszone tym zapachem, który otaczał ją przez całe dzieciństwo, który stanowił nieodłączny element rzeczywistości. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo za nim tęskniła. Jak bardzo go potrzebowała.
— Chodź, kochanie. Poczekamy tutaj, dobrze? — szepnęła do Snu, zdejmując go ze swojego grzbietu. Odór śmierci, gnijącego ciała dopadł do jej nozdrzy. Wciąż nie mogła pozbyć się tego smrodu z ciała kocurka. Kontrastował wyraźnie z zapachem, jaki roztaczał się na granicy, wywołując w niej uczucie, którego nie potrafiła jasno określić.
Przejechała językiem po czubku głowy Snu, uspokajająco. Choć może uspokajała tylko własne, szaleńczo bijące serce.

/ciocia iskra i sen, pajka stoi na granicy (bo wszystkie tematy zajęte są)

she had the prettiest eyes and smile
with wounds on her heart and bruises on her soul

LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przez całą drogę pozostawał praktycznie półprzytomny, leżąc potulnie na grzbiecie swojej nowej opiekunki. Choć na całe szczęście w końcu powolutku odzyskiwał siły, zmęczenie wciąż bardzo często brało nad nim górę i gdy tylko nadarzyła się okazja, chcąc nie chcąc jego własny organizm zmuszał go do tego, by przez większość czasu pozostawał w półśnie. Mimo to co jakiś czas starał się podczas podróży trzymać dzielnie oczy szeroko otwarte, nawet kiedy powieki stawały się coraz cięższe i cięższe, i coraz trudniej było mu z nimi walczyć.
Wyglądało jednak na to, że tym razem coś mu to zadanie ułatwi; kocurek prawie spadł z grzbietu kotki, gdy ta niespodziewanie stanęła w miejscu. Wydał z siebie pod nosem ciche „uf”, instynktownie uczepiając się mocniej łapkami ciała samicy, by uniknąć bolesnego lądowania na ziemi, po czym otworzył ślepia w celu zbadania co się stało - nie było już raczej mowy o kontynuowaniu drzemki, jako że gwałtowna i niezapowiedziana pobudka rozbudziła go chyba na dobre. Malec rozejrzał się dookoła, wertując zaciekawionym wzrokiem nieznajomą okolicę, nawet nie zastanawiając się zbytnio nad tym, dlaczego tak właściwie Niezapominajka tak nagle zastopowała ich wędrówkę. Nie protestował także, gdy zdjęła go ze swojego grzbietu, zbyt zaabsorbowany obserwacją nowego otoczenia. Jedynie na kilka uderzeń serca przeniósł na opiekunkę swój wzrok, przekrzywiając lekko łebek, słysząc wypowiadane przez nią słowa. Czekać?
— Na coooo? — zapytał, a jego wypowiedź została mimowolnie przeciągnięta przez nagłe, donośne ziewnięcie. Przyjął z radością czuły gest ze strony opiekunki, w wyniku którego na jego pyszczku zagościł szeroki uśmiech, po czym oczekując na jej odpowiedź, w międzyczasie przysunął się bliżej jednej z jej łap w poszukiwaniu ciepła, gdy poczuł jak jego drobne ciałko zaczęło drżeć pod wpływem ogarniającego go zewsząd zimna.
Samczyk wciąż niezbyt pojmował to, w jakiej sytuacji się właśnie znajdował. Nie rozumiał do końca tego, co stało się z jego matką oraz rodzeństwem. Nie kwestionował także faktu, że znalazł się nagle pod opieką całkowicie nieznajomej mu kotki, która mimo własnych kłopotów zdecydowała się zlitować nad losem osieroconej biedaczyny. Nie czuł strachu, czy nawet zmartwienia - jedynie potężne zdezorientowanie. Choć najbardziej liczyło się było niego w tym momencie to, że mógł w końcu usłyszeć czyjś głos, mieć jakiekolwiek towarzystwo. Bo mimo że teoretycznie nie był w norze sam, było tam tak cicho, tak… pusto. Nie był do tego zupełnie przyzwyczajony i ani trochę mu się to nie podobało, dlatego miło było móc z kimś znów porozmawiać. Czy tęsknił? Trochę. Ale przecież jeszcze tam kiedyś wrócą, prawda?
☾
shall we look at the moon, my little loon
why do you cry? make the most of your life
while it is rife, while it is light

LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Splątany Wąs po mianowaniu swoich kociąt wróciła do wojowniczych obowiązków i tak się złożyło, że na jednym z jej pierwszych patroli towarzyszyła jej Roziskrzona Noc. Nie można powiedzieć, że bura skakała z radości z tego powodu, bo pod względem porządku i planowania starsza wojowniczka przypominała Płomyka. Z tą różnicą, że w starciu z iskrowymi improwizacjami zamiast przewrócić oczami i ciężko westchnąć, czuć było wzrastającą panikę. Niby skrywaną, niby jedynie jej widmo, ale córka Jodłowej Igły mogła tylko mieć nadzieję, że patrol przebiegnie sprawnie i bez zakłóceń. Takie rutynowe przejście po granicach, poklepanie po pleckach za dobrze wykonaną robotę i koniec tematu.
Otóż nie.
Na horyzoncie dostrzegła rudą plamę. Kociokształtną, nie lisią, więc z dwojga złego już lepiej tak. Odruchowo spięła mięśnie, przyspieszając kroku w stronę granicy, gotowa uprzejmie wyjaśnić, że to teren prywatny. Jednak w miarę zbliżania się do nieznajomej okazało się, że po pierwsze - nieznajoma wcale nie była taka obca. Chociaż tu dużo bardziej nos pomógł niż zmysł wzroku, bo (nie oszukujmy się), gdy ostatnio Iskra ją widziała, ruda koteczka była dużo mniejsza. Bardziej jak... no właśnie, druga sprawa - nie była sama, przy jednej z jej łap wyrastał równie rudy kociak. Zamrugała zdziwiona. Chwila, a skąd on? Nagle w rdzawej głowie namnożyło się pytań bez odpowiedzi, a myśli wojowniczki szybko zeszły z głównego tematu. Dopiero uderzenie serca później się ocknęła i rzeczywiście do niej dotarło co oznacza udana identyfikacja rudej kotki na granicy. Chyba udana. W sumie zaczynała mieć wątpliwości, bo miała przed sobą wyrośniętą kocicę z kociakiem. Nieco jej się to gryzło z pamięcią rudej kuleczki w Wichrowym obozie, mimo że zapach, przynajmniej w pewnym stopniu, wydawał się podobny. Ale może lepiej nie przeskakiwać od razu do wniosków.
Machnęła puchatą kitą na Splątany Wąs, że ona to ogarnie i wysunęła się do przodu, przywdziewając na kolorową mordkę ciepły uśmiech. Siostrzenica czy obca, nie będzie jej od razu kłami straszyć, nie? Kociaka tym bardziej.
- Niezapominajka? - spytała, dopiero po czasie uświadamiając sobie, że jeśli nie to będzie trochę wstyd.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kiedy maleństwo przysunęło się koło jej łap, momentalnie schowała go między nie, odruchowo częstując go kolejnym liźnięciem po czubku głowy. Stresowała się. Pytanie Snu, mimo że całkowicie na miejscu i normalne, sprawiało jedynie, że Niezapominajka zacisnęła pyszczek. Milczała przez dłuższą chwilę, nie wiedząc co odpowiedzieć - bardzo chciała stwierdzić, że czekają na jej tatę. Och, jak tego pragnęła! Ale z drugiej strony... Nie wiedziała kto się zjawi.
— Na wojowników — odparła wreszcie, wywołując na pysku delikatny uśmiech, kiedy schyliła się ku Snowi. Tak, na wojowników, to była dobra odpowiedź. — Takich z klanu Wichru. Mojego klanu — dodała szeptem, nagle czując, jak trwoga uderza w jej serce. Czy faktycznie to dalej był jej klan? Tak go traktowała, tak o nim myślała... Ale czy klan myślał tak samo?
Przecież nigdy nie chciała odchodzić, znikać. Nawet nie pamiętała do końca wieczoru, kiedy jej łapy postały ostatni raz w obozie.
Jej spojrzenie na powrót spoczęło w przestrzeni rozpościerającej się przed nimi, acz nie na długo. Sama nie wiedziała już ile czekają, ale kiedy do jej uszu dopadł szelest kroków, a oczy ujrzały znajomą sylwetkę... W pierwszym odruchu poczuła, że wszystkie te trudy, zmęczenie, głód i czekanie były warte. Miała wrażenie, że się rozklei. A kiedy usłyszała swoje imię padające z pyszczka ciotki, Roziskrzonej Nocy... Jedynie świadomość posiadania Snu między łapami utrzymała ją w miejscu.
Otworzyła pyszczek, chcąc coś powiedzieć, potwierdzić, że tak, to ona, lecz głos ugrzązł jej w gardle, a łzy podpłynęły do oczu.
— Ciociu... — wydusiła wreszcie z trudem. — To ja, Ni-... Pajka. — Chociaż do tej pory starała się tego po sobie nie pokazać, nagle w jej głosie zamajaczyły wszystkie trudy, jakich doświadczyła. Między płaczem, bo już nie potrafiła zahamować łez, które leciały z jej zielonych ślepi, odbijało się zmęczenie. Ogromne, przeraźliwe zmęczenie.
Wróciłam.

