Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Uśmiechnął się, gdy partnerka powtórzyła słowa przysięgi i zobowiązała się ich przestrzegać. A jeszcze szerzej uśmiechnął się, gdy i ona włożyła mu stokrotkę między futro i nakazała przysiąc to samo. Cały patrzył w jej oczy z niesamowita powagą, jakby od tego co zaraz powie miała zależeć ich wspólna przyszłość.
- Rowniez przysięgam. Na dobre i na złe. W zdrowiu i w chorobie - przysiągł i gdyby mógł, położyłby łapę na sercu. Następnie powalił Jezioro na ziemię i położył się na niej, mrucząc z zadowoleniem. - Kocham cię. I nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczora - powiedział spokojnie, liżąc ją czule po policzku. Mógłby tak spedzic cała wieczność. Tylko on i ona, pod drzewem o zachodzie słońca. Cos niesamowitego.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Patrzyła mu prosto w ciemnozłote ślepia, mając wrażenie, że czas się zatrzymał, wiatr nie miał śmiałości nawet dmuchnąć w ich stronę, słońce zadrżało, chowając się za horyzontem, a Gwiezdni i cała Skórka z zapartym tchem obserwowała ich świętą ceremonię. Chłonęła ten widok jak tylko mogła, wiedząc, że zachowa go w pamięci na zawsze, że te słowa, które właśnie teraz wypowiada Skra, wypalają się w jej sercu na zawsze, jakby została naznaczona jemu a on jej. Nie istniało nic innego, tylko oni - razem, na zawsze.
A potem pisnęła zaskoczona, powalona na ziemię, powalona na łące pełnej kwiatów, śmiejąc się głośno i radośnie, a ten dźwięk odbijał się echem po okolicy. Odwzajemniła pieszczochy, liżąc go równie czule i nie powstrzymując się od gilgotek i innych nielegalnych chwytów. - Kocham cię. I nawet nie masz pojęcia, jak bardzo wyczekuję jutra. Jeśli myślałeś, że dzisiaj wyglądałam dobrze, to jutro padniesz trupem na mój widok! - powiedziała i pocałowała go namiętnie.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Tak, ten moment zdecydowanie wyrył się nie tylko w pamięci młodych zakochanych, ale także i w tych sercach. Przysięgali teraz przed przodkami, którzy z pewnością obserwowali ich ze Srebrnej Skórki, a także i przed samymi sobą. Byli od teraz ze sobą połączeni, już na zawsze.
— Ja też nie mogę się doczekac. Zrobię wszystko żeby jutrzejszy wieczór był niezapomniany. I będę cię trzymał za słowo — zaśmiał się, odwzajemniając pocałunek. Mógłby tak całą noc i w zasadzie trochę tak było, bo leżeli i miziali się tak do momentu, w którym nie było już ciemno i nie wypadało wracać do obozu. Jedno jednak było pewne - to był dopiero początek ich wspólnej przygody, czegoś wielkiego.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Nie był to jeden z ich zwyczajnych spacerów - ich mała, ślubna ceremonia sprawiła, że Jezioro nareszcie poczuła się pełnoprawnie jego partnerką, ba, nawet kimś więcej - jego bratnią duszą. To, jak bardzo się dopełniali i rozumieli mogli zrozumieć tylko Gwiezdni.
Uśmiechnęła się szeroko na jego słowa i mrugnęła zawadiacko i flirciarsko, jakby podpuszczając go, by tym bardziej o tym myślał. Najważniejsze jednak było to, żeby przygotować się do jutrzejszego wieczoru - a skoro Jeziorko obiecała wyglądać jak milion dolarów, to tak właśnie będzie wyglądać. Chociażby miała pożyczyć grzebień do futra od samych Dwunogów.
Spędzili jeszcze długie minuty przy zachodzie słońca, mrucząc i tuląc się do siebie, podekscytowani i szczęśliwi. Aż w końcu musieli wrócić, by ułożyć się do snu, który prawdopodobnie przez wszystkie te emocje dzisiaj nie nadejdzie. Mimo to jednak Jeziorko uparcie próbowała zasnąć w objęciach ukochanego, wiedząc, że na jutro musi być wyspana - bo to jutrzejsza noc będzie nieprzespana.
