Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀W pierwszym odruchu, gdy Śliwka kontynuowała swoje przemówienie, zmarszczyła nosek i ściągnęła brwi, jednakże przegoniła ten grymas i złagodniała, uświadamiając sobie, że przynajmniej mogła na córkę Kosowej Pieśni liczyć. Miała ją obok, na wyciągnięcie łapy, jako wsparcie i niemalże przyjaciółkę, która przynajmniej była zainteresowana jej dobrostanem, nie to co rozpływająca się w egzystencjalnej transparencji Ćmi Zmierzch. Wyciągnęła szyję do wojowniczki i zetknęła się z nią noskami, przymykając przy tym ślepka i uśmiechając się wyjątkowo potulnie.
⠀ - Dziękuję - szepnęła - przyjdę do Ciebie, jeśli coś będzie nie tak - zapewniła ją, w razie gdyby miała jeszcze jakieś wątpliwości, po czym zamieniła się w słuch i postanowiła oddać ten dzień czarno-białej przewodniczce po małym świecie mikroskopijnych nóżek oraz żuwaczek. Raczej nie miała konkretnego zdania na temat mrówek i żuków, lecz te pierwsze kojarzyły jej się przede wszystkim ze skupiskami, no i wolała nie witać ich w swoim futrze, toteż wybór był stosunkowo prosty.
⠀ - Może żuki? Widziałam tylko czarne, dość obłe. Myślisz, że znajdą się jakieś bardziej... kolorowe? - Zielone, czerwone, niebieskie? Od biedy mogły być też żółte, tudzież pomarańczowe. Znudziły jej się po prostu odcienie brązu i szarości, toteż jeśli już miała poświęcać czas na oglądanie czegoś to niech przynajmniej będzie ładne.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Śliwka zawsze była na wyciągnięcie łapy. Właściwie gdyby ktoś poprosił ją o pomoc nawet w środku robienia czegoś dla siebie; bez wahania by odstąpiła od czynności i pomogła. Zawsze służyła rada i wsparciem dla kotów, które lubiła bądź należały do jej rodziny. A do takich bez dwóch zdań należała Biała Burza. Śliwka przecież prowadziła jej nauki, chadzała na spacery! Nic dziwnego, że powstała między nimi nic porozumienia, a ze strony Głogówny również i ta sympatii. Jak więc mogłaby nie zaproponować jej wsparcia w trudnej sytuacji czy chwili słabości? Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. Teraz jednak Biała zapewniała, że nic się nie działo, więc czarno-biała jedynie chciała powiedzieć, że gdyby jednak...Ona jest! Nieco się speszyła widząc jak młodsza kotka marszczy brwi i nos, a tego co stało się po uderzeniu serca w ogóle się nie spodziewała. Zimno wyciągnęła w jej stronę mordkę i zetknęła się z nią noskami w przyjazny sposób, na co Śliwka mimo chwilowego zawstydzenia cichutko zamruczała. Stykanie się nosami z kotkami, terminatorami czy rodziną nie było wcale takie...Peszące, jak podobną czynność wykonywała z kocurami. Tak naprawdę tylko jeden był na tyle zaufany, aby Śliwka stykała się z nim nosem w geście oznaczającym coś więcej niż tradycję czy zaufanie - i wcale nie była tu mowa o Mroziku. xx— D-dobrze — miauknęła przywołując na pyszczek uroczy uśmiech, strzygąc w stronę kotki uszami w geście zrozumienia. Zmrużyła lekko oliwkowe ślepia i wtedy też temat został zmieniony. Skoro zapewnienia miały już za sobą...Należy się skupić na czymś równie ważnym co zaufanie - wybór robaków do obserwacji. Padło więc na żuki, na co ogon czarno-białej córki Kosowej Pieśni zafalował z podekscytowania. — Oczywiście, że tak! — zapewniła bez zająknięcia, po czym zaczęła się rozglądać w skupieniu. Widziała kiedyś chrząszcza, który miał taką ładną, zielono-żółty pancerzyk chroniący delikatne skrzydełka i właśnie tego chciała sprezentować wojowniczce. Jednak czy będzie miała tyle szczęścia, aby go złapać? W pewnym momencie kocica ruszyła się i w skupieniu podeszła do jednej z kępek traw bliżej Bobrzej Tamy, wyciągnęła białą łapę i już po chwili wyszczerzyła dumnie kiełki kiedy spokojnie podniosła się i uchem zawołała do siebie Białą Burze. Znalazła! xx— Spójrz! Nie jest nudny i czarny. W s-sumie, ma równie ładny kolor co twoje oczy!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Cóż. Stykanie się noskami z kotkami nie było tak peszące, jak stykanie się nimi z kocurami głównie przez wzgląd na to, że kotki były dużo lepsze. Rozumiały siebie bez słów, nigdy nie wymagały za wiele i wiedziały, że nie wszystko oznacza partnerską bliskość, a nawet jeśli to była to bliskość bardziej lekka, czysta, zwiewna i słodsza, niż ta cuchnąca jednym celem pomiędzy dwiema różnymi płciami. Tak czy owak... nie zamierzała zbyt długo spoufalać się ze swoją koleżanką, jako że miały obecnie ważniejsze i ciekawsze rzeczy na głowie, jak chociażby oglądanie żuczków. Pozwoliła Śliwce zamienić się w przewodniczkę, przejąć dowodzenie i poprowadzić ją przez ten dziki świat rozmaitych owadów, na początku drogi zapoznając się z opancerzonym na zielono stworzeniem, które pięknie połyskiwało w słońcu. Na polecenie córki Kosowej Pieśni pochyliła się i wyciągnęła nosek ku niewielkiemu znalezisku, które w istocie nie było nudne i czarne. Przyjrzała mu się uważnie, a jego zieleń zabłyszczała w zieleni jej własnych źrenic, pogłębiając ich odcień i nadając im dodatkowej głębi oraz ostrego wydźwięku, a zaraz na komentarz Śliwki wypuściła powietrze przez nos, rozbawiona, tym samym płosząc żuka.
