Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Borze szumiący, aż chciałoby się powiedzieć – widać, że szylkretka przyszła na świat w chlewie. Ale byłoby to obrazą dla świń, które podobno należą do bardzo czystych stworzeń. Orion nie miał okazji przekonać się osobiście, bo te pomarszczone ryjki zawsze sprawiały, że jeżył mu się włos na karku. Było w nich coś niepokojącego. Jak w zapomnianych przez cywilizację cmentarzach po zmroku.
– Żebyś za mną mogła pójść? Nie, dzięki. To było zabawne do tej pory, ale wolałbym nie być z tobą kojarzony na klanowych terenach, rozumiesz. – spodziewał się, że nie rozumiała. Ale w porządku, nie musiała rozumieć. Starczyło, żeby za nim się nie skradała tak ewidentnie jak dotychczas.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Ojej, ależ dlaczego? - Spytała z przekąsem. - Koty kwiaty też mają awersję do piasku? Trochę przykre, biorąc pod uwagę, że mieszkają w lesie. - Jej mordka wyrażała w tym momencie mniej więcej takie same emocje, jak emotikon smutna buźka. Ale no dobra, skoro tak bardzo mu to przeszkadza - specjalnie dla niego otrzepała się trochę z piasku. Taryfa ulgowa, bo trochę ją tym obrzydzeniem bawił. Jeszcze nigdy nie spotkała kota który byłby aż tak przeciwko błotu. Szczególnie takiego mieszkającego bez ludzi.
- Na to już chyba trochę za późno? Jeśli serio tak siedzą i obserwują, to już dawno widzieli, że weszłam tu za tobą. Tsk tsk - pokręciła głową z dezaprobatą - tak wprowadzać obcego kota na kwiatowy teren.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Koty kwiaty byłyby dużo znośniejsze, gdyby miały awersję do piasku. I błota. – westchnął cierpiętniczo, jak na udręczoną duszę przystało. Pomyślałby kto, że rozumowanie młodej było całkiem poprawne, a jednak Wichrzakom było bliżej do kaczeńców uwielbiających podtopione, zabagnione łąki. Może z jednym floksem – wyjątkiem potwierdzającym regułę.
– Ach, gdyby te twoje olbrzymie uszy jeszcze potrafiły słuchać. – jak lustrzane odbicie, teraz to on pokręcił łbem z dezaprobatą. – Mówiłem o częstych patrolach, które wiesz, patrolują, chodzą wzdłuż granic i sprawdzając czy żaden mały pasożyt nie zbłądził. To nie sępy żeby siedzieć i obserwować.
Zresztą jeszcze żadnej granicy nie przekroczyli. A już szczególnie nie razem.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Dlatego się z nimi zadajesz? Żeby cierpieć piaskiem i błotem? - Rozłożyła się wygodniej. Biedna trawa, jeśli jakiekolwiek resztki życia w niej przetrwały zimę to właśnie zostaną kompletnie zgniecione przez Nie.. - To ja sobie tu posiedzę i poczekam, aż jakiś się zjawi. - Przy tonie głosu, w jakim to powiedziała, brakowało tylko żeby dodała mniej nż trzy na końcu dla pełni przekazu. Sama była ciekawa co ta gąsienica zamierza teraz zrobić. Aktualnie wyglądało na to, że wygrałą tę interakcję społeczną, bo jedyna opcja w której nie będzie za nim szła dalej, to gdyby wyczarował jej jedzenie tu i teraz. A to raczej mało prawdopodobne. Poza tym, dalej wisiała mu dziabnięcie w ogon.
W międzyczasie pokręciła głową, dla komunikacji, bo najwyraźniej znowu się w to bawili. Olbrzymie uszy, też mi coś.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mhm, dokładnie, uwielbiam się zbędnie udręczać, to buduje charakter. – potwierdził, posyłając kotce lekko gorzki uśmiech. – Na prawdziwy powód chyba jesteś za młoda, ile ty w ogóle masz? Ledwo od ziemi odrosłaś. – widzicie, nie żeby kiedykolwiek wiek kociąt powstrzymywał Oriona od traumatyzowania ich. Pierwszym przykładem z brzegu Bączek, który dość dużo nasłuchał się na temat własnego wujka, gdy stanowił połowę z szylkretowego szkielecika. Ale skoro najwyraźniej tu będą siedzieli i czekali na najbliższy patrol, wypadałoby się dowiedzieć nieco więcej na temat pasażera na gapę. Coś ponad fakt, że połowę jej wagi stanowiło zaschnięte błoto i że więcej miała z kleszcza niż z kota. Niby nie było szans, że wpadną na Zajęcze Ucho, typ dalej odsiadywał swoje w Ziołowym Wzgórzu, ale wciąż miło było być przygotowanym.