/zt x2
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Ogółem rzecz ujmując to Zboże nie do końca było zadowolone z biegu własnego życia. Wszystko było spoko i fajnie póki bum, nie było, i Zboże znajdowało się gdzieś poza terenami klanu, gdzieś z jakimś pajacem co to nie chciał jej za dużo nauczyć, a tak w ogóle to czuło że nawet jakby chciało wrócić to nie do końca miało po co. Co było??? Frustrujące w najlepszym wypadku, a w najgorszym takie... Smutne. Ale jak już w sumie wyciągnęło co mogło z tego kota, to stwierdziło, hej, raz rybie śmierć, równie dobrze może wrócić do klanu. W drodze powrotnej przyszykowało jakąś smutną historyjkę że buhuu dwunogi i musiało długooooo wracać, i miało szczerą nadzieję, że nie będzie musiało tej historyjki uwzględniać. Przecież nie było jej ilę? Chwilę? Może dwie chwile. Czas był bez większego znaczenia, więc znając życie nikt nie zauważył nawet zniknięcia takiego mikrusa jak wciąż nie wytrenowany terminator z problemami. Znaczy pewnie Pożar zauważył, jeśli już wyzdrowiał. Może mama. Mama pewnie też zauważyła, i powiedziała tacie. Może wspólnie powiedzieli o tym Bawełnie... Która z kolei na pewno miała to w nosie. Więc to daje.... No kilka kotów. Gorzej, że na zapachu rzeczniaków Zboże nie mogło polegać, bo tego zapachu zwyczajnie nie miało. Do dupy trochę taka sprawa.
Przekroczyło granicę bez zawahania. Było w domu, nie było jej chwila, miała się zatrzymywać? Prosić i błagać o przyjęcie? Nope, nie taki był plan. Zboże wróciło i miało zamiar się zachowywać jak gdyby nigdy nic. Albo rzewnie płakać, że ojlaboga, moje życie smutne jest. Jeszcze nie zdecydowało.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Podczas gdy Zboże jeszcze nie zdecydowało, los czy cokolwiek innego: przypadek pewnie, zdecydował za nie. Nie do końca w tej kwestii, którą rozważało, ale to co miało się wydarzyć, może miało na czymś zaważyć.
Mętna Łapa wybrała się na samotny spacer, który planowała zmodyfikować i zapolować, by zająć czymś myśli i łapy. Nie lubiła poruszać się samotnie w tych okolicach, ale odkąd odbyła sparing z Paprociową Łapą, który tylko utwierdził ją w przekonaniu, że umie walczyć i jest w stanie się obronić, zyskała trochę pewności siebie i złamała dane Gęsiopióremu wiele księżyców temu słowo, że sama nie wyruszy poza Obóz, przed uzyskaniem wojowniczej rangi. Zastanawiała się teraz czemu tak długo przejmowała się tym przyrzeczeniem, skoro ustalenia klanowej hierarchii nigdy nie były dla niej na pierwszym planie i nie podejrzewała, że po samej zmianie drugiego członu imienia przebudzi się w legowisku jako ktoś silniejszy, bardziej sprawny, mądrzejszy. Podejrzewała, że mianowanie nigdy nie będzie dla niej najważniejszą granicą w życiu, oddzielającą coś od czegoś.
Większe szanse na stanie się taką granicą, miało narodzenie się jej rodzeństwa. Nadal nie rozmawiała z ojcem, z matką, co dość oczywiste też nie, bo musiałaby monologować. Nie widziała nawet kociąt. Miotały nią sprzeczne uczucia, gdy cała nasiąknięta wilgocią, parła przez zamoczone trawy i grudy ziemi, które dostawały się jej między grube palce. Wyraz pyska miała zacięty, patrzyła przed siebie. Szła sztywno, jakoś tak do niej niepodobnie. I pewnie minęłaby Zboże, gdyby nie zapach. Rozpoznała zapach. Zatrzymała się nagle, zdając sobie sprawę, że musiało tu być albo jest. Nie miała pewności z powodu deszczu, który przestał padać ledwie przed momentem.
