Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Czyli nie tym razem.
Na ciele kotki powoli pokazywały się skutki zmęczenia, łapa szczypała delikatnie krwawiąc. Kocica położyła po sobie czarne uszy, i z delikatnym wysiłkiem wyrzuciła ku górze lewą, nie zranioną kończynę, z celem trafienia łasicowatej w brązowo bury grzbiet. Wiedziała że to nie będzie jej ostatni cios w tej potyczce, jednak włożyła w niego sporą siłę- lecz nie tylko to. Postarała się także stać w ten sposób by słońce padało wprost na ślepia zwierzaka, by w jakiś sposób go oślepić.
Uda się? Miała taką nadzieję, bo rany nie są jednak niczym przyjemnym. No, przynajmniej trochę poćwiczy! Doświadczenie też jest ważne, szczególnie wtedy gdy walczy się poraz pierwszy tak na serio, z drapieżnikiem, który może i jest drobny, ale jaka bestia w walce! No, na pewno przynajmniej się nauczy teho i owego.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Udało się po raz kolejny! Dzisiejsze polowanie szło jej na prawdę dobrze. Miła odmiana po tym, co było ostatnio. Jednak ci, co mówią, że trening czyni mistrza mają świętą rację. Jeszcze kilka księżyców temu nie mogła sobie poradzić z jednym, głupim dzięciołem, a teraz złapała już dwie ofiary. Dzisiaj z pewnością się naje, ale to nie koniec. Jeszcze coś złapie, żeby mieć, co zjeść na następny dzień i nie musieć dłużej polować po raz kolejny. Być może jutro zwierzyna nie będzie chciała się pokazać, a teraz nie było o nią tak trudno. Wystarczyło dokładnie poszukać.
Z popielicą postąpiła podobnie jak z wcześniejszą wiewiórką - zakopała ją z dbałością w ziemi i ruszyła dalej po kolejne łupy. Ugięła łapy przenosząc ciężar na tylne, wyrównała ogon i łeb z linią grzbietu, postawiła szerzej łapy, aby łatwiej utrzymać równowagę i ruszyła przed siebie uważając na to, żeby czasem nie dotknąć brzuchem podłoża czy nie nadepnąć na gałązkę. Oddech miała wyciszony, a uszy postawione na sztorc, żeby wszystko doskonale słyszeć. Przy okazji jak poprzednim razem wykorzystywała kamuflaż środowiska i klasycznie szła pod wiatr. Teraz pozostało czekać na potencjalną zwierzynę łowną.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak Pustułki: krytyczny[150%] > (14 + 8) - (17 + 7) *1.5 = -3 Atak kuny: udał się dobrze[100%] > (11 + 7) - (7 + 12) = -1
Pustułka zaczęła się najwyraźniej irytować. Często się zdarza, że kuny są lekceważone, jednak w tym przypadku łasicowaty przeciwnik prezentował swą zwinność i na każdym kroku zdołał jakoś ominąć ataki wojowniczki, by nie doznać poważniejszych ran. Tym razem Pustułka, która w swój atak włożyła sporo siły uderzyła w ziemię, wzniecając piach w górę. Kuna przemknęła się pod nią, próbując złapać szczękami za którąś z łap, jednak i tym razem ona została z niczym. Co dalej? Kuna stoi za wojowniczką, szykując się do skoku.
Pustułka: lvl: 3 | S: 8 | Zr: 12 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 48-1=47/65 | W: 37-4=33/50
• przerzuty: 0/2
○ rana 0 stopnia; zadrapanie na łapie
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na prawej łapie, krwawi; -1HP do końca walki
kuna: S: 7 | Zr: 7 | Sz: 8 | HP: 28-1=27/40 | W: 29-1=28/40
○ rana 0 stopnia; wyrwany kłębek sierści z grzbietu
○ rana 1 stopnia; zadrapanie wzdłuż grzbietu, krwawi; -1HP do końca walki
Coś zaszeleściło z lewej strony, by chwilę potem przefrunąć nad głową samotniczki. Kotka miała kilka sekund na rozpoznanie małego ptaszka. Wróbel pierw zajął miejsce na gałęzi, stamtąd doszukując się jakiś smakowitych nasionek. Kilka uderzeń serca i mały ptaszek sfrunął na ziemię, grzebiąc dzióbkiem w ziemi.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Dalej nie działo się nic ciekawego, na przykład śmierć kuny. Zmarszczyła brwi, gdy łapa z dużym naciskiem opadła na ziemię powodując miniaturową, piaskową burzę.
