Zatrzymała się, dziwiąc się nieco temu, jak bardzo udało jej się rozśmieszyć Pustułczy Wrzask. Uśmiechnęła się jedynie, aczkolwiek i w tym geście widoczne było jej zmieszanie zachowaniem starszej kocicy. Nie odezwała się jednak na ten temat, po prostu spoglądając na podnoszącą się z ziemi wojowniczkę.
– A przy MNIE się da? – spytała się niemal od razu. Skoro Mknąca Łapa i Chaber wrzeszczały w podobny sposób, to w takim razie i przy tej pierwszej Ptaszyna powinna była bać się o swoje uszu. – Powinnam MÓWIĆ JESZCZE GŁOŚNIEJ? – odezwała się po chwili, lecz zaraz po tym zarechotała niczym jakaś ropucha, a następnie wyszczerzyła swoje zęby w zadziornym uśmiechu. Zdawała sobie sprawę z tego, że była głośna, aczkolwiek niespecjalnie jej to przeszkadzało. Lepsze to od jąkania się i jakiegoś mruczenia pod nosem, prawda?
Gdy zagłębiły się w las, uwadze Nurtu nie umknęło to, że się ściemnia. Zareagowała na to jedynie wzruszeniem barkami, albowiem nie obawiała się niczego. Można by powiedzieć, że wręcz się podekscytowała. Myśl o skonfrontowaniu się z lisem lub innym nocnym zwierzęciem była bardzo zachęcająca.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Pewnie że się nieda, każdy normalny kot by uciekł. Jakież to szczęście że wojowniczka ta nie należy do tych sztywniaków z kijem pod ogonem, którzy trzymają się kodeksu jak jakiejś ostatniej nadzieji, niezbędnej do wszystkiego. Uśmiechnęła się nonszalancko do terminatorki, i poruszyła wąsami w geście rozbawienia.
-Jasne że się da. Przynajmniej nie jest nudno, jak przy zdecydowanej większości kotów. - rzuciła przyjaznym tonem, jednak na końcu zdania jakby gdzieś odpłynęła. Brzoza.. Brzoza też nie była nudna. Była idealna, była najlepsza. I dalej trzyma ją w sercu.
Powróciła na ziemię z kolejnymi słowami głogównej. No jasne że może, nie widzi w tym problemu. Tym bardziej że Ptaszyna obecnie jest mocno optymistyczna, i może trochę roztrzepana. Również się zaśmiała, nieco gardłowo jak to miała w zwyczaju, i zamrugała porozumiewawczo do młodszej kotki.
-NO JACHA ŻE POWINNAŚ!- burknęła pomiędzy wybuchami śmiechu, po czym z użyciem łokcia bo koty mają łokcie, no nie? XD szturchnęła ją w bark. Mimo ogólnego przyciemnienia nadal błyskały w jej ślepiach świetliste iskierki, a na pysku był- niczym wymalowany- uśmiech. Światło księżyca oświetlało ich ścieżkę- życiową może nawet. Fajnie było, szkoda że widocznie się kończyło.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Nie o to jej do końca chodziło w zadanym przez nią pytaniu, jednak i taka odpowiedź, jakiej Pustułczy Wrzask udzieliła, wydawała się Mknącej Łapie całkiem dobrą. Nie warto nawet kryć tego, że poniekąd te słowa połechtały ją po jej ego. Kocica o długim, pstrokatym futrze naprawdę spodobała się terminatorce i ta w głębi siebie liczyła na to, że ich znajomość nie skończy się na tym jednym patrolu lub na samych powitaniach przez kolejne parę dni. Wyglądała więc na jeszcze bardziej zadowoloną, gdy owa wojowniczka przyjacielsko trąciła ją swoim łokciem. Mknącej Łapie zdawało się, że ci starsi od niej rangą są co prawda silni, lecz nudni i zgorzkniali, a tu proszę, jakie zdziwienie. Było to naprawdę miłe oderwanie się od Burzowego Nieba, który niby akceptował energiczność oraz głośność swojej terminatorki, aczkolwiek nie był taki, jak ona sama.