⠀ - Ups. - Wzruszyła barkami z niewinni-słodkim uśmiechem. - Ty również masz pięknie zielone oczy, Śliwko - odpowiedziała komplementem na komplement, poruszając przy tym białymi wąsikami. No to co, chyba trzeba było teraz znaleźć jakiegoś kolejnego robaczka, skoro jednego niechcący przegoniła mm? Bynajmniej nie zrobiła tego specjalnie, warto dodać.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Drgnęła delikatnie kiedy żuk odleciał i odprowadziła go nieco smutnym spojrzeniem. Liczyła, że będzie mogła go nieco dłużej potrzymać na łapie, jednak Biała Burza miała co do tego inne plany, bo to właśnie przez jej wypuszczenie powietrza przez nos, owad zwiał. Śliwka jednak nie była na nią zła. W okolicy Bobrowej Tamy była jeszcze cała masa innych chrząszczy, żuków i reszty owadziego świata. Zachichotała cicho pod nosem słysząc ciche "ups" ze strony swojej towarzyszki, po czym słysząc odbicie jej słów, uśmiechnęła się z lekkim zaskoczeniem, po czym wzruszyła barkami w zakłopotaniu. Jej oczy w porównaniu z tymi Białej Burzy były...nudne i nijakie. Mimo, że teoretycznie miały one oczy w tym samym kolorze, to różnił je odcień. Te należące do córki Kwitnącego Jaru były żywsze, mające w sobie energie i pewność siebie; przy nich te oliwkowe Śliwkowej Pestki były przygaszone i nudne. Ogólnie w porównaniu z ładną, długowłosą koleżanką, córka Kosowej Pieśni wypadała naprawdę marnie. Zabawnym było to, że w oczach Śliwki nawet jej siostra, która miała identyczne ubarwienie co ona była o niebo ładniejsza - gracja i pewność siebie dodawały uroku, a cóż...Pewności siebie to Śliwka na pewno nie miała - i doskonale to wiedziała. Jej samoocena nieco podskoczyła dzięki partnerstwu z Sokolim Skrzydłem, jednak dalej czuła ściskający jej żołądek niepokój na myśl, że może być w oczach partnera nijaka. W końcu było tyle śliczniejszych kotek wokół...Oh! xx— A-a tam... — zaśmiała się cicho i od razu zaczęła się rozglądać za kolejnym owadem wartym uwagi, a końcówka jej ogona drgnęła delikatnie. — S-są przeciętne, o! Spójrz, następny! — ruszyła najciszej jak mogła przed siebie, przykucając w skupieniu niedaleko wyższego źdźbła trawy z żukiem o czerwonym pancerzyku, który mozolnie wspinał w górę źdźbła.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Olbrzymie bydlę o długiej i puchatej złotej sierści z pręgami ticked. Po treningu nabrał ciała, nie jest już chudy, a przeciętny. Jego grube, gęste i długie futro skrywa ten fakt nadając mu wygląd wielkiego, puchatego niedźwiedzia. Tak jak się zapowiadał wyrósł na najwyższego kota z klanu rzeki. Sztormowy Pazur posiada białe znaczenia ciągnące się od pyszczka przez szyję po sam brzuch. Mordkę zdobi różowy nos, przeciętnej wielkości trójkątne uszy oraz oliwkowej barwy oczy, czy raczej oko. Lewe zostało wydziobane przez kruka, pozostawiając po sobie pusty oczodół. Długie łapy uzbrojone są w cztery komplety długich pazurów, z czego te u przednich łap są ponadprzeciętnie duże. Ogon jest długi i puchaty, przypomina szczotkę do butelek.
Nonszalancki, głośny, przekonany o własnej świetności i skory do wygłupów energiczny dureń, posiadający bardzo dziwne, wprost skrzywione poczucie humoru. Rwie się do każdej akcji, nieważne jak niebezpiecznej, a odwaga graniczy u niego z głupotą. Bardzo lubi sprawianie innym głupich, czy nawet niebezpiecznych żartów; gniewne reakcje tylko go bawią. Nie zna słowa "wstyd" ani "dobre wychowanie", za to jego drugie imię to "challenge accepted", gdyż nie ma rzeczy, której by nie stawił czoła, chyba że uzna coś za nudne bądź głupie. Żyje przeświadczeniu, że wszystko mu wolno, a konsekwencje nie istnieją, co jest skutkiem wychowania i nauk Kwiatowej Przełęczy, choć ostatnio hamuje go kodeks wojownika.
Czasy były ciężkie i nawet Sztormowy Pazur, wesołek żyjący we własnym świecie, zaczął to zauważać. Mimo towarzyszącej mu złej passy wybrał się na kolejne polowanie. Od czasu gdy zaczęła się susza i zwierząt zaczęło brakować polowanie wychodziło mu jeszcze gorzej niż dotychczas; w miarę dobrze radził sobie tylko w połowach ryb, gdyż tam posiadanie jednego oka nie przeszkadzało mu aż tak bardzo. Postanowił jednak zrobić sobie małe wyzwanie i pościgać zwierzynę lądową z jednego prostego powodu: potrzebował rozrywki. Od sterczenia w jednym miejscu praktycznie usypiał z nudów, a tym właśnie charakteryzował się połów ryb.