To jednak nie było ważne- ważny był cel. Kuna przemknęła przez jej łapy za nią. Miała na prawdę mało czasu na reakcję, a właściwie go nie miała- była pewna że z jej sprawnością zostanie tylko jedna taktyka.
Pozwoliła łasicowatej skoczyć na jej grzbiet, w zamian za to jednak z impetem rzuciła się do tyłu, chcąc przyszpilić brązowe zwierzę własnym grzbietem do ziemi.
Miała spore nadzieje co do tej akcji- była ciężka, więc mogło wyjść ciekawie. O ile umiejętnie to wykona.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Tym razem trafił się wróbel. Brzoza, co prawda nie przepadała specjalnie za ptakami, ale zawsze był to jakiś posiłek, prawda? Brązowo-szara ptaszyna początkowo usiadła na gałęzi. Stamtąd trudno byłoby wróbelka ściągnąć, ale na całe szczęście po zaledwie kilku uderzeniach sercach sfrunął na ziemię, aby zająć się swoimi sprawami, czyli tym, co każdy - poszukiwaniem jedzenia. Niestety dla drobnego ptaszka, nie tylko on musiał jeść i nie tylko on w tej chwili poszukiwał pożywienia. Raczej nawet nie zdawał sobie sprawy z obecności srebrnej kotki. Niedługo jednak będzie musiał się rozczarować, bo Brzoza nie zamierzała to ominąć. Nie tym razem i pewnie nie następnym. Utrzymąc cały czas tą samą pozycję - ugięte, szerzej rozstawione łapy, ciężar przeniesiony na tylne oraz ogon i łeb zrównany z linią grzbietu - zaczęła kierować w stronę tyłu wróbla. Szła oczywiście pod wiatr wykorzystując przy okazji otoczenie jak poprzednim razem. Głos miała wyciszony, podobnie sprawa się miała, jeśli chodzi o uważanie na śmieci pod łapami czy to, aby nie dotykać brzuchem ziemi. Kiedy znalazła się dostatecznie blisko napięła mięśnie tylnych łap i wysunęła pazury gotując się do skoku, aby po chwili znajdować się już w powietrzu, a następnie uderzyć masywną łapą ptaszynę w łeb.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak Pustułki: krytyczny[150%] > (20 + 8) - (10 + 7) * 1.5 = 17 Atak kuny: udał się dobrze[100%] > (16 + 7) – (10 + 0) = 13
Kuna nie wyłapała, że brak ruchu wojowniczki jest częścią jej planu. Skoczyła więc wprost na jej grzbiet, wbijając swoje zęby w kark szylkretki. Trzymała skórę wojowniczki i starała się szarpać najmocniej jak mogła, dopóki kotka nie padła nagle wprost na nią. Pustułka przewróciła się na plecy, przygniatając kunę i powodując, że ta zarobiła mocny cios w głowę, jednak wciąż nie puściła wojowniczki, zaciskając coraz to bardziej szczęki na skórze kotki.