she had the prettiest eyes and smile
with wounds on her heart and bruises on her soul

LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Na kolejne liźnięcie po łebku zareagował jeszcze większym uśmiechem. Przebierając kilkukrotnie przednimi łapkami w miejscu, znów z ciekawością rozejrzał się dookoła, starając się powstrzymać pokusę przed wystrzeleniem jak z procy przed siebie, aby pozwiedzać okolicę.
— Wojw… wojownk… wojowników? — rzucił mimochodem, tocząc małą walkę z wymówieniem wspomnianego słowa. — Klan? — kolejne pytanie, na które malec tak właściwie nie oczekiwał odpowiedzi, ponieważ nagle całą jego uwagę pochłonęła majacząca w oddali sylwetka nieznajomego, powoli zbliżającego się do nich kota. W pierwszej chwili instynkt kazał mu schować się przed obcym, nieznanym, jednak kocurek nie ruszył się ani na moment z miejsca, zbyt zaintrygowany nowo przybyłym towarzystwem. Otworzył szerzej ślepia oraz pyszczek z zaskoczenia, zerkając kątem oka na opiekunkę, która… wyglądała jakby przybysza chyba znała! Samczyk przeniósł wzrok na wichrową wojowniczkę, aby dokładniej się jej przyjrzeć - nie wyglądała wcale tak strasznie i do tego się uśmiechała. To chyba znaczyło, że nie są w niebezpieczeństwie?
Malec zrobił nagle kilka kroków do przodu, nie mogąc przezwyciężyć dręczącej go ciekawości, jednak tak na wszelki wypadek zachował od nieznajomej kotki pewien dystans. — Jestem ‘en… Sen! — odparł głośnie, wręcz z dumą, szczerząc szeroko ząbki. Nie miał bladego pojęcia, czy wypadałoby się mu teraz przedstawić, czy nie, ale skoro Niezapominajka to zrobiła, to on także chyba powinien, prawda? Odwrócił na chwilę łebek w kierunku opiekunki, jakby w poszukiwaniu jej aprobaty, a następnie znów poświęcił całą swą uwagę postaci wichrowej wojowniczki. — A tyyy? — odezwał się po raz kolejny, zbyt zaintrygowany nowo poznaną personą, by w ogóle przyszło do jego młodziutkiej głowy to, że może to nie czas i miejsce na zadawanie takich pytań.
☾
shall we look at the moon, my little loon
why do you cry? make the most of your life
while it is rife, while it is light

LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
7
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Odwróciła się na moment do Splątanej, by wyjaśnić co ma powiedzieć przywódczyni i by ją po nią wysłać, oczywiście. Albo po Biały Puch, w zależności od tego, która będzie pod łapą. Oprócz siostrzenicy, był tu również kociak, więc sprawa zaliczała się do tych bardziej pilnych. Może i młody nie drżał z zimna, ale.
Gdy tylko Splątany Wąs ruszyła do obozu, Iskra powróciła spojrzeniem do towarzystwa, a jej uwaga momentalnie została w całości przejęta przez przedstawiającego się malucha.
- Hej, cześć, Sen. Jestem Iskra. - przedstawiła mu się, schylając się nieco do kociaka. Darowała sobie przedstawianie wojowniczym imieniem, bo Roziskrzona Noc było raczej za długie by się zmieścić w małej główce. I gdy tylko jej skupienie na małym rudym zaczęło się rozrzedzać, do ciemnych uszu dotarło ciche pociągnięcie nosem. Momentalnie podniosła spojrzenie na Pajkę i... o kurczaczki, o Gwiezdni. Nagły przeskok atmosfery był dość... niekomfortowy. Iskra zamrugała powoli, próbując odnaleźć się w tej zmianie. Była emocjonalnym drewnem jeśli chodziło o reagowanie, nie miała instrukcji postępowania. Niekoniecznie chciała patrzeć na zapłakaną mordkę, nie dostrzegła pozostałych emocji odbijających się w oczach Niezapominajki, więc ostatecznie założyła, że stres czy coś.
- Oj, nie płacz, N-... Pajka. Wszystko będzie dobrze, Splątany Wąs przyprowadzi Lawendową Gwiazdę, zaraz wrócisz do obozu, wrócicie, znaczy się. Na pewno wszyscy się ucieszą... - aj, może lepiej wycofać się z tej ścieżki patrząc po ostatnich pogrzebach. - Ja się cieszę... Będzie dobrze, nie płacz już. Usiądziemy sobie teraz, poczekamy, na pewno szybko się zjawią. - szybko skończyły jej się odpowiednie słowa, więc podczas mówienia przekroczyła granicę i usiadła koło siostrzenicy, gotowa otulić ją ogonem.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rany, naprawdę była już wojowniczką. Nie była już Rzeżuchową Łapą. Nie, była teraz Rzeżuchowym Kiełkiem. Dostała również terminatorkę, czego się nie spodziewała. Myślała, że najwcześniej dostanie terminatora na następnej ceremonii, a tu taka niespodzianka. Niespodzianką również było to, że udało jej się umówić na wspólne polowanie z siostrą deszcz - Nietoperzym Niebem. Chciała bliżej poznać czarną, nieśmiałą wojowniczkę, a jaka jest lepsza okazja na poznanie się, niż wypad na wspólne polowanie?

Tego dnia leżała z Deszcz w legowisku. Naprawdę nie chciało jej się wstawać, chciała być tak z ukochaną jak najdłużej. Ale obowiązki wzywały. Musiała w końcu zapolować, no nie? Więc wstała, liznęła czule Deszcz po czole i szepnęła jej cichutkie "kocham cię" do ucha, po czym wyszła z legowiska.

Przyszła pod wyjście z obozu, czekając na Nietoperze Niebo. Rzeżucha osobiście chciała zapolować w Dzikim Sadzie. Nie mogła się już doczekać pory młodych liści, gdy drzewa w nim będą pięknie rozkwitać. Będzie wtedy musiała zabrać do niego Deszcz na wspólny, romantyczny spacer.

// toperz!!
⁕ ⁕ ⁕

SEE THE ROAD FLOW PAST YOUR DOORSTEP
calling for your feet to stray
like a deep and rolling r i v e r
it will sweep them far away!
just beyond the far horizon lies a waiting world unknown
LIKE THE DAWN ITS BEAUTY BECKONS WITH A WONDER ALL ITS OWN
all its own!
LVL 2 115 / 150
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
9
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Toperz w końcu wytrenowała terminatorkę. Jak się okazało wcale nie była przeklęta. To były tylko jej głupie pomysły i wszelkie cyrki związane z tym były zupełnie niepotrzebne. To co zrobiła było głupie. Ona była głupia. Ale już tego nie zmieni. Część jej bliskich na pewno się od niej odwróci. A ona będzie mogła jedynie patrzeć jak wali jej się świat, który i tak już od jakiegoś czasu się rozpadał. I tak miała szczęście że przywódczyni się nad nią zlitowała i nie wyżuciła ją z klanu. Tylko że... dała jej kolejnego terminatora. Nietoperze Niebo sama ledwo radziła sobie że swoją głową, ciągle chodząc niewyspania i przerażona. Nie wiedziała nawet kto ile wie o tym co się stało. Czy Rzeżuchowy Kiełek wiedziała? Czy wspólne polowanie było pretekstem by zostać z Toperz sam na sam i dać jej w pysk? Bała się, ale jednak się zgodziła. W końcu Rzeżucha to tylko miła i radosna kotka prawda.
Kiedy Deszczyk i jej partnerką spały sobie spokojnie razem całą noc Toper nie zmrużyła oka. Nie potrafiła. Gdy zamykała oczy, to po chwili szybko je otwierała bojąc się że ktoś wykorzysta jej chwilę nieuwagi by zrobić jej krzywdę. Bała się też koszmarów z Wietrznym Dniem w roli głównej. Po prostu nie potrafiła zasnąć. Czmychneła więc wtapiając się w grupkę wcześnie wstających wojowników, opuściła Kłującą Gęstwinie i położyła się w Cieniu Drzewa. Udało jej się zasnąć tylko na chwilę, bo dość szybko obudziła ją Zwinny Strumyk niechcący nadeptując na jej ogon. Nic się nie stało. W końcu to stara kocica. Wzork się pogarsza na starość. Mogła nie zauważyć.
W sumie to dobrze że ją obudziła. Jeszcze przez zaspałaba na polowanie z Rzeżuchwoym Kiełkiem. W tedy Rzeżucha miałaby kolejny powód by jej przywalić.
- Um, Hhhej, iiidziemy? - zapytała chcąc to już mieć za sobą. Trzeba jednak poznać szwagierkę.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay

I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes

I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay

I'm not gruesome, just human
And I've made a few

It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay

You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way

It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay

I belive, yes I belive that
you will see a better day
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
15
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po rozmowie z Pajęczyną przyszedł i czas na Krwawnika. Nie zdążyłam załatwić tego wszystkiego w jeden dzień, więc najstarszego z dzieci zaprosiłam na spacer dopiero następnego dnia. Zasługiwał na przeprosiny, ale również i wyjaśnienia. Oprócz tego, chciałam z nim porozmawiać o jeszcze paru innych rzeczach, które siedziały mi w głowie już od jakiegoś czasu. Zdecydowałam się więc zabrać go do Dzikiego Sadu.
- Na wstępie chciałabym cię przeprosić za wczoraj. Mięta bardzo późno poinformował mnie o tym, że chciałby zostać terminatorem Medyka. Uznałam, że lepiej dla niego będzie, by trening odbyć pod twoim okiem, ponieważ pomoże mu to nabrać pewności siebie. Nie powinien trenować ze mną. Wiem jednak, że powinnam to z tobą przegadać bez względu na wszystko. - zaczęłam. Wiedziałam, że mi wybaczy. To jednak nie zmieniało faktu, że zasługiwał na szczere przeprosiny.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ceremonia poszła… źle, a to i tak było nieadekwatne słowo. Ani trochę nie podobała mu się aktualna sytuacja w klanie. Raz, jakie napięcie można było wyczuć między Lawendową Gwiazdą a Lśniącą Sadzawką, dwa, że wojownicy kwestionowali wybory medyków i jawnie się im sprzeciwiali, aż wreszcie: robienie tego samego przez przywódczynię, by ostatecznie i tak nie przyjąć oferowanej pomocy w momencie, kiedy nie było ku temu żadnych przeciwskazań. Nie odniesienie się przez nią do zarzutów również nie wyglądało dobrze, lecz na tle poprzedniego zestawienia, zdecydowanie leżało najniżej w priorytetach. Nie taką wizję klanu Wichru miał medyk, ale momentami czuł się bezsilny. Na dodatek zdawał sobie sprawę, że nie miał możliwości podzielenia się tymi myślami z kimkolwiek; od początku miał od tego Lśniącą Sadzawkę, ale biorąc pod uwagę jej widoczną niechęć w stosunku do Lawendowej Gwiazdy, nie zamierzał nawet podejmować tego problemu.
Zamierzał natomiast porozmawiać z nią na inne tematy, a dzień po ceremonii nadarzyła się idealna okazja, kiedy zaprosiła go na spacer. Pogoda była piękna, a teraz, gdy mieli więcej kotów do pilnowania lecznicy, mogli sobie pozwolić na dłuższy spacer we dwójkę.
- Dobrze, już to przetworzyłem. Nawet mnie to cieszy. Przekazywanie wiedzy uważam za przyjemne, a odkąd zniknęła Mała Łapa… - Potrzasnął głową. Nawet nie chciał o tym wspominać. - Oby tylko Miętowa Łapa podchodził do tego rrównie entuzjastycznie. A my następnym rrazem uzgadniajmy takie rzeczy wcześniej, żeby już nie było takich niespodzianek. - Zerknął na Lśniącą Sadzawkę. Spojrzenie miał spokojne, a mordkę pozbawioną uśmiechu. Chciał napomknąć o sytuacji Malinowej Łapy; stwierdzenie mistrzyni, że Miętowa Łapa mógł nabrać przy nim pewności siebie sprawiło jednak, że przypomniał sobie o słowach jednego z jej synów na naukach.