Na ugiętych łapach szedł pod wiatr, nadstawiając czujnie uszu w poszukiwaniu jakiejkolwiek zwierzyny. Na logikę przy wodzie powinno jej być więcej...
Brak jednego oka znacznie zawężał pole widzenia złotego kocura, jednak nie na tyle, by niczego nie dostrzegać. Dodatkowo również ma nos, którym mógł się kierować oraz uszy czujnie wyłapujące każdy dźwięk obecny w środowisku. Niestety, do tych narządów zmysłu nie dochodziły żadne sygnały o potencjalnej zwierzynie, która mogła się ukryć w okolicy i czekać na to, aż zostanie złapana. Jedyne, co towarzyszyło Sztormowemu Pazurowi, to szum okolicznej rzeki oraz ciepłe słońce, grzejące jego grzbiet jasnymi promieniami.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka Fala miała dobry dzień, który zdecydowała się przeznaczyć na odnowienie części znajomości. W tym znajomości z Drobną Łapą, z którym nie zdołała dłużej porozmawiać od czasu jego mianowania na terminatora. Zawsze to obowiązki albo goniły ją, albo jego, co uniemożliwiało dłuższą pogawędkę. Jednak zdarzył się poranek, gdzie oboje mieli wolny czas, dlatego wojowniczka zaproponowała spacer. Skierowała po wyjściu z obozu kroki ku Bobrzej Tamie, pozwalając, by część z ich spaceru została przeprowadzona w ciszy, chyba że młody terminator by chciał sam zacząć rozmowę. Będąc przy docelowym miejscu spaceru, przysiadła na okolicznej trawie, spoglądając na nurt Grzmiącej Rzeki, po czym kierując wzrok na rudego kocurka.
- J-Jak c-ci cz-czas mija? Cz-Czy Kałużowy K-Krok d-dobrze cię t-traktuje? - zadała dwa pytania, by móc rozpocząć rozmowę od bardziej swobodnych tematów. Pamiętała, że kocurek miał problemy z zaakceptowaniem swojej przyszłości jako wojownik, co zamierzała poruszyć później, ale na razie nie chciała zaczynać z grubej rury. Spokojny temat na rozluźnienie się mógłby dobrze zrobić Drobnej Łapie, który mógł być zdenerwowany wyjściem poza obóz bez swojego mistrza.
//jutro sztorm wpada do nkt... chyba mogę, jak coś, to kopać
Definitywnie urósł od czasów kocięcego leżakowania w lecznicy, jednak nie jest to zmiana imponująca na tyle, jakkolwiek dziwiła; jest raczej średniego wzrostu, zdecydowanie więcej przybrał wszerz, niż wzwyż. Dalej jest okrągły i pulchny, co rzuca się w oczy, jednak nieco mniej, niż kilka księżyców temu, głównie dlatego, że wraz z dorastaniem waga równomiernie rozłożyła się na całym jego ciele. Pokrywa je w głównej mierze śnieżnobiała, krótka i zbita sierść, o którą terminator dba, jak tylko umie; jest ona złamana jasnorudą barwą, która występuje na pyszczku, tworząc maskę, na grzbiecie, rozlewając się przy tym na boki i pokrywając również jego ogon. Na rudych częściach jego ciała wybijają się nieco ciemniejsze pręgi, które są jednak widoczne dopiero, gdy popatrzy się na Drobną Łapę z bliska. Za to świetnie widoczne są jego wielkie, okrągłe ślepia o bladozielonej barwie, różowy nosek i delikatnie zaokrąglone uszka.
Usposobienie Bratka nie uległo znaczącym zmianom - ciągle bije od niego niezwykły spokój, życzliwość i łagodność, a także doskonale widoczna w relacjach z innymi nieśmiałość i wycofanie, które dodatkowo wzmocnione jest przez okropnie zaniżoną samoocenę i pewność tego, że jest od wszystkich gorszy. Nigdy nikogo nie ocenia, uważając, że każdy ma prawo do wyborów swoich własnych ścieżek, nawet, jeżeli on sam zachowałby się inaczej. Niezwykle łatwo przywiązuje się do osób, przy których poczuł choć namiastkę komfortu i wszelkim kosztem próbuje im zaimponować, nawet, gdy nie ma pojęcia, jak to zrobić. Boi się oceny innych, dlatego chowa swoje prawdziwe ja głęboko za maską strachu i niepokoju. Zniknięcie Zroszonego Listka pozostawiło w nim dziurę, przez którą stał się jeszcze bardziej niestabilny, niż wcześniej, a trening sprawia, że jeszcze częściej towarzyszą mu myśli, że do niczego się nie nadaje. W gruncie rzeczy bardzo zależy mu na innych, szczególnie na rodzinie i zrobiłby wszystko, by zapewnić im szczęście. Nie jest zdolny do zawiści i negatywnej zazdrości. Mimo tego, że jest już dużo starszy, dalej często odpływa do swojej wyimaginowanej krainy, gdzie otula go komfort i poczucie bezpieczeństwa; na dodatek jego miłość do natury i jej owoców nie zmalała, a kolekcjonowanie ich stanowi dla niego wspaniały sposób na zapomnienie o stresującym świecie dookoła.
Gronostajowy Syk [KW - nkt]
Drobną Łapę naprawdę szczerze ucieszyła możliwość rozmowy z Wysoką Falą; on i jego nauczycielka mijali się, odkąd został on mianowany na terminatora, przez co już bardzo dawno nie mieli okazji zwyczajnie porozmawiać. Syn Potężnego Strumienia cenił wojowniczkę, która zdawała się go rozumieć, a przy okazji być nieco do niego podobna pod względem charakteru.
Wyszedł z nią z obozu, nie ukrywając, że kosztem niemałego stresu, jednak wiedział, że przy niej może czuć się bezpiecznie. Nieczęsto wybierał się na tereny Rzeki, ale zawsze w towarzystwie - i wątpił, że kiedykolwiek poczuje się na tyle odważny, by pospacerować tam w samotności.
Gdy dotarli w okolice niesamowitej, Grzmiącej Rzeki, która za każdym razem wzbudzała w terminatorze podobne emocje, balansujące między niepokojem a ogromnym zachwytem, wbił w nią wzrok na moment, a z transu wyrwały go słowa Wysokiej Fali, po których od razu gwałtownie obrócił łebek w jej stronę. ...— Oh, w z-zasadzie to nie najgorzej... — zaczął, odpowiadając na pierwszą część pytania. Odkąd spędzał trochę więcej czasu z Koperkową Łapą czuł się... inaczej, a i wstawanie rankiem stanowiło dla niego mniejszy trud, kiedy miał motywację pod postacią ewentualnego spotkania córki Barwnego Nieba. Bardzo ją... polubił. Choć trochę bardziej, niż polubił, ale sam nie potrafił określić, co to było. Wiedział jedynie, że pierwszy raz od zniknięcia Zroszonego Listka, był zdolny przy kimś o tym zapomnieć i zwyczajnie nie myśleć. — Kałużowy K-Krok jest super. J-jest miły, ale b-bardzo żywiołowy, a-ale już się przyzwyczaiłem. — opisał z uśmiechem na pyszczku swojego mistrza. Nie miał nic do zarzucenia synowi Ognistopręgiej, jeśli chodzi o ich współpracę; mimo różnic w temperamencie Bratek nie czuł się przytłoczony ani pod presją.
i'm not??? waiting for loveagain in the land ?? ????? ???????
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Lubiła chodzić na spacery, jednak głównie szła na nie sama, gdyż musiała czasami odpocząć od klanowego zgiełku i pobyć chwilę w samotności. Bobrowa Tama była jednym z punktów, które lubiła odwiedzać, a przy okazji mogła odnowić ślady zapachowe, gdyby te zdołały wywietrzeć. Uśmiechnęła się delikatnie do terminatora, gdy ten odpowiedział, że nie najgorzej spędza czas. Było to ważne, bo Drobna Łapa zawsze obawiał się zostania wojownikiem i wszystkich odpowiedzialności, które na niego spadną, a przyjemny czas może pomóc mu uświadomić sobie, że wcale nie jest tak źle. Ruda kocica również się bała presji i obowiązków, jednak potem się do nich przyzwyczaiła. Zdecydowanie pomógł również bardzo długi czas spędzony na randze terminatora oraz częściowa nieobecność mistrzów podczas początków życia. Jednak gdyby od początku zaczęła więcej czasu spędzać z Tonącym Słońcem, być może ten by mógł ją naprostować na dobrą ścieżkę, nim jej trening przejęła Omszały Kamyk, która nie była raczej zbyt zadowolona, że ma takiego terminatora na swojego podopiecznego. Po jej zniknięciu z klanu... W życiu Wysokiej Fali zagościł Świetlikowa Gwiazda, dzięki któremu mogła wyjść na prostą i nadal była mu wdzięczna za czas, jaki jej poświęcił.
- C-Cieszę się, ż-że trafiłeś na dobrego m-mistrza... I c-co takiego przerabiacie t-teraz? - zadała pytanie, kierowana ciekawością. Domyślała się, że Drobna Łapa może mieć problemy z treningiem, głównie ze względu na jego kruchą psychikę, którą można łatwo złamać. Ale widocznie znalazł wspólny język z Kałużowym Krokiem, pomimo różnic w temperamentach. Sama nie znała mistrza syna Zroszonego Listka, ale z tego, co usłyszała, to dało radę się z nim dogadać.
Definitywnie urósł od czasów kocięcego leżakowania w lecznicy, jednak nie jest to zmiana imponująca na tyle, jakkolwiek dziwiła; jest raczej średniego wzrostu, zdecydowanie więcej przybrał wszerz, niż wzwyż. Dalej jest okrągły i pulchny, co rzuca się w oczy, jednak nieco mniej, niż kilka księżyców temu, głównie dlatego, że wraz z dorastaniem waga równomiernie rozłożyła się na całym jego ciele. Pokrywa je w głównej mierze śnieżnobiała, krótka i zbita sierść, o którą terminator dba, jak tylko umie; jest ona złamana jasnorudą barwą, która występuje na pyszczku, tworząc maskę, na grzbiecie, rozlewając się przy tym na boki i pokrywając również jego ogon. Na rudych częściach jego ciała wybijają się nieco ciemniejsze pręgi, które są jednak widoczne dopiero, gdy popatrzy się na Drobną Łapę z bliska. Za to świetnie widoczne są jego wielkie, okrągłe ślepia o bladozielonej barwie, różowy nosek i delikatnie zaokrąglone uszka.
Usposobienie Bratka nie uległo znaczącym zmianom - ciągle bije od niego niezwykły spokój, życzliwość i łagodność, a także doskonale widoczna w relacjach z innymi nieśmiałość i wycofanie, które dodatkowo wzmocnione jest przez okropnie zaniżoną samoocenę i pewność tego, że jest od wszystkich gorszy. Nigdy nikogo nie ocenia, uważając, że każdy ma prawo do wyborów swoich własnych ścieżek, nawet, jeżeli on sam zachowałby się inaczej. Niezwykle łatwo przywiązuje się do osób, przy których poczuł choć namiastkę komfortu i wszelkim kosztem próbuje im zaimponować, nawet, gdy nie ma pojęcia, jak to zrobić. Boi się oceny innych, dlatego chowa swoje prawdziwe ja głęboko za maską strachu i niepokoju. Zniknięcie Zroszonego Listka pozostawiło w nim dziurę, przez którą stał się jeszcze bardziej niestabilny, niż wcześniej, a trening sprawia, że jeszcze częściej towarzyszą mu myśli, że do niczego się nie nadaje. W gruncie rzeczy bardzo zależy mu na innych, szczególnie na rodzinie i zrobiłby wszystko, by zapewnić im szczęście. Nie jest zdolny do zawiści i negatywnej zazdrości. Mimo tego, że jest już dużo starszy, dalej często odpływa do swojej wyimaginowanej krainy, gdzie otula go komfort i poczucie bezpieczeństwa; na dodatek jego miłość do natury i jej owoców nie zmalała, a kolekcjonowanie ich stanowi dla niego wspaniały sposób na zapomnienie o stresującym świecie dookoła.
Gronostajowy Syk [KW - nkt]
Drobna Łapa czasem również czuł potrzebę bycia samemu. Czasem był w takim stanie, że nie chciał, by ktokolwiek go widział, a miał w głowie za dużo, by móc podzielić się tym z innymi, nawet, jeżeli w głębi serca czuł taką potrzebę. Jeżeli chodzi jednak o spacery poza obóz, to nie dałby rady postawić w samotności choćby kroku. Do głowy przychodziły mu niezwykle łatwo czarne scenariusze, które przerażały go tak bardzo, że wierzył w ich prawdopodobieństwo bardzo mocno. Między innymi bał się zaatakowania przez jakiegoś drapieżnika czy wpadniecie w łapy Dwunogów - owszem, spacerując w dwójkę taka sytuacja również mogła mieć miejsce, jednak zawsze sprawiało to, iż poziom jego komfortu wzrastał. Nie był w stanie wyłączyć takiego myślenia całkowicie, jednak towarzystwo Wysokiej Fali sprawiało, że kroki stawiał nieco pewniej, niż kiedyś. ...— N-na razie na szczęście tylko teorię. Rangi, granice... — odpowiedział, przełykając ślinę na samą myśl o następnej części jego wypowiedzi — Ale... N-niedługo cz-czeka mnie walka i polowanie. — dodał zmartwionym tonem. Było to nieuniknione, aczkolwiek młodzieniec bał się, że gdy przyjdzie na to pora... Nie będzie w stanie nawet ruszyć się w stronę zwierzyny.
i'm not??? waiting for loveagain in the land ?? ????? ???????
Definitywnie urósł od czasów kocięcego leżakowania w lecznicy, jednak nie jest to zmiana imponująca na tyle, jakkolwiek dziwiła; jest raczej średniego wzrostu, zdecydowanie więcej przybrał wszerz, niż wzwyż. Dalej jest okrągły i pulchny, co rzuca się w oczy, jednak nieco mniej, niż kilka księżyców temu, głównie dlatego, że wraz z dorastaniem waga równomiernie rozłożyła się na całym jego ciele. Pokrywa je w głównej mierze śnieżnobiała, krótka i zbita sierść, o którą terminator dba, jak tylko umie; jest ona złamana jasnorudą barwą, która występuje na pyszczku, tworząc maskę, na grzbiecie, rozlewając się przy tym na boki i pokrywając również jego ogon. Na rudych częściach jego ciała wybijają się nieco ciemniejsze pręgi, które są jednak widoczne dopiero, gdy popatrzy się na Drobną Łapę z bliska. Za to świetnie widoczne są jego wielkie, okrągłe ślepia o bladozielonej barwie, różowy nosek i delikatnie zaokrąglone uszka.
Usposobienie Bratka nie uległo znaczącym zmianom - ciągle bije od niego niezwykły spokój, życzliwość i łagodność, a także doskonale widoczna w relacjach z innymi nieśmiałość i wycofanie, które dodatkowo wzmocnione jest przez okropnie zaniżoną samoocenę i pewność tego, że jest od wszystkich gorszy. Nigdy nikogo nie ocenia, uważając, że każdy ma prawo do wyborów swoich własnych ścieżek, nawet, jeżeli on sam zachowałby się inaczej. Niezwykle łatwo przywiązuje się do osób, przy których poczuł choć namiastkę komfortu i wszelkim kosztem próbuje im zaimponować, nawet, gdy nie ma pojęcia, jak to zrobić. Boi się oceny innych, dlatego chowa swoje prawdziwe ja głęboko za maską strachu i niepokoju. Zniknięcie Zroszonego Listka pozostawiło w nim dziurę, przez którą stał się jeszcze bardziej niestabilny, niż wcześniej, a trening sprawia, że jeszcze częściej towarzyszą mu myśli, że do niczego się nie nadaje. W gruncie rzeczy bardzo zależy mu na innych, szczególnie na rodzinie i zrobiłby wszystko, by zapewnić im szczęście. Nie jest zdolny do zawiści i negatywnej zazdrości. Mimo tego, że jest już dużo starszy, dalej często odpływa do swojej wyimaginowanej krainy, gdzie otula go komfort i poczucie bezpieczeństwa; na dodatek jego miłość do natury i jej owoców nie zmalała, a kolekcjonowanie ich stanowi dla niego wspaniały sposób na zapomnienie o stresującym świecie dookoła.
Gronostajowy Syk [KW - nkt]
Nigdy nie był duszą towarzystwa.
Mimo, iż jego serce radowało się, gdy mógł spędzać czas z kimś, kto poświęci mu choć trochę uwagi, kto go akceptuje, kto sprawia, że czuje się komfortowo, to nigdy nie umiał z nikim rozmawiać. Nie umiał zaczynać rozmów, podtrzymywać ich, przestać wbijać wzroku w łapy czy przerywać ciszę. Było to dla niego... Trudne, jeszcze trudniejsze niż myśl o tym, że kiedyś będzie musiał nauczyć się walczyć.
Był już wczesny wieczór, jednak słońce powoli zaczynało chować się za horyzontem. Niebo przybrało przyjemny, pomarańczowo-różowy kolor, a śnieg, który zdążył przez cały dzień utworzyć na ziemi cienką, kruchą warstwę, mienił się w tych barwach, dając przez moment Bratkowi nadzieję, że znalazł się w swojej bezpiecznej, wyimaginowanej krainie, gdzie nic nie boli, wszystko jest łatwe, nikt nie umiera. Ani nie odchodzi...
Zawiesił wzrok na Grzmiącej Rzece. W tamtej chwili jej nurt był nadzwyczaj spokojny; tafla wody jedynie kołysała się melancholijnie, a panująca wokół głucha cisza pomogła Drobnej Łapie na chwilę złapać oddech.
Wyszedł z obozu cały we łzach. Nie chciał, by ktokolwiek go zauważył. Miał dość tego, jak kruchy jest w środku, jak łatwo go zranić i tego, że wszystko na świecie układa się tak, by czuł się jak najgorzej. Nie rozumiał, dlaczego Wysoka Fala umarła. Nie zasługiwała na to. Według niego... Nikt nie zasługiwał. Ale dlaczego ona? Tak delikatna, nieszkodliwa istota, która rozumiała go najlepiej, która nauczyła go wielu rzeczy na naukach i zawsze była, gdy potrzebował oparcia?
Podszedł do tamy i przysiadł obok niej, ignorując jakby zupełnie fakt przenikającego go zimna, śniegu, który osiadał delikatnie na jego grzbiecie i szczypał w delikatne poduszki łap. Wbił zaszklone ślepia w tamę i przeniósł się w pamięci do chwili, gdy był tu z wojowniczką. To było tak bliskie i realne wspomnienie, że wywołało ono jeszcze więcej zaprzeczeń w jego głowie. Po prostu siedział i pozwalał łzom powoli spływać po krągłych policzkach.
/kornik
i'm not??? waiting for loveagain in the land ?? ????? ???????
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Księżyce: 110 Mistrz: Czerwony Mak / Cisowa Jagoda Płeć: kocur Matka: Czerwony Mak Ojciec: idk Partner: Zachód Trwałe urazy: długa, zlokalizowana na lewym boku, odznaczająca się pod krótkim futrem blizna po borsuczych pazurach; na przednich kończynach blade ślady po drucie; natomiast na końcu ogona swoje zęby odcisnął szczupak
Wyrósł na wysokiego i masywnego kocura. Zaczął nawet ogarniać swoje przerośnięte gabaryty i chociaż nadal porusza się flejowato i nie raz zdarzy mu się potknąć, czy zaszurać łapami, kiedy zepnie się w sobie, jest w stanie chyżo biegać czy skutecznie się skradać. Zwykle garbi plecy, chowając głowę między szerokimi barkami i łypie spod byka ślepiami, wybarwionymi na jaskrawą - jak u Czerwonego Maku - pomarańcz. Od koniuszka ogona, aż po nos jest czarny jak węgiel. Futerko ma krótkie, zazwyczaj rozczochrane i brudne, bo szkoda mu czasu na takie szczegóły jak jego układanie. Przez całe swoje dzieciństwo nie wymawiał "r" i nadal mu się zdarza zapomnieć o tej niepotrzebnej spółgłosce, zwłaszcza, gdy włączy tryb pospieszny w mówieniu.
Rozwój emocjonalny Konika zakończył się dawno temu, jeszcze zanim na dobre się rozpędził. To duży (no dobra, BARDZO duży) dzieciak. Księżyce przeżyte samodzielnie poza Klanem dodały mu co prawda trochę powagi i zapobiegliwości, ale co gorsza, również pewności siebie i buty. Nie do końca wprawnie ocenia swoje dobre i słabe strony, a należy zaznaczyć, że jest nieuleczalnym fajtłapą, a do tego zapominalskim roztrzepańcem. Mówi zdecydowanie szybciej niż myśli i bywa bezczelnie bezpośredni. Z kontrolą emocji jest również na bakier i niewiele mu trzeba by się zezłościć, czy rozbawić, ale znacznie więcej by posmutnieć, bo w ogólnym rozrachunku to bardzo pozytywny gość.