Pustułka: lvl: 3 | S: 6 (8) | Zr: 9 (12) | Sz: 6 (8) | Zm: 5 | HP: 47-13-1=33/65 | W: 33-4=29/50
• przerzuty: 0/2
• spadek HP o połowę; od następnej tury statystyki obniżone o 1/4
• spadek wytrzymałości o 1/3, -2 punkty celności, od następnej tury
○ rana 0 stopnia; zadrapanie na łapie
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na prawej łapie, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na karku, krwawi; -1HP do końca walki
kuna: S: 3 (7) | Zr: 3 (7) | Sz: 4 (8) | HP: 27-17-1=9/40 | W: 28-3=25/40
• spadek HP do 1/4, statystyki obniżone o połowę, od następnej tury
• spadek wytrzymałości o 1/3, -2 punkty celności, od następnej tury
○ rana 0 stopnia; wyrwany kłębek sierści z grzbietu
○ rana 1 stopnia; zadrapanie wzdłuż grzbietu, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 2 stopnia; mocne uderzenie w głowę; -2 do celności przez dwie tury
Kotka dobrze zrobiła odczekując chwilę, by wróbel znalazł się nieco w bardziej dostępnym miejscu. Jak tylko znalazł się na ziemi, ruszyła w jego stronę, uważając i pilnując każdego szczegółu, który mógłby zadecydować o wyniku tych łowów. Szczęściem było, że wróbelek tak był pochłonięty grzebaniem w ziemi, że nawet nie dostrzegł cienia Brzozy, który pojawił się tuż na nim, gdy ta wykonywała swój atak. Śmierć nadeszła szybko, a samotniczka skończyła z kolejnym piszczkiem.
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Zabawa zaczęła nabierać tempa, ciosy były coraz mocniejsze- na szczęście nie tylko te kuny, ale także ptaszyny. Gdy wyrośnięty gryzoń wszczepił się w jej kark nie widziała innej opcji niż kolejne tarzanie go po ziemi.
Czuła ciepłą, piekącą ranę na karku. Wydała z siebie długi, głośny ryk, by zawiadomić Brzozę o tym że coś się dzieje. Z pośpiechem rozejrzała się po terenie który ją otaczał.
Dostrzegła mały, aczkolwiek wydawający się całkiem ostry kamyk, który mógł być jej zgubą, lub.. wygraną.
Odmierzyła odległość, porykując co jakiś czas, po czym przewróciła się na grzbiet, w ten sposób by kamień uderzył w plecy, szyję lub głowę łasicowatej- nad tym nie miała pełnej kontroli.
-Brzoooza! Kuna!-wykrzyknęła, najpewniej przed zderzeniem z ziemią.
Byłoby bardzo nie miłe, gdyby cętka jej nie pomogła w takiej sytuacji..
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Kolejna wygrana! Złapała już trzech kandydatów na posiłek, w ten sposób zapewniła sobie obiad, kolację i przy rozsądnym rozdzielaniu kawałków nawet i następne śniadanie. Podsumowując, tego dnia nie będzie głodować. Jednak wypadałoby złapać coś jeszcze. W końcu wróbel czy popielica nie zalicza się do większego posiłku i nie zaspokoi głodu tak dobrze jak na przykład taki zając, dlatego łapie się więcej mniejszej zwierzyny. Zakopała z dbałością wróbla w ziemi, tak jak poprzednim razem i już miała poprawiać pozycję, kiedy do jej postrzępionych na brzegach uszu dotarło głośne wołanie, może nawet krzyk. Głos bez dwóch zdań należał do Pustułki. Szylkretka wyraźnie wymówiła imię srebrnej, najwyraźniej potrzebowała jej pomocy, co tylko potwierdził kolejny krótki wyraz, który usłyszała z jej pyska. Natrafiła na kunę i przy okazji nabawiła się problemów z tym związanych. Giętki zwierzak często zostawał niedoceniany przez potencjalnych przeciwników. Może i nie można jej porównać do takiego borsuka, ale to wyjątkowo zwinne zwierzę i bez problemu potrafi unikać ciosów.
