Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Uśmiechnęła się mimowolnie. - Oczywiście. Kos tylko wydaje się być taką babcią, której można wejść na głowę. Ale przede wszystkim to jest silna kocica, więc z pewnością każdy, kto spróbowałby tylko jakichś sztuczek, dostałby czkawki. - zachichotała wesoło, splatając z nim ogon.
Zerknęła na niego, gdy temat przeszedł na ich jedyną córeczkę. - Nie ma nic złego w tym, że chce być silniejsza. [b]Ja chciałam być silniejsza. I nie ma w tym nic złego. Może i jest delikatna, ale jeśli jest naszą córką, to też ma w sobie wszystko, by być najsilniejszym wojownikiem w Rzece. Jeśli... jeśli tego pragnie, to proszę, nie zakazuj jej tego. Bo ona myśli... że w ten sposób ją dyskryminujesz wobec braci. A ja nigdy nie pozwolę, by nasza córka czuła się gorzej. [/b] - powiedziała, odwracając wzrok ze smutkiem. Zmierzch może i była kotką, kruchą i delikatną, ale i Jeziorko taka była. Jeśli jej córka ma te same ambicje, co ona miała, to Jezioro zamierza tylko i wyłącznie pomagać jej w osiągnięciu celów. - Wracajmy - zaczyna robić się chłodno. Nie chcę, być złapał jakiś kaszel! - zamruczała czule, dotykając go noskiem w policzek i uśmiechając się.
Oboje skierowali się w stronę Obozu,
/zt x2
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Skała był pełen entuzjazmu, który Drzemlik szybko się udzielił, gdy wyprowadziła go z obozu. Hejże, dzięki niej kociak będzie miał okazję, jaka jej się nigdy nie zdarzyła!
Jednak gdy zbliżali się do Błyszczących Glazów, Drzemlikowa Łapa spostrzegła, że są tam jakieś inne koty. Postanowiła więc wybrać się gdzieś indziej; nawet, jeśli owe koty nie pogoniły by ich do obozu, to wolała spędzić ten czas tylko ze Skałą, nie wtrącając się w sprawy innych. Ponieważ obiecała kocurkowi, że zobaczy tereny z góry, uznała, że zamiast tego wybiorą się na Zielony Pagórek. Było to kawałek dalej niż początkowo planowała, poza tym pagórek ten ciągnął się z tego co słyszała baaardzo długo, ale jak już coś obiecała, to zamierzała się tego trzymać. - Słuchaj, Skała, jednak nie pójdziemy do Błyszczących Głazów, ponieważ widziałam tam inne koty i nie chcemy im przeszkadzać. Ale pójdziemy za to na Zielony Pagórek, też jest dosyć wysoki, myślę, że ci się spodoba.
W stronę obranego celu podróży kierowała się prosto i nieprzerwanie, a jeśli Skała chciał się zatrzymać przy czymś po drodze, to nieco niecierpliwie go poganiała, pytając, czy chce dotrzeć do końca dnia. No chyba, że młody kocur się zmęczył - wtedy zezwoliłaby na chwilę odpoczynku lub zaproponowała powrót do obozu.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Widocznie te Błyszczące Głazy nie mogły być aż takie duże, skoro jakieś inne koty mogły zająć całe miejsce na nich. Na razie jednak wciąż pójście gdziekolwiek poza obozem wydawało mu się być na tyle niezwykłe, że mógł iść gdziekolwiek. Nawet jeśli nazwa Zielony Pagórek sama w sobie nie brzmiała jakoś bardzo fascynująco, zgodził się. - A co tam jeszcze jest? - spytał, nie określając, czy chodziło mu o ten pagórek, czy jakąś większą, niesprecyzowaną okolicę.