Podobnie ciemne myśli nie dręczyły Kornikowego Konara. Czarny kocur nigdy nie miał problemu z nawiązywaniem znajomości i czuł się wrośnięty w Klan Rzeki, chociaż liczba jego znajomych i przyjaciół nie była aż tak imponująca jak wskazywałaby na to jego towarzyska i ekspresyjna osobowość. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy było to, że jego bliskim również zdarzyło się odejść - czasem tylko z Klanu, a czasem w ogóle z życia, drogą wprost na Srebrną Skórę. Pomarańczowooki zawsze płakał na pogrzebach, ale tylko wtedy, bardzo gorliwie wierząc w Gwiezdny Klan i możliwość spotkania po śmierci. Dlatego ta nie wywoływała w nim aż tak wiele łez, ani poczucia niesprawiedliwości, które kazało gnać nad Bobrową Tamę w mroźny wieczór.
W takim razie co robił kocur w tym miejscu? Sprawdzał granicę, rzecz oczywista! W raz z Żołędziową Cetką i Słonym Wiatrem spatrolowali niemal całą północą granicę, ale pod koniec partnerzy chcieli wrócić już do obozu, a Kornik miał ochotę na dalszy spacer, dlatego wybrał się dalej aż nad Mknąca Rzekę i przewieszoną przez nią bobrową tamę. W ubogim w koty krajobrazie od razu wyhaczył biało-rudą sylwetkę i całkiem szybko przypasował ją do Bratka, terminatora Kałużowego Kroku. - Hej, hej, Drobna Łapo! - Zawołał wesoło, jeszcze nie dostrzegając jednego szczegół, który tak wartko płynął po policzkach młodszego kocurka. Kornik w kilku susach pokonał dzielący ich dystans, hamując tuż przed synem Potężnego Strumienia, trochę nieudanie, bo zanim na dobre wytracił prędkość, trącił szeroką piersią zwieszone barki Bratka. - A co ty tak tutaj siedzisz sam, co? Jak wypatrujesz ryb to nie jest najlepsza pora, one raczej wszystkie śnięte leżą na dnie, wiesz za zimno jest... - Zaczął paplać. I wtedy też zauważył łzy. - Heeeeej, stało się coś? - Zapytał szczerze i bez hamulców dotknął nosem słonej kropli na jasnym policzku.
Itookmylove,Itookitdown ClimbedamountainandIturnedaround AndIsawmyreflectioninthesnowcoveredhills 'Tilthelandslidebroughtitdown Oh, mirror in the sky
Definitywnie urósł od czasów kocięcego leżakowania w lecznicy, jednak nie jest to zmiana imponująca na tyle, jakkolwiek dziwiła; jest raczej średniego wzrostu, zdecydowanie więcej przybrał wszerz, niż wzwyż. Dalej jest okrągły i pulchny, co rzuca się w oczy, jednak nieco mniej, niż kilka księżyców temu, głównie dlatego, że wraz z dorastaniem waga równomiernie rozłożyła się na całym jego ciele. Pokrywa je w głównej mierze śnieżnobiała, krótka i zbita sierść, o którą terminator dba, jak tylko umie; jest ona złamana jasnorudą barwą, która występuje na pyszczku, tworząc maskę, na grzbiecie, rozlewając się przy tym na boki i pokrywając również jego ogon. Na rudych częściach jego ciała wybijają się nieco ciemniejsze pręgi, które są jednak widoczne dopiero, gdy popatrzy się na Drobną Łapę z bliska. Za to świetnie widoczne są jego wielkie, okrągłe ślepia o bladozielonej barwie, różowy nosek i delikatnie zaokrąglone uszka.
Usposobienie Bratka nie uległo znaczącym zmianom - ciągle bije od niego niezwykły spokój, życzliwość i łagodność, a także doskonale widoczna w relacjach z innymi nieśmiałość i wycofanie, które dodatkowo wzmocnione jest przez okropnie zaniżoną samoocenę i pewność tego, że jest od wszystkich gorszy. Nigdy nikogo nie ocenia, uważając, że każdy ma prawo do wyborów swoich własnych ścieżek, nawet, jeżeli on sam zachowałby się inaczej. Niezwykle łatwo przywiązuje się do osób, przy których poczuł choć namiastkę komfortu i wszelkim kosztem próbuje im zaimponować, nawet, gdy nie ma pojęcia, jak to zrobić. Boi się oceny innych, dlatego chowa swoje prawdziwe ja głęboko za maską strachu i niepokoju. Zniknięcie Zroszonego Listka pozostawiło w nim dziurę, przez którą stał się jeszcze bardziej niestabilny, niż wcześniej, a trening sprawia, że jeszcze częściej towarzyszą mu myśli, że do niczego się nie nadaje. W gruncie rzeczy bardzo zależy mu na innych, szczególnie na rodzinie i zrobiłby wszystko, by zapewnić im szczęście. Nie jest zdolny do zawiści i negatywnej zazdrości. Mimo tego, że jest już dużo starszy, dalej często odpływa do swojej wyimaginowanej krainy, gdzie otula go komfort i poczucie bezpieczeństwa; na dodatek jego miłość do natury i jej owoców nie zmalała, a kolekcjonowanie ich stanowi dla niego wspaniały sposób na zapomnienie o stresującym świecie dookoła.