– Wedle życzenia, węgielku. Tylko jak przyjdą, nie chowaj się za mną, co? Sama sobie radź, ja ciebie nawet nie znam, jakby kto pytał.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Hmm, rozumiem. - Stwierdziła krótko, chociaż jej ton sugerował, że nie bardzo rozumiała.- Ile mam czego, miesięcy? Czternaście.
Oczywiście że nie wiedziała ile ma miesięcy, zgubiła rachubę po jakichś siedmiu, niedługo po tym, jak ludzie zostawili ją w dziczy. Gdyby miała zgadnąć, obstawiałaby że ma teraz jakieś 9, więc dla pewności dodała sobie kilka, żeby myślał, że rozmawia z poważnym dorosłym. Takim z którym się dzieli swoimi Sekretami, oczywiście. Wbrew samej sobie, zaintrygowało ją pochodzenie tego kocura i jego awersji do błota.
- Tak swoją drogą - dodała, puszczając jego ostatnią uwagę mimo dużych uszu - jakby już faktycznie ktoś się zjawił i faktycznie wypytywał o to co tu robimy, to jak mam o tobie mówić, ruda gąsienico? Jak już będę im opowiadać o tym, jak przepłoszyłam ciebie z mojego pola, to chcę się trzymać szczegółów, rozumiesz.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Na nieszczęście niedowierzającego kleszcza w ich stronę rzeczywiście zbliżał się patrol kotów kwiatów. Prowadziła wichrowa zastępczyni w towarzystwie Czarnego Konia i Księżycowego Wzgórza. Trudno było przedrzeć się przez błotnisty zapach chroniący kotkę niczym specjalna bariera, ale obcy zapaszek był na tyle wyczuwalny, żeby wzbudzić podejrzenia trzech kocic. Donośny Krzyk wyrwała się na prowadzenie, praktycznie sunąć w stronę intruza. Syknęła ostrzegawczo wciąż będąc jeszcze w biegu. - Hej, ty tam! To terytorium Klanu Wichru! -Tym razem zamierzała ostrzec zamiast od razu atakować. Wystarczy jej, że podczas ostatniego polowania nabawiła się wyrzutów sumienia. Co do Wędrujących Świateł... Może i był jasnym punktem na zielonym tle, ale nieznany kleszcz był ciekawszym widokiem niż pobratymiec.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Ciekawe, bo wyglądasz na połowę. Aż tak ciężko o jedzenie, że nie rośniesz, czy nie po drodze ci z prawdą? – przechylił lekko łeb. Była to wykalkulowana przesada. Znaczy byłaby, gdyby dokonał niezbędnych obliczeń do określenia o jaki wiek ją oskarża. Ale nie zniżył się do stosowania matematyki w prawdziwym życiu. Jedynie twierdził, że pasożyt mało wiarygodnie kłamał – mógł się bardziej postarać.
Lekko prychnął, gdy dzieciak odezwał ponownie, nie kryjąc swojego rozbawienia. Coś szybko się rozbestwiała, strach pomyśleć co to będzie zanim doczekają się patrolu.
– Już ci się przedstawiałem, mróweczko, jeśli o to pytasz. – zauważył z uprzejmym uśmiechem, nim wrócił do czyszczenia jasnej szaty.
Gdy już uporał się z większością ogona, zaczął rozważać alternatywne opcje dalszego postępowania. To jest, nie chciał czekać na wieczorny patrol, kończyło mu się aktualne zajęcie i widmo nudy stawało się coraz wyraźniejsze na horyzoncie. Trochę jak te wydłużające się cienie, tylko bardziej niepokojące.
Ale na szczęście, nim ułożył ostatni kłaczek, zmaterializowała się ciemnofutra zastępczyni, cała na biało. Z wiernym rumakiem i... Księżyc. Księżyc była odrobinę nijaka, tak po prawdzie, ale oriental wciąż powitał ją skinięciem łba. Jak i resztę.
– Uh uh, mówiłem. I to sama zastępczyni, możesz żegnać się z łapkami, młoda. – rzucił do szylkretki, samemu podnosząc się na cztery łapy. Żeby nie było, że sobie wypoczywał w towarzystwie intruza. On by nigdy.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- To dlatego, że mam szczupłą budowę. - Stwierdziła z godnością i przekulała się na brzuch, żeby móc wygodniej patrzeć mu w oczy. Gdyby to był ktoś inny to może teraz dostałby całą historię w streszczeniu, ale on nie. On był zbyt irytujący żeby się z nim spoufalać i rozpraszać opowiadaniem historii. Teraz musiała udawać że czeka uważnie na koty kwiaty. - To prawda, już rzuciłeś we mnie całą listą imion wymyślonych na poczekaniu, ale nie takim, którym cię mama woła do domu bo nadchodzi zmierzch. Chyba że nie masz takiego, co? Po prostu krzyczą, żeby zawołać to rude zanim się po ciemku potknie o kupkę piasku?
Poruszyła uchem. Ktoś się zbliżał. Prawdopodobnie więcej niż jeden ktoś. Futerko na jej karku lekko się uniosło ale postanowiła nie dawać po sobie poznać że ma jakiekolwiek obawy Bo nie miała obaw, oczywiście. W razie czego czmychnie z powrotem w krzaki, a gąsienica niech robi co chce.
Skoczyła na równe łapki gdy tylko trzy koty kwiaty zmaterializowały się przed nimi, a gwałtowny ruch spowodował tylko kolejną lawinę piasku.
- Terytorium czego? - rzuciła w stronę czarnej, futrzastej kuli przekrzywiając głowę. Gdyby nie zajmowała się teraz przetwarzaniem czy kiedykolwiek słyszała o czymś takim, byłaby pod wrażeniem jej nieułożonego futra i aprobowała jej odporność na brud.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Wyhamowała o długość lisiej kity przed intruzem, z Księżycowym Wzgórzem i Czarnym Koniem po obu swoich bokach. Zjeżyła sierść na karku, żeby prezentować się jak na wojownika broniącego swojego terenu przystało. - Terytorium Klanu Wichru! Jeśli nie chcesz stracić wąsów to radzę się wycofać, powoli i bez żadnych sztuczek. -Burknęła w jej stronę. Czy na prawdę trudnym było wyczuć woń unoszącą się nad granicami? Normalnie masakra z tymi samotnikami, sami się prosili o nieprzyjemne traktowanie.
Uniosła spojrzenie znad szylkretki, gdy Księżyc szturchnęła ją w bok. Podążyła za spojrzeniem towarzyszki, zatrzymując wzrok na cynamonowym poincie. O. Był tutaj. - Taki wypłosz sprawia ci problemy? Trochę to niepodobne do pogromcy jastrzębi. -Zwróciła się w stronę wojownika, pozwalając sobie na przyjacielską uszczypliwość. Nie przyszło jej do głowy, że wcale nie planował przegonić Nie., pomyślała, że zwyczajnie należał do tej części kotów, którym szkoda było samotników, w końcu sam kiedyś takowym był. Sentyment, czy coś takiego.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– A do tego krótkie łapki i przerośnięte uszy. Jak kocię. – dokończył za szylkretkę, bo ewidentnie za szybko urwała wymienianie swoich cech. Była też usyfiona od nosa po ogon, jak większość kociąt, ale doświadczenie wskazywało, że ta cecha u niektórych nie zanikała z wiekiem, a wręcz przybierała jeszcze gorsze formy. – Na poczekaniu? Wichrowi przywódcy długo się nad nimi głowili, byliby bardzo niepocieszeni, że tak umniejszasz ich kreatywności. Jednak Orion nie jest ich zasługą, matka tak mnie nazwała. Zgaduję, że na ciebie nawet nie krzyczeli, tylko pozwalali potykać o każdą jedną kupkę piasku, hm? – Nie. nie miała przecież imienia. A przynajmniej nie udało jej się jeszcze w składny sposób przedstawić, więc na jedno wychodziło.
Szanowna zastępczyni nie zawiodła, to ci nowość. Dzielnie weszła w rolę psa obronnego i Orion mógł tylko trzymać kciuki by z niej nie wypadła przedwcześnie. Niestety, oriental nie miał jak trzymać kciuków, anatomia to samica psa w takich sytuacjach, nie oszukujmy się.