– W PORZĄDKU, TYLKO ŻEBY CI USZY NIE ZWIĘDŁY! – zarechotała z przymkniętymi oczami, odrzucając nieco swoją głowę w tył. Zwierzęta, które o tej porze powinny wychylać się z legowisk, najpewniej zawróciły się, aby odczekać na zniknięcie tej drącej się wniebogłosy kotki. Kiedy jednak przestała się śmiać, dostrzegła nieopodal znajome miejsce, w skutek czego delikatnie spochmurniała. – Chyba... CHYBA JESTEŚMY BLISKO OBOZU, NIE? – wnet przypomniała sobie o zachciance Pustułczego Wrzasku odnośnie jej krzyczenia.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Atmosfera udzieliła się również młodej wojowniczce, która posłała krzywy, rozbawiony uśmiech młodszej. Niezłe z niej zioło, trzeba by przyznać. Na pewno zadba by nie tylko ten frajer Burzowe niebo odpowiadał za jej trening, a żeby i szylkretkowa dama miała pole do znacznego popisu. I wtedy na nowo dopadło ją chwilowe przygnębienie. Ta młoda kotka przypominała jej ją w młodości. Gdy jeszcze ganiała z najlepszą przyjaciółką, i mogła się cieszyć z życia. Ale nie teraz. Brzoza żyje, wszystko się ułoży. Energia powróciła, starała się nie myśleć o tym co się ostatnio działo w jej życiu. Przecież wygrała.
-NIEE NO CO TY.- zaśmiała się gardłowo, poruszając z rozbawieniem wąsami. Młoda była niesamowita, taka nie poważna i memiczna, normalnie druga Pustułka. Specialnie by utrudnić przechadzkę powrotną Nur,t przyśpieszyła krok, wchodząc w bieg. Przez chwilę galopowała w najlepsze, dopóty nie doszedł jej do uszu głos kotki, przez który znacząco zwolniła. Uniosła brwi znacząco słysząc informacje, nie przyjemną niestety.
-Ehe. Za cztery wschody słońca, w wieczór. Poduczę ciebie czegoś tam.- rzuciła z wyzywającym akcentem. Heh, zdecydowanie bardziej wolała gdy rechotały ze śmiechu, niż gdy wracały do obozu- ale niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, więc i ich patrol dobiegł kresu. Uśmiechnęła się smutno na widok wejścia do obozu, i powoli, stawiając łapę za łapą weszła do z pozoru bezpiecznej miejscówki.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Księżyce mijają, koty z którymi wybiera się na spacery po granicach - również.
Trudno było wybrać kota, z którym Śliwkowa Łapa mogłaby pójść na krótki spacerek. Okoniowy Ogon zmarła, Sokola Łapa był zajęty treningiem, Burzowe Niebo gdzieś się podział. Ważkowej Łapy nigdzie nie było na horyzoncie od kilku dobrych księżyców a Kosowa Pieśń miała na głowie sporą ilość terminatorów, dlatego jako wyrozumiała córka, Śliweczka postanowiła nie zawracać matce głowy. Padło więc na nikogo innego, jak Szkarłatną Łapę! Czarno-biała kojarzyła koteczkę z..niezbyt dobrze poprowadzonej i niezręcznej rozmowy na temat nikogo innego jak brata rudej. Teraz jednak Śliweczka nieco podrosła, jej umiejętność mowy się poprawiła oraz - no tak, zagrała również desperacja. Chciała wyruszyć w stronę Bobrowej Tamy, by tam w spokoju przemyśleć kilka spraw, a po ostatnich samotnych wędrówkach, cudem nie została przyłapana! Wolała nie narażać się na możliwe kary i opóźnienia w ukończeniu treningu, a na tym jej bardzo zależało. Dlatego więc poszła do rudej terminatorki Zamglonego Świtu, aby zapytać czy nie zechce z nią iść na krótki spacerek. Szkarłat była od niej starsza i do tego pewnie na bardziej zaawansowanym stopniu nauki niż czarno-biała Owocówka. Nie wychodziła sama z obozu? Nie wychodziła. Miała przyjemne towarzystwo, do którego na pewno otworzy pyszczek? Bez dwóch zdań. Kiedy to terminatorka się zgodziła, niższa od niej Głogówna z radością uniosła ogonek i z koleżanką u boku wyszła z obozu, wytyczając trasę prosto do Bobrowej Tamy. xx- Em..Szkarłatna Łapo? - miauknęła w końcu, nieco przerywając ciszę, jaka nastała między nimi po opuszczeniu obozu, a końcówka jej ogona delikatnie drgnęła - Widziałaś może...niedawno Ważkową Łapę? Coś...go nie widuje i się trochę martwić - jak już wyszła ze Szkarłat, siostrą pachnącego futerka, to co szkodzi o niego zapytać?
Rybia brejo, czemu ty wciąż o niego wypytujesz?