Zatrzymywać się nie chciał, przyznawać do tego, że by się zmęczył, tym bardziej nie, więc przez większość czasu po prostu podążał za Drzemlikową Łapą, zwracając bardziej uwagę na wszystko dookoła niż samą przewodniczkę (chociaż trzymał się jej blisko, nie chciał się przecież zgubić, nawet w obozie opanował sztukę trafiania wszędzie całkiem niedawno). Trzeba jednak było zobaczyć, co jest takiego na świecie, że nikt nie postanowił go tu wcześniej zabrać. I jak na razie było to dość rozczarowujące. Mokro, zimno, w sumie tak jak w obozie, tylko więcej wszystkiego. Ale może ten Zielony Pagórek miał się okazać warty wyprawy (chociaż powoli zaczynały się co do tego pojawiać w jego głowie pewne wątpliwości). - A ty byłaś już na całych naszych terenach?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Jak na razie ich droga przebiegała spokojnie, nikogo nie spotkali, nic ich nie zjadło, a Drzemlikowa Łapa była z tego faktu bardzo zadowolona. Skała za nią nadążał i ani razu nie musieli się zatrzymywać. - Hm, poza pagórkiem, powiadasz? Niedużo więcej, niż on sam, będąc szczerym. Ale jeśli na niego wejdziemy, to zobaczysz na prawdę dużo terenów. Zresztą, sam się przekonasz, już na prawdę niedaleko. O, tam, widzisz to wzgórze?
Kiedy kocur zadał kolejne pytanie, musiała zastanowić się chwilę, zanim odpowiedziała. Bo choć z jednej strony wiedziała, że wszystkich terenów nie widziała, to trochę głupio było się jej przyznawać. Nie chciała też jednak okłamywać kocura. - Nie, na wszystkich jeszcze nie. Ale już niedługo. No, i chciałabym też zobaczyć kiedyś tereny, które są poza granicami mojego klanu. Mam nadzieję, że Łabędzia Gwiazda weźmie mnie następnym razem na zgromadzenie!
Akurat w momencie, w którym kończyła mówić, dotarli tuż pod sam pagórek. Wtedy Drzemlik zatrzymała się i odwróciła do Skały; - No to jesteśmy, prawie. Pewnie widoki nie są powalające, ale uwierz mi, na górze jest dużo lepiej. Więc jeśli się za bardzo nie zmęczyłeś, to możemy wejść na górę.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Sam pagórek nie brzmiał jakoś szczególnie dobrze (czy naprawdę nie mieli na terenach nic ciekawszego? Czy może te wszystkie miejsca były też już zajęte przez inne koty?), ale mimo to, grzecznie podążał za terminatorką, nie komentując więcej celu ich wędrówki. Przynajmniej zobaczy trochę ich terenów, to było tego warte. Być może.
Zgromadzenie... Też by chciał na jakieś kiedyś pójść. Może nawet nie dlatego, że był szczególnie zainteresowany nawiązywaniem znajomości w innych klanach, ani czuł się jakoś potrzebny w poważnych dyskusjach o najważniejszych sprawach w lesie (chociaż był przekonany, że skoro już niedługo zostanie terminatorem, to powinien też zacząć się w nich orientować), ale dla samego faktu, że zostałby wybrany do czegoś istotnego. - A wiesz o czym było poprzednie Zgromadzenie? - Coś mu się obiło o uszy, że ostatnie z nich odbywało się kilka księżycy temu, i nawet jeśli on był wtedy za mały, by czegokolwiek się o nim dowiedzieć, to może ona miała więcej informacji. - Chodźmy. - stwierdził bez zastanowienia, bo nawet jeśli był już dość mocno zmęczony, to nie zamierzał się do tego przyznawać, póki miał chociaż jeszcze trochę siły w łapach, nie zamierzał się zatrzymywać, szczególnie nie teraz, gdy ten słynny pagórek był już tak niedaleko. Zaczął iść dalej, chociaż jeśli tylko Drzemlikowa Łapa zwracała na niego uwagę, powinna być w stanie dostrzec oznaki zmęczenia.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
- Nie, nie wiem co było na ostatnim zgromadzeniu. Byłam małym kociakiem.
Skała ruszył dalej, wyprzedzając nieco Drzemlikową Łapę, która zauważyła jednak pewną zmianę w jego zachowaniu. Wcześniej pełen energii, prący do przodu kocurek, widocznie trochę tej energii utracił. Ba, terminatorka mogła wręcz zauważyć u niego zmęczenie - mimo, że dalej się nie zatrzymywał. Domyślała się jednak doskonale, z jakiego powodu. Czy sama przyznałaby się do braku sił? Nie. - Hej, Skała, zaczekaj - bez problemu zrównała się z kociakiem. Puchatym ogonem zablokowała mu dalszą drogę. Bariera taka, że żadna, Skała mógł się najzwyczajniej odsunąć lub strącić jej ogon, jednak nie chodziło jej o siłowe powstrzymanie go. - Może zatrzymamy się na chwilę? Wiesz, chętnie zrobię sobie przerwę.
Drzemlik nie czuła zmęczenia, niemniej jej kompan wyraźnie czuł, a domyślała się, że spytany bezpośrednio w życiu się do tego nie przyzna. Nie podobało jej się, że młodszy kot będzie uważał, że jest zmęczona, ale jaką miała inną opcję? Jeśli Skała zasłabnie czy stanie mu się Klan Gwiazdy Wie co innego, to Księżycowe Jezioro oberwie jej uszy. I pewnie nie tylko ona.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Czyli też nic. No trudno, może cokolwiek się działo na tym Zgromadzeniu, nie było aż tak ważne, skoro już się o tym nic nie mówiło. Nie miał zbytnio sił się teraz nad tym głębiej zastanawiać, trzeba było się skupić tylko na tym co najważniejsze - czyli pójściu dalej.
Nie trwało to jednak już zbyt długo, nim marsz został przerwany, dość dla niego niespodziewanie.
Chciała się zatrzymać? Nie będzie jej przecież odmawiał, skoro tego właśnie potrzebowała. O tym, że mógł być to jakiś postęp, by przekonać go, żeby zrobił sobie przerwę szczerze mówiąc nie pomyślał, nie wpadł na to, że mogła zauważyć jego zmęczenie. Skinął głową w ramach zgody i usiadł na ziemi, nie odzywając się. Nie był pewny, o co jeszcze mógłby jej teraz spytać, co jeszcze, co byłoby dla niego interesujące czy przydatne. Może tak naprawdę nie wiedziała więcej od niego, jedyne czym się różnili to to, że ona była już wcześniej poza obozem? No i pewnie odzyskają pełnię sił szybciej, jeśli nie będą jej dodatkowo zużywać na mówienie. Dlatego, jeśli wcześniej nie odzywał się zbyt wiele, ale jednak czasem to robił, to teraz chwilowo zamilkł całkowicie, oczekując momentu, w którym Drzemlik zarządzi wyruszenie w dalszą drogę.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo powoli wracał do swojego pracoholizmu, skoro dzieciaki już rosły i nie potrzebowały tyle uwagi, a Jezioro była w stanie poradzić sobie z nimi sama. Więcej patrolował, trenował i nie inaczej było dzisiaj, gdy wyruszył na obchód na granic. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - brak drapieżników, czy jakiegokolwiek innego zagrożenia, całkiem długi i przyjemny spacer, gdyby nie fakt że im bliżej był Czterech Dębów, tym silniejszy był znajomy zapach. Wyczuwał go już przy Bażancim Gnieździe, ale między Samotnym Korzeniem a Miękkim Podnóżem był tak silny, że nie potrafił pozbyć się przekonania, że wcale mu się nie wydaje i w istocie jest to jego syn. Wiedział, że było to irracjonalne i szedł to sprawdzić dla własnego komfortu psychicznego, ale mimowolnie przybrał szybsze tempo, podświadomie naprawdę się martwiąc.
Nie potrafił opisać emocji jaki nim targały, gdy to wszystko okazało się być prawdą i nieopodal Zielonego Pagórka widział SKAŁĘ, który dopiero co zaczął nauki. Z jakąś terminatorką.
- Czy was Gwiezdny Klan opuścił?! - krzyknął, widocznie zirytowany. Skała jeszcze nigdy nie miał okazji widzieć ojca szczerze zdenerwowanego i nawet wybryki Szpona nie doprowadziły do takiego stanu. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że kocięta mają zakaz opuszczania obozu? Że to niebezpieczne? - zapytał Skały, doskonale znając odpowiedź, bo sam mu to niejednokrotnie mówił, tak samo jego matka. - A ty dopiero zaczęłaś trening. Znasz w ogóle granice? Bo walczyć na pewno nie potrafisz. Nie potrafiłabyś obronić własnego tyłka, a co dopiero mojego syna. Zdaje się, że masz jeszcze pstro w głowie. Twój mistrz i przywódca się o tym dowiedzą, kara cię nie ominie. - syknął. Nie zamierzał tego tak zostawiać i osobiście dopilnuje, żeby ta nieodpowiedzialna kupa futra została ukarana. - Ciebie zresztą też. - dodał, nie zamierzając pomijać Skały, który był młody, ale zdawał sobie sprawę z tego co robi. - Natychmiast wracasz do obozu. - zarządził, zamierzając dać synowi szansę na pokorne spuszczenie głowy i przeprosiny. To jedyne co mógł obecnie zrobić, aby nie pogarszać swojej sytuacji.
//WITAM, nie wrzucam od razu zt bo może coś ciekawego się wydarzy |D
Skała mie protestował. więc albo łyknął jej wytłumaczenie, albo był rzeczywiście bardzo zmęczony. Mniejsza o powód, najważniejszy jest skutek. Skała się nie odzywał, Drzemlikowa Łapa też nie. Nie miała pomysłu na temat do rozmowy. No więc siedzieli - jednak nie trwało to długo. Niedługo po tym, jak zatrzymali się na odpoczynek, zaczęła się rozglądać, i przeraziła się, gdy zobaczyła kota. I to nie byle jakiego, o nie. Samego ojca kociaka, którego zabrała na spacer. I to widocznie w nie najlepszym humorze. A kiedy podszedł bliżej, jej obawy się potwierdziły.
Kiedy kocur krzyknął, Drzemlikowa Łapa poczuła, jakby wcześniej zjedzona przez nią ryba miała za chwilę wrócić na wolność. Sądziła, że skoro udało im się wyjść i dotrzeć na Pagórek, to nic już nie powinno się wydarzyć. W dodatku potem Skra zaczął mówić o zakazach opuszczania obozu przez kocięta. Czyli w tym temacie też się myliła. Z każdym kolejnym słowem była bardziej przerażona. Kościste Wybrzeże i Łabędzia Gwiazda mieli się dowiedzieć? Niedobrze, bardzo niedobrze. I prawdopodobnie nieprzyjemnie. Zwłaszcza, że to co mówił Skrzące Słowo pokrywało się z rzeczywistością. No ale przecież koniec końców nic się nie stało, nie?
Kiedy Skrzące Słowo mówił, Drzemlik nie odezwała się ani słowem, stała bez ruchu wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami, jakby zobaczyła ducha.
Jednak kiedy wojownik powiedział, że Skała zostanie ukarany, stwierdziła, że musi coś powiedzieć. To znaczy - wiedziała, że przez to jej oberwie się bardziej, ale nie mogła pozwolić, żeby z jej winy kocurowi opóźnili mianowanie lub dali inną poważną karę; - Skała nie powinien być karany. To była moja propozycja. Ale przecież nie poszliśmy daleko, nic się nie stało i nie stałoby się, bo już mieliśmy wracać. O, popatrz. Skała jest w jednym kawałku.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Orientując się, kto pojawił się obok nich, Skała miał raczej wrażenie, że Gwiezdny Klan ich nie opuścił, a raczej sam do tego doprowadził, bo jak inaczej na całych ich, podobno wielkich terenach, mieliby wpaść akurat na jego ojca? Czy może nie była to sprawka Gwiezdnych, a Kotów z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, bo tylko one mogłyby być na tyle okrutne? Tam na pewno skończy już za chwilę, bo z każdym wypowiedzianym zdaniem Skrzącego Słowa był coraz bardziej przekonany, że to tam niechybnie teraz trafi.
Teoretycznie o tym wiedział. Dlaczego się zgodził? Teraz nie miał już pojęcia, wszystkie powody, o których mógł myśleć wcześniej, wydawały się nie mieć już sensu. Nic, co zrobili, nie było warte tego. Słuchał, stojąc właściwie bez ruchu, najpierw wszystkiego, co miał mu do powiedzenia wojownik, a potem i terminatorka, która zdążyła się odezwać przed nim.
I dobrze, że to zrobiła. Bo... tak. To była jej wina. Przecież gdyby nie jej propozycja, nigdy by się na to nie zdecydował, to Drzemlikowa Lapa skusiła go do złamania zasad, a teraz i jego spotka za to kara. Czemu musiał znów być na tyle głupi, by wierzyć innym kotom z klanu? Może oni wszyscy nie zasługiwali na zaufanie, jedyne, co wynosił ze spotkań z nimi, to kolejne kłamstwa, które mu dawali. Powinien się trzymać tylko swojej rodziny, tylko rodzicom mógł w pełni zaufać.
A teraz? Z trudem powstrzymywał rosnący gdzieś w jego wnętrzu gniew, na nią, na siebie, na całą tę sytuację. Nie mógł jednak zrobić teraz nic z nim, musiał w końcu zachowywać się dobrze, idealnie, tak jak powinien. - Przepraszam. - Było jedynym, co powiedział do Skrzącego Słowa, nim ruszył za nim do obozu, jeśli tylko on to zrobił.
Nie patrzył po drodze na Drzemlik, nie patrzył też na żadne z mijanych przez nich miejsc, które jeszcze przed chwilą tak chętnie by zwiedził. To wszystko się już nie liczyło.
// zt?
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Za tak bezmyślną inicjatywę spotkają cię inne konsekwencje. Skała nie jest już bezmyślnym kocięciem. Wiedział, że mu nie wolno. - odpowiedział ostro, czując jak krew wrze mu w żyłach. - Nie poszliście daleko? Czy ty znasz w ogóle nasze tereny? Zaprowadziłaś go na granicę. Tutaj są Cztery Dęby, a tam klan Wichru. Lisy czasem grasują i w pobliżu obozu. Na terenach NIGDZIE nie jest bezpiecznie. Widzę że brak ci nie tylko wiedzy, ale i rozsądku. Sama możesz robić co chcesz tak długo, jak twój mistrz ci na to pozwala - możesz narażać swoje życie do woli, ale trzymaj się z dala od kociąt. Bez umiejętności nawet kruk jest w stanie cię zabić. Mieliście szczęście, że niczego nie spotkaliście. - syknął, nie zamierzając dłużej ciągnąć tej dyskusji. Nie będzie wykłócał się z kimś tak głupim i skrajnie nieodpowiedzialnym.
- Masz za co. - powiedział jedynie, nie racząc syna nawet jednym spojrzeniem. - Ogromnie mnie zawiodłeś. - dodał, dalszą podróż do obozu odbywając w całkowitej ciszy.
Stała bez ruchu z szeroko otwartymi oczami. Co ona sobie myślała, proponując takie wyjście Skale? Teraz już nie miała pojęcia.
Była za to przerażona. Bardzo. I nie odpowiedziała już ani słowem, bo wiedziała, że Skrzące Słowo miał rację. Pewnie Pierwiosnkowy Przesmyk też. A ona powinna zostawić to całe decydowanie innym kotom. Nie ruszyła się ani nie powiedziała nic też wtedy, kiedy Skrzące Słowo odwrócił się i razem z synem ruszyli w stronę obozu.
Kusiło ją, by przejść się po terenach, ochłonąć, ale co by to dało? Nic. Więc postanowiła wrócić do obozu i ponieść konsekwencje, jakiekolwiek by one nie były. W końcu zawsze chciała być świetną wojowniczką, tak? Tylko że...do tej pory się nie za bardzo udawało. Ale trudno. Trudno. Zmieni się, od teraz będzie posłuszna, zrobi co jej będą starsze koty kazać. Mimo wszystko, nie chciała wracać do obozu w towarzystwie. Poczekała, aż kawałek się oddalą, i dopiero wtedy ruszyła za nimi, nerwowo poruszając uszami.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Wreszcie dni były dłuższe, a słońce przynosiło coraz więcej ciepła. Wszędzie czuć było wczesną wiosnę. Pogoda bywała kapryśna, ale Zmierzch wcale to nie przeszkadzało. Potrzebowała spacerów, żeby wyciszyć zbędne emocje. Poza tym obowiązki Wojownika również wzywały. Dzisiaj padło akurat na polowanie. Dzięki Łabędziowi Zmierzch umiała łowić ryby. Wiedziała też na co zwracać uwagę przy piszczkach, zającach czy ptakach. Wierzyła, że sobie poradzi. Dlatego najpierw przyszła w to miejsce. Chciała trochę odpocząć i zebrać myśli. Usiadła na szczycie pagórka. Swoim ogonem owinęła przednie łapy. Uznała, że miło będzie tak pooglądać okolicę Czterech Dębów, posłuchać szumu drzew, szelestu trawy. Chciała chłonąć czyste powietrze, które zwiastowało zmiany. Przez chwile zostawić wszystkie troski, zmartwienia za sobą. Miała tylko nadzieję, że na lepsze...
/Zawilc!
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 135
Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek
Płeć: afab
Matka: Kwiatowa Przełęcz
Ojciec: Kwitnący Jar
Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Księżyce: 135
Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek
Płeć: afab
Matka: Kwiatowa Przełęcz
Ojciec: Kwitnący Jar
Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Niebieski szynszylowy, niski i drobny kot pokryty dużą ilością bieli. Jego długie futro jest bardzo zadbane, a złociste oczy są duże i okrągłe. Na szyi widnieją trzy blizny.
fajny
Gwiezdna Łapa [KRz], Śniąca Łapa [KW]
Spacery. To Zawilec całkiem lubił. Gdy zbyt długo siedział, był w bezruchu, pochłaniały go myśli. Przytłaczały, zalewały z każdej strony. Czasami to lubił. Ale nie zawsze. Zwłaszcza, gdy te myśli stawały się negatywne. Więc w takich momentach szedł się przejść. Nie pozbywał się w taki sposób myśli całkowicie, ale… Wciąż było to coś.
Decydując się na spacer raczej nie myślał, że z kimś porozmawia. Sam ruch wystarczał, by na chwilę trochę oderwać się od nadmiernego rozmyślania. A jednak, na zielonym pagórku(z którego jest całkiem fajny widok!) zobaczył trochę znajome futerko. Cóż. Był już po polowaniu, a do patrolu jeszcze trochę. Czemu by nie zagadać? Co mu tam szkodzi.
- Zmierzchająca Nadziejo - wojowniczka mogła usłyszeć za sobą głos niskiego szynszylowego kota - Przeszkadzam?
apersonwhothinksallthetime hasnothingtothinkaboutexceptthoughts so,he losestouchwith reality and lives in aworldofillusions
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Głos Zawilcowego Gaju wyrwał ją z początkowego zamyślenia. Szczerze? Zmierzch nie spodziewała się go tutaj spotkać. Zazwyczaj byli przydzielani do zupełnie różnych zadań. Dodatkowo kocica pełniła rolę Mistrzyni. Skupiała całą uwagę na Cierniu oraz Różyczce. Ostatnio wylądowała w lecznicy. Jakoś zima nigdy jej nie lubiła. Jednak o tym wolała mu nie wspominać. Wojownik podczas ostatniej rozmowiy wywarł na kocicy dość pozytywne wrażenie. Pamiętała, że napomknął jej o znajomości z Wilkiem. Imię białego również brzmiało inaczej. Ach, te wspomnienia!
-Oczywiście, że nie przeszkadzasz. Co ciekawego dzisiaj będziesz robił? Patrol? Polowanie? Czy odpoczywasz?- Zmierzch mruknęła spokojnie, jednocześnie obdarzając kolegę lekkim, kocim uśmiechem. Trzeba było jakoś zacząć rozmowę. Czemu nie od zwykłych, zwyczajnych pytań... Zlustrowała kolegę swoimi, złotymi ślepiami. Według niej Gołąbek nic, a nic się nie zmienił. Nadal troszkę zazdrościła mi białego futra. Po chwili kotka zrobiła mu miejsce obok siebie. Oczywiście, gdyby chciał usiąść sobie obok i podziwiać widok.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...