– Niestety. – westchnął ciężko, szylkretka sprawiała mu bardzo dużo problemów, fakty. – Kodeks zabrania mordowania kociąt, nawet takich wypłoszowatych. To znacząco ogranicza mi pole manewru.
Jastrzębi nie trzeba pytać o wiek. Jak lata i atakuje kotki to sprawa jest prosta, koniec ulg dla nieletnich. A to ciemne stworzonko? Nie dość, że dzieciak to jeszcze można się zarazić jakimś syfem jak się podejdzie za blisko.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Zerknęła wymownie na jego własne, równie przerośnięte, uszy. Nawet nie będzie tego komentować, naprawdę.
- Nic, dziwnego, musi zajmować dużo czasu wymyślenie aż takiej listy imion - podsumowała tylko krótko, gryząc się język zanim zdążyła dodać "szczególnie, jeśli się nie istnieje". Zamiast tego zakodowała sobie gdzieś w główce, że jeśli kiedykolwiek przyjdzie jej zwalać na kogoś winę za coś, czego definitywnie nie zrobiła, to na Oriona.
- Faktycznie nie, my razem rozkopywaliśmy kupki piasku. - Mruknęła i przeniosła wzrok na przybyszy. Gdyby nie rozproszyła ją rozmowa dorosłych, pewnie ruszyłaby się z ziemi, ale, powiedzmy sobie szczerze, była ciekawa jak potoczy się werbalny atak czarnej kotki na Oriona.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
- Ale nie zabrania chwycić za kark i wynieść poza tereny. To chyba dość proste, co nie? -Uśmiechnęła się do niego zadziornie, po czym jednak przeniosła spojrzenie na ich nieproszonego gościa. Miała przed sobą kocie? Wygładziła nieco sierść. Jeśli rzeczywiście miała doczynienia z ledwie podrostkiem to powinna się nieco uspokoić i podejść do sprawy bardziej profesjonalnie. - Co robisz na naszych terenach? Gdzie twoja rodzina? -Tym razem zapytała nieco uprzejmiej, ale wciąż starała się utrzymać rzeczowy ton, jak na wojownika broniącego granic przystało. Nie mogła tak łatwo stracić twarzy, no ale nie zamierzała też dzieciaka traumatyzować.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A szkoda, byłoby dobrze, gdyby niektóre z zasad kodeksu zapobiegały epidemiom paskudnych chorób, a nie tylko kazały dziękować Gwiezdnym za zabijaną zwierzynę.
– Zabrania jednak zostawienia takiego bezbronnego stworzonka bez opieki. Na pastwę drapieżników. – przechylił lekko głowę, obserwując zastępczynię. Jeśli jej nie było straszne branie takiego syfiarza do pyska to droga wolna, oriental nie zamierzał jej w tym przeszkadzać. Znaczy będzie niezmiernie rozczarowany jeśli na wyniesieniu kleszcza te parę susów za niewidzialną granicę się skończy, ale nie mógłby nawet udawać zaskoczonego tak mdłym zakończeniem.
Znaczy, nie wierzył też, że rzep się tak łatwo odczepi, ale kto ją tam wie.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Wow, tak od razu wynieść? Nikt jej nie będzie wynosił, nikt tu nie jest jej matką. O, ale patrzcie, ktoś jednak zagaił ją rozmową zanim zdążyła przetworzyć tą zniewagę bardziej dogłębnie.
- Odstawiam tę gąsienicę - wskazała ogonem drugiego kota, w taki sposób, w jaki człowiek zrobiłby to palcem. - Biegał sobie po moim polu i żądał zadawania mu zagadek. Nie wiem o co mu chodziło, ale możecie go sobie wziąć z powrotem.
Wzruszyła ramionami. Nie spodziewała się że faktycznie będą tu jakieś koty kwiaty, prawda, ale też nie zamierzała z nimi dyskutować. Nie zanosiło się na to, żeby były tu jakieś miski z jedzeniem, a nawet jeśli były, to cztery obce koty spokojnie dałyby radę ją od niej przepędzić więc. Chyba jednak pora wracać na pole.
Ale najpierw miała jeszcze sprawę do załatwienia.
- Nie wiem gdzie jest moja rodzina. - Przekulała się na plecy. A potem znowu na brzuch, tak, że leżała teraz bliżej Oriona. - Mieszkałam z ludźmi ale już nie mieszkam.