Gronostajowy Syk [KW - nkt]
Drobna Łapa dałby bardzo dużo, by choć na moment poczuć się tak, jak Kornikowy Konar - pewnie. Brakowało mu tej cechy i doskwierało mu to okropnie, czując, jakby jej brak był jego winą. Może sam mógłby coś z tym zrobić? Nie wiedział, jak. Nie umiał rozmawiać z innymi tak, by jego głos był stabilny, by nie czuć drgawek i potrzeby odwracania wzroku. Dlaczego?
Zupełnie nie planował, że zostanie tu odnaleziony. Myślał raczej, że miejsce to o tej godzinie nie przyciągnie nikogo innego, oprócz niego. Chciał być sam. A przynajmniej tak sobie wmawiał - w głębi serca potrzebował, by ktoś tu przyszedł i po prostu z nim był.
Wtedy właśnie z nieba, a właściwie z patrolu, spadł Kornikowy Konar. Nie znali się z kocurem jeszcze za dobrze, prócz tego, że zajmował się teraz razem z Kałużą treningiem jego i Łabędzia. Spiął mięśnie. Czy już wystarczająco nie pokazał się przed nim jako nieudacznik? Co powie, gdy zobaczy go tu, siedzącego zupełnie bez celu, pogrążającego się w łzach?
Nie odpowiedział mu na ani jedno słowo, dopóki ten nie znalazł się na tyle blisko, by zauważyć, że nie jest z nim dobrze. Czuł gulę w gardle i wątpił, że cokolwiek uda mu się powiedzieć. Wziął wdech, próbując choć na chwilę powstrzymać łzy. Czując nos czarnego kocura na swoim policzku przeszły go ciarki, jednak zaraz potem wypełniło go delikatne ciepło, tak, jakby wojownik oddał mu trochę pewności. ...— J-ja... Przepraszam, n-nie powinno mnie tu być. — mruknął cicho. — R-rozmawiałem tu n-niedawno... Z Wysoką F-falą. — wyjaśnił nieco wybór miejsca. Teraz Kornikowy Konar mógł się domyślić, co jest powodem smutku Drobnej Łapy, a przynajmniej... częściowo. — W-wszyscy znikają... Wszyscy, k-których kocham... — pękł, pozwalając kolejnym łzom spływać po jego krągłych policzkach.
i'm not??? waiting for loveagain in the land ?? ????? ???????
Księżyce: 63 Mistrz: Brudna Stopa, Skrzące Słowo Płeć: kocur Matka: Błękitny Poranek Ojciec: Brązowy Pysk
Wiele się u niego zmieniło. Kocięcy tłuszcz już dawno opuścił jego ciało i jest teraz pięknym, długowłosym, cynamonowym kocurem o masywnej sylwetce. Oczka zmieniły się na żółto-pomarańczowy kolor, łapki, ogonek i wąsy dalej pozostają długie.
Grzeczniutki, potulny i słodziutki. Tak go można opisać. Nigdy nie zdradziłby klanu, zawsze stanie w obronie słabszych, jak i silniejszych. Łatwo nawiązuje nowe przyjaźnie, pilnie uczy się wszystkiego. W końcu chce być najlepszy jak jego ojciec! Bardzo zależy mu na rodzinie. Bardzo. Marzy o zostaniu przywódcą. Niby wszystko z nim dobrze, ale jednak nie lubi kiedy go się obraża. Zawsze będzie dzielnie walczyć i nie pozwoli nikomu umrzeć w walce
Kos (NŚ), Cierpka Jagoda | Mrok (MGBG), Trzmielinowa Kora (M)
Cynamonowy, nie ważne jakie byłby tereny, a jaka tragedia nie miałaby miejsca, sumiennie wykonywał swoje obowiązki, choć nie samotnia. Rzeka wylała, śnieg topniały, woda była wszędzie... Gdzieś w głębi duszy współczuł innym Klanom. Rzeka była takim, który żył przy wodzie przez cały czas, a teraz po prostu zabrano im część terenów, tak, że suchołapy, o ile w ogóle tacy jeszcze są w jego Klanie, mogą czuć dyskomfort. Polowanie przy wodzie łatwe nie jest, ale on sam tego nie robił. Był już dorosły, ale i tak, dla zwykłego spokoju po rozmowie z Ćmi Zmierzchem zdecydował się zgarnąć rodziców. Był ich oczkiem w głowie, więc bez problemu ich namówił. Ba, wręcz radowali się, że maja takiego syna, który pomimo problemów nie zostawia obowiązku wojownikom, a sam się stara. Zasadniczo to Paproć nie zna tylko terenów. Polować umiał, znał całą teorię... Nie ociągając się, pożegnał się z rodzicami, którzy skoczyli w swoją stronę, a on sam zaczął węszyć na niedogodnym terenie. Czas zapolować.
//MG
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
Paprociowa Łapa dotarł do Bobrowej Tamy z zamiarem polowania i zaczął rozglądać się po okolicy. W pierwszej chwili nie znalazł niczego szczególnego, zwłaszcza, że spory kawał terenu wokół tamy był zalany wodą, co, najpewniej, spłoszyło większość zwierząt. Cudem by tu uświadczył królika albo wiewiórki. Sam niemalże brodził w wodzie z wylanej rzeki.
W końcu jednak, niemalże w tym samym momencie, zorientował się z dwóch rzeczy - pierwsza, to był plusk wody i ogon ryby który mignął mu w wodzie niedaleko, a druga, to było brązowe futerko leżące na mieliźnie o które obijała się brudna woda. Paprociowa Łapa mógł zdecydować, czy zapoluje na rybę, czy też zainteresuje się znaleziskiem przy brzegu.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.