- Co do pewności siebie… Stokrrotkowa Łapa na naukach powiedział mi, że boi się wychodzić z lecznicy. Wspomniał, że jakiś kot na niego nakrzyczał, po czym zaczął się tłumaczyć, że to jego wina, chociaż ja bym tak nie powiedział. Od tego momentu minęło już trochę czasu, ale na ceremonii rrównież zauważyłem, jak barrdzo był zestrresowany i nerrwowy. Mam nadzieję, że trrening pod okiem wojownika pozwoli mu nabrrać pewności siebie, ale nie mogę pokładać w tym całej nadziei. Marrtwi mnie jego lęk i strres wywołany codziennymi czynnościami. Mam wrrażenie, że to coś więcej, niż tamta sytuacja, ale nie chcę na niego naciskać. - To powiedziawszy, przeniósł spojrzenie na własne łapy.
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Chciałam to z tobą uzgodnić, ale zabrakło mi czasu. Obawiałam się też odmowy z twojej strony, bo wiem, że cierpisz jeszcze z powodu Małej Łapy. Uznałam, że jeśli dostaniesz terminatora odgórnie, to będzie dla ciebie łatwiejsze, niż gdybyś wybrał go sobie sam i miał poczucie, że porzucasz Hubę na dobre. To już się nie powtórzy. Ne tylko dlatego, że prawdopodobnie nie dożyję drugiej takiej sytuacji. - wytłumaczyłam mu jakie miałam intencje i uśmiechnęłam się na końcu, delikatnie muskając ogonem jego bok. Wiedziałam, że zniknięcie Małej Łapy się na nim odbiło, a ja nie miałam dość czasu by okazać mu wsparcie, bo musiałam zajmować się kociętami. Na całe szczęście był on rozsądny i nie wściekał się na mnie z tego powodu.
Na wieść o Stokrotce zmarszczyłam brew. Nie podobało mi się to, co usłyszał i bez dwóch zdań będę musiała z nim o tym pomówić oraz zniwelować jego brak pewności siebie. To nie leżało w naszej naturze.
- Dziękuję, że mi o tym mówisz, Krwawniku. Ciężko jest nadążyć za całą gromadą. Pajęczyna i Malina zachowują się jak ja i mój brat, tym również muszę się zająć. Pszczelą Łapę mam pod swoją opiekę, zaś o Mięcie będziesz mi donosił na bieżąco. Nie sądziłam, że w takim wieku wydam tyle młodych. - podziękowałam i przyznałam, że bycie matką tak licznej gromady jest ciężkie i niemożliwym jest bycie na bieżąco z problemami każdego z malców. Dobrze że miałam Krwawnika, który sprawował pieczę nad pozostałymi sprawami i pomagał mi jak tylko mógł. Od zawsze był moim wsparciem. Teraz jest jeszcze wspaniałym, starszym bratem, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy. Ale kiedyś mu powiem. Może.
- Chciałabym z tobą również porozmawiać... o moim pogrzebie. Chciałabym zostać pochowana pod Czterema Dębami. Chciałabym również, aby w ceremonii mógł uczestniczyć każdy, kto chce - w tym również koty z innych klanów. Myślę, że Barwna Woda, Truskawkowy Gąszcz, a w szczególności moje dzieci będące w rzece chcieliby się ze mną pożegnać. Proszę o wiele, targanie takiego cielska przez całe tereny to kawał roboty, ale... to moje ostatnie życzenie. - powiedziałam. Całe życie spędziłam na pomaganiu kotom nie tylko w swoim klanie. Pozostałe zawdzięczają mi równie wiele, dlatego chciałabym, by każdy miał szansę się ze mną pożegnać. Liczyłam na to, że moje dzieci mogłyby pojawić się na uroczystości, że ktokolwiek faktycznie chciałby podziękować mi za to wszystko, co zrobiłam w swoim życiu. To jedyne, czego bym chciała za to wszystko.