– Zboże?! – donośność i entuzjazm wyczuwalny w jej, zwykle dość wysokim i skrzeczącym głosie, zaskoczył ją samą na tyle, że go nie poznała. Nie widziała Zboża. Ale zdała sobie sprawę, że coś w niej, nawet struny głosowe, mówią jej, że gdzieś tu była. Mały, rudy, przepalony promyk.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Gdzieś znad rzeki niosły się zapachy. Zimne powietrze przypominało Zbożu, że to już cały obieg pór od kiedy zostało terminatorem. Tyle czasu już minęło... Tyle czasu już Zboże zmarnowało nie zyskując tego co chciało. Tyle czasu samotności, tyle czasu złych decyzji, tyle czasu...
Aż tu nagle głos.
Zboże zatrzymało się w miejscu i rozejrzało po okolicy. Oczy szeroko otwarte, jedno ucho szukające źródła dźwięku. I faktycznie - oto była. Promyk słońca zszedł na ziemię by przywitać Zboże tuż przy samej granicy, i zanim Zboże się zorientowało z jej gardła wydobył się szloch. Zanim się zorientowało postawiło łapy przed siebie, ledwo potykając się o samo siebie, ledwo widząc na oczy, pędząc, pędząc, pędząc.
- Mętka - wyszlochało łamiącym się głosem.
Dopadło do kocicy i samym rozpędem prawie przewróciło oboje. Wtuliło się mocno, wtuliło się jakby jej życie od tego zależało, jakby już nigdy więcej nie miało zaznać ciepła czyjegoś futra, jakby to wszystko było złym snem z którego się właśnie obudziło. Gdzieś na skraju umysłu tłukły się myśli o kłamstwach, ale nie były to myśli zbyt głośne. O wiele głośniejsze były myśli o tym, że Zboże nigdy nie czuło się bardziej samotne niż w momencie gdy na nowo usłyszało głos Mętnej Łapy.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Zanim cokolwiek zobaczyła, zaczęła się rozglądać na wszystkie strony, a całym ciałem odczuwała drgania gruntu, tak intensywnie, jakby w jej kierunku pędził conajmniej spasiony borsuk. Nie bała się jednak, to nie był ten typ zwierza. To w niej pulsowało coś równie intensywnie, wzmagając całościowy efekt. Rude uszy okręcały się prawie całkowicie wokół własnych osi, próbując zlokalizować z której strony, z których krzewów wyskoczy Zboże. To musiała być ona.
Zachwiała się, jakby uderzył w nią kwiecisty podmuch wiatru, tak silny, że prawie ścinający z łap. A ona była przecież taka drobna! Jak to się stało, że miała w sobie taki pęd? Czy przed czymś uciekała, do kogoś się spieszyła, o czymś chciała zapomnieć, czy wręcz przeciwnie: coś sobie może przypomnieć?
Pochłonęła Zboże w swoje rude, ogniste futro, zresztą nie był to pierwszy raz. Kiedyś podobnie ją objęła, opowiadając o walecznej Świetlikowej Gwieździe, walczącym ramię w ramię ze swoim partnerem przeciwko borsukowi; również podczas którejś ceremonii tworzyli dwugłową, rudą instalację pod Mroźną Skałą. Zboże była wtedy jak przedłużenie jej własnego ciała. W pewnym sensie generalnie taka była. Od czasu pogrzebu Rybki wyblakłym, ale promykiem, z których składało się też futerko Mętnej Łapy.
– Cześć mała. – przywitała się, przełykając rozlazłą gulę, która stworzyła się jej w przełyku w bezpośredniej reakcji na stan kotki. Objęła ją czterema łapami, opadając dość zgrabnie na bok. Wyglądało to teraz tak, jakby wyrosła jej dodatkowa warstwa tłuszczyku na brzuchu. Ale tak naprawdę fizycznie obecne ciało Zboża nie było nadmiarem, nie było naroślą na ciele Mętnej Łapy. Zamieszkiwało we fragmencie, w przestrzeni przeznaczonej specjalnie dla niego, dla tego ciała przygotowanej. Zboże było tym kimś, kogo brakowało; kto odchodząc, zabrał część z rudej kotki. Zabrał jeden z promieni. Teraz czuła się pełniejsza, a to stanowiło wyzwalającą ulgę.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
I zanim Zboże się zorientowało leżały obie na ziemi, przytulone, jak dwie części jednego słońca.
- Ja... - przepraszam? To nie to. - Wróciłom - powierdziało Zboże, ledwie przełykając łzy.