Nie myśląc dłużej ruszyła w stronę dochodzącego dźwięku. Szła pod wiatr i prawie bezszelestnie, aby nie zawiadomić zwierzęcia o swoim przybyciu. Tym razem również chciała wykorzystać element zaskoczenia. Kiedy znalazła się z tyłu kuny, zamarła w miejscu jedynie oglądając całe zajście spośród zarośli, w których była ukryta. Pustułczy Wrzask nabyła kilka większych i mniejszych ran podczas walki, która wydawała się już trwać przez jakiś czas. Teraz zwierzę wgryzało się w jej kark, jednak z obitym łbem. Rudo-czarna najwyraźniej zdołała zadać jej ból swoim ciężarem, a teraz chciała to powtórzyć celując w ostry kamień. Dość poważny wybór. To, że atak się udał za pierwszym razem nie znaczy, że kuna nabierze się po raz kolejny. Może w każdej chwili ją puścić i Pustułka sama gruchnie w ostry kamień. Dlatego też była tutaj Brzoza. Wyskoczyła z zarośli lądując jakoś długość ogona od dwóch, "zlepionych" futer. Na wypadek, gdyby kuna zorientowała się o co chodzi, cętkowana odepchnęłaby swoim ciężarem Pustulkę, aby ta upadła obok, a nie na kamieniu. Następnym krokiem byłby atak na samą kunę - postarałaby się ją złapać grubą łapą zakończoną ostrymi pazurami za giętką szyję i przyciągnąć do siebie, aby potem trzymając szponami za pysk i klatkę piersiową, wgryźć się całą siłą w kark brązowo-białej. Tym sposobem pozbawiłaby jej życia, albo chociaż zadała dotkliwy ból. Jeśli natomiast atak Pustułki by się udał, pozostałaby w miejscu czekając na efekt dzieła oceniając wielkość szkód. Oczywiście uderzenie w głowę pozbawiloby ją z automatu życia, ale już na przykład w grzbiet niekoniecznie albo chociażby nie od razu. W takim wypadku postarałaby się złapać ją od tyłu za pysk i następnie przejechać pazurami po ślepiach. Jeśli jednak okazałoby się, że kopnęła w kalendarz nic takiego by się nie wydarzyło, a ona sama pozostała w miejscu.
Czarno-biały kwiat, który już od jakiegoś czasu rozkwitał i rósł na coraz to większą i większą. Białe plamy zasłaniające czarne futro układają się nieregularnie, granice między bielą a czernią, wędrowały krętą drogą, tworząc zawijasy i ciekawą kompozycję. Największa z owych plam, zaczyna się tuż na prawej stronie pyszczka, ciągnie się przez dolną szczękę, omijając mały element na brodzie z tego oto powodu na brodzie koteczki znajduje się czarne futerko. Biała nieregularna plama ciągnie się przez brzuch aż do wewnętrznej strony ud, ostatecznie jednak wchodzi na zewnętrzną stronę lewego uda, a tam spływa już w dół tworząc swego rodzaju krzywą skarpetkę. Białe skarpetki zostały nałożone również i na pozostałe łapy, na każdej jednak różnej długości. Na pyszczku osadzone żółte oczy. Na jej karku widnieje duża blizna, pamiątka po walce z rzeczną terminatorką. Brak 3/4 małżowiny lewego ucha. Na szyi obroża z pudroworóżową apaszką.
Ze wszystkich sił stara się zaistnieć w oczach wymagającego ojca, nie chce zawieść jego zaufania, ani sprawić, że będzie się jej wstydził. Po długim czasie spędzonym z ojcem zaczęła od siebie sporo wymagać i oczekuje tego również od rodzeństwa. Kwiatuszek nie ma czasu na głupie zabawy - ona jest poważnym kotem - a jeśli już zaplątała się w jakąś zabawę, starała się wyciągnąć z niej coś pożytecznego, coś co przyniesie jej potrzebną wiedzę i umiejętności. Jak na tak młody wiek jest bardzo ambitna i pewna swoich racji, a jej ogromna pewność siebie tylko to pogłębia.
Atak Pustułki: w ogóle się nie udał[0%] > udał się dobrze[100%] (12 + 6) - (12 + 3) = 3 Atak kuny: udał się dobrze[100%] > (16 + 3) – (8 + 9) = 3 Atak Brzozy: krytyczny[150%] > (10 + 8) – (9 + 3) * 1.5 = 9
Wojowniczka zanim pozbyła się kuny z grzbietu, mogła czuć jak ta coraz to mocniej wgryzała się w jej kark, próbując oderwać fragment skóry. Jednak kuna również słabła sama w sobie i to kwestia czasu zanim padnie martwa. W pewnym momencie ścisk szczęki stracił na sile, jednak w tym momencie wojowniczka już leciała w stronę kamienia. Kamień obił lekko grzbiet łasicowatej, która... nie ruszała się Czyżby zemdlała z odniesionych ran? Najwyraźniej. Jednak Brzoza również dorzuciła swe grosze i wgryzając się w kark kuny, uśmierciła ją od razu. Oto tak właśnie skończyła się ta walka!
Pustułka: lvl: 3 | S: 6 (8) | Zr: 9 (12) | Sz: 6 (8) | Zm: 5 | HP: 33-3-1-1=29/65 | W: 29-4=25/50
• przerzuty: 1/2
• spadek HP o połowę; statystyki obniżone o 1/4
• spadek wytrzymałości o 1/3, -2 punkty celności
○ rana 0 stopnia; zadrapanie na łapie
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na prawej łapie, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na karku + zdarta skóra, krwawi; -1HP do końca walki
kuna: S: 3 (7) | Zr: 3 (7) | Sz: 4 (8) | HP: 9-3-9-1=-4śmierć/40 | W: 25-2=23/40
• spadek HP do 1/4, statystyki obniżone o połowę
• spadek wytrzymałości o 1/3, -2 punkty celności,
○ rana 0 stopnia; wyrwany kłębek sierści z grzbietu
○ rana 1 stopnia; zadrapanie wzdłuż grzbietu, krwawi; -1HP do końca walki
○ rana 2 stopnia; mocne uderzenie w głowę; -2 do celności przez dwie tury
○ rana 0 stopnia; lekkie obicie grzbietu
○ rana 1 stopnia; ślady zębów na karku, krwawi; -1HP do końca walki
Pustułka: +40exp
Brzoza: +5exp
Pustułka: rzut na infekcję > 1k6 rana 1 stopnia 1-5 – brak infekcji; 6 – infekcja > wypada 1 > brak infekcji rana 1 stopnia 1-5 – brak infekcji; 6 – infekcja > wypada 2 > brak infekcji
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Poszło w sumie po jej myśli- kuna grzmotła w kamień, i z pomocą Brzozy odeszła z tego świata. Co prawda jej kark nieco ucierpiał, i zapewne będzie zmuszona udać się do lecznicy.. nadal z zapachem terenów niczyjich na futrze. No cóż, teraz jest za późno na myślenie- uśmiechnęła się z lekkim grymasem na pysku, i powolnie się podniosła. Spojrzała niebieskimi ślepiami na oliwkowooką, i podeszła do niej poruszając wąsami z satysfakcją.
-Dzięki Brzoza.- rzuciła tylko zgrzytając zębami gdy kolejna fala bólu przeszyła jej kark. To polowanie zdecydowanie nie należało do udanych. W końcu z kuny anie mięsto dobre nie jest, a zranić i zirytować to ona umie.
Wbiła szpony w glebę, i podeszła do cętkowanej lekko się o nią opierając. Było jej ewidentnie słabo, i nie jest pewna czy utrzymałaby się na łapach bez niczyjej pomocy. Przejechała językiem po jej uchu w przyjacielskim geście.
-Uznajmy że to po prostu była duża mysz, okej? Upolowałm ci obiad- Chrząknęła anegdotycznie.
Powoli, nadal opierając się o Brzozę udała się w stronę rzecznych terytoriów, w celu udania się do obozu- i medyka oczywiście. Głupstwem by było się wykrwawić przez jakąś łasicę tylko dlatego że nie udała się do uzdrowiciela.
-Następnym razem łowimy ryby. Może ryby nie odgryzą nam łap.- rzuciła ironicznie, pociągając nosem. Tereny rzeki już były widoczne, to też pasowało by się rozdzielić.
-No to cześć. Za.. nie wiem księżyc? Pół? Jak mnie Księżyc wypuści to ciebie poszukam.- miauknęła, i zetknęła się nosami z srebrną w geście pożegnania.
Do medyka.
//zt, dziękujki za sesję!