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Doceniam to, Lśniąca Sadzawko, jednak… mimo wszystko wolałbym, żebyśmy inforrmowali się na bieżąco. Tęsknię za Małą Łapą, zgodzę się, ale medyk nie może pozwolić, aby uczucia wzięły górrę nad jego obowiązkami, prrawda? Nie odrzuciłbym Miętowej Łapy, i tak samo nie odrzucam Małej Łapy. Mam nadzieję, że kiedyś wrróci, a jeśli nie – że wszystko u niej dobrze – odpowiedział spokojnie, odwzajemniając gest kocicy, dotykając ją ogonem. Nie wściekłby się na to na swoją mistrzynię; było mu bardziej przykro, że nie powiedziała mu o tym od razu. Nie dość, że oszczędziłby sobie w ten sposób zdziwienia, to na dodatek myślał, że nie mieli sobie nic do ukrycia. A jednak nawet nie wiedział, że Mięta chciał zostać terminatorem medyka. Myślał, że będzie to wyglądało trochę inaczej, kiedy Lśniąca Sadzawka na jego ceremonii, przy Gwiezdnych przyznała, że jej wolą jest, żeby byli na równi. On również był medykiem, nie pomocnikiem i powinien uczestniczyć przy wyborze. Zanim Mała Łapa została terminatorką medyka, konsultowali to ze sobą.
– Oczywiście. Jesteś jego matką, powinnaś o tym wiedzieć. Sprróbuję porrozmawiać o tym rrównież z mistrzem Stokrrotkowej Łapy, żeby o tym wiedział i podszedł do sprrawy nieco… łagodniej. Nie znam dobrze Korzennej Woni, nie wiem jak wygląda u niego trening, dlatego – oznajmił, na moment przenosząc spojrzenie na medyczkę. Rzecz jasna, nie zamierzał od razu opowiadać wojownikowi całej tej historii. Stokrotka zaufał mu i powiedział o tym, dlatego nie chciał mówić o tym nikomu poza Lśniącą Sadzawką, która powinna wiedzieć o tym z oczywistych względów. Chciał po prostu przedstawić problem Korzennej Woni, żeby miał świadomość, jak wrażliwy i nieśmiały jest kocurek.
Ponownie przeniósł wzrok na tereny przed sobą, wyciągając pysk i przymykając delikatnie powieki, żeby przyjąć na siebie przyjemny dotyk słońca. Zmarszczył nieznacznie brwi i otworzył oczy, kiedy kocica podjęła temat… własnego pogrzebu. Fakt, nie była najmłodsza, ale to chyba jeszcze nie moment, żeby iść na Srebrną Skórkę? Idąc, popchnął łapą jabłko, które poturlało się nieco dalej.
– Rozumiem, Lśniąca Sadzawko… Zobaczę, co da się w tej kwestii zrrobić, ale niczego nie mogę Ci obiecać, tak naprrawdę. Czterry Dęby to miejsce o bogatym znaczeniu historrycznym. Nie jestem pewien, czy organizacja tego byłaby tak prrosta. Oczywiście, zrobię co w mojej mocy, ale nie wiem, czy to ja mogę o tym decydować – mruknął zgodnie z prawdą. Było to miejsce wybrane przez Gwiezdnych, miało swój własny punkt w kodeksie. Nikt dotąd nie został tam pochowany, przynajmniej z tego co wiedział. Doceniał, że Lśniąca Sadzawka zwracała się z tym do niego, ale nie mógł ręczyć, że ten plan na pewno się powiedzie. Zamierzał do tego doprowadzić, ale nie mógł tego obiecać na mały paluszek.
Westchnął, decydując się wreszcie podjąć temat, który powinien wyłożyć już na początku.
– Ja natomiast chciałbym porruszyć sprawę… Malinowej Łapy. – Widocznie pochmurniał. – Wiem, że ostatecznie nie została terrminatorką medyka, jednak chciałbym zwrrócić uwagę na jedną kwestię. Mianowicie jej nagłe podjęcie decyzji. Rozumiem, że mogłyście rrozmawiać na ten temat już wcześniej, jednak mianowanie jej swoją terminatorką dopierro w momencie, kiedy nie dostała tego, co chciała, bo przywódczyni zdecydowała się dać jej innego mistrza, nie wyglądało najlepiej. Nie wykluczam, że naprawdę stwierdziła, że chciałaby zostać jednak medykiem, ale… Bądźmy szczerzy, Lśniąca Sadzawko – wzruszył ramionami – prrawdopodobnie tak nie było. Nie ma co ukrywać, wyglądało to jak zwykły kaprrys, na który Ty przyzwoliłaś. Rrozczarowało mnie to. Co z przemowami, że prracy medyka trzeba być naprawdę pewnym, że to nie decyzja, którą można podjąć pod wpływem chwili? I przede wszystkim, Lśniąca Sadzawko… dlaczego pokazujesz Malinowej Łapie, że wszystko jej wolno? Tak, ostatecznie