Gdzie się podział ten plan by kłamać? By być pewne siebie i przekonane i wytworzyć swoimi ustami sytuację tak niesamowicie perfekcyjną? Częściowo wyparowało. Częsciowo zostało odłożone na później. Na tę chwilę Zboże było absolutnie obezwładnione faktem, że mogło zwyczajnie, po prostu, kogoś przytulić.
Ale chwila nie trwała aż tak długo. Mimo wszystko... Szczęście było olbrzymie, ale Zboże chciało ruszyć dalej ze swoim życiem. Nie mogło zanurzyć się w ramionach Mętki i przestać istnieć nie ważne jak tego chciało. A chciało, a pragnęło, tak bardzo, tak niesamowicie mocno. Chęć pozostania w miejscu była bliska obezwładniającej, ale jednak Zboże zmusiło się by wstać. Z uśmiechem na pyszczku pociągnęło nosem, usiadło i wytarło łapą łzy z oczu.
- Myślisz, że Ćmia Gwiazda zauważyła, że mnie nie było?
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Wspólna chwila przemknęła bardzo szybko, niczym drobna i zwinna rybka tuż pod powierzchnią wody. Grunt, że Zboże wróciła. Czemu zniknęła? To tylko teoretycznie mogło interesować Mętną Łapę, bo gdy w grę wchodziła cała gama uczuć – różnorodna niczym wielobarwne liście, których wokół było już jak na lekarstwo, gdyż wszystkie poszarzały lub zaczęły wpadać w brązy – uruchamiająca się na widok rudego, drobnego ciałka, o jaką to gamę, by siebie nie podejrzewała; to zdecydowania przestawała myśleć rzeczowo i kategoriami zwykle dość typowymi dla swego rozumowania (czemu było w sumie, tak na codzień dla rudej dość kluczowe).
Liczyła się faktura futerka pod łapami; wilgotne policzki i znajoma mordka, jedna z wielu utraconych przez ostatnie księżyce, a tak bardzo potrzebna dla wspólnoty. Tak, włochata była zdania, że nie cieszy się jedynie z czysto egoistycznych pobudek, poza tym czuła, że również Zboże potrzebuje Rzeki, choć nie padło to z jej warg.
Mętlik usiadła przy Zbożu i spostrzegła, że powracająca utraciła, w zasadzie w całości, wcześniej postrzępione, lewe ucho. Stan sierści oceniła na zadowalający, więc nie mogła mieć ogromnych problemów ze zdobywaniem pożywienia. Dała sobie radę, gdziekolwiek była i ta duma wystarczyła terminatorce, by uśmiechnąć się do niej pokrzepiająco, a w myślach podjęła już decyzję. Poprowadzi kotkę prosto do Obozu. W końcu Zboże samo przekroczyło granicę, pamiętało drogę do domu, do jego centrum, a poza tym, były tu we dwie, same. Miała ją zostawiać i sprowadzać posiłki? Bezsensowne, biorąc jeszcze po uwagę ostatnią misję pod tytułem Karasiowa Ość. Najwyżej ktoś odeskortuje potem Zboże na Ziemie Niczyje, ale Mętna Łapa wierzyła w taki scenariusz w podobnym stopniu, co w latające jeże czy ryby.
– Zaraz się przekonamy. – miauknęła, podnosząc się żywiołowo. – Wstawaj, idziemy do domu.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Idziemy do domu powiedziała Mętka, a ciężki kamień upadł na dno Zbożowego żołądka. Dom. Jak ją przyjmą? A jeśli nie przyjmą? No byłoby głupio gdyby nie przyjęli. Ogółem cała sytuacja była dość głupia. Ale po księżycach włóczenia się, gdy częściej jej w obozie nie było niż była, gdy w końcu przekroczyło granicę, gdy w końcu zaznało świata... Okazało się, że świat był nudny i wymagający, a koty na których Zbożu zależało tuż obok. A co najmniej kilka z nich. A co najmniej Mętka. Mętka żyła tutaj, i Zboże nie wyobrażało sobie, by kiedykolwiek stąd odeszła z własnej woli. Mętka była zbudowana inaczej niż Zboże, zdecydowanie. I kiedyś Zboże sobie powiedziało... Ale patrząc na nią teraz wiedziało, że mogłoby wywrócić świat do góry nogami, gdyby tylko Mętka poprosiła.
- Wracajmy - powiedziało, z trudem udawając że burza emocji wcale nie czaiła się tuż za maską pogodnego uśmiechu.