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Wgryzła się soczyście w kark kuny tym samym odbierając jej życie. Nie było to tak trudne, bo brązowo-biała straciła już większość sił, a życie uchodziło z niej i bez pomocy srebrnej kotki. Finalnie oczywiście kopnęła w kalendarz, co nikogo nie zdziwiło. Jednak nie można w pełni świętować, kiedy bliska ci osoba obok się wykrwawia. Bez dwóch zdań Pustułczy Wrzask potrzebowała szybkiej interwencji Łososiowej Łuski czy tam Księżycowego Pyłu, bo cętkowana nie za bardzo orientowała się w kotach Klanu Rzeki po tym czasie nieobecności. Właściwie to pamiętała jedynie stare głowy tego Klanu, czyli właśnie Łosiosia, Czerwię i Ognistopręgą czy tam Księżyca. Niekoniecznie ją to też interesowało, bo niedaleko miała Krzywuchę, która za małą dopłatą mogła ją wyleczyć. Wygodę leczenia za darmola straciła razem z ucieczką, ale na razie tak czy siak nie może się ujawnić przed niektórymi Rzeczniakami, a zwłaszcza tymi najważniejszymi. Prawdopodobnie, kiedy Czerwona Glizda już zdechnie będzie myśleć nad powrotem, ale tylko myśleć, nie ma pewności czy wejdzie to w życie. W końcu skończyłoby się to na ponownym treningu, który właściwe nie jest jej w ogóle potrzebny, bo wszystko, co w życiu przydatne już potrafi. Nie jest i nigdy nie była lojalna Klanowi Rzeki, więc powrót nie miałby większego sensu.
- Na pewno nie chcesz jej wziąć ze sobą? - miauknęła pozwalając szylkretowej oprzeć się o jej bark. - No cóż, dziękuję.
Kuna zawsze stanowiła jakiś posiłek, może niekoniecznie smaczny, ale sycący. Podobnie jak robactwo. Wyglądało obrzydliwie, podobnie smakowało, ale wyśmienicie zaspokajało głód. Mimo to wolała polować na zwierzynę. Polubiła tą czynność, zapewniała jej ruch i jedzenie, dobre jedzenie. Przykładowo taki królik czy zająć to wyśmienity posiłek.
- Następnym razem spotkajmy się przy Topiołkach, raczej wiesz, gdzie to jest. - rzuciła w odpowiedzi na kolejne słowa rudo-czarnej. - Można znaleźć tam jezioro, które być może nada się do łowienia ryb. W razie czego obok mamy Krzywuchę, która za małą dopłatą może pomedykować. - ciągnęła - Do następnego! - powiedziała w teście pożegnalnym.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Złocisty Kłos nieśpiesznie spacerowała nieopodal Szorstkich Skał. Nie polowała, zwyczajnie celebrowała kolejny późny ranek w Porze Zielonych Liści. Czy było to nużące? W końcu jako wojowniczka mogłaby w tym czasie wykładać jakiemuś terminatorowi Kodeks Wojownika, albo robić to samo, co w tej chwili, tyle że pod pretekstem patrolu. Czy było to więc nużące - żyć bez tak wyraźnie wytyczonych celów, bez szczegółowego programu każdego nadchodzącego dnia? Nie bardzo. Przecież skoro życie zostało jej dane, to po to, aby mogła oddychać, polować, doznawać, formułować myśli. Nie było mniej pełne albo mniej wartościowe przez to, że wybrała inną drogę. Oczywiście, taka egzystencja bywała bardzo samotna, na przykład kiedy całymi dniami nie miała po co uchylić pyszczka albo kiedy zimnymi nocami nie było komu przepędzić dobierającego się do niej chłodu...
Pamiętała też o rodzinie i znajomych. Choć po tak wielu księżycach tęsknota zatarła się naturalnie, przykryta bieżącymi problemami Samotniczki, to jednak dopadała ją nadal, nostalgiczna i krucha. Złocisty Kłos starała się jej jednak nie poddawać. Wierzyła, że Ciernisty Kwiat jest nadal wspaniałą, mądrą klanową medyczką. Miała nadzieję, że śmiech Zakurzonej Skórki brzęczy w czyichś uszach. Liczyła na to, że Kukułcza Łapa miała dobry apetyt. Życzyła Śliskiemu Brzegowi, aby jej kolejni terminatorzy z większą konsekwencją od niej pragnęli zostać wojownikami... Uszy kotki wypełniał tylko jednostajny szum drzew bijących pokłony szaro-błękitnemu niebu. W zasięgu wzroku też nie znajdowała póki co nic niepokojącego. Zmysły nie wychodziły jednak z fazy czuwania, wszak jako Samotniczka musiała zachowywać wzmożoną ostrożność, zdana tylko na siebie i łaskę opatrzności...
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
A łaska opatrzności chyba się popsuła, bo wysłała jej Chmurkę.
Szła. Szła, szła, musiała iść, tak, chodzenie, chodzenie, chodzenie. Jej kocięta, jej biedne kocięta też mogłyby chodzić, tak, ale je zabili, tak, zabili je, mordując, łamiąc kodeks, tak, kodeks, słowo na tę samą literę, co kłamstwo, bo kodeks był kłamstwem, był kłamstwem codziennie serwowanym wszystkim kotom wokół. Mordercy, mordercy, mordercy, potwory, tak, potwory, jej synowie mogli żyć, mogli dalej żyć, mogli być dobrzy, mogli być kochani, mogli być cudowni, mogli mieć własne kocięta, tak, mogli, ale nie mogli, nie mogli, bo nie żyli, bo był martwi, bo zostali zabici przez Największego Potwora.
Kot.
Kot.
Kot kot kot kot kot.
Zatrzymała się, tak, w miejscu, o, była daleko, ale blisko, widziała pysk tamtej, tak, widziała go, widziała i patrzyła, stojąc i machając ogonem, tak, kot, kot, koty to mordercy, Największy Potwór też był kotem. Był, był, jest, był.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Średniego wzrostu kotka o jasnokremowym, długim i bardzo, bardzo aksamitnym oraz sumiennie wyczesanym futerku. Z małych zgrabnych uszek Złocistego Kłosa wyrastają białe włoski, tego samego koloru są również jej wąsy. Pysk ma okrągły, a policzki pełne. Nos kotki jest ciemnoróżowy, tak samo zresztą jak poduszki łapek. Posiada duże, otoczone białą obwódką oczy we wspaniałym miodowym odcieniu. Najwięcej chluby przynosi jej okazały ogon, przypominający ciągnący się w nieskończoność złoto-biały tren. Porusza się ostrożnie z powodu drobnych problemów z koordynacją ruchów, ale trzeba jej oddać, że jest w tym całkiem urocza, zwłaszcza jak się potknie. Odkąd została Samotnikiem bardzo schudła, czego jednak nie widać przez gęste futro, można za to poczuć jej drobny szkielet, gdyby tylko tak nie stroniła od fizycznego kontaktu.
Jak zdjęta z krzyża... Czyli jak każdy, kto jakiś czas przebywał w klanie Cienia i miał to nieszczęście określać się kiedyś jako empatyczny i wrażliwy. Złocisty Kłos jest dobrze wychowana, poważna, ale też głęboko emocjonalna - tak głęboko, że zazwyczaj na próżno szukać tych skrywanych uczuć na zewnątrz. Wycofana, ustępująca, bierna - pewnie to tym cechom zawdzięcza po dzień dzisiejszy przetrwanie. Jednocześnie ma w sobie coś arystokratycznego, wiele zachowań po prostu urąga jej godności, chociaż nie przez wzgląd na rozdmuchane ego... Raczej zupełnie mimowolnie uznaje, że coś jest nie dla niej, a wtedy stara się wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Wobec rozmówców najczęściej nostalgiczna oraz łagodna, będziesz miał naprawdę szczęście, jeśli ujrzysz jej blady melancholijny półuśmiech. Nie oznacza to jednak, że Złotko daje sobą pomiatać albo łatwo ją zmanipulować, wszak jest typem zagorzałej intelektualistki.
Kałużowy Krok, Goryczka, Szarówka
Nawet niespełna zmysłów Królicza pozostawała kimś drogim sercu Złotko, jej rodzoną siostrą, podmiotem zmartwień i obowiązków, radością, jasnym punkcikiem na czarnym niebie, różą wśród cierni i wiele, wiele więcej, ale na pewno nie żadną pomyłką opatrzności! Gdyby jeszcze tylko wiedziała, że wryta w ziemię na jej widok niska kocica jest naprawdę Jarzębinką, Króliczą Łapą, Króliczym Pląsem, kimś z tej samej matki i ojca... Niestety długi czas, jaki upłynął od ostatniego spotkania sióstr, chyba jeszcze w zamierzchłej erze, gdy obie były niewinnymi, młodziutkimi terminatorkami z klanu Cienia, zatarł wspomnienia Złocistego Kłosa. Wprawdzie zauważyła z oddali minimalne podobieństwo kocicy do kogoś, z kim kiedyś tworzyła rodzinę i pomyślała nawet o Jarzębince na zasadzie wolnego, słodko-gorzkiego skojarzenia, ale z góry odrzuciła myśl, że spotkana właśnie Samotniczka mogłaby być Króliczym Pląsem. Już dawno odarła się ze złudzeń co do odnalezienia członków swojej rodziny - zgubiła nadzieję tak samo jak liście, które kiedyś pokładały wiarę w drzewach na swoją wieczną zieloność, a potem zmuszone były sfrunąć martwe z obojętnych gałęzi, pod dyktando jesiennego wiatru... Teraz więc ze zobojętnieniem zrobiła ze dwa kroki w kierunku białofutrej, odnotowując jeszcze jedną dyskwalifikującą różnicę. Gdyby to naprawdę miała być Królicza, mordka by się jej nie zamykała, jako że jej biała siostra słynęła na cały klan z nieumiarkowanego gadulstwa... Tymczasem nieznajoma stała nieruchomo, kompletnie bezdźwięczna, z czymś dziwnym, nieco przerażającym wymalowanym na mordce. Ta ostatnia okoliczność skłoniła Złocistego Kłosa do zabrania głosu. - Dzień dobry, czy coś się stało? - odezwała się cicho, nienachalnie, gotowa bez żalu odejść w razie odrzucenia jej towarzystwa i pomocy.
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Coś się stało? CZY COŚ SIĘ STAŁO? Tak, stało się. Stało się, stało się, stało się, STAŁO! Mordercy! Mordercy zabili jej kochanych, cudownych synków! Najlepsze kocięta jakie istniały na całym świecie, najlepsze jakie mogły się komuś urodzić! Jej ukochany, jej ukochany Dąb i Buk, jej najlepsi, najcudowniejsi synowie, tak, najlepsi, ukochani synowie! Potwory! Zabili ich, zabili, porwali i zabili, tak, wszystko było winą Trzciny, złej, potwornej Trzciny, Trzcina na pewno, na pewno, tak, pamiętała, pamiętała, jak załatwiła wszystko, tak, załatwiła wszystko z cieniami, żeby oddali jej kocięta, kochane, najlepsze kocięta, najcudowniejszych synów, synów, jej i Chmielograba, tak, ICH SYNÓW, nie cieni, nie, oni nie byli cieniami, które mogli sobie zabrać, tak, zabrać i zabić, kodeks, KODEKS IM ZABRANIAŁ, wyraźnie im zabraniał, ale nie, nie, nie pozwolili jej, ona im nie pozwoliła, tak, nie mieli prawa tego zrobić, ale nie, mroczna, paskudna, okropna, tak, okropna i potworna trzcina, trzcina zrobiona z cieni chciała jej cudownych synów, chciała ich i omamiła Najwyższego Potwora, tak, razem ze zrobioną z cieni, tak, całą ciemną i mglistą wiewiórką i drzewem, szumiącym mrocznym drzewem, razem szepali, szeptali straszne słowa, tak, a potem porwali, potem je porwali i zabili, zabili jej cudownych synów, cudownych, najukochańszych synów! - Nie, wcale nie dobry, wcale, wcale nie! - krzyknęła, zamiatając ogonem ze złością. Potwory! Potwory, potwory, wszędzie potwory! I mordercy, tak, MORDERCY!!!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.