Wbiła w kotkę zaciekawione i lekko zmartwione spojrzenie. Kto jak kto, ale jego rodzona siostra powinna coś na ten temat wiedzieć, prawda? A przynajmniej taką nadzieje miała Śliwka. Nim się obejrzały, do ich nozdrzy wpadła mieszanina zwietrzałego zapachu bobra i...Gromowej Granicy. Uszy czarno-białej postawiły się na baczność, kiedy jej wzrok przykuło dziwnie obgryzione drzewo bez kory i...większości tego, co pod korą się znajduje. Dała krótki znak uszami w stronę Szkarłat i podeszła do najbliższego, tego typu drzewa obwąchując je uważnie. Dziwaczne. Do tego nie było jedyne! Niektóre drzewa były powalone, inne już prawie że upadały, a inne ledwo draśnięte. Bardzo ciekawa okolica, na spokojną, koleżeńską rozmowę we dwie, prawda?
//Szkarłatna Łapa i Płomienna Łapa
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Ostatnim czego tego dnia spodziewała się Szkarłatna, była prośba o wyjście z nią na spacer przez Śliwkową Łapę. Ostatni raz rozmawiała z nią kilka księżyców temu, ale także pamiętała tą niezręczną rozmowę. Rozmowa opierała się w sumie na jej bracie... co też było tym, czego by się spodziewała jako ostatnie. Może Śliwka zalicza się do takich kotów, które przynoszą same niespodzianki? Przynajmniej rudej! W każdym razie oczywiście zgodziła się na spacer z młodszą od siebie terminatorką, mając na uwadze, że jest chyba dość dobrym wyborem na "opiekuna". Polowanie miała za sobą, granice i tereny klanu również, a walkę ostatnio przerabia ze swoją mistrzynią. No tak na szybko to odpowiedni kot jak znalazł! Mimo, że nadal ma człon "Łapa" a nie żaden wojowniczy.
Tego pytania też nie spodziewała się po Śliweczce. Jednak to było dobre pytanie, które również mogłaby zadać jej samej, skoro ona już tak się nim zainteresowała. - Szczerze... nie. Też zastanawia mnie co się stało... Mam pewne przypuszczenia, ale mogą być mylne. - Odpowiedziała młodszej od siebie terminatorce, mijając jakiś duży kamień. Przerastał je przynajmniej 4 razy, a to już jest jakaś nie mała wielkość! W głowie mimo to nadal miała temat o Ważce, jej bliskim przyjacielu, którego straciła. Oby tylko nie bezpowrotnie...
Przystanęła obok Śliwkowej Łapy, która właśnie badała drzewa. No, niby drzewa jak drzewa, ale faktycznie wyglądały intrygująco. Różniły się znacznie od reszty drzew, które miały ładną, pełną i barwną korę. Te natomiast wyglądały, jakby jakiś kot nie jadł od kilkunastu księżyców i postanowił przejść na roślinożerność. - Dziwne drzewa, już zapomniałam jak wyglądają.
Niewiele łączy go z kociakiem, którym był kiedyś... choć czy na pewno? Bardzo urósł, już teraz widać, że w przyszłości będzie się zaliczał do najwyższych kotów w Klanie Gromu, jako, że przerasta większość swych rówieśników o głowę. Jego błękitnoszare oczy przybrały kolor czystego złota, wspaniale współgrającego z krótkim, płomiennorudym, pręgowanym futrem. Nos i opuszki łap kocura mają obecnie brzoskwiniowy odcień, natomiast za długie pazury, nadal tak ostre i długie jak kiedyś, których terminator nadal nie potrafi schować do końca. Bardzo zeszczuplał, nie został na nim nawet ślad kocięcego tłuszczyku, jego sylwetka składa się teraz z samych mięśni.
Rudzielec generalnie prawie się nie zmienił. Odwaga i ciekawość są u tego kocura dominującymi cechami, tak jak kiedyś. Jest też jeszcze ambitniejszy niż dotąd, a to w połączeniu z pewną dozą bezwzględności, jakiej nabrał, sprawia, że może być... niebezpieczny. Złotooki nabrał jednak pewnej powagi i rzadko myśli o zabawie, skupiony na treningu. Interesuje się kotkami, wobec, których jest szarmancki i ujmująco grzeczny; lubi flirtować.
Skupia się głównie na sobie i swoich pragnieniach, nie dbając za bardzo o innych, choć dla członków rodziny i kotów, które są mu bliskie, może zrobić wyjątek.
Nie obchodzą go zasady i jest gotów łamać wszelkie zakazy, jeśli może to posłużyć jego celom. Uwielbia przygody i ryzyko, jest też wytrwały i łatwo się nie poddaje. Bywa uparty i gdy wyznaczy sobie cel, dąży do niego nie zważając na trudności. Wiele szalonych pomysłów przebiega przez jego umysł i dużo dzikich marzeń czeka na spełnienie.
Tego dnia Płomienna Łapa udał się razem z patrolem wojowników, składającym się z Czaplej Nogi, Gorejącego Krzewu, Kolorowego Wiatru i Kwaśnego Pyska, sprawdzić granicę z Klanem Rzeki. Jego Mistrz nie mógł im towarzyszyć, zajęty klanowymi sprawami, toteż na tę jedną wyprawę przekazał złotookiego pod opiekę czworga wojowników. Rudzielec nie miał nic przeciwko temu, cieszyło go, że będzie miał okazję porównać sposób nauczania Trzmielej Gwiazdy i towarzyszących mu kotów.
Przechodzili akurat nieopodal Kamienistego Brzegu, pilnując, by nie zapuścić się na terytorium Klanu Rzeki, gdy niemal tuż spod łap terminatora wystrzeliła mysz. Takiej okazji nie mógł przepuścić, toteż bez wahania rzucił się za zwierzątkiem w pościg, nie oglądając się na krzyczących za nim wojowników.
Pędził przez krzaki, mijał drzewa, przeskakiwał zwalone pnie, cały czas wytrwale goniąc gryzonia. W końcu udało mu się zbliżyć na tyle, by móc skoczyć na zdobycz. Brutalnie przygniótł ofiarę do ziemi i jednym kłapnięciem przegryzł jej gardło.
Dopiero wtedy się rozejrzał.
Sierść zjeżyła mu się na karku. Trzy długości ogona od niego siedziały dwie kotki, ruda i czarno-biała, na oko młodsze od niego. Czuć było od nich wyraźną woń Klanu Rzeki, tak samo zresztą jak wszędzie dookoła. Nigdzie nie było widać patrolu Gromu.
Zdecydowanie nie było dobrze.
Ostrożnie podniósł łapę, zdejmując ją z martwej myszy i nie spuszczając wzroku z dwóch kocic, złapał zwierzątko w zęby, po czym zaczął się powoli cofać.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Odpowiedź kotki wcale nie rozwiała jej wątpliwości związanych ze zniknięciem Ważkowej Łapy. Ba! Nawet je pogłębiła, ponieważ skoro jego własna siostra nie wiedziała co mogło się z nim stać i dlaczego rozpłynął się jak we mgle..To nie mogło oznaczać nic dobrego. Westchnęła cichutko i pokręciła łebkiem zrezygnowana. Co on też narobił, gdzie zniknął i dlaczego? Na ostatnie słowa jednak czarno-biała poruszyła uszami z lekkim zaciekawieniem. xx- Przypuszczenia? Jakie? - zadała pytanie praktycznie od razu, po czym cichutko odchrząknęła a jej przykrótki ogon drgnął w niepokoju. Ona też miała swego rodzaju teorie co do jego zniknięcia. Jedne negatywne drugie...Jeszcze gorsze. Przełknęła gulę, która pojawiła jej się w gardle na natłok niezbyt pozytywnych myśli i zerknęła w kierunku rudej terminatorki, z bardziej widocznym zaniepokojeniem. - Ja też mam przypuszczenia. Może porwały go dwunogi? - jak tylko wypowiedziała to na głos, żołądek młodej Owocówki przewrócił się do góry nogami ze stresu. Oby nie wykrakała! Potem już wąchała dziwnie obgryzione drzewa, znajdujące się kawałek od Gromowych Granic. Ucho Głogówny skierowało się do Szkarłatnej Łapy kiedy to wypowiedziała własną opinie na temat dziwacznych drzew. Rzeczywiście, wyglądały jakby jakiś kot nie jadł przez pokaźny okres czasu, ale po chwilowym zamgleniu, skojarzyła kto jest sprawką takiego, a nie innego wyglądu tutejszych drzew - bobry. Brązowe stworzenia o wielkich zębach i płaskich ogonach. Nigdy nie widziała ich z bliska, ale była pewna, że raczej do bliższego poznania z nimi nie jest na ten moment przygotowana. Nie potrafiła walczyć, a tym bardziej ze stworzeniem o TAKICH kłach. Jakby na zawołanie zabolał ją mały palec, na którym widniała jasna blizna po ranie zadanej przez raka. Gdyby nie agresywny ruch Sokoła, na pewno tak by się to nie skończyło. No i..gdyby nie wyruszyła po raka w naiwnej myśli upolowania go, nigdy by nie pochwycił jej palca, przyprawiając ją o nieprzyjemny ból. Kiedy unosiła łapę by polizać obolały palec usłyszała dziwny szelest, na który od razu się zjeżyła. Bóbr?? Nie...nie mógł tu być, bo szelest dochodził z przeciwnej strony, niż znajdowała się Bobrza Tama. Mały, czarno-biały łepek wychylił się zza pobliskiego obgryzionego drzewa, przeczesując okolice krzaków wzrokiem aż tu nagle...
Tam ktoś jest!
xx- Sz-szkarłatna Łapo, tam ktoś jest - wyszeptała, zerkając na swoją towarzyszkę zaskoczonym spojrzeniem zielonych ślepi. Nie mógł być to żaden kot z Klanu Rzeki, bowiem widocznie się wycofywał. Czyżby jakiś kot Klanu Gromu przekroczył granice? Co powinna zrobić? Zaatakować? Nie, w kodeksie jest, że powinna przepędzać i właśnie to powinna uczynić. Nie czekając na ruch starszej, wyskoczyła w stronę rudzielca nie wiele myśląc. Pewnie za chwile to do niej dotrze i ponownie stanie się tą cichą, nieśmiałą w pierwszym kontakcie Śliweczką. Jednak an ten moment, zadziałała instynktownie. xx- Ej! - miauknęła, jak zwykle nieco cichszym i delikatniejszym głosikiem, kierując się prosto w stronę nieznajomego, który miał w pyszczku...
Upolował sobie tutaj mysz i wraca do siebie?! JESZCZE CZEGO
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Ze smutnym i niepewnym wyrazem pyska odpowiedziała ciekawskiej koteczce.- Myślałam nad tym i doszło do mnie, że zniknął niedługo po zniknięciu naszego wspólnego brata - Dudka. Może... Eh, może Ważka poszedł go szukać? Ale coś się stało? - Patrzyła na nią dalej tym samym wyrazem pyska. Czy tak mogło być naprawdę? Czy ich bury brat wyruszył w desperackim akcie na poszukiwania brata? Był do przodu z treningiem... Może poczuł się na siłach? Ruda zgrzytnęła zębami. - Ale oni muszą być nadal żywi! Może... może obu złapali dwunożni? - Nie chciała w ogóle pogodzić się z myślą, że oboje mogli przepaść już na zawsze. NA ZAWSZE. To tak długi okres czasu, przecież nie mogli opuścić jej oboje! Z resztą rodzeństwa nie miała takich relacji jak z nimi. Chciała jeszcze pogodzić się z bratem, wytłumaczyć sobie co nieco o ich walce, usłyszeć przeprosiny, wiedzieć, że od "teraz" będzie już dobrze... A oni zniknęli. Tak po prostu. Żaden nie powiedział nic, nie dał znać, że odchodzi albo idzie znaleźć coś czy kogoś. - Dlaczego... - Wymsknęło jej się w trakcie rozmyślania.
Gdy te skupiały się na drzewach, w jej głowie nadal panowały te straszne myśli o śmierci albo porwaniu braci. Z owych w końcu wyrwała ją Śliweczka, posyłając jej niepewny wzrok i dając znać o... intruzie? Faktycznie! Zapach dawał jasno znać, że na ich terenie był ktoś, kogo być nie powinno. Ktoś definitywnie SPOZA Klanu Rzeki. Popatrzyła w stronę, w którą zwracała się koteczka i na wpół świadomie starała się rozgarnąć w sytuacji. - Co... kt-... - Nie zdążyła nawet dokończyć, a kotka już wyparowała do przodu. Ruda więc skupiła się na postaci, którą za chwile dostrzegła i również zbliżyła się do niego, ale spokojniej niż Śliwka. - Ej, rudasku, zaczekaj. Porozmawiajmy.
//pisałam to będąc pól w rozmowie, pół tutaj, mając muzykę i będąc zmęczona - jeśli gdzieś są powtórzenia, urwane zdanie albo coś dziwnie napisane to przepraszam >-
Niewiele łączy go z kociakiem, którym był kiedyś... choć czy na pewno? Bardzo urósł, już teraz widać, że w przyszłości będzie się zaliczał do najwyższych kotów w Klanie Gromu, jako, że przerasta większość swych rówieśników o głowę. Jego błękitnoszare oczy przybrały kolor czystego złota, wspaniale współgrającego z krótkim, płomiennorudym, pręgowanym futrem. Nos i opuszki łap kocura mają obecnie brzoskwiniowy odcień, natomiast za długie pazury, nadal tak ostre i długie jak kiedyś, których terminator nadal nie potrafi schować do końca. Bardzo zeszczuplał, nie został na nim nawet ślad kocięcego tłuszczyku, jego sylwetka składa się teraz z samych mięśni.
Rudzielec generalnie prawie się nie zmienił. Odwaga i ciekawość są u tego kocura dominującymi cechami, tak jak kiedyś. Jest też jeszcze ambitniejszy niż dotąd, a to w połączeniu z pewną dozą bezwzględności, jakiej nabrał, sprawia, że może być... niebezpieczny. Złotooki nabrał jednak pewnej powagi i rzadko myśli o zabawie, skupiony na treningu. Interesuje się kotkami, wobec, których jest szarmancki i ujmująco grzeczny; lubi flirtować.
Skupia się głównie na sobie i swoich pragnieniach, nie dbając za bardzo o innych, choć dla członków rodziny i kotów, które są mu bliskie, może zrobić wyjątek.
Nie obchodzą go zasady i jest gotów łamać wszelkie zakazy, jeśli może to posłużyć jego celom. Uwielbia przygody i ryzyko, jest też wytrwały i łatwo się nie poddaje. Bywa uparty i gdy wyznaczy sobie cel, dąży do niego nie zważając na trudności. Wiele szalonych pomysłów przebiega przez jego umysł i dużo dzikich marzeń czeka na spełnienie.
Odskoczył gwałtownie w tył ze zjeżoną sierścią, gdy czarno-biała kotka rzuciła się w jego kierunku. Zamierzała go zaatakować? Przegonić? Płomienna Łapa chętnie by podjął wyzwanie, gdyby nie to, że zielonooka nie była sama, a on nie był na tyle głupi, by bić się z dwoma przeciwniczkami.
Gdy i druga kocica ruszyła w jego kierunku, uznał, że dosyć długo tu już zabawił. Wprawdzie rudofutra nie wydawała się szczególnie agresywnie nastawiona, ale złotookiego to nie obchodziło. W normalnych okolicznościach może by został i pogadał, w końcu nie co dzień ma się okazję porozmawiać z członkami Klanu Rzeki, teraz okoliczności nie były normalne. Nie mógł pozwolić, by ktoś z Gromu go tu zobaczył i doniósł na niego Trzmielej Gwieździe, to mogłoby zaszkodzić treningowi rudzielca.
Nie zwlekając, odwrócił się na pięcie i z myszą w pysku pognał w stronę granicy.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nie wiele myśląc, widząc jak kocur z myszą w pysku zwiewa, Śliwkowa Łapa przyśpieszyła w zamiarze dogonienia uciekiniera. Nie chciała go atakować, broń Gwiezdny Klanie! Jak już to przegonić i wyjaśnić, dlaczego też ma w pysku mysz, przebywając na terenie Klanu Rzeki. Czyżby Klan Gromu nie szanował wyznaczonych granic i polował nie na swoim terenie? To niedopuszczalne! W końcu zbliżyła się do większego od niej kocura na tyle, by móc cokolwiek powiedzieć i aby ten ją usłyszał. xx- Poczekaj! - odparła i zatrzymała się kawałek przed granicą, którą kocur możliwie przekroczył. Cofnęła się niepewnie i odwróciła łeb w stronę truchtającej kawałek za nią Szkarłatnej Łapy. Może się trochę zapędziła? Może nie powinna tak wyskakiwać przed starszą kotką i biec na złamanie karku bez wymyślonego wcześniej planu. Odchrząknęła cichutko i cofnęła się o dwa kroki, a jej ogon podrygiwał niespokojnie.
Zdecydowanie za szybko się wyrwałaś. Zero pomyślunku, jak przy raku!
Na samą myśl o sytuacji z rakiem, zjeżyło jej się futerko na karku. Kompletna porażka! Już nigdy nie chciała popełniać tego samego błędu. Dlatego jak tylko się zatrzymała, mając widok na rudego kota z Klanu Gromu, przełknęła ciężko ślinę i odczekała chwile aż Szkarłat pojawiła się u jej boku i dopiero się ponownie odezwała. Tak, jakby obecność starszej kotki dodawała jej ponownie odwagi. Bo nie ukrywajmy, tak było! xx- Co robiłeś na te-terenie Klanu Rzeki? - dopytała spokojnie, delikatnym głosem takim, jaki zawsze miała. Nie mogła go zmienić, ani tym bardziej sprawić by był głośniejszy. Nadzieja leżała w tym, że kocur ją usłyszy i raczy odpowiedzieć. Uciekał pewnie w obawie przed potyczką. Czyżby się przestraszył jej szybkiej reakcji którą nawet sama wykonująca była zaskoczona? Wydawał się starszy i nieco silniejszy niż Śliwka a jednak zaczął uciekać. Sama na pewno by tak zrobiła, w końcu był na ich terenie, przekroczył granice! Zaczekała na Szkarłatną Łapę i kiedy ta już była obok, nieco się wycofała, nie chcąc pchać się do walki. Nie umiała walczyć, nie chciała walczyć. Nawet pchały się jej na język przeprosiny, jednak ostatecznie się ugryzła. Nie mogła wyjść na niezdecydowaną albo tym bardziej miękką. Jak już wystrzeliła gotowa rozmawiać, to będzie rozmawiać. To, że będzie robić to rzadko to inna sprawa.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Tak, kocurek wyglądał na definitywnie starszego od Śliwki i tym samym na pewno był bardziej doświadczony od niej. Jemu i Szkarłatnej było na pewno dużo bliżej do siebie, ale choć Szkar to koteczka odważna i chętna być wszędzie to na pewno nie chciała gonić za kocurem. Oczywiście, jeśli byłaby pewna, że mysz pochodzi z ich terenów to kierując się Kodeksem nie powinna mu odpuścić. Jednak czy by to zrobiła? Nie lubi konfliktów i robienia problemów o byle co, a taka myszka nie była dla nich teraz niczym wielkim. ... ... ... Chyba trzeba będzie porozmawiać samej ze sobą o przestrzeganiu Kodeksu i jego ważności i jednocześnie przełożyć go wyżej niż swoje obawy o zrobienie komuś przykrości "ej, zabrałeś nam mysz. Oddawaj ty... kępo mchu."
Gdy przystanęła w końcu przy Śliwce, która definitywnie nie była pewna co robi, bo na początku widać było ten jej pewny siebie zapał, a teraz tą samą nieśmiałość co kiedyś, mogła też sama coś zdziałać. Przysunęła się trochę do przodu, wołając za rudym kocurkiem. - Hej, poczekaj. My naprawdę nic Ci nie zrobimy, ale pokaż, że stać Cię na rozmowę z innymi kotami niż tylko ze swojego klanu. W końcu i tak by Cię to czekało!
Niewiele łączy go z kociakiem, którym był kiedyś... choć czy na pewno? Bardzo urósł, już teraz widać, że w przyszłości będzie się zaliczał do najwyższych kotów w Klanie Gromu, jako, że przerasta większość swych rówieśników o głowę. Jego błękitnoszare oczy przybrały kolor czystego złota, wspaniale współgrającego z krótkim, płomiennorudym, pręgowanym futrem. Nos i opuszki łap kocura mają obecnie brzoskwiniowy odcień, natomiast za długie pazury, nadal tak ostre i długie jak kiedyś, których terminator nadal nie potrafi schować do końca. Bardzo zeszczuplał, nie został na nim nawet ślad kocięcego tłuszczyku, jego sylwetka składa się teraz z samych mięśni.
Rudzielec generalnie prawie się nie zmienił. Odwaga i ciekawość są u tego kocura dominującymi cechami, tak jak kiedyś. Jest też jeszcze ambitniejszy niż dotąd, a to w połączeniu z pewną dozą bezwzględności, jakiej nabrał, sprawia, że może być... niebezpieczny. Złotooki nabrał jednak pewnej powagi i rzadko myśli o zabawie, skupiony na treningu. Interesuje się kotkami, wobec, których jest szarmancki i ujmująco grzeczny; lubi flirtować.
Skupia się głównie na sobie i swoich pragnieniach, nie dbając za bardzo o innych, choć dla członków rodziny i kotów, które są mu bliskie, może zrobić wyjątek.
Nie obchodzą go zasady i jest gotów łamać wszelkie zakazy, jeśli może to posłużyć jego celom. Uwielbia przygody i ryzyko, jest też wytrwały i łatwo się nie poddaje. Bywa uparty i gdy wyznaczy sobie cel, dąży do niego nie zważając na trudności. Wiele szalonych pomysłów przebiega przez jego umysł i dużo dzikich marzeń czeka na spełnienie.
Nie przejmował się okrzykami młodszej z kotek, Płomienna Łapa gnał przed siebie w stronę granicy. Lawirował między drzewami i krzewami, chcąc utrudnić terminatorce zadanie i ani na moment nie wypuszczał zdobyczy z pyska.
Ze zjeżoną sierścią, wbiegł na terytorium Klanu Gromu, gdzie natychmiast zatrzymał się i odwrócił w stronę ścigających, patrząc na kocice błyszczącymi oczami.
Przez dłuższą chwilę milczał, słuchając, co mówiły; ku jego uldze, żadna nie próbowała wkroczyć na terytorium jego klanu.
Odłożył mysz na ziemię i usiadł spokojnie, po czym kilka razy przejechał językiem po futrze na piersi, przygładzając je.
- Ścigałem mysz, którą próbowałem złapać na terytorium mojego klanu, ale tak nieszczęśliwie się złożyło, że uciekła do was - odparł wreszcie swobodnym tonem, patrząc na kotki prowokująco, jakby chcąc rzec: "dalej, powiedzcie, że nie miałem prawa jej upolować!"
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Koteczka zmarszczyła delikatnie nos, widząc jak kocur natychmiast się rozluźnia, jak tylko przekroczył granice. Szkoda, że nie był taki pewny siebie na ich terenie! Poruszyła niepewnie ogonem i wysunęła się nieco w kierunku granicy, obserwując rudzielca, jak wygładza sobie sierść na piersi, po czym rzuca w ich kierunku prowokujący wzrok. Położyła na moment uszy po sobie, kiedy dotarły do nich wyjaśnienia Gromiaka. Czy mogła to być prawda?
Tak zwiewał, jak ty kiedy użarł cię rak
xx- Powinieneś zaprzestać po-polowania kiedy mysz wbiegła na nasz teren - odparła delikatnym głosem, wpatrując się w kocura, po chwili stawiając uszy i posyłając mu równie wyzywające spojrzenie chociaż z cieniem wątpliwości. Nie będzie tolerować takiego zachowania i naruszania granic JEJ klanu. Co prawda nie skoczy kocurowi do gardła i w najgorętszym momencie pewnie odpuści, jednak teraz...teraz była podobna sytuacja co z Kaczorem. Nie da sobie w kasze dmuchać i postąpi zgodnie z radami kuzyna. Musi być zdecydowana i pewna siebie. Dlaczego to takie trudne? Odchrząknęła cicho i uniosła ogon, robiąc kolejny krok w stronę starszego kocura, mrużąc oczy. - Nie nauczono cię tego? - ona, nawet jakby ścigała najlepszą mysz, NIGDY nie przekroczyłaby z nią klanowych granic. Przecież to, co za granicą należy już do innego klanu, a nie można podkradać innemu klanowi zwierzyny! Przynajmniej ona tak to rozumiała i jeżeli przyjdzie jej to się będzie o tę mysz wykłócać! Oczywiście do czasu...Nie lubi konfliktów i kłótni, ale rudzielec sam się o to prosi.
Niech no jeszcze raz tak spojrzy a ta granica będzie tylko umowna...
Nieco się wzdrygnęła, słysząc własne myśli, uciszając je syknięciem we własnym umyśle, po czym zerknęła kontrolnie na Szkarłat, jakby upewniając się, że ta nigdzie nie zniknęła i nie zostawiła jej sam na sam ze starszym kocurem który...teraz jednak widniał jako zagrożenie. Czuł się pewnie na swoim terenie, tak samo jak robiła Śliweczka - co z tego wyjdzie?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Oh, jaki spokojny się nagle zrobił. Mimo, że przed chwilą był na czyimś terenie i został na tym przyłapany to teraz siedział pewny siebie, jakby tuż za krzakiem czekali na niego Wojownicy, którzy w każdym momencie mogli wyskoczyć z zarośli i zaatakować dwie Terminatorki. Przestań sobie wyobrażać takie rzeczy... Co by nie było to wyglądało na to, że kocur jest chyba sam i jego nastawienie nie zmieniło się po prostu przez miejsce, w którym teraz przebywał. Po usłyszeniu jego słów sama chciała syknąć. "Nieszczęśliwie"... Wcześniej równie dobrze ta mysz mogła chodzić, ba! mogła się nawet urodzić! na terenie Klanu Rzeki. Jednak gdyby Szkar rzuciła takim argumentem, to byłby śmiech na sali. Nie próbowała zatem nawet uciszyć Śliweczki czy jej uspokoić, bo to co mówiła młoda miało sens. Kodeksu trzeba przestrzegać, choćby nie wiem co, bo może to mieć naprawdę przykre konsekwencje. A sama Szkarłatna by się o tym dowiadywać nie chciała. Mimo wszystko nie miała jednak co powiedzieć, bo odpowiedź Śliwki była według niej wystarczająca. Teraz tylko czekać, czy kocur postanowi się dalej bronić czy może obdarować je jeszcze gorszym wyrazem pyska.