//zt x2
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
***
Nie bardzo wiedziała, dokąd idzie - bo skąd miałaby. Nie przyznawała się przed wojownikami, że nie umie powiedzieć, jak daleko rozciąga się terytorium Klanu Rzeki, bo nie chciała wyjść na jakąś kompletnie tępą czy zapominalską. Kiedy więc pewnego dnia Szafirowa Łapa zaproponował jej spacer, po prostu skierowała się tam, gdzie wiedziała, że wciąż są ich tereny - Mszar, gdzie wygrała ze Zbożem, i kawałek dalej. Szła w milczeniu, co jej nie przeszkadzało, może nawet o krok przed bratem, ale nie wyrywała się jakoś specjalnie do przodu. Nie chciała wyjść na jakąś... nieprzyjemną czy niemiłą. Mimo wszystko, jakoś tam ceniła sobie rodzinę, tę najbliższą, chociaż ich relacje były wręcz szczątkowe, z różnych powodów. Ostatnio myślała nawet o porozmawianiu z Ziółko, ale coś... nie pykło.
- ...Ej - zaczęła w końcu, żeby przerwać ciszę. Odwróciła głowę w kierunku Szafirka, nie przestając maszerować przed siebie. - Co wiesz o polowaniu? - spytała, jak gdyby nigdy nic, bo przecież nie miała żadnego ukrytego planu. Jakiego planu? Kurczę sprytnego. Musiała się tylko dowiedzieć, czy brat cokolwiek z tego przerobił już na swoim treningu, bo ona na własnym nawet nie porozmawiała porządnie z mistrzynią, a co dopiero nauczyła się czegokolwiek.
/Szafirek
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Z Szafirkiem to był taki problem, że nawet jeśli kochał swoją rodzinę i była dla niego bardzo ważna, tak najzwyczajniej... żył w swoim świecie. W szafirkowym świecie upływ czasu nie miał żadnego wpływu na relacje, mógł nie odzywać się do rodzeństwa księżycami i nie odczuwać jakiejkolwiek zmiany. Więc dla niego dzisiejszy spacer był tak samo normalny jak spacery z siostrą, które odbywałyby się codziennie. Zadowolony szedł te pół kroku za Tojad i podziwiał widoki, nie bardzo przejmując się ani ciszą, ani celem podróży.
No, aż do momentu, gdy padło pytanie. Zastrzygł uszami, przenosząc spojrzenie na dwukolorowy pysk i zastanowił się na moment.
- Chyba wszystko? - spytał. Nie przechwalał się. Po prostu... na to by wychodziło, potrafił polować, znał podstawy, znał zasady, nie kojarzył by czekała na niego jeszcze jakaś tajemnicza wiedza w tym zakresie. - Znam zasady podchodzenia do zwierzyny. I pozycję łowiecką. To wszystko. Chyba. Nie ma więcej.
Tojad nie wyróżnia się zbytnio wzrostem i właściwie już nigdy nie będzie, jako że osiągnęła swoje finalne rozmiary. Mieści się gdzieś w średniej, jeśli chodzi o wysokość, ilością mięśni również nie grzeszy, chociaż jej długie futro - zwłaszcza na ogonie, brzuchu, piersi i gardle - może nieco mylić w tej kwestii. Jest głównie biała, lecz nie całkiem: ciemny, stalowy kolor obejmuje prawie cały jej ogon (z wyjątkiem krótkiego odcinka przy samej nasadzie), a także rozlewa się w dwie nieregularne plamy na jej grzbiecie, przy czym jedna, większa, znajduje się w okolicy jej prawego biodra, drugą natomiast można dostrzec praktycznie w połowie jej prawego boku, w okolicy barku. Z tyłu głowy również ma łatę, zaczynającą się wysoko na karku, obejmującą całe uszy, aż dopiero wysoko na czole dzielącą się na dwa, przeciętą bielą; po prawej stronie ciemna plama sięga połowy oka i zahacza o jego kącik oraz dotyka boku głowy, natomiast z lewej zatrzymuje się nieco wcześniej, tuż po minięciu ucha. Oczy Tojad natomiast ma dwukolorowe - prawe żółtozielone, a lewe błękitne jak niebo. Między nimi natomiast, na samym końcu zgrabnego pyska, znajduje się trójkątny, ciemny, prawie czarny nos, a pod nim, po prawej stronie, można dostrzec okrągłą szarą plamkę.
GILF
Drewniany Kolec [KW], Piołunowa Łapa [KR] | Kruczy Ogon/Gwiazda etc. [GK]
Tojad jak najbardziej odpowiadał taki układ. Całkiem niedawno zaczęła się orientować, że niektóre koty uważają, że ze swoimi najlepszymi znajomymi trzeba cały czas rozmawiać, bo inaczej relacja idzie w ziemię, jak resztki zwierzyny sprzed kilku wschodów słońca. Córka Ciemnej Mordki nie bardzo to rozumiała. Czyli co, dwa razy nie otworzysz pyska do każdego spotkanego i znanego sobie kota i już nie jesteście ziomkami? Bez sensu. Ile energii taki na przykład przywódca musiałby marnować na gadanie głupot z wojownikami. Albo nawet rodzeństwo z jednego miotu. Nie, serio, nie przeszkadzało jej w żadnym razie, jeśli jakaś relacja miała przestój, jak chociażby jej relacja z prawie całą rodziną.
- O - odparła, jakże elokwentnie, z jedną uniesioną brwią. - Nie wiedziałam, że jest tego tak mało. Moja mistrzyni ma mnie gdzieś - rzuciła jakby trochę od niechcenia. - Myśli, że ważniejsze są zasady niż praktyka - prychnęła, dając bratu jednocześnie do zrozumienia, co o tym sądzi - i do tej pory nic mi nie powiedziała. O praktyce. - Zrobiła jeszcze kilka kroków do przodu, po czym stanęła, nawet nie wiedząc, że znajdują się prawie w centrum Kwiecistej Łąki. - Szafirek. Słuchaj. Mógłbyś mnie po prostu nauczyć? Polować, w sensie. Skoro sam umiesz i w ogóle.
.
.
. ❝i jeśli płynąć to wpław,
zgiąć kolana i kark❞ mamo, nie tędy MAMO, NIE TĘDY
kiedy k.a.ż.ą mi być ✧KIMŚ✧ mieć bielszy uśmiech jestem ▸sobą◂ bardziej i mam zęby ŻÓŁTE
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Głupio, praktyka też ważna. – odparł, marszcząc brwi. Nie wiedział czy ważniejsza, ale z pewnością nie było co jej odkładać w czasie na rzecz Kodeksu. – Do wielu zasad nie da się stosować. Jak nie znasz praktyki. – dodał jeszcze, przypominając sobie ile punktów dotyczyło polowania i jedzenia. Na pewno poznanie zasad najpierw miało sens, ale jeśli to było wszystko o czym siostra słuchała na treningu to Szafi nie rozumiał dlaczego. Nim jednak miał okazję o to dopytać, ze strony Tojad padła prośba. Taka prosta i sensowna, więc nie musiał się zastanawiać nad odpowiedzią. Skinął łbem na zgodę, nieco flegmatycznie, jak miał w zwyczaju.
– Pozycja łowiecka. – zaczął krótkim hasłem, by zaraz zaprezentować co miał na myśli. Ugiął łapy na tyle by nie szurać brzuchem po ziemi i zrównał łeb i ogon z grzbietem, a następnie przeszedł tak parę kroków. – Bardzo ważna. Inaczej wszystko ucieka. Trzeba być cicho i uważać pod łapy. Iść pod wiatr. – wyjaśnił pokrótce najważniejsze zasady, prostując się. – Są specjalne zasady. Jeszcze. Trzy rodzaje piszczek, ale w zbiorczej formułce. Mysz wyczuje, królik usłyszy, ptak zobaczy. Do myszy trzeba przenieść ciężar na tylne łapy... nie pamiętam czemu. Ale trzeba i działa. Do królika trzeba bardzo cicho. Na nic nie nadepnąć i wyciszyć oddech. Ptaki widzą ruch. Trzeba chować za drzewami by nie zobaczyły. Albo nie ruszać się czasem. – oblizał pysk, robiąc krótką przerwę. – To wszystko. Bez sensu, że mistrzyni nie powiedziała. – zwyczajnie tego nie rozumiał. – A. Na ryby zupełnie inaczej poluje. Opowiedzieć? – przy nich miał wrażenie, że było dużo więcej tłumaczenia.