jej mistrzynią została Deszczowa Pogoda, ale… – Zacisnął zęby. – Lśniąca Sadzawko, nie możesz jej uczyć, że zawsze będzie dostawała to, czego chce. Życie bywa nieprzyjemne, należy mieć tego świadomość od początku. Malinowa Łapa nie może oczekiwać, że wszystko pójdzie po jej myśli. To jej tylko zaszkodzi – to powiedział już z wyczuwalną troską w głosie. Owszem, nie podobała mu się ta sytuacja, ale medyczka i jej dzieci byli dla niego jak rodzina, chciał dla nich jak najlepiej, i wiedział, że takie zachowanie może obrócić się przeciwko nim. Miał nadzieję, że kocica się na niego nie zdenerwuje, liczył, że była ponad to. Była dla niego od zawsze autorytetem, miał nadzieję, że i teraz będzie. Zresztą zwłaszcza ona powinna o tym wiedzieć. Wiedział, że nigdy nie miała łatwo, już od młodej terminatorki zmagała się z problemami po stracie mistrza. Rozumiał, że dla swojego potomstwa chciała jak najlepiej, ale nie był pewien, czy to było najlepsze rozwiązanie.
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Tak, wiem. To było nie w porządku względem ciebie i przepraszam jeszcze raz. - nigdy nikogo bym tak nie przepraszała. Nikt nigdy na to nie zasługiwał. Może poza moją matką, ale... cóż, to była inna historia. Obiecałam Krwawnikowi, że będziemy równi, a zamiast tego podjęłam decyzję bez jakiejkolwiek konsultacji. Nie tak się umawialiśmy i nie tak miało być. Na całe szczęście nie chował zbyt długo urazy.
- Dziękuję, że się tym zajmiesz. Ostatnio mam tyle na głowie... Trening Pochmurnej Łapy, Pszczelej Łapy, chciałabym również utrzymywać składzik w dobrym stanie. Czasem brakuje mi dnia, czasem doskwiera mi starość. Dziękuję, że tak mi pomagasz przy dzieciach. - powiedziałam, chcąc dodać, że jest dla nich jak starszy brat. Cóż, w sumie to nim był. Jednak to jest coś, co zabiorę ze sobą do grobu, albo powiem dopiero na łożu śmierci. Jeszcze nie zdecydowałam i na szczęście mam jeszcze trochę czasu do tego. Jednak nie na tyle dużo, by nie planować już własnego pogrzebu.
- Podejrzewam, że reszta klanów nie będzie miała nic przeciwko, jednak popytam, żeby cię trochę odciążyć, dobrze? - wątpiłam, by ktokolwiek miał coś przeciwko. Jakieś ustronne miejsce pod drzewem nie powinno nikomu wadzić, tym bardziej że każdy klan niejako jest mi winien przysługę. Nie ma powodu, by odmawiać. Nie jest to jakieś święte miejsce jak Szepcząca Sadzawka.
Wysłuchałam dokładnie tego, co miał do powiedzenia na temat Malinowej Łapy. Rozumiałam jego niepokój, jednak nie rozumiał on w ogóle moich działań. Zresztą, nikt by nie zrozumiał bez wyjaśnienia.
- Wiem, Krwawnikowy Liściu. Malina też wie, że życie nie jest ciężkie. Jest mądrzejsza niż ja, gdy byłam w jej wieku. Nie chciała zostać Medykiem, a ja nie zamierzałam jej na Medyka szkolić. Chciałam po prostu... przygotować ją do tego, by w przyszłości mogła objąć stanowisko przywódcy. Chciałam ją nauczyć jak rządzić, by wyciągnęła klan Wichru z dna, na które sprowadziła nas Lawenda, a najłatwiej byłoby to zrobić podczas wspólnego treningu. Ostatecznie jednak będziemy się umawiać na spotkania kiedy indziej. Dla Pajęczyny też będę musiała znaleźć chwilę. Byłby idealny jako zastępca. - wytłumaczyłam. Malina jest mądra i pokładam w niej ogromne nadzieje. Zresztą, w jej bracie również.
[Obrazek: Podpis.png]
LVL 7 265 / 500
MedLVL 13 11 / 1500
15
Siła
S
